Aborcja nie jest wyjściem z dr Sylvie de Kermadek, członkiem Rady Naukowej Lejeune Foundation z Paryża, rozmawia Maria Cholewińska Niektórzy zwolennicy aborcji przekonują, że lepiej jest zakończyć życie nieuleczalnie chorego dziecka jeszcze w łonie



Pobieranie 9.4 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar9.4 Kb.
Aborcja nie jest wyjściem
Z dr Sylvie de Kermadek, członkiem Rady Naukowej Lejeune Foundation z Paryża, rozmawia Maria Cholewińska

Niektórzy zwolennicy aborcji przekonują, że lepiej jest zakończyć życie nieuleczalnie chorego dziecka jeszcze w łonie matki, niż miałoby cierpieć po urodzeniu. Jak ich przekonać, że leczenie paliatywne jest lepsze niż aborcja?
- Po pierwsze, my nie możemy decydować, które życie jest dość dobre, by je zachować, a które nie: każde jest w pełni kochane, w pełni wartościowe. Jeśli rodzice albo lekarz mówią, że robią aborcję, żeby dziecko uniknęło cierpienia, to byłby dobry argument, żeby każdy z nas został w ten sposób zabity, bo wszyscy cierpimy na ziemi. Jesteśmy warci tego, by żyć - nawet, jeśli to życie będzie pełne bólu! I z dzieckiem, które ma się urodzić, jest tak samo. Na przykład osoby z zespołem Downa, które znam bardzo dobrze, bo się nimi opiekuję na co dzień, wszystkie chcą żyć i mówią, że ich życie jest wartościowe. Życie dzieci upośledzonych, w jakiś sposób niepełnosprawnych jest tak samo wartościowe, jak ludzi zdrowych. Ci ludzie także chcą żyć, nawet jeśli ich życie jest trudne, okaleczone, bolesne. Lekarze, rodzice nie mają prawa decydować o ich życiu albo nie. Naturalne jest, że rodzice cierpią z powodu, iż ich dziecko może urodzić się chore, mogą się bać. Ale muszą mieć świadomość, że nie jest to ból samego dziecka, ponieważ zdecydowanie najczęściej one wolą żyć z chorobą, niż nie żyć w ogóle.
Jak nauczyć ludzi zmiany zdania na temat aborcji?
- Po pierwsze, mówić, że kontynuowanie ciąży i danie życia dziecku choćby na krótki czas istnieje i jest możliwością. Jeśli lekarz bardzo szybko mówi, że najlepszym wyjściem jest aborcja, pacjentki nie mają czasu, żeby zdać sobie sprawę, iż istnieje inne rozwiązanie. Jestem ginekologiem, a kiedy mówię innym ginekologom o pacjentce, której dziecko umiera, a ona chce donosić ciążę, to oni czasem dziwnie na mnie patrzą i mówią, że zwariowałam. Wówczas mówię: "Ta matka wybiera to, co jest naturalne". Tak, jak jest naturalne nie zabijać pacjenta, którego nie możesz wyleczyć, tak samo naturalnym jest nosić pod sercem dziecko do czasu jego narodzin, chociażby miało zaraz po nich umrzeć. W ten sposób uniknie się cierpienia rodziców, którzy po dokonaniu aborcji zawsze czuliby się winni śmierci swego dziecka. Jeśli matka decyduje się kontynuować ciążę i dać życie dziecku, nawet jeśli ono bardzo szybko umrze, co z pewnością jest bardzo bolesne, to jest spokojna, bo wie, że dała swojemu dziecku całe jego życie i całą rodzicielską miłość, całkowicie nieegoistyczną. I to jest najlepsze, co może uczynić dla dziecka. Początkowo rodzicom i lekarzom trudno to zrozumieć, ale potem przekonują się do tej racji.
sposobem na zmianę proaborcyjnych opinii są relacje matek.
Kiedy rozmawia się z matkami, to widać, że one boją się aborcji, ale każda mówi, że tego chce. Dlatego, że im nie powiedziano, iż zachowanie dziecka jest możliwe. To, co jest ważne, to uszanowanie pewnego cyklu psychicznego: kiedy kobieta dowiaduje się, że jej dziecko jest chore, najpierw jest totalnie zaskoczona, nie wierzy w to, potem jest zła, że coś takiego ją spotkało, potem jest bardzo smutna z tego powodu - i dopiero po tym wszystkim akceptuje sytuację. Kiedy przejdzie się przez ten cykl zbyt szybko, to nie może podjąć właściwej decyzji. Kobiety podejmują decyzję zazwyczaj w pierwszym etapie, gdy są zaskoczone. Wtedy zgoda, decyzja nie jest wolna, nie jest jasna. Należy poczekać do momentu, kiedy to wszystko zaakceptuje, oswoi się z myślami i dopiero wtedy może podjąć lepszą decyzję.
Jak lekarze mogą pomóc rodzicom, gdy odkryją jakąś wadę rozwojową u ich dziecka?
- Muszą być przede wszystkim uczciwi: kiedy odkryją jakąś anomalię rozwojową u dziecka w fazie prenatalnej, muszą o niej powiedzieć rodzicom. To jest pierwszy obowiązek lekarza. Nie wolno mówić, że jedynym wyjściem jest aborcja. U nas, we Francji, lekarz często mówi: nie ma wyboru, trzeba zrobić aborcję. Wówczas rodzice są kompletnie przybici - jeśli nie da się zrobić niczego innego, decydują się na zabicie dziecka. Czasem rodzice czują, że nie robią dobrze, ale są zbyt udręczeni, by jasno myśleć. Idą dokonać aborcji, a potem widzą, że mogli zachować swoje dziecko i są wściekli na lekarza.
Jaka jest wówczas rola lekarza?
- Lekarz może pomóc przez bycie obecnym. Ja daję moim pacjentkom mój prywatny numer telefonu i mówię, że mogą do mnie w każdej chwili zadzwonić. W ten sposób nie czują się osamotnione, porzucone. Poza tym daję im różne adresy księży, stowarzyszeń rodziców, które mogą im pomóc. Nie wolno takich rodziców zostawiać bez pomocy, wsparcia, samym sobie. Potrzebne są im czas i wsparcie w kontynuowaniu ciąży, ponieważ to jest trudna i bolesna droga.
Czy oczekiwanie na narodzenie dziecka, które po porodzie umrze, nie jest zbyt trudne dla rodziców?
- Oczywiście, to jest bardzo trudne i może być dla nich przerażające, ale przebiega naturalne: jest oczekiwanie na rozwiązanie, potem narodziny i naturalna śmierć dziecka. Wszystko jest o wiele bardziej naturalne niż barbarzyńskie zabicie dziecka i wyrzucenie go. Rodzice mają też czas pożegnać się ze swoim dzieckiem, nawet jeśli mieli je przy sobie bardzo krótko. Jest dla nich jasne, że dziecko miało rodzinę, że oficjalnie istniało. Rodzice mają świadomość, że dali życie swemu dziecku. Gdy dokonują w tej sytuacji aborcję, niosą śmierć i zawsze czują się winni.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20071024&typ=ro&id=ro31.txt
Nasz Dziennik, Środa, 24 października 2007, Nr 249 (2962)


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna