Apel do bożych pracowników medióW



Pobieranie 25.09 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar25.09 Kb.
APEL DO BOŻYCH PRACOWNIKÓW MEDIÓW
Powierzając każde swoje słowo Jezusowi Królowi Polski oraz naszej Królowej i Matce, ośmielam się zwrócić do pracowników mediów, zwłaszcza radia i telewizji – tych, którzy dzisiaj czują się uczniami Chrystusa i są gotowi walczyć o Jego Królestwo – będących w służbie czynnej, emerytowanych, ale i odsuniętych od pracy i wpływu na życie publiczne.

Każdy dzień przybliża nas do Powtórnego Przyjścia Chrystusa, zwanego Paruzją, i wymaga od nas zarówno osobistego przygotowania – życia w łasce uświęcającej według zasad Ewangelii, wyjścia na spotkanie Przychodzącego Pana z „płonącą lampą” w ręku – ale także oświecenia drogi tym, którzy chcą przyjść do Niego. Innymi słowy: wypełnienia swojego powołania obrońców i głosicieli Prawdy wobec tych, których ma Ona, przychodząc, oświecić…

Moment tego „oświecenia” będzie doniosły, ale też bolesny, gdyż każdy mieszkaniec ziemi w blasku gorejących źrenic Przychodzącego ujrzy nagle całe swoje dotychczasowe życie, a więc i stanie na Jego sądzie! Każdy – a więc i ci, którzy Go nie znali lub w Niego nie wierzyli, a nawet może walczyli z Nim i z Jego Kościołem. W tym momencie nie będzie ani jednego „niewierzą­cego” na całym ziemskim globie, a miliony tych, którzy nie będą w stanie oddać pokłonu Przychodzącemu (kłaniali się tylko bestii piekielnej), zostaną zabrani przez swojego pana do królestwa ciemności. Pozostali podzielą się na dwie kategorie: na szczerze i głęboko nawróconych i pokutujących (wielu z nich zapragnie obmyć się w konfesjonale we Krwi Baranka z grzechów z całego życia) oraz na nawróconych na chwilę, lecz na tyle uwikłanych w sprawy przyziemne, nałogi, grzeszne kontakty i praktyki, że pozwolą szatanowi powrócić i wyrwać z duszy zaczyn nawrócenia. A gdy ich pan powróci, to – jak powiedział Jezus – z siedmioma gorszymi od siebie, doprowadzając ich do pełnego opętania. Oni to właśnie staną się prześladowcami tamtych pokutujących aż do nadejścia szczytowego momentu Bożej kary (ognia, wody, lawy, trzęsienia ziemi…), oczyszczającej ziemię, a im otwierającej otchłań piekła. Dopiero po jej ustaniu uczniowie Jezusa odpoczną od walki i zaśpiewają na całej ziemi hymn uwielbienia Boga.

Dlaczego o tym piszę, i to do pracowników mediów? Naświetliwszy godzinę Bożego sądu-Paruzji pragnę ich poprosić, by nie tylko swoje dusze przygotowali dla Pana, ale by zrozumieli, że będzie to właśnie ich dziejowa godzina – godzina apostolstwa i walki o Prawdę, godzina najgorliwszej pracy na rzecz Królestwa Bożego! Godzina, w której nie mogą zawieść swojego Pana i Nauczyciela. Pokrótce to wyjaśnię.

Wyobraźcie sobie, że jesteście żołnierzami-marynarzami w stanie spoczynku. Okręt, na którym służyliście ojczyźnie, dostał się w ręce wroga, który wykorzystuje go do maksimum do walki przeciwko waszemu krajowi, a wy siedzicie w okopach pod ogniem jego dział. Tak można opisać obecne przejęcie mediów przez wroga wszystkiego co Boże, prawdziwe, piękne i dobre. Myślę, że opisywać tego bardziej szczegółowo nie trzeba. Nie ma takiej dziedziny życia, która byłaby tak szczelnie jak media opanowana przez sługi piekła, gdyż to daje im „rząd dusz”.

Wiecie jednak o tym, że zbliża się moment, w którym cała załoga okrętu bez wyjątku wyjdzie na krótko na ląd. Myślę, oczywiście, o tym sądzie Bożym, pod wpływem którego wszyscy padną na twarz przed Przychodzącym. Jeśli będziecie Jego przyjaciółmi, nie musicie się bać tego momentu Prawdy, tym bardziej, że Chrystus na was liczy. Oczekuje od was, że natychmiast wyskoczycie z okopów i biegnąc po trapie zajmiecie swoje stanowiska na medialnym okręcie, zanim nieprzyjacielska załoga, już siedmiokro­tnie opętana, na okręt powróci! Wracając, zechce ona wykorzystać okręt do najbardziej zaciekłej i bezpardonowej walki z Królestwem Bożym w ludzkich duszach, jeśli tylko przegapicie ten jedyny moment i pozwolicie jej na to. Użyłaby najgroźniejszych pocisków kłamstwa i ogłupiania ludzi, by odebrać im najwspanialszy owoc nawrócenia. Zgromadziłaby cały zastęp piekielnych „autorytetów”: jasnowidzów, wróżek, pisarzy i artystów, często znanych z mediów, kapłanów-odstępców, polityków o znanych nazwiskach, psychologów – tych wszystkich, którzy zaczęliby przekonywać widzów i słuchaczy o bezsensowności poważnego traktowania Bożego sądu! Złe duchy mówiłyby przez ich usta w sposób tak przebiegły, że miliony ludzi, spragnione wtedy wiadomości z kraju i ze świata, łatwo zostałyby zwiedzione – nabrałyby przekonania, że jeszcze „trzeba odczekać i nie działać pochopnie”, że „nie można tak nagle zrywać z przyjaciółmi” (oczywiście wspólnikami grzechu), trzeba „spokojnie zamknąć interesy” (oczywiście nieuczciwe).

Wyobraźcie sobie hipotetyczny, zmontowany przez piekło, „panel dyskusyjny” i jego antenową emisję. Padają takie głosy: „Śniło mi się, że jestem w piekle, ale to na szczęście tylko sen”. „Oczywiście że sen, bo piekło nie istnieje, a już na pewno nie wieczne”. „Studiowałam na KUL-u, nasz profesor H., kierownik katedry, pisał o tym książki. Jak Bóg, który jest samym Miłosierdziem, mógłby skazywać swoje własne dzieci na wieczne męki, przecież sam by cierpiał z tego powodu!” „I ma rację. Tego się trzymajmy. Zresztą szatan jest dobry i pomaga ludziom, więc dlaczego miałby ich smażyć w ogniu?” „Czy masz na to dowody?” „Oczywiście. Koledze mojego kolegi groziło czołowe zderzenie z drugim samochodem i głośno zaklął. Wtedy zobaczył przed sobą faceta w czarnym kapeluszu, który go złapał, wyciągnął przez szybę i posadził nad rowem. Z samochodu miazga, a on ocalał. Jest przekonany, że szatan mu pomógł, zresztą nie pierwszy raz w życiu”. „Po sąsiedzku mam mechanika samochodowego. Mówił mi, że gdy ma jakieś trudności z naprawą, zaczyna kląć i wszystko się rozwiązuje”. „Widzieliście aktora filmowego X? Zawsze fotografuje się z gestem satanistów, o takim. On jest przekonany, że szatan od wielu lat mu pomaga, prawie wszystkie sukcesy jemu zawdzięcza”. „No proszę, a więc jest dla ludzi dobry? Wobec tego legendy o piekle są tylko legendami – i tak je trzeba traktować! Żadnego ognia, siarki ani dymu”. „A ja mieszkam w Hamburgu. Uważam, że biskupi niemieccy są najmądrzejsi na świecie: zabronili egzorcyzmowania. Stwierdzili, że duchy piekielne żyją tylko w legendach, a naprawdę ich nie ma – są tylko personifikacją zła. A to znaczy, że my sobie tak tylko wyobrażamy to zło: z rogami, z kopytami i z ogonem, a to jest śmieszne. Żadnych diabłów, żadnych pokus do złego, żadnego piekiełka ognistego…!” „A ja jestem psychiatrą i w oparciu o doświadczenie zawodowe mogę to tylko potwierdzić. To, co się wczoraj stało z ludźmi, było zbiorową halucynacją. Jestem pewien, że za dwa tygodnie prawie wszystko wróci do normy, bo zwykle tyle na to trzeba czasu”. „Widziałam wczoraj rozdzierającą scenę: sąsiadka wróciła do domu, do swojego męża – to jej drugi, a może i trzeci mąż, nie wiem – i zaczęła się z nim żegnać i pakować swoje ciuchy. Klękał przed nią i błagał, żeby została, bo ją kocha, a ona nic, tylko jedno w kółko: zostaw mnie, bo wracam do swojego męża! Nie pójdę z tobą do piekła, wracam do swojego ślubnego! Ludzie powariowali, święci się zrobili! Ale ja myślę, że to im niedługo przejdzie… Ja za swoim mężusiem choćby i do piekła pójdę, przynajmniej będzie nam razem ciepło i wesoło. Do ślubnego wcale wracać nie myślę, chociaż jeszcze wczoraj miałam taki zamiar”.

Może być jeszcze gorzej. Jak zapowiada Amerykanin Mark Mallet – twierdzi, że Bóg go w tej kwestii oświecił – mogą dojść w mediach do głosu różni „guru”, obracający się już dzisiaj w kręgu „New Age” i zapowiadający „Nową Erę Wodnika”. Ich ustami diabeł tę wizję całego życia i sąd Boży, przez który przejdzie ludzkość, nazwie „uniwersalnym, kosmicznym przebudzeniem świadomości”. Wszyscy – będzie twierdził – odkryli w sobie boski potencjał i już im Bóg nie jest potrzebny, gdyż sami są bogami, buddami (oświeconymi) i chrystusami (mistrzami dla samych siebie), zdolnymi przejść do ery Wodnika. Na dowód tego ci „guru” posłużą się paranormalnymi zdolnościami, np. ujawniając szczegóły życia znane tylko ich rozmówcom, albo wpływając na swoje ciało i na materię w sposób „cudowny”, oczywiście w oparciu o moce piekielne. Będą nawoływać do zagłębienia się w medytację nad wielkością własnego „ja” w stylu wschodnim, wyciszającą i „poszerzającą pole widzenia”, co może pociągnąć wielu ludzi, podatnych na wchodzenie w sferę ducha pod wpływem Bożego sądu i oświecenia. Uaktywnią się bardzo sekty i grupy, pozornie głoszące miłość i nią się afiszujące, wzbogacane przez szatana w dobra materialne. Doprowadzi to do rozpadu rodzin, w których ci złowieni przez sekty i ruchy będą wyśmiewać, a potem nienawidzić „głupich biedaków, trzymających się niedorzecznej starej wiary”. W końcu może dojść do tego, że uczniowie Chrystusa zostaną uznani za zakałę społeczeństwa, naruszającą przez swój upór pokój i bezpieczeństwo, za wroga „Nowego Porządku Świata” (NWO), którego trzeba zniszczyć dla dobra ogółu! Czyż Chrystus nie zapowiedział swoim uczniom, że każdy, kto ich zabije, będzie sądził, że przez to oddaje cześć Bogu? (Ewang. wg św. Jana 6,2).

I co Wy na to, pracownicy mediów? Czy pozwolicie szatanowi w podobny sposób powrócić i zdobywać tysiące dusz, odbierać je na wieki Bogu? A może nawet niszczyć Kościół i tępić chrześcijan pod pozorem „ulepszania świata”? Może zapytacie: jak Bóg mógłby do tego dopuścić? Bóg uczyni wszystko co możliwe, żeby ludzi ratować, lecz nigdy nie naruszy ludzkiej wolności. Zło może stać się na tyle ludzką „drugą naturą”, że bardzo trudno, nawet mimo dobrych chęci, z nim zerwać – tym bardziej temu, kto jest spętany piekielnym łańcuchem. Ujął to sarkastycznie, ale jakże dosadnie święty Piotr Apostoł w swoim Liście: „Powrócił pies do tego co sam zwymiotował, a świnia umyta do kałuży błota”.

Jeżeli uczniowie Chrystusa opanują środki przekazu i utrzymają je w swoich rękach przez najbliższe miesiące (jak długo trzeba będzie bronić tego naszego „Westerplatte”, nie wiemy), dobrze wypełnią swoje apostolskie zadanie. Muszą i z tym się liczyć, że piekło może wykorzystać prasę. Nawet trudno sobie wyobrazić, żeby wypuściło łatwo ze swojej ręki np. „Gazetę W.” czy „S-express”. Wielką jednak szansę da im Bóg, zabierając z ziemi tych najgorszych, dla których „mały sąd” będzie jednocześnie sądem szczegółowym, związanym z ich śmiercią. Jeżeli najlepsi i najbardziej operatywni chwycą w ich miejsce za ster, nadadzą właściwy kierunek tym i innym mediom.

Co w tej chwili można zrobić, by być dobrze przygotowanym na ten „skok na pokład”? Wniosek jest prosty: natychmiast, nie patrząc na okres uropowo-pielgrzymkowy, trzeba rzucić się do pracy! Nawiązać kontakt z odpowiednimi ludźmi – Aniołowie Stróżowie, proszę was, pomóżcie w tym! – aby ich przekonać i zdobyć dla Bożej sprawy. Chodzi o fachowców ze wszystkich dziedzin, związanych z funkcjonowaniem mediów, ale także o duchownych, którzy pomogą zapełnić czas antenowy odpowie­dnimi treściami. Przykro mi, ale raczej wśród moich współbraci niewielu jest takich, którzy w Paruzję wierzą i na nią czekają, jednak „swój swego zawsze pozna”, choćby w tłumie. Będzie chodziło o transmisję Mszy świętych z odpowiednimi kazaniami z poszczególnych znanych sanktuariów, o cykl nauk na temat dobrego przygotowania się do Chrztu świętego (wielu będzie o niego prosić) i do innych sakramentów (wracający do Kościoła po latach bez praktyk religijnych będą potrzebowali prostych pouczeń). Trzeba będzie objąć duchową opieką wszystkich od ósmego roku życia, gdyż sąd Boży zacznie się od nich, a zakończy na najstarszych.

Czas antenowy można będzie zapełnić pięknymi utworami wokalnymi i instrumentalnymi, lekturą najpiękniejszych książek o charakterze religijnym (z Pismem Świętym na pierwszym miejscu), jak też podobnymi filmami, nie mówiąc o nabożeństwach i modlitwach. Do tych ostatnich należą: Brewiarzowe godziny w ciągu dnia, Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale (także poza Wielkim Postem!), Różaniec, Koronka do Bożego Miłosierdzia i do Ran Chrystusa, Litanie. Materiały dla dzieci i dla młodzieży także muszą być na odpowiednim poziomie. Te, które są takimi, nie mogły się przebić przez mur zatrutych i uznanych przez piekło, więc trzeba je wydobyć i natychmiast myśleć o nowych. Ważne będą świadectwa ludzi nawracających się, zwłaszcza w ostatnim czasie, które mogą pomóc innym z podobnymi problemami. Będzie tych problemów strasznie dużo, i to bardzo trudnych, więc przyda się kontakt z duszpasterzami, kierownikami duchowymi i prawnikami kościelnymi. Warto będzie dopuścić do głosu, przez kontakt w studio i przez telefon, różnych „apostołów” mających coś ważnego do powiedzenia – Bóg ich sam może wskazać i posłać.

Rząd, nawet mocno przetrzebiony przez śmierć najgorszych, zechce pewno uporczywie powoływać się na „mandat społeczeństwa”, a jeśli powróci na swoje stołki „stara załoga” – ludzie opętani – kraj może na tym bardzo ucierpieć. Trzeba więc będzie zmobilizować najlepszych ludzi do przejęcia władzy, co mogłoby się w tym wypadku odbyć nie przez wybory, a przez aklamację. Byłoby to możliwe tylko wtedy, gdyby wielka rzesza obywateli zgromadziła się na wspólną modlitwę, kierując się ideą Intronizacji – hasłem dotychczas zwalczanym, i to nawet przez biskupów, wbrew wyraźnym prośbom Chrystusa przez pośrednictwo mistyczki z okresu międzywojennego Rozalii Celakówny. Na hasło: INTRONIZACJA CHRYSTUSA! CAŁY NARÓD WPROWADZA JEZUSA NA TRON POLSKI I SKŁADA MU HOŁD! – chętnie zbiegnie się wielka rzesza ludzi, cały przekrój społeczeństwa. Najlepszym ku temu miejscem jest Jasna Góra. Bóg tak może pokierować całą sprawą, że da łaskę łatwego wyłonienia spośród oddających hołd Królowi tych najbardziej nadających się do objęcia władzy. I do tego mogą przyczynić się właśnie media, odebrane piekielnemu władcy.

Na zakończenie zgódźmy się co do prawdy chyba oczywistej: gdyby jakiejś placówki nie udało się obronić przed wrogiem (może on przecież użyć przemocy), lepiej „zatopić okręt”, niż oddać go w ręce wroga i pozwolić użyć go przeciwko nam. Lepiej niech jakaś rozgłośnia całkiem zamilknie, zniszczona w sposób niemożliwy do naprawienia – co już będzie połowicznym zwycięstwem – niż miałaby służyć wrogowi, co byłoby największą klęską. Niech więc fachowcy od zniszczenia także będą przygotowani do udziału w tej bitwie o dusze, której ludzie Boga przegrać nie mogą.

W obronie stacji nadawczych mógłby stanąć cały tłum ludzi, zaopatrzonych w „broń” Różańca, o czym nie wolno zapomnieć! Szansę tę dobrze wykorzystał kardynał Sin w stolicy Filipin Manili, zagro­żonej atakiem oddziałów opierającego się prezydenta Marcosa. Na jego (chyba) radiowy apel ludzie wylegli na ulice i otoczyli czołgi, których załogi, po dłuższym wahaniu, przyłączyły się do odmawiających Różaniec. Podobny apel można by było skierować do ludzi i u nas w razie zagrożenia ze strony satanistów.

Nie jestem specjalistą w tym zakresie, mam więc świadomość, że zaledwie zasygnalizo­wałem problem. Uczyniłem to pod wpływem natchnienia, które nagle otrzymałem. Będę prosił Boga, by dawał je także innym dla chwały Jego Królestwa. Modlę się za wszystkich Drogich Czytelników, by – jeśli są pracownikami mediów lub specjalistami w tej dziedzinie – poczuli się wezwani do szybkiego i mądrego działania, a jeśli nie są – by próbowali dotrzeć do tych, na których Bóg może liczyć. Niech wszystkich, przez orędownictwo Królowej Polski i naszych Patronów, błogosławi Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.


ks. Adam Skwarczyński

R., 21 lipca 2012


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna