Anna waszczuk



Pobieranie 369.7 Kb.
Strona1/5
Data08.05.2016
Rozmiar369.7 Kb.
  1   2   3   4   5

AFISZ Nr 15 (43) styczeń - marzec 2003 (Tarnobrzeski Dom Kultury)

Na stronach zewnętrznych okładki: LISTY Z LASU Anny Waszczuk – prace: papiery ręcznie czerpane, malarstwo, tkanina eksponowane w Galerii „Afisz” Tarnobrzeskiego Domu Kultury – kwiecień 2003 r.


Na stronach wewnętrznej okładki:

ANNA WASZCZUK

Władysławów 25

23-304 Dzwola

tel. (015) 875-31-05

kom. 0-601 331-521
Urodzona w 1957 roku w Świdniku. Studia w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lu­blinie. Dyplom w Pracowni Malarstwa prof. Mieczysława Hermana. Przewód kwalifikacyjny I stopnia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 1997 roku. Adiunkt w Zakładzie Malarstwa Wydziału Artystycznego UMSC w Lublinie. Twórczość z zakresu malarstwa i rysunku. Interesuje się papierem ręcznie czerpanym. Członek ZPAP i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „Wiklina”. Uczestniczyła w wielu wystawach i plenerach artystycznych.
Podróż do źródeł

Obrazy Anny Waszczuk z lat dziewięćdziesiątych cechuje duża oszczędność materii i środków wyrazu;, nie szokują odbiorcy. To nie znaczy, że są jedynie powierzchnią pokrytą farbami. Anna Waszczuk w swoim malarstwie jest skupiona i refleksyjna, koncentruje się raczej na intelektualnej i nieprzetrawionej kolorystyce, od czasu do czasu z dominantą formy, lub koloru. Mimo różnego ładunku emocjonalnego cechuje je jednakowa oszczędność w doborze środków wyrazu, nastrojów, swoistej mistyki, notatki swoich wrażeń, odczuć i myśli. Pejzaże, martwe natury są utrwaleniem i oddaniem autentyzmu przeżyć doznanych w obliczu natury. Harmonia całości artystycznego języka w pełni odzwierciedla charakter i tempe­ra­ment artystki.

Anna Waszczuk należy do grona artystów, którzy cenią tradycję, ale dążąc do określenia własnej osobowości artystycznej poszukuje odmiennych, własnych środków wyrazu. Z początkiem 2000 roku rezygnuje z malowania na płótnie i porzuca dotychczasowy warsztat pracy. Swoje poszukiwania kieruje bowiem na procesy tzw. „fenomen natury”. Zależy jej przede wszystkim na tym, by namalować naturę w sposób wymagający od odbiorcy dostrzeżenia pod zewnętrzną tkanką materii czegoś, co należy do jej istoty. W procesie tworzenia tych dzieł Anna Waszczuk pokrywa swoje papiery farbą owoców lasu o bardzo ograniczonej i naturalnej gamie. Kolor tych „papierów” jest naturalną barwą natury, a operowanie kolorem wynika z wrażliwości malarskiej artystki. Obserwujemy prosty modelunek, brak dysonansów, monochromatyczne barwy – wszystko to poddane jest wpływom atmosferycznym.

Drugi rodzaj prac to kompozycje, w których Anna Waszczuk rysuje na swoich papierach zebranym w lesie igliwiem. Niektóre z tych prac sprawiają wrażenie „wyciętego” kawałka ziemi lasu naznaczonego piętnem czasu oraz niepowtarzalnym tętnem przyrody. Z całego cyklu prac pt. „Listy z lasu” uderza subiektywna prawda o naturze wyrażana prostymi środkami, odzwierciedlająca grę toczącą się w duszy artystki – emocjonalną i racjonalną.

„Farby lasu” i igliwie na jej własnych pracach, które odzwierciedlają tętno przyrody, są w stałym związku z człowiekiem. Tą prostotą wyrazu Anna Waszczuk uświadamia nam ważną rzecz o ciągłym związku człowieka z naturą i ich nieustannym przemijaniu. Ostatnie prace Anny Waszczuk świadczą o tym, że przestały ją interesować poszczególne i konkretne zdarzenia. Wszystkie przypominają nam ślady już nieobecne, oraz ślady przyszłości. Te obrazy idą za nami, balansują między koniecznością a przypadkiem.

Anna Waszczuk w gęstwinie różnorodnych zdarzeń, form i dysonansów jakim jest las, dostrzega porządek, pełną harmonię życia i ład.

Nowe papiery przestały być białe. Biel stała się obojętna, wyjałowiona z jakichkolwiek emocji. Anna Waszczuk nie pokazuje nam widoków natury, lecz przedstawia pierwotną jej cechę, którą stanowi rytm, będący naczelną konstrukcją porządkującą jej prace. Obrazy są wciąż inne, odzwierciedlają ciągłą zmienność tworów natury, ludzkiego losu i jej samej. Dualizm intelektu i emocji pozostaje dla artystki wciąż nierozstrzygnięty, jasno charakteryzuje jej drogę artystyczną, ciągle otwartą.

Walenty Wróblewski


W NUMERZE:

Jan Szlęzak


Spacerkiem po TarnobrzeguW moim obiektywie

Sławomir Stępak


Szkoła z tradycjami

Nowości wydawnicze

Grzegorz Kociuba


Wiersze

Mirosław Osowski


Wibracje Mścisza

Halina Piątkowska


Powrót do źródeł

Mirosław Osowski


Tamte czasy

Krzysztof Sudoł

Teatr w poszukiwaniu Boga


Andrzej Wilgosz


Ja lubię grać

Andrzej Wilgosz


Kazimierz Dejmek

Renata Flasza


Tak, jestem u siebie

Stanisław Dziubak


Wiklinowe ptaki

ks. Adam Lechwar


Bawić i wychowywać

Adam Wójcik


Pół wieku polskiego złota

Malujemy pastelami

Stanisław Dziubak


Listy z lasu

Wydawca:


Tarnobrzeski Dom Kultury

ul. Słowackiego 2

39-400 Tarnobrzeg

tel. (0-15) 822 21 10

tel./fax (0-15) 822 74 97

Redaktor prowadzący:



Anna Handerek

Oprac. graficzne, łamanie, plastyka:



Stanisław Dziubak

Wpisywanie tekstów, korekta:



Renata Flasza, Bożena Grądzka

Muzyka:


Mariusz Ryś

Teatr:


Andrzej Wilgosz

Ruch Amatorski



Sylwester Łysiak

Literatura:



Grzegorz Kociuba

Stali współpracownicy:



Victor Czura

Dominik Komada

Iwona Łukawska

Katarzyna Opioła

Sławomir Stępak

Jan Szlęzak

Bożena E. Wódz

Druk:


Wydawnictwo Samorządowe S.A.

Tygodnik Nadwiślański

39-400 Tarnobrzeg

ul. 1 Maja 4 a

tel. (0-15) 822 52 40

Wszelkie prawa zastrzeżone.


Przedruk tylko za zgodą
Redakcji.

ISSN 1426-2606



Zapraszamy do współpracy z naszym pismem!


Jan Szlęzak

SPACERKIEM PO TARNOBRZEGU
W MOIM OBIEKTYWIE
Pragnę tym razem w moich powrotach do przeszłości wspomnieć tarnobrzeskich fotografików i ich zakłady. Zacznę jednak trochę nietypowo, bo nie od tych najstarszych, lecz od powstałego w 1971 roku Klubu Fotograficznego „Peryskop” przy Powiatowej Spółdzielni Mieszkaniowej w Tarnobrzegu.

Pomysłodawcą i założycielem był Stanisław Szlęzak, który skupił wokół siebie grupę młodych miłośników fotografii. Ówczesne władze Spółdzielni – prezesi: Edward Antończyk i Eugeniusz Włodyka życzliwie sprzyjali tym poczynaniom. Pierwszymi zorganizowanymi przez Klub wystawami były: „Tarnobrzeskie Impresje”, „Pomniki Walki i Męczeństwa”.

Na pierwszą z wymienionych wystaw przyjęto niemal bez selekcji prace o różnej wartości artystycznej i rozmiarach – od pocztówkowych po fotogramy, dlatego niektórzy ze zwiedzających mieli nawet o to pretensje do organizatorów. Przyznane nagrody były wręcz symboliczne. Ale wystawa spełniła swój cel, którego założeniem było wzbudzenie w środowisku zainteresowania fotografią.

Jak już wyżej wspomniałem, Klub „Peryskop” i skupieni w nim fotoamatorzy związani byli organizacyjnie ze Spółdzielnią Mieszkaniową, więc w sposób naturalny wprowadzili do swojej twórczości i działalności tematykę interesującą swojego mecenasa. Stąd pomysł konkursu „Tarnobrzeskie Osiedla”. Prace, które na niego wpłynęły były na tyle dobre, że artykuł o wystawie pokonkursowej, jaki ukazał się w „Nowinach Rzeszowskich” 10 grudnia 1974 roku zatytułowany został: „Sukces Tarnobrzeskich Fotografików”.

Następną dużą, znaczącą imprezą zorganizowaną wspólnie z Powiatowym Domem Kultury w Tarnobrzegu był „I Ogólnopolski Przegląd Amatorskiej Twórczości Fotograficzno-Filmowej CZSMB przy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej”. Jury w składzie: red. Julian Garztecki z miesięcznika „Fotografia”, Przemysław Lipiński z Centralnego Ośrodka Kultury w Warszawie oraz artysta fotografik Jerzy Jawczak z Rzeszowa przyznało nagrody: I – Stanisławowi Szlęzakowi, II – Andrzejowi Pęczalskiemu z Kielc, III – Andrzejowi Napierale z Lublina. Specjalne wyróżnienie oraz dyplom Federacji Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych w Polsce otrzymał niżej podpisany. Juror Julian Garztecki napisał o przeglądzie w Ilustrowanym Tygodniku „Profile” z 28 marca 1975 r. Artykułowi swemu dał bardzo wymowny tytuł – „Centrum Polski w Tarnobrzegu”.

Budzącą ogromne zaciekawienie, wręcz sensację była głośna swego czasu wystawa „Dziewczyny, Dziewczęta, Dziewczynki”. Organizatorami byli: Klub Fotograficzny „Peryskop” i Wojewódzki Dom Kultury w Tarnobrzegu. Na konkurs wpłynęło około trzy tysiące zdjęć z całego kraju. Co ciekawe, wiele prac wpłynęło w dziale aktu, więcej niż zazwyczaj otrzymywali organizatorzy Międzynarodowego Salonu „Venus” w Krakowie od autorów krajowych. Być może wpłynął na to brak konkurencji zagranicznej. Wśród uczestników konkursu znaleźli się fotograficy ze ścisłej krajowej czołówki, a także amatorzy ze szkolnych kół fotograficznych. Patronat nad imprezą objęło Ministerstwo Oświaty i Wychowania, fundując nagrody dla młodych uczestników. Rozmach i zainteresowanie imprezą świadczyło, że w ciągu kilku zaledwie lat powstała w Tarnobrzegu licząca się w kraju grupa miłośników fotografii, której aktywności i inwencji twórczej mogły pozazdrościć inne, mające za sobą długie lata istnienia i tradycje.

Pora wymienić tu tych zapaleńców: Stanisław Szlęzak – założyciel towarzystwa, Jacek Sadrakuła, Bogdan Myśliwiec, Marian Wójtowicz, Józef Białek, Marian Obakanty, Marian Łabisz, Aleksander Dyl, Jan Szlęzak. Przepraszam, jeśli kogoś pominąłem, pamięć bowiem już nieco zawodzi.

Na venusowej wystawie, jak już wcześniej wspominałem, było sporo aktów. W naszym małym prowincjonalnym mieście była to pewna nowość. Znaleźli się więc „amatorzy” wdzięków kobiecych i „przywłaszczono” sobie kilka zdjęć z wystawy. W związku z tym organizatorzy mieli wiele nieprzyjemności; może to stało się pośrednio przyczyną, że towarzystwo przestało istnieć. Jedni zmienili zainteresowania, inni się pożenili i na przyjemności już nie mieli czasu.

Ale nie tylko o amatorach i miłośnikach fotografii chciałbym pisać. Należy przecież wspomnieć tarnobrzeskie zakłady fotograficzne, istniejące w naszym mieście już od czasów przedwojennych. Pierwszy z nich prowadzony przez pana Józefa Antończyka mieścił się w drewnianym, nieistniejącym już atelier przy ulicy Mickiewicza. Na jego miejscu mieści się teraz śmietnik zwany szumnie fontanną. Lokalizacja zakładu była dobra, w bliskości gimnazjum, przy głównym trakcie prowadzącym z kościoła, przysparzała licznych klientów. Wystarczyło spojrzeć na zdjęcia w gablocie, a już wiedziano wszystko: kto się ożenił, a kto ochrzcił dzieci itp. Historyk Tadeusz Zych tak kreśli sylwetkę fotografa:

„Urodzony 6 stycznia 1902 roku w Dzikowie (Tarnobrzeg). Po ukończeniu szkoły powszechnej i zawodowej w Tarnobrzegu, wstępuje w szeregi armii polskiej, biorąc udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. W połowie lat dwudziestych otwiera zakład fotograficzny w Tarnobrzegu, z czasem najbardziej znany w okolicy. W 1938 roku zdaje egzamin w Lwowskiej Izbie Rzemieślniczej, otrzymując Dyplom Mistrza Fotografii. W czasie okupacji zakład Antończyka staje się punktem kontaktowym dla tworzącej się w mieście konspiracji (m.in. dla Władysława Jasińskiego). Właściciel narażając życie pozyskiwał niemieckie zdjęcia dokumentujące ich zbrodnie na tutejszym terenie (robił dodatkowe odbitki przy wykonywaniu zleceń dla żołnierzy niemieckich). Po wojnie w latach pięćdzie­siątych oddał zakład fotograficzny swojemu zięciowi Eugeniuszowi Bożkowi”.

Pan Eugeniusz, absolwent KUL u, godnie kontynuował dzieło teścia. Obecny był na wszystkich ważniejszych imprezach oraz uroczystościach kościelnych (śluby, komunie). Jego syn Dariusz Bożek, historyk i pedagog, wspomina o znajdujących się w zakładzie dwu fotelach. Jeden służył do zdjęć legitymacyjnych, natomiast drugi do zdjęć rodzinnych. Zapamiętał też numer samochodu osobowego marki „Moskwicz”, którym ojciec dojeżdżał do pracy – RT 0035. Jak mówił, był to jeszcze samochód dziadka (Eugeniusz Bożek dorobił się później „Warszawy”). „Pamiętam jak w połowie lat 50 tych, wczesnym zimowym rankiem podjeżdżał „Moskwiczem” pod zakład i wyładowywał kawałki drewna do piecyka, aby pierwsi klienci mieli ciepło”. Uczniem jego był wtedy mój kolega z Kajmowa, później wieloletni reporter gazety „Siarka” – Stanisław Świerk. Jak przystało na dobrego mistrza, kupił swojemu uczniowi rower, by miał czym dojeżdżać do zakładu, oraz dał mu do dyspozycji aparat „Zorka”. Zazdrościliśmy mu tych prezentów. Był prekursorem pierwszych zdjęć kolorowych. Na bocznej ścianie zakładu, na zewnątrz chodnika wisiała gablota, a w niej cała galeria zdjęć: legitymacyjnych, ślubnych, chrzcielnych, prymicyjnych i chłopców w mundurach. Wystarczyło raz spojrzeć na gablotę, a już wiedziano prawie wszystko o mieszkańcach.

Drugi zakład w mieście prowadził Stanisław Paź. Początkowo zakład mieścił się w starej zabudowie wschodniej pierzei Rynku, później przy ulicy Dekutowskiego. W wywiadzie dla „Echa Dnia” (1995 r.) z okazji jubileuszu 60. lat pracy w zawodzie fotografa mówił, że fotografią zajął się już w 1935 roku. Zapamiętał swój pierwszy aparat na szklane klisze, formatu 9 x 12 cm, osadzony na masywnym statywie. Kto się wówczas fotografował? Przede wszystkim rodzina Tarnowskich, inteligencja i Żydzi (stanowiący znaczną liczbę mieszkańców naszego miasta). Ponadto ludzie zamożni i ci, którzy mieli rodziny za granicą i wysyłali im zdjęcia rodzinne. Chłopów raczej nie było na to stać. Fotografia była dla wielu w tym czasie luksusem.

Kończąc, przytoczę ostatnie zadane mu pytanie:

- czy ślubne zdjęcia wykonywane u pana miały wpływ na trwałość małżeństw fotografowanych nowożeńców?

- Miałem raczej dobrą rękę - odpowiada mistrz. Nie przypominam sobie o żadnym rozwodzie. Zdarzyła się też zabawna historia, kiedy do zakładu razem z młodą parą przyszli ich drużbowie, aby przy okazji zrobić sobie zdjęcie, ponieważ mieli za dwa tygodnie po nich się pobrać. Korzystając z tego, że była ślubna suknia pani młodej, zrobili swoje „ślubne zdjęcie” wcześniej, tak aby na przyszłym swoim weselu mieć już gotowe. Jak się później okazało zdjęcia były, ale ślubu nie było.

Do dziś pozostały wspomnienia o ludziach, dla których nie liczył się czas pracy oraz drogie każdemu pamiątki rodzinne, jakimi są zdjęcia ukochanych osób czy utrwalone na fotografiach szczęśliwe i smutne chwile.


PS. Józef Antończyk zmarł w 1970 r., Eugeniusz Bożek w 1971 r., Stanisław Paź w 2002 r.


Sławomir Stępak

SZKOŁA Z TRADYCJAMI


12 lutego 2002 roku oddany został do użytku dziatwy szkolnej nowy budynek szkoły podstawowej w Tarnobrzegu – Miechocinie. Do tej pory miechocińska szkoła mieściła się w dwóch oddalonych od siebie o blisko 300 metrów budynkach. Pierwszy z nich został wybudowany w 1894 roku, a drugi szkoła przejęła w latach 40 tych po niegdysiejszym domu zarządcy folwarku Miechocin, hr. Tarnowskich z Dzikowa. Uroczystość ta ściągnęła do Miechocina władze wojewódzkie, powiatowe i miejskie oraz okoliczne duchowieństwo. Całość uroczystości poprzedzona została Mszą św. w miejscowym kościele parafialnym, koncelebrowaną przez ks. prałata Michała Józefczyka, który następnie dokonał poświęcenia nowo oddanego budynku szkolnego.

Wśród zaproszonych gości znaleźli się: księża dr Jerzy Buczek, kanclerz Kurii Biskupiej i zarazem rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie oraz ks. dr Jan Biedroń, wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, a z władz wojewódzkich i miejskich: Wiktor Stasiak, Jan Dziubiński prezydent Tarnobrzega, wiceprezydent Tarnobrzega i zarazem absolwent szkoły Tadeusz Zych, przewodniczący Rady Miasta Tarnobrzega Jacek Brycki. Na uroczystościach obecne były również długoletnie nauczycielki szkoły panie Mieczysława Borkowa i Danuta Korabiowska. Nie mogło oczywiście zabraknąć absolwentów, a wśród nich byli m. in.: Teofila Fortuna i Ksiądz Tadeusz Robótka, długoletni proboszcz w Moszczanach, którzy kończyli szkołę jeszcze za kierownika Wielowiejskiego; Zdzisław Stala, b. dyrektor „Tarbudu”; Jan Szlęzak, artysta plastyk; Maria Orzeł–Łysiak, dyrektor I Liceum Społecznego w Tarnobrzegu.

Na parterze budynku szkolnego, na tę okoliczność przygotowana została wystawa poświęcona dziejom szkolnictwa na terenie Miechocina. W kilku gablotach przedstawiono zdjęcia kierowników i dyrektorów szkoły, nauczycieli i uczniów. W jednej z gablot znalazły się także dokumenty związane z dwoma wybitnymi osobistościami życia kulturalnego tej ziemi: Wojciecha Wiącka i jego córki Marii Kozłowej. Mimo, iż oboje nie byli związani z tutejszą szkołą to jednak należało przypomnieć młodszemu pokoleniu te dwie postacie. Obie równie zasłużone. Wojciech Wiącek - polityk, społecznik, pisarz, poseł do parlamentu wiedeńskiego i senator II RP; Maria Kozłowa - propagatorka kultury ludowej, malarka, poetka, przez długie lata animatorka życia kulturalnego w parafii miechocińskiej, a później w Baranowie Sandomierskim i Tarnobrzegu. Oboje przez kilka dziesięcioleci, działając w parafii miechocińskiej, organizowali i angażowali do udziału w przedstawieniach młodzież szkolną nie tylko z rodzinnego Machowa, ale z całej parafii, w tym i z Mie­chocina.

W tym miejscu warto sięgnąć pamięcią w minione lata i wieki, co dawniej w szkolnictwie miechocińskim się działo. Pierwsza pośrednia wzmianka o funkcjonowaniu szkoły parafialnej w Miechocinie pochodzi z XV wiecznego dzieła Jana Długosza „Liber Beneficiorum Dioecesis Cracoviensis”, a to za sprawą „ministri” czyli służby kościelnej, w skład której zaliczany był także kantor i nauczyciel. Bezpośrednie informacje pochodzą dopiero z końca XVI wieku. Nieoceniony w tym wypadku okazuje się bibliotekarz i archiwista dzikowski Michał Marczak, który początkiem lat 20 tych ubiegłego stulecia wynotował z najstarszych metryk miechocińskich sięgających swymi początkami roku 1591, nazwiska proboszczy, wikarych, kierowników szkoły, kantorów i organistów oraz nazwiska uczniów o brzmieniu szlacheckim. Wartość historyczna tego materiału jest ogromna, gdyż w czasie II wojny światowej wszystkie najstarsze metryki parafii ówczesnej diecezji przemyskiej w tym i miechocińskie złożone w Archiwum Diecezjalnym zaginęły. Jemu też zawdzięczamy pierwszą monografię szkolnictwa miechocińskiego a dokładniej mówiąc biblioteki parafialnej, która niegdyś służyła żakom parafialnej szkółki.

Pierwszymi znanymi z imienia lub imienia i nazwiska rektorami, jak wówczas nazywano kierowników szkoły, byli: Albert z Koprzywnicy 1595, Maciej z Daleszyc 1599–1607, który dnia 24 grudnia 1599 roku ożenił się z Elżbietą Hałdejówną z Miechocina, Tomasz ze Słupczy Słupecki 1603, Joannes Kostecki – nobilis 1609–1612, Stanisław Wąsowicz 1612–1626. Poziom owej szkoły musiał być nie byle jaki skoro uczniów określano mianem „scholaris Academiae Michocinensis”, a szkołę „Alma Academia Michocinensis”. Spora też grupa uczniów wywodziła się ze stanu szlacheckiego wśród nich byli m. in.: Andrzej Mokrzycki, Andrzej Słupski, Andrzej Ratoski, Łukasz Czajecki, Łukasz Słupski, Tomasz Strzelecki i inni. Część z nich wybrała na dalszą drogę życia teologię i stan duchowny, a inni poszli na studia do Akademii Krakowskiej i oddali się zawodowi nauczycielskiemu. Jednym z pierwszych, który prawdopodobnie kończył tutejszą szkołę parafialną, a poświęcił się stanowi duchownemu był Maciej Karczowski z Miechocina, wikariusz kolegiaty Wszystkich Świętych w Krakowie wymieniany w dokumentach z lat 1517–1529. W późniejszym czasie wymieniani są inni księża pochodzący z Miechocina, a to: ks. Maciej, syn Jana, który w roku 1580 otrzymał święcenia a czternaście lat później objął probostwo w Gierczycach, ks. Bartłomiej Bańkowicz wyświęcony w 1592 roku, następnie wikary w Bieczu i proboszcz w Dziećkowicach w dekanacie Bytomskim czy w końcu długoletni wikary miechociński ks. Maciej Fabrycy rodem z pobliskiego Chmielowa, który tu w roku 1626 dokończył żywota. Natomiast z grona pedagogów znany nam jest Franciszek Rożański „professor” 1661 r., Marcin Matysiewicz „rector” 1670 r., Jakub Mytkiewicz 1672 r.

Podstawowym elementem funkcjonowania ówczesnej szkoły i kształcenia młodzieży musiała być i była biblioteka parafialna, która swe istnienie zawdzięczała światłemu miejscowemu duchowieństwu. Nie mały zachwyt nad jej zbiorami wyrażał wspomniany już bibliotekarz dzikowski Michał Marczak w swojej pracy „Zabytek dawnego szkolnictwa parafialnego w Miechocinie”, który bezinteresownie w latach 1922–1923 uporządkował ją i skatalogował. Kiedy powstała owa wspaniała biblioteka, trudno domniemywać, w każdym razie najstarsze zachowane wizytacje biskupie z lat 1604 i 1646 roku oraz inwentarz parafii miechocińskiej z 1614 roku nie tylko odnotowują istnienie biblioteki, ale także zawierają pełny wykaz ksiąg. Dziś po latach to co z niej pozostało spoczywa od przeszło trzydziestu lat w szafach przemyskiej biblioteki kapitulnej.

Pod koniec XVII stulecia następował upadek szkolnictwa parafialnego, nastał też czas likwidacji szkoły miechocińskiej. Oświata w Miechocinie podniosła się dopiero z upadku trwającego niemal sto lat w roku 1793. „Dnia 24 Sierpnia 1793 roku. Niżej podpisani Woyt z Przysiężnemi i wybranemi z Pospulstwa Wsi Michocina i Kaimowa JW.: Hrabiego Tarnowskiego Pana i Dziedzica naszego zapatrując się na dobro, które z nauki dla dziatek naszych wypływa, zostaiąc także przez Wielmożnego Komisarza Cyrkularnego Im. Pana Herszberga przekonanemi o woli naywyższey Nayiasnieyszego Monarchi, który dziatwe oboiey płeć w nauce chrześcianskiey i im do stanu swego innych naukach przyzwoitych nauczoną mieć chce, chętnie do wykonania teyże woli się skłaniamy, i na założenie funduszu dla szkółki naszey pewnego, i stałego dobrowolnie wyznaczamy i offiaruiemy rocznie złożyć Sumę Złotych pol. Sto dwanaśce dico 112 zł pol (...)” Z czasem jednak okazało się, iż był to tylko „słomiany” zapał i zaledwie w dwanaście lat później szkoła została zamknięta.

Znów trzeba było czekać kolejne dziesiątki lat, aby światli mieszkańcy gminy Miechocina i Kajmowa przy dużym wsparciu miejscowego proboszcza podjęli się ponownego „uruchomienia” szkoły w Miechocinie. W tym miejscu należy jednak nadmienić, iż przez pewien czas funkcjonowała w pobliskim Kajmowie szkoła gminna, w której uczyli kolejno: Gaspar Węglarz 1843–1848, Mrozowski Franciszek 1849–1855 i Walicki Piotr 1855–1856. Od roku 1857 gminy Miechocin i Kajmów przyłączone były czasowo do Tarnobrzega, a od roku 1865 faktycznie przynależały do szkoły w Tarnobrzegu i płaciły datki konkurencyjne. Jednak spora odległość od szkoły tarnobrzeskiej miała wpływ na frekwencję. Więc w roku 1865 mieszkańcy obu gmin zwrócili się z prośbą do proboszcza miechocińskiego ks. Józefa Sobczyńskiego, aby wstawił się za nimi w Najwyższym Konsystorzu Biskupim w Przemyślu, który wówczas sprawował opiekę nad szkolnictwem oraz do świeckiej władzy obwodowej o wyłączenie tych gmin od obowiązków szkolnych w Tarnobrzegu. Przemyski Konsystorz przychylił się do prośby ks. Sobczyńskiego, który w tym czasie pełnił obowiązki nadzorcy miechocińskiego okręgu szkolnego, pod warunkiem wystawienia budynku szkolnego w Miechocinie. Gminy nie mając funduszy na taką inwestycję były w kłopocie, z którego wyratował ich wspomniany wcześniej ks. Sobczyński, darując na ten cel ogród i dom, gdzie mieszkali do tej pory księża wikariusze. W budynku tym dzieci uczyły się do roku 1894, kiedy to ukończono budynek szkolny murowany i przeniesiono do niego szkołę. Z roku na rok wzrastała liczba uczniów od 70 w 1865 roku do 248 (zobowiązanych) i 197 uczęszczających na naukę w roku 1901. Od roku 1898 szkole miechocińskiej przyznana została druga siła nauczycielska, jednak z braku nauczycieli musiał jeden nauczyciel uczyć dzieci. Z dniem 1 września 1908 roku miejscowa szkoła została przekształcona z jedno na dwuklasową „ze względu na znaczną liczbę dzieci, do tej szkoły uczęszczających”, jak to uzasadniono w stosownym wniosku, a z początkiem lat dwudziestych na czteroklasową. Mimo tych zmian cały czas szkoła miechocińska uzależniona była od Tarnobrzega, w którym znajdowała się placówka o wyższym stopniu organizacji i każdy kto chciał myśleć o dalszej nauce w szkole średniej, a później wyższej musiał przebyć tarnobrzeską edukację w zakresie szkoły powszechnej.

W ostatnim okresie przez mury miechocińskiej szkoły przewinęły się dziesiątki nauczycieli, którzy powinni pozostać w naszej pamięci. Wśród nich warto wymienić: Karola Godzienia, nauczyciela w latach 1866-67, który jako pierwszy opracował historię miejscowej szkoły z przeznaczeniem do inwentarza szkolnego. Następnie był nauczycielem seminariów nauczycielskich w Rzeszowie i Tarnowie oraz pierwszym dyrektorem szkoły rolniczej w Jagielnicy, a także autorem książek i artykułów z zakresu gospodarstwa wiejskiego i pszczelarstwa. Wojciech Skowroński, nauczyciel w latach 1881-87, założyciel orkiestry szkolnej w Miechocinie, kierownik szkół w Krzątce, Cmolasie i Chmielowie, a od 1909 nauczyciel w gimnazjum gorlickim. Wojciech Żeglicki, nauczyciel w latach 1889-96, z zamiłowania malarz, który pozostawił po sobie ślad w postaci pięknego obrazu Matki Boskiej Dzikowskiej w kapliczce miechocińskiej, kierownik szkół w Dąbrowicy i Wiązownicy oraz długoletni nauczyciel szkoły męskiej im. Franciszka Józefa I, a następnie Tadeusza Kościuszki w Rzeszowie. Franciszek Prażniewski, nauczyciel w latach 1898–1926, jeden z dłużej uczących w tej szkole, działacz Stronnictwa Ludowego w Tarnobrzegu i Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Z późniejszych kierowników szkoły należy wspomnieć Wincentego Wielowiejskiego, kierownika w latach 1928-48, z zamiłowania muzyka i malarza, który pozostawił po sobie kilka obrazów. Był także animatorem życia kulturalnego w Miechocinie, kierownikiem szkół w Tarnowskiej Woli i Trześniu. Na szczególne wspomnienie zasługuje również osoba Aleksandra Cecha, kierownika w latach 1956-59, który pozostał na stałe w pamięci uczniów miechocińskiej szkoły, jako wspaniały przełożony i organizator. Tu stworzył szkolny zespół muzyczny, który na długie lata pozostał w pamięci jego członków. Również nie brakowało wspaniałych postaci wśród nauczycieli prowizorycznych, tymczasowych, stałych jak zwykło się wówczas określać pomocników kierownika szkoły, a wśród nich Fabian Dura, długoletni kierownik szkoły w Chmielowie i założyciel orkiestry szkolnej, Janina Wdówkówna, Popkówna Zuzanna, Stanisława Słomkówna, Ludwika de Ville, Michalina Maniówna, oraz szereg powojennych nauczycieli, których nie sposób wymienić.

Przez setki lat swego istnienia szkoła ta „wypuściła” w świat szeregi znakomitych ludzi. Zapewne też żadna z tarnobrzeskich szkół nie może się poszczycić taką przeszłością. Była to do II wojny światowej szkoła o najniższym stopniu organizacji szkolnej w Tarnobrzegu, z której wyszło aż sześciu kawalerów najwyższego odznaczenia bojowego: Krzyża Virtuti Militari. Ku pamięci przytoczę tu kilka nazwisk ze świata polityki, kultury i sztuki, które zapisały swoją kartę nie tylko w historii miechocińskiej szkoły. Wspomniałem już o sześciu kawalerach Krzyża Virtuti Militari, zaszczytu tego dostąpili: por. Jan Tracz (1891–1920), mjr Józef Rawski (1893–1975), plut. Jan Stala (1899–1973), st. sierż. Julian Turbak (1900–1972), por. Stanisław Zych (1913–1939), st. sierż. Ludwik Misiak (1913–1943). To nie wszyscy, którzy byli gotowi oddać życie za Ojczyznę, bo przecież najliczniejsi w szeregach formacji wojskowych byli Ci, którzy najmniej brali od Ojczyzny, a najwięcej Jej dawali czyli synowie chłopscy. Warto wspomnieć choć kilku: mjr Józef Wilk (1889–1947), odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych za I wojnę światową, żołnierz spod Tobruka; Kpt. Wojciech Sadecki (1897–1944), żołnierz legionów polskich, student wydziału prawa UJ, nauczyciel tajnych kompletów w Kleciach i Brzostku, rozstrzelany przez hitlerowców w czerwcu 1944 roku; Por. Wojciech Rawski (1903–1979), żołnierz września 1939 r., więzień obozu w Murnau, znany badacz przeszłości Miechocina i okolicy; Kpt. Julian Rawski (1905–1975), żołnierz Armii Krajowej, brał udział w walkach o Dolny Śląsk; Kazimierz Reczek (1918–2000), żołnierz Armii Krajowej; Czesław Garboś (1921–1945), harcerz, członek tajnej „piątki” Zdzisława de Ville. Aresztowany w wyniku donosu Polaka – zdrajcy Michałowskiego. Więziony był w obozach koncentracyjnych w Oświęcimiu i Hamburg–Neuengamme.

Do kolejnej grupy można zaliczyć działaczy społecznych i politycznych. Tu zapewne na pierwsze miejsce wysuwa się postać Jana Krysy (1892–1983), posła II Rzeczypospolitej Polskiej dwóch kadencji, ale zanim doszedł do tej godności przeszedł ciężkie życie syna chłopskiego. Zaczął od zawodu nauczycielskiego w tarnobrzeskiej szkole wydziałowej, a później w swoim rodzinnym Miechocinie, aby zarobić na czesne w mieleckim gimnazjum, które ukończył w 1914 r. W czasie I wojny światowej na froncie rosyjskim dostał się do niewoli i tam w Charkowie rozpoczął studia prawnicze, które ukończył już w Polskiej Warszawie. W latach międzywojennych był członkiem Rady Naczelnej i Naczelnego Komitetu Wykonawczego Stronnictwa Ludowego. Po drugiej wojnie światowej był radcą prawnym w „Społem”. Kolejnymi działaczami politycznymi, a przede wszystkim społecznymi już na ziemi tarnobrzeskiej byli: Jan Stala (1845–1915), pisarz gminny kilku okolicznych wsi i przewodniczący miejscowej Rady Szkolnej, przyjaciel artystów rzeźbiarzy Michała Kubickiego „Pielgrzyma” z Siedleszczan i Stanisława Tracza z Miechocina. Jan Frankiewicz (1860–1935), jeden z założycieli pierwszej tarnobrzeskiej Kasy Spółkowo-Pożyczkowej, początkowo związany z Związkiem Chłopskim, a następnie Stronnictwem Ludowym, członek Rady Powiatowej i kandydat do Rady Państwa z 1900 r., pisarz gminny, działacz i jeden z założycieli Kółka Rolniczego w Miechocnie w 1895 r. Stanisław Stala (1871–1924), syn Jana, jako jeden z pierwszych z Miechocina ukończył szkołę średnią, był jednym z założycieli i długoletnim kasjerem Kasy Stefczyka w Tarnobrzegu, a także należał do założycieli Kółka Rolniczego w Miechocinie. Długoletni członek Towarzystwa Gimnastycznego. „Sokół” w Tarnobrzegu, działał wraz z J. Frankiewiczem w Komitecie Budowy Pomnika Bartosza Głowackiego. W czasie wojny wójt w Miechocinie, a po jej zakończeniu pierwszy bezpłatny sekretarz nowo zorganizowanego Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego im. Stanisława Jachowicza w Tarnobrzegu. Jan Turbak (1873–1954), długoletni członek Kółka Rolniczego oraz skarbnik Rady Parafialnej w Miechocinie w okresie odbudowy kościoła ze zniszczeń wojennych, kierownik prac przy regulacji Trześniówki i Łęgu.

Należy chylić czoła przed tym gronem działaczy, dla których bezinteresowna pomoc drugim była ważniejsza od chęci zysku.

Oczywiście nie można zapomnieć o całej plejadzie nauczycieli, którzy opuścili mury miechocińskiej szkoły. Do grona tego zaliczyć możemy wspomnianego już Jana Krysę, Bronisławę Orzeł – wybitnego pedagoga tarnobrzeskiego liceum, przyjaciela młodzieży odznaczonego honorowym medalem „Sigillum Civis Virtuti”; Joannę Święch, długoletniego pedagoga jednej z gdańskich szkół średnich; Jana Wilka (1882–1938), magistra prawa, autora pierwszej monografii Tarnobrzega wydanej w 1904 r., i Pułtuska wyd. w 1922 r., Kuratora Brzeskiego Okręgu Szkolnego; Annę Tomaszewską (1896–1918), córkę zarządcy folwarku miechocińskiego, nauczycielkę w Miechocinie i Zakrzowie, zmarłą w 1918 roku; Annę Wójtowicz z d. Kraus (1896–1973), córkę organisty miechocińskiego Ferdynanda, a żonę Franciszka Wójtowicza niezapomnianego dyrektora tarnobrzeskiej „jedynki”. Eugenię Chmielowiec z d. Stala (1908–1978), kierowniczkę szkoły podstawowej w Nowinach, Tadeusza Rodzenia (1935–1988), nauczyciela Technikum Rolniczego, Zofię Zbyradowską (1916–2000), Krystynę Wielowiejską i wielu, wielu innych.

W gronie absolwentów miechocińska placówka oświatowa może się również poszczycić artystami profesjonalistami i amatorami. Do pierwszej grupy zaliczyć należy dwóch: Stanisława Tracza (1897–1940), któremu poświęcone zostało wspomnienie w ostatnim numerze „Afisza” i Jana Szlęzaka (ur. 1943), absolwenta jarosławskiego Liceum Sztuk Plastycznych i krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a z grona artystów ludowych Wincentego Burasa z Miechocina i Wojciecha Jabłońskiego z Kajmowa.

W ostatnim półwieczu szkoła miechocińska posiadała także dwie szkoły filialne w Ocicach i Nagna­jowie, a w latach 60-tych przejęła tradycje szkoły machowskiej, albowiem ostatnie roczniki uczniów uczęszczały do tutejszej szkoły podstawowej.

Od roku, po przeszło półwiecznych niedogodnościach lokalowych, szkoła doczekała się nareszcie odpowiedniego budynku i wyposażenia. Tym samym jeden z dotychczasowych budynków szkolnych po dawnym zarządcy folwarku hr. Tarnowskich, który bez mała liczył sobie blisko 150 lat, został już rozebrany ze względów bezpieczeństwa, a także by ustąpić miejsca przyszłej sali gimnastycznej. Drugi z budynków nadal będzie pełnił funkcje kulturalno–oświatowe. Tu znajdzie swe miejsce miechocińska filia Biblioteki Publicznej w Tarnobrzegu i być może uda się stworzyć w murach dawnej szkoły Izbę Pamięci poświęconą dziejom tutejszego zakątka Tarnobrzega ze szczególnym uwzględnieniem ekspozycji etnograficznej, która będzie miała przypominać młodszemu pokoleniu dawny charakter Miechocina, Kajmowa, Machowa, Ocic.

Pisząc o tej doniosłej uroczystości dla Miechocina sprzed roku, nie sposób nie wspomnieć o głównym inicjatorze tego wielkiego przedsięwzięcia ks. Bronisławie Futymie. Początki nowego budynku, który dzisiaj wraz z kościołem góruje nad skarpą miechocińską sięgają 11 stycznia 1995 r., kiedy to z inicjatywy wspomnianego ks. Futymy powołano Społeczny Komitet Budowy Szkoły Podstawowej w Tarnobrzegu – osiedle Miechocin, a blisko dwa lata później 20 grudnia 1996 r., doszło do uroczystego wmurowania aktu erekcyjnego. I tak po kilku latach od zawiązania się Komitetu doszło w końcu do ukończenia przedsięwzięcia.

  1   2   3   4   5


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna