A h7 cis7 To będzie bukowy koniecznie, d e9 a a



Pobieranie 402.72 Kb.
Strona1/4
Data04.05.2016
Rozmiar402.72 Kb.
  1   2   3   4


Sielanka o domu

sł. i muz. Wojciech Bellon
A jeśli dom będę miał A h7 cis7

To będzie bukowy koniecznie, D E9 A A7+

Pachnący i słoneczny. h7 E9 cis7 A7/4

Wieczorem usiądę – wiatr gra, D E

A zegar na ścianie gwarzy. A G D E

- Dobrze się idzie, panie zegarze? A h7 cis7

- Tik tak, tik tak, tik tak h7 E7 A7/4

Świeca skwierczy i mruga przewrotnie D E7/4 E7

Więc puszczam oko do niej: A h7 cis7

- Dobry humor dziś pani ma. DEA

- Dobry humor dziś pani ma. h7 E7 A A4 A
Szukam, szukania mi trzeba A E

Domu gitarą i piórem. G D A

A góry nade mną jak niebo, A E

A niebo nade mną jak góry. G D A


Gdy głosy usłyszę u drzwi

Czyjekolwiek - wejdźcie – poproszę.

Jestem zbieraczem głosów,

A dom mój bardzo lubi, gdy

Śmiech ściany mu rozjaśnia.

I gędźby lubi, i pieśni.

Wpadnijcie na parę chwil,

Kiedy los was zawiedzie w te strony,

Bo dom mój otworem stoi

Dla takich jak wy, dla takich jak wy.


Zaproszę dzień i noc, Zaproszę cztery wiatry

Dla wszystkich drzwi otwarte. Ktoś poda pierwszy ton,

Zagramy na góry koncert Buków porą pachnącą.

Nasiąkną ściany grą, A zmęczonym wędrownikom

Odpocząć pozwolą muzyką, Bo taki będzie mój dom.

Piosenka wiosenna

sł. Wojciech Bellon, muz. Wojciech Jarociński
Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata, e h C D

Na ulic fletach, na nitkach babiego lata. e h C D

Wyśpiewam, jak potrafię, księżyce na rozstajach G D G C

I wrześnie, i stycznie, i maje. h7 C a7 D

I zagubione dźwięki, i barwy na płótnach Vlamincka, h7 a7 D7

I słońce wędrujące promienia ścieżynką . h7C7+a7D


Graj nam, graj, pieśni skrzydlata. G D C G

Wiosna taniec nasz niesie po łąkach, h7 C D4 D

Zatańczymy się w sobie do lata, G C9/5 G h7 C

Zatańczymy się w siebie bez końca. G C7+ D G



G D C G
A blask, co oświetla me ręce, gdy piszę,

Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy.

Przez okno wyciekł, pełna go teraz chmara wronia,

Dziobi się w dziobów końcach, a w ogonach ogoni.

A pieśń moja to niknie, to wraca

I nie wiem, co bym zrobił, gdybym ją utracił.


Graj nam, graj, pieśni skrzydlata,

Wiosna taniec nasz niesie po łąkach.

Zatańczymy się w sobie do lata,

Zatańczymy się w siebie bez końca.



Bukowina I

Sł. i muz. Wojciech Bellon

a a7 a4 a

W Bukowinie góry w niebie postrzępionym. a d7 E a


W Bukowinie rosną skrzydła świętym bukom. a d7 E a
Minął dzień wiatrem z hal rozdzwoniony C G C a
I nie mogę znaleźć Bukowiny. d7 E a
I nie mogę znaleźć, d7 E a
Chociaż gwiazdy mnie prowadzą, ciągle szukam. d7 E a

W Bukowinie zarośnięte echem lasy,


W Bukowinie liść zieleni się i złoci.
Śpiewa czasem basior ciepłym basem
I nie mogę znaleźć Bukowiny.
I nie mogę znaleźć,
Choć już szukam godzin krocie i dni krocie.

W Bukowinie deszczem z chmur opada


Okrzyk ptasi zawieszony w niebie.
Nocka gwiezdną gadkę górom gada
I nie mogę znaleźć Bukowiny.
I nie mogę znaleźć,
Choć mnie woła Bukowina wciąż do siebie.

Ballada o Cześku Piekarzu

sł. i muz. Wojciech Bellon
Chleba takiego, jak ten od Cześka D A

Nie kupisz nigdzie - nawet w Warszawie. e G Fis h

Bo Czesiek piekarz nie piekł, lecz tworzył G A

Bochny jak z mąki słonecznej kołacze. D A

Kłaniali mu się ludzie, gdy wyjrzał D A

Przez okno w kitlu łyknąć powietrza, e G Fis h

A kromkę masłem smarując, każdy G A

Mówił: nad chleby ten chleb od Cześka! D A D

Ref.

Chleb się, chlebie, chleb się, chlebie. C G e a



Bo nad chleb być może co? C h e

Chleb się, chlebie, chleb, się chlebie. C G e a

Niech ci nigdy nie zabraknie C

Drożdży, wody, rąk i ziarna. D A e h

(mruczał Czesiek tak noc w noc) (G D A G D)

A o porankach chlebem pachnących, D A

Gdy pora idzie spać na piekarzy, e G Fis h

Zaczerwienione przymykał oczy G A

Czesiek i siadał z dłutem przy stole. D A

Ciągle te same włosy i trochę D A

Za długi nos w drewnie cierpliwym e G Fis h

Rzeźbiły dłonie dziesiątki razy G A

W poranki świeżym chlebem pachnące D A D

Chleb się, chlebie...

Nikt takich słów, jak miasto miastem D A

Nie znał i źle się dzieje mówili. e G Fis h

Na obraz czerniał Czesiek razowca. G A

Kruszał podobnie bułce zleżałej, D A

Gdy go znaleźli na pasku z wojska D A

Dłuto jak wbite w bochen miał w garści e G Fis h

I nie wie nikt, co Cześka wzięło. D A

Lecz śpiewa każdy, jak miasto miastem... D A



Nuta z Ponidzia

sł. i muz. Wojciech Bellon
Polami, polami, po miedzach, po miedzach a F G C

Po błocku skisłym, w mgłę i wiatr, d7 G C7+

Nie za szybko, kroki drobiąc, h7 E7

Idzie wiosna, idzie nam. /x2 a G F E a G F E a



a F E
Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną,

Przykryła błota bury łan.

Pachnie ziemia ciałem młodym,

Póki wiosna, póki trwa. /x2


Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste,

Zbarwiały łąki niczym kram,

Będzie odpust pod Wiślicą,

Póki wiosna, póki trwa. /x2


Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe,

Prężysz się jak do słońca kot

Rozciągnięte po tych polach,

Lichych lasach, pstrych łozinach,

Skałkach w słońcu rozognionych,

Nidą w łąkach roziskrzoną.

Na Ponidziu wiosna trwa! /x2

Na Ponidziu!



Bez słów (Chodzą ulicami ludzie)

sł. i muz. Wojciech Bellon
Chodzą ulicami ludzie, G D

Maj przechodzą, lipiec, grudzień, e h

Zagubieni wśród ulic bram. C G D

Przemarznięte grzeją dłonie, G D

Dokądś pędzą, za czymś gonią e h

I budują wciąż domki z kart. C G D


A tam w mech odziany kamień, C G

Tam zaduma w wiatru graniu, C G

Tam powietrze ma inny smak. C G D

Porzuć kroków rytm na bruku, C G

Spróbuj – znajdziesz, jeśli szukać C G

Zechcesz, nowy świat własny świat. C G D


Płyną ludzie miastem szarzy,

Pozbawieni złudzeń, marzeń,

Omijając wciąż główny nurt.

Kryją się w swych norach krecich

I śnić nawet o karecie,

Co lśni złotem, nie potrafią już.


A tam w mech odziany kamień...
Żyją ludzie, asfalt depczą,

Nikt nie krzyknie, każdy szepce,

Drzwi zamknięte, zaklepany krąg.

Tylko czasem kropla z oczu

Po policzku w dół się stoczy

I to dziwne drżenie rąk.


A tam w mech odziany...

Majster Bieda

Sł. i muz. Wojciech Bellon

/ C F e d G C /

Skąd przychodził, kto go znał, C F

Kto mu rękę podał kiedy. C F G

Nad rowem siadał, wyjmował chleb, C G

Serem przekładał i dzielił się z psem. e a

Tyle wszystkiego, co z sobą miał - G F e d

Majster Bieda. G C

/ C F e d G C /

Czapkę z głowy ściągał, gdy

Wiatr gałęzie chylił drzewom,

Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,

Drogę bez końca, co przed nim szła,

Znał jak pięć palców, jak szeląg zły

Majster Bieda.
Nikt nie pytał, skąd się wziął,

Gdy do ognia się przysiadał.

Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch,

Znużony drogą wędrowiec boży,

Zasypiał długo, gapiąc się w noc

Majster Bieda.


Aż nastąpił taki rok, C F

Smutny rok, tak widać trzeba. C C7 F G

Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną, C G

Miejsce, gdzie siadał, zielskiem zarosło. e a

I choć niejeden wytężał wzrok, G F

Choć lato pustym gościńcem przeszło, G F

Rudymi liśćmi, jesieni schedą. G F

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość, G F

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość, G F

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość G F G

Majster Bieda. C

Nocna piosenka o mieście

sł. i muz. Wojciech Bellon

W mieście jak ryby tramwaje, C G

A miasto jak studnia bez dna, F a G

A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw C G G7 a

Schyla się nocą i świtem powstaje C d

Nad rybną studnią bez dna. E e a

Zaułków lipcem sparzonych A7 F

Wyciszyć nie może zmrok. G F C

Zasiedli na ławkach, E7

Zasiedli na ławkach a

Ludzie, co twarze dniem umęczone F C

Pod lipiec kładą i zmrok. /x2 G C (a) / C a /

Nie śpię, bo spotkać chcę w mieście C G

Tę ciszę, co gęsta jak noc. F a G

Rozmawiać z krokami, swoimi krokami, C G G7 a

I oto idę nocy naprzeciw, C d

Bo wokół cisza i noc. E e a

Czekam, aż neon przytłumi A7 F

Rozmyta latarnia dnia, G F C

Odnajdą się cienie, E7

Odnajdą się cienie a

I ludźmi ulice zatłumią. F C

Czekam na przyjście dnia. /x2 G C(a) / C a /

W mieście jak ryby tramwaje, C G

A miasto jak studnia bez dna, C G

A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw C G

Schyla się nocą i świtem powstaje C G

Nad rybną studnią bez dna. C G

W mieście jak ryby tramwaje, C G

A miasto jak studnia bez dna, F a G

A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw. C G G7 a

Pejzaże Harasymowiczowskie

sł. i muz. Wojciech Bellon

Kiedy stałem w przedświcie, a Synaj G D

Prawdę głosił przez trąby wiatru C e

Zasmreczyły się chmury igliwiem, G D

Bure świerki o góry wsparte. e C D
I na niebie byłem ja jeden, G D

Plotąc pieśni w warkocze bukowe, C e

I schodziłem na ziemię za kwestą G D

Przez skrzydlącą się bramę Lackowej. e C D


I był Beskid, i były słowa G C D G

Zanurzone po pępki w cerkwi baniach G C D

Rozłożyście złotych, D

Smagających się wiatrem do krwi. C D G


Moje myśli biegały końmi

Po niebieskich, mokrych połoninach

I modliłem się, złożywszy dłonie,

Do gór, do Madonny brunatnolicej.


A gdy serce kroplami tęsknoty

Jęło spadać na góry sine

Czarodziejskim kwiatem paproci

Rozgwieździła się Bukowina.


I był Beskid, i były słowa...

Bukowina II

sł. i muz. Wojciech Bellon

Dość wytoczyli bań próżnych przed domy kalecy, C d F C

Żyją, jak żyli – bezwolni, głusi i ślepi. C d F C

Nie współczuj – szkoda łez i żalu, d G e a

Bezbarwni są, bo chcą być szarzy. d G C e a

Ty wyżej, wyżej bądź i dalej e F F# G C

Niż ci, co się wyzbyli marzeń. d G C
Niechaj zalśni Bukowina w barwie malin. C F G

Niechaj zabrzmi Bukowina w wiatru szumie. C F G

Dzień minął, dzień minął – nadszedł wieczór, C F C

Świece gwiazd zapalił, F G

Siadł przy ogniu, pieśń posłyszał i umilkł. C d F C
Po dniach zgiełkliwych, po nocach wyłożonych brukiem,

W zastygłym szkliwie gwiazd neonowych próżno szukać

Tego, co tylko zielonością

Na palcach zaplecionych drzemie.

Rozewrzyj dłonie mocniej, mocniej,

Za kark chwyć słońce, sięgnij w niebo.


Niechaj zalśni Bukowina w barwie malin...
Odnaleźć musisz, gdzie góry chmurom dłoń podają,

Gdzie deszcz i susze, gdzie lipce, październiki, maje

Stają się rokiem, węzłem życia.

Twój dom bukowy, zawieszony

U nieba pnia, kroplą żywicy

Błękitny, złoty i zielony.


Niechaj zalśni Bukowina w barwie malin...

Rzeka

sł. i muz. Wojciech Bellon

Wsłuchany w twą cichą piosenkę C F7+ C F7+

Wyszedłem nad brzeg pierwszy raz, C F7+ G

Wiedziałem już rzeko, że kocham cię, rzeko, F e a

Że odtąd pójdę z tobą. F G
O dobra rzeko, o mądra wodo! C F7+ C F7+ C F7+ e a

Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić, F e a

Gdy sił już było brak, było brak. F G C F C
Wieże miast, łuny świateł -

Ich oczy zszarzałe nie raz

Witały mnie pustką, żegnały milczeniem,

Gdym stał się twoim nurtem.


O dobra rzeko, o mądra wodo!

Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić,

Gdy sił już było brak, było brak.
Po dziś dzień z tobą, rzeko,

Gdzie począł, gdzie kres dał ci Bóg.

Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć,

By poznać twą melodię.


O dobra rzeko, o mądra wodo!

Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić,

Gdy sił już było brak, było brak.

Jak

sł. Edward Stachura; muz. Krzysztof Myszkowski

Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem, D A G D

Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem, e G D

Jak wyciągnięte tam powyżej gwieździste ramiona wasze,

A tu są nasze, a tu są nasze.
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc,

Jak winny – niewinny sumienia wyrzut,

Że się żyje, gdy umarło tylu, tylu, tylu.
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc,

Jak lizać rany celnie zadane,

Jak lepić serce w proch potrzaskane.
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc,

Pudowy kamień, pudowy kamień.

Ja na nim stanę, on na mnie stanie,

On na mnie stanie, spod niego wstanę.


Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc,

Jak złota kula ponad wodami,

Jak świt pod spuchniętymi powiekami.
Jak zorze miłe, śliczne poranki,

Jak słońca pierś, jak garb swój nieść,

Jak do was siostry mgławicowe ten zawodzący śpiew.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz,

Potem odpoczniesz, cudne manowce,

Cudne manowce, cudne, cudne manowce.

Czarny blues o czwartej nad ranem

sł. Adam Ziemianin; muz. Krzysztof Myszkowski
Czwarta nad ranem. A /E

Może sen przyjdzie, cis /fis

Może mnie odwiedzisz. DA /DAE

Czemu cię nie ma na odległość ręki? AE

Czemu mówimy do siebie listami? fis cis

Gdy ci to śpiewam, u mnie pełnia lata. DA

Gdy to usłyszysz, będzie środek zimy. DE

Czemu się budzę o czwartej nad ranem

I włosy twoje próbuję ugłaskać,

Lecz nigdzie nie ma twoich włosów.

Jest tylko blada nocna lampka, łysa śpiewaczka. fis

Śpiewamy bluesa o czwartej nad ranem

Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów.

Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie,

Myślałby kto, że rodem z Manhattanu.

Czwarta nad ranem.

Może sen przyjdzie,

Może mnie odwiedzisz.

Herbata czarna myśli rozjaśnia,

A list twój sam się czyta,

Że można go śpiewać. Za oknem mruczą bluesa

Topole z Krupniczej.

I jeszcze strażak wszedł na solo,

Ten z Mariackiej wieży.

Jego trąbka, jak księżyc biegnie nad topolą,

Nigdzie się jej nie spieszy.

Już piąta.

Może sen przyjdzie Może mnie odwiedzisz



Piosenka dla Wojtka Bellona

sł. Ola Kiełb, muz. Krzysztof Myszkowski
- Powiedz, dokąd znów wędrujesz? D G D

Czy daleko jest twój sad? D G D

- Hen, w krainy buczynowe, C G D

Ze mną tam układa pieśni wiatr. C G D

- Hen, w krainy buczynowe, e G D

Ze mną tam nikogo, tylko wiatr. e G D


- Zmierzchy grają, a przestrzenie

Własny mi podają dźwięk.

Takie śpiewy z nimi lub milczenie,

W którym znika każdy dawny lęk.

W takich śpiewach i milczeniu,

W szumie świętych buków zginął lęk.


- Zaszumiały cię powietrza

I ruszyłeś sam na szlak.

Ten ostatni, ten najlepszy,

Przyszedł czas, Pan dał ci znak.

Ten ostatni, ten najlepszy,

Przyszedł czas, Pan dał ci znak.



Pożegnanie

sł. Piotr Bakal, muz. Krzysztof Myszkowski
La la la la la la la F C

la la la la F C

la la la la la la la la F C E

la la E7

la la la la la la la la la a F C

la la la la la la la E E7

Może się spotkamy znów po kilku latach, a E a

Może właśnie tutaj lub na końcu świata. F C E

Będziesz wtedy inna, ja wciąż taki sam, F C E a

Może nam się uda zacząć jeszcze raz. F C E

La la la la...

Dzisiaj muszę odejść – już mnie nie zatrzymuj,

Przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło.

Rozstawiłaś straże wokół moich snów,

Daj mi wreszcie spokój – dosyć mam już słów.

La la la la...

Wrócę tu na pewno, gdy nadejdzie pora.

Zapamiętaj tylko, co mówiłem wczoraj.

Zapamiętaj tylko, że się nie zmieniłem

Myślę, co myślałem, wierzę, w co wierzyłem.

La la la la...

Wrócę, gdy zrozumiesz – już po kilku latach.

Może właśnie tutaj będzie koniec świata,

Będziesz wtedy inna – ja wciąż taki sam.

Może nam się uda zacząć jeszcze raz...

La la la la...



Z nim będziesz szczęśliwsza

Sł. E. Stachura, muz. K. Myszkowski
Zrozum to, co powiem, eH7
Spróbuj to zrozumieć dobrze. GD
Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe CG
Albo noworoczne, jeszcze lepsze może aH7
O północy, gdy składane CG
Drżącym głosem, niekłamane. H7
Z nim będziesz szczęśliwsza, CG
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim. aH7
Ja, cóż, włóczęga, niespokojny duch, CG
Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko aD7
I zapomnieć wszystko. e
Jaka epoka, jaki wiek, jaki rok, CGaG
Jaki miesiąc, jaki dzień aCG
I jaka godzina kończy się, GaC
A jaka zaczyna. Ce
Nie myśl, że nie kocham.
Lub, że tylko trochę.
Jak cię kocham nie powiem, no bo nie wypowiem,
Tak ogromnie, bardzo, jeszcze więcej może.
I dlatego właśnie – żegnaj,
Zrozum dobrze – żegnaj.
Z nim będziesz…

aCe
Ze mną można tylko w dali znikać cicho.

Opadły mgły, wstaje nowy dzień

sł. E. Stachura, muz. K. Myszkowski
Opadły mgły i miasto ze snu się budzi, CF /DG
Górą czmycha już mrok. CG /DA
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił, CF /DG
Do gwiazd jest bliżej niż krok. CG /DA
Pies się włóczy popod murami bezdomny, CF /DG
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony.CGCFCG/DAD
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, GCF /DG
Toczy, toczy się los. CG /DA
Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś: GCF /DG
Już dość, już dość, już dość! CG /DA
Odpędź czarne myśli, dość już twoich łez! GCF /DG
Niech to wszystko przepadnie we mgle! CG /DA
Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje, GCF /DG
Nowy dzień! CG /DA
Z czarnego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam.
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża,
Uchodzą cienie do bram.
Ciągną swoje wózki dwukółki mleczarze,
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń.

A ziemia…


Piosenka dla Juniora i jego gitary

sł. E. Stachura, muz. K. Myszkowski
Gdy pokłócisz się z dziewczyną, GD
(Nie życzę ci, lecz różnie jest.) eC
Nie chciej zaraz marnie ginąć; GD
Zaufaj mi, przekonasz się: CD
Skocz w pudło gitary aC
I tam rozłóż się obozem. CGD
Skocz w pudło gitary, aC
Ratunkowym ona kołem. CGD
Przeczekaj nachalną nawałnicę, FC
Wyjdź potem ze słońcem na ulicę. CGD
Wyjdź potem ze słońcem na ulicę. aCG
Gdy ci będzie jakoś nie tak,
(Nie życzę ci, lecz różnie jest.)
Gdy ta słynna smuga cienia
Przypęta się, przerazi cię.
Aż cię znowu noc dopadnie,
(Nie życzę ci, lecz różnie jest.)
Ciemny Bóg się tobą zajmie,
Lecz wtedy ty wywijasz się.
Skocz w pudło… aCG
I pomóż słońcu, i pomóż słońcu. aCG(DaG
Pomóż słońcu lśnić!
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni

sł. E.Stachura, muz. K.Myszkowski
Minęło wiele miesięcy, D e
Ale mnie nic nie minęło. G D
Czas dla mnie w miejscu przystanął. D e
Takie jest, chłopcy, takie jest piekło! GAD
Na odgłos kroków po schodach
Serce wciąż skacze do gardła,
Że może jednak to ona,
Ona – to piękna moja zagłada.
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni, Fis G0
Noce i dni, i pory roku. h G

Krążyć zaczną znów D C


Jak obieg krwi. G D
Lato, jesień, zima, wiosna - Fis G0
Do Boliwii droga prosta. h D
Wiosna, lato, jesień, zima - D C G
Nic mi się nie przypomina. D A A7
Ni żyć już można, ni umrzeć,
Wypłakane łzy doszczętnie.
Oddycham ledwie i z bólem,
Kością mi w gardle staje powietrze.
Czy tak już będzie i będzie?
Boże mój, Boże, mój Boże.
Zawsze i wszędzie w obłędzie.
Boże mój, wbiłeś we mnie wszystkie noże.

Koncert

sł. Ola Kiełb, muz. Ola Kiełb i K. Myszkowski
W kołnierz wtulam twarz, H7 e
Chowam się przed miastem H7 e
Jego cienie żłobią w mojej twarzy wąwóz. C G H7
Trzeszczy jak ułamek szkła C G
Mój codzienny niepokój: a G
Jak wydostać się z cienia? C G
Może wtedy… H7
Gdyby koncert grać – ten na trąbki i skrzypce – C G
Tak, by dźwięki ułożyły się w wiersz? C G
Gdyby łyżką światła rozweselić to wszystko C G
Żeby we mnie zaśpiewało coś też… H7 e
Rośnie we mnie mgła,
Jak ze studzien stu.
Nie wiem, ilu trzeba ksiąg, by ją rozwiać…
Jedno wiem, że muszę biec
Póki sił mi wystarczy,
Póki tylko ta nuta
Mam ją w sobie!
Będę koncert grać - ten na trąbki i skrzypce -
Tak, by dźwięki ułożyły się w wiersz.
Będę łyżką światła rozweselać to wszystko
Żeby w tobie zaśpiewało coś też.


  1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna