303 wpp, Konferencje, Jacek Salij op



Pobieranie 215.49 Kb.
Strona1/5
Data07.05.2016
Rozmiar215.49 Kb.
  1   2   3   4   5

303 WPP, Konferencje, Jacek Salij OP



SPIS TREŚCI


Konferencja I

Jasna Góra polskiego Papieża

2

Konferencja II

„Cała piękna jesteś, Maryjo!”

11

Konferencja III

Dziewicza Matka

21

Konferencja IV

Matka Boża Bolesna

32

Konferencja V

Straszna dla sił ciemności

44

Konferencja VI

Matka i Królowa narodu polskiego

54

Konferencja VII

Maryja, Matka rozdzielonych chrześcijan

63

Konferencja VIII

Najważniejsza modlitwa maryjna

72

Konferencja IX

Wniebowzięta

81


KONFERENCJA I

Jasna Góra polskiego Papieża
Kilka przypomnień historycznych

W stosunkowo mało znanym szkicu historycznym na temat ojca Kordeckiego, Henryk Sienkiewicz przekonująco wyjaśnia, czym była obrona Jasnej Góry w czasach potopu szwedzkiego:



Szwedzi nie znali polskiego narodu. Dla nich Częstochowa była tylko lichą twierdzą. Kordecki, który go znał, wiedział, że ciało tego odrętwiałego olbrzyma można siec i szarpać, jak się podoba, ale jest jedno miejsce, w które nie wolno go ukłuć bezkarnie, bo zawyje z bólu i zerwie się do okropnej walki – a miejsce to zwie się Jasna Góra. Więc postanowił jej bronić do ostatniej kropli krwi, do ostatniego tchnienia, aby rozpętać olbrzyma i rozpalić wojnę na śmierć i życie, olbrzymią, rozlewną jak pożar. Wśród ponurej nocy dziejowej zjawił się słup ognisty. Wstał w narodzie "ten, który duszy nie oszczędził", jak w swoim czasie wstała we Francji Joanna d'Arc. Poczuł się wybrańcem bożym, więc wziął krzyż i wyszedł bronić tej ostatniej skały, której nie pochłonęły jeszcze fale potopu.

Już trzy miesiące po odstąpieniu Szwedów spod Jasnej Góry, 1 kwietnia 1656 r., król Jan Kazimierz uroczyście uznaje Matkę Najświętszą za Królową naszej Ojczyzny. Znaczenie tego wydarzenia zostało istotnie wzmocnione, z chwilą kiedy w roku 1717 Obraz Jasnogórski został ozdobiony papieskimi koronami. W czasach niewoli narodowej stało się to istotnym punktem odniesienia dla pielęgnowania świadomości, że jako naród wciąż przecież istniejemy – wprawdzie nie mamy własnego państwa i rządzą nami obcy, ale mamy przecież swoją Królową w niebie.

Jasna Góra znalazła się pod władaniem zaborcy rosyjskiego, który robił wiele, żeby Polacy przestali w niej widzieć swoją duchową stolicę. Poniekąd symbolicznym aktem sponiewierania jej jako naszego narodowego sanktuarium było wystawienie u samego wejścia na Jasną Górę olbrzymiego – liczącego trzy i pół metra, postawionego na ponad pięciometrowym cokole – pomnika cara Aleksandra II, z objaśnieniami w języku rosyjskim i polskim, że jest to pomnik wdzięczności wystawiony sprawcy swojego dobrobytu przez polskich wieśniaków.

W czasach komunistycznych, szczególnie groźny atak na Jasną Górę podjęto w latach siedemdziesiątych. Mianowicie zaplanowano i zaczęto już budować u podnóża klasztoru trasę szybkiego ruchu, która odcinałaby Jasną Górę od miasta i w ten sposób istotnie utrudniałaby wiernym dostęp do sanktuarium. „Pamiętajcie, towarzysze – mówił premier Jaroszewicz na spotkaniu z aktywem partyjnym – że tunel pod Jasną Górę jest waszym priorytetowym zadaniem. Traktujcie tę inwestycję jako przejście ideologiczne, jako kolejny krok na froncie walki z wpływami imperializmu i rozzuchwalonego kleru otumaniającego socjalistyczne społeczeństwo”. Znamienne, że ani wybór Jana Pawła II ani nawet jego przyjazd na Jasną Górę w czerwcu 1979 r. nie skłoniły ówczesnych władz do zaniechania tego nieprzyjaznego Kościołowi pomysłu i we wrześniu 79 roku ustawiono parkan odgradzający Jasną Górę od Alei NMP. Dziś trudno ustalić, jak doszło do tego, że w końcu odstąpiono jednak od tego nieszczęsnego pomysłu.



Wielokrotny pielgrzym

Jako papież przyjeżdżał św. Jan Paweł II na Jasną Górę aż siedem razy. Tylko w roku 2002, podczas ostatniej swojej pielgrzymki do Ojczyzny, zabrakło mu już sił i tutaj nie zawitał. Jednak przedtem bywał na Jasnej Górze wielokrotnie. Nie wiem, czy ktoś w ogóle policzył, ile razy tutaj przychodził, żeby Jasnogórskiej Matce oddawać samego siebie oraz powierzony sobie lud Boży.

Szczególnie zasługuje na odnotowanie obecność krakowskiego metropolity Karola Wojtyły podczas centralnych uroczystości milenijnych, jakie naród nasz świętował na Jasnej Górze 3 maja 1966 r. Ówczesny papież, Paweł VI, nie tylko zgodził się na te uroczystości przyjechać, ale nie ukrywał, że ogromnie zależy mu na tym, żeby przyjechać. Jednak władze państwowe nie zgodziły się na ten przyjazd papieża. Jan Paweł II przypomniał o tym podczas swojej pierwszej papieskiej pielgrzymki na Jasna Górę. Mówił wtedy:

Wszyscy wiemy, jak bardzo pragnął tutaj przybyć w pielgrzymce papież Paweł VI. Papież naszego milenium. Właśnie na milenium chciał tutaj stanąć jako pielgrzym obok wszystkich synów i córek narodu. I darujcie, że dołączę wspomnienie. Nigdy nie zapomnę tego dnia 3 maja roku milenijnego na Jasnej Górze, kiedy pod portretem nieobecnego Pawła VI wypadło mi, jako metropolicie krakowskiemu, celebrować milenijną Eucharystię jasnogórską, nigdy tego nie zapomnę!

W trakcie pontyfikatu Jana Pawła II był jeden moment, kiedy papież poważnie obawiał się, że zostanie potraktowany przez władze, podobnie jak niegdyś potraktowano Pawła VI. Mianowicie Kościół polski zamierzał obchodzić w roku 1983 jubileusz sześćsetlecia obecności Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Trudno było przewidzieć, czy do tego czasu stan wojenny zostanie odwołany. Natomiast Ojcu Świętemu ogromnie zależało na tym, żeby nie zmarnować okazji, jaką dawał ten jubileusz, i do Ojczyzny przyjechać. Chciał natchnąć nadzieją i dodać ducha tym wszystkim, którzy wtedy tego potrzebowali.

Ze swojego niepokoju, że władze mogą nie chcieć jego przyjazdu, ale i ze swojej nadziei, że jednak ewentualne opory władz zostaną przezwyciężone, zwierzył się Jan Paweł II w sposób starannie przemyślany i w momencie znakomicie wybranym. Mianowicie 3 maja 1982 r. podczas spotkania z ośmiuset rodakami w Ogrodach Watykańskich powiedział:

Szczególnym znakiem obecności, macierzyńskiej obecności Bogarodzicy pośród nas jest Jasna Góra. Wspominamy o tym w dniu dzisiejszym, bo jest 3 Maja. Wspominamy również i dlatego, ponieważ jest to Rok Jasnogórski, 600 lat Jej obecności pośród nas w Wizerunku Jasnogórskim. I wszyscy też do tego Wizerunku sercem pielgrzymujemy, a staramy się pielgrzymować także i drogami naszego życia. Myślę o tej mojej drodze na Jasną Górę, myślę o niej od dawna i pragnę ją odbyć. Uważam to za mój obowiązek, obowiązek serca, obowiązek syna wobec Matki. Wobec Niej i wobec mojego Narodu. Jestem moralnie zobowiązany, ażeby na tę wielką rocznicę być wspólnie z moimi rodakami u stóp Pani Jasnogórskiej. Uważam też, że powinny być stworzone odpowiednie po temu warunki i na to liczę, w imię dobrego imienia Polski i w imię honoru milenijnego narodu.

Kiedy za rok święty Papież faktycznie na jubileuszowe obchody przyjechał, od razu na Okęciu przedstawił się jako jeden z bardzo wielu pielgrzymów – poniekąd w duchu sławnej wypowiedzi św. Augustyna, że biskupem jestem dla was, ale chrześcijaninem jestem razem z wami, a przecież czymś znacznie ważniejszym niż to, że jestem biskupem, jest to, iż jestem chrześcijaninem. I zaraz potem wyraził swoje pragnienie, że chce być szczególnie blisko tych, którzy cierpią. W krótkiej wypowiedzi aż dwukrotnie wspomniał o więźniach – przypomnijmy, że stan wojenny w tamtym momencie, w czerwcu 1983 r., choć już zawieszony, nie był jeszcze odwołany. Otóż już na lotnisku Jan Paweł II w następujących słowach przedstawił cel tamtej swojej pielgrzymki:



W związku z jubileuszem miliony ludzi w Polsce pielgrzymują na Jasną Górę. Pragnę być jednym z nich. Pragnę wspólnie z nimi modlić się, spełniać posługę słowa Bożego i Eucharystii. Wspólnie z nimi rozważać wielkie sprawy Boże i sprawy ludzkie, i sprawy polskie. Proszę, żeby szczególnie blisko mnie raczyli być ci, którzy cierpią. Proszę o to w imię słów Chrystusa: "Byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". Ja sam nie mogę odwiedzić wszystkich chorych, uwięzionych, cierpiących - ale proszę ich, aby duchem byli blisko mnie. Aby mnie wspomagali tak, jak czynią zawsze.

W kulminacyjnym momencie obchodów jubileuszowych, 19 czerwca 1983 r., św. Jan Paweł II z genialną prostotą podsumował sześćset lat duchowego promieniowania Jasnej Góry:



Iluż w ciągu tych sześciu wieków przeszło przez jasnogórskie sanktuarium pielgrzymów? Iluż tutaj się nawróciło, przechodząc od złego do dobrego użycia swojej wolności? Iluż odzyskało prawdziwą godność przybranych synów Bożych? Jak wiele o tym mogłaby powiedzieć kaplica Jasnogórskiego Obrazu? Jak wiele mogłyby powiedzieć konfesjonały całej bazyliki? Ile mogłaby powiedzieć Droga Krzyżowa na wałach? Olbrzymi rozdział historii ludzkich dusz! To jest też chyba najbardziej podstawowy wymiar jasnogórskiego sześćsetlecia.

Tutaj zawsze byliśmy wolni”

Zarazem święty Papież wciąż na nowo przypominał pielgrzymom, że Jasna Góra jest to sanktuarium narodu. Nie było w tamtych wypowiedziach nic z gołosłownego patosu, nie było też żadnego wywyższania się ponad inne narody. Kiedy 4 czerwca 1979 r. – podczas swojej pierwszej papieskiej wizyty na Jasnej Górze – mówił, że „tutaj zawsze byliśmy wolni”, powiedział to przypominając, że nad wolnością trzeba pracować i że nie ma wolności bez ofiarnej miłości. Owszem, pojawiły się w tamtym przemówieniu również nuty wzniosłej poezji, ale przecież ta forma językowa szczególnie umożliwiała sformułowanie tego, co trzeba było wtedy powiedzieć Polakom. Papież mówił wtedy:

Jasna Góra jest przecież nie tylko miejscem pielgrzymek Polaków z Polski i całego świata. Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych! Ale również okrzykami radości i zwycięstwa! Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci, można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w Sercu jego Matki i Królowej! A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk, trzeba przyjąć to wołanie. Rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na polskiej ziemi.

Wróćmy do papieskiego przemówienia na Jasnej Górze z 19 czerwca 1983 r. przyjechał Papież do narodu ciężko poranionego przez stan wojenny, a zarazem głęboko podzielonego. Ludzie oczekiwali, że będzie się starał ukoić ich rany i pocieszyć; inni chcieliby, żeby wyraźnie potępił tych, którzy podnieśli żelazną pięść przeciwko własnemu narodowi. Tymczasem Jan Paweł II zaczął wtedy głosić – jak to sam wtedy nazwał - „jasnogórską ewangelizację wolności”. Wyszedł od głoszonego przez komunistów twierdzenia, że naszej Ojczyźnie „przywrócona została godność suwerennego państwa”.

Skoro tak – swoje kolejne postulaty formułował bez odrobiny napastliwości i w duchu poszanowania każdego bez wyjątku – to uznajmy wszyscy że:

Naród jest prawdziwie wolny, gdy może kształtować się jako wspólnota określona przez jedność kultury, języka, historii. Państwo jest istotnie suwerenne, jeśli rządzi społeczeństwem i zarazem służy dobru wspólnemu społeczeństwa i jeśli pozwala narodowi realizować właściwą mu podmiotowość, właściwą mu tożsamość. To pociąga za sobą między innymi stwarzanie odpowiednich warunków rozwoju w zakresie kultury, ekonomii i innych dziedzin życia społecznej wspólnoty. Suwerenność państwa jest głęboko związana z jego zdolnością promowania wolności narodu, czyli stwarzania warunków, które mu pozwolą wyrazić całą swoją własną tożsamość historyczną i kulturalną, to znaczy pozwolą mu być suwerennym poprzez państwo.

Rzecz jasna, w tym przemówieniu nie zapomniał Papież Polak – bo nie mógł zapomnieć – „tej podstawowej prawdy o wolności narodu: że naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza; tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć!”



Pożegnanie z Jasną Górą

Nie da się tak bogatego tematu omówić w dwadzieścia minut. Jednak nawet w bardzo pobieżnym omówieniu nie wolno nie wspomnieć o ostatnim przyjeździe świętego Papieża na Jasną Górę, który miał miejsce 17 czerwca 1999 r. Bardzo to znamienne, że swoje przemówienie do pielgrzymów zakończył wówczas Jan Paweł II po prostu modlitwą do Matki Jasnogórskiej. Ta modlitwa, w gruncie rzeczy, wyrażała wszystko:



Proszę Cię, Pani Jasnogórska, Matko i Królowo Polski, abyś cały mój naród ogarnęła Twoim macierzyńskim sercem. Dodawaj mu odwagi i siły ducha, aby mógł sprostać wielkiej odpowiedzialności, jaka przed nim stoi. Niech z wiarą, nadzieją i miłością przekroczy próg trzeciego tysiąclecia i jeszcze mocniej przylgnie do Twojego Syna Jezusa Chrystusa i do Jego Kościoła zbudowanego na fundamencie apostołów.

Matko Jasnogórska, módl się za nami i prowadź nas, abyśmy mogli dawać świadectwo Chrystusowi – Odkupicielowi człowieka.
KONFERENCJA II

Cała piękna jesteś, Maryjo!”


Jej duchowe piękno zachęca nas do ufności i nadziei”

W Godzinkach śpiewamy: „Wszystka piękna jesteś, Przyjaciółko moja!”. Pierwszym, dla kogo Maryja jest naprawdę przyjaciółką, jest jej Syn – Jezus, nasz Zbawiciel. Wszystkie dzieci są młodsze od swoich rodziców. Z jednym jedynym wyjątkiem – Jezus, Syn Maryi jest przedwiecznym Synem Bożym. On tylko w swoim człowieczeństwie jest młodszy od swojej Matki. Jako Syn Boży, przez którego cały wszechświat został stworzony, jest On Stwórcą swojej Matki. Ponieważ postanowił z Niej się narodzić jako człowiek, uczynił Ją piękną i niepokalaną od pierwszego momentu Jej istnienia. Toteż nie ma nic niewłaściwego w tym, że własną Matkę nazywa swoją Przyjaciółką.

Jednak sam fakt, że to w Kościele nauczyliśmy się śpiewać Godzinki, jest najlepszym dowodem, że również nam – którzy uwierzyliśmy w Jezusa Chrystusa i pragniemy stawać się jedno z Nim – wolno Maryję nazywać naszą Przyjaciółką.

Warto wiedzieć, że jest to cytat z Pieśni nad pieśniami. Stanowi on podsumowanie szczegółowych zachwytów, jakie budzi w Oblubieńcu uroda jego Oblubienicy. Oblubieńca zachwyca w Oblubienicy dosłownie wszystko – jej oczy, włosy, zęby, usta, skroń i piersi. Po prostu „wszystka piękna jesteś, Przyjaciółko moja, i żadnej skazy nie ma w tobie!” (Pnp 4,1-7) – woła Oblubieniec w Pieśni nad pieśniami. W Godzinkach ten okrzyk zachwytu kończy się wyraźnym podkreśleniem, że jest Ona piękna, bo niepokalanie poczęta: „A zmaza pierworodna nigdy w Tobie nie postała!”

To samo podkreślił św. Jan Paweł II, w swoim przemówieniu z 8 grudnia 1998 roku: „Cała piękna jesteś, Maryjo! Tymi słowami zwraca się Kościół do Matki Chrystusa w obchodzonej dzisiaj uroczystości Niepokalanego Poczęcia. Maryja jest niewiastą zachowaną od grzechu pierworodnego. Tak postanowił Ojciec i wybrał Ją, by stała się Matką Zbawiciela. Dając ludzkie ciało Synowi Bożemu, który jest , Maryja Dziewica, jak żadne inne stworzenie, ujrzała jaśniejące nad sobą oblicze bogatego w łaskę i miłosierdzie Ojca. Niepokalane Poczęcie jest zatem nadzwyczajnym darem i niezwykłym przywilejem! Dzięki niemu Matka Boża, całkowicie zachowana od niewoli zła i szczególnie umiłowana przez Boga, uprzedza w swoim życiu drogę odkupionych, ludu zbawionego przez Chrystusa”.

Rok później, w przemówieniu na Anioł Pański z 5 grudnia 1999 r., Jan Paweł II przypomniał obietnicę zapisaną na początku Listu do Efezjan, że Bóg chce, abyśmy kiedyś wszyscy mogli stanąć „święci i nieskalani przed Jego obliczem”: „W Maryi, która jest pełna łaski, wypełnia się to, czego Bóg pragnie dokonać w każdym człowieku. Matka Odkupiciela została zachowana od winy i napełniona łaską Bożą. Jej duchowe piękno zachęca nas do ufności i nadziei; Maryja Panna, cała piękna i cała święta, wzywa nas, byśmy przygotowali drogi Panu i prostowali ścieżki dla Niego, ażeby kiedyś razem z Nią oglądać Boże zbawienie”.

Kilka miesięcy później, podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej, Jan Paweł II przypomniał, że piękno, jakim jaśnieje Maryja, to poniekąd gwarancja, że niepojęcie wspaniałe piękno jest ostatecznym przeznaczeniem całego Kościoła. „Kontemplując Bogurodzicę, patrzymy na prawdziwe oblicze Kościoła, promieniującego całym swoim pięknem, jaśniejącego ”.

I od razu to jego przemówienie, wygłoszone w Jerozolimie w dniu 26 marca 2000 roku, przemieniło się w modlitwę: „O Orędowniczko, pomagaj Kościołowi stawać się coraz bardziej podobnym do Ciebie, która jesteś jego najwznioślejszym pierwowzorem. Pomagaj mu wzrastać w wierze, nadziei i miłości, gdy we wszystkim odkrywa i wypełnia wolę Bożą. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!”



Całe stworzenie jest piękne!

Maryja jest najpiękniejszą z Bożych stworzeń, ale piękno jest cechą wszystkiego, co Bóg stworzył. Wspaniale umiał o tym mówić św. Augustyn: „Piękno rzeczy jest jakby ich głosem ku czci Boga. Woła do Boga niebo: Ty mnie stworzyłeś, nie pochodzę samo z siebie! Woła ziemia: Ty mnie ustanowiłeś, nie ja sama siebie! Spójrz na niebo, jakie piękne; spójrz na ziemię, jaka piękna. Jeśli je wziąć razem, są bardzo piękne. On je stworzył, On nimi rządzi, Jego rozkazów one słuchają; On przerzuca czasy, On ustanawia chwile, osobiście ustanawia. Zatem to wszystko Go chwali – to, co stoi, i to, co się porusza, to, co z niskości ziemi, i to, co z wysokości nieba, to, co starodawne, i to, co nowe” (Objaśn. Psalmu 148,15).

Stworzenia duchowe są jeszcze piękniejsze. Stworzenia duchowe – czyli aniołowie i archaniołowie, cherubini i serafini, ale również nasze dusze, jeżeli staramy się żyć w stanie łaski uświęcającej. Chociaż wszystkie te osoby są niewyobrażalnie piękne, piękno Tej Jedynej, którą Bóg wybrał i ukształtował na Matkę swojego Syna, jest nieporównywalne z pięknem jakiegokolwiek stworzenia.

Rzecz jasna, źródłem i dawcą wszelkiego piękna jest Bóg. Podobnie jak modlimy się: „Tylko Tyś jest Święty!”, wolno nam w zachwycie wołać do Boga: „Tylko Tyś Jest Piękny!”. „Skoro stworzenia są tak piękne – entuzjazmował się św. Augustyn – to o ileż piękniejszy jest Ten, który je stworzył!”

Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa – wołał po swoim nawróceniu Augustyn, wdzięczny za dar wiary – późno Cię umiłowałem. Ty byłeś w głębi mojej duszy, a ja błąkałem się po bezdrożach i tam Ciebie szukałem, biegnąc bezładnie ku rzeczom pięknym, które stworzyłeś. Ty byłeś ze mną, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie – rzeczy, których by nie było, gdyby nie były w Tobie”

Jeśli piękno stworzeń odciąga nas niekiedy od Boga, jest to oczywisty skutek naszej grzeszności. Bo przecież Pan Bóg po to uczynił stworzony przez siebie świat tak pięknym, ażeby piękno stworzeń pobudzało nas do tęsknoty za Nim, który jest samym Pięknem i Źródłem wszelkiego piękna stworzonego. Kiedy zaś myślimy i mówimy o pięknie Maryi, najpiękniejszej ze stworzeń, to nie da się nawet wyobrazić, że mogłoby ono nas odwodzić od Boga. Przecież całym sensem Jej niepowtarzalnego powołania jest dawać nam Chrystusa, który jest Zbawicielem nas wszystkich.

Wróćmy do tej prawdy, że wolą Bożą jest, żeby cały stworzony przez Niego świat był piękny. Od nas Pan Bóg oczekuje, że będziemy dbać o piękno naszego świata – nie tylko być jego stróżami, ale również starać się o to, żeby go jeszcze upiększyć. Przede wszystkim piękne mogą być – i powinny – nasze dusze. Jednak również materialne piękno naszego świata nie może nam być obojętne, bo przecież sam Stwórca nas tym światem obdarzył. W książce Pamięć i tożsamość Jan Paweł II napisał: „Piękno wszechświata jest jak gdyby odbite w oczach Boga, o którym powiedziano: ”.

„Świat, w którym żyjemy – teraz cytuję orędzie, jakie do artystów skierował Sobór Watykański II – potrzebuje piękna, aby nie pogrążyć się w rozpaczy. Piękno podobnie jak prawda budzi radość w ludzkich sercach i jest cennym owocem, który trwa mimo upływu czasu, tworzy więź między pokoleniami i łączy je w jednomyślnym podziwie!. Dokonuje się to przez wasze ręce. Oby te ręce były czyste i bezinteresowne. Pamiętajcie, że stoicie na straży piękna w świecie. Nie poszukujcie dziwacznych i niezdrowych sposobów wypowiadania się”.

Kiedy w wieku VIII cesarze bizantyjscy zaczęli propagować herezję obrazoburstwa i przy pomocy wojska i policji podjęli akcję ogołacania kościołów z wszelkich świętych wizerunków, ostro upomniał cesarza Leona III papież Grzegorz II. To jest przecież elementarny obowiązek wiary – wyjaśniał papież – troszczyć się o to, żeby nasze kościoły były piękne. „Gdyby pozbawiono Cię cesarskich insygniów – płaszcza purpurowego, diademu na skroni, szaty szkarłatnej, wspanialej świty – z pewnością w oczach ludzi stałbyś się kimś niepokaźnym, brzydkim i nic nie znaczącym. Takimi właśnie Ty uczyniłeś kościoły. Odarłeś poświęcone kościoły z piękna i uczyniłeś je brzydkimi, a tak nie wolno postępować”

Jak ważne jest to, żebyśmy cenili piękno i o nie zabiegali, wielokrotnie przypominał święty Jan Paweł II. Wielu z nas pamięta jego niezwykle ważne przemówienie, jakie wygłosił do ludzi kultury w warszawskim kościele Świętego Krzyża, 13 czerwca 1987 r. „Duch ludzki żyje prawdą i miłością. Stąd rodzi się także potrzeba piękna” – mówił wtedy. I od razu przywołał dwa głęboko przemyślane sformułowania Cypriana Norwida: „Cóż wiesz o pięknem?... Kształtem jest Miłości”. Norwidowi chodziło o taką Miłość, która przemienia ludzi i świat, toteż napisał: „Bo piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

Tutaj chciałoby się powiedzieć: Głębia przyzywa głębię – bo święty Papież w następujących słowach komentował wypowiedź Cypriana Norwida o związku między pięknem, pracą i zmartwychwstaniem: „Tak głęboko umiał nasz odczytać tajemnicę paschalną Chrystusa! Tak precyzyjnie przetłumaczył ją na język życia i powołania chrześcijańskiego. Związek między pięknem – pracą – zmartwychwstaniem: sam rdzeń chrześcijańskiego być i działać. Waszym powołaniem – mówił wtedy Jan Paweł II do ludzi kultury – jest piękno. Tworzyć przedmioty piękne. Wywoływać piękno w wielorakiej materii ludzkiej twórczości: w materii słów i dźwięków, w materii barw i tonów, w materii rzeźbiarskich czy architektonicznych brył, w materii gestów, którymi wyraża się i przemawia to najszczególniejsze tworzywo świata widzialnego, jakim jest ludzkie ciało”.

– kontynuował Jan Paweł II swoje przemówienie. – A zatem: czy piękno nie pozostaje w jakimś intymnym, bardzo rzeczywistym związku z Tym, który umiłował do końca? Który objawił definitywną miarę miłości w dziejach człowieka i świata? Miarę ostateczną: odkupieńczą i zbawczą. A zatem: czy to piękno, które jest waszym powołaniem, waszym trudem i twórczym bólem waszego życia – nie pozostaje w ukrytej, niemniej realnej więzi z sakramentem tej Chrystusowej miłości? Z Eucharystią?”.

  1   2   3   4   5


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna