11 (22) 2007 ? Tercjarze czyli franciszkanie świeccy



Pobieranie 27.81 Kb.
Data01.05.2016
Rozmiar27.81 Kb.




11 (22)

2007


?

Tercjarze czyli franciszkanie świeccy

W
p. Andrzej Różycki

O franciszkanach świeckich


październiku b.r. gościł u sióstr w Krakowie p. Andrzej Różycki, wielki czciciel św. Brata Alberta i autor jego biografii. P. Andrzej z niezrównaną pasją i pieczołowitością dociera do archiwów, bibliotek i prywatnych osób w poszukiwaniu śladów życia i działalności Brata Alberta, opracowując nowe, poszerzone wydanie swej książki.


P. Różyckiego łączy z Bratem Albertem także przynależność do franciszkańskiego tercjarstwa, dlatego poprosiliśmy go, by opowiedział, jak dziś funkcjonuje „Trzeci zakon”. [s. A.K.]

Zakon, do którego należę, powstał za sprawą św. Franciszka z Asyżu, w pierwszej połowie XIII wieku, a dokładniej, jak się powszechnie przyjmuje, w roku 1221. W tym bowiem czasie, jak podaje tradycja franciszkańska, została napisana Reguła Zakonu pokutniczego. Potwierdzeniem tej daty jest ponadto pierwsza oficjalna wzmianka o braciach od pokuty znajdująca się w bulli papieża Honoriusza III do biskupa diecezji Rimini, z datą 16 grudnia 1221 roku. Istniejemy więc – jako zakon – już 786 lat.

Od kilkuset lat nazywano nas „III Zakonem Franciszkańskim” lub po prostu tercjarzami. Obecnie obowiązuje nazwa „Franciszkański Zakon Świeckich”, w skrócie FZŚ.

FZŚ wchodzi w skład Rodziny Franciszkańskiej, najliczniejszej w Kościele Bożym (blisko pół miliona członków na świecie).

Aby móc otworzyć się szerzej na potrzeby współczesnego świata, przy okazji zapoczątkowanego przez Sobór Watykański II dzieła odnowy Kościoła, uznano za konieczne opracowanie nowej Reguły FZŚ, która została zatwierdzona przez papieża Pawła VI, w dniu 24 czerwca 1978 roku, listem „Seraficki Patriarcha”.

FZŚ ma swoje normy i prawa zatwierdzone przez Kościół; ma swoją Regułę, Konstytucje Generalne i osobne narodowe lub regionalne Statuty. Posiada także swoje struktury organizacyjne: wspólnoty miejscowe, regionalne, narodowe i międzynarodowe. Każda ze wspólnot miejscowych (również regionalnych i narodowych) ma swojego asystenta duchowego, przeważnie z I Zakonu św. Franciszka. Tam, gdzie nie ma I Zakonu, asystentami mogą być księża diecezjalni lub siostry ze zgromadzeń opartych na duchowości franciszkańskiej.

Patronką FZŚ w Polsce jest bł. Aniela Salawa, siostra z III Zakonu, która większość swego życia spędziła w Krakowie, pracując jako służąca.

Do FZŚ mogą należeć wszyscy dorośli katolicy: mężczyźni i kobiety różnych warstw społecznych i zawodów, osoby samotne i ci, którzy żyją w małżeństwie sakramentalnym, wdowy i wdowcy, osoby zdrowe i niepełnosprawne, wszyscy, którzy pragną w naszym Zakonie znaleźć pomoc w budowaniu autentycznego życia chrześcijańskiego i osiągnięcia doskonałości ewangelicznej. Do FZŚ mogą należeć także kapłani świeccy (nie zakonni), łącznie z hierarchami Kościoła. Do III Zakonu należało kilku papieży i wielu biskupów, u nas m.in. ks. kard. Stefan Wyszyński. Dla dzieci założono „Rycerstwo św. Franciszka”, a dla młodzieży „Młodzież Franciszkańską”.

Po wstąpieniu do FZŚ kandydat (na zewnątrz) pozostaje osobą świecką, a po złożeniu profesji, jako członek tej wspólnoty powinien dążyć do uświęcania się, żyć Ewangelią w duchowości św. Franciszka według Reguły zatwierdzonej przez Kościół.

Reguła mówi, że „Franciszkanie świeccy powinni uczynić modlitwę i rozważanie duszą swego życia i działania”. Oprócz modlitwy mamy ewangelizować świeckich nie tylko słowem, ale przede wszystkim dobrym przykładem, dawać świadectwo miłości bliźniego, włączać się w dzieło katechizacji. Obowiązuje nas posłuszeństwo i to nie tylko wobec swoich przełożonych, ale wszystkich hierarchów Kościoła, także kapłanów: świeckich i zakonnych.

Żyjemy we Wspólnotach, spotykamy się przynajmniej raz w miesiącu na zebraniach formacyjnych i przy innych okazjach.

We Wspólnocie, do której należę, przy klasztorze i parafii Matki Bożej Anielskiej na warszawskim Mokotowie, siostry i bracia spotykają się każdego 13-go dnia miesiąca na nabożeństwie do Matki Bożej Fatimskiej oraz w każdą trzecią niedzielę miesiąca na zebraniu wspólnotowym. Tego dnia mistrz formacji (obecnie ja) ma dwa referaty formacyjne (jeden dla postulantów i nowicjuszy omawiający Regułę, drugi – dla profesów, z cyklu formacji ciągłej). Po części formacyjnej nasz asystent duchowy odprawia Mszę św. z kazaniem o tematyce franciszkańskiej. Następnie odmawiamy różaniec lub uczestniczymy w Drodze Krzyżowej. Na zakończenie przechodzimy do salki (obok kaplicy), śpiewamy pieśni religijne, modlimy się, słuchamy bieżących komunikatów. Przełożona Wspólnoty rozdysponowuje prace do wykonania na następne cztery tygodnie na rzecz parafii lub wspólnoty narodowej (przełożona narodowa jest członkiem naszej Wspólnoty), np. pomagamy w organizacji obrad Rady Narodowej (czynności kancelaryjne, furta, przyrządzanie posiłków, itp.).

Nasz Zakon stawia przed swymi kandydatami podwójny cel: pierwszy, główny – to dążenie do doskonałości, czyli do osobistego uświęcenia się; drugi, apostołowanie w swoim środowisku.

We wspólnotach jest nam łatwiej uświęcać się, a w łączności z franciszkanami i franciszkankami habitowymi oraz duchowieństwem świeckim uczestniczymy w nakazanej przez Chrystusa misji nauczania.

Nasi bracia i siostry uczestniczą też w innych stowarzyszeniach parafialnych, np. duszpasterstwie rodzin, duszpasterstwie trzeźwości. Troszczymy się o piękno domu Bożego, zakładamy kioski przy kościołach, by upowszechniać katolicką prasę i książki, itp.

Żyjąc w dzisiejszym konfliktowym, udręczonym, pełnym nietolerancji i przemocy świecie, zgodnie z wymogami Reguły, powinniśmy mieć szczególną wrażliwość w budowaniu braterstwa między ludźmi, troszczyć się o szerzenie wokół siebie ducha pojednania i pokoju. Franciszkanie świeccy poprzez postawę wzajemnej życzliwości mają budować jedność wśród wszystkich ludzi: w rodzinnym domu, w miejscu pracy, w parafii i wszędzie, gdzie przebywamy. Pragniemy tworzyć atmosferę spokoju i miłości Bożej poprzez nasz wewnętrzny spokój i rozmodlenie, dobre uczynki, życzliwe słowo i umiejętność przebaczania

Staramy się nie tylko nabożnie modlić, ale i czynić dobro, wyrabiać w sobie postawę służebną – bycia dla drugich, nie tylko dla siebie we wspólnocie zakonnej, ale i dla potrzebujących wsparcia w parafii. W miarę swoich możliwości śpieszymy każdemu z pomocą: odwiedzamy chorych w domu czy szpitalu, sprowadzamy kapłana z Komunią św., pomagamy w zakupie żywności czy leków, nasze siostry utrzymują porządek w domach ludzi chorych i niepełnosprawnych, itp. Takie i inne przejawy bezinteresownej miłości bliźniego są przez nas pełnione w duchu chrześcijańskiej służby za przykładem Chrystusa, który powiedział o sobie, że nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć.

Pan Jezus poucza nas w Ewangelii, że cokolwiek obejmiemy swoją pracą, troską i miłością dla dobra innych, wszystko, co mogłoby zostać wyrwane chaosowi, obojętności i nienawiści świata – jeśli wespół z Nim działamy – staje się obszarem miłości braterskiej, pokoju i radości, jest Jemu miłe, a nam niezbędne do zbawienia. Nie lękamy się zatem żadnego aktu życzliwości i miłości wobec bliźnich, jeśli oni tego potrzebują, pracując na rzecz budowania pokoju wokół siebie.



Andrzej Różycki
s. Agnieszka Koteja: Co Panu, jako Autorowi biografii św. Brata Alberta, sprawiło największą radość?

Andrzej Różycki: Dowiedziałem się, że pewna osoba po przeczytaniu tej książki spotkała kogoś, rozpaczającego nad chorobą ojca. Ta osoba zachęciła ją, by przeczytać książkę i z wiarą pomodlić się przy relikwiach św. Brata Alberta. Córka chorego posłuchała rady – przeczytała książkę i pełna podziwu dla dobroci i poświęcenia Brata Alberta, przyjechała do Krakowa z gorącą wiarą w jego wstawiennictwo i modliła się w kościele „Ecce Homo”. Dowiedziałem się, że ten ojciec został następnie cudownie uzdrowiony z raka...


Porzucone dzieci

Pewnego wrześniowego popołudnia wybrałam się do „Domu Dziecka”, by zobaczyć się z dwiema dziewczynkami, które tam mieszkają, a które przychodzą do nas na furtę.

Jak to bywa w Krakowie o tej porze, korek był niemiłosierny. Zaczęłam się trochę denerwować, że nie zdążę na godzinę, a potem dzieci miały już swój plan zajęć.

Kiedy dojechałam i stanęłam przed bramą tego Domu Dziecka serce zabiło mi mocniej, jakby za chwilę miało coś się wydarzyć?

I przekroczyłam próg Domu Dziecka.

Jakoś tam dziwnie cicho…..

Weszłam na pierwsze piętro. Przez uchylone drzwi zobaczyłam panią, która pochylała się nad chłopcem. „Odrabiali” zadanie domowe. Zapytałam o potrzebne informacje i wychodząc powiedziałam głośno „dziękuję”.

Kiedy znalazłam się na korytarzu byłam już oblegana przez dzieci.

One widziały mnie po raz pierwszy. Nie. Nie bały się.

Te dzieci – to dzieci porzucone!!!

Zaczęłam się zastanawiać: jak można NIE CHCIEĆ, jak MOŻNA PORZUCIĆ takiego małego szkraba, w którym jest tyle życia i który najprawdopodobniej nigdy nie powie „mamo”; „tato”.

Byłam dla nich jedną z wielu „cioć”.

Zaczęły zadawać mi pytania, dlaczego jestem tak dziwnie ubrana.

Pomyślałam: albertynka w Domu Dziecka.

Co im mogę dać? Jak ich mogę pokochać, by nie został po mnie tylko ból niespełnionych marzeń i pragnień, do których przecież dziecko ma prawo? Jak ich kochać, by nie rozminąć się z Nim – Najpiękniejszym z Synów ludzkich?

Szukając dziewczynek, do których przyszłam, mocowałam się z myślami… Czy w ich życiu pozostanie po mnie taki ślad, by kiedyś same mogły powiedzieć: WARTO KOCHAĆ…?

Wyszłam na podwórko, tam dzieci bawiły się i od czasu do czasu można było usłyszeć słowo – „ciociu”.

Czy one nie zasłużyły na to – biłam się z myślami – żeby kiedykolwiek wypowiedzieć to ciepłe i głębokie słowo „mamo”?

Czy trzeba mieć szczęście żeby urodzić się w szczęśliwej rodzinie? Przecież tej nagrody nie da się wygrać na loterii. Dlaczego właśnie one, dlaczego?

Kiedy wyszłam stamtąd byłam mocno wstrząśnięta. Teraz zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Co ja mogę dla nich zrobić? Czyż to nie jest to samo pytanie, które zadawał sobie Brat Albert?

Tak, ale on wtedy z nimi „zamieszkał”; „stał się jednym z nich”.

Zrozumiałam, że nie wystarczy iść śladami Brata Alberta. Trzeba codziennie, na nowo szukać swojego… nie! – Jego (Chrystusa) stylu.

Choćby Cię opuścili ojciec twój i matka, ja nie zapomnę o tobie – mówi Pan”.



siostra albertynka

=======================================================================

Odpowie- s. Agnieszka Koteja, a-koteja@tlen.pl [0-18/20-125-49]

dzialni br. Marek Bartoś, bratmarek.alb@zakon.opoka.org.pl [0-12/42-95-664]







©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna