1. Pewnego razu wydaje mi się, że to był wtorek…



Pobieranie 373.85 Kb.
Strona1/7
Data06.05.2016
Rozmiar373.85 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7
1. Pewnego razu.. wydaje mi się, że to był wtorek…
Był ciepły, lipcowy dzień. Słońce zerkało przez szyby do pokoju, w którym mieszkała, wpraszając się nieśmiało do środka i rozświetlając całe pomieszczenie swoim blaskiem. Ocierało się o meble, tańczyło na dywanie, zaplątywało się między porozrzucane po podłodze ubrania. Ściany pomalowane wiosną, były całe w żywych kolorach. Zrobiła wszystko co mogła, aby nazwać to miejsce domem. Nad jej łóżkiem wisiały zdjęcia z rodziną i przyjaciółmi. Były tam po to, aby odpędzić samotność.

Mimo to, siedziała sama, rozmyślając o wszystkim, co do tej pory przeszła. Nie sądziła, że potrafi tak wiele znieść. Teraz miała zacząć wszystko od początku. Nowe miasto, nowi ludzie, nowe życie. Bała się co przyniesie przyszłość, jednak niecierpliwie chciała wybiec jej na spotkanie.



XXX
To naprawdę piękny wtorek, zauważyłam, gdy tylko otworzyłam frontowe drzwi. Świeciło słońce, pierwszy raz po kilku dniach ukrywania się przed piorunami i błyskawicami. Nie znosiłam deszczowej pogody. Z tego powodu musiałam porzucić myśli o wyjściu z domu w czasie burzy. Ale dziś miało się zdarzyć coś dobrego, czułam to.

5 tygodni temu wyprowadziłam się z domu, aby trzymać się z dala od moich rodziców. Byli po prostu zbyt skomplikowani. Opuszczając miasto, musiałam również zostawić moich przyjaciół. Serce mi pękało, ale wiedziałam, że nie mogę tam dłużej zostać. Czekało na mnie o wiele więcej.

Był to pierwszy dzień od mojej przeprowadzki w którym czułam się wystarczająco dobrze, aby gdzieś wyjść. Idąc za głosem serca, udałam się do parku, położonego dwie przecznice od mojej ulicy. Zapach słodyczy i rozbrzmiewający śmiech sprawiły, że również się uśmiechnęłam. Park był pełen zgiełku powodowanego przez niemowlaki, dzieci i ich rodziców. Miejsce było przyjemne. Kupiłam ogromnego loda i usiadłam na ławce, obok piaskownicy. Mogłam z niej obserwować biegające i bawiące się maluchy. Kiedy byłam młodsza, życie było o wiele prostsze. Tęskniłam za tą dziecięcą naiwnością.

Po drugiej stronie piaskownicy siedziała dziewczyna. Ona również przypatrywała się małym dziewczynkom i chłopcom. Zauważyła mnie, ale byłam zbyt zajęta uśmiechaniem się do dwóch dziewczynek, bawiących się w pobliżu w księżniczki. Zastanawiałam się, czy któraś z nich mogłaby kiedyś skończyć jak ja – samotna, bez księcia, który mógłby ją ocalić.

Nagle, jedno z bawiących się dzieci, rzuciło piłką w moim kierunku. Wystraszyłam się, mój lód upadł na ziemię, a serce przyspieszyło. - To była tylko piłka, nic więcej. Przestań być nierozsądna – powiedziałam do siebie. Sekundę później, u mojego boku pojawiła się zmartwiona dziewczyna, której wcześniej nie dostrzegłam. Zaraz za nią zjawiło się dwóch chłopców. Starszy i młodszy z wyraźnie malującym się na twarzy poczuciem winy. Starszy miał na imię James. Młodszy, który uderzył do mnie piłką, był jego kuzynem. Dziewczyna spojrzała na mnie i zapytała:

- Hej, wszystko w porządku? – Była pierwszą osobą w nowym mieście, która się do mnie odezwała i może dlatego minęło trochę czasu, zanim odpowiedziałam.

- Tak.. chyba.. – Uśmiechnęłam się zawstydzona.

- Przepraszam. – odezwał się nagle starszy z chłopców - Myślę.. że podarujemy jej nowego loda kolego. – Mniejszy chłopczyk spojrzał na starszego i uśmiechnął się do mnie, co miało znaczyć, że jest mu przykro. – Dlaczego nie pójdziesz i nie wybierzesz najsmaczniejszego dla tej ładnej dziewczyny? – Zapytał starszy, wręczając chłopczykowi pieniądze. Stojąca obok niego nieznajoma znowu zerknęła na mnie przyjaźnie.

- Nie powinniście się tym przejmować… Wszystko jest w porządku!

- Cóż, gdybym była Tobą, - wtrąciła się nagle - nie wybaczyłbym nikomu, jeśli nie odzyskałabym swojego loda. – Zaśmiała się wesoło, a potem powiedziała – Mam na imię Taylor, to mój przyjaciel James, a ten wesoły i psotny chłopczyk to jego kuzyn Tom.

- Jestem Katherine i byłoby uroczo poznać Was.. w innych okolicznościach.

- Spokojnie, droga Kath.. nadchodzi Twój lód. – Powiedział James, śmiejąc się i ignorując mój zły nastrój.

Tom wrócił, trzymając 4 lody w swoich małych rączkach. Było dla mnie tajemnicą, jak mu się to udawało. Zapytał mnie, który smak najbardziej mi odpowiada, ponieważ nie potrafił wybrać tylko jednego. Poprosiłam o truskawkowy. Podziękował mi, ponieważ bardzo zależało mu na czekoladowym. Rozbawiło mnie to i wkrótce chłopczyk opowiadał nam dowcipy, aby znowu zobaczyć jak się uśmiecham.

- Masz najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem.. – powiedział Tom, w środku jedzenia swojego loda. Potem szturchnął Jamesa i zaczął mówić do niego przyciszonym głosem. – Dlaczego się z nią nie umówisz? – James spojrzał na mnie kątem oka. Wiedział, że słucham, ale zamiast powiedzieć do mnie cokolwiek, tylko się uśmiechnął. Poczułam, że moje policzki robią się czerwone i odwróciłam wzrok. Taylor siedziała z boku notując coś w zeszycie. Czy ona też przysłuchiwała się rozmowie? A co jeśli podobał jej się James? Zaczęłam nerwowo przygryzać wargę. Sytuacja stawała się niezręczna. Nie wiedziałam jak się zachować. Jeszcze raz zerknęłam na Taylor. Wydawała się być nieobecna. Pogrążona w swoim świecie, a mnie, nie wiedzieć czemu zależało na tym, aby usłyszeć jego odpowiedź.

- Wiesz Tom, myślę, że taka ładna dziewczyna jak ona, na pewno ma już chłopaka.

- Wielka szkoda. – Tom zamilkł na chwilę, prawdopodobnie rozmyślając o tym, co usłyszał. – Ale.. może go nie lubi, a no wiesz, nie jesteś znowu taki brzydki jak twierdzi wujek John..

- Daj spokój Tom! W ogóle nie jestem brzydki! – Oboje parsknęli śmiechem, a ja cóż, nie mogłam nic na to poradzić, ale również mimowolnie się uśmiechnęłam.
XXX
Po południu Taylor, James i Tom odwieźli ją do domu. I nawet jeśli nie mieli samochodu, Tom upierał się przy słowie „odwieźli”. To zabawne jak swobodnie się czuła w towarzystwie tych dwóch, niedawno poznanych chłopców i tajemniczej dziewczyny. James był miłym facetem i wkrótce zauważyła, że faktycznie nie jest wcale taki brzydki. Wydawał jej się nawet uroczy. Odpowiadała zdawkowo, kiedy on i jego towarzyszka zaczęli jej zadawać mnóstwo pytań.
XXX
- Pamiętasz kiedy pierwszy raz się zakochałaś? – Zapytała Taylor niespodziewanie.

- Tak… Byłam wtedy w wieku Toma. To były czasy księżniczek i piratów…

- Lubiłaś piratów? – Zdziwił się James. - Cóż, ja zawsze byłem super bohaterem, to o wiele lepsze niż piraci…

- Wiedziałam, że piraci to złe charaktery.. Za to super bohaterowie zawsze ukrywali się za swoimi pelerynami i maskami. – Taylor przypatrywała mi się z nieukrywaną ciekawością. Jej wzrok był intensywny. Przeszywał mnie na wylot. Tak, jakby chciała usłyszeć dalszy ciąg tej niecodziennej rozmowy, która wywiązała się między mną a jej przyjacielem. Czy była zazdrosna?

- Może i byłem tym rodzajem super bohatera, który ukrywał się za swoją peleryną… Ale kiedy pirat zaatakował księżniczkę, byłem pierwszym, który spieszył jej na ratunek.
Byliśmy już niedaleko mojego domu, kiedy chłopcy zaczęli się zakładać o to, jakiego koloru są moje drzwi. Tom mówił, że są zielone. James był pewien, że są czerwone, tak samo jak w filmach; Byłabym „jego dziewczyną ukrytą za czerwonymi drzwiami.” Taylor szła kilka kroków za nami, wstukując coś do swojego iPhona. Zastanawiałam się o czym myśli. Miała taki nieodgadniony wyraz twarzy. Z zadumy wyrwał mnie głos Toma.

- Ale James, naprawdę myślę, że jej karnacja pasowałaby do zielonych, frontowych drzwi.

- Kolego, nie zapominaj, że dziewczyny lubią czerwony i różowy. A jako, że nigdy nie widziałem różowych drzwi, to założę się, że jej są czerwone. Czyż nie lubisz czerwonego Kath?

- Tak, czerwony jest ładny… - Zobaczyłam jak Tom robi naprawdę rozczarowaną minę i dodałam – Ale sądzę, że żaden inny kolor, nie jest tak śliczny jak zielony.


James i Tom mylili się, ponieważ moje drzwi wejściowe były po prostu drewniane, jak wszystkie inne na tej ulicy. Jednakże pod koniec dnia, jedna rzecz była pewna. Może to wcale nie książę miał mnie ocalić, może wszystkim czego potrzebowałam, był super bohater…

2. Wszystko co pamiętam, to że powiedziałaś „Cześć!”


Obudziła się o 6 rano. Jej głowa była ciężka od nadmiaru myśli. Spędziła całą noc na wspominaniu tego wspaniałego i cudownego lata. Ich lata. Potem nadeszła jesień. On wyjechał do sąsiedniego miasta, aby kontynuować studia, ona została tutaj, nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Nadal spotykali się w weekendy. Poświęcał jej każdy wolny dzień, jaki udało mu się znaleźć. Czasem przyjeżdżał nawet na parę godzin, żeby tylko się z nią zobaczyć. Oprócz tego dzwonił, wysyłał smsy, każdego wieczoru rozmawiali przez skype… mimo to, tęskniła za Nim. Nawet codzienne rozmowy i setki wiadomości, nie mogły zastąpić najzwyklejszego uścisku kiedy była smutna, zła lub zmęczona życiem.

Kiedy dostała pracę w małej kawiarence w centrum, pomyślała, że wreszcie wszystko się ułoży. Zarobi trochę pieniędzy i będzie mogła wrócić na studia. Tym razem sama zadecyduje o swojej dalszej przyszłości. Nie będzie słuchać narzekań rodziców na temat tego, jak marnuje sobie życie i roztrwania ich rodzinny majątek. Leżąc w łóżku, rozmyślała o swoich planach. Zawsze chciała uczyć muzyki. Kiedy w końcu stanie na nogi, złoży podanie do lokalnego colleage’u. Może nawet uda jej się pogodzić pracę z nauką i wreszcie będzie w pełni niezależna. Z czasem na pewno przekona go, żeby zamieszkali razem. A kiedy skończą studia i dostaną wymarzone posady, będą mogli założyć rodzinę. Pierwszy raz potrafiła spojrzeć w przyszłość optymistycznie. Kochała go całym sercem i czuła, że jest jej drugą połową – osobą, na którą czekała całe swoje dotychczasowe życie. Im częściej spoglądała wstecz, przypominając sobie ich wszystkie wspólnie spędzone chwile, tym bardziej była pewna swoich uczuć. Miała nadzieję, że los stał się wreszcie dla niej łaskawy. Czuła to..


XXX
Obudziłam się wyjątkowo wcześnie. Nadal miałam na sobie Jego sweter. Założyłam go zeszłego wieczoru, aby poczuć się lepiej. Tęskniłam za Jamesem. Ostatnio bardziej niż zwykle. Przygotowywał się do egzaminów i nie miał już dla mnie tyle czasu co wcześniej, ale zbliżały się święta, a to oznaczało całe 2 tygodnie spędzone tylko we dwoje. Podniosłam się z łóżka i wyjrzałam przez okno. Pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Chmury na niebie i lekki przymrozek zwiastowały oczekiwany przez wszystkich pierwszy śnieg. Cóż.. przez wszystkich z wyjątkiem mnie. Najchętniej wróciłabym pod kołdrę, ale byłam w 100% pewna, że moja szefowa nie zrozumiałaby, że jedynym powodem dla którego opuściłam niespodziewanie jeden dzień w pracy, była moja niechęć do zimna, chłodu i mrozu.

Zjadłam szybkie śniadanie i niechętnie zdjęłam sweter mojego chłopaka. Pachniał przepięknie i czułam się w nim taka bezpieczna.. Niestety w kawiarni, musiałam nosić swój zwyczajowy „mundurek” – białą koszulę, czarną spódniczkę i czarne baletki. Przebrałam się, wrzuciłam baletki do torby (było zbyt zimno, aby wyjść w nich na zewnątrz) i spięłam włosy w prosty kucyk. Potem założyłam płaszcz, rękawiczki i czapkę. Zmarznięte palce, nie pomagały w noszeniu filiżanek i pisaniu zamówień. Kiedy wychodziłam z domu, w mojej kieszeni delikatnie zawibrował telefon. „Miłego dnia skarbie!” – To James. Zawsze wiedział jak poprawić mi humor. Wystukałam szybko odpowiedź na klawiaturze, wcisnęłam „wyślij” i zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była 7:30. Miałam około godziny, żeby dotrzeć do celu. Mimo zimna, zdecydowałam się iść pieszo. Mijałam znajome miejsca, w których jeszcze do niedawna, spędzałam większość swojego czasu: park, kino, mała włoska restauracja.. Wspomnienia były wszędzie. Otaczały mnie, dając mi ciepło i poczucie szczęścia.

Mimo, że miasteczko było małe, ulice były pełne ludzie. Spieszyli się do pracy i szkół. Chodniki były wąskie, więc ciągle wpadałam na kogoś, mamrocząc „przepraszam”. Wreszcie wydostałam się z tłumu i zatrzymałam się przy przejściu dla pieszych. Po kilku minutach oczekiwania, zapaliło się zielone światło i mogłam przejść na drugą stronę ulicy. Patrzyłam prosto przed siebie. Nie chciałam nikogo potrącić. Nagle w grupce ludzi, mignęła mi znajoma twarz. Moje serce przyspieszyło, dłonie w rękawiczkach spociły się. Ten sam wzrost, kolor włosów, podobna sylwetka… - Nie, to nie możliwe.. na pewno mi się przywidziało.. przestań panikować! – powiedziałam do siebie. Lekko rozkojarzona wpadłam do kawiarni. Zostało jeszcze tylko 15 minut do otwarcia więc szybko pobiegłam do szatni. Zdjęłam płaszcz, rękawiczki, czapkę i zmieniłam buty.

- Cześć Kath! – Moja przyjaciółka Lea, uśmiechnęła się wesoło na mój widok. – Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.

- Nie, po prostu nie spałam zbyt dobrze, to wszystko. – Chciałam uniknąć dalszych pytań, więc szybko zmieniłam temat. – A jak wczorajsza randka z Markiem? – zapytałam, udając zainteresowaną. To było to. Lea natychmiast o mnie zapomniała i pełna podekscytowania zaczęła opowiadać mi o szczegółach wczorajszego wieczoru. Udawałam, że słucham i wtrącałam się w odpowiednich momentach. „Nie!”, “Nie ma mowy!”, “Naprawdę to zrobił?!”. Kiedy pojawili się pierwsi klienci, rzuciłam się w wir pracy. Po dobrych kilku godzinach stanęłam w końcu za ladą. Musiałam odpocząć. Nowe buty dawały mi w kość. Stopy bolały niemiłosiernie od ciągłego biegania między stolikami. Układając filiżanki w równych rzędach myślami byłam już w domu. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka zawieszonego przy drzwiach. Poczułam powiew zimnego powietrza. Ktoś wszedł do środka. Podniosłam głowę i wtedy ją zobaczyłam. Wysoka, piękna, z blond włosami rozwianymi przez wiatr szalejący dziś na zewnątrz, rozglądała się po pomieszczeniu, szukając wolnego stolika. Spuściłam wzrok. Taylor była chodzącym ideałem. Odkąd ją poznałam, zastanawiałam się jak to możliwe, że taka dziewczyna jak ona nie ma chłopaka. Nie rozmawiałyśmy za często. Kiedy ja i James zostaliśmy parą, wycofała się. Nie wiedziałam dlaczego. Nigdy jej o to nie pytałam. Właściwie to od naszego pierwszego spotkania w parku, widziałam ją może dwa razy. Na początku cieszyłam się, że zniknęła. Byłam zazdrosna o Jamesa. Potem, kiedy wyjechał na studia żałowałam, że ja i Taylor nigdy się nie zaprzyjaźniłyśmy. Może gdybym miała z kim porozmawiać byłoby mi łatwiej?

- Cześć Kath! – aż podskoczyłam na dźwięk jej wesołego głosu – Nie wiedziałam, że tu pracujesz!

- Taylor, hej.. – nie wiedziałam co odpowiedzieć, od początku onieśmielała mnie jej bezpośredniość – Tak, już jakiś czas. Przepraszam, że cię nie zauważyłam, byłam trochę zajęta. Co cię do nas sprowadza?

- No cóż, słyszałam, że macie najlepszą gorącą czekoladę w mieście, - zaśmiała się, a ja się zaczerwieniłam - No tak idiotko, przecież to kawiarnia, każdy może tu przyjść, nie myśl od razu, że cię śledzi – powiedziałam do siebie.

- Więc, miałabyś ochotę napić się ze mną? – zapytała Taylor, wpatrując się we mnie, jak gdyby bardzo zależało jej na mojej odpowiedzi.

- Wiesz właściwie to.. mam jeszcze trochę dużo pracy i…

- Przeszkadzam ci? – jej usta wygięły się w podkówkę. Zauważyłam, że kiedy opuszczał ją dobry humor, wyglądała jak mała, bezbronna dziewczynka. Naszły mnie wyrzuty sumienia.

- Powinnam skończyć zmianę za jakieś.. – zerknęłam na zegarek – 2 godziny. Jeśli chcesz to możesz na mnie zaczekać, ale…

- Jasne! – Uśmiechnęła się radośnie – Zaczekam, tam w kącie jest wolny stolik – wskazała na najbardziej odosobnione miejsce w lokalu. To do zobaczenia wkrótce?

- Do zobaczenia wkrótce. – odpowiedziałam. Nie wiedzieć czemu zaintrygowała mnie jej desperacja. Dlaczego tak bardzo chciała ze mną porozmawiać? Chciała wypytać o Jamesa? Czy jej pojawienie się w kawiarni to naprawdę był przypadek? Czy James aby na pewno nie wspominał jej, gdzie pracuję?

Czas mijał szybko. Roznosząc zamówienia, czasem nerwowo przyglądałam się Taylor. Siedziała przy stoliku i ciągle pisała w notesie. Czasem mówiła coś do siebie, a może do iPhona, który leżał na jej kolanach? Po pracy przysiadłam się do niej z dwoma filiżankami gorącej czekolady z bitą śmietaną. Znowu się uśmiechnęła. Mały Tom nie miał racji, to ona, a nie ja, miała najpiękniejszy uśmiech na świecie.

- Witaj ponownie Kath! Wydaje mi się jakbym nie widziała cię całe wieki. Jak się masz? Co u ciebie? – zapytała przyjaźnie.

- Cóż.. praca, James.. Moje życie jest bardzo przeciętne i nieciekawe.. – odpowiedziałam. Siedziałyśmy w milczeniu wolno pijąc czekoladę. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i spojrzałam prosto w jej niebieskie oczy. – Dlaczego zniknęłaś? No wiesz.. latem.

- Oh to proste! – zaśmiała się – Nie chciałam wam przeszkadzać! Pomyślałam, że na pewno chcecie spędzić jak najwięcej czasu razem. – mrugnęła do mnie porozumiewawczo. – Głównie zajmowałam się Tomem. Trochę doskwierała mu nuda.

- Więc ty nie.. James.. a ja głupia myślałam… - wpatrywałam się w nią zdumiona. Widocznie lubiłam doszukiwać się podtekstów w każdym ludzkim zachowaniu. Pewne mechanizmy obronne z przeszłości wciąż we mnie tkwiły i jak widać nie zawsze uruchamiały się w odpowiednim momencie.

- Myślałaś, że jestem o was zazdrosna? – znowu się roześmiała. Zastanawiałam się skąd w niej tyle radości. Była taka tajemnicza. – Skądże znowu! Uwielbiam zakochanych ludzi. Jestem zafascynowana miłością. Czy może być coś piękniejszego niż to? James i ja tylko się przyjaźnimy. Jestem szczęśliwa, że znalazł kogoś z kim może dzielić swoje życie. A ja.. no cóż.. Mam 22 lata! Jestem szczęśliwa, wolna, może trochę zakłopotana otaczającym mnie światem i czasem samotna. Pewnie pomyślisz, że to żałosne, ale tak naprawdę to dość magiczne. Wieczorami oglądam „Prawo i Porządek” albo inne seriale kryminalne. I na pewno nie przyszłoby mi do głowy, żeby komukolwiek odbijać chłopaka. - Słuchałam jej z szeroko otwartymi oczami. Ta dziewczyna była niesamowita. Było mi wstyd, że tak pochopnie ją oceniłam. Przecież ona emanowała pozytywną energią. Ktoś tak nie mógł mieć złych zamiarów. Zastanowiłam się chwilę a potem powiedziałam.

– Cieszę się, że wpadłyśmy na siebie, chciałabym cię przeprosić. Mam nauczkę, że ludzi powinno się oceniać dopiero po bliższym poznaniu. James ma teraz mnóstwo na głowie i spędzam swoje wieczory głównie leżąc w łóżku i gapiąc się w sufit, więc może wpadłabyś do mnie w ten weekend? Co prawda nie jestem wielką fanką seriali kryminalnych, ale myślę, że parę komedii romantycznych znalazłoby się w moim zbiorze. Osobiście uwielbiam „To Właśnie Miłość.”

- Naprawdę?! – Wykrzyknęła Taylor podekscytowana – To mój ukochany film! Bardzo ci dziękuję za zaproszenie. Na pewno się zjawię. Tu jest mój numer. – zapisała mi na serwetce ciąg cyferek. Miała bardzo ładne pismo – Zadzwoń do mnie to ustalimy szczegóły. Upiekę ciasteczka. – uśmiechnęła się do mnie podnosząc się z krzesła. – A teraz muszę już iść, ktoś na mnie czeka. Do zobaczenia wkrótce! – powiedziała. Włożyła swój notes i iPhona do małej brązowej torebeczki i szybkim krokiem wyszła z kawiarni, zostawiając za sobą kwiatowy zapach perfum.

Oparłam się o krzesło, trochę nie rozumiejąc tego, co właśnie się wydarzyło. Tajemnicza nieznajoma przestała nagle być taka tajemnicza. Była miła. Nawet bardzo. Pomyślałam sobie, że chciałabym ją poznać lepiej….

3. Wtrącenie.


Nadeszła zima. Listopadowa szarość odeszła w zapomnienie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Świat pokrył się białym, iskrzącym puchem. Brudne ulice i szare ściany kamienic nagle nabrały blasku. Kiedy codziennie pokonywała pieszo tą samą drogę do pracy, wydawało jej się, że ktoś wylał na miasteczko kubeł gorącej wody, a potem je dokładnie wyszorował. Czuła się tutaj coraz lepiej. Odkąd się zaprzyjaźniły samotność nie doskwierała jej tak bardzo. Często spędzały razem wieczory, oglądając filmy, piekąc ciastka albo po prostu rozmawiając o życiu i miłości. Miłość… ten temat zabierał im najwięcej czasu. On był wszystkim o czym myślała, wszystkim o czym mówiła. Był najważniejszy. Do Świąt zostało jeszcze kilka dni. Wkrótce mieli się zobaczyć. Nie mogła się już doczekać, w końcu miała mieć Go tylko dla siebie. Krzątała się po kawiarni, roznosząc ostatnie zamówienia. Była wyjątkowo podekscytowana. Umówiły się dzisiaj na „Gwiazdkowe Zakupy”. Niecierpliwie zerkała na zegarek, nie spodziewając się, że wkrótce stanie w oko w oko ze swoją przeszłością..
XXX
Siedziałam przy stoliku i lekko zdenerwowana wpatrywałam się w drzwi. Taylor się spóźniała. Co prawda dopiero pięć minut, ale panikowałam już od dobrych trzydziestu. Nadal nie mogłam uwierzyć, że ta tajemnicza istota najwyraźniej postanowiła się ze mną zaprzyjaźnić. Z uśmiechem na twarzy wspominałam nasz pierwszy „babski wieczór.” Siedziałyśmy na podłodze, oglądałyśmy „To Właśnie Miłość” i zajadałyśmy własnoręcznie przez nią zrobione czekoladowo – miętowe ciasteczka, których nie powstydziliby się najlepsi cukiernicy w tym kraju, a może i nawet na świecie. Opowiadałam jej o sobie. O swojej rodzinie, przyjaciołach i planach na przyszłość. Słuchała uważnie, czasem zadawała pytania. Odważyłam się nawet zapytać ją o jej relacje z Jamesem i prawdę mówiąc trochę mi ulżyło, kiedy wyznała mi, że mój ukochany nigdy nie był nią bliżej zainteresowany. – Cierpię na syndrom dziewczyny z sąsiedztwa, faceci tylko się ze mną przyjaźnią i to wszystko. – powiedziała wzruszając bezradnie ramionami. – Więc nigdy nie byłaś zakochana? – spojrzałam na nią zdziwiona. Zawsze wydawało mi się, że takie piękne dziewczyny mogą być z każdym mężczyzną, o którym tylko zamarzą. Jej odpowiedź kompletnie zbiła mnie z tropu. – Nigdy nie przeżyłam prawdziwej miłości, o której pisze się w książkach, jeśli o to ci chodzi. Nie chcę, by była ona częścią mojej przeszłości – chcę, aby była częścią przyszłości. – Nie odezwałam się. Czekałam na dalszą część opowieści. Wszystko co mówiła, brzmiało jak wstęp do jakiejś niesamowitej historii. Swoimi pytaniami starałam się jakoś nakłonić ją do zwierzeń. Bezskutecznie. Była bardzo skryta. Im mniej opowiadała o sobie, tym bardziej byłam ciekawa co tak naprawdę kryje się za uśmiechem, zawsze obecnym na jej ślicznej twarzy. Prawdę mówiąc, miałam cichą nadzieję, że może dzisiaj na zakupach, uda mi się z niej coś wyciągnąć. Przecież ja nawet nie wiedziałam gdzie mieszka Taylor. Jeszcze nigdy nie zaprosiła mnie do siebie. Nie wiedziałam czy pracuje, co lubi, jakie jest jej hobby. Nigdy nie widziałam jej z kimś z rodziny. Nie wiedziałam czy z kimś się spotyka. Do kawiarni zawsze przychodziła sama, jeśli nie licząc iPhona i notatnika, których raczej nie można było uznać za najlepszych towarzyszy dla młodej kobiety. Kiedy się spotykałyśmy nigdy nie odbierała żadnych telefonów, czasem tylko pisała coś zawzięcie na ekranie swojej komórki. Naprawdę chciałam ją bliżej poznać. Dzisiejsze popołudnie było jak ostatnia deska ratunku. Jednak najpierw musiała zjawić się w kafejce.

Moje zdenerwowanie zaczęło mieszać się z irytacją. 20 minut! Jeśli nie chciała się ze mną spotkać, to mogła przynajmniej zadzwonić! W tej samej chwili otworzyły się drzwi wejściowe i Taylor wpadła do środka. Jej butelkowo zielony płaszczyk cały pokryty był śniegiem. Wyglądała na zmęczoną. Odgarniała z czoła swoje blond włosy, które wpadały jej do oczu. Podeszła do mnie i z ciężkim westchnieniem usiadła przy stoliku.

– Tak strasznie mi przykro, że się spóźniłam! Ale autobus nie przyjechał, a potem, gdy próbowałam się do ciebie dodzwonić, poślizgnęłam się na chodniku i wpadłam do zaspy. Przepraszam! Naprawdę mi przykro.

– Nic się nie stało! Naprawdę! – starałam się ją pocieszyć. Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Znowu wyciągnęłam pochopne wnioski. Wiedziałam, że kiedyś dostanę za to nauczkę. Musiałam nauczyć się kontrolować swoje emocje. – Może napijesz się czekolady? – zapytałam – Na pewno jest ci zimno. Zakupy mogą poczekać! – Taylor spojrzała na mnie z wdzięcznością.

– Poproszę! Obiecuję, że wypiję ją naprawdę szybko. Gwiazdkowe zakupy to coś, co uwielbiam najbardziej. Kocham Święta i ubieranie choinki i prezenty. Nawet zimę, mimo, że czasem to miłość bez wzajemności – zerknęła znacząco na swój płaszcz. Roześmiałyśmy się obie, a ja podeszłam do lady i poprosiłam o dwa kubki gorącej czekolady z cynamonem i bitą śmietaną. Mimo wszystko nie spieszyłyśmy się. Piłyśmy ją powoli, delektując się cudownym smakiem.

- Twoje oczy są dziś zmęczone, - powiedziała Taylor między jednym, a drugim łykiem – nie spałaś chyba za dobrze prawda? – spuściłam wzrok, nie wiedziałam czy powinnam jej była mówić o tym, co ostatnie działo się w mojej głowie. Bałam się, że uzna mnie za wariatkę. Z drugiej strony, komu innemu miałabym o tym powiedzieć? James na pewno by nie zrozumiał albo wyciągnąłby z tego pochopne wnioski. Nie lubiłam rozmawiać z nim o ważnych rzeczach przez telefon, bo nie widziałam wtedy wyrazu jego twarzy, a nie chciałam psuć tych kilku dni, które mieliśmy razem spędzić, na zamartwianiu się i rozdrapywaniu starych ran. Taylor zauważyła moje zawahanie, ale nie dawała za wygraną. - Powiedz mi, - prosiła – na pewno znajdziemy jakiś sposób na twoją bezsenność.

- Ostatnio mam wrażenie, że ktoś mnie śledzi, - zaczęłam cichutko – za każdym razem, kiedy idę do pracy, widzę w tłumie pewną znajomą twarz. – przygryzłam wargę ze zdenerwowania – To niedorzeczne, bo nie mam pojęcia jak on mógłby mnie tu znaleźć, ale jestem przez to jakaś.. niespokojna.

- A więc chodzi o mężczyznę? – zapytała Taylor. Potwierdziłam skinieniem głowy. – Kryje się za tym jakaś historia?

- Nie chcę o tym mówić, przepraszam. To dla mnie zbyt bolesne. Jest duchem przeszłości, do której raczej nie chcę wracać. – Po mojej odpowiedzi, nie zapytała już o nic więcej. Byłam jej za to niezmiernie wdzięczna. Dopiłyśmy naszą czekoladę i wyszłyśmy z kawiarni aby oddać się zakupowemu szaleństwu.

  1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna