Andrzej bednarz



Pobieranie 0.85 Mb.
Strona1/9
Data10.05.2016
Rozmiar0.85 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9
ANDRZEJ BEDNARZ

Medytacja

teoria i praktyka

Tym którzy są w Drodze

I tym, którzy na Nią wchodzą.

WSTĘP


Medytacja jest ostatnio bardzo modnym zjawiskiem. Wypada o niej dyskutować, wypada ją praktykować. Ale tak naprawdę, czym ona jest, czemu służy, jak ją rozumieć i wykonywać?

Niniejsza książka przedstawia różnorodność poglądów na te­mat istoty medytacji, sposobów praktykowania, filozofii leżącej u jej podstaw. Ponieważ różne szkoły, nauczyciele, różne strefy kulturowe mają swoje specyficzne poglądy na jej temat, dla szer­szego ukazania problemu przedstawiłem szeroką gamę tych po­glądów.

Ponadto znajduje się w niej trochę informacji koniecznych do zrozumienia tematu oraz szczegółów dotyczących każdego ro­dzaju praktyki, a także wzory pojedynczych medytacji do indy­widualnych ćwiczeń.

Wyrażam nadzieję, że książka ta pomoże nieco w rozjaśnieniu tego trudnego zagadnienia. O tym jednak jak bardzo, zdecyduje indywidualne pragnienie poszukiwania prawdy i zmian oraz otwar­tość na nie każdego czytelnika z osobna.

Dziękuję wszystkim, którzy w przekazie pisanym, ustnym lub mentalnym pomogli mi zdobyć wiedzę znajdującą się w niniej­szej książce. Nie roszczę sobie pretensji do zupełnego nowator­stwa rzeczy. Jestem jedynie tym, który zauważył różnorodność tematu, zebrał dostępny i trudny materiał w jednym miejscu, uj­mując go całościowo i w określonym układzie oraz wplótł w nie­go swoje poglądy i energię.

Autor Wrocław, 2.09.1993

CZĘŚĆ 1.

PODSTAWY

CO TO JEST MEDYTACJA?

Ten, kto w glębi siebie znajduje szczęście,

kto w glębi siebie znajduje radość

i w glębi siebie dostrzega światlo,

ten dochodzi do ukojenia w Brahmanie,

albowiem sam staje się Brahmanem,

Bhagavad-gita

Patańdżali, twórca podstaw filozofii i praktyki Jogi wylicza osiem metod (procesów), będących jednocześnie stopniami, przez któ­re człowiek może osiągnąć czystość i harmonie umysłu. Jest to tzw. Astaunga Joga, czyli Joga ośmiostopniowa.

Stopnie te wspomagają człowieka w jego drodze od najniższe­go do najwyższego etapu rozwoju. Nie należy jednak przeskaki­wać niektórych etapów, uważając je za mało ważne lub nawet za niepotrzebne. Bez ich realizacji kolejne, wyższe stopnie mogą się nie zrealizować w taki sposób jak być powinno. Może to nawet doprowadzić do zawalenia się żmudnie budowanej budowli.

Stopniami tymi są:


  1. Yama – dyscypliny etyczne (powstrzymywanie się).

  2. Niyama – samodyscypliny (nabywanie cnót).

  3. Asana – pozycje ciała.

  4. Pranayama – ćwiczenia oddechowe.

  5. Pratyahara – koncentracja.

  6. Dharana – skupienie uwagi.

  7. Dhyana – medytacja.

  8. Samadhi– kontemplacja.

W niniejszej książce zajmiemy się tylko medytacją. Pozostałe zagadnienia są opisane w obszernej literaturze (z różnych stref geograficznych, kulturowych i filozoficznych) i wychodzą poza zakres tej publikacji.

Jak widać, medytacja stanowi jeden z etapów tej drabinki a jed­nocześnie jest jedną z podstawowych praktyk Jogi oraz innych systemów filozoficznych i religijnych. W każdym z nich rozwija­ła się przez wieki na swój sposób. Ma swoje charakterystyczne cechy i podstawy filozoficzne; pokazałem ich różnorodność w dal­szych rozdziałach.

W różnych językach określa się ją różnymi terminami, ale sens ich jest zawsze ten sam; dhyana – sanskrycki, zeń – japoński, chan – chińki, soen – koreański, meditatio – łaciński, medytacja – polski.

Jest ona wielką zagadką daną człowiekowi do rozwiązania. Jej tajemnica różnymi drogami przenikała ze Wschodu w świat za­chodni. Istnieje pogląd, że świat zachodni dotychczas był daleki od duchowej strony swego rozwoju. Dlatego też wiedza dotyczą­ca medytacji pozostawała u swego źródła. Gdyby się jednak dob­rze przyjrzeć, to wiele praktyk znanych już było u nas od bardzo dawna i trudno im odmówić wartości. Od kilku dziesięcioleci świat naszej strefy zaczai się zmieniać w sposób widoczny, prze­chodząc powoli w kierunku zmian duchowych. Medytacja poja­wiła się w ślad za tymi zmianami i od tej pory zgromadziła coraz więcej zwolenników, tych którzy ją praktykują.

Wielu trudzi się nad rozwiązaniem zagadki postawionej w ty­tule rozdziału. Ale zastanówmy się, czy w ogóle warto szukać na nią odpowiedzi. Czy nie lepiej po prostu praktykować? Wydaje mi się, że jedynym sposobem jej rozwiązania jest własna prakty­ka (potwierdzają to niemal wszyscy Mistrzowie). Jedynie poprzez tę praktykę zdołamy poznać to, co nie jest nam dane wyrazić w słowach, to czego nie potrafi objąć nasz umysł. Trudności zwią­zane z odpowiedzią można prześledzić czytając wypowiedzi Wiel­kich tego świata, zamieszczone w następnym rozdziale.

Istota medytacji osiągalna jest jedynie dla pojedynczego istnie­nia; nie ułatwi nam niczego cudze spełnienie. Zdani jesteśmy na poszukiwania w zupełnej samotności. Jedynie w samotności, ci­szy i spokoju jesteśmy w stanie poznać i zrozumieć proste praw­dy i zjawiska.

Banalne skądinąd przysłowia różnych narodów mówią o tym nieraz w sposób dosadnie prosty. Potwierdzają jednak tezę, że powinniśmy sami próbować wyjaśnić to, co nas interesuje. Oto niektóre z nich:


  • „Praktyka czyni Mistrza" – polskie.

  • „Raz zobaczyć to więcej niż sto razy usłyszeć" – wietnamskie.

  • Dopiero leżąc w pościeli dowiadujemy się, że są w niej pchły" – wietnamskie.

  • „Jeżeli chcesz się napić, musisz to zrobić sam. Żaden opis wody ci jej nie zastąpi" – chińskie.

  • „Kto chce się dowiedzieć jak smakuje ryż, musi ryż jeść" – chińskie.

  • „Aby złapać rybę, trzeba zamącić wodę w stawie" – chińskie.

  • „Lepsze jedno oko swoje niż dwa cudze" – greckie.

  • „Cudzymi zębami nie można gryźć" – żydowskie.

Jednym z celów medytacji jest wznieść się poza zwykłe ograni­czenia świadomości ludzkiej i przedostać się do jej wyższych sta­nów. Może się to stać przez skupienie umysłu, co pozwoli na chwilowe znalezienie się poza jego wpływem. Umysł może wyjść poza swój normalny zasięg, w bezmiar, który nie sposób opisać. Można go jedynie doświadczyć. Umysł zdolny jest doznać pełni Istoty jedynie poprzez proces medytacji.

Nie jest to jednak jedynie relaks, chociaż ten ostatni jest elemen­tem medytacji. W relaksie nasze ciało i umysł odpoczywają; w me­dytacji umysł jest aktywny, nawet jeśli jest on pozornie bierny.

Zazwyczaj działamy na płaszczyźnie powierzchniowej, co jest ograniczaniem własnych możliwości. Całkowicie identyfikujemy się z własną osobowością i indywidualnością, które chronią nas jak szczelnie zamknięta muszla. Większość ludzi nie próbuje jej nigdy świadomie otworzyć. Nie potrafimy z niej wyjść na spot­kanie z Wiecznością i Doskonałością. Ba, często podświadomie boimy się tego, bo moglibyśmy „niechcący" naruszyć nasz unor­mowany sposób życia i wtedy trzeba by było coś z tym zrobić. A nam jest po prostu wygodniej nic nie robić. Niektóre z przysłów jednoznacznie wskazują, że aby coś uzyskać, trzeba spróbować.

Medytacja umożliwia nam przedostanie się przez ograniczenia umysłu. Jak każda wartościowa zdobycz, wymaga ona jednak wysił­ku i dyscypliny, aby osiągnąć sukces. Jako nagrodę zdobywamy wiele korzyści osobistych oraz odkryć duchowych. W konsekwencji na­sze życie zacznie się rozwijać drogami, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Medytacja odkrywa proces samospełnienia się.

Nie jest ona techniką. Jest ona Istnieniem, przebywaniem umysłu w Czystej Świadomości. Osiągnięcie tego stanu umysłu pozwala na doświadczenie Natury Rzeczywistości, Natury Wszechświata, którego jesteśmy częścią, a które prowadzi do osiągnięcia pełnej harmonii naszej jaźni z Jaźnią Najwyższą.

Na tym etapie proponuję zatrzymać pytania i wątpliwości. My­ślę, że przeczytanie następnych rozdziałów, w których pojawią się dalsze informacje, pomoże w rozwianiu wielu wątpliwości. Gdy jednak dalej kogoś będzie to ciekawiło, proponuję praktykować i czekać na Przebłysk. Może wtedy już wszystko będzie proste. Myślę jednak, że wówczas problem, czy medytacja jest tym lub tamtym nie będzie miał żadnego znaczenia, nie będzie godzien uwagi.

Nieodparcie chciałoby się w tym miejscu powiedzieć, parafra­zując anonimowego katolickiego mistyka z XIV w. (autora książki „Obłok niewiedzy"):

„Kimkolwiek jesteś, który posiadasz tę książkę, o to cię pro­szę, byś nikomu nie pozwalał jej czytać, jak tylko człowiekowi, który według twego osądu naprawdę i w pełni postanowił podą­żać doskonale za Bogiem. Podążać za nim nie tylko w życiu czyn­nym, ale i ku najwyższym szczytom życia kontemplacyjnego, jakie zdobyć może dusza w śmiertelnym ciele, dzięki łasce Bożej. Wi­nien to być człowiek, co do którego jesteś przeświadczony, iż od dawna ze wszystkich sił stara się poprzez swe życie dojść do życia kontemplacyjnego. W przeciwnym razie z książki niczego nie pojmie. Nakazuję ci ponadto i proszę usilnie, jeśliby ktokol­wiek czytał tę książkę, abyś przykazał mu (jak ja tobie) zastano­wić się nad tym, co czyta." Czytanie jej jedynie dla ciekawości lub sensacji nie przyniesie ani zrozumienia ani mądrości. Będzie jesz­cze jedną zaliczoną lekturą. Warto zdać sobie sprawę, że ani mól jedzący książki, ani osioł noszący je na grzbiecie nie są przez to mądrzejsi. Dlatego też kolejne rozdziały należy potraktować jako inspirację do własnych działań, jako pomoc w zrealizowaniu tego, czego każdy szuka.



MEDYTACJA W USTACH MISTRZÓW I FILOZOFÓW

Slowa wydobywające się z naszych ust

pochodzą z ziemi,toteż gdy mówimy

o sprawach ducha, niejasno tylko

wyrażają nasze myśli.

P. Yogananda

W poprzednim rozdziale starałem się wyjaśnić jednoznacznie problem medytacji. Nie jest to, jak widać, sprawa prosta. Żeby ją zrozumieć przedstawiam wypowiedzi mistrzów Jogi i Zeń, świę­tych różnych religii, mistyków oraz filozofów Wschodu i Zachodu. Świadomie przedstawiam tak szeroką gamę poglądów, aby łatwiej trafić do każdego z czytelników. Myślę, że lektura ta rozwieje wie­le z obecnych wątpliwości; nie wyjaśni jednak prawdopodobnie nawet przysłowiowego czubka góry lodowej. Pamiętajmy więc, że nawet jeżeli pewne sprawy wydadzą się już jasne, to po pew­nym etapie praktyki niektórzy stwierdzą, że teraz to już nic nie wiadomo.

Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest m.in. to, że poszczegól­ne wypowiedzi się „wykluczają". Takie wrażenie da się odebrać podczas ich wnikliwego studiowania. Ale czy na pewno? Raczej nie, bo wynika to jedynie z niezbyt precyzyjnego narzędzia wypo­wiedzi, jakim jest nasz umysł oraz język. Są one na tyle prymityw­ne i ograniczone w stosunku do wiedzy, którą mają przekazać, że trudno oczekiwać od nich precyzji wykonania tego, czego nie po­trafią. Język fizyczny i opisywana przez niego Wiedza pochodzą z różnych sfer istnienia i dlatego tak trudno je połączyć. Dlatego też wydźwięk poniższych cytatów to tylko namiastka tego, co rze­czywiście one w sobie kryją.

Ponadto należy wziąć pod uwagę i to, że każdy ma swoją włas­ną i indywidualną drogę rozwoju, że każdy na swój sposób rozu­mie to, co dla innych wydaje się być inne. Dlatego też każdy z Mistrzów ma takie a nie inne rozumienie tego, czym jest medy­tacja, jak ją praktykować. Jest tyle sposobów rozumienia ilu Mi­strzów, tylu Mistrzów ile istnień ludzkich.

Przy bardzo uważnym wczytaniu się w treści poszczególnych wypowiedzi można zorientować się, że mimo pozornych roz­bieżności mają one wspólne elementy. Wspólne na tyle, aby dać chociaż ramy rozumienia tego zagadnienia. Myślę, że każdy, kto jest na pewnym etapie rozwoju duchowego, zrozumie o co tu chodzi. Każdy będzie miał inne wrażenie, ale odpowiednie dla siebie samego. I to jest w porządku. Niech każdy stworzy dla siebie samego własną odpowiedź na pytanie Czym jest medyta­cja? Ale tylko dla siebie, bo to, co dla jednego jest całkowicie proste i jasne, dla innego będzie trudne i niezrozumiałe; stano­wić będzie nadal przypadkowy zlepek słów. Pamiętajmy, że poni­żej zamieszczone cytaty miały dać odpowiedź, ale czy dały? Bądźmy mądrzy swoją mądrością, a wypowiedzi innych traktuj­my jako dodatek, wstęp do wiedzy. Bądźmy też jednak pokorni i nie uważajmy, że wiemy wszystko, że możemy uczyć innych, bo jesteśmy od nich mądrzejsi.

Pozostawiam więc już każdego z czytelników sam na sam z po­niższymi wypowiedziami i własnym ich rozumieniem.

Swami Wiwekananda:

„W naszych dalszych studiach zmierzamy do wyzwolenia. Mamy rozproszyć ciemności, oswobodzić duszę. Oto nasz cel: Nadświa-domość. A wówczas, po osiągnięciu tego stanu, człowiek jest wol­ny, osiąga boskość. Dla jego nieograniczonego umysłu odkrywają się tajemnice wszechświata; strona po stronie, aż do końca, otwiera się księga Natury. Wydostajemy się z tej doliny łez, z życia-śmierci i dochodzimy do Jedni, gdzie nie ma już żadnego rozróżniania. I po­znając Rzeczywiste, Rzeczywistym się stajemy. Urzeczywistnienie prawdziwej natury jest jedynym celem życia.

Medytacja to wielka rzecz, największe zbliżenie do duchowe­go życia. Tylko w takiej chwili waszego codziennego życia, kiedy Dusza czuje sama siebie i wolna jest od wszelkich przedmiotów, przekraczacie materię, uwalniacie się od ciała (...).

Gdy umysł został wyćwiczony w ten sposób, by pozostać od­powiednio długo skupionym na określonym miejscu, wtedy uzys­kuje on zdolność płynięcia ku temu miejscu nieprzerwanym prądem. Ten stan to właśnie medytacja."

Omkar:


„Medytacja w istocie swej jest wzniesieniem się do dziedziny Ponadświadomości. Jest ona stanem, w którym nasza zdolność poznawcza wydostaje się poza ograniczenie przez zmysły. Nie ma doznań wewnętrznych i postrzegania wewnętrznego innych jak tylko za pomocą nadzmysłów duchowych. Skończone nie może postrzegać ani pojmować Nieskończonego (...).

Przede wszystkim musimy dbać o to, żeby zacząć medytację od prawdy, a nie od złudzeń. Ale co to jest prawda? Jedynie sta­nie się jednym z poznawanym jest prawdą. Dwoistość, rozsz­czepienie jest to brak poznania i nieprawda.

To, co zaczyna się niewiedzą, kończy się nieuchronnie bra­kiem poznania. Natomiast medytacja zaczynana w oparciu o pew­ne prawdy tożsamości (stania się Jednym), doprowadza również w duchu i w mocy do Jedni tożsamości. Gdybyś jednak zaczynał bez tej pewności, medytacja ani by ci nie otworzyła drogi wzwyż, ani nie poprowadziła.

Przeto, zanim zaczniesz, nastaw swą uwagę wyłącznie na nie-rozdzielne JEDNO – prawdę, pewność Jedni swej z Wiekuistem.

Teraz trwaj po prostu w ciszy i w znieruchomieniu jak głębie oce­anu wszechświata.

A teraz pytaj siebie: kim jestem ja? Czyż nie jestem niepo­dzielną Jednią, Wiekuistą faźnią? (...)

Tylko niewiedza podsuwa mniemanie, że pogrążonemu w me­dytację Bóg zstępuje z zewnątrz, z oddali, bądź też, że medytacja przemienia nas w Boga. Nic podobnego nie dzieje się. Natomiast prawdą jest, że doznajemy objawienia wewnętrznego, iż w głębi swej jesteśmy istotą boską.

Przystępujemy do medytacji, żeby świadomość tę podtrzymać w sobie i nie utracić jej. Nie po to więc zagłębiamy się w medyta­cję żeby stać się Bogiem lub osiągnąć zjednoczenie z nim. Nie o to więc chodzi, żeby przez medytację przysporzyć sobie coś nowego, czego jeszcze nie posiadaliśmy, lecz o to, żeby dotrzeć świadomością do własnej wewnętrznej istoty, poznać jasno, bez cienia wątpliwości, prawdę, że stanowimy z niepodzieloną i nie­podzielną Jaźnią – Przedwieczną Jednię.

Zadaniem twoim podczas medytacji jest doświadczać wciąż na nowo tej swojej absolutnej wewnętrznej wolności i czerpać siły życia ze świadomości tego (...).

Wzywam przeto was, dzieci Wiekuistego, pogrążcie się całym swoim jestestwem w milczeniu medytacji. Niechaj rozjaśni was świadomość prawdy, że pochodzicie z Wiecznego, żyjecie z Nim

i przez Nie, w najgłębszej swej istocie jesteście wieczną Jaźnią. Jest to wasze dziedzictwo prawem pochodzenia z Wiecznego. Pozwólcie, aby duszę waszą przepełnił w ciszy medytacji pokój wyższy nad wszelki rozum i wszelkie pojmowanie."

Sri Ananda:

„Stan medytacyjny ma miejsce wtedy, jeśli umysł jest zdolny skoncentrować się na zewnętrznym lub wewnętrznym obiekcie wystarczająco długo, żeby mogły zostać wyeliminowane wszystkie zakłócenia i kiedy strumień myśli płynie bez przeszkód w jed­nym kierunku przez określony podmiot."

Sri Ramana Maharishi:

„Zadawaj sobie ciągle pytanie kim ja jestem? Poszukiwanie to powinno doprowadzić do odkrycia czegoś wewnątrz siebie, co jest poza umysłem. Rozwiązując ten wielki problem rozwiążesz inne problemy. Jeśli dobrze poznasz prawdę o sobie, wtedy tylko mogą zniknąć – ignorancja, sprzeczności, relatywna wiedza (...).

Medytacja jest mentalnym oglądaniem pewnych koncepcji. Jest to powtarzanie zaczynające się słowami (mantrą), kończące się zaś w ciszy Jaźni. Medytacja i kontrola umysłu są współzależne. Medy­tacja zawiera czujne śledzenie myśli – kontrolę nieustannego stru­mienia wyobrażeń. Na początku towarzyszy temu koncentracja, pewien wysiłek na rzecz utrzymania czynnej uwagi, zakłócającej właściwy prąd medytacji, lecz po pewnym czasie praktyki medytacja oczyszcza się i staje się bezwysiłkowa, spontaniczna. Zmienia się ona w ciągły, cichy prąd, niezależny od aktywności i ciała (...).



Mouna — milczenie jest stanem, który przekracza mowę i myśl. Jest to medytacja pozbawiona aktywności umysłu. Ujarzmienie umysłu to medytacja. Głęboka medytacja jest Wiecznym Sło­wem. Cisza wciąż przemawia, jest ona źródłem języka. W ciszy przychodzi duchowy przekaz – znaczenie Wielkiej Wymowy. Długie wykłady nie są tak wymowne jak cisza. Jest ona nieznisz­czalną wymową, doskonałym językiem.

Medytować jakiś czas dobre jest dla duchowych nowicjuszy, zaawansowany zaczyna cieszyć się głębszym pięknem, bez wzglę­du na to czy pracuje czy nie."

Ary Asanga:

„Gdy przejdziesz w stan medytacji, widział już nie będziesz Świętych Trzech, bo Trójnią tą sam się już stałeś. Ty i myśl twa staliście się bliźniętami, a nad wami świeci gwiazda, do której dążysz. Trójnia ta w chwale i błogości mieszka niewyslowionej, straciwszy imię swe w tym świecie ułudy. Gwiazdą jedną się sta­ła, ogniem co szatą jest płomienia."

Sri Aurobindo:

„Medytacja jest pogłębieniem i wzmocnieniem skupienia jakie znamy z innych dziedzin. Może to być skoncentrowanie się na jednym błyszczącym punkcie – trzeba wówczas tak zestrzelić uwa­gę, abyśmy nic innego poza tym punktem nie zauważali; może to być pojęcie, idea, słowo lub imię, jakieś pojęcie o Bogu, słowo OM, imię Sri Kriszna. Otóż w naszej Jodze robimy podobnie; a zamiast wyobrażać sobie jakiś przedmiot, skupiamy się na wznie­sieniu się wzwyż lub przywołaniu pokoju, który nad nami wciąż trwa, albo też na przeniknięciu poprzez zasłonę i wzniesieniu całej świadomości. W ośrodku serca skupia się nasza tęsknota i prag­nienie otwarcia się ku żywej boskości, widzimy i czujemy tam wi­zerunek którejś z postaci Boga. Powtarzanie świętych imion może temu towarzyszyć, ale w takim razie i na nim należy się bardzo skupić, a wówczas imię to jakby samo powtarza się w sercu."

Ma Yogashakti:

„Wszystkie techniki medytacyjne prowadzą do rozszerzenia i pogłębienia poczucia bytu. Ich celem jest zjednoczenie świado­mości Ja Jestem ze świadomością pierwotną, boską."

Yimala Thakar:

„Medytacja jest działaniem ciszy. W medytacji cały umysł po­grążony jest w ciszy. Koncentracja wymaga wycofania całej ener­gii i skupienia jej na pewnym punkcie, lecz obiekt uwagi jest z góry ustalony i na nim skupiona zostaje cała energia. Nazywa się to mylnie medytacją. Jest to koncentracja, lecz nie ma to zupelnie nic wspólnego z medytacją. Medytacja jest możliwa bez oderwania. Medytacja jest możliwa w ruchu, w działaniu, medytacja to wszech­ogarniająca uwaga. Medytacja jest działaniem ciszy, lecz nie ciszy statycznej. Nie ciszy w znaczeniu negatywnym, będącej brakiem aktywności. To wcale nie jest ciszą. Nie wystarczy zamilknąć, aby była cisza. Cisza jest siłą twórczą o ogromnym potencjale, jest siłą niezwykle dynamiczną. Tak wiec medytacja oznacza nowe podej­ście do życia, kiedy to równocześnie obserwujemy obiektywny bo­dziec, nasze reakcje i przyczyny, które te reakcje wywołują, bez utożsamienia się z czymkolwiek. Obserwowanie psychiki i umysłu będzie początkiem medytacji. Poznanie subtelnego i bliskiego związ­ku, jaki istnieje między ciałem a umysłem, jest medytacją. Nie wie­dzy o sobie, nie gromadzenie teorii, nie zbieranie doświadczeń innych ludzi, lecz obserwowanie siebie w każdej chwili."

Paramhansa Yogananda:

„Medytacja to nauka łączenia duszy ludzkiej z Duchem. Du­sza, od Boga schodząca w ciało, przejawia swą świadomość i siłę żywotną za pośrednictwem siedmiu czakr, czyli ośrodków świat­ła. Znajdująca się w cielesnym więzieniu świadomość duszy i siła życiowa utożsamia się z fizycznym przewodnikiem i jego śmier­telnymi ograniczeniami. Medytacja oparta na wiedzy budzi świa­domość duszy w siedmiu czakrach. Dzięki pamięci – pochodzi przecież od Boga – dusza intuicyjnie rozumie swą nieśmiertelną naturę. Postępowi na drodze budzenia się duszy towarzyszy wciąż zwiększający się pokój i radość. W najwznioślejszych stanach świadomości Duch i dusza łączą się w pełnej szczęścia ekstazie -samadhi.

Przez medytację łączymy więc małą radość duszy z wielką rado­ścią Ducha. Dlatego nie należy mylić medytacji ze zwykłą koncen tracją. Koncentracja polega na oswobodzeniu uwagi od roztargnie­nia i skupienia jej na wybranej myśli. Medytacja zaś to taka szcze­gólna forma koncentracji, kiedy uwalnia się uwagę od rozstrzelenia i niepokoju i ogniskuje ją na Bogu. Medytacja zatem to koncentra­cja zastosowana w celu poznania Boga."

Keith Sherwood:

„Ty nie musisz medytować – to głos Boga medytuje przez cie­bie. Prawdziwa medytacja jest tylko wówczas, gdy się jej tak pod­dasz, że przez ciebie będzie medytowal głos Boga."

Rammurti S. Mishra:

„Sugestię, którą kierujemy do własnej świadomości nazywa się autosugestią. Może ona posiadać charakter słowny, mentalny lub środowiskowy. Autosugestia oznacza więc oddziaływanie, wpływanie na samego siebie. Autosugestia jest podstawą skupie­nia. Kiedy mistrzowie nauczają Jogi, jest to sugestia, natomiast gdy medytują, zachodzi autosugestia (...).

Dzięki medytacji grzesznik przemienia się w świętego, słaby staje się potężnym, okrutnik – bezwinnym; to co ograniczone i śmiertelne staje się nieskończone i nieśmiertelne.

Podczas medytacji podświadomy umysł jest otwarty. Uaktyw­niają się wszystkie dokonane w nim zapisy z przeszłych wcieleń. W głębokim skupieniu, z wielką uwagą rezygnujemy ze złych za­pisów i wprowadzamy na ich miejsce boskie, zły żywot zostaje zastąpiony boskim. Uzyskujemy całkowitą zmianę osobowości. Wstanie medytacji trwa ciągły proces odnowy życia. Wszystkie niższe żądze zostają zastąpione wyższymi pragnieniami, igno­rancja – wiedzą, złuda – rzeczywistością, fałsz — prawdą, a śmierć ustępuje miejsca nieśmiertelności. Od tej chwili pomedytacyjny zapis nieprzerwanie działa w naszym życiu."

Ravindranath R. Javalgekar:

„Medytacja jest bezwysiłkowym stanem pojedynczej myśli. Jest to koncentracja nad własnym ja, którą osiąga się po zlikwidowa­niu wszelkich zmartwień. W nauce Jogi medytację charakteryzuje się jako zupełne odprężenie oraz ciągłość myśli porównywalną do strumienia oliwy. Medytacja nie jest wysiłkiem lecz procesem."

Dogen:


Zazen (medytacja) jest bramą do całkowitego wyzwolenia. Nawet Budda, który był mędrcem od urodzenia, praktykował zazen przez sześć lat, zanim osiągnął najwyższe oświecenie."

Budda Siakjamuni (Siddhartha Gautama):

„W tym co widziane, musi być tylko to, co widziane; w tym co słyszane, musi być tylko to, co słyszane; w tym co odczuwane (jako zapach, smak, dotyk) musi być tylko to, co odczuwane; w tym co myślane, musi być tylko ta myśl."

Philip Kapleau:

„Medytacja wymaga związania umysłu z jakimś obrazem albo świętym słowem, które są następnie wizualizowane, lub też z po­jęciem, o którym się myśli lub które się rozważa. W niektórych rodzajach medytacji dokonuje się wizualizacji, kontempluje lub analizuje pewne elementarne kształty, utrzymując je w umyśle z wyłączeniem wszystkiego innego. Można też kontemplować z uwielbieniem obraz buddy lub bodhisattwy, w nadziei wywoła­nia w sobie odpowiedniego stanu umysłu, a także rozważać takie abstrakcyjne pojęcia, jak miłość i życzliwość czy współczucie."

Yasutani Ryoko:

„Dzięki praktykowaniu zazen umysł zostaje skupiony w jed­nym punkcie tak, że może być kontrolowany. Proces ten można porównać ze skupieniem promieni słonecznych za pomocą szkła powiększającego. Gdy promienie słońca zostaną zogniskowane, to oczywiście staną się intensywniejsze. Ludzki umysł również funkcjonuje bardziej efektywnie, gdy jest skoncentrowany i zjed­noczony. Niezależnie od tego czy doznajesz pragnienia wglądu w swą Własną Naturę, czy też nie, będziesz mogła zauważyć wpływ integracji umysłu na twoje samopoczucie."

Jiddu Krishnamurti:

„Umysł wolny od wysiłku – a jak wiecie, wysiłek ma miejsce wówczas, gdy w świadomości istnieje konflikt pomiędzy obser­watorem i obserwowanym – taki umysł wnosi porządek. Jeśli nie intelektualnie, ale dogłębnie rozumiecie nieporządek, wtedy pow­staje prawdziwy ład, będący cnotą i prawością, będący rzeczą żywą. Prawdziwa cnota rozkwita dzięki zrozumieniu i płynącej z niego dobroci. Przez długie wieki szukaliście cnoty daremnie, pytając czym ona jest i usiłowaliście ją zrozumieć. Nie udawało się to wam. Dopiero istnienie takiej podstawy umożliwia zapyta­nie czym jest medytacja? Wszystkie systemy, metody czynią umysł mechanicznym. Stosowanie określonego systemu, choćby naj­staranniej wypracowanego przez największego Guru, robi z umy­słu automat, a taki umysł jest martwy.

Medytacja jest rzeczą cudowną, jeśli wiecie, co znaczy umysł znajdujący się w medytacji, nie zaś uprawiający medytacje. Zobaczmy czym medytacja nie jest, a wtedy się dowiemy czym ona rzeczywiście jest. Medytacja nie polega na praktykowaniu jakiegoś systemu. Żaden system nie ukaże wam piękna i praw­dziwej medytacji.

Medytacja nie jest koncentracją. Gdy koncentrujecie się albo usiłujecie to robić, wówczas istnieje obserwator i obserwowane. W takich warunkach koncentracja staje się konfliktem. Kiedy ktoś uczy się koncentrować, wówczas ćwiczenie staje się procesem izolacji, wznoszeniem zapór przeciwko myśli.

Jedyne czego trzeba, to całkowite poznanie i zrozumienie sa­mego siebie. Nie jest potrzebny żaden system lub metoda, ani też żadna koncentracja. Umysł, który to odkrył na drodze negacji, staje się w naturalny sposób bardzo spokojny. Nie ma w nim ob­serwatora, który osiągnął jakiś rodzaj uciszenia. Nie ma w nim przeszłości, pamięci, nie ma jaźni. Jeśli nie odkryjecie medytacji w codziennym życiu, nie zrozumiecie także jej subtelności i pięk­na. Gdy zrozumiecie przyczyny istniejącego w naszym codzien­nym życiu nieporządku, wówczas zapanuje w was całkowity, bo naturalny ład i umysł stanie się niezwykle spokojny. Nie jest to cisza po ustaniu hałasu. Jest to spokój ogromnej przestrzeni. Jeśli zrozumiecie całe swe istnienie – miłość, śmierć, życie, piękno -to zrozumiecie czym jest ta cisza. Nie sposób jej opisać. Ten kto ją opisuje, nie zna jej naprawdę. Musicie odkryć ją sami."

Chogyam Trungpa:

„Medytacja posiada dwie podstawowe formy. Pierwsza wy­chodzi od nauk zajmujących się zrozumieniem natury istnienia, a druga ma jako cel komunikację z Bogiem, jako zewnętrznym bądź uniwersalnym pojęciem. W obu przypadkach medytacja jest jedynym sposobem praktykowania nauk.

Gdy wprowadzimy pojęcie zewnętrznej wyższej istoty, wów­czas zakładany również istnienie wewnętrznej indywidualności zwanej ja lub ego. Medytacja jest wtedy sposobem komunikowa­nia się z zewnętrzną istotą. Medytacja taka opiera się na odda­niu. Kładzie ona nacisk na wejście w stan samadhi, w głębię własnego serca. Stanowi to sposób identyfikacji z zewnętrzną isto­tą i wymaga oczyszczenia. Podstawowe w tej praktyce jest wie­rzenie, że jesteśmy oddzieleni od Boga, lecz wciąż istnieje jakieś połączenie, wciąż jesteśmy częścią Boga. Czasami odczuwamy wewnętrzny chaos, który, aby oczyścić, należy pracować nad swo­im stanem duchowym i próbować podnieść standard naszej in­dywidualności do poziomu wyższej świadomości.

Druga, podstawowa forma medytacji stanowi prawie całkowi­te przeciwieństwo poprzedniej, chociaż w końcowym efekcie może doprowadzić do tych samych rezultatów. Nie zawiera ona wiary w istnienie stanów wyższych, niższych lub nierozwinietych w pełni. Nie czujemy się niżsi, a to, co próbujemy osiągnąć, nie jest ni­czym wyższym od nas. Stąd taki sposób medytacji nie wymaga wewnętrznej koncentracji na sercu. Nie ma tu w ogóle pojęcia centralizacji.

Ta druga forma medytacji polega na próbie zobaczenia tego, co jest. Obejmuje ona wiele wariantów, które są metodami otwie­rania się. Nie jest to naśladowanie jakiejś teorii czy ideałów, ale po prostu stanowi próbę widzenia tego, co jest tutaj i teraz, bez ambicji i bez żadnego obiektu. Skupiając się na oddechu, uświa­damiamy sobie chwilę obecną; każdy oddech jest jedyny w swo­im rodzaju, jest wyrazicielem teraźniejszości. Każdy oddech jest oddzielny, zostaje w pełni dostrzeżony i odczuty. Podobnie, gdy bardzo głodny człowiek je, wówczas nawet sobie tego nie uświa­damia. Jest tak pochłonięty jedzeniem, że staje się prawie jednoś­cią ze smakiem pokarmu i przyjemnością jedzenia. Podobnie jest z oddychaniem; chodzi o to, aby próbować widzieć poprzez ten właśnie moment w czasie. W takiej sytuacji nie pojawia się po­gląd. Również opinie nie mają tutaj wielkiego znaczenia. Od po­czątku staramy się wyjść poza koncepcje, czasami dzięki bardzo krytycznemu sposobowi patrzenia staramy się odkryć to, co jest. Tak jak w podanym przykładzie o głodnym człowieku, stajemy się jednością z obiektem. Osiągnąć to można jedynie poprzez praktykowanie medytacji. Medytacja polega na ćwiczeniu, jest to praktyka, nad którą trzeba pracować. Nie jest ona wchodzeniem w głąb samego siebie, lecz rozszerzeniem i ekspansją na ze­wnątrz."

Śri Anandamurti (P. R. Sarkar):

„Medytacja nie polega ani na kompletnym wymieceniu umysłu do czysta, ani nie wchodzi się tam na stertę rozmyślań. Jest ona sposobem, jak utwierdzić swój umysł w pozytywnej myśli i utrzy­mać się na niej mimo wszystkich kaprysów umysłu, który chciał­by sobie poskakać z przedmiotu na przedmiot.

Tą dobroczynną myślą w naszej medytacji jest Jestem jednością z Najwyższą Świadomością albo Ja i Najwyższa Świado­mość to Jedno. Medytację oparto na zasadzie psychologicznej, która najkrócej brzmi: Tak się z tobą sprawy mają, jaka jest war­tość twoich myśli; tak się z tobą dzieje, jak myślisz."

Św. Ignacy Loyola:

„Przedmiotem medytacji jest Słowo Boże, a potem także dal­sze oddziaływanie ducha w Kościele, w świętych, ich słowach i czynach. Życie Chrystusa jest inspiracją i zachętą do urzeczy­wistnienia własnego, chrześcijańskiego sposobu bycia w czasie i świecie osoby oddającej się medytacji (...).

Bóg swobodnie udziela się i daruje człowiekowi, który potrafi czekać z otwartym sercem. Tego zaangażowania i gotowości przy­jęcia, aktywności i pasywności nie wolno błędnie rozumieć tak, jak gdyby aktywność i pasywność były dwoma kolejnymi etapa­mi. Oba elementy tak się przenikają, że żadnego z nich nie może całkowicie zabraknąć. Trzeba tak pracować, jak gdyby wszystko zależało od człowieka, a nie od Boga, oraz tak ufać Bogu, jak gdyby wszystko zależało od Boga, a nie od człowieka."

Anonimowy mistyk katolicki z XIV w. (autor: „Obłok nie­wiedzy") :

„Zarówno początkujący, jak i biegli nie mogą rozmyślać, jeśli najpierw nie przeczytają lub nie usłyszą kazania, ani też nie mogą się modlić, jeśli przedtem nie odprawią rozmyślania. Nie dotyczy to jednak tych, którzy oddają się kontemplacji. Medytacja jest dla nich jak gdyby nagłym rozpoznaniem i niejasną świadomością własnej nędzy albo Bożej dobroci. Nie wspomaga jej uprzednie czytanie ani słuchanie kazań, żadne szczególne rozmyślanie, czy cokolwiek innego. Tego nagiego odczuwania i świadomości le­piej jest uczyć się od Boga niż od człowieka. Podobnie jak medy­tacja pojawia się bez uprzedzenia w życiu człowieka szukającego kontemplacji, tak też i modlitwa."

KORZYŚCI Z MEDYTACJI

Cud to nie to, co jest niezgodne

z Naturą, ale to co jest niezgodne

z naszym wyobrażeniem Natury.

Św. Augustyn

Praktyka medytacji wywołuje wiele reakcji naszego organizmu fizycznego, a poprzez nie następują też zmiany psychiczne i du­chowe. Zmiany te zauważalne są tak subiektywnie, jak i przez obiektywną aparaturę naukową. Niekiedy są one drobne, ledwo zauważalne, innym razem bardzo mocno zaakcentowane. Nie są to jednak nigdy cuda, ale jak najbardziej rzeczy normalne.

Mówiąc o reakcjach organizmu, mam na myśli reakcje w trak­cie praktyki lub bezpośrednio po niej, jak również reakcje ujaw­niające się po pewnym czasie, jako trwałe zmiany.

Na początek omówię reakcje związane bezpośrednio z medy­tacją. Wymienione są one w przypadkowej kolejności. Nie ozna­cza to więc, że w takiej kolejności będą się pojawiać. Jedni odczują je słabiej, inni silniej, a jeszcze inni wcale. Wszystko zależy od indywidualnego stanu psychofizycznego praktykującego. Większość reakcji związane jest ze zwiększonym przepływem energii Ki.

Do reakcji tych należą:



  • uspokojenie emocji i umysłu,

  • zlikwidowanie napięć mięśni,

  • wolniejsza cyrkulacja krwi i bicie serca,

  • równa i jednostajna praca gruczołów dokrewnych,

  • przypływ sił fizycznych i psychicznych,

  • wizje różnego typu (są one omówione w innym miejscu),

  • drętwienie, mrowienie i puchnięcie nóg; po pewnym czasie dolegliwość ta zanika,

  • drętwienie i mrowienie w rejonie krzyżowo-lędźwiowym, a szcze­gólnie, gdy adept ma problemy z kręgosłupem i utrzymaniem pionowej pozycji ciała; podobnie jest ze strefą karku i między łopatkami,

  • uczucie ciepła lub zimna,

  • rozjaśnienie umysłu,

  • zawroty głowy,

  • uzyskanie odpowiedzi na postawione pytania i problemy (omó­wiono to w innym miejscu),

  • zmniejszenie częstotliwości oddechów i ich spowolnienie,

  • spontaniczne pojawianie się łez, śmiechu i innych emocji.

Niezależnie od reakcji bieżących medytacja powoduje różne trwale zmiany i przemiany w naszym organizmie fizycznym. Na­leżą do nich m.in. :

  • zmniejszenie napięcia mięśniowego,

  • uregulowanie przemiany materii,

  • spadek zużycia tlenu,

  • zmniejszenie częstotliwości oddechów,

  • zwiększenie długości oddechu,

  • zwiększenie łatwości oddychania,

  • zmniejszenie bezsenności,

  • unormowanie ciśnienia,

  • zwiększenie wydajności sercowo-naczyniowej,

  • zwolnienie akcji serca,

  • zwiększenie tolerancji na wysiłek fizyczny u sercowców,

  • unormowanie wagi ciała,

  • ograniczenie palenia tytoniu, picia alkoholu, używania narko­tyków,

  • zmniejszenie podatności na choroby psychosomatyczne,

  • unormowanie funkcjonowania całego organizmu.

Pamiętać jednak należy, że medytacja nie jest uniwersalnym lekarstwem na wszystkie choroby. Jest tylko jedną z istniejących metod, którą warto połączyć z medycyną tradycyjną bądź współ­czesną.

W psychice daje się zauważyć także wiele pozytywnych zmian, na przykład:



  • redukcja napięć stresowych,

  • zwiększenie poziomu inteligencji,

  • zmniejszenie uczucia niepokoju, strachu, lęku, agresji,

  • zwiększenie zdolności twórczych,

  • poprawa wydajności pracy i wydajności umysłowej,

  • rozwój osobowości,

  • zwiększenie moralnej odpowiedzialności,

  • uzyskanie idealnego zdrowia psychicznego,

  • zwiększenie koncentracji,

  • likwidacja negatywnych myśli z podświadomości,

  • nauka dyscypliny wewnętrznej,

  • zwiększenie akceptacji siebie,

  • poprawa pamięci,

  • zmiany w odbieraniu i przeżywaniu codziennego życia,

  • stały rozwój duchowy.

Zmiany te związane są przede wszystkim z uspokojeniem ukła­du nerwowego. Spokój ten pociąga za sobą spokój wszystkich mięśni i narządów wewnętrznych a poprzez kolejne oddziaływa­nia wpływa na umysł. Poza tym przyczyny tych zmian wychodzą poza jakikolwiek opis i związane są ze sprawami Ducha, duszy, wyższych energii kosmicznych. Dobrze przygotowana i przepro­wadzona medytacja nie powinna męczyć i powodować negatyw­nych stanów duchowych.

Ćwiczenia wykonywane są w zasadzie indywidualnie, ale nie wyklucza się też ćwiczeń w grupach. Ważne jest jednak, aby lu­dzie byli ze sobą w serdecznych stosunkach i otwarci na siebie wzajemnie, aby nie powstawały zakłócenia i blokady w przepły­wie energii. Wskazane jest też, aby temat był wspólny, przez co siła takiej medytacji rośnie. Tego typu medytacje prowadzone są w wielu miejscach i przez liczne grupy ludzi na świecie (np. w in­tencji pokoju).

Nie ma potrzeby (nie wyklucza się), aby ktoś prowadził takie ćwiczenie. Wystarczy podać temat (np. zdrowie dla osoby X) i samoistnie pozwolić medytacji się rozwijać.

Jeżeli harmonia wewnątrz grupy jest zachowana, to korzyści i skutki takiej medytacji są znacznie większe od medytacji indy­widualnej. Dzieje się tak dlatego, iż poprzez skoncentrowaną ener­gię tworzy się silne jednolite pole, które ma wzmacniający wpływ na uczestników („Gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich" – Jezus).



MISTRZ I JEGO ROLA

Kiedy uczeń jest gotowy,

przychodzi Mistrz.

Chińskie


Rozwój duchowy wymaga niewyobrażalnej pracy, którą nale­ży włożyć, aby urzeczywistnić Cel, który chcemy osiągnąć. Spo­sobów osiągnięcia tego Celu jest wiele i różne są też drogi, którymi każdy z nas kroczy, aby tego dokonać. Po przejściu pierwszych etapów swojej drogi staje się ona coraz bardziej uciążliwa dla adepta danej ścieżki duchowej. Dzieje się tak, ponieważ napoty­ka on na sprawy nieznane i zdawałoby się bardzo trudne. Nieje­den z adeptów zaczyna się wtedy zapewne zastanawiać, czy jest w stanie sam temu podołać. Czy uda mu się przebrnąć przez dżunglę niewiedzy. A może powinien skorzystać z pomocy ko­goś mądrzejszego od siebie? Kogoś, kto już zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi, kto pomoże, poradzi w bieżących potknięciach, biedach i zwątpieniach.

Takim kimś jest Mistrz, nauczyciel. Niemal w każdej kulturze znajdują się wzmianki o mistrzach lub mędrcach, którzy poma­gają lub ganią szukających u nich pomocy. Często są to ludzie prości, czasem wykształceni, ale na pewno zawsze o ogromnej wiedzy duchowej.

Medytacja nie jest żadnym zakończonym w sobie wydarzeniem, zaczynającym się stale od początku, ale jest procesem postępują­cym. Każda następna jest kontynuacją poprzedniej. I choć wyda­wać by się mogło, że stanowią one odrębne całości, to jednak każda z nich pozostawia w praktykującym ślad jej wpływu. Nie powoduje on natychmiast wielkich zmian, ale jednak pozostaje ten ślad i dlatego każda kolejna sesja przeprowadzana jest przez osobę nieznacznie, ale inną niż poprzednim razem. W ten sposób człowiek, będąc coraz bardziej dojrzałym może poznawać, odkrywać i akceptować to, co mniej dojrzały by odrzucił. Jednak w niektórych typach medytacji, pozornie łagodnych w swym dzia­łaniu, sięga się do najgłębszych poziomów ludzkiej psychiki. Odgrzebuje się mocno zakorzenione lęki, pojawiają się nieprzy­jemne czy straszne wizje. Niektóre z nich są też wytworem dow­cipnych Energii Zaświatowych. Co słabsi mogą nie wytrzymać konfrontacji z tymi zjawiskami. Może to w konsekwencji dopro­wadzić do załamania nerwowego lub nawet obłędu. W takich sytuacjach rola Mistrza jest niepodważalnie duża. Nie chodzi mi o to, by kogoś straszyć przed uprawianiem medytacji. Byłby to jednak brak odpowiedzialności, gdybym nie ostrzegł, że w wielu przypadkach „droga medytacji głębi prowadzi blisko przepaści i niebezpiecznych skał" (H. Waldenfels). Dlatego też lepiej jest, jeśli ćwiczący odbywa ją w towarzystwie doświadczonego Mis­trza.

W literaturze spotyka się wiele słów, którymi określa się Mis­trza; wynika to po prostu z lingwistyki. Niektóre tak mocno przyl­gnęły do danego człowieka, że stały się niemal częścią jego nazwiska. Poniżej przedstawiam (w kolejności alfabetycznej) określenia Mistrz, Mędrzec lub im podobne, w różnych językach, aby nie­zorientowanym ułatwić poruszanie się po literaturze (w nawiasie podano przykład człowieka, do którego takie miano przylgnęło na stałe): Abbh (spolszczony: Abba) — aramejski: ojciec (np. Abba Serapion ze Sketis),



Ajatollah — arabski: świątobliwy (np. Ajatollah Chomeini),

Alim – arabski: mędrzec (np. Ali Ibn Abi Talib),

Baba – hindi: ojciec (np. Sathya Sai Baba),

Guru — hindi: nauczyciel,

Guru – sanskrycki: czcigodny (np. Guru Rinpocze),

Imam — arabski: przewodnik (np. Imam Ali),

Kadir– arabski: uczony, sędzia (np. Szajch Abd al-Kadir al Dżilani),

Lama – tybetański: najwyższy opiekun (np. Dalaj Lama, Lama Govinda),

Mistrz — polski (np. Mistrz Eckhart),

Mufti – turecki: mędrzec,

Ojciec – polski (np. Ojciec Pio),

Papa — iaciński: ojciec (np. Papa Joanus Paulus II),

Rabh (spolszczony: Rabin) – aramejski: mistrz (np. Rabin Szamaj),

Rishi — sanskrycki: mędrzec (np. Sri Ramana Maharishi),

Rosi, Roshi (różna transkrypcja) -japoński: czcigodny duchowy nauczyciel (np. Rosi Harada),

Są – koreański: mistrz (np. Soen Są Nim),

Saddik (spolszczony: Cadyk) – hebrajski: świątobliwy, mędrzec (np. Cadyk z Berdyczowa),

Swami– sanskrycki: nauczyciel (np. Swami Wiwekananda),

Tse, Tsy, Tzu, Zi, Cy (różna transkrypcja) – chiński: mędrzec (np. Lao Zi – tytuł pośmiertny dla Li Er; Kung Fu Cy – Kon­fucjusz; Meng Cy – Mencjusz),

Ulema – turecki: nauczyciel,

Vali – perski: mistrz.

Kim wobec tego jest Mistrz? Już z samych powyższych okreś­leń wynika, że jest to ktoś o ogromnej wiedzy, ktoś, kto potrafi pomóc w naszych problemach. Oczywiście, że ich za nas nie za­łatwi, ale podpowiada jak to zrobić. Jest on więc, jak mawia wielu doświadczonych nauczycieli, tym, który „pomaga człowiekowi usunąć mrok niewiedzy". Jest to dusza doskonała, która „jest światłem wskazującym drogę tym, którzy błądzą w ciemnościach".

W zależności od własnych zdolności przyjmuje on na siebie mniej lub bardziej ważną misję. Przewodniczy pewnej grupie ludzi, jako pasterz dusz. Wskazuje im Cel i Drogę („Ja jestem dro­ga, prawda i żywot" – Jezus). Wokół jednych gromadzą się tłumy (Jezus, Budda, Mahomet), przy innych są pojedyncze jednostki. A tak umierający Budda zapowiedział przyjście Jezusa: „Nie jes­tem pierwszym Buddą, który przyszedł na ziemie i nie będę ostat­nim. Gdy czas po temu nadejdzie, inny Budda pojawi się na świecie, najświętszy, o najwyższym oświeceniu, Mistrz ludzi i anio­łów. Uczniów będzie miał tysiące, gdy moi liczą się dziś zaledwie na setki. Będzie on znany jako Majtreya, co znaczy Pan miłości i współczucia".

Prawdziwy Mistrz duchowy musi być wyznaczony przez Boga. Mistrzowie tacy trafiają się bardzo rzadko, ale jeśli ktoś z całej duszy pragnie Boga, Bóg wskaże mu drogę do jednego z nich. Człowiek, który zbliża się do doskonałości, nie potrzebuje uczniów, toteż nie szuka ich. Ale Bóg kieruje do niego szczerych, łakną­cych prawdy ludzi i jeśli zetknięcie nie może nastąpić w sensie materialnym, dokona się ono w sferze duchowej, poza czasem i przestrzenią. Chociaż znalezienie takiego Nauczyciela może wy­dawać się trudne, w praktyce nie wymaga dalekich wojaży czy poszukiwań (patrz: motto). Wielu spośród podążających ścieżką duchową nigdy nie doświadczyło tej prawdy. Mówią o różnych nieprzewidzianych zbiegach okoliczności (nawiasem mówiąc, nie ma czegoś takiego jak przypadek, zbieg okoliczności, traf, pech itp.), które doprowadziły ich do spotkania z Mistrzem. Śri Anan-damurti powiedział, że „gdy gwałtowne pragnienie niezależności budzi się w człowieku, odnajduje on prawdziwego Guru siłą tego pragnienia". Na Wschodzie uważa się, że najważniejszym i pierw­szym celem życia jest odnalezienie swojego Mistrza. Dopiero po­tem jest czas na wszystko inne. Czasami jest to ten sam Mistrz, którego spotkało się w innej przestrzeni lub czasie, czasami zupeł­nie inny, ale zawsze odpowiedni do aktualnych potrzeb adepta.

Jacy są ci Mistrzowie? Dokładnie tak samo różni, jak nauczy­ciele świeccy. Bywają nauczyciele zdolni przekazać uczniowi co nieco wiedzy, lecz nie posuwający się dalej i nie robiący najlep­szego użytku, jaki by mogli ze swej pracy zrobić. Inni, nauczyw­szy ucznia praktyki duchowej, starają się skontrolować, czy uczeń wykonuje ją prawidłowo. Jeszcze inni zaś nie ustają w wysiłkach, póki uczeń nie osiągnie Celu. Wszyscy oni jednak są dobrymi Mistrzami, gdyż każdy uczeń znajduje takiego, na jakiego zasłu­guje, jaki jest dla niego w danym momencie najodpowiedniejszy. Należy jednak uważać na pseudomistrzów, samozwańców, fał­szywych proroków, jak ich nazywano w Biblii („Strzeżcie się fał­szywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi. Po ich owocach poznacie ich" – Jezus.) Obiecują oni najczęściej bardzo dużo, łatwą drogą i wspaniałe efekty. Ale jakże często chodzi tylko o wyciągnięcie pieniędzy (ileż sekt tego typu powstało w ostatnich dziesięciole­ciach) albo co gorsza, o zapanowanie fizyczne i duchowe nad uczniami, którzy ubezwłasnowolnieni, są skłonni zrobić każdą rzecz. Dlatego też należy sceptycznie patrzeć na tego, kto wiele obiecuje. Aby się ustrzec przed przykrymi niespodziankami, trzeba po prostu zaufać Intuicji oraz własnym zdroworozsądkowym ob­serwacjom.

Niezależnie od tego jaki ów Mistrz jest, pojawia się pytanie: Czy jest on potrzebny? Jedni uważają, że jest niezbędny (np. Śri R. Maharishi), a drudzy wręcz przeciwnie, że nie potrzeba żad­nego nauczyciela (np. J. Krishnamurti). Jeszcze inni są za obie­ma wersjami jednocześnie (poniżej wyjaśni się, jak to rozumieć). Być może najlepiej tłumaczy to Soen Są: „Jeśli myślisz, Mistrz jest konieczny. Jeśli odciąłeś całe myślenie, jeśli twój umysł jest czysty, Mistrz Zeń nie jest konieczny". Który pogląd jest słusz­ny? Oczywiście czytelnik sam musi o tym zdecydować, bo zda­nia innych nie muszą być najlepsze dla niego. Zdanie każdego z filozofów jest słuszne dla nich samych, ale skąd możemy wie­dzieć, co jest siuszne dla nas. Aby podejść do tego problemu, ważną rzeczą jest odkrycie tego, co rozumiemy przez słowo Mistrz. Jeżeli Mistrz oznacza autorytet, wtedy jest to rzecz naj­bardziej destrukcyjna na świecie, bo autorytet nie pozwala nam działać, nie pozwala myśleć ani eksperymentować. Taka jest na­tura autorytetu, że przygniata on i niszczy. Mistrz wiec, w sensie autorytetu, jest czymś destrukcyjnym i na pewno zbędnym.

Istnieje też inne znaczenie słowa Mistrz, które oznacza źródło wiedzy, kogoś, kto może rozproszyć naszą niewiedzę. W takiej sytuacji Mistrz byłby jak najbardziej wskazanym. Ważne jest jed­nak to, żeby mieć z nim prawdziwą łączność, niezależnie od tego, kim on jest. Rozumiejąc funkcjonowanie swego umysłu, rozu­mie on również funkcjonowanie umysłu ucznia i nie będzie re­agował na niego. Przy braku reakcji ze strony drugiego człowieka możliwe jest, że zaczniemy obserwować swoje własne reakcje. Kiedy człowiek jest nieuwarunkowany, samoczynnie staje się on nauczycielem. Jeśli twój umysł, czytelniku jest naprawdę bardzo wrażliwy, i masz dość odwagi, żeby go obserwować, wtedy być może żaden Nauczyciel nie jest ci potrzebny. Ale o tym zdecydu­jesz sam.

Tradycja wielu filozofii mówi, że musimy mieć Nauczyciela, który wskaże nam właściwe postępowanie. Należy zdać sobie jednak sprawę z tego, kim naprawdę jest ów Nauczyciel. Sri R. Maharishi powiedział, że „jest tylko jeden Mistrz, a tym jest Duch". Zaś jego reprezentantem jest Nauczyciel, który może wy­stępować w ciele fizycznym, jak i poza nim. Jest on w jedni z Bo­giem i dlatego może występować w tej misji.

Człowiek zwracający się do Boga z modlitwą, oczyszcza swą duszę coraz bardziej. Wówczas łaska Boga zaczyna działać. Przyj­muje On nieraz postać Mistrza i pojawia się przed swym uczniem (np. Jezus, Kriszna), uczy go, wskazuje prawdę, oczyszcza i wznosi jego naturę przez samą swą obecność. Wskutek tego myśl ucznia wzmacnia się i jest on wówczas w stanie zwrócić się w głąb sa­mego siebie. Innym razem posyła zaufanego sługę.

Mistrz może być zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny. Ze­wnętrzny Nauczyciel jest posłańcem, wewnętrzny zaś jest Praw­dą. Nauczyciel odgrywa rolę lustra i ukazuje nam nasze własne odbicie, abyśmy mogli zobaczyć, niekiedy po raz pierwszy, nasze cechy. Widzimy więc w nim piękno i inne wspaniałe cechy, które nas fascynują, gdyż sami je posiadamy. W przeciwnym przypad­ku nie zauważylibyśmy ich wcale.

Jak powiedział Dziamjang Khyentse Czokji Lodro: „Chociaż nasza prawdziwa natura jest Buddą, to jednak od nie mającego początku czasu jest ona zaciemniona przez chmury ignorancji i pomieszania. Jednak pomimo tych zaciemnień nasza natura Bud­dy, albo prawda wewnątrz nas, nigdy nie poddała się ignorancji i buntuje się przeciw wynikającemu z niej pomieszaniu. Jest to nasz wewnętrzny Nauczyciel, aktywny aspekt naszej natury Bud­dy, który od samego początku naszego pomieszania pracuje, aby przywrócić nas naszej prawdziwej naturze". W rezultacie naszych przeszłych aspiracji, modlitw i naszej oczyszczonej karmy, ten wewnętrzny Nauczyciel zaczyna się przejawiać coraz wyraźniej, a niekiedy przybiera kształt Nauczyciela zewnętrznego. W isto­cie swej zewnętrzny Nauczyciel nie jest niczym innym jak tylko przedstawicielem naszego Nauczyciela wewnętrznego. Uczy nas tego jak odebrać posłanie idące z wewnątrz, przywracając wiarę i zaufanie do nas samych, uwalniając nas przez to od cierpienia płynącego z nierozpoznania naszej prawdziwej natury. Ważne jest wiec, aby nie zgubić poczucia związku pomiędzy Nauczycielem wewnętrznym i zewnętrznym. Zewnętrzny uczy nas jak znaleźć siebie, jak odkryć w sobie Prawdę (ale zrobić to można tylko samemu; nikt bowiem nie jest w stanie przekazać lub udzielić czegokolwiek drugiej osobie), wewnętrzny zaś pokazuje tę Prawdę i umożliwia łączność z Nią.

Jakby więc nie patrzeć, Mistrz jest wewnątrz, w głębi nas sa­mych. Celem medytacji jest usunięcie owego ciasnego wyobra­żenia, że znajduje się on poza nami, na zewnątrz. Jeśliby Mistrz był obcym przybyszem, którego nadejścia oczekujemy, musiałby również, po pewnym czasie, odejść i zniknąć. Cóż by nam więc przyszło z takiego przemijającego Mistrza? Ale dopóki uważamy siebie za oddzielnego, odrębnego lub utożsamiamy się z ciałem, dopóty Mistrz na zewnątrz jest także potrzebny i może pojawiać się w ciele fizycznym.

Najczęściej uczeń wyobraża sobie Mistrza jako człowieka, a sto­sunek wzajemny z nim jako zachodzący pomiędzy dwoma róż­nymi fizycznie ludźmi. Ale Mistrz, który jest Bogiem lub Duchem wcielonym działa przede wszystkim od wewnątrz, pomaga czło­wiekowi rozpoznać swe błędy, kieruje go po właściwej drodze aż do czasu, nim ten nie pozna Ducha i nie zjednoczy się z nim całkowicie.

„Osobowość jest jak silny słoń, którego nikt słabszy od lwa nie zdoła ujarzmić; w danym wypadku tym lwem jest Guru, samo jego spojrzenie przyprawia słonia-osobowość o drżenie, a wkrótce sprowadza jego śmierć. Jakkolwiek wielkie w swym zasięgu i sil­ne w wyrazie są Pisma Święte, to wpływ ich nie sięga głęboko; Guru przemawia ciszą i łaska spływa na wszystko" (Śri R. Ma-harishi). Wewnętrzne więc kierownictwo Mistrza polega na przy­wróceniu duszy ucznia jej prawdziwej jednolitości, nie pozwalając jej oddalać się od stanu czystego bytu Ducha, od absolutnej jed­ności z Najwyższą Jaźnią.

Jest prawdą, że w Duchu uczeń i Mistrz są jednym. Ale bardzo rzadko się zdarza, aby człowiek osiągnął poznanie i utożsamie­nie się ze swą duchową istotą bez pomocy Mistrza. Sama wiedza książkowa, choćby najgłębsza czy najbardziej chwalebne postepowanie nie dają nam jeszcze duchowego oświecenia. Jest pra­wie niemożliwe bez słuchania Mistrza, bez wpływu jego świętej obecności (w której myśl cichnie), żeby dosięgnąć tego istotne­go, pierwotnego stanu Ducha i trwać w nim stale. Trudno jest uzyskać ów stan czystego Bytu, w którym cała osobowość jest całkowicie poddana Duchowi i ustaje wszelka jej działalność.

Mistrz spełnia dwojaką rolę. Jest na zmianę surowym, ganią-cym ojcem oraz łagodną i kochającą matką. Kiedy wysiłek ucznia słabnie, Mistrz dodaje mu bodźca, a gdy wpada on w pychę, stro­fuje go. Gdy zaś uczeń popada w zwątpienie, zachęca go i pod­nosi na duchu. Te bodźce działają na umysł ucznia tak, „jak struga deszczu na wyschniętą glebę lub promienie światła w ciemnym pomieszczeniu". Pomagają posuwać się naprzód, aż do następ­nego punktu krytycznego.

Prawdziwy Mistrz w sposób zupełny opanował swoje instynk­ty. Jego życie można porównać do życia świętych i proroków. Rozporządza on pełnią władz, ale respektuje zawsze prawa natu­ry, chyba że otrzyma specjalny rozkaz od Boga. Jego ciało, zmy­sły i dusza są wolne od wszelkich ograniczeń. Jego poniechanie świata jest tak dogłębne, że mówienie o sobie samym wykracza poza jego sposób myślenia Nie może on nawet powiedzieć ja, ponieważ nie ma w nim miejsca na ja. Zapatrzony jest tylko w Naj­wyższego. Prawdziwy Mistrz nie objawia zasięgu swej władzy duchowej, chyba że po to, aby leczyć, uczyć i oczyszczać dusze swoich uczniów. Wszystko emanuje z niego w sposób naturalny. Mistrz taki zawsze sam wprowadza wżycie to, co doradza in­nym. Jego słowa przemawiają do serc. Emanuje z niego niewi­dzialne światło, które ożywia dusze jego uczniów. Są Mistrzowie, którzy zasługują na to miano, ale nikt ich tym tytułem nie obda­rza. Wykonują oni jednak pracę, która przynależna jest Mistrzom, wobec czego należy ich zaliczyć do tego grona. Mam tu na myśli np. Matkę Teresę z Kalkuty, św. Franciszka. Charakterystyczne jest, że są to najczęściej ludzie z kultury chrześcijańskiej, w któ­rej slowo Mistrz jakby nie istnieje.

Uczeń, który szczerze chce korzystać ze wskazówek Mistrza powinien z ufnością iść drogą wskazaną przez niego. Ponadto, jak mówi Śri Prabhupada: „Mistrzowi duchowemu trzeba odda­wać taką cześć, jak Najwyższemu Panu, ponieważ jest on jego najbardziej zaufanym sługą. Potwierdzają to wszystkie Pisma objawione. Dzięki temu zyskuje się tzw. łaskę Mistrza, bez której nie można uczynić żadnego postępu". Już w Bhagavad-gicie wspo­minano o tym w sposób następujący: „Spróbuj poznać prawdę przez zbliżenie się do Mistrza duchowego. Zadawaj mu pokorne pytania i służ mu z oddaniem. Samozrealizowana dusza może udzielić ci wiedzy, gdyż ona ujrzała prawdę". Rzeczą wtórną jest to, jak szybko uczeń coś uzyska od Mistrza, obcując z nim na co dzień. To zależy od indywidualności ucznia. Proch zapala się bły­skawicznie, węgiel trochę wolniej.

Ale ważną też sprawą jest to, żeby Nauczyciel również uczył się od swoich uczniów, gdyż wszyscy jesteśmy w jakiś sposób nauczycielami. Bez tego nie byłoby żadnego postępu w umysłach uczniów, bo Nauczyciel byłby zbyt gorliwy, zbyt zainteresowany procesem, w którym uczniowie otrzymywaliby ekspansję jego Ego. Kiedy Nauczyciel jest gotowy, aby uczyć się od swoich uczniów, wówczas pomiędzy nimi może zaistnieć ciągłe porozumienie („kto uczniem nie był, mistrzem nie zostanie" — łacińskie). Wymiana zachodzi przez cały czas, tak więc gdy Nauczyciel naucza, ucznio­wie nie nudzą się, bo Nauczyciel też się rozwija. W każdym mo­mencie jest zawsze coś nowego, więc materiał się nie wyczerpuje. Mistrz Reiki, Jan Peterko zwykł rozpoczynać spotkania ze swymi uczniami, słowami: „Witajcie moi Nauczyciele".

Niech więc każdy będzie nauczycielem innych, ale tylko w za­kresie, który sam zrealizował. Nie uczmy innych tego, co sami znamy jedynie z teorii, bo wówczas przekaz odbywa się jedynie słowami, brak zaś przekazu wewnętrznego, popartego głębokim zrozumieniem i pewnością, że tak jest naprawdę. Nie ma to wte­dy żadnej siły i wartości.

Rolę Mistrza może właściwie pełnić każda sytuacja. Mistrz bo­wiem niczego nie uczy. Instruuje on jedynie i inspiruje nas do pra­cy nad naszym urzeczywistnieniem. Z nauk Mistrza uczeń wybiera tylko to, co jest w stanie zrozumieć i urzeczywistnić. Nauki kiero­wane do innych, są naukami tylko dla nich. Gdy są wygłaszane publicznie, mogą nas zainspirować, jeśli je czujemy, ale są bezwar­tościowe o ile chcemy je zrozumieć intelektualnie. Jakże często wtedy jedni coś dla siebie znajdują, a inni dokładnie nic. W tym właśnie celu Jezus i Budda nauczali przypowieściami, aby dać każ­demu szansę do własnej interpretacji i własnego zrozumienia tre­ści nauki („Dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo, patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją" — Jezus).

Warunkiem skuteczności naszego uczenia się jest pełna i nie­zachwiana ufność, że całe nasze życie jest lekcją. I choć może to być nauka, której często nie chcemy, nie możemy uciec od tej prawdy, bo takie jest prawo Natury. Gdy uczeń jest pełen uf­ności, to nawet najgłupsze zdanie wypowiedziane przez Nauczy­ciela, którego nauce ufa, może mieć dla niego wyzwalającą moc. Natomiast, gdy nie ma ufności, to i najbardziej urzeczywistniony Mistrz (a nawet boski Awatara) niczego go nie nauczy.

Nieodłącznie z pojęciem Mistrz łączy się pojęcie Przekaz. Jest on bardzo mocno zaznaczony w wielu filozofiach i religiach. W in­nych zaś, chociaż się o tym oficjalnie nie mówi, pojawia się, ale mniej widoczny i zauważalny jedynie dla tych, którzy zdają sobie z tego sprawę. W kulturze chrześcijańskiej nie mówi się o prze­kazie czy inicjacji wcale. Wydaje nam się to takie obce. Zdajmy sobie jednak sprawę, że Przyjęcie Sakramentu (np. chrzest, pierwsza komunia) to właśnie inicjacja, to przekaz. W końcu naz­wa nie ma tu żadnego znaczenia.

Można odnieść wrażenie, że Przekaz to jakby Mistrz oddawał nam nasze własne bogactwo. Tak to jest rzeczywiście, ale mimo to należy przejść przez ten rodzaj rytuału. Nauczyciel da nam in­strukcje, gdy go o nie poprosimy. Jest to akt przekazu, inicjacja, jak go nazywają inni. Przekaz nie oznacza jednak, że Nauczyciel dał nam swoją wiedze. Jest to niemożliwe i nawet sam Jezus czy Budda nie mogli tego zrobić. Nie jest to przecież podarunek, ale coś, co odkrywamy w sobie. Nauczyciel może tylko stworzyć od­powiednią sytuację i atmosferę. Wówczas umyśl ucznia znajdzie się we właściwym stanie, bo jest otoczony tą atmosferą. Nauczy­ciel może wtedy nic nie powiedzieć, albo też długo tłumaczyć jakiś temat, może celebrować pewien obrządek lub też zrobić coś zupełnie bezsensownego. Na przekaz składają się więc nie tylko sam moment przekazu, ale przede wszystkim przygotowywanie się do niego. Powoduje to tworzenie i potęgowanie się atmosfery (trwa to nieraz bardzo długo). Do tego dochodzi przygotowanie pomieszczenia (np. kwiaty, świece, trociki). I wreszcie określe­nie punktu czasowego, w którym to nastąpi.

Dla spotęgowania pragnień i chęci uzyskania maksimum z prze­kazu, uczeń powinien coś z siebie dać (zgodnie z prawem natu­ry: jeśli chcemy otrzymać, musimy dawać). W tradycji Tybetu przyjęte jest dawanie Mistrzowi podarunku. W dawnych czasach dawano nieraz duże ilości złota w zamian za instrukcje. Ch. Trung-pa pisał: „Kiedy jako opat klasztoru podróżowałem po różnych rejonach Tybetu, dostawałem takie rzeczy jak chustki na głowę, ozdoby, buty, pierścionki i inne dziwne przedmioty. Ludzie, któ­rzy mi to dawali nie myśleli, że są to rzeczy, których potrzebuje, ale dawali mi to, co było dla nich osobiście cenne, to, co ich reprezentowało". Wczasach obecnych, w kulturze europejskiej przyjęło się, że używa się do tego również pieniędzy. Nie ma w tym nic złego, bo pieniądz to nic innego jak tylko zmaterializo­wana forma energii. Dla prawdziwego Mistrza nie mają te prezenty żadnego znaczenia. Mają natomiast ogromne dla ucznia, bo on w zamian coś dostanie, czegoś oczekuje, bardziej się otwiera („Z jakim naczyniem przyjdziesz, tyle dostaniesz" – indyjskie). Dawanie nie oznacza wiec dawania jakichś rzeczy czy pieniędzy, ale udział w dawaniu w sposób fizyczny, poprzez pełne włącze­nie się w proces dawania i brania. Rzecz w tym, że należy doce­nić otrzymywane nauki, chociaż nie chodzi tu o docenianie ich w sensie materialnym. Dlatego też należy być przygotowanym na dawanie czegoś, a jedną z najważniejszych i najbardziej warto­ściowych rzeczy, którą możemy ofiarować jest Ego. Musimy się go wyrzec. Musimy otworzyć i opróżnić nasz dość solidny po­jemnik. To jest właśnie to, co można dać (spowiedź przed pierw­szą komunią jest właśnie takim procesem dawania, wyrzekania się Ego na rzecz Mistrza). Częstokroć łatwiej jest dać dużo złota czy pieniędzy niż właśnie nasze Ja. Reasumując: datek dla Mis­trza ma znaczenie przede wszystkim dla samego ucznia (Mistrz go zwykle nie potrzebuje). To tak jak z wędkarzem, który zakła­da robaka na haczyk nie po to, by nakarmić rybę, lecz po to, aby pożywić siebie.

W rezultacie tych powyższych przygotowań uczeń otwiera się wewnętrznie i wówczas Nauczyciel dokonuje ceremonii, podczas której dzieje się coś nieuchwytnego (słowa wypowiadane przez Mistrza nie są tu takie ważne), coś co jest poza sferą zmysłów. Ważne jest jednak to, aby zarówno Nauczyciel jak i uczeń znaleźli się we właściwej sytuacji, aby nastąpiło wzajemne otwarcie, a resz­ta dzieje się sama (to jest powód, dlaczego w trakcie takiego aktu jeden uczeń uzyskuje dużo a drugi wcale, chociaż Nauczyciel robi to samo z każdym z nich). Gdy to nastąpi, Nauczyciel nagle znika, a wraz z nim znika Uczeń. Obu wypełnia Pustka i zupełna jedność. Następuje chwila milczenia. To jest właśnie przekaz, stworzenie właściwej sytuacji; i to jest wszystko, co zewnętrzny Mistrz może zrobić. To jest również wszystko, co sami możemy zrobić. Otwieramy się wzajemnie i czekamy na światło. Ale jeśli nawet to otwarcie trwa tylko kilka sekund, jego znaczenie jest ogromne. Nie jest to osiągniecie stanu oświecenia, ale na mgnienie oka zdajemy sobie sprawę z tego, czym jest Rzeczywistość. Póź­niej pozostaje już tylko praca własna, medytacje, modlitwa, aby tę Rzeczywistość móc przywoływać ponownie i na dłużej.



PRAKTYKA MEDYTACJI
  1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna