1. Analiza wiersza Tadeusza Różewicza pt. „Ocalony”



Pobieranie 1.08 Mb.
Strona1/25
Data06.05.2016
Rozmiar1.08 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   25
1. Analiza wiersza Tadeusza Różewicza pt. „Ocalony”.

"Mam dwadzieścia cztery lata ocalałem prowadzony na rzeź".

Wiersz Ocalony Tadeusza Różewicza jest analizą stanu umysłu ludzkiego, umysłu doświadczonego, dotkniętego zdarzeniami II wojny światowej. Wydaje się, że żadna z dotychczasowych wojen nie wyrządziła takich szkód w ludzkiej psychice, moralności, kulturze. Trzeba przy tym powiedzieć, że w przeciwieństwie do poprzednich, takie jej postrzeganie, jako czegoś niszczącego człowieka w wymiarze uniwersalnym, było i jest powszechne.

Podmiot liryczny wiersza, przedstawiając się, mówi: „Mam dwadzieścia cztery lata / ocalałem”. Taka jest jego tożsamość, będąca jednocześnie tożsamością zbiorową całego pokolenia. Należy on do pokolenia ludzi, którzy nie doświadczając życia pod zaborami, urodzili się w niepodległej Polsce. Całe swoje młodzieńcze życie przeżyli w pokoju i stabilizacji. Ludzi, których pierwszym doświadczeniem dorosłego życia była nie miłość, lecz wojna. Pokolenia pozbawionego części młodości ,rzuconego od razu w dorosłość. Cechą wyróżniającą podmiot liryczny z jego pokolenia jest to, że ocalał, zachował swoje życie. Wbrew pozorom to istotny fakt, gdyż tylu innych zginęło.

Ostatni wers pierwszej zwrotki: na rzeź prowadzony wskazuje na przeświadczenie podmiotu, że owo ocalenie nie jest jego zasługą, wynika ono tylko z tego, że skończyła się zawierucha wojenna. Przez użycie słowa rzeź sprowadza on własne życie do roli bydła prowadzonego na rzeź, które tylko dzięki przypadkowi zostaje ocalone przed śmiercią. Człowiek nie ma żadnego wpływu na swój los, musi się mu podporządkować, a może zostanie ocalony. Słowa: kim jest, dzięki czemu żyje, są dla podmiotu tak ważne, że robi z nich klamrę spinającą cały utwór. Może to znaczyć, że jest to dominujące, jedyne doświadczenie z całego życia, którego podmiot może być pewien. Dalsze wersy wiersza wskazują jednak, że od doświadczeń wojny nikt nie jest „ocalony”. Oprócz ciała dotyka ono także, a może przede wszystkim, umysłu i duszy. Podmiot liryczny tego doświadczył, dlatego mówi: widziałem, jest świadkiem upadku kultury, etyki, religii. Dlatego jego stwierdzenia To są nazwy puste i jednoznaczne czy Pojęcia są tylko wyrazami nabierają znamion prawdy. Dalsza część udowadnia to poprzez pary paralelnych zwrotek będących odpowiednio tezą i jej dowodem. Zwrotki II i IV są stwierdzeniem upadku kultury i cywilizacji. Podmiot na zasadzie oksymoronicznych zestawień buduje kolejne wersy obu tych zwrotek. Człowiek i zwierzę, miłość i nienawiść, wróg i przyjaciel, ciemność i światło stały się dla niego nazwami pustymi i jednoznacznymi. Jednoznacznymi, czyli znaczącymi to samo. Cnota i występek, prawda i kłamstwo, piękno i brzydota, męstwo i tchórzostwo te pojęcia to tylko wyrazy. Wyrazy, czyli coś, co nie ma treści. Następne zwrotki, czyli III i V są dowodami prawdziwości poprzednich. Człowiek to zwierzę, gdyż zabija się go jak zwierzę i tak samo przewozi porąbane w bydlęcych furgonach. Cnota jest równoważna występkowi, jedna osoba może być jednakowo cnotliwa i występna.

Wojna ujawniła bezmiar zła tkwiącego w świecie. Doświadczając jej, podmiot liryczny zagubił wartości, którymi uprzednio się kierował, stąd prośba o nowe Genesis, o nowe stworzenie świata niech oddzieli światło od ciemności to bezapelacyjnie prośba do Boga o wskazanie drogi życia. Taki sens można nadać wersom szóstej zwrotki Szukam nauczyciela i mistrza, tak właśnie „nauczycielu”, „mistrzu z Nazaretu” zwracali się Żydzi do Jezusa Chrystusa. Niech przywróci mi wzrok i mowę może być to nawiązanie do cudów, których On dokonywał. Słowa Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia w kontekście dwóch poprzednich wersów nabierają innego znaczenia. Niech... nazwie odnosi się do podmiotu poprzednich wersów, czyli Chrystusa. Biblijne nadanie nazwy to wzięcie w posiadanie. Dlatego słowa te mogą być prośbą o powrót Boga na ziemię paruzję, na to wskazywałby ostatni wers, który jest prośbą o powtórne genesis, lub też powrót Boga w postaci wartości zatraconych przez człowieka na przestrzeni dziejów.

Wymowa tego wiersza jest pesymistyczna. Jego tytuł Ocalony wydaje się być drwiną. Ocalony? do czego. Wszak świat już nie istnieje. Upadły wszystkie jego atrybuty język, który przestał już cokolwiek oznaczać, pozostaje martwą literą, gdyż wartości, które opisywał, dawno już przestały istnieć; cywilizacja, która udowodniła swoją bezradność wobec przemocy. Człowiek skazany jest na egzystencję bez wartości, praktycznie bez sensu, bez celu. Dlatego jedyną zmianą jego sytuacji może być ponowne genesis. Doświadczenie podmiotu lirycznego nawiązuje do Opowiadań T. Borowskiego, Medalionów Z. Nałkowskiej czy Kartoteki T. Różewicza. Opowiadania są obrazem świadomości ludzkiej w świecie bez Boga, świecie krematoriów, pieców i głodu. Człowiek jest tu przedstawiony jako zdrajca kultury. W takim świecie nie ma miejsca na heroizm, wartości są relatywizowane, zabijane przez materię. O tej rzeczywistości będzie mówił podmiot Ocalonego, mówiąc: człowiek i zwierzę, piękno i brzydota są tożsame. Takie jest też przesłanie Medalionów Z. Nałkowskiej.

W Kartotece T. Różewicza bohaterem jest całe pokolenie, pokolenie doświadczone wojną, którego uosobieniem jest bohater utworu. Poszukuje on swojej tożsamości i zagubionych wartości, ma przekonanie o sztuczności, nienaturalności swojego bytu. Szanuje wujka, bo czuje, że to jedyny stały, niezmienny punkt w świecie. Nie może zapanować nad swoją przeszłością, nie może jej uporządkować, nie może zapanować nad swoimi doświadczeniami. W jego stanie obecnym objawia się stan historii. Doświadczenia wojny i klaskania, czyli zniewolenia komunizmem sprawiają, że bohater nie może zapanować nad swoim życiem. Posiada właśnie taką wybrakowaną kartotekę. Jego doświadczenie, tożsame z doświadczeniem podmiotu lirycznego Ocalonego, domaga się powtórnego genesis. Zdaje się to być jedyny sposób na życie.


2. Dramat narodu bez państwa w wybranych utworach literatury polskiej.

Narodem bez państwa przez dłuższy czas byli Polacy. Polska utraciła niepodległość w 1795 roku, a odzyskała ją w 1918 roku. Likwidacja Księstwa Warszawskiego oraz potwierdzenie na Kongresie Wiedeńskim dominacji rosyjskiej nad Królestwem Polskim zmieniło w sposób zasadniczy warunki życia narodu. Odtąd wszystkie jego warstwy na co dzień musiały się stykać z dyskryminacją i zwalczaniem przez państwa zaborcze ich niepodległościowych dążeń.

Pierwszym poetą, który ukazał dramat narodu polskiego podczas kolejnych zaborów, był Franciszek Karpiński. W wierszu Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta wyraża rozpacz z powodu utraty przez Polskę niepodległości po III rozbiorze. Obwinia zmarłego króla o to, że nie zostawił potomka i dlatego po jego śmierci nastąpiły wolne elekcje i związany z nimi handel koroną. Karpiński na własnej skórze przeżył moment utraty niepodległości, był żywym świadkiem tego, czego doświadczył naród polski.

Innym poetą ukazującym tragizm Polski i Polaków pod zaborami był Adam Mickiewicz. W I i III cz. Dziadów ukazuje prześladowania, jakie spadły na Polaków pozbawionych w XIX wiekuswego państwa. Z utworu wyłania się obraz bezwzględnej antypolskiej polityki Rosji, chęci wyniszczenia inteligencji i kulturynarodu polskiego. Młodzież wileńska, osadzona w celi bazyliańskiej, nigdy przedtem nie występowała przeciwko Rosji, zaś do organizacji stawiających sobie za cel krzewienie kultury i nauki należała przed laty. Aresztowania spowodowane więc były chęcią zniszczenia przez Rosjan szkolnictwa polskiego, które w okręgu wileńskim stało na wysokim poziomie.

Symbolem cierpiącego narodu polskiego staje się w III cz. Dziadów pani Rollisonowa, ślepa matka jednego z uwięzionych Filomatów. Reprezentuje ona wszystkich Polaków cierpiących represje pod zaborem rosyjskim. O powstaniu listopadowym i jego upadku mówi tu poeta w sposób aluzyjny. Zrozpaczony Konrad ma pretensje do Boga, że zezwolił na upadek akcji zbrojnej Polaków. Ksiądz Piotr, pokorny sługa Boży, ma jednak w trakcie swojej modlitwy widzenie, z którego dowiaduje się, że Polska zmartwychwstanie. Hasło Polska Mesjaszem narodów miało podtrzymać na duchu Polaków po klęsce listopadowej i natchnąć wiarą w odzyskanie państwowości.

Innym przykładem, ukazującym dramat narodu polskiego państwa, jest dramat Juliusza Słowackiego Kordian. W utworze tym autor podejmuje krytykę przywódców ideowych i wojskowych powstania listopadowego i próbuje dojść przyczyn jego upadku.Głównym bohaterem utworu jest Kordian, młody człowiek, który nie potrafi znaleźć się w otaczającym go świecie. Jego naród znajduje się pod zaborem rosyjskim, zaś on, jako Polak, nie ma wielkich perspektyw na przyszłość. Pod wpływem wielu doświadczeń i rozczarowań dojrzewa i znajduje cel, któremu pragnie poświęcić swoje życie. Jest nim walka z tyranią rosyjską o wolność i niepodległość własnego narodu. Jednak jako jednostka osamotniona, skazany jest na klęskę. Słowacki ukazuje więc w utworze drugą przyczynę klęski listopadowej, jaką było niewciągnięcie przez patriotyczną młodzież spiskową do działania całego narodu. Społeczeństwo polskie, rozbite i nie zorganizowane, nie potrafi przeciwstawić się zaborcom i cierpi represje ze strony Rosjan.

Kolejnym utworem, ukazującym dramat narodu bez państwa, może być Lalka Bolesława Prusa. Autor ukazuje, jak Polacy, po klęsce kolejnego zrywu narodowego, stają się narodem poddanym szczególnym represjom zaborców. Po kolejnej przegranej ludzie są zniechęceni do akcji zbrojnych, skupiają się na własnych sprawach powolnym dorabianiu, odkładają na później szczytne niepodległościowe ideały. Główny bohater powieści ponosi klęskę zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym, co również w jakimś stopniu jest związane z sytuacją kraju.

Autor ukazuje w Lalce rozległy obraz społeczeństwa polskiego, egzystującego bez własnej państwowości. Przedstawia podupadłą arystokrację, żyjącą dawną świetnością, mało prężne mieszczaństwo i niziny społeczne. Ci ostatni często żyją w skrajnejnędzy. Społeczeństwo polskie jest więc podzielone jedni żyją w skrajnym ubóstwie, drudzy pomnażają swoje majątki. Brak własnego rządu i organizacji państwowej powoduje, że Polacyżyją na dużo niższym poziomie materialnym niż inne niepodległe narody. Pełny rozwój jest tu tłumiony przez zaborców, zwłaszcza Rosjan i Niemców.

Dramat narodu bez państwa ukazany jest także w powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Autorka przedstawia rozległy obraz społeczeństwa polskiego na wsi po klęsce powstania styczniowego. Ukazuje wartości moralne i etyczne, wyznawane przez społeczeństwo, które pozwalają mu przetrwać represjerosyjskie. Legenda o Janie i Cecylii poucza Polaków, że praca dla kraju jest również ważna jak walka z bronią w ręku o niepodległość. Mogiła powstańców z 1863 r. jest wyrazem solidaryzmu klasowego i patriotyzmu. Orzeszkowa przekonuje czytelników, że tylko zjednoczony naród i pracowity ma szansę ponownie zaistnieć na mapach Europy jako państwo.

Na podstawie Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego możemy zaobserwować, jak ciężkie warunki materialne miała większość Polaków z końca XIX w. Przyczyna tkwiła między innymi w tym, że nie mieli oni własnego państwa. Widzimy to w powieści na przykładzie chociażby ulicy Ciepłej, z której wywodził się główny bohater powieści Tomasz Judym. W nieludzkich warunkach żyli również chłopi z Cisów i robotnicy Zagłębia, na rzecz których postanawia pracować główny bohater. Historia Wiktora Judyma i jego rodziny świadczy o tym, z jakimi trudnościami materialnymi borykali się polscy robotnicy. Mimo iż Wiktor i jego żona pracują, nie są w stanie utrzymać rodziny i dlatego w końcu opuszczają kraj i emigrują na zachód.Ogromne rzesze bezdomnych, ukazanych przez Żeromskiego w powieści, i trudne warunki życia wielu Polaków były niewątpliwie wynikiem nieposiadania przez naród własnej państwowości.

Cała literatura polska, od Franciszka Karpińskiego po Stanisława Wyspiańskiego, ukazywała dramat Polaków, którzy byli pozbawienie przez przeszło 100 lat państwowości. Nawoływała ona do walki zbrojnej, zastanawiała się nad przyczynami klęski,uczyła pracy na rzecz kraju, przypominała o tradycjach, aż do momentu odzyskania niepodległości w 1918 roku.
3. Dylematy moralne bohaterów Stefana Żeromskiego.

Dylematem moralnym nazywamy sytuację, w której musimy dokonać wyboru pomiędzy kilkoma możliwościami; wybór ten jednak spowoduje rozdarcie wewnętrzne, nie będzie jasny ani oczywisty. Wybranie jednej pociągnie za sobą przymus zrezygnowania z innej, równie wartościowej idei.

W wypadku bohaterów Żeromskiego dylematy moralne poszczególnych postaci wynikały z niemożliwości pogodzenia ideałów pozytywistycznych z realiami życia. Chcąc służyć społeczeństwu, doktor Judym rezygnuje z miłości do Joasi; chemik Piotr Cedzyna nie potrafi pójść na kompromis i zaakceptować faktu, że jego studia opłacone zostały kosztem niższej płacy dla robotników, porzuca ojca, poświęca miłość ojcowską, wyjeżdża za granicę, aby własną pracą zwrócić robotnikom skradzione pieniądze. Doktor Paweł Obarecki rezygnuje ze swoich pozytywistycznych ideałów, poddaje się presji środowiska obrzydłowskiego. Ci trzej bohaterowie przeżywają dylematy moralne, gdyż nie są w stanie porzucić ideałów młodości. Czym kierują się, dokonując ostatecznych wyborów? Czy mogą postąpić inaczej? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania, analizując zachowania i decyzje najbardziej znacznych bohaterów Stefana Żeromskiego.

Rozterki Tomasza Judyma symbolizują dzieła sztuki, Wenus z Milo i Rybak Chavannesa, podziwiane przez bohatera w Paryżu. Wenus jest symbolem urody życia, piękna, hedonistycznej rozkoszy, natomiast Rybak to obraz przedstawiający nędzę, ubóstwo najniższych klas społecznych. Kontrast między tymi dziełami obrazuje wybór między szczęściem osobistym a wyrzeczeniem się go w imię poświęcenia się dla dobra potrzebujących warstw społeczeństwa. Judym nie potrafi zapomnieć o dzieciństwie spędzonym w warszawskiej dzielnicy nędzy, pamięta bardzo wyraźnie o swoim pochodzeniu. Ma świadomość przeklętego długu wobec klasy, z której się wywodzi. Aby spłacić ten dług, zrezygnuje zarówno ze szczęścia osobistego, jak i z życia rodzinnego. Jedynie żyjąc samotnie, bez ciężaru obowiązków wobec rodziny, Judym może poświęcić się całkowicie pracy społecznikowskiej. Może zaangażować się w nią pełnym sercem i żadne troski i kłopoty rodzinne nie będą go od niej odciągały. Doktor Judym jest człowiekiem, który podejmuje często decyzje, kierując się jedynie impulsami; są one w pewnym sensie pochopne, niczym nie podparte. Zastanawiające jest, dlaczego Tomasz Judym decyduje się nagle poślubić Joasię. Prawie równie szybko rezygnuje z tej miłości, zrywa związek. To pobyt w Zagłębiu zadecydował o wyborze narzuconego obowiązku, o spłacie przeklętego długu. Jedynie rozdarta sosna obrazuje stan ducha bohatera, tak naprawdę Judym jest rozdarty duchowo. Pozostaje postawić sobie pytanie, czy Judym dokonał właściwego wyboru, czy nie poświęcił jednak zbyt wiele dla idei społecznikowskiej?

Podobne pytanie możemy sformułować w stosunku do chemika Piotra Cedzyny. Tkwi w nim tak silne poczucie sprawiedliwości społecznej, że gdy dowiaduje się, skąd jego ojciec czerpał fundusze na opłacenie studiów, postanawia natychmiast wyjechać do Anglii, zarobić pieniądze, aby móc zwrócić je poszkodowanym robotnikom. Piotr jest w stosunku do ojca bardzo surowym sędzią. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy Dominik Cedzyna dopuścił się kradzieży pieniędzy. Jego zwierzchnik, Teodor Bijakowski, nie ucierpiał finansowo na machinacjach Cedzyny, sam Bijakowski zaproponował swojemu zarządcy produkowanie taniej. To, co miał na tym zyskać Cedzyna, zależało tylko od niego samego. Robotnicy zgodzili się na dwadzieścia kopiejek w miejsce trzydziestu, przecież gdzie indziej nawet tylu by nie dostali. Czy więc była to kradzież, czy tylko sprytne gospodarowanie pieniędzmi? W dodatku czy pobudki, jakimi kierował się Dominik, nie usprawiedliwiają przynajmniej częściowo jego postępowania? Piotr uznał, że dług należy spłacić i bardzo oschle obszedł się z własnym ojcem. Odjechał, zostawiając starego Dominika w poczuciu nie w pełni zrozumiałej winy i w rozgoryczeniu. Ojciec, który żył tylko dzięki świadomości, że jego syn kocha go, karmił się tą miłością, zostaje nagle porzucony przez ukochane dziecko. Dlaczego? Dlatego, że doktor Piotr nie potrafi żyć ze świadomością, że studiował kosztem najuboższych. Ta myśl kłóci się z jego sumieniem. On przecież ma swoją pracą pomagać ludziom, a nie krzywdzić, wyzyskiwać ich. Chyba jednak decyzja podjęta przez Piotra nie jest w pełni popierana, akceptowana przez czytelnika. Czy w tej sytuacji nie powinien on był wybrać mniejszego zła? Czy nie łatwiej byłoby pogodzić się z faktem należącym do przeszłości i zostać w kraju blisko starego ojca? Można chyba zakwestionować siłę uczucia Piotra do ojca. Czy w imię miłości ojcowskiej Piotr nie mógłby zapomnieć na chwilę o ideałach społecznikowskich? Swoją decyzją zranił przede wszystkim kochającego go ojca, samego siebie również. Trudno powiedzieć, że dokonał właściwego wyboru, preferując ideę nad miłość.

Nieco inaczej przedstawia się problem dylematu moralnego doktora Pawła Obareckiego. Po ukończeniu studiów doktor Paweł, zarażony ideami pracy u podstaw i pracy organicznej, postanowił wyjechać do małego miasteczka Obrzydłówka i tam się osiedlić. W jego czasach modnym był fakt mieszkania w małej mieścinie, w celu szerzenia tam idei pozytywistycznych. Doktor Paweł posłuchał głosu pozytywistów i osiadł w Obrzydłówku. Po przyjeździe do miasteczka natychmiast, niezupełnie świadomie, wydał wojnę aptekarzowi i miejscowym felczerom. Próbował leczyć ludzi bezpłatnie i uczyć ich higieny. Po pewnym jednak czasie, widząc brak efektów swojej ciężkiej pracy, porzucił myśl dalszego naprawiania świata. Niechęć, z jaką się spotkał ze strony miejscowej elity, spowodowała, że Obarecki zaprzestał pracy społecznikowskiej. Uległ presji otoczenia i zrezygnował ze swoich młodzieńczych ideałów. Zdał sobie sprawę, że samotnie nie zdoła uczynić wyłomu w konserwatywnej strukturze społecznej i nie uda mu się zmienić sposobu myślenia mieszkańców Obrzydłówka. Prawdą jest, że doktor Paweł raz lub dwa razy do roku doświadczał „metafizyki”, kilkugodzinnego świadomego samobadania bystro, z szaloną gwałtownością napływających wspomnień [...], postanowień niezłomnych, ślubów, zamiarów. Jednak to wszystko nie prowadziło do żadnej zmiany na lepsze i przemijało. Mimo negatywnej samooceny doktor Obarecki nie był już zdolny do poświęceń. Można nawet stwierdzić, że ani śmierć Stasi, ani wywołany przez to wstrząs, nie zmienią w żaden istotny sposób życia Pawła Obareckiego. Wydaje się, że kiedy porównujemy go z Judymem i Cedzyną, Obarecki wypadnie najsłabiej. Mimo iż kwestionuje się właściwość postępowania dwóch pierwszych, to z drugiej strony należy ich podziwiać za odwagę w dokonywaniu bardzo trudnych i kontrowersyjnych wyborów. Paweł Obarecki natomiast na tle Judyma i Cedzyny zachował się prawie jak tchórz, przyjął postawę konformistyczną. Miał chyba zbyt słaby charakter, by bronić idei pozytywistycznych. Może też sam nie był do końca przekonany o ich słuszności i powodzeniu, co spowodowało, że w zetknięciu z realiami życia codziennego został zmuszony do złożenia broni. Tu nasuwa mi się następujące pytanie: na ile człowiek ma obowiązek wobec siebie, a na ile wobec zbiorowości? Jeśli uznamy, że najważniejszy jest obowiązek wobec siebie, to musimy przyznać słuszność decyzji Obareckiemu.

Bohaterowie Żeromskiego widzieli różnie obowiązek wobec siebie i wobec społeczeństwa. Tomasz Judym i Piotr Cedzyna podjęli decyzję, że pomaganie innym, praca dla innych jest ważniejsza niż szczęście osobiste. Idee społecznikowskie postawili oni ponad szczęście rodzinne. Paweł Obarecki zachował się inaczej. On zrezygnował z idei, zweryfikował swoje założenia i postanowił przystosować się do otaczającej go rzeczywistości. Każdy z tych trzech bohaterów stał przed dylematem, każdy z nich dokonał wyboru, decydował, jakimi drogami będzie kroczył w przyszłości. A ocenę czy ich decyzje były słuszne, Stefan Żeromski pozostawił czytelnikowi.
4. „Dziełami wielkimi i moralnymi są tylko dzieła prawdy”(Emil Zola). Skomentuj tę opinię, odwołując się do wybranych utworów literackich.

Sztuka, tworzona przez człowieka i dla człowieka, jest nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Jako stałej towarzyszce ludzkiego życia, zwykliśmy wyznaczać jej funkcję nośnika ponadczasowych prawd i uniwersalnych wskazówek. Wielkimi dziełami określamy więc utwory, które oprócz walorów estetycznych zawierają naukę moralną. Dla mnie wzorem takiego arcydzieła jestBiblia, która nie tylko mówi o świętości, ale także nią jest. Idealnym dziełem jest bowiem utwór, który, mówiąc o życiu, jest zarazem jego częścią. Mam na myśli jedność pracy z rzeczywistością, a więc „zlanie się” jej z naturą. Pamiętając jednak o arystotelesowskim mimesis, czyli naśladowczym charakterze sztuki, mam świadomość, że osiągnięcie takiego ideału jest praktycznie niemożliwe. Możliwe jednak jest zbliżenie się do tego wzorca, poprzez realistyczne obrazowanie świata. Prawdy wielkie i moralne płyną bowiem z samego życia.

Źródłem ludzkiej moralności są, moim zdaniem, prawdy pierwotne, prawdy czerpane z natury. Według filozofii taoistycznej, która dla mnie stała się podstawą do odnalezienia własnej „drogi życia”, najistotniejsze prawdy tkwią w naturze i codzienności. Trzeba umieć obserwować rzeczywistość, dostrzec, jakie prawa rządzą ludzkim działaniem, aby z nich zbudować własny kodeks moralny.

Światem jednak często kierują fałszywe odruchy ludzkie, dlatego aby odnaleźć istotę jego funkcjonowania, należy przebić się przez grubą warstwę zakłamania. Trzeba odnaleźć prawdę o ludziach, która często skrywana jest pod płaszczem pozorów. Wysiłek ten chyba najczęściej podejmują literaci, jako ci, których szczególna wrażliwość nie pozwala na tolerowanie zakłamania. Na przestrzeni wieków wielu twórców usiłowało odsłaniać prawdziwe oblicze świata, ale niewielu jest takich, którym się to udało.

Dla mnie twórca, który napiętnował zakłamanie, w obojętnie jakiej dziedzinie życia, godzien jest miana mistrza, jego utwór zaś gotowa jestem okrzyknąć arcydziełem.

Wydaje mi się bowiem, że literatura powinna być w pewien sposób utylitarna, jeżeli chodzi o jej treści moralne. Chciałabym przytoczyć kilka przykładów dzieł literackich, które właśnie ze względu na zawartą w sobie prawdę o życiu nazwać można „wielkimi i moralnymi”.

Jak już wspomniałam, problem prawdy o życiu nękał literatów już od najdawniejszych czasów.

Dla udowodnienia własnych słów, chciałabym podać przykład Antygony Sofoklesa utworu z IV wieku p.n.e. Tytułowa bohaterka, wbrew woli władcy państwa, Kreona, postanawia pochować zwłoki swego brata, Polinejkesa. Sofokles ukazuje prawdę o bohaterce, która, będąc rozdartą wewnętrznie, popada w konflikt tragiczny. Chcąc być w zgodzie z prawami boskimi, Antygona łamie zakazy Kreona. Decyduje się na pochowanie brata, a tym samym skazuje się na śmierć.

Kreon jest przykładem władcytyrana, który, pragnąc realizować własne wyobrażenia na temat państwa, postępuje wbrew prawu boskiemu. Przyrównać go można do Hitlera lub Stalina, którzy w miejsce tradycyjnej religii wprowadzają kult silnej władzy. Przypomnijmy sobie w tym miejscu decyzję Stalina o zburzeniu cerkwi Chrystusa Zbawiciela i planie budowy na jej miejscu Pałacu Sowietów, aby zobrazować proces wypierania religii jednowładztwem. Ofiarami takiego procesu padają zwykle ludzie, tacy jak Antygona lub jej współczesny odpowiednik ks. Popiełuszko.

Sofokles sugeruje nam refleksję, że mimo śmierci Antygony,triumfuje moralność. Antygona jest reprezentantką całego społeczeństwa, Kreon zaś jednostką o wielkiej władzy. Moim zdaniem racja tkwi więc w zbiorowej świadomości, a nie w umyśle i wyobrażeniach jednostki. Sofokles pokazuje nam prawdę na temat relacji władzaspołeczeństwo, a także wskazuje rozbieżności między prawem boskim a ziemskim. Opisując określone postawy, skłania do wyciągnięcia wniosków z przedstawionych faktów. Prawda niesie bowiem ze sobą naukę moralną. Tylko odwieczna i ciągle ta sama etyka, nakazująca miłość do drugiego człowieka i głęboka wiara są wartościami ponadczasowymi. Prawo boskie zawsze zwycięża ziemskie zakazy. Człowieka można zabić, ale jego racje pozostaną niepodważalne i wciąż żywe. Antygona zginęła, ale klęskę poniósł Kreon. Popiełuszko został zabity, ale nadal funkcjonuje w społeczeństwie polskim przeświadczenie o słuszności jego poglądów i działania, którego się podjął.

Według mnie Antygonę należy zaliczyć się do tych utworów, które, ze względu na zawartą w nich prawdę o człowieku, wzbogacają nasze wnętrze i niosą bezwzględne nakazy walki o własną moralność, o zgodę z samym sobą i zachowanie godności.

Myślę, że rozważając problem moralności na podstawie odkrywania prawdy o człowieku, warto wspomnieć o Innym świecie HerlingaGrudzińskiego. Lagier sowiecki, przedstawiony przez Grudzińskiego, zupełnie inaczej wygląda „zza drutów”, a inaczej widziany od wewnątrz. Czyżby prawda miała dwa oblicza?

Pokój przeznaczony dla odwiedzających, utrzymany w przytulnej, prawie domowej atmosferze, daje podstawę, aby sądzić, że cały obóz wygląda podobnie. Rzeczywistość jest jednak całkowicie odmienna. Prawdziwy jest tylko obraz postrzegany przez więźniów, oni tylko upoważnieni są do wypowiadania opinii na temat swoich warunków życia. Tylko ci, którzy doświadczą konkretnej rzeczy, znajdą się w określonej sytuacji lub spróbują życia w danych warunkach, mają prawo do nazywania swoich spostrzeżeń prawdziwymi. Prawda nie uznaje bowiem światłocieni. HerlingGrudziński, obrazując nieludzkie warunki życia w obozie i bestialski sposób traktowania więźniów, wskazuje na sylwetki bohaterów, którzy pośród odczłowieczenia umieli zachowywać się jak ludzie. Michaił Kostylew i Natalia Lwowna potrafili postępować zgodnie z samym sobą, być godnymi i wolnymi tym specjalnym rodzajem wolności, która pozwala decydować o własnej śmierci. I choć autor ma świadomość, że podobne postępowanie wymagało heroicznego wysiłku, nie usprawiedliwia jednak tych, którzy go nie podjęli, a tym samym dali się odczłowieczyć, skrzywdzić i poniżyć.

Manichejska struktura dzieła (prześwity w mrokach) wskazuje na dualizm natury ludzkiej oraz daje bezwzględny nakaz walki o zachowanie godności. HerlingGrudziński na przykładzie bolesnej prawdy o obozie przekazuje czytelnikowi naukę moralną. Naukę, która mówi o konieczności zachowania silnego charakteru nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Głosi potrzebę stworzenia sobie ugruntowanego systemu wartości, który może stać się dla człowieka „ostatnią deską ratunku”. HerlingGrudziński, poprzez ukazanie prawdy o człowieku, w naturze którego leży uzależnienie własnych poglądów od sytuacji, udowadnia, że relatywizm zasad moralnych prowadzi do zabicia osobowości. Wydaje mi się, że właśnie ukazanie łagrowej rzeczywistości w sposób realistyczny jest punktem wyjścia do rozważań nad ludzką moralnością. Tylko ukazanie prawdy o zachowaniu się ludzi w warunkach ekstremalnych może doprowadzić do właściwych wniosków. Poznanie warunków determinuje bowiem ich analizę.

Kolejnym utworem, który pragnę zaprezentować jako nośnik ponadczasowych prawd, jest III część Dziadów. Mickiewicz, wskazując na podział społeczeństwa na część zainteresowaną losami kraju i obojętną wobec nich, demaskuje prawdziwe oblicze Polaków. Podczas gdy młodzież i weterani torturowani są za swą działalność niepodległościową, arystokracja stara się nie angażować w politykę. Jedni widzą w Nowosilcowie kata narodu, inni doskonałego wodzireja balów. Mickiewicz wyraźnie wartościuje obie części Polaków. Jego sympatia jest zdecydowanie po stronie aktywnych, którzy zachowali honor, uczciwość i chęć walki o ojczyznę. Są oni spadkobiercami najlepszych polskich tradycji, do których należą: głęboka wiara, rycerskość i służba krajowi. Młodzi pozostali wierni ojczyźnie, zachowali ideę niepodległościową, wbrew ogólnemu przeświadczeniu o klęsce Polski. Arystokracja natomiast zaprzedała się Rosji. Postawami arystokratów rządzi chęć zysku zdobywania kontaktów, urzędów i pieniędzy. Analiza podziału społecznego w Polsce dziewiętnastowiecznej skłania nas do refleksji na temat uczciwości wobec własnego kraju.

Można powiedzieć, że arystokracja zdradziła Polskę, niczym Piłat umyła ręce od odpowiedzialności. Mickiewicz wyraźnie krytykuje podobne zachowanie. Popiera natomiast Polaków aktywnych, którym nawet zadedykował swoją pracę:/Narodowej chwały męczennikom poświęcam/ Autor

Poparcie młodzieży jest zarazem pochwałą moralności, nakazującej wierność własnym przekonaniom, rycerską odpowiedzialność za ojczyznę oraz zdolność do poświęceń.

Bywają sytuacje, w których bezpośrednie przekazywanie prawdy jest niemożliwe. Realistyczny przekaz zastępuje wówczas metafora, a konkretne cechy uosabiają np. zwierzęta. Mam na myśli bajki I. Krasickiego, które stanowią krytykę określonych postaw i zachowań. Krasicki piętnuje ludzkie wady, a żeby krytyka nie była zbyt zjadliwa, okrywa ją płaszczem metafory. Lis u niego staje się symbolem sprytu i chytrości, ptak wolności, jagnię potulności. Prawda nie jest przekazana w sposób dosłowny, ale niesie jednak naukę moralną.

Prawda pozwala na stworzenie zasad moralnych, obrazuje złe lub dobre postawy, ale jej nadrzędną funkcją jest, jak sądzę, przekaz istotnych zdarzeń lub informacji. Tylko za sprawą rzeczywistego opisu możemy poznać fakty dotyczące historii. Przypomnijmy sobie reportaż Zofii Nałkowskiej pt. Dwojra Zielona. Jest w nim zawarty wizerunek kobiety, która za wszelką cenę pragnie przeżyć wojnę. Nie ma co jeść, nie ma gdzie spać, jest ranna i zmęczona, ale tkwi w niej ogromna wola przetrwania. Dlaczego? W kilka lat po wojnie Dwojra przyzna się reporterce, że w ciągu tych strasznych dni wojennych czuła, że musi przeżyć, aby móc opowiedzieć o cierpieniach innych. Niech świat wie, co oni robili powie Dwojra, tłumacząc pragnienie przeżycia.

Prawdziwa relacja obiektywnej osoby jest jedyną możliwością odtworzenia dziejów. Medaliony Nałkowskiej są właśnie takim beznamiętnym, suchym, pozbawionym komentarza zapisem faktów. Dają czytelnikowi wierny obraz rzeczywistości, pozostawiając mu ocenę. Aby udowodnić wartość dzieła zawierającego obiektywny opis zdarzeń, chciałabym podać przykład Kroniki Wincentego Kadłubka, która, mimo że ma duże walory artystyczne, jest pracą zupełnie bezwartościową z punktu widzenia nauki. Kadłubek upiększał bowiem swoje dzieło, do historii Polski wplatał fikcyjne wątki, dodawał cytaty.

Zastanawiając się nad istotą prawdy, dochodzę do wniosku, że jej największą zaletą jest krytycyzm. Prawda ma ściśle określone granice, a jej łagodzenie, zaostrzenie lub jakiekolwiek koloryzowanie sprawia, że granice te przesuwają się. Prawda przestaje być prawdą. Dzieła prawdy godzą w ludzkość, a zarazem doskonalą ją.

Wydaje mi się, że ludziom bardzo trudno jest pogodzić się z krytycznymi uwagami na ich temat, a jeszcze trudniej wykorzystać je do pracy nad sobą. Realistyczne prace pełnią więc rolę wychowawcy wskazują błędy i nawołują do poprawy poprzez naśladowanie określonych wzorów.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   25


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna