1. Wprowadzenie i aktualny stan badań Jest już dziś oklepanym frazesem stwierdzenie, że współczesne społeczeństwa to w większości „społeczeństwa medialne”



Pobieranie 89.1 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar89.1 Kb.
Pamięć publiczna – zadanie czy instrument polityki?
Cord Arendes i Edgar Wolfrum
1. Wprowadzenie i aktualny stan badań
Jest już dziś oklepanym frazesem stwierdzenie, że współczesne społeczeństwa to w większości „społeczeństwa medialne”. Sposoby oddziaływania mediów, jak również związane z nimi zagrożenia i szansy, w bardzo krótkim czasie stały się jednym z głównych zagadnień nauk społecznych i humanistycznych.

Czy więc ostatecznie polityka jest już tylko tym, co dzieje się w mediach?

Choć również obecnie, w warunkach społeczeństwa medialnego czy nawet „mediokracji”1, polityka pozostaje wierna swojemu celowi zdobywania i utrzymywania legitymizowanej władzy, to jednak reguły systemu medialnego wywierają znaczny wpływ na przestrzeń polityczną i jej treści. A jakie znaczenie mają media dla obszaru „polityki historycznej”?

Badania nad różnymi formami ogólnospołecznych krajobrazów pamięci napotykają na tym polu na aktualne historyczno-naukowe założenia dotyczące politologii historycznej, która koncentruje się głównie na analizie historycznie zmiennych granic, mechanizmów oraz mediów skonstruowanej przede wszystkim dyskursywnie i symbolicznie politycznej przestrzeni komunikacji.2 Przypuszczalny związek między systemem politycznym a (mass) mediami jest przy tym szczególnie interesujący, jeśli chodzi o historię w jej aspekcie „politycznego argumentu”.3

Na taki stan rzeczy jasno wskazywał program medialny towarzyszący obchodom 60. Rocznicy Zakończenia II Wojny Światowej w Niemczech: „Nie ma tygodnia, w którym nie obchodzono by jakiegoś jubileuszu, nie przypominano jakiejś przeszłości.”4 – tak do wspólnego mianownika dawało się sprowadzić ogólnie wtedy panujący nastrój. Dużo więcej niż „okrągła” rocznica przed dziesięcioma laty zaoferowały obchody zakończenia wojny w 2005 roku, kiedy to można było obejrzeć liczne telewizyjne programy historyczne, wystawy i historyczne retrospekcje. Filmy fabularne, serie dokumentalne, cykle artykułów i wywiady prasowe zajmowały się wszelkimi możliwymi obliczami „upadku” i „ostatnich pięćdziesięciu dni”. Już sam kwantytatywny wymiar tego zjawiska pobił wszelkie dotychczasowe rekordy publicystyczne. Jeszcze trudno jest ostatecznie ocenić ten „niemal nieskończony maraton wspomnień”5 i określić jego historyczne znaczenie tak dla społeczeństwa niemieckiego, jak i dla nauk historycznych. Jednak generalnie w podejściu do naszej przeszłości zapowiada się widoczna zmiana perspektywy czy nawet „odwrócenie trendu”6. W centrum publicznych doniesień znajdują się teraz pojęcia takie jak „wojna powietrzna”, „ucieczka” i „wygnanie” i tym samym niemieckie ofiary, których wojna wymagała szczególnie w tych ostatnich miesiącach, a nie ofiary narodowego socjalizmu. Ta zawężona perspektywa jest z pokoleniowego punktu widzenia całkowicie zrozumiała i możliwa do wytłumaczenia: generacja dzieci wojny, która w międzyczasie sama się już zestarzała, delikatniej obchodzi się z pokoleniem swoich rodziców, niż miało to miejsce jeszcze dwadzieścia czy nawet trzydzieści lat temu. Podobne zachowanie widoczne jest u wnuków w stosunku do ich dziadków.7 Jednak sposób przedstawianie procesów historycznych w mediach, który tak silnie koncentruje się na ostatnich żyjących jeszcze świadkach historii, może spowodować niebezpieczeństwo wywołania nowego niemieckiego mitu ofiar.

Również film „Upadek“ ulega sugestii, że wszyscy Niemcy łączą w sobie zarówno wymiar sprawcy, jak i ofiary. Jednak żądanie lat 70-tych i 80-tych, żeby wreszcie postawić grubą kreskę, nie ma już wstępu na salony. Nawet akcenty w dyskusji uległy przesunięciu: już nie tyle dochodzi dziś do relatywizowania przeszłości, co do – ponownego – koncentrowania się na pojedynczych osobach, tradycyjnych podejrzanych czyli głównych sprawcach.8 Ich wina urasta wtedy do niemierzalnych rozmiarów, mianowicie do niebotycznego zarzutu zagłady Żydów i Niemców. Przy tym sposobie odczytywania historii kierownictwo polityczne i elity rządzące „III Rzeszy” nie tylko wydali na śmierć Żydów, ale też doprowadzili do upadku naród niemiecki.9 Filmy typu „Upadek“ są dlatego raczej odpowiedzią na problem niemieckiego społeczeństwa, które zmuszone jest jednocześnie do przeformułowania i wykształcenia nowych rytuałów i form pamięci publicznej po 1945 roku, niż odzwierciedleniem stanu badań czy wyrazem nowych poglądów.

Na płaszczyźnie analitycznej należy rozróżnić trzy tendencje w podejściu do pamięci o narodowym socjalizmie. Po pierwsze w ubiegłych latach zostały zinstytucjonalizowane nowe formy pamięci państwowo-reprezentacyjnej. Obejmują one szczególnie formy upamiętniania wyzwolenia obozów koncentracyjnych (dzień pamięci 27. stycznia) i „Pomnik Pomordowanych Żydów Europy” (Denkmal für die ermordeten Juden Europas“).10 Po drugie istniej dziś silna tendencja do europeizacji pamięci, to znaczy doświadczenia ucisku Europy Środkowej i Wschodniej są coraz częściej włączane do wspomnień wspólnych dla całej Europy.11 W tym kierunku podąża też koncepcja „Europejskiego Centrum przeciw Wypędzeniom” ( „Europäische Zentrum gegen Vertreibungen“) i trend do umiędzynaradawiania wspomnień o Holokauście. W niemieckim kontekście widoczny jest też prymat wspomnień biograficznych, nowa fascynacja głównymi sprawcami i powrót niemieckich ofiar. Kiedy przypominane są wydarzenia 1945 roku, wtedy jako pierwsze wspomina się zakończenie wojny i tak zwaną „Godzinę zero” – a nie koniec narodowosocjalistycznej polityki zagłady.12 Jednak wszystkie te trzy szkicowo zarysowane tendencje trafiają w centrum zainteresowania opinii publicznej dopiero przez to, że nadają się do medialnej prezentacji. Media (jak też polityka) pełnią przy tym rolę wzmacniaczy, multiplikatorów lub nawet „wyznaczają agendę ”.

Wyczerpujące przedstawianie współczesnej historii w mediach i jej polityczna instrumentalizacja nie są rzecz jasna nowymi zjawiskami. Już od początku lat 50-tych można zaobserwować w Niemczech swego rodzaju falowy trend, w którym okresy rozliczania się z przeszłością przeplatają się z nawoływaniem do przywrócenia normalności.13 W tym samym okresie miała miejsce seria debat historycznych, jak spór Fischera („Fischerkontroverse”), debata pokolenia ‘68, spór historyków (Historikerstreit), debata Goldhagena czy dyskusje na temat wystawy o zbrodniach Wehrmachtu. Każda z tych historyczno-politycznych kontrowersji znalazła wtedy odpowiednie dla siebie medium i zarówno medialny jak i polityczny oddźwięk. W toku tych dyskusji okazało się, że społeczeństwa demokratyczne mają pewną istotną zaletę: obrazy historii powstają w wyniku powszechniej debaty – nawet jeśli wtedy historia współczesna przybiera na jakiś czas formę „historii spornej”.14

W latach 80-tych zarówno w badaniach historycznych, jak i kulturoznawczych i społecznych dominowały podejścia, które miały swój początek w koncepcjach dydaktyki historii lat 70-tych. Zajmowały się one wyczerpująco zjawiskami takimi jak świadomość historyczna i/lub kultura historii w Republice Federalnej. 15 Od połowy lat 90-tych główny nacisk położono na badania, w których polityka historyczna rozumiana jest jako odrębny obszar działania i polityki. W jego ramach różni aktorzy (politycy, dziennikarze, naukowcy) odwołując się do historii walczą na płaszczyźnie społecznej o władzę nad jej interpretowaniem. Chodzi tu głównie o sposoby krzyżowania się ze sobą historii i polityki i oddziaływanie na procesy polityczne.16 Wartym zapamiętania wnioskiem z tych badań jest fakt, że walka o władzę nad interpretowaniem historii rozgrywa się w społeczeństwie w, z i poprzez media.17

Dopiero w ostatnich latach w stronę centrum zainteresowań badawczych przesunęła się rola poszczególnych odbiorców i aktorów historyczno-politycznego procesu.18 Już nie chodzi więc tylko o sam polityczny obszar działania jako całość, ale też o partykularne interesy aktorów i ich pozycje w socjalnych i instytucjonalnych strukturach. Szczególnie istotne są w tym kontekście warunki ramowe określające indywidualny zakres działania zaangażowanych aktorów na polu polityki historycznej. Ogólnie rzecz biorąc kwestia podejścia do najnowszej historii zyskała na znaczeniu w całej Europie.19 W tej wielowymiarowej przestrzeni nauki, polityki i sfery publicznej „relacje między politycznymi wartościami a metodami naukowymi, role zawodowych historyków, formy instytucjonalizacji badań naukowych i nauczania, praktyczno-polityczne sposoby wykorzystania wiedzy historycznej czy też proporcje między skrupulatnym badaniem detali a historyczno-politycznymi bitwami na łamach gazet wciąż na nowo muszą być określane”.20


2. Czym jest polityka historyczna?
W kontekście naszych rozważań chodzi o politykę historyczną w społeczeństwach demokratycznych i pluralistycznych. W społeczeństwach o ustroju autorytarnym lub podczas wojny wiele rzeczy wygląda inaczej, bowiem wtedy historyczno-politycznymi narzędziami zarządza się centralnie i są one jako takie łatwiejsze do zidentyfikowania. Świadczy o tym podejście do historii w narodowym socjalizmie, ale też polityczne nacechowanie historycznych interpretacji w czasach socjalizmu i komunizmu. Zasadniczo tylko na pierwszy rzut oka historia należy do przeszłego aspektu rzeczywistości. Jest ona bowiem – wychodząc z szerokiej definicji pojęcia polityki (zobacz niżej) – również politycznym narzędziem najwyższej rangi. Może służyć jako spoiwo umożliwiające integrację grup narodowych, regionalnych, społecznych i innych; ale może też wykluczać, dyfamować przeciwników, legitymować własne postępowanie. Pamięć o przeszłości, historyczny przekaz i nadawanie znaczenia rzeczywistości poprzez historię nigdy przy tym nie było monopolem historyków. Oprócz podejścia naukowego istnieje też podejście trywialne i popularne (literatura i film)21, pedagogiczne (muzeum, szkoła) czy też jednoznaczny, tzn. w wąskim znaczeniu polityczny sposób podejścia do historii przez polityków. 22 Jak szeroko rozciąga się repertuar możliwości, tak różne są też podmioty mające dostęp do historii. W demokracji o prawo do interpretacji przeszłości walczą ze sobą liczne osoby, grupy i instytucje. Tej liczebności podmiotów odpowiada zaś różnorodność motywów: etos naukowy, polityczna stabilizacja, motywy integracyjne, kompensacja, antykwaryczne fantazje historyczne, krytyczne oświecenie i wiele innych. Również adresaci nie stanowią jednolitej grupy; może to być świat uniwersytecki, mogą być uczniowie, kobiety i mężczyźni, mieszkańcy Badenii-Wirtembergii czy Saksonii, katolicy albo protestanci, starzy i młodzi – można dalej dowolnie wyliczać.

Prawie całkiem w cieniu pozostała przy tym do tej pory federalna polityka historyczna polegająca na pielęgnowaniu tożsamości poszczególnych landów – jest to kolejny, leżący odłogiem obszar. Przykładami mogą tu być Saksonia jako państwo kultury w przeciwieństwie do pruskiego państwa militarnego albo do Bawarii jako strażnika pieczęci federalizmu, dziś pełniąca tą rolę na płaszczyźnie europejskiej.23 Do tego dochodzą konflikty wewnątrz federacji, które dotyczą wszystkich, również nowych krajów związkowych, często dodatkowo łączących w sobie odrębne obszary, na co wskazują liczne myślniki w ich nazwach. Czy też, całkiem ostatnio, polityka historyczna Euro-Regionów, na przykład na południowym zachodzie: Alzacja, Badenia i północna Szwajcaria, które wzajemnie zapewniają się o wspólnej przeszłości abstrahując od różnych historii narodowych. Polityka wraz z historią stwarzają nowe krajobrazy pamięci, te zaś mają wpływ na wyobrażenia i skalę wartości poszczególnych osób.

Studia nad polityką historyczną mają na celu zbadanie, ujawnienie czy też, posługując się współczesnym językiem: dekonstrukcję różnych strategii wykorzystywania historii. Przy tym naukowym podejściu w centrum znajduje się transdyscyplinarny paradygmat badawczy. Analizowane będą obszary działania, na których następuje mobilizacja poprzez interpretację. Tego typu badania służą swoistemu oświeceniu, pokazując jacy aktorzy, za pomocą jakich środków, z jakimi zamiarami i jakim skutkiem próbują kształtować obraz historii i ukazywać przebieg zdarzeń jako (historycznie) pozbawiony alternatyw.

Przy tym należy w tym kontekście przedłożyć pojęcie polityki historycznej nad pojęcie kultury historycznej24, ponieważ w ostatnich latach centralne pytania o walkę o i o legitymizację władzy i przywództwa zostały w ramach nauk historycznych zaniedbane. Te – również dla historiografii – centralne kategorie: interes, władza, panowanie zostały zepchnięte na dalszy plan na skutek nadmiernego podkreślania przemian kulturowych. Polityka jako czynnik historyczny musi więc powrócić , jednak powinny przy tym zostać uwzględnione „impulsy z naukach społecznych lat 70-tych” , które należy „rozwijać w zgodzie z nowszymi kulturoznawczymi koncepcjami”.25 Jednym z następstw rozwoju nauk historycznych „with the politics left out“, jest fakt, że niejednokrotnie uwzględniane było jedynie bardzo okrojone rozumienie polityki. Nadal dominuje niewystarczające ujęcie polityki jako działania państwa i rządu, co z jednej strony całkowicie niedocenia znaczenia pozapaństwowych aktorów, a z drugiej ignoruje fundamentalny przełom, jaki dokonał się w ostatnich dziesięcioleciach. Dawno już bowiem została przezwyciężona tradycyjna dychotomia państwa i społeczeństwa. Pomocnym schematem, pozwalającym oddzielić od siebie różne, wielokrotnie pozałamywanie na osi horyzontalnej i wertykalnej wymiary polityki, a tym samym też aspekty polityki historycznej, jest anglosaskim model rozróżniający trzy podstawowe dziedziny i wymiary polityki, mianowicie: polity jako wymiar formalny obejmujący porządek systemu politycznego, struktury normatywnej, instytucji oraz form organizacji,



politics jako wymiar procesualny obejmujący analizę procesów rozstrzygania konfliktów, narzucania pewnych treści, realizacji celów i interesów oraz policy jako płaszczyzna merytoryczna obejmująca rodzaje działań państwowych i instrumentów służących do zajmowania się problematycznymi kwestiami społecznymi. Jest ona jednocześnie wyrazem konfliktów dotyczących wartości i celów wspólnoty.26

Wychodząc z koncepcji tych trzech wymiarów polityka może być określona jako dotycząca spraw publicznych całość instytucjonalnych, procesualnych i merytorycznych wymiarów tego, co Max Weber określił jako „dążenie do objęcia części władzy lub wpływu na jej podział.”27 Przy tym uwzględnione są wszelkie wysiłki, które ukierunkowane są na uregulowanie społecznych konfliktów o ograniczone zasoby. W ten sposób można rozłożyć politykę historyczną na jej najmniejsze części składowe i z tego też powodu powinna być mowa o politykach historycznych lub o różnych odmianach polityki historycznej. W Europie jesteśmy konfrontowani z najróżniejszymi takimi odmianami. Przytoczę tylko przykłady z najwyższego poziomu: patrząc na Wschodnią i Środkowowschodnią Europę przeżywamy powrót historii;28 na Bałkanach widzieliśmy mordercze skutki konfliktów rozstrzyganych na płaszczyźnie historyczno-mitycznej;29 na Zachodzie upadły mity czasów powojennych, jak na przykład mit ruchu oporu we Włoszech;30 Francję prześladuje syndrom Vichy;31 we Wschodnich i Zachodnich Niemczech opadły z oczu łuski, które tak wygodne były w okresie podziału kraju; w Hiszpanii w imię narodowego pojednania postępuje od czasu Transición proces zapominania wojny domowej i dyktatury Franco; 32 można do tej listy dodać jeszcze inne, niezliczone przykłady.

Pierwotne wspomnienia konkretnych osób mogą przy tym zostać przykryte przez warstwę pamięci publicznej. Świadomość historyczna jest, jak twierdzi Jörn Rüsen, operacją mentalną, za pomocą której ludzie w taki sposób interpretują swoje doświadczenia niezależnie od przemian zachodzących wraz z upływem czasu w ich świecie i w nich samych, że są w stanie zgodnie ze swoimi zamiarami ukierunkowywać w czasie swoje życiowe postępowanie.33 Ale w ten proces ukierunkowywania ingerują na wszystkich płaszczyznach procesy historyczno-polityczne. Czym jest więc w demokracji polityka historyczna?

Należy wyjaśnić to pojęcie z możliwie wielu perspektyw i pod kątem różnych zagadnień:



  1. Polityk historyczna jest odrębnym polem działania i polityki.

W jego ramach, jak już wspomniano, istniej wielu konkurujących ze sobą aktorów: naukowcy, dziennikarze i politycy, krótko: elity konkurujące ze sobą o możliwości własnej interpretacji historii lub ci, którzy się za takie elity uważają, również na mniejszą skalę. Społeczeństwa są strukturami opartymi na komunikacji lub wspólnotami interpretacji, które potrzebują pewnego wspólnego fundamentu doświadczeń i celów. I o to toczy się walka. Ponieważ istnieją - poza pamięcią indywidualną czy grupową o charakterze pokoleniowym, wyznaniowym, regionalnym czy jeszcze innym – dominujące osie interpretacji, w pewien sposób integrujące podstawowe narracje, dzięki którym dopiero możliwe staje się wytworzenie pożądanej lub też koniecznej więzi.

  1. Perspektywa funkcjonalna.

polityka historyczna powinna być oceniana przez pryzmat jej funkcji. Nie powinna być nacechowana pejoratywnie bez głębszego zastanowienia. Nie jest ona per se niczym negatywnym, przeciwnie: polityk historyczna nie kieruje się tylko i wyłącznie uwsteczniającymi celami czy zamiarami zdobycia legitymizacji. W równym stopniu służy ona uświadomieniu i emancypacji, czy też w danym wypadku pożądaj mieszance celów.

  1. Polityka historyczna jest zadaniem polityczno-pedagogicznym.

Obok politycznego działania wynikającego ze świadomości historycznej istnieje też polityczne działanie dla historycznej świadomości. Podręczniki do historii, ze wszystkimi ich zmianami, pozostają w ścisłym związku ze współczesnymi fundamentalnymi doświadczeniami. Nieustająca praca nad historią należy do stałych zadań demokracji i wymaga, tak jak kultura polityczna, ciągłej troski. Tak więc polityka historyczna i kultura polityczna są siostrami.

  1. Płaszczyzna publiczna i konkurencja.

istniejąca w demokracji konkurencja interpretacji oznacza, że rozgrywana jest publiczna rywalizacja pamięci. Widoczne są różne, przeciwstawne sobie siły, które walczą o hegemonię wzorców interpretacyjnych – proces, który obejmuje zresztą również rewers pamięci, zapomnienie i wytłumianie. Pamięta się zawsze kosztem czegoś innego. To, co się upamiętnia i to, co zostaje przesłonięte czy zapomniane, postaje kwestią sporną, ulega (ciągłym) zmianom i zależne jest też od ogólnych warunków i struktur, takich jak dana kultura społeczna czy system polityczny. Na przykład tylko nieliczny mówili w Niemczech w szczytowej fazie zimnej wojny w latach 50-tych o Holokauście czy nazistowskiej „wojnie na wyniszczenie” przeciwko Związkowi Radzieckiemu; ale prawie wszyscy o narodowej nędzy Niemców spowodowanej bezprawiem aliantów; dwadzieścia lat później stosunek ten miał się dokładnie odwrócić.

  1. Publiczne konflikty i kultura polityczna.

Pierwotne doświadczenia świadków historii mogą przerodzić się w pamięć publiczną. Mogą jednak również pozostać w ukryciu i trwać tam w formie swego rodzaju wywrotowego potencjału. Doświadczenia pierwotne, nauka i pamięć społeczna oddziałują na siebie na liczne sposoby. Obecnie mamy do czynienia z coraz powszechniejszym unaukowieniem i medializacją historii. Przykładem tego jest wystawa na temat „Zbrodni Wehrmachtu”.34 Tego typu konflikty, patrząc na to w dłuższej perspektywie, mogą zmienić kulturę polityczną.

  1. Dla polityki historycznej charakterystyczne jest napięcie pomiędzy nauką a polityką.

Fakt, że współczesny świat podzielony jest na autonomiczne od siebie sfery, nie oznacza braku kompleksowych struktur wzajemnego oddziaływania pomiędzy tymi sferami. Pomiędzy nauką a polityką istnieje wprawdzie interakcja, ale jednak dziedziny te podążają różnymi drogami. Mówiąc wprost i odnosząc to do wąskiego pojęcia polityki: naukowcy mierzą w możliwości rozumu, które są bardzo złożone. W przeciwieństwie do tego demokratyczni przywódcy są potencjalnie też „dogmatykami”; sięgają po redukcję kompleksowości.

  1. Podwójny układ odniesienia historii i polityki.

Historia konstruuje politykę i polityka konstruuje historię. Ten związek, który odnosi się do wszystkich płaszczyzn, od komunalnej do europejskiej, daje polityce historycznej jej siłę oddziaływania. Historyczność i doświadczenia historyczne mają zawsze konstytutywny wpływ na system polityczny, style polityczne i kulturę polityczną.

  1. Demokratyczny konsensus jako podstawa.

Celem nie powinny być próby skonstruowania homogenicznych obrazów historii. To nie może i nie będzie mieć miejsca w demokracji. Wiele też zmienia się na przestrzeni czasu, poprzez nowe sformułowanie pytań, nową wiedzę naukową i przede wszystkim poprzez różnice międzypokoleniowe. Jednak fundamentalne podobieństwa, które zarówno interpretację teraźniejszości, jak i oczekiwania co do przyszłości pozwalają pojąć jako wariację historii tego samego podmiotu, są istotne. O tym ostrzega nas doświadczenie Republiki Weimarskiej, w której na skutek głęboko podzielonych, jednostkowych kultur, nawzajem się nieprzejednanie blokujących, brakowało właśnie tych wspólnych elementów. Stan rzeczy, który doprowadził do wypłukania substancji demokracji.

  1. Polityka historyczna i interkulturowość.

Polityka historyczna jest eliksirem życia demokracji, nawet jeśli dotychczas było on w dużym stopniu przyrządzany w państwach narodowych. Ale więzy państw narodowych tracą na sile, chociażby przez to, że wewnątrz państwa te już dawno stały się strukturami heterogenicznymi. Dokonuje się transcendencja narodowych przeszłości na europejską czy nawet globalną przyszłość. Ta zaś łatwo daje się odmalować na podstawie debat o globalizacji wspomnień Holokaustu.35

3. Historia sukcesu niemieckiego przezwyciężenia historii – problem ?
Republika Federalna Niemiec uchodzi za wziętego na arenie międzynarodowej wolontariusza, chętnie niosącego pomoc w przezwyciężaniu własnej historii krajom w tej dziedzinie dopiero się rozwijającym.36 Jej sposób przeprowadzenia politycznego i prawnego rozliczenia się przeszłością służą za światowy przykład w zakresie przechodzenia od dyktatury do demokracji.37 Niemiecki sposób rozliczenia się z przeszłością jest, jak ujął to Harald Welzer, „jednym z niewielu towarów exportowych made in Gemany, które znajdują jeszcze podziw i uznanie.”38 Mowa jest przy tym, twierdzi Timothy Garton Ash, nawet o „niemieckim formacie” pamięci – modelowości niemieckiego krajobrazu pamięci.39 Gorzkim posmakiem tego wszystkiego jest stwierdzenie, że Niemcy we wszystkim prowadzą, tak w złym jak i dobrym. Tym samym narodowosocjalistyczna przeszłość nie jest już tyko ciążącym spadkiem i negatywnym kontrastem dla zjednoczonej niemieckiej tożsamości. Rozliczenie się z historią pełni też funkcję pozytywnego elementu budowania tożsamości. Jako dowód na uwieńczone sukcesem przezwyciężenie historii mogą zostać przytoczone liczne przykłady. Jedną z różnic w stosunku do swojego poprzednika na stanowisku kanclerza Helmuta Kohla Gerhard Schröder pielęgnował bardzo wyraźnie: jego relatywne nieskrępowanie w kwestiach historii Niemiec. Odbierał siebie jako przedstawiciela nowego pokolenia narodzonych po wojnie, „dzieci Republiki Federalnej”, które nie są ślepe na historię, ale sami nie są obciążeni niechlubną przeszłością i stąd pokazują światu swój wyprostowany chód, wolną wolę i nową pewność siebie. Nie w konsekwencji historii, czyli pod przymusem jak to było jeszcze za czasów pokolenia Helmuta Kohla, będzie Schröder wraz ze swoim pokoleniem zabierał głos dla Europy, ale z własnej woli i ponieważ służy to politycznym i ekonomicznym interesom Niemiec. To, czego na Wschodzie i Zachodzie odmówiono Kohlowi, Schröder dostał: w 2004 roku prezydent Francji Jacques Chirac zaprosił go na uroczystości upamiętniające „D-Day” - operację lądowania aliantów w Normandii w 1944 roku. Zaś 60 lat po końcu wojny, w 2005 roku, kanclerz Niemiec Schröder był gościem rosyjskiego prezydenta Wladimira Putina przy hucznych obchodach w Moskwie.40 To był rzucający się w oczy wyraz tego, że wiele decydujących kwestii uległo zmianie: Republika Federalna nie graniczy już bezpośrednio z reżimem narodowosocjalistycznym, lecz pomiędzy nimi, jak „bufor”, leży demokratyczna historia sukcesu Republiki Bońskiej. Stara Republika Federalna umiejscowiła się więc jako „państwo buforowe” pomiędzy dyktaturą narodowosocjalistyczną a nową Republiką Federalną. Konsekwencje tego mogą być ogromne: ponieważ narracje „przezwyciężenia przeszłości“ stałyby się wtedy przede wszystkim opowieściami historii starej Republiki Federalnej, a niekoniecznie też i nowej.

Nawet jeśli pamięć o Holokauście zaczęła od lat 80-tych odgrywać prominentną rolę, niemiecka kultura pamięci wciąż jeszcze ulega zmianom. Jest ona i pozostanie różnorodna w swoim wyrazie i kształcie, nadal toczona jest „walka o pamięć”, przy czym wzorce interpretacji nie dają się już tak jednoznacznie przyporządkować (na przykład konkretnym partiom), jak to miało miejsce w prawie wszystkich ubiegłych dziesięcioleciach. Przede wszystkim: ogólnym społecznym przyzwoleniem na upamiętnianie Holokaustu objęto też dawne motywy interpretacyjne, jak na przykład kwestię wygnania. Z pamięcią zbiorową kontrastują często osobiste wspomnienia. „III Rzesza” jest również przypomniana jako fascynujący okres: zwyciężane były wojny błyskawiczne, panowało pełne zatrudnienie i nikt nie doznawał osobistych krzywd, wszyscy „znajdowali się w dobrych rękach” wspólnoty narodowej. Te wyobrażenia znajdują wyraz przede wszystkim w perspektywie pokoleniowej -generacja wnuków musi pogodzić ze sobą powszechny negatywny obraz okresu narodowego socjalizmu z pozytywnymi osobistymi doświadczeniami, o których opowiada pokolenie ich dziadków. Z reguły prowadzi to do pozytywnej reinterpretacji ich zachowań. Skrajnie rzecz ujmując: dziadek i wnuk wspólnie pracują nad usunięciem przeszłości narodowosocjalistycznej w celu wyniesienia debaty na temat zbrodni nazistowskich poza nawias własnej rodziny.41 Rodzi się pytanie, czy w nowej Republice Federalnej od 1990 roku silniej dochodzą do głosu osobiste doświadczenia, ponieważ w NRD były one ukryte pod „narzuconym antyfaszyzmem”.42 Jakie konsekwencje dla pamięci o narodowym socjalizmie wynikają ponadto z fali detabuizacji w Europie Wschodniej, przede wszystkim w krajach bałtyckich i w Rosji? Lata 90-te to moment niezwykle istotnych zmian: nastąpiła zmiana perspektywy z ofiar Niemców43 na Niemców jako ofiary. Jak doszło do tej re-wiktymizacji? Jakie są jej konsekwencje? Odpowiedzi na te pytania są dalece kontrowersyjne. Czy jest to rodzaj pojednania z samymi sobą, czy też chodzi tu raczej o sposób upewnienia się, co do rodzaju wspólnych doświadczeń. Ucieczka i wypędzenie są doświadczeniami zarówno wschodnich jak i zachodnich Niemców – z łatwością można się więc zgodzić na to doświadczenie jako fundament wspólnej pamięci. Wspomniany przełom daje się tu wyraźnie zauważyć - kultura pamięci usunęła dawne tabu, nie trzeba wciąż zwracać uwagi na polityczne implikacje upamiętniania danego wydarzenia, bowiem kwestia niemiecka i przede wszystkim kwestia granic są już ostatecznie wyjaśnione.

Konkurencja ofiar istniej dziś pod dwoma względami: po pierwsze Niemcy jako ofiary versus ofiary narodowego socjalizmu oraz po drugie, od czasu zjednoczenia Niemiec, ofiary narodowego socjalizmu versus ofiary rządów Socjalistycznej Partii Jedności (SED). Richard Schröder zauważył w gazecie „Die Welt“ „o reżimie SED: „Wolno go nazwać dyktaturą. Ponieważ dla ofiar są obojętne różnice między systemem totalitarnym przed i po 1945 roku.”44 Konkurencja pamięci istnieje też przy okazji 9 listopada odnośnie konotacji tej daty – upadek muru czy Noc Kryształowa pogromu Żydów? W następstwie wyjaśniania mechanizmów władzy w DDR po zjednoczeniu Niemiec teorie totalitaryzmu przeżyły częściowy renesans. Wyjątkowo wyraźnie (i zarazem niepokojąco) odzwierciedla się to w tablicach pamiątkowych ofiar faszyzmu, które często zostały uzupełnione o słowa „i stalinizmu”. W tym miejscu dwie niemieckie dyktatury i ich ofiary zostają ze sobą otwarcie zrównane. Hans i Sophinette Becker mówią w tym kontekście też o „zjednoczeniu winy“ odnośnie przekazywania ciężaru spadku dyktatury narodowo-socjalistycznej i SED. 45

Spójrzmy jeszcze na procesy w sprawie zbrodni nazistowskich.46 Pytanie o sens i cel kary jest zawsze kwestią polityczną. W Niemczech od 1949 roku można zaobserwować trend do stopniowego ograniczania praw do odwetu i zadośćuczynienie. Zamiast tego przewagę zyskują odstraszanie i prewencja. Dla procesów w sprawie zbrodni nazistowskich miało to daleko idące następstwa. Często bowiem sądy dawały się wciągnąć w udzielanie społeczno-politycznych komentarzy i argumentowały, że wymiar kary może być niższy, bowiem naród niemiecki został już dostatecznie odstraszony od popełniania takich zbrodni. Tego typu figury retoryczne należą do najczęstszych okoliczności łagodzących. Dopiero w ostatnich czasach nauka zwróciła się w kierunku tzw. „Ordinary men“.47 Horyzont poszerzył się o nowe grupy sprawców, dochodzi się indywidualnych motywów działania i rozróżnia sprawców w imię ideologii, sprawców motywowanych utylitarystycznie, ekscesywnych sprawców będących kryminalistami i tradycyjnych wykonawców rozkazów.48 Im dłużej trwało rozprawianie się z narodowym socjalizmem i jego zbrodniami, tym bardziej oddały się od siebie dziedzina orzecznictwa sądowego z jednej strony oraz nastawienie opinii publicznej i naukowe wyniki badań nad narodowym socjalizmem z drugiej strony. Od lat 60-tych orzecznictwo sądowe cementowało pewien model winy – „orzecznictwa o współudziale” (Gehilfen-Juridikatur) - który czynił niemalże niemożliwym adekwatne ukaranie sprawcy. W procesach członków załogi obozów koncentracyjnych oskarżonym stawiany był zarzut współudziału w morderstwie. Uzasadnienie przebiegało następująco: zabójstwa w komorach gazowych były morderstwem; sprawcami byli: Hitler, Göring, Himmler i Heydrich. Oskarżeni brali w tym czynny udział. Czy czyn ten należało ocenić jako współudział, czy jako współsprawstwo, decydowano tylko na podstawie subiektywnych kryteriów: to oznacza, że sprawcą był jedynie ten, kto brał udział w czynie karalnym z woli sprawczej (animus auctoris), zaś pomocnikiem ten, kto brał udział z woli współudziału (animus socii). Aby rozstrzygnąć tą kwestię sądy zajmowały się problematyką sprawczości (dominacja czynu lub dominacja sprawcy), wewnętrznego nastawienia do realizacji czynu, interesem własnym i zakresem realizacji czynu karalnego. Dziś nauka dostrzega w tego rodzaju „orzecznictwie o współudziale” (Gehilfen-Juridikatur) - gorszący skandal. W przeciwieństwie do tego opinia publiczna z biegiem lat stawała się coraz wrażliwsza. W ten sposób coraz bardziej pogłębiała się przepaść między orzecznictwem sądowym a ogólnym poczuciem sprawiedliwości, która pozostała widoczna aż do dziś.

Czy Pomnik Ofiar Holokaustu („Holocaust-Mahnmal“) w Berlinie jest pożądanym przez politykę „finalnym estetycznym wyrazem” „przezwyciężenia przeszłości”?49 I czy jest on tym samym symbolem przemian w niemieckiej kulturze pamięci – w stronę „normalności”? Jan-Holger Kirsch słusznie podkreśla w kontekście pamięci jej „uzależnienie od szlaku“, bowiem wpływ mają na nią „w tym samym stopniu wcześniejsza forma pamięci, jak i sama przypominana przeszłość.”50 Idea centralnego Pomnika Ofiar Holokaustu nie byłaby według niektórych możliwa bez historyczno-politycznych ram, które oddały nam do dyspozycji lata 80-te, to znaczy bez „sporu historyków” („Historikerstreit“), bez mowy Jenninger („Jenninger-Rede“), ale też bez planów Niemieckiego Muzeum Historycznego w Berlinie. W sumie rozprawienie się z narodowosocjalistyczną przeszłością odgrywało w sporze do Pomnik Ofiar Holokaustu jedynie drugorzędną rolę. Rzeczywiste znaczenie debaty polegało więc na stymulowanym przez rząd „nowym zdefiniowaniu ‚narodowej tożsamości’ w zjednoczonych Niemczech.”51 Charakterystyczną cechą „Republiki Berlińskiej” jest według Kirscha fakt, że w zjednoczonych Niemczech jednoczesne „przyznawanie się do narodu i przyznawanie do historycznej winy” nie są „już odczuwalne jako sprzeczność”.52

Rozstanie się z tamtym pokoleniem i świadkami historii, które dziś przeżywamy, ma konsekwencje dwojakiego rodzaju. Po pierwsze ukonkretnienie dyskusji na temat narodowego socjalizmu i tego, co należy pamiętać (historia współczesna staje się historią). Po drugie mitologizację – przede wszystkim w następstwie medializacji historii współczesnej. Ostatni zaś widoczna jest na przykład w dziedzinie filmu: „Upadek” czy też „Fabryka zła - Napola” inscenizowane są na autentyczne filmy dokumentalne. Tak jak Holokaust stał się kodem zła, tak Auschwitz symbolizuje walkę absolutnego zła z absolutnym dobrem. Mimo ciągłej obecności tematu – „Tyle Hitlera nigdy nie było” (Norbert Frei) – obywatelkom i obywatelom ubywa jednak wiedzy historycznej. Wiedza ta staje się też coraz mniej konkretna. Przeszłość może być nie tylko zachowana w pamięci czy wyparta, lecz również zapomniana. Zmniejsza się też wpływ historyków na pamięć społeczną. Inne media, również polityka, opanowują władzę nad publicznymi interpretacjami narodowego socjalizmu. Pamięć o Holokauście znajduje przy tym coraz częściej wyraz w obrazach i świadectwach wizualnych. Istnieje więc tendencja do „pamięci obrazowej”. Jest ona widoczna na przykładzie ikonografii obozów koncentracyjnych i przejawia się w powszechnie zapamiętywanych obrazach: wagony bydlęce, drut kolczasty, bramy. Jaki wpływ ma ta zmiana na pamięć historyczną i pamięć o danych wydarzeniach? Reprezentacja zdarzenia zaczyna gdzie tyko to możliwe zasłaniać samo to zdarzenie. W ten sposób dochodzi do „importu pamięci”: sceny filmowe zostają zintegrowane we własne wspomnienia, przez co może dojść do zafałszowania historii. Z bardzo prostego powodu Niemcy znajdują się obecnie w momencie zasadniczych zmian odnośnie pamięci: ponad dwie trzecie Niemców urodziło się po 1945 roku i mniej niż 15 procent obecnie żyjących należy do roczników, które mogłyby jeszcze wchodzić w rachubę jako odpowiedzialni za swoje czyny sprawcy, zwolennicy czy ofiary narodowosocjalistycznego reżimu. Jak można, jak powinno się przekazywać wizję przeszłość, szczególnie w odniesieniu do „III Rzeszy”, w przypadku, gdy obecnie żyjącym brak bezpośredniego odniesienia do tej historii poprzez własne doświadczenie. Równolegle do „wymierania” świadków historii, pamięć niejako rozprasza się od wewnątrz: w skutek pojawiania się coraz to nowszych historii, ponieważ Niemcy nie stanowią pod względem narodowym homogenicznego społeczeństwa. I tak na przykład imigranci mają całkiem inne wspomnienia. Jaką postawę przyjmie Niemiec tureckiego pochodzenia wobec zbrodni narodowego socjalizmu? Jaką postawę powinien przyjąć? Czy jest do tego zobowiązany, aby uznać kulturę przewodnią („Leitkultur”) za własną?


4. Podsumowanie
Narodowosocjalistyczna przeszłość stała się w starej Republice tak wielkim skandalem, że nawet historyczne przełomy czy epokowe zmiany jak ta w latach 1989/90 nie mogą go zatuszować. „Naziści odchodzą, przychodzi Stasi” – ta wyrocznia Kasandry wydana w obliczu ponownego zjednoczenia Niemiec okazała się być nietrafna. Za to coraz wyraźniej widoczne są cywilizacyjne procesy uczenia się, „ponowne ucywilizowanie” mieszkańców nowej Republiki i ich kulturowa westernizacja, które należy zachować jako stałe zobowiązanie.53 Postępy w nauce były i są ogromne. Szczególnie w obliczu Japonii i jej zbrodniczej przeszłości ilość pozytywnych zmian w niemieckiej kulturze i jej rozliczaniu się z przeszłością warta jest odnotowania.54 Mało jest państw na świecie, które wyniosły ze swojej przeszłości tak wyczerpującą naukę jak Niemcy. Dziś odwrotnie należy postawić pytanie: czy istnieje historia zużycia przezwyciężania historii? Nowa Republika nie graniczy już bezpośrednio z reżimem narodowosocjalistycznym. Nie jest jedynie odwróconym obrazem katastrofalnie upadłej ery. Jak również nie żyje już w cieniu Weimaru. Żyje, na co jasno wskazuje polityka, ze pamięci skutecznego modelu bońskiego. Czy można by więc historię stosunku do narodowosocjalistycznych zbrodni od roku 1990 określić jako rodzaj historii zużycia skutecznego modelu? Taka historia musiałaby przeanalizować, w jaki sposób warunki podziału Niemiec i Zimnej Wojny wpisały się w struktury przezwyciężania przeszłości. Tym samym zachęcalibyśmy do zastanowienia, co w obliczu nowych przesłanek nadal może pozostać obowiązujące? Rzeczywiście musimy mieć się na baczności: filmowe inscenizacje dramatów pamięci o narodowym socjalizmie piętnują złą przeszłość, lecz jednocześnie wychwalają w ten sposób moralne nawrócenie teraźniejszości. Taki postępowanie może mamić i uczynić nas ślepymi na nowe wyzwania. Narodowy socjalizm jest tak silnie obecny w mediach, jak jeszcze nigdy dotąd. Wspominane jest bowiem to, co ma odpowiednią medialną prezencję – tak więc narodowy socjalizm par excellence. Upadek i wyzwolenie, rozliczenie i wygnanie – społecznie atrakcyjny stał się morał tej historii. Tu historycy docierają do swych granic, zaś politycy wkraczają na swe macierzyste tereny.

1Teza o mediokracji zakłada całkowite podporządkowanie procesów politycznych prawom mediów; por. Thomas Meyer, Mediokratie. Die Kolonisierung der Politik durch die Medien, Frankfurt am Main 2001.

2 Heinz-Gerhard Haupt, Historische Politikforschung: Praxis und Probleme , w: Ute Frevert/id. (wyd.), Neue Politikgeschichte. Perspektiven einer historischen Politikforschung , Frankfurt/New York 2005, 304-313, tu 305.

3 O historii jako politycznym argumencie por. Edgar Wolfrum, Geschichte als Waffe. Vom Kaiserreich bis zur Wiedervereinigung, Göttingen 2001,szczególnie str. 5-9.

4 Thomas Steinfeld, Jetzt, damals und dann. Über die Abschaffung der Gegenwart, den historischen Augenblick und das Ende der Projektmacherei w: Süddeutsche Zeitung, 2./3. czerwca 2005, VI.

5 Dietmar Süß, Gezeitenwechsel. Die Akzente in der Bewertung des Zweiten Weltkrieges beginnen sich zu verschieben – hin zu einer Konkurrenz der Opfer. w: Süddeutsche Zeitung Literatur, wiosna 2005, 30.

6 Norbert Frei, 1945 und Wir. Die Gegenwart der Vergangenheit w: id., 1945 und Wir. Das Dritte Reich im Bewusstsein der Deutschen, München 2005, 7-22, tu 8.

7 Harald Welzer/Sabine Moller/KarolineTschuggnall, „Opa war kein Nazi.“ Nationalsozialismus und Holocaust im Familiengedächtnis, Frankfurt AM Main 2002; Harald Welzer, Schön Unscharf. Über die Konjunktur der Familien- und Generationsromane, w: Mittelweg 36, 13 (2004), zeszyt 1, 53-64; Tanja Dückers/Verena Carl (wyd.), Stadt – Land – Krieg. Autoren der Gegenwart erzählen von der deutschen Vergangenheit, Berlin 2004.

8 Na temat stanu badań nad sprawcami i zmieniających się obrazach sprawców zob. Gerhard Paul, Von Psychopathen, Technokraten des Terrors und „ganz gewöhnlichen“ Deutschen. Die Täter der Shoah im Spiegel der Forschung, w: id. (wyd.), Die Täter der Shoah. Fanatische Nationalsozialisten oder ganz normale Deutsche? Göttingen 2002, 13-90; Gerhard Paul/Klaus-Michael Mallmann, Sozialisation, Milieu und Gewalt.

Fortschritte und Probleme der neueren Täterforschung, w: id. (wyd.), Karrieren der Gewalt. Nationalsozialistische Täterbiographien, Darmstadt 2004, 1-32; Stefan Hördler, Aspekte der Täterforschung. Eine kritische Bilanz, in: Petra Frank/id. (wyd.), Der Nationalsozialismus im Spiegel

des öffentlichen Gedächtnisses. Formen der Aufarbeitung und des Gedenkens, Berlin, 2005, 23-45.


9 por. też Jan Weyand, So war es! Zur Konstruktion eines nationalen Opfermythos im Spielfilm „Der Untergang“ , w: Willi Bischof (wyd.), Filmri:SS. Studien über den Film „Der Untergang“, Münster 2005, 39-68.

10 Michael S. Cullen (wyd.), Das Holocaust-Mahnmal. Dokumentation einer Debatte, Zürich/München 1999; Jan-Holger Kirsch, Nationaler Mythos oder historische Trauer? Der Streit um ein zentrales „Holocaust-Mahnmal“ für die Berliner Republik, Köln u.a. 2003; Claus Leggewie/Erik Meyer, „Ein Ort, an den man gerne geht“. Das Holocaust-Mahnmal und die deutsche Geschichtspolitik nach 1989, München/Wien 2005.

11 Dieter Bingen/Wlodzimierz Borodziej/Stefan Troebst (wyd.), Vertreibungen europäisch erinnern? Historische Erfahrungen – Vergangenheitspolitik – Zukunftskonzeptionen, Wiesbaden 2003.

12 Widoczne jest to również w dyskusjach na temat wojny powietrznej: por. Jörg Friedrich, Der Brand. Deutschland im Bombenkrieg 1940-1945, Berlin; Lothar Kettenacker (wyd.), Ein Volk von Opfern? Die neue Debatte um den Bombenkrieg 1940-1945, Berlin 2003.

13 Por. również podobnie brzmiącą argumentację Jürgena Habermasa, Deutsch-polnische Befindlichkeiten, w: id., Der gespaltene Westen, Frankfurt am Main 2004, 59-67, tu: 60.

14 Martin Sabrow/Ralph Jessen/Klaus Große Kracht, Zeitgeschichte als Streitgeschichte. Große Kontroversen seit 1945, München 2003; Klaus Große Kracht, Die zankende Zunft. Historische Kontroversen in Deutschland nach 1945, Göttingen 2005.

15 Tak na przykład Karl-Ernst Jeismann, Geschichte als Horizont der Gegenwart. Über den Zusammenhang von Vergangenheitsdeutung, Gegenwartsverständnis und Zukunftsperspektive, Paderborn 1985; Werner Weidenfeld (wyd.), Geschichtsbewusstsein. Materialien zur

Spurensuche der Nation, Köln 1987.



16 Peter Reichel, Politik mit der Erinnerung. Gedächtnisorte im Streit um die nationalsozialistische Vergangenheit, München/Wien 1995; Norbert Frei, Vergangenheitspolitik. Die Anfänge der Bundesrepublik und die NS-Vergangenheit, München 1996; Edgar Wolfrum, Geschichtspolitik in der

Bundesrepublik Deutschland. Der Weg zur bundesrepublikanischen Erinnerung 1948-1990, Darmstadt 1999.



17 Por. też Ruth Wodak i in., Die Sprachen der Vergangenheiten. Öffentliches Gedenken in österreichischen und deutschen Medien, Frankfurt am

Main 1994.



18 Claudia Fröhlich/Horst-Alfred Heinrich (wyd.), Geschichtspolitik. Wer sind ihre Akteure, wer ihre Rezipienten? Stuttgart 2004; Wolfrum, Geschichtspolitik, 25-31.

19 Alexander Nützenadel/Wolfgang Schieder (wyd.), Zeitgeschichte als Problem. Nationale Traditionen und Perspektiven in der Forschung in Europa, Göttingen 2004.

20 Ralph Jessen, Zeithistoriker im Konfliktfeld der Vergangenheitspolitik, w: Konrad H. Jarausch/Martin Sabrow (wyd.), Verletztes Gedächtnis. Erinnerungskultur und Zeitgeschichte im Konflikt, Frankfurt/New York 2002, 153-175, tu: 157.

21 Związek między historią a jej przedstawieniem w telewizji po raz pierwszy obszerniej opisali: Guido Knopp/Siegfried Quandt (wyd.), Geschichte im Fernsehen. Ein Handbuch, Darmstadt 1988.

22 Jako przykład przekroju podłużnego historii strategii politycznych odnoszących się do przeszłości od 1948 roku: Heinrich August Winkler (wyd.), Griff nach der Deutungsmacht. Zur Geschichte der Geschichtspolitik in Deutschland, Göttingen 2004.

23Jeden z niewielu wyjątków: Ulla-Britta Vollhardt, Geschichtspolitik im Freistaat Bayern. Das Haus der Bayerischen Geschichte: Idee – Debatte – Institutionalisierung. München 2003.


24 Por. Wolfgang Hardtwig, Geschichtskultur und Wissenschaft, München 1990; Klaus Füssmann (wyd.), Historische Faszination Geschichtskultur heute, Köln m.in. 1994.

25 Ulrike Frevert, Neue Politikgeschichte: Konzepte und Herausforderungen, w: Dies./Haupt, Politikgeschichte, 7-26, tu: 26.

26 Por. na przykład Karl Rohe/Andreas Dörner, Artikel „Politikbegriffe“, w: Dieter Nohlen (wyd.), Lexikon der Politik, 7. tomów München 1995, t. 1: Politische Theorien, 453-458.

27 Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft. Grundriss der verstehenden Soziologie, 5., wyd. poprawione , naukowe, dodruk, Tübingen 1990, 822; zob. też Max Weber, Politik als Beruf, Stuttgart 1992, 7.

28 Por. Misha Glenny, The Rebirth of History. Eastern Europe in the Age of Democracy, London 1990.

29 Dla ogólnej orientacji: Susanne Gelhard, Ab heute ist Krieg. Der blutige Konflikt im ehemaligen Jugoslawien, Frankfurt am Main 1992; Deutsche Kommission Justitia et Pax (wyd.), Der Konflikt im ehemaligen Jugoslawien, Bonn 41994; Janine-Marie Calic, Der Krieg in Bosnien-Hercegovina:

Ursachen – Konfliktstrukturen – internationale Lösungsversuche, Frankfurt am Main 1995; Misha Glenny, The Fall of Yugoslavia. The Third Balkan War, London 1996.



30 Gian Enrico Rusconi, Die italienische Resistenza auf dem Prüfstand, w: Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte, 42 (1994), 379-402; Lutz Klinkhammer, Der Resistenza-Mythos und Italiens faschistische Vergangenheit, in: Holger Afflerbach (Hrsg.), Sieger und Besiegte. Materielle und

ideelle Neuorientierungen nach 1945, Tübingen 1997, 119-139.



31 Ogólnie : Hanna Diamond (wyd.), New Perspectives on Wartime France, Oxford 2005; speziell zu Vichy: Henry Rousso, Le syndrome de Vichy, Paris 1987; ders., Vichy: l’événement, la mémoire, l’historie, Paris 2001.

32 Einführend: Walther L. Bernecker (Hrsg.), Spanien nach Franco. Der Übergang von der Diktatur zur Demokratie 1975-1982, München 1993.

33 Zu den Orientierungsleistungen der Geschichte: Jörn Rüsen, Kann gestern besser werden? Berlin 2003; por. też id., Zeit und Sinn. Strategien

historischen Denkens, Frankfurt am Main1990; id. (wyd.), Geschichtsbewusstsein. Psychologische Grundlagen, Entwicklungskonzepte, empirische Befunde, Köln i in. 2004.



34 94 Hans-Günther Thiele (wyd.), Die Wehrmachtsausstellung. Dokumentation einer Kontroverse, Bonn 1997; Hannes Heer (red.), Vernichtungskrieg. Verbrechen der Wehrmacht 1941 bis 1944, Hamburg 1997; Bernd Ulrich (red.), Eine Ausstellung und ihre Folgen. Zur Rezeption der Ausstellung

„Vernichtungskrieg. Verbrechen der Wehrmacht 1941 bis 1944“, Hamburg 1999; ostatnio Christian Hartmann/Johannes Hürter/Ulrike Jureit (wyd.), Verbrechen der Wehrmacht. Bilanz einer Debatte, München 2005.



35 Peter Novick, Nach dem Holocaust. Der Umgang mit dem Massenmord, Stuttgart/München 2001, 335-354; Volkhard Knigge/Norbert Frei (wyd.), Verbrechen erinnern. Die Auseinandersetzung mit dem Holocaust und Völkermord, München 2002; Ronit Lentin, Postmemory, Unsayability and

the Return of the Auschwitz Code, w: id. (wyd.), Re-Presenting the Shoah for the Twenty-First Century, New York/Oxford 2004, 1-24.



36 Dla wstępnej orientacji: Helmut König, Von der Diktatur zur Demokratie oder Was ist Vergangenheitsbewältigung, w: id./Michael Kohlstruck/Andreas Wöll (wyd.), Vergangenheitsbewältigung am Ende des zwanzigsten Jahrhunderts, Opladen/Wiesbaden 1998, 371-392; Peter Reichel, Vergangenheitsbewältigung in Deutschland. Die politisch-justitielle Auseinandersetzung mit der NS-Diktatur nach 1945, München 2001.

37 Por. nadające ton teksty w in Gary Smith/Avishai Margalit (wyd.), Amnestie oder die Politik der Erinnerung in der Demokratie, Frankfurt am Main 1997; zuletzt: Alfons Kenkmann/Hasko Zimmer (wyd.), Nach Kriegen und Diktaturen. Umgang mit Vergangenheit als internationales Problem –

Bilanzen und Perspektiven für das 21. Jahrhundert, Essen 2005.



38 Harald Welzer, Nervtötende Erzählungen. Die Bewältigung der Vergangenheit in Deutschland gilt als vorbildlich. Was bewältigt ist? Gar nichts, w: Frankfurter Rundschau, 7. Mai 2005.

39 Por. Christoph Thonfeld, Tagungsbericht: Transformation der Erinnerungskulturen, 30 marca 2005, w: http://hsozkult.geschichte.huberlin.de/tagungberichte/id=741 (stan na 1.lutego 2006).

40 Por. też mowę Schrödera z okazji 8 maja: Gerhard Schröder, „Wir stehen erst jetzt am Ende einer langen Nachkriegszeit“. Warum die Einigung Europas ein historisches Vermächtnis all derer ist, die gegen Hitler gekämpft haben – und warum sie ihre Grenzen noch nicht erreicht hat, w: Süddeutsche Zeitung, 7/8 maja 2005, 7.

41 Por. dalsze wskazówki odnośnie literatury podane w przypisie 7.

42 Jako pierwszy krok: Connie Schneider, Abschied von der Vergangenheit? Umgangsweisen mit der nationalsozialistischen Vergangenheit in der dritten Generation in Ost- und Westdeutschland, München, 2004.

43 Por. Richard von Weizsäcker, Der 8. Mai 1945 – 40 Jahre danach, w: id., Von Deutschland aus. Reden des Bundespräsidenten, Berlin 1985, 9-35, tu: 12-13, Weizsäcker wypowiada się tu quasi z perspektywy ofiar. „Zawsze będziecie mogli Niemców po tym rozpoznać, czy określają dzień 8 maja jako dzień klęski, czy jako dzień wyzwolenia.“, tak Heinrich Böll, Brief an meine Söhne, w: Die Zeit, 15. marca 1985, 13-16, tu: 13. Takie rozróżnienie jest jednak upraszczające.

44 Richard Schröder, Man darf es Diktatur nennen. Den Opfern sind die Unterschiede zwischen den totalitären Systemen vor und nach 1945 egal, w: Die Welt, 29 czerwca 2004.

45 Hans Becker/Sophinette Becker, Die Wiedervereinigung der Schuld, w: Psychosozial, 14 (1991), zeszyt 1, 64-75.

46 Por. dla orientacji: Adalbert Rückerl, Die Verfolgung von NS-Verbrechen 1945-1978. Eine Dokumentation, Heidelberg/Karlsruhe 1979; Helge Grabitz/Klaus Bästlein/Johannes Tuchel (wyd.), Die Normalität des Verbrechens. Bilanz der Forschung zu den nationalsozialistischen Gewaltverbrechen, Berlin 1994; Claudia Kuretsidis-Haider/Winfried R. Garscha (wyd.), Keine „Abrechnung“. NS-Verbrechen, Justiz und Gesellschaft in Europa nach 1945, Leipzig/Wien 1998; odnośnie retoryki uzasadnień prawniczych zob.: Michel Greve, Der justitielle und rechtspolitische Umgang mit den NS-Gewaltverbrechen in den sechziger Jahren, Franfurt am Main u.a. 2001.

47 Christopher R. Browning, Ganz normale Männer. Das Reserve-Polizeibataillon 101 und die „Endlösung“ in Polen, Reinbek 1993; Daniel Jonah Goldhagen, Hitlers willige Vollstrecker. Ganz gewöhnliche Deutsche und der Holocaust, Berlin 1996.

48 Por. dalsze wskazówki odnośnie literatury podane w przypisie 8.

49 Welzer, Opowiadania.

50 Kirsch, Mythos, 87 i następne. Por. też dalsze wskazówki odnośnie literatury podane w przypisie 10.

51 Ebd., 125.

52 Ebd., 317.

53 Anselm Doering-Manteuffel, Wie westlich sind die Deutschen? Amerikanisierung und Westernisierung im 20. Jahrhundert, Göttingen 1999; Ulrich Herbert, Liberalisierung als Lernprozess. Die Bundesrepublik in der deutschen Geschichte – eine Skizze, w: id. (wyd.), Wandlungsprozesse in

Westdeutschland. Belastung, Integration, Liberalisierung 1945-1980, Göttingen 2002, 7-49.



54 Tak też Manfred Kittel, Nach Nürnberg und Tokio. Vergangenheitsbewältigung“ in Japan und Westdeutschland 1945 bis 1968, München 2004.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna