Bezpośrednio po II wojnie do wyjazdu z Litwy zostało zmuszonych ok. 200 tys. Polaków, z czego połowa z samego Wilna



Pobieranie 65.87 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar65.87 Kb.

Bezpośrednio po II wojnie do wyjazdu z Litwy zostało zmuszonych ok. 200 tys. Polaków, z czego połowa z samego Wilna (w tym niemal cała inteligencja polska).
Władze ówczesnej radzieckiej Litwy były zainteresowane zmniejszeniem udziału Polaków w zaludnieniu Wilna i maksymalnym wyjazdem wykształconej części ludności polskiej - sprzeciwiały się natomiast masowemu wyjazdowi polskiej ludności wiejskiej, obawiając się powstania na tym terenie sytuacji "ziemi bez ludzi".
W efekcie na Wileńszczyźnie po 1945 roku (zakończenie repatriacji) zostało około 180 tys. Polaków. Do dziś ich liczba na Wileńszczyźnie zwiększyła się. Obecnie Polacy stanowią bezwzględną większość w dwóch rejonach administracyjnych: wileńskim (ponad 60 proc. bez Wilna) i solecznickim (ok. 80 proc.). Procentowo najwięcej Polaków mieszka w miasteczku Ejszyszki (93,5 proc.), które ma - praktycznie rzecz biorąc - charakter jednolicie polski.
Polacy na Litwie Kowieńskiej przestali praktycznie istnieć. Z ok. 120 tys. w okresie przedwojennym pozostało ich raptem kilkanaście tysięcy (jest to spowodowane repatriacją do Polski, a także wynikiem oddziaływania szkolnictwa litewskiego).
Po odrodzeniu się niepodległego państwa litewskiego jego władze stanęły przed skomplikowanym problemem. Fakt, że w Wilnie Litwini stanowią tylko ponad połowę ludności, a w otaczającym je rejonie tylko 20 proc. (resztę w większości stanowią Polacy) jest drażliwy z litewskiego punktu widzenia. Strona litewska twierdzi, że Polacy na Litwie są "spolonizowanymi Litwinami" i należy uczynić wszystko, aby ich "odpolonizować" - przede wszystkim za pomocą szkoły litewskiej. Pozostała na Litwie ludność polska jest jednak przywiązana do polskiego języka i kultury, ma prawo do swojej odrębności narodowej i nie chce poddać się litwinizacji. Chcąc pomóc naszym rodakom w zachowaniu polskości, powinniśmy przede wszystkim wesprzeć ich szkolnictwo w języku polskim, zarówno niższe, średnie, jak i wyższe. Niższe i średnie szkolnictwo polskie jest stosunkowo dobrze rozbudowane. Litwa przez bardzo długi czas była jedyną republiką sowiecką, gdzie Polacy mieli do dyspozycji sieć szkół, w których nauka odbywała się w języku polskim. W ostatnim okresie liczba szkół i uczących się w nich po polsku dzieci systematycznie wzrasta. Liderom polskim na Litwie zależy, aby również w ich kraju powstała uczelnia wyższa z polskim językiem wykładowym.

opr. Ronald Łaniecki

Trochę historii

Obszary tzw. Wschodniej Litwy, obejmujące tereny należące przed wojną do Polski, zamieszkuje ok. 300 tys. Polaków (w samym Wilnie jest ich ponad 120 tys.).
Osadnictwo polskie na tych terenach pojawiło się już ok. XII wieku. W wieku XVI Polacy stanowili już zdecydowaną większość ludności na tych terenach. W kolejnych wiekach zasięg polskiej mowy ulegał znacznemu poszerzeniu. Przed I wojną światową 80 proc. mieszkańców Kowna podawało język polski jako swój język ojczysty.
We wrześniu 1939 roku okupant sowiecki przekazał Wileńszczyznę Litwie. Uchroniło to ludność polską przed wywózkami na Sybir. Po zakończeniu II wojny światowej władze sowieckie zarządziły deportację ludności polskiej do Polski. Objęła ona przede wszystkim mieszkańców Wilna. W jej wyniku znacznie zmniejszyła się liczba ludności polskiej. Została ona praktycznie pozbawiona inteligencji.
Obecnie Polacy stanowią ok. 10 proc. mieszkańców Litwy (w Wilnie 20 proc.). W rejonach: wileńskim, solecznickim, święciański i trockim są zdecydowaną większością.


Sytuacja ludności polskiej na Wileńszczyźnie

Zgodnie z teorią litewskich "naukowców", Polacy zamieszkujący Wileńszczyznę nie są Polakami, a jedynie spolonizowanymi Litwinami. Stąd też takie posunięcia władz, jak:
  • próby wprowadzenia nauczania poszczególnych przedmiotów w języku litewskim,

  • likwidacja obowiązkowej matury z języka polskiego,

  • zaniechanie druku podręczników do ostatnich klas szkoły średniej w języku polskim,

  • brak dofinansowania wydawania podręczników w języku polskim; wysokie ceny uniemożliwiają ich zakup przez większość uczniów,

  • ciężka sytuacja finansowa polskich szkół. Są one pozbawione środków na zakup pomocy dydaktycznych, wyposażenie klas, remonty - gdy tymczasem na budowę i wyposażenie litewskich szkół na Wileńszczyźnie środków nie brakuje,

  • na Wileńszczyźnie władze państwowe nie wybudowały od czasu odzyskania niepodległości ani jednej szkoły polskiej (10 proc. budżetu wypracowują Polacy), natomiast na obszarach zamieszkałych wyłącznie przez Polaków pobudowano szkoły z wykładowym językiem litewskim, świetnie wyposażonych (nawet z basenami). Polski poseł do Sejmu Republiki Litewskiej nazwał szkoły litewskie na Wileńszczyźnie "szkołami  dla białych")

odbierane są jako próby litwinizacji polskiej mniejszości narodowej.

Tanie podręczniki, lepsze jedzenie, świetnie wyposażona szkoła to czynniki zachęcające rodziców do posyłania dzieci do szkół litewskich. Jeżeli te metody zawodzą, to uczniów do litewskich szkół zdobywa się podstępem, oszustwem, wódką, obietnicą pracy, zasiłku itp. Intensywna indoktrynacja w szkole litewskiej powoduje, że dziecko zaczyna się wstydzić swojej polskości, tego, że jest Polakiem.
Brak uczniów w szkole to jej nieuchronna likwidacja. Likwidacja szkoły to powolne umieranie polskości tych ziem.
Polskie szkoły, utrzymywane przez władze samorządowe, są bardzo biedne, niedoinwestowane. Biednego samorządu nie stać na taki wysiłek, jak władz państwowych.  Mając tylko kilkudziesięciu uczniów, skazane są na zagładę. Litewskich szkół, mających tylko paru uczniów, reforma nie dotyczy. Likwidacja polskiej szkoły to likwidacja jedynego ośrodka kultury polskiej na obszarach wiejskich.

Polacy na Litwie i ich stosunki z Litwinami w ciągu dziejów

Autor: Kondratas L. - historyk - Litwin

Nie wiadomo dokładnie kiedy w Litwie pojawili pierwsi Polacy. Zdroje historyczne donoszą o jeńcach których przywieziono do Litwy w czasie nabiegów rabunkowych. Takie jeńcy chyba istnieli na Litwie już w wiekach XII-XIII, ale najprawdopodobniej byli zasymilowani przez otoczenie w ciągu jednej czy najwięcej dwóch następnych generacji, zwłaszcza jeżeli wykonywali pracę niewolniczą. Nie było wtedy w Litwie kościołów katolickich, żadnych ośrodków kulturalnych, które by pomogli Polakom zachować polskość. Istnieli zresztą w Litwie zbiegi i jeńcy innych narodowości jak Prusowie, Semigalczycy, Kurończycy, Rusini, Niemcy, ale prawie wszyscy zasymilowali z otoczeniem, albo powracali do własnych krajów za wykup czy wymienione na jeńców litewskich. W umowie Krewskiej jeden z warunków, jak wiadomo, był powrót jeńców polskich do kraju. Chyba część ich wróciła, a jakaś część pozostała w Litwie dobrowolnie.

Ale od czasów Giedymina stan ten się zaczął zmieniać, bo Giedymin zaprosił księżów Francyskanów, mówiących po polsku, do Litwy i kazał zbudować dla nich pierwsze kościoły. Zaprosił też rzemieślników i kupców, jak polskich, tak i niemieckich, na osiedlenie na Litwie. Ale chyba najwięcej Polaków - drobnej szlachty i mieszczan - przyjechali do Litwy już po unii Krewskiej, zwłaszcza w okresie 1387 - 1440, do roku kiedy już zaczęto ograniczać imigrację szlachty zagranicznej do Litwy.

Trudno jest powiedzieć jak wielu Polaków mieszkało na Litwie w wiekach XV-XVI, ale najprawdopodobniej oni jeszcze nie stanowili większości nawet w warstwie szlacheckiej czy miejskiej, jak szlachta tak i mieszczaństwo byli warstwami bardzo mieszanymi (Litwini, (Biało)rusini, Polacy, Niemcy, Żydzi, nawet Tatarzy i Karaimy). W Kownie w XV wieku przewagę mieli Niemcy, później w XVII w. zaś Litwini, i tylko w XIX w. te miasto stało przeważnie polskim. W Wilnie w XVI ani jedna z grup etnicznych(Litwini, Polacy, Rusini, Niemcy, Żydzi) nie miała przewagi absolutnej, ale do początku XVIII wieku większość mieszkańców prawdopodobniej już przeszła na język polski. Najbardziej używanym językiem był w miastach i wśród szlachty na Litwie Wschodniej w I-ej połowie wieku XVI jeszcze ruski, ale po 1569 to się szybko zmieniło i polszczyzna osiągnęła decydującą przewagę, choć jeszcze w 1620 Jan Kazimierz Paszkiewicz pisał
Polska kwitnet łacinoju,
Litwa kwitnet ruscziznoju.
Bez toj w Polsce nie prebudesz
Bez toj w Litwie błaznom budesz.

Ale w ciągu XVII zwycięstwo polszczyzny było kompletnym i w samym końcu XVII wieku Sejm Rzeczypospolitej zakazał użycia języku ruskiego w administracji i sądach.

Osadnictwo szlachty pochodzenia rdzennie polskiego oczywiście zawsze mówiło po polsku, ale znaczna część szlachty tubylczej w wieku XVI wciąż mówiła po litewsku czy też po rusku często będąc dwu- czy trzechjęzyczną i spolszczyła kompletnie dopiero po Unii Lubelskiej w XVII-XVIII, ale na Żmudzi duża część szlachty przetrwała w języku litewskim aż do czasów "litwomanii" "Auszry" w roku 1883 i część szlachty jej wzięła udział w ruchu litwofilskim.

Polacy jednak poczynając z czasu chrztu Litwy mieli jednak zawsze zdecydowaną przewagę wśród kleru katolickiego. W XVI pojawili się też księży litewscy, na przykład ksiądz kanonik Mikołaj Dauksza, który nawet wysunął coś podobnego na program nacjonalistyczny w przedmowie swej litewskiej Postilly w roku 1600. Lecz nie znalazł ten program wtenczas wielu zwolenników. Pól wieku przed tym grupa Litwinów szlachciców przyjęła luteranizm i próbowała wydawać książki na języku litewskim, ale udało to się im dopiero w luterańskich Prusach Wschodnich. A kalwiniści (jak na przykład Radziwiłłowie) świadomie używali polszczyzny i z Biblią Brzeską zrobili wkład w polską kulturę.

Co dotyczy polskiego chłopskiego osadnictwa na Litwie, to że takiego, oprócz w Podlasiu, które należało wtenczas do Litwy(do Unii Lubelskiej), nigdy nie było na skali masowej w odróżnieniu, na przykład, od kolonizacji niemieckiej w Polsce i na Czechach, gdzie całe obszary jak na przykład Śląsk, Pomorze Zachodnie czy Sudety przeniemczyły się całkowicie. Oczywiście, wielu chłopów przybyło do Litwy rdzennej po "potopie" w wieku XVII i w początku XVIII wieku, ale wśród nich było chyba więcej ruskich chłopów, a nie polskich, i w skutku tej migracji litewska wieś podwileńska zaczęła rychle z(biało)ruszczać poczynając z XVIII wieku, a spolszczać dopiero w drugiej połowie XIX wieku.

Opowiadanie było by niekompletnym, jeżeli nie powiedzielibyśmy kilku słów o wybitnych działaczy renesansowych z Polaków na Litwie, takich jak Maciej Stryjkowski, Augustyn Rotundus, Andrzej Wołan, Piotr Skarga, Michał Sarbiewski, którzy zrobili wielki wkład w kulturę litewską. Niektórzy z nich, jak na przykład Augustyn Rotundus czy Maciej Stryjkowski nawet bronili ideologię państwową Wielkiego Księstwa Litewskiego przeciwko domaganiom Krolestwa Polskiego. Ich można było by porównać z Mikołajem Kopernikiem, który będąc Niemcem z pochodzenia, stał wielkim Polakiem przez swą pozycję obywatelską i służenie państwu Polskiemu. Wspomnijmy naukowców pochodzących z Akademii jezuickiej XVII-XVIII, jak K. Semenowicza, Wijuka-Kojałowicza, T. Zebrowskiego i innych. Wspomnijmy wybitnych działaczy państwowych pierwszej Rzeczypospolitej i periodu powstań - Sapiehów, Paców, Radziwiłłów, Chodkiewiczów, Ogińskich, Tadeusza Kościuszkę, Jakuba Jasińskiego, Konarskiego, Sierakowskiego, Kalinowskiego. A co już mówić o postaci kulturalnych XIX wieku, jak Wielki Wieszcz Adam Mickiewicz - imię którego jest drogie jak Litwinom, tak i Polakom, czy Władysław Syrokomla, Adam Honory Kirkor, Jan Chodźko, Joachim Lelewel, Michał Baliński, Eustachy Tyszkiewicz, Ludwik Onacewicz, Ignacy Domejko, Teodor Narbutt, Ludwik Jucewicz, Kazimierz Kontrym, Moniuszko, F.Smuglewicz.

A jeżeli ktoś zapyta jak może ci sami ludzie należeć do dwóch kultur - polskiej i litewskiej, to trzeba wiedzieć, że aż do końca XIX wieku większość Polaków na Litwie, którzy byli Polakami przez pochodzenie czy język ojczysty, uważali się też za Litwinów w sensie obywatelskim. I sytuacja była dość skomplikowana, na przykład jakiś Bartek Prusak mógł się uważać za Mazura(Polaka rdzennego/etnicznego) w sensie etnicznym, Litwina w sensie należności do wielkiego Księstwa, i też za Polaka w sensie należności do wspólnoty unijnej, a sam Mickiewicz - Polakiem w sensie obywatelstwa unii i mowy ojczystej, a Litwinem przez pochodzenie(z Rymwidów) i przez należność do Wielkiego Księstwa.

Sytuacija narodowościowa na Litwie zaczęła szybko zmieniać się po powstaniu styczniowym, po którym to carat wprowadził w Litwie skrajnie formy ucisku jak w sferze politycznej, tak i kulturalnej a religijnej w stosunku jak Polaków, tak i Litwinów. Kościół Polski na Litwie był postawiony przed przykrą możliwością zprawosławnienia ludności litewskiej. Jeżeli carat stosował do Litwinów skrajne formy ucisku, jak kompletny zakaz druku na języku litewskim łacinką, myśląc że ludu litewskiego, który według urzędników carskich był tylko plemieniem bez tradycji państwowości, można kształtować jak kto zechce, i szybko uda się go przemoskwiczyć, to nie lepszą opinię o Litwinach miał i Kościół Polski. Widząc liczne pozostałości pogańskie w mentalności Litwinów, prełaci mieli wątpienia co do ich katoliczności i odporności do ucisku przez carat. Środkiem, ratującym Kościół wydawała się teraz jak najszybsza polonizacja Litwinów. Dla tego Kościół usilił też ucisk na Litwinów z własnej strony, w taki sposób że na przykład ogłoszono, że język litewski jest "mową pogańską", na której nie wolno modlić Bogu. Z tego że w oczach chłopa litewskiego wiara często miała większą wartość niż język, doprowadzało to nieraz do polonizacji. Najdłużej takie stanowisko pozostało w Litwie wschodniej, bo w Litwie Kowieńskiej już przed samą I wojną światową Kościół został przejęty przez litwofilów.

Byli i drugie czynniki sprzyjające polonizacji. Jak już powiedzieliśmy, carat kompletnie zabronił wydawania książek na języku litewskim i cała kultura litewska, która i tak była bardzo szczupła, w ogóle została zdelegalizowaną. Choć wydawanie książek na języku polskim było też bardzo ograniczone w warunkach postyczniowych, lecz nie było kompletnie zakazane nawet w zaboru rosyjskim, i więc ludzie często nie mieli innego wyboru jak czytać polskie książki, bo litewskich brakowało. Ludzie też często wybierali polskość, jak moglibyśmy powiedzieć, w znak protestu. Oni myśleli, że Litwinami pozostać niema żadnej nadziei w takich warunkach, a więc ich hasłem było "nie chcemy być Moskalami, będziemy więc Polakami". W drugiej połowie XIX wieku litewska wieś zaczęła się szybko spolszczać nie tylko na Litwie Wschodniej, lecz nawet na Kowieńszczyźnie i Kiejdańszczyźnie, gdzie było duże polskie skupisko szlacheckie (na przykład szlachta laudańska).

Polonizacji też często sprzyjała białorusizacja, bo białoruskomowni chłopi katolicy przez bliskość języków zwyczajnie uważali się za Polaków i przez wpływy kulturalnie Kościoła i naśladowanie szlachty postępowo przetwarzali się w rzeczywistych Polaków w sensie kulturalno-etnicznym, często nadal mówiąc na gwarze białoruską, którą uważano za gwarą polską "po prostu". Lecz białorusizacja Liwinów była popierana też przez carat dlatego ze urzędnicy carscy uważali Bialorusinów za Rosjan i myśleli ze białorusizacja to pierwszy krok do kompletnej rusyfikacji.

A więc nieszczęśliwi Litwini znaleźli się między młotem a kowadłem i już wydawało się że etos litewski zniknie w ciągu jednej czy dwóch generacji. Taka skrajnia stopień zagrożenia wywołała z kolei bardzo radykalny ruch nacjonalistyczny zapoczątkowany przez "Auszrę". Program tego ruchu stanowiła myśl o tym, że prawdziwym Litwinem jest tylko ten, kto mówi w rodzinie po litewsku i że tylko do takich Litwinów w sensie etnicznym Litwa ma należeć, a mieszkańce Litwy mówiące po Polsku to są tylko Litwinami spolczszonymi i nie mają prawa na polskość lecz muszą wrócić do "korzeni litewskich". Wszelkie unii z Polską też musiały być rozerwane.

Oczywiście Polacy na Litwie też poczuli się zagrożeni. Najpierw wielu z nich w ogóle myśleli, że ruch "litwomański" to jest płód jakiejś machinacji wywiadów rosyjskich czy niemieckich. Walka wypowiedziana polskości w warunkach kiedy same przeżycie polskości było pod znakiem zapytania, im się wydawała zdradą i głupstwem w stopniu najwyższym. Polacy na Litwie jeszcze nie zapomnieli, jak rodowici litewscy chłopi w powstaniu styczniowym szli w bój pod hasłem "będziemy wolnymi Polakami"(busime lenkais valnais) i nie mogli zrozumieć co się teraz s tymi Litwinami stało się dzieć. Reakcją Polaków było przejście wielu z nich na pozycyje "twardego" nacjonalizmu stylu endeckiego. Oni, nawet ci którzy byli rzeczywiście pochodzienia litewskiego, odrzucili tezę o "spolszczonych litwinach", przyjmując teorię pochodzenia wszystkich czy większości Polaków litewskich z jeńców polskich, tym chcąc podkreślić że uważają się za przedstawicieli etnosu ogólnopolskiego.

Bardzo interesującą rzeczą jest to, że wskutku podwójnego identytetu, o którym mówiliśmy, wybór między polskością i litewskością stawał się nieraz wyborem świadomym. Naprzykład, niektórzy działacze litewscy(naukowcy trzej bracia Birżyszkowie-Birziskos, dramatopisarz Gabriel Landsbergis-Zemkalnis(dziadek litewskiego działacza Vytautasa Landsbergisa), badacz sztuki Paweł Hołownia-Paulius Galaune, zoołog Tadeusz Iwanowski-Tadas Ivanauskas, malarz i komponista Mikołaj Konstantyn Czurlanis-Mikalojus Konstantinas Ciurlionis itd.), pochodzące z polskich rodzin, gdzie w domu nigdy nie mówiono po litewsku, wybierali narodowość litewską i uczyli się litewskiego już w wieku dojrzałym. Interesującym faktem jest naprzykład to, że w rodzinie Iwanowskich jeden z braci został Litwinem, drugi Polakiem, treci zaś Białorusinem! Na odwrót, niemała liczba ludzi wykształconych, pochodzących z rodzin chłopów litewskich, wybierała polskość. Nawet Vincas Kudirka, słynny działacz ruchu nacjonalistycznego, w młodości uważał się za Polaka i tylko później "odlitwinił się". Ten proces samookreślenia trwał aż do wypadków 1920 roku, ba nawet i później. Przez cały czas do 1920 było jeszcze bardzo wielu ludzi ze świadomością etniczną dość nieokreśloną, wahającą się między polskością i litewskością, bo właśnie oni nie widzieli potreby samookreślać w warunkach, kiedy jeszcze nie było ani polskiego, ani litewskiego państwa.

W ciągu I wojny światowej i tuż po niej wykrystaliyowali się koncepje państwowości wśród Litwinów I Polaków. I Litwini i Polacy obozu endekowskiego mieli koncepcje pażstwa etnicznego, to jest obszar etniczny powiększony przez "kresy", najbardziej związane historycznie z państwem litewskim czy polskim. Ni litwomani ni endecy nie żądali całego obszaru WKL, czy całej Polski przedrozbiorowej. A Piłsudski i krajowcy chcieli odbudować unię czy federacje w obszarze całej Rzeczypospolitej z przed 1772. Ale Litwini nie chcieli ani oddawać Wilna dla Polski Dmowskiego, ani być częścią federacii Piłsudskiego. Konflikt więc był nie do uniknienia.

Kiedy to po dobrze wiadomych perypetiach Marszałek Piłsudski stanął w październiku 1920 roku przed wyborem atakować Wilno czy nie, był ten wybór nie z najprzyjemniejszych - czy ostawić ukochane miasto i jego mieszkańców w rękach w Litwinów nacjonalistycznych, czy wszcząść akcję militarną. Wiadomo że Piłsudski namiętnie chciał odnowienia unii i myślał że przez zajęcie Wilna, szantażując Litwinów, wymuszy ich do unii. Lecz nie dało to skutków. Jak powiedział Wieszcz, Litwa i Polska to jak mąż z żoną, dźwie duszy w jednym ciele. Ale jeżeli małżeństwo się niestety rozpadło, to nie odnawia się gwałtem.

Oczywiście gdyby Pilsudski nie zajął by Wilna i Litwa dostałaby w ręce wszystkie tereny przyznane do niej przez umowę Litewsko-Rosyjską z 1920 roku, byla by liczba Polakow na Litwie razem z ich wpływem w polityce wewnetrzną na Litwie znacznie większa, niż to było w warunkach Litwy Kowieńskiej. Chyba Litwini, mając więcej niż 30% ludności słowianskiej i więcej niż 40% ludności nielitewskiej, nie byli by w stanie rządzić Litwą jako republiką unitarną nacjonalistyczną i mięli by wprowadzić język polski jako drugi język państwowy czy przynajmniej nadać autonomię terytorialną Wileńszczyźnie albo autonomię kulturalną całej wspólnocie polskiej. Nie było by też zerwania kontaktów z Polską czy akcii odwetowych na Polakach na Kowieńszczyzne, jak i na Litwinach na Wilenszczyźnie i Suwalszczyźnie.

Czyn Piłsudskiego doprowadził w istocie jak do wojny między Polską i Litwą, tak i do wojny domowej między Litwinami(w sensie szerokim, państwowym, nie etnicznym). Syny ziemi litewskiej i polskiej zabijali jedni drugich przy Szyrwintach i Giedrojciach, a 20 lat później w Ponarach, Glinciszkach, Dubinkach i przy Murowanej Oszmiance.

Problem tutaj polega w tym, że ludzie zawsze chcą osiagnąć 100% swych żądań nawet kosztem innych. Jezeli by napryzyklad Polacy na Wilenszczyznie otrzymali by w 1920 autonomią(teritorialną czy kulturalną) w ramach państwa Litewskiego, otrzymali oni by tylko połowę czego chcieli, a Litwini, ktorzy dążyli do włączenia Wilna do Litwy unitarnej, dlatego że później zlitwinizować, też dostali by 50%. Ale obie strony mieli by cos w rekach i pozniej uspokojili by i pogodzili by się z sytuacją. Ale jak jedna strona chce miec 100%, to oczywiście druga będzie miała zero i nigdy z tym nie pogodzi.

Ale po zajęciu Wilna, niestety, już nie było innego rozwiązania jak inkorporacja Wileńszczyzny do Polski. Przez jakiś czas jeszcze byli prowadzone besskuteczne negocjacje między Polską a Litwą, ale ani ludność polska na Wileńszczyźnie, ani spoleczność polska już nie chcieli wiedzieć o żadnych plebiscytach, kantonach, autonomiach, uniach, litwach środkowych. Ludność polska wileńska nie chcięła więcej być bydlęciem i objektem handlu. Ich jedynym hasłem było "do Macierzy".

A jaki było stan Polaków na Kowieńszczyźnie?

Urządy litewskie podawały że Polaków w Litwie jest 3,23% czyli około 70,000 natychmiast gdy organizacje polskie podawali liczbę około 200,000. Mając na uwadze że urzędy carskie podawali liczbę polaków w gubernii Kowieńskiej około 120,000 i że Litwa Kowieńska obejmowała też część gubernii Wileńskiej i Suwalskiej, było Polaków oczywiście więcej i liczba 200,000 chyba byłaby bliżej do prawdy. Wiadomo że w Litwie Kowieńskiej całą ludność dwujęzyczną automatycznie uważano za Litwinów i gdyby sami uważali się za Polaków.

Największe skupiska Polaków na Kowieńszczyźnie było w samim mieście Kownie i w okolicach na północ w Karmiełowie, Janowie, Zejmach, Łopiach, Bobtach, Kiejdanach, Datnowie, Pacunelach, Wodoktach. Było Polaków w Poniewieżu i okolicach, w Rosieniach, w Radzwiliszkach, w Telszach, w Wilkomierze, w Jeziorosach(Zarasai). W byłej gubernii Wileńskiej Polacy mieszkali w Malatach, Kiernowiu, Giedrojciach, Szyrwintach, Jewiach, Wysokim Dworze, Piwaszunach.

Po utworzeniu Republiki Litewskiej niepodległej w 1918, w roku 1919, kiedy przeprowadzono wybory do rady miejskiej, Polacy otrzymali 30 miejsc, Zydzi - 22, Litwini - 11, Niemcy -6 i Rosjanie - 1. Nie wiadomo czy każdy głosował za kandydatów własnej narodowości, ale to jest rzeczą bardzo prawdopodobną. W takim wypadku Polacy stanowili 43% w ogóle ludności i 62,5% wśród ludności chrześcijanskiej. Ale jak w 1920 Kowno stało się stolicą, jak mówiono "tymczasową", to stan szybko się zmienił. W roku 1939 było w Kownie już 60% Litwinów i chyba 25% Zydów. Polaków było chyba 10%. Większość ludności polskiej w Kownie szybko się zlitwinizowała, bo była często dwujęzyczna. Ale akcent polski był jeszcze przez długi czas cechą charakterystyczną litewskiej gwary Kownian.

Mieli Polacy kowieńscy własne organizacje, jak na przykład "Pochodnia", i własne szkoły i księgarnie, lecz warunki ich działania byli nie najłatwiejsze, zwłaszcza w czasu naprężonych stosunków między Litwą i Polską. Zamykanie polskich organizacii i szkół było nie rzadkim zjawiskiem. Stan litewskiej mniejszości na Wileńszczyźnie oczywiście też niebył najlepszym.

Wiadomo dobrze, że Polacy na Litwie Kowieńskiej mieli wycierpieć dość nieprzyjayny stosunek spoleczeństwa litewskiego. Drukowano naprzykład w gazetach litewskich takie kpiące i szydercze wierszyki o Polakach nadkowieńskich:
Jeden bosy, drugi goły
Przyjechali z Wendzegoły
Na dzwie biały kumelicy
Dojechali do stolicy.

Ulubionym motywem było stwierdzenie że Polacy na Kowieńszczyźnie nie są Polakami bo mówią na gwarze i nie są w stanie zrozumieć język polski:
Tu Jadziuniu muwa polska
Tu ni nasza Wendzegolska

Po tragicznych wydarzeniach 1939-1945, o których tutaj nie jest potrzeby dłużej mówić bo fakty te dość wiadome, Polacy na Litwie przetrwali jako grupa narodowa, ale straciła całą inteligenciję. Z Wilna odjechało 80% Polaków, z okolic Wilna - około 30%, a z Kowieńszczyzny wypuszczono tylko 10%. Lecz w Kowieńszczyźnie, gdzie szkoły polskie byli zniesione przez bolszewików już w 1940, a kościół był litewskim i nie miał takiej roli jak na Wileńszczyźnie, większość Polaków zlitwinizowała się i młoda generacja już nie mówi po polsku. Choć w latach 1970-ych autor tego pisma jeszcze słyszał, że ludzie, nawet młoda generacja, rozmawiali po polsku w jednej z wiosek koło Karmiełowa(15 kilometrów od Kowna). Na Wileńszczyźnie, gdzie przez jakiś czas w 1950-1960 władzy sowieckie w jakimś niewielkim stopniu tolerowali polskość jako przeciwwagę przeciwko dążeniom nacjonalistycznym Litwinów, po 1960 Polacy byli poddani coraz sroższej rusyfikacji. W rokach 1980 było wielu młodych polaków zupełnie niemówiących po polsku, lecz ktorzy, dzięki należności do Kościołu, nawet tylko formalnej, zachowali jakieś poczuczie polskości.

I trzeba przyznać, że negatywny stosunek spoleczności litewskiej do Polaków na Litwie nie zmienił się do dziś. Wiem z jaką pogardę wymawia Litwin-patriota sam wyraz "tutejszy" - ne lepiej jak szlachcic wymawiał słowo "chłop". Wypływa to nie tylko z dawnich wrogości, lecz też ż tego faktu, że lud polski pozbawiony własnej inteligencji, był uważany przez Litwinów za "lud sprzątaczek", i dla tego, że ludność polska wydawała się silnie zrusyfikowaną. Kiedy Polacy w 1989 wysunęli żądania o autonomii, obawiano wśród Litwinów, że władze radzieckie mogą wykorzystać Polaków, jak wykorzystali Rosjan Dniestrowskich i Gagauzów w Mołdowie, czyli Abchazów i Osetinów w Gruzii.

Choć dzisiaj stosunki polsko-litewskie na Litwie polepszyli się nieco, ale wciąż są liczne problemy z użyciem języku polskiego w urzędach, nadpisami dwujęzycznzmi, (nie)powróceniem ziemi, stanem szkolnictwa polskiego. Wszystko to ukazuje, że spoleczność litewska, niestety, jeszcze nie pozbyła się marzeń o powrócenie Polaków na Litwie do "własnych korzeni". Ale jakie są naprawdę te korzenie dzsiejszych jak Litwinów, tak i Polaków na Litwie - czy chrobre, ale kulturalnie zacofane szczepy litewskie z przed XIII-XIV, czy niepiśmienni chłopi pańszczyźniani, czyli też wielcy działacze kultury z XVI-XIX, stojące na szczeblu Europejskim? A więc jązyk polski, na którym ci ludzie mówili, musi mieć swoje miejsce w kulturze litewskiej. Nie możmo pozwolić żeby Mickiewicz zmilknął po polsku na swojej własnej ojczyźnie i że zamiast szedewru zostało nam Litwinom tylko kiepskie tłumaczenie. A Polacy na Litwie to jest spoleczność ktora jest w stanie te tradycje pielęgnować.

Szkolnictwo polskie na Litwie.

Obecnie na Litwie jest 121 szkół z językiem polskim. Uczy się w nich 22 tys. uczniów. Niepokój budzą zatwierdzone 16 stycznia br. przez litewskie Ministerstwo Oświaty założenia edukacji mniejszości narodowych. Zgodnie z tym dokumentem podręczniki dla dwóch najstarszych klas (11-12) szkół mniejszości narodowych nie będą tłumaczone z litewskiego, gdyż nie ma na to pieniędzy. W dokumencie mówi się też, że wybór egzaminu maturalnego z języka ojczystego w szkołach mniejszości narodowych będzie należał do maturzystów, a nie - jak dotychczas - do rady szkolnej. W opinii społeczności polskiej na Litwie założenia te dyskryminują oświatę polską, mają na celu stopniową likwidację szkół polskich, a także są sprzeczne z traktatem polsko-litewskim. Władze litewskie w ogóle nie inwestują w szkoły polskie. Protestujący przeciwko założeniom prezes stowarzyszenia Wspólnota Polska prof. Andrzej Stelmachowski podał przykład miejscowości, w której szkoła polska zajmuje trzy zniszczone drewniane budynki. Władze zamiast wyremontować je, wybudowały niedaleko szkołę litewską, do której ostatecznie zgłosiło się dwóch uczniów. W szkole polskiej na tym terenie uczy się 170 uczniów. Wkrótce może się też pojawić problem z kadrą w szkołach polskich, ponieważ litewscy dyrektorzy niechętnie przyjmują młodych nauczycieli. Członkowie Rady Naczelnej Akcji Wyborczej Polaków na Litwie podjęli decyzję o przeprowadzeniu w Wilnie 5 marca wiecu protestacyjnego w obronie oświaty ojczystej oraz ziemi. Przewodniczący AWPL poseł Waldemar Tomaszewski, komentując decyzję o zwołaniu wiecu, mówi, że jest to krok ostateczny: - Wszystkie możliwości rozstrzygnięcia problemu polskiej oświaty drogą negocjacji i dialogu zostały już wykorzystane. Dodaje, że działania ministra oświaty Litwy kompromitują cały rząd.

[Więcej wiadomości na temat ostatnich wydarzeń w dziale Aktualności]

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja polskich szkół na wsiach.

Wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa. Zdarza się, że dzieci po ukończeniu czterech klas muszą porzucić szkołę, aby pomagać rodzicom w zarobkowaniu. Wiele dzieci dojeżdża każdego dnia do szkoły kilkanaście kilometrów, często bez śniadania, słabną z głodu na lekcjach. Niemałym problem są patologie społeczne. Szkoły, aby umożliwić kształcenie dzieciom z biednych rodzin, starają się im zapewnić przynajmniej jeden posiłek dziennie.

Realizowana obecnie na Litwie reforma szkolnictwa, polegająca m.in. na przekształcaniu szkół podstawowych 9-letnich w 10-latki, nakłada na szkoły podstawowe obowiązek tworzenia gabinetów specjalistycznych (informatyczne, fizyczne, chemiczne). Szkoły, które nie będą mogły sprostać nowym wymogom, będą likwidowane, a olbrzymia większość szkół podstawowych to szkoły polskie, i to one ulegną likwidacji.

Większość szkół cierpi na niedobór polskich książek. Dotyczy to aktualnych wydawnictw encyklopedycznych, atlasów i słowników, lektur szkolnych i beletrystyki współczesnej. Książki otrzymywane z Polski są mocno zużyte, przestarzałe, nie zachęcają młodzieży do czytania. Równie dotkliwy jest brak podręczników w języku polskim. W szkołach polskojęzycznych część podręczników jest po polsku, ale muszą to być podręczniki drukowane na Litwie i zatwierdzone przez tamtejsze Ministerstwo Edukacji. Szkoła zamawia potrzebną liczbę podręczników, a rodzice pokrywają koszty. Problem w tym, że nakłady polskich podręczników są dużo mniejsze niż litewskich - zatem ich koszt jest znacznie wyższy. Jeden podręcznik w języku polskim kosztuje niekiedy tyle, co cały komplet do tej samej klasy w szkole litewskiej.

System finansowania oświaty na Litwie wyraźnie dyskryminuje polskie szkoły. Kilkadziesiąt szkół z litewskim językiem nauczania jest utrzymywanych przez władze państwowe. Szkoły te są dobrze wyposażone, zadbane i wielu przypadkach prawie pozbawione uczniów. Ponieważ znajdują się w miejscowościach zamieszkałych prawie wyłącznie przez Polaków, mają duże problemy z naborem chętnych do nauki. Pomimo znacznych nakładów finansowych, oferowania uczniom komfortowych warunków nauczania, lepszych i obfitszych posiłków, rodzice wolą posyłać dzieci do polskich szkół. Stąd też dochodzi w wielu miejscowościach do walki nawet o pojedynczych uczniów. "Naganiacze" litewscy obiecują bezrobotnym rodzicom pracę, pijącym - wódkę, głodnym - kiełbasę albo parę litów zasiłku, byleby zdobyć kolejnego ucznia do swojej pustej szkoły. Niestety, są rodzice, którzy uginają się pod taką presją, robiąc "niedźwiedzią" przysługę swojemu dziecku.

Polskie dzieci nie radzą sobie w litewskich szkołach. Prawie połowa nie zdaje matury, niewielki odsetek dostaje się na studia. Ale za to podlegają w szkole daleko idącej indoktrynacji, mającej na celu litwinizację dziecka.
Polskie szkoły są finansowane wyłącznie przez samorządy. Ponieważ tereny zamieszkałe przez Polaków są bardzo biedne - to i samorządy mają bardzo mało pieniędzy. Starcza ich zaledwie na utrzymanie przy życiu polskich szkół. Nie ma mowy o remontach, zakupie mebli, ławek itp., ani nawet o zakupie pomocy dydaktycznych. Wszystko, co te szkoły mają, pochodzi z darów z Polski. To Polska buduje nowe szkoły i remontuje stare. Nie na wszystko i dla wszystkich tej pomocy starcza. Biedni uczniowie w biednej szkole - to obraz polskiego szkolnictwa na Wileńszczyźnie. Posiłki mniejsze o 30 proc. od tych w litewskiej szkole, nieogrzane klasy, brak nawet kredy do pisania na tablicy i... przeważnie bezrobotni rodzice. A mimo tego szkoły te działają, krzewią polskość i... odnoszą sukcesy! Na studia dostaje się większy procent uczniów szkół polskich niż litewskich. Prawie wszyscy zdają maturę. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest ofiarność nauczycieli (nie jest rzadkim przypadkiem dzielenie się z biednymi uczniami swoim marnym zarobkiem) oraz pomoc z Polski.


Inne szkoły





Tarakańce

Główny budynek szkoły jest drewniany. Za komuny dobudowano część murowaną. Klasy zadbane, czyste, kolorowe. W szkole uczy się 33 uczniów. Wieś Tarakańce, jak i okoliczne, jest zamieszkała prawie w 100 % przez Polaków. Gdy w sąsiedniej wsi władze państwowe uruchomiły szkołę litewską (przy braku dzieci litewskich) specjalne "delegacje" odwiedzały polskie domy i namawiały rodziców do przepisania dzieci do szkoły litewskiej. Obiecując pracę, dając zasiłki finansowe, stawiając wódkę, doprowadziły do tego, że z polskiej szkoły odeszło 30 % uczniów. Nie do końca jest to wina rodziców. Żyjąc w nędzy pragnęli zapewnić chociaż swoim dzieciom lepsze warunki nauki . Nie bez znaczenia jest tu fakt lepszego odżywiania w szkole litewskiej. Pomagając tej szkole można ją uchronić od likwidacji. Bo jak tej szkoły zabraknie to pozostanie tylko litewska.







Napisali o nas





Tworzymy zgodną wspólnotę

W kilku kilometrach od Wilna leży malownicza wieś Płacieniszki, w której prawie od stu lat mieści się mała szkółka: 14 nauczycieli i 65 uczniów – to cała zgrana nasza wspólnota. Aby życie nie było szare i ponure, często organizujemy różne zabawy i imprezy, odtwarzamy stare obrzędy, śpiewamy pieśni, uczymy się tańców ludowych, poznajemy legendy Litwy i Polski. Ciągle podtrzymujemy ścisły kontakt z nauczycielami, potrafiącymi doradzić, wesprzeć, a zarazem cieszyć się osiągnięciami.

Już od paru lat mamy ścisły kontakt z naszymi rodakami w Krakowie. W październiku 18 uczniów zostało zaproszonych na ferie jesienne do Polski. Gościliśmy w Szkole Podstawowej nr 117 w Krakowie. Mieszkaliśmy w rodzinach, gdzie przywitano nas bardzo gorąco. Wdzięczni jesteśmy za miłe przyjęcie i obcowanie dyrektor Ewie Pozorskiej. Grono nauczycielskie pod kierownictwem Emilii Borowskiej ułożyło bogaty program, więc nie mieliśmy ani chwili czasu na tęsknotę za domem. Organizatorzy nie szczędzili czasu, poświęcenia, wysiłku, by nasza grupa z Wileńszczyzny czuła się niczym w rodzinnym domu.


Zwiedziliśmy Kraków, jego okolice. Stare, piękne miasto wywarło niepowtarzalne wrażenie. Mieliśmy wycieczki do Zakopanego i Częstochowy. Każdy dzień pobytu pozostawił głęboki ślad w naszych sercach. W imieniu całej naszej grupy składamy najserdeczniejsze podziękowania Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, które finansowało nasz pobyt, pani Ewie Pozorskiej oraz panu Leszkowi Wójtowiczowi za wielkie serce i pomoc nam, potrzebującym Polakom na Wileńszczyźnie. Wróciliśmy do szkoły pełni wrażeń.

Życie trwa. 6 listopada zorganizowaliśmy Święto Dożynkowe, a pomogła nam w tym nauczycielka p. Regina Waszkiewicz.


Uczniowie przedstawili własne prace, wykonane z warzyw i owoców. Każda klasa szykowała inną sałatkę, a potem częstowano się nawzajem. Po miesiącu znowu mieliśmy kolejną imprezę – mikołajki. Dzieci dowiedziały się, jak to w dawnej Polsce św. Mikołaj strzegł ludzi przed wilkami, ratował okręty podczas burzy, obdarowywał dzieci pierniczkami i innymi łakociami. Uczniowie wymienili się prezentami. Znowu mieliśmy możliwość spotkać się z naszymi przyjaciółmi z Krakowa i Warszawy, od których otrzymaliśmy wiele smakołyków, za które bardzo dziękujemy, sprawiło to nam miłą niespodziankę. My zaś staramy się pocieszyć naszych nauczycieli i opiekunów dobrymi stopniami i wzorowym zachowaniem się.

20 grudnia odbyło się kolejne święto w naszej szkole, na które przybył także ksiądz naszej parafii. W roku 2003 mamy wiele zaplanowanych imprez, które najpewniej zrealizujemy.



Uczniowie klasy 6
Płacieniskiej Szkoły Podstawowej










I Ty możesz pomóc





I Ty możesz pomóc

W ramach naszej akcji pomagamy polskim szkołom podstawowym w Płacieniszkach i Tarakańcach oraz ich uczniom. Zbieramy dary rzeczowe i pieniądze. W celu uwiarygodnienia naszej początkowo prywatnej akcji, powołaliśmy Stowarzyszenie. Dzięki temu darowizny na rzecz polskich szkół na Wileńszczyźnie można odliczać od podatków.

Wszystko, co uda nam się zebrać, jest przekazywane prosto do tych szkół. Dzięki łańcuchowi ludzi dobrej woli zebrane dary trafiają tam systematycznie, bez żadnych kosztów własnych, opłat itp. Również zakupy za zebrane pieniądze nie są obciążane żadnymi prowizjami, opłatami itp. Każda ofiarowana złotówka, każdy darowany przedmiot trafia bezpośrednio do adresata.

Akcja zbiórki darów i pieniędzy prowadzona jest wśród znajomych, w naszych zakładach pracy, lecz przede wszystkim w największym serwisie aukcyjnym Allegro.

Aby wziąć udział w aukcjach na rzecz szkół, zobacz, co mają do zaoferowania użytkownicy serwisu Allegro, wpisując w wyszukiwarkę słowo "Płacieniszki".

Pełną listę aukcji charytatywnych znajdziesz tutaj.

Jeżeli nie możesz nic darować szkole, ani wziąć udziału w aukcjach na jej rzecz, a posiadasz odpowiednie przedmioty, nadające się do sprzedaży, to może wystawisz je na aukcje? Jeżeli i tego nie możesz zrobić lub brakuje Ci czasu - chętnie zrobimy to za Ciebie. [ link ]



Biorąc udział w naszych aukcjach, przekazując dary rzeczowe, wpłacając na podane niżej konto:


Numer konta Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Szkół na Litwie "Płacieniszki":
Kredyt Bank SA, I Oddział w Krakowie
05 15001142 121140050554 0000


przyczyniasz się do przetrwania polskich szkół na Wileńszczyźnie!


Nadzorem nad tym kontem zajmują się członkowie Zarządu Stowarzyszenia: Ania B. z Gniezna (ASB), Beata W. z Poznania (Niunia73), Michał K. z Warszawy (borgis), Tomasz Ż. z Gliwic (muminek), Leszek Wójtowicz z Krakowa (rychta). Ich uczciwość i bezinteresowność są gwarancją, że pieniądze te będą wykorzystane tylko na wskazany cel.



Prowadzimy także zbiórkę darów na rzecz szkoły. Potrzebujemy:

  • przyborów szkolnych (zeszyty, bloki rysunkowe, papier kolorowy, długopisy, kredki, mazaki, cyrkle, piórniki, kalkulatory itd.)

  • pomocy do nauki języka polskiego i niemieckiego (plansze, słowniki, kasety, kasety wideo)

  • książek (literatura piękna i historyczna, słowniki, encyklopedie), atlasy szkolne

  • płyt CD i kaset magnetofonowych z muzyką polską

  • wyposażenia pracowni fizycznej (woltomierze itp., zestawy do nauczania o prądzie itp.)

  • wyposażenia pracowni chemicznej (probówki, palniki, odczynniki itp.)

  • wyposażenia pracowni biologicznej (mikroskopy, eksponaty, plansze poglądowe)

  • wyposażenia pracowni geograficznej (mapy ścienne polityczne i fizyczne, globusy, atlasy szkolne itp.)

  • wyposażenia pracowni historycznej (mapy ścienne, atlasy)

  • komputerów, drukarki, skanera, programów edukacyjnych

  • nowej odzieży i butów.

Nasi mali Rodacy z tych szkół potrzebują:
zeszytów, kredek, pisaków, ołówków, długopisów, cyrkli, kalkulatorów, piórników, tornistrów, ekierek, linijek, malowanek, papieru kolorowego, bloków rysunkowych i technicznych, zabawek i maskotek.


Zbiórką darów zajmują się:

Leszek Wójtowicz
ul. Kurczaba 10/6
30-868 Kraków
tel. (012) 657 09 81
tel. kom. 0608 42 86 28
e-mail

Beata Wodyńska
ul. Taczaka 4a/2
61-818 Poznań
tel. (0-61) 853 66 51
tel. kom. 0602 11 77 44
e-mail

Jacek P. Urbanowicz
ul. Wojska Polskiego 20B/4
73-110 Stargard Szczeciński
tel. (091) 834 56 51
tel. kom. 0502 06 44 04
e-mail

Michał Klekowski
Polinezyjska 12/32
02-777 Warszawa
tel.
tel. kom. 0602 624 291
e-mail



Pomagając polskim szkołom na Wileńszczyźnie, pomagasz naszym młodym Rodakom:

  • uczyć się w języku ojczystym i w godziwych warunkach,

  • osiągać wyższy poziom nauczania,

  • być dumnym z tego, że są Polakami,

  • budować świadomość, że nie są pozostawieni sami sobie z ich codziennymi kłopotami.

Liczymy na to, że ludzi, którym nie jest obojętny los polskich dzieci na Kresach Wschodnich, nigdy nie zabraknie. Takich szkół jak w Płacieniszkach są dziesiątki na Wileńszczyźnie. Potrzebują pomocy i szkoły, i ich - niekiedy żyjący w biedzie - polscy uczniowie. Chętnie pomożemy w nawiązaniu z nimi kontaktu i niesieniu pomocy.



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna