50 dp dawna dywizja „brzoza



Pobieranie 69.13 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar69.13 Kb.
Tabela 1 . Skład SGO „Polesie”

50 DP - dawna dywizja „BRZOZA" - płk. art. w st. spocz . Ottokar Brzoza-Brzezina

60 DP - dawna dywizja „KOBRYŃ" - płk. art. Adam Epler

- 178 pp - mjr Tadeusz Król do l X 39 r. - potem ppłk Władysław Dec

- 179 pp - ppłk Mieczysław Karol Gumkowski

- 180 pp - mjr Franciszek Pająk

- DAL - kpt Marian Jankowski



- 182 pp - ppłk Franciszek Mieczysław Targowski

- 183 pp - ppłk Władysław Seweryn

- 184 pp - mjr Józef Edmund Żeleski

- sam . bat . 179 pp - mjr Michał Bartula

- V dyw. 20 PAL - kpt rez. Ludwik Łoś


Podlaska Brygada Kawalerii - gen. bryg. Ludwik Kmicic-Skrzyński

Dywizja Kawalerii „ZAZA" - gen. bryg. inż. Zygmunt Podhorski

- 5 pu Zasławskich - ppłk Jerzy Anders

- 9 psk im. K.Pułaskiego - płk Tadeusz Antoni Falewicz

- dyw . kaw. KOP „ Niewirków " - mjr Wacław Kryński


Brygada Kawalerii „PLIS" płk. Kazimierza Plisowskiego

- 2 pu Grochowskich - mjr Antoni Platonoff

- 10 pu Litewskich - ppłk Kazimierz Karol Busler

- dyw . art. z 5 pu Zasławskich - mjr Bronisław Korpalski

- 14 DAK - ppłk Tadeusz Żyborski

Brygada Kawalerii „ EDWARD" - płk . Edward Milewski

- l pu Krechowieckich - ppłk Karol Anders

- 3 p. szwol. Mazowieckich - mjr Edward Witkowski

- 3 psk im. hetm. St. Czarnieckiego - ppłk Jan Małysiak

- 4 DAK - ppłk Ludwik Kiok

- 6 bat. piech . „Wilk" - mjr Adam Wilczyński , oraz kompania „Rawicz” por. Antoniego Macioła

- bat . piech . „Olek" - kpt Aleksander Rybnik, potem mjr Władysław Święcicki , a w jego składzie pluton „Legii Oficerskiej" por. rez. Czesława Gąszczaka



Bitwa pod Wolą Gułowską i Kockiem

Jako, że SGO „Polesie” była po kapitulacji Warszawy jedynym większym zgrupowaniem Wojska Polskiego, omawiano, zatem możliwość przejęcia przez gen. Kleeberga uprawnień Naczelnego Wodza[1].

Generał odmówił. Rozważono także kwestię ewentualnego rozwiązania wojsk, zapadła jednak decyzja kontynuowania wcześniej powziętego planu - marszu na lasy świętokrzyskie. Pierwszym etapem do osiągnięcia były lasy między Łukowem, Żelechowem i Wojcieszkowem.

Marsz odbywał się na 130 – kilometrowym odcinku, z zabezpieczeniem odpoczynku, obsadzaniem ważnych punktów, uniemożliwiających atak nieprzyjaciela i rozbicie zgrupowania z zaskoczenia. 1 października po przebyciu około stukilometrowej trasy osiągnięto zaplanowany, pierwszy etap. Podlaska BK i 60 DP osiągnęły rejon Wólka Domaszewska, Krasew, Wola Osowińska, Borki. DK „Zaza” i 50 DP ześrodkowane zostały w widłach Wieprza i Tyśmiennicy. Tego samego dnia w okolicach Kocka rozbity został zwiad 13 DPZmot. W polskie ręce dostały się dokumenty z dokładną lokalizacją dywizji, które przewożono do sztabu wojsk sowieckich w Radzyniu Podlaskim[2].

Był to wstęp do ostatniej bitwy września, bitwy pod Kockiem i Wolą Gułowską.

Dowództwo niemieckiej Grupy Armii „Południe” wiedziało, że między Wisłą i Bugiem, w pobliżu Kocka istnieje duże zgrupowanie wojsk polskich. Zadanie zniszczenia go powierzono dowódcy 14 KZmot. gen. piech. Gustawowi von Wietersheimowi. W skład 14 KZmot. wchodziły 13 DPZmot. (dow. gen. por. Paul Otto) i 29 DPZmot. (dow. gen. por. Joachim Lemelsen)[3]. W pierwszej fazie walk, uważano, że do rozgromienia SGO „Polesie” wystarczy tylko 13 DPZmot. 

Zdecydowana przewaga w uzbrojeniu leżała po stronie przeciwnika, ale możliwość rozbicia dywizji wchodzących w skład 14 KZmot. miała szansę powodzenia. Zdawało się to realne, szczególnie przy uwzględnieniu przewagi w batalionach piechoty i dalekiego położenia względem siebie obu niemieckich dywizji.

W nocy z 1 na 2 października DK „Zaza” przekroczyła Tyśmiennicę, z marszu zajęła Kock i została ześrodkowana w rejonie Zakępia, Serokomli i Talczyna. Osłoniono tym samym przeprawę 50 DP, która osiągnęła rejon Tchórzewa. 60 DP w nocy z 1 na 2 października osiągnęła las gułowski, a Podlaska BK jako obwód została w dotychczasowym położeniu.



Tabela 2. Stosunek sił 14 KZmot. i SGO „Polesie” przed bitwą[4]

Pododdziały sprzęt bojowy

14 KZmot.

SGO „Polesie”

Stosunek sił

13 DPZmot.

29 DPZmot.

razem

50 DP

60 DP

DK ZAZA"

Podl. BK

razem

Bataliony piechoty

9

6

15

9

10

7

3

29

0,51:1

Samochody pancerne

18

18

36

-

-

-

-

-

Bezwzględna przewaga

Działa i moździerze do ognia pośredniego

126

88

214a

12

9

7

10

38

5,6:1

Działa przeciwpanc.

72

60

130b

3

10

12

10

35

3,7:1

anależy dodać 24 działa znajdujące się w korpuśnym 49 pac

bnależy dodać12 dział znajdujących się w korpuśnej kompanii obrony ppanc. piechoty

Gen. Otto przypuszczał, że polskie oddziały są osłabione do tego stopnia, że wystarczy batalion piechoty by je rozbić[5].

W tym celu 2 października w kierunku Kocka ruszyła jedna z dwóch części podzielonego 93 ppzmot. Doszło do walk na przedpolach miasta i ześrodkowania ognia artyleryjskiego na zabudowaniach. Kolejne niemieckie ataki załamały się. Druga część 93 ppzmot.  podążyła do Serokomli i wtargnęła do osady, której broniły samodzielne półoddziały (dow. płk Plisowski) BK „Plis”. Dopiero kontratak i walka na bagnety dywizjonu kawalerii z 5 pułku mjr Korpalskiego, wyparła nieprzyjaciela. Dzięki temu płk Plisowski mógł uporządkować swoje oddziały i zorganizować obronę miasteczka. Niemcy jeszcze kilkakrotnie próbowali zdobyć Serokomlę, ostatecznie walki zakończyły się nocą, znacznymi stratami po obu stronach. Tego dnia większość polskich oddziałów nie miała jeszcze styczności bojowej z 14 KZmot., której siły dalej stały na wyjściowych pozycjach.

Dowódca 13 DPZmot., chciał 3 października uderzeniem swojej dywizji podzielić polskie zgrupowanie na dwie części i w efekcie, czego nastąpiłoby ich zniszczenie. W sztabie gen. Kleeberga także nie próżnowano. Uważano, że za wszelką cenę trzeba utrzymać Serokomlę i przez uderzenie 50 DP i DK „Zaza” odrzucić 13 DPZmot. nad Wieprz. 60 DP dalej miała przebywać w rejonie lasu gułowskiego, a Podlaska BK do 4 października osiągnąć okolice Radoryża Kościelnego.

3 października, pod osłoną artyleryjską na Serokomlę uderzył 93 ppzmot. Natarcie to zatrzymane zostało przez nieznany batalion z 50 DP i batalion „Wilk”, który zluzował brygadę „Plis”. Wkrótce batalion przeszedł do natarcia, został jednak zastopowany przez artylerię wroga. Jego miejsce w Serokomli musiał zająć batalion „Olek”.

Dodatkowo gen. Otto rzucił do walki w rejonie Talczyna 33 ppzmot. i w kierunku Kocka dwa bataliony 66 ppzmot.

Rano ruszyło także polskie natarcie z Białobrzegów na Poizdów i z Talczyna na szosę Serokomla – Kock. Głównie dzięki ześrodkowanemu ogniu artylerii atak został powstrzymany. Między nacierającymi oddziałami powstała luka na wysokości Annopola, z ogromnym poświęceniem broniona przez 135 pp KOP mjr Nowickiego. Niebezpieczeństwo przedzielenia 50 DP na dwie części zostało zażegnane.

Przygotowane uderzenie z zaskoczenia w bok 13 DPZmot. przez BK „Edward” na miejscowość Poznań po początkowych, znacznych sukcesach załamało się wobec pojawienia się nieprzyjaciela na tyłach i skrzydłach. Brygada wycofała się na zachód. W Woli Gułowskiej została zaatakowana, przez operujące lewe skrzydło 13 DPZmot. i wycofała się na południe, i do Lipin. Dopiero wieczorem Niemcy zostali wyparci z zachodniej części Woli Gułowskiej przez oddziały z 60 DP i BK „Zaza”. Odbicie reszty osady uniemożliwił ogień karabinów maszynowych zlokalizowanych w klasztorze.

Plany dowództwa SGO „Polesie” wobec silnego ognia artyleryjskiego i słabego przepływu informacji, skończyły się fiaskiem. Polskie oddziały z ogromnymi stratami musiały wycofać się z Kocka. 50 DP przesunęła się w rejon Burca, Woli Burzeckiej i Adamowa, a DK „Zaza” pozostała właściwie na tych samych pozycjach, co przed natarciem.

13 DPZmot. nie udało się odnieść zdecydowanego sukcesu. Jasnym było, że sam gen. Otto nie pokona polskich oddziałów. Wobec tego gen. Wietersheim zmuszony był posłać dodatkowo do walki 29 DPZmot., która od 1 października znajdowała się w rejonie Nowego Miasta nad Pilicą. Dywizja gen. Lamelsena po przekroczeniu Wisły i przegrupowaniu, miała zająć pozycję na linii Stanin – Jarczówek – Kosuty.

Tymczasem w sztabie gen. Kleeberga trwały przygotowania do jutrzejszej bitwy. Przypuszczano, że główne natarcie pójdzie na Adamów i Krzywdę. Sądzono, że uda się rozbić 13DPZmot. siłami BK „Zaza”, 50 i 60 DP, zanim przybędzie 29 DPZmot.[6].

W myśl tego planu przegrupowano SGO „Polesie”. 60 DP miła posunąć się w stronę Hordzieżki i ubezpieczać kierunek Ryki – Okrzeja, z możliwością wzmocnienia obrony w Konorzatce. 50 DP wyznaczono linię obrony w rejonie Adamów – Wola Burzecka – Burzec – Szczałb - Hordzieżka. DK „Zaza” polecono ubezpieczać SGO od strony południowej i południowo – zachodniej i osadzić rubież Czarna – Helenów – Wola Gułowska – Lipiny – Grabów Szlachecki. Linia pozycji Podlaskiej BK miała się rozciągać w rejonie Wróblina Stara i Nowa, Fiukówka, Radoryż Kościelny. Takie rozmieszczenie oddziałów gen. Kmicic - Skrzyńskiego ubezpieczało SGO od strony Żelechowa i Stoczka Łukowskiego. Przegrupowanie dokonać się miało do południa następnego dnia.

4 października ruszyło niemieckie natarcie w kierunku północnym, co pozwoliło prawemu skrzydłu 13 DPZmot. dokonać działań oczyszczających w rejonie Kocka, a lewemu nawiązać walkę z DK „Zaza” i 50 DP. Koło południa po zajęciu Zakępia oddziały niemieckie podeszły pod Adamów. W Czarnej zaatakowano bataliony „Wilk” i „Olek”, które pod wpływem zdecydowanej przewagi nieprzyjaciela zmuszone zostały do wycofania się. „Wilk” wycofał się w stronę lasu, a „Olek” na wzgórze broniące drogi do Adamowa i po krótkiej jego obronie przeszedł do folwarku Gułów. Dopiero ogień artyleryjski z Adamowa powstrzymał to niemieckie natarcie. Adamów został w polskich rękach.

W godzinach przedpołudniowych rozpoczęto natarcie na Wolę Gułowską. Ciężkie walki rozgorzały w okolicach cmentarza i klasztoru. Wielokrotnie dochodziło do walki wręcz i na bagnety. Walczono o każdy skrawek ziemi.

Dowódca 14 KZmot. zamierzał rzucić do natarcia 13 i 29 DPZmot. dopiero 5 października.[7].Chciał w ten sposób wykorzystać swoją przewagę w środkach i siłach, i okrążyć SGO „Polesie”.

W kolejnym dniu bitwy gen. Kleeberg nie mógł pozwolić na okrążenie swoich wojsk. W tym celu Podlaska BK zabezpieczać miała główne siły przed atakiem 29 DPZmot. 50 DP miała Bronić Adamowa i wykonać przeciwuderzenie na Wojcieszków. DK „Zaza” powierzono zadanie uniemożliwienia przebicia się wrogowi w kierunku Hordzieżki i tym samym zaatakowania tyłów 60 DP. 60 DP uderzyć miała w kierunku Serokomli i następnie Adamowa, celem rozbicia głównych sił 13 DPZmot związanych walką z 50 DP. Tak, więc dalej próbowano realizować jedyny, realny plan przebicia się – rozgromienia obu dywizji w oddzielnych walkach.

Od wczesnych godzin rannych 5 października niemiecka artyleria zaczęła ostrzeliwać Adamów, folwark Gułów i umocnione wzgórze w okolicach Gułowa. Około 10 - tej po krótkiej walce opanowano Adamów i folwark Gułów, po czym część sił skierowana została na Wojcieszków. Wysłana na pomoc brygada kawalerii „Plis” przybyła za późno, nieprzyjaciel zdążył już usadowić się w na północno – wschodnim skraju lasu gułowskiego. Tu wywiązały się bardzo ciężkie walki, ale brygada zdołała obronić lukę powstałą pomiędzy 50 i 60 DP.

Podobnie ciężkie walki kontynuowane były w Woli Gułowskiej. W dalszym ciągu toczono tam boje o najważniejsze punkty strategiczne osady: cmentarz i panujący nad okolicą klasztor. Po brawurowym ataku udało się opanować klasztor i następnie całą miejscowość. Zajęte zostały Sobiska i po walce na bagnety w wykonaniu marynarzy Helenów.

Tak, więc do południa atak 13 DPZmot. zostaje zatrzymana na całej linii. Dodatkowo Podlaska BK powstrzymała natarcie 29 DPZmot. Zmusiło to niemieckie oddziały 29 dywizji do zaprzestania działań na większą skalę i odłożenia ataku na dzień następny.

Dopiero późnym popołudniem 13 DPZmot. ponowiła atak skierowany na 50 DP i BK „Plis”. 50 DP została właściwie rozproszona i wycofała się na linię Burzec – Szczałb – Stajki – Krzywda. Lewe skrzydło 13 DPZmot. natarło na linii Gułów – Hordzieżka, do zaciętych walk doszło w okolicy umocnionego wzgórza. Sytuacja BK „Plis” stała się wręcz dramatyczna, ale po przybyciu posiłków z 60 DP niemieckie oddziały odrzucone zostały, aż pod Adamów.

Koło 14 – tej ruszył także atak na Wolę Gułowska w trakcie, którego ponownie zdobyto klasztor. Polski oddział wobec strat liczbowych i braku amunicji musiał wycofać się do lasu gułowskiego.

Tymczasem BK „Edward” i 182 pp uderzyły na lewe skrzydło 13 DPZmot. i doszły do Poznania i Charlejowa. Przygotowując się do natarcia na Serokomlę otrzymały rozkaz zaprzestania walki i powrotu do Lipin.

Tego dnia bitwa na całej linii została wygrana. Euforii żołnierzy nie podzielał tylko gen. Kleeberg, najlepiej zorientowany w sytuacji i położeniu SGO „Polesie”.


Kapitulacja


Pomimo odparcia i zadania dużych strat 13 DPZmot. SGO „Polesie” znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji. 50 DP po ciężkich walkach została właściwie rozproszona. Doszło do okrążenia zgrupowania przez 14 KZmot. 29 DPZmot. stała naprzeciw Podlaskiej BK w rejonie Gąsówka – Wróblina Nowa – Radoryż Kościelny. Cofnięta 13 DPZmot. ulokowała się na linii Bystrzyca – Adamów – Wola Gułowska – Niedźwiedź. Do tego dochodziła mała ilość środków opatrunkowych i amunicji, której mogło starczyć, co najwyżej na kilka godzin walki.

W miarę przybywania meldunków z pola walki gen. Kleeberg prowadził analizę sytuacji swojego wojska. W obliczu przewagi wroga i jego dogodnego usytuowania do prowadzenia dalszych operacji, jasnym było, że położenie SGO nie rokowało żadnych nadziei na zwycięstwo. Przedłużenie walk doprowadziłoby zapewne do całkowitego rozbicia 13 DPZmot., ale kosztem ogromnych strat i ostatecznie rozgromienia przez 29 DPZmot. Natomiast sukcesy odniesione 5 października stawiały generała w dobrej pozycji do rokowań.

Wieczorem 5 października płk Epler dostał telefonicznie polecenie złożenia broni. Pułkownik sprzeciwił się kapitulacji i poprosił Kleeberga o zgodę na przebicie się wraz, z DK „Zaza” na południe[1].

Także dowódca Podlaskiej BK poinformowany o decyzji poddania się wyraźnie odmówił.

Wbrew tym opiniom i bez jakichkolwiek konsultacji gen. Kleeberg napisał rozkaz złożenia broni, przyjmując tym samym całą odpowiedzialność za tą decyzję[2].

Następnie wysłano delegację do gen. Otto, która miała uzgodnić warunki kapitulacji.

Tymczasem w Hordzieżce generał przeprowadził odprawę. Omówił na niej przyczyny składania broni. Zaznaczył przy tym, że nie widzi przeszkód by kawaleria przebijała się, to samo mogli zrobić i oficerowie niezwiązani z oddziałami. Należało też awansować na wyższe stopnie tych żołnierzy, którzy wyróżnili się w walce,

W nocy z 5 na 6 października gen. Kleeberg udał się do dowódcy 13 DPZmot. celem ustalenia ostatecznych warunków kapitulacji. W tym czasie dowódcy kawalerii radzili nad możliwościami przebicia się na południe. Z przedkładanych planów nie mogli wybrać jednego konkretnego, postanowili, więc oprzeć się na radzie generała i wysłali do jego kwatery szefów sztabów. Ten przyjechał dopiero nad ranem i widząc oczekującą delegację zdziwił się, że się nie przebili. Na prośbę o radę w sprawie wydostania się z okrążenia Kleeberg narysował na mapie drogi i punkty składania broni poszczególnych jednostek oraz poinformował o honorowej kapitulacji[3].

O 4 – tej rano zgodnie z warunkami, niemiecka artyleria zaprzestała ostrzału. Godzinę później gen. Podhorski zameldował, że jego dywizja także idzie do niewoli, ze względu na bardzo słaby stan koni[4].

To samo zrobili wkrótce pozostali dowódcy.

Przeciąganie ostatecznej decyzji i przedkładanie planów do zaopiniowania, świadczyć może tylko o tym, że nikt nie chciał wziąć pełnej odpowiedzialności za swoje ewentualne rozkazy. Brak pomysłu na dalszą walkę także stawiał całą koncepcję pod wielkim znakiem zapytania.

Większość żołnierzy już w nocy dowiedziała się o rokowaniach z Niemcami. Wśród niezorientowanych, co do sytuacji i zarazem podbudowanych zwycięstwami często pojawiało się zdeterminowanie do kontynuowania walki. Aby jak najmniej sprzętu i uzbrojenia przekazać nieprzyjacielowi zakopywano i niszczono amunicję i broń. W sztabie palono pieniądze i ważne dokumenty. Ci, którzy nie chcieli iść do niewoli opuszczali oddziały i pojedynczo lub małymi grupkami, podążali w obranym przez siebie kierunku. Z takiej okazji skorzystał również płk. Brzoza – Brzezina, który tak jak wielu, udał się do domu.

Rano generał dokonał uroczystego przeglądu wojsk. Przed żołnierzami odczytano ostatni rozkaz[5]:

ŻOŁNIERZE.

Z dalekiego Polesia znad Narwi, z jednostek, które się oparty w Kowlu demoralizacji- zabrałem was pod swoją komendę, by walczyć do końca.

Chciałem iść wpierw na południe - gdy to stało się niemożliwem - nieść pomoc Warszawie.

Warszawa padła nim doszliśmy.

Mimo to nie straciliście nadziei i walczyliście dalej.

Najpierw z bolszewikami - ostatnio w trzydniowej bitwie pod Serokomlą z Niemcami.

Wykazaliście hart i odwagę w masie zwątpień i dochowaliście wierność Oj­czyźnie do końca.

Dziś jesteśmy otoczeni, a amunicja i żywność jest na wyczerpaniu.

Dalsza walka nie rokuje nadziei, a tylko rozleje krew żołnierską, która jesz­cze przydać się może.

Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie.

Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili - każę zaprzestać walki by nie przele­wać krwi żołnierskiej nadaremno.

Dziękuję wam za wasze męstwo i waszą karność - wiem, że staniecie, gdy będzie trzeba.

Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie.

Powyższy rozkaz przeczytać przed frontem wszystkich oddziałów.
Dowódca S.G.O. Polesie.

KLEEBERG


Gen. bryg.

Między godzinami 10 a 18 –tą 6 października oddziały przybywały na wyznaczone punkty i składały broń. Do niewoli przeszło 16860 żołnierzy, w tym 4 generałów ( Kleeberg, Młot – Fijałkowski, Podhorski, Kmicic – Skrzyński), 1251 oficerów i 15605 żołnierzy i podoficerów. W ręce nieprzyjaciela przekazano m.in. 10200 sztuk broni strzeleckiej, 205 karabinów maszynowych, 20 dział i 5000 koni[6].

Jeńców pod eskortą poprowadzono, lub przewieziono do Dęblina, jednego z wielu etapów niemieckiej niewoli, żołnierzy generała Kleeberga. W trakcie walk pod Kockiem i Wolą Gułowską poległo 324 żołnierzy, dalszych 20 zmarło w Radomiu z powodu odniesionych ran[7].

Broni nie złożył baon 3 psk z DK „Zaza” dowodzony przez ppłk. Małysiaka, ale w czasie przedzierania się został rozproszony pod Kalinowym Dołem i częściowo dostał się do niewoli. Przebiły się tylko dwie grupy, które do 12 października rozwiązały się[8].

Do 7 października w lesie, koło Hordzieżki walczył batalion „Wilk”, który także zmuszony został do poddania się.

Od wielu już lat nasuwa się pytanie: czy decyzja kapitulacji była słuszna? Po wielu przemyśleniach, dyskusjach i opiniach pochodzących z różnych środowisk, najbardziej przekonywujące są jednak argumenty gen. Kleeberga zastosowane do sytuacji, w jakiej była SGO 5 października. Możliwość zwycięstwa oczywiście istniała, tylko prawdopodobnie należało dużo wcześniej, całością sił zaatakować 13 DPZmot., jeszcze przed przybyciem 29 DPZmot. Po prostu 60 DP za późno wprowadzona została do walki. Być może istniała również szansa przebicia się (może małymi oddziałami), ale zapewne kosztem wielkich ofiar i chyba rozbicia w najbliższym czasie. Na ówczesną chwilę dalsza walka miała nikłe nadzieje na sukces, Ci żołnierze mogli jeszcze się przydać


W niewoli


6 października rano gen. Kleeberg wraz z szefem sztabu płk. M. Łapickim i oficerem operacyjnym mjr T. Grzeszkiewiczem udał się do Gułowa na wyznaczone miejsce spotkania z dowódcą 13 DPZmot. gen. Otto[1].

Po odtransportowaniu do Kocka, generał został powitany przez dowódcę 14 KZmot. i kompanię Wehrmachtu, która poprzez prezentację broni oddała mu honory wojskowe. Gen. Witersheim wychwalał bohaterstwo Polaków, na co Kleeberg lakonicznie stwierdził, że zrobione zostało „to, co do nas należało”[2].

Po śniadaniu eskortowanymi, własnymi samochodami wyruszono do Łodzi. Tam zakwaterowani zostali w Grand Hotelu i zapoznani z przebiegiem kampanii w Polsce. Pozwolono im nawet zrobić zakupy. Do sklepu udali się w mundurach i z bronią boczną. Wywołało to wielkie zdziwienie, na co generał miał powiedzieć „... powiedzcie ludziom, że jeszcze wczoraj była bitwa. Wojna nie skończona. Polacy biją się i będą się bić nadal”[3].

Z Łodzi przewiezieni zostali do Wrocławia i tam odebrano im za pokwitowaniem samochody. Z Wrocławia wagonem pierwszej klasy dostarczono ich do zamku Hohnstein, który pełnił rolę obozu jenieckiego. I tu dopiero zaczęło się dla generała właściwe życie w niewoli, zapoczątkowane pozostawieniem broni w bramie obozu, na czasowe przechowanie. Wkrótce Kleeberg przeniesiony został do Oflagu IV B w twierdzy Königstein pod Dreznem.

Warunki były bardzo ciężkie. Dokuczało zimno i wilgoć, a obozowe racje żywnościowe pogłębiały schorzenie żołądka, na które od dawna cierpiał generał. Do tego dołączyła się choroba serca, której jedną z przyczyn był wstrząs wywołany wojną obronną[4].

Jego zdrowie jeszcze bardziej pogorszyło się po przeniesieniu go do nie ogrzewanego baraku obozowej izby chorych. Wkrótce obok choroby serca wywiązało się zapalenie opłucnej. Dopiero po ostrym liście skierowanym do Urzędu Jenieckiego, pod koniec 1940 roku umieszczony został w szpitalu wojskowym w Weisser Hirsch pod Dreznem. Starania o wyjazd do jednego z neutralnych krajów celem leczenia nie przyniosły żadnych efektów[5].

Gdy okazało się, że postępów choroby nie da się powstrzymać, pozwolono mu sprowadzić do celi psa, z którym generał przeszedł cały szlak bojowy SGO „Polesie”. A gdy choroba rozwinęła się jeszcze bardziej, że z trudem poruszał się umożliwiono mu spacery po więzieniu[6].

Przez cały pobyt w więzieniu generał prowadził drobne zapiski w kieszonkowym kalendarzyku[7].

Żywo interesował się przebiegiem wojny, wiążąc nadzieje z działaniami wojennymi Anglii. Trudno mu było pogodzić się z okupacją Ojczyzny, tęsknił za krajem i rodziną. Ciągle miał nadzieję, że zostanie zwolniony do domu. 12 marca 1941 roku pozwolono na odwiedziny żony, która została z nim już do końca. Sześć dni później generał zapisał w kalendarzyku „Wczoraj wieczorem bardzo spuchła noga, a dziś woda w płucach bardzo się zmniejszyła. O Boże, aby pierwszy znak poprawy”. Była to ostatnia notatka zapisana jego ręką. 5 kwietnia żona dopisała „Zmarł”. Pochowano go na niemieckim cmentarzu wojskowym Neustadt Dresden.

6 października w życiu żołnierzy gen. Kleeberga rozpoczął się nowy rozdział. Rozbrojeni, wśród przygnębienia okolicznej ludności powędrowali pod eskortą do twierdzy dęblińskiej. W czasie pokonywania tej trasy często dochodziło do ucieczek. Po przybyciu do twierdzy zakwaterowani zostali w celach, gdzie panowało dokuczliwe zimno. Do spania służyła im tylko garść słomy. Kolejnym etapem wędrówki był Radom, gdzie mieszkańcy zorganizowali im wspaniałe powitanie, godne bohaterskich obrońców Ojczyzny. Rzucano kwiaty, jedzenie, czasami tłum mieszał się z jeńcami, co w znacznym stopniu ułatwiało ucieczkę. Ulokowano ich w barakach, po dawnych koszarach wojskowych. Warunki były koszmarne. Na niewielkiej przestrzeni przebywało około 20 tysięcy jeńców[8].

I z tego miejsca próbowano ucieczek. I tak np. ppor. Jeżowski po przebraniu w cywilne ubrania i wydostaniu się z obozu, opuścił Radom przy pomocy żołnierzy Wehrmachtu[9].

Do Radomia przywieziono również rannych. Tu w szpitalach polowych organizowanych często naprędce, opieką nad nimi zajął się jeniecki personel medyczny i szereg ludzi dobrej woli.



W Radomiu jeńcy przebywali zazwyczaj kilka dni, potem przewożeni byli, bądź wędrowali do Stalagów i Oflagów położonych w Rzeszy. Największa grupa po pobytach w Dęblinie, Radomiu, Kielcach, Jędrzejowie, Wrocławiu i Stargardzie Szczecińskim wywieziona została do obozu jenieckiego w Arnswaldzie.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna