9 (21) 2007 ? „Dom wiejski”



Pobieranie 26.59 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar26.59 Kb.




9 (21)

2007


?

Dom wiejski” w Bulowicach



W
br. Paweł Flis

Nowa forma


posługi dla
bezdomnych
- wywiad
poszukiwaniu różnych form życia swych Braci i Sióstr św. Brat Albert próbował prowadzić tzw. „domy wiejskie”. Miały to być domy służące nabraniu sił duchowych, na podobieństwo pustelni, jednakże nie w izolacji, lecz w życiu upodobnionym do życia najuboższej ludności wiejskiej. Brat Albert marzył, że w takim domu Bracia pracowaliby, mieszkali i jedli tak jak biedni chłopi, zarazem jednak byli oddani modlitwie i katechizowali - przede wszystkim świadectwem życia oddanego Panu Bogu, lecz także słowem. Do tej, zapomnianej już, formy życia albertyńskiego, nawiązuje wspólnota Braci w Bulowicach.

Br. Marek Bartoś: Od prawie dwóch lat w Bulowicach k. Kęt funkcjonuje w naszym Zgromadzeniu nowa forma posługi dla bezdomnych. Czy mógłby Brat przedstawić najważniejsze cele, dla których nowa placówka została powołana? Na ile cele te w praktyce są realizowane?



Br. Paweł Flis: Wspólnota w Bulowicach to odpowiedź na dostrzeżoną już dawno potrzebę stworzenia miejsc pracy dla osób bezdomnych. Jest to również nawiązanie do istniejących u samych początków Zgromadzenia domów wiejskich, które były również dla braci pierwszymi pustelniami. Gospodarstwo rolne, które użytkowane jest przez Zgromadzenie w Bulowicach, daje możliwość schronienia, pracy i samodzielnego utrzymania się osób bezdomnych. Drugi istotny cel to stworzenie wspólnoty życia, modlitwy i pracy bezdomnych i braci. Jest to forma długoterminowej terapii pomagającej w powrocie do życia samodzielnego i odpowiedzialnego.

Br.M.: Ile osób skorzystało dotychczas z oferowanej pomocy i jak możnaby scharakteryzować te osoby ze względu na problemy, które stały się przyczyną ich trudnej sytuacji życiowej?



Br.P.: Od początku istnienia wspólnoty przez Dom przeszło ok. 30 osób. Większość tych osób jest nam znana z wcześniejszych pobytów w Przytulisku czy w mieszkaniach chronionych w Krakowie przy ul. Saskiej. Wielokrotnie zdarzają się sytuacje, gdy osoby bezdomne po krótkim okresie pracy zarobkowej nie potrafią zagospodarować zarobionymi pieniędzmi i powracają do Przytuliska. Przyczyna bezpośrednia problemów tych osób to w przeważającej większości choroba alkoholowa, ale wiadomo, że przyczyny są głębsze. Wiąże się z tym to, co można określić jako syndrom bezdomności (przystosowanie do życia w schroniskach, odkładanie zmian na później, nawroty choroby alkoholowej, zerwane więzy rodzinne i lęk przed ich odbudowywaniem).

Br.M.: Jak określiłby Brat sposób i metody, które zostały zastosowane w terapii prowadzonej dla mieszkańców placówki?

Br.P.: Nie jesteśmy specjalistami od psychoterapii. Metodę określiłbym jako formację przez życie w codzienności, przez podejmowanie drobnych obowiązków i stopniowe odkrywanie swojego miejsca we wspólnocie. Pragniemy, aby wspólnota stawała się dla każdego jego miejscem i poniekąd nowym domem. Z praktyki wiemy, że dla wielu bezdomnych taka wspólnota może być pierwszym w ich życiu domem. Stąd czas pobytu mieszkańców nie jest określony.

Br.M.: Jaka jest rola poszczególnych elementów programu terapeutycznego: modlitwy, pracy, wspólnoty?



Br.P.: To co w pytaniu jest nazwane programem terapeutycznym w rzeczywistości jest programem życia. Poprzez plan dnia zawierający te elementy, zaakceptowany przy przyjęciu do wspólnoty, mieszkańcy wchodzą w program życia, który jest naszą dla nich propozycją. Jego wewnętrzna akceptacja wymaga niewątpliwie czasu i podjęcia osobistego wysiłku.

Wspólna modlitwa przed posiłkami, codzienny Różaniec i Msza Św. w niedziele jest zwróceniem uwagi na Boga jako pierwszego rozmówcę, źródło miłości i siły koniecznej do wzrastania w dobrym. Zewnętrzne formy modlitwy wymagane w planie dnia są oczywiście pierwszym etapem na drodze do osobistego spotkania z Bogiem, dla tych, którzy Go zagubili bądź nigdy nie doświadczyli w swoim życiu. Drugim, równie ważnym elementem obok modlitwy, jest katecheza.

Praca i podejmowane obowiązki to przede wszystkim możliwość samodzielnego utrzymania się bezdomnych. Praca to również nauka rzetelności i systematyczności. Zauważyć można, w miarę włożonej przez mieszkańców pracy, coraz większe zatroskanie o stan gospodarstwa.

Wspólnota jest miejscem spotkania w naszej codzienności. Spożywane wspólnie posiłki, dzielenie się obowiązkami, zebrania domowe są okazją do tworzenia więzi i dzielenia się odpowiedzialnością. Mieszkańcy mają swój głos w kształtowaniu wspólnoty i w podejmowanej pracy. Raz w tygodniu, ci którzy tego potrzebują, uczestniczą w spotkaniach grupy AA w Andrychowie.

Br.M.: Czy mógłby Brat w ogólnym zarysie podać program dnia obowiązujący we Wspólnocie bezdomnych?



Br.P.: Dzień zaczyna się wcześnie. Pierwsze prace w gospodarstwie zaczynają się o godz. 4.30. O godz. 8.00 jest śniadanie, potem katecheza. Od 9.30 pracujemy do obiadu. Po obiedzie jest godzinny odpoczynek, potem praca i o godz. 16.00 wspólnie z mieszkańcami DPS odmawiamy Różaniec. Następnie są jeszcze prace w gospodarstwie, a o godz. 18 kolacja i wieczorna rekreacja. W niedziele pracują tylko dyżurni, wszyscy uczestniczymy we Mszy św. Staramy się zagospodarować wolny czas w niedziele przez wycieczki w najbliższe okolice.

Br.M.: Mówiąc o planach na przyszłość myślę, że należałoby wspomnieć o przedstawionej przez poprzedniego przełożonego domu – brata Bernarda Czarnuchę, koncepcji powołania w tym miejscu spółdzielni socjalnej, złożonej z członków wspólnoty. Proszę o bliższe przedstawienie tej koncepcji.



Br.P.: Spółdzielnia socjalna to forma prawna przedsiębiorstwa, mająca umożliwić jej członkom powrót do uregulowanego życia społecznego i rynku pracy – członkami spółdzielni socjalnej mogą być zasadniczo tylko osoby wykluczone społecznie i dotknięte przez los (bezrobotni, niepełnosprawni, alkoholicy, narkomani itp.). Dla zarejestrowania spółdzielni wymagana jest liczba przynajmniej 5 osób. Konieczna jest więc pewna ustabilizowana grupa, która zapewniłaby ciągłość działania spółdzielni.

To co gwarantuje spółdzielnia socjalna, a więc możliwość zaistnienia na rynku pracy i handlu, mamy obecnie zagwarantowane poprzez osobowość prawną Zgromadzenia i istniejące gospodarstwo rolne. Na pewno spółdzielnia socjalna dałaby mieszkańcom wspólnoty poczucie jeszcze większej samodzielności i warto dążyć do jej utworzenia.

=======================================================================



Męczennicy [cz. 3 – i ostatnia]

Drugim z kandydatów do chwały ołtarzy ze Zgromadzenia Braci Albertynów, w prowadzonym procesie beatyfikacyjnym jest brat Serafin Józef Zwoliński. Do Zgromadzenia Braci Posługujących Ubogim wstąpił 28 sierpnia 1902 i został przyjęty przez św. Brata Alberta. Śluby wieczyste złożył 20 marca 1934 roku na ręce przełożonego generalnego brata Wincentego Wolniarskiego. Szczególne rysy jego osobowości i duchowej sylwetki zostały ukształtowane przez Świętego Założyciela w szkole miłosiernej i pokornej służby Chrystusa Dobrego i Miłosiernego Pasterza.

Brat Serafin w Zgromadzeniu pełnił funkcje przełożeńskie, m.in. w klasztorze na Kalatówkach w Zakopanem. Następnie otrzymał nominację na stanowisko mistrza nowicjuszy. Swoje obowiązki wypełniał gorliwie, zabiegał o duchowy rozwój powierzonych swojej pieczy przyszłych posługaczy ubogich, wszczepiając w nich gorącą i ufną miłość do Jezusa i Jego Najświętszej Matki i troskę o ubogich. Zasłynął przede wszystkim przez pokorną służbę kwestarza, którą ofiarnie pełnił przez długie lata swego zakonnego życia. Całkowicie oddany potrzebującym pomocy nędzarzom z przytulisk i ubogiej młodzieży z ośrodków wychowawczych prowadzonych przez Zgromadzenie, troszczył się o ich materialne utrzymanie.

Uwięziony przez gestapo w dniu 20 stycznia 1940 roku przebywał w kilku więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Ukoronowaniem życia pełnego pokory i czynnej miłości Boga i bliźnich Brata Serafina była jego apostolska działalność w nieludzkich warunkach obozowego koszmaru, gdzie pytanie o istnienie Boga, który objawił się nam jako Miłość i Miłosierdzie, nabiera szczególnego wyrazu. Wbrew nadziei, przejęty ogromną troską o zbawienie dusz współwięźniów w obozie w Oświęcimiu, zachęcał ich do ufności w Boże Miłosierdzie, propagując wśród nich Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Poprzez swoją działalność, jak podają świadectwa, wielu nakłonił do Sakramentu Pokuty po kilkunastu latach nie korzystania z tego daru Bożej Dobroci i doprowadził do nawrócenia. Za modlitwę na różańcu podczas apelu w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu został dotkliwie pobity przez esesmana.

W dniu 11 grudnia 1940 roku został przewieziony do obozu w Dachau. Ks. kardynał Adam Kozłowiecki SJ, współwięzień obozu koncentracyjnego w Dachau, tak scharakteryzował w swoich wspomnieniach sylwetkę brata Serafina, opisując ostatnie dni jego życia pod datą 12 grudnia 1940 r.: „Jeden bardzo świątobliwy albertyn, brat Serafin, były mistrz nowicjuszów, był obecnie tak wyczerpany, że stracił całkowicie pamięć. Nie mógł powiedzieć ani gdzie, ani kiedy się urodził, gdzie był aresztowany itd.”. Zmarł z wycieńczenia kilkanaście dni później w dzień świątecznego wspomnienia św. Szczepana pierwszego męczennika 1940 roku.

Doświadczenie obozów koncentracyjnych, w których dążono do unicestwienia człowieka, w jego fizycznym i duchowym wymiarze, było ciężką próbą wiary, którą wielu traciło uginając się pod ciężarem dramatycznych przeżyć, których doświadczyli w rzeczywistości obozowego koszmaru. Dlatego też postawy ludzi, którzy trwali wiernie przy Chrystusie, ufając Mu i wierząc w Jego zbawczą moc, zasługują na nasz szczególny szacunek i cześć. Słudzy Boży Bracia Wincenty i Serafin nie wahali się oddać życia w imię najwyższych wartości, wierności ideałom, które legły u podstaw ich zakonnego, albertyńskiego powołania, którym była bezinteresowna służba miłosiernej miłości. Odpowiedzieli na miłość Chrystusa, który pierwszy nas umiłował, powołał ich i obdarzył szczególną łaską wybrania. Miłość do Chrystusa wyrażali troską o dobro duchowe współwięźniów, zachowując pogodę ducha, stałe modlitewne zjednoczenie z Ukochanym Mistrzem, o czym zaświadczają zgromadzone świadectwa, oraz spiesząc innym z duchową pomocą, dobrym słowem, zachętą do wytrwania w dobrym.

Tym samym uczą nas dzisiaj Bracia Męczennicy pogardy dla małych spraw, że to co złe i niegodne człowieka, należy najpierw przezwyciężać w sobie, w ten sposób nabywać umiejętności stawania się i bycia świętym.



Br. Rafał Bogdan Siwiec

=======================================================================



P




nomen omen
odczas homilii w jednym z domów Braci ksiądz kapelan zapytał zebrane na Mszy św. pensjonariuszki Domu Pomocy Społecznej: „Jak nazwano wyznawców Jezusa Chrystusa?”- sugerując przy tym, że nazwa ta pochodzi od tego, jak nazywano ich Mistrza i Założyciela. Jedna z podopiecznych odpowiedziała natychmiast: jezuici.

=======================================================================

Odpowie- s. Agnieszka Koteja, a-koteja@tlen.pl [0-18/20-125-49]

dzialni br. Marek Bartoś, bratmarek.alb@zakon.opoka.org.pl [0-12/42-95-664]





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna