Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona3/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   59

1941

wydawnictwa
prasa

– „Migacz” [Czesław Molenda], Sursum Corda. [Część 6] [w:] „Odwet”. Biuletyn Informacyjny, 21 I 1941 nr 3/38, s. 2–3.

[Część 6 wspomnień Czesława Molendy, ps. „Migacz” z obozu przejściowego w fabryce Michała Glazera. Oryginał w zbiorach Biblioteki Sejmowej w Warszawie, sygn. P–261.]

Całość wspomnień Cz. Molendy opublikowana w: Biblioteka [„Kroniki m. Łodzi”], Łódź 2006, ss. 46 – 65.

1944

wydawnictwa

Amtliches Fernsprechbuch für den Bezirk der Reichspostdorektion Posen. Teil II: Regierungsbezirk Litzmannstadt. Ausgabe: Februar 1944. Stand 1 Dezember 1943. [Posen (?) 1944 (?)]

[str. 30: „(...). Polizei–Gefängnisse: (...) – Pol.–Gefängnis, Radegast, Flurweg 1, tel. 198–10. (...).”]

Dziennik Urzędowy, R. 1944, nr ……., poz. ……

[Dekret z dn. 31 VIII 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców narodu polskiego; na podstawie tego dekretu byli sądzeni – o ile była podstawa – volksdeutsche przetrzymywani w obozie na Sikawie.]

Dziennik Urzędowy, R. 1944, nr 41, poz. 237.

[Dekret z dn. 28 VI 1944 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości polskiej w czasie wojny 1939 – 1945 ze zmianami w 1947, 1949 i 1950 r.), uchylony 24 VIII 1950 r.; na podstawie tego dekretu byli sądzeni volksdeutsche przetrzymywani w obozie na Sikawie.



prasa

1945

wydawnictwa
prasa

styczeń 1945


RAWICZ Z., Obóz w Radogoszczy. [w:] „Zwyciężymy“, 18 I 1945, nr 12, s. 2.

[Materiał dotyczy obozu przejściowego w f-ce Michałą Glazera na Radogoszczu, przy Krakowskiej 55 (obecnie Liściasta 17) !!!. Powstał przed zajęciem Łodzi przez Armię Czerwoną; na pewno napisany 17 stycznia !!!! Autor – Z.......... Rawicz – to ............ .

„W na wpół zburzonej fabryce tekstylnej w Radogoszczu pod Łodzią powstał w październiku 1939 r. [ok. 9 lub 10 Listopada 1939 r. – WŹ] jeden z pierwszych w Polsce obozów koncentracyjnych [Nie! Był to obóz przejściowy dla aresztowanych na potrzeby akcji represyjnej przeciwko łódzkiej inteligencji „Inteligenzaktion” („Akcja I”); podobne obozy powstały w Pabianicach (kino „Wolność”) i Rudzie pabianickiej (f-ka A. Bajera) – WŹ]. Jeszcze dymiły zgliszcza Warszawy, a do starej fabryki w Radogoszczy ciężarowe auta, otoczone konwojem żandarmerii zwoziły setki ludzi. Pod koniec października 1939 r. stan obozu liczył 4 tysiące osób [dokładnie nie wiadomo ile osób przeszło przez ten obóz, szacuję się, że ok. 2.000; przeciętny dzienny stan określa się na ok. 1.000 osób – WŹ]. Byli to przeważnie działacze „Związku Ziem Zachodnich” [Związku Obrony Kresów Zachodnich – WŹ], księża, między innymi biskup Tomczak z Łodzi, więźniowie z Pabianic, Katowic, Łodzi i Warszawy [tylko Łódź i województwo łódzkie !! – WŹ]. Codziennie przybywało od 100 do 400 osób, „ubywało” zaś 40–60 osób.

Warunki w obozie były okropne. Więźniowie spali na cementowej podłodze. Każdy z nich dostawał ¼ kg chleba dziennie. Ciepłej strawy więźniom nie wydawano. Mogli pić zimną wodę.

Posterunki wartownicze SS, volksdeutschów – kandydatów na żandarmów, znęcały się nad więźniami w najokropniejszy sposób.

O 6-ej rano z wrzaskiem „Pobudka–aufstehen” – wpadali dozorcy i bijąc śpiących pałkami zmuszali do wstawania. O 10–ej rano wjeżdżały auta z uzbrojonymi gestapowcami. Codziennie wybierały kilkudziesięciu więźniów „na rozwałkę”. Aresztanci stali po kilka godzin w salach na baczność, podczas gdy gromada gestapowców rycząc i popychając stojących wyszukiwała z listy nazwiska.

Wybranych zamykali do separatki, gdzie czekali już ludzie z tzw. „Handkomando” (grupa waląca”). Uwięzionego w separatce katowali do nieprzytomności, bijąc pałkami, drągami, kopiąc i łamiąc nierzadko kości. Od krzyków i jęków bitych pozostałych więźniów opanowywała psychoza udręki, która kończyła się wypadkami pomieszania zmysłów.

Pobitych więźniów spędzano na dół, gdzie musieli śpiewać pieśni patriotyczne. Następnie układano ich 9warstwami w ciężarówkach. Auta pędziły do lasu odległego o 2 km, skąd już więźniowie nie wracali. Rozstrzeliwano ich z pistoletów, strzałem w kark [był to las lućmierski; ale tracono tam tylko osoby co do których zapadły „wyroki” śmierci po „rozprawie przez „Sądem Specjalnym urzędującym w siedzibie gestapo w Łodzi przy ul. Anstadta – WŹ].

Zrozpaczeni w-ięźniowie podejmowali ucieczki, które dzięki pomocy okolicznej ludności czasem udawały się. W ten sposób uciekł z obozu ks. bp Tomczak z Łodzi. Obóz ten zlikwidowano w styczniu 1940 r. [przenosząc go do f-ki S. Abbego przy ul. Zgierskiej; ostatnią grupę przepędzono 5 stycznia – WŹ]”.

Porównaj: Rapalski Stanisław, Byłem w piekle. Wspomnienia z Radogoszcza. Łódź 1960, 1963 i 1969 i Źródlak Wojciech, Obóz przejściowy na Radogoszczu. [w:] Obozy hitlerowskie w Łodzi. Pod red. A. Głowackiego i S. Abramowicza. Łódź 1998, ss. 59–100.]

[bez Autora], Nowe zwycięstwa w Polsce. [w:] „Zwyciężymy“, 20 I 1945, nr 14, s. 2.

[„(...) Wojska I-go Frontu Białoruskiego, kontynuując gwałtowny atak, 19 b.m. zdobyły największy ośrodek przemysłowy Polski, miasto ŁÓDŹ, oraz KUTNO, TOMASZÓW [Maz.] GOSTYNIN, ŁĘCZYCĘ – ważne węzły komunikacyjne i punkty oporu i obrony niemieckiej. Zajęto również miasto i stację kolejową Opoczno i ponad 800 innych miejscowości, m.in. Iłów, Kiernozię, Sobotę, Mąkolice, Zgierz i Będków (...)”.]

[bez Autora], Jak zdobywano Kraków, Łódź, Mławę. Szczegóły bojów w Prusach Wschodnich. [w:] „Zwyciężymy“, 21 I 1945, nr 15, s. 4.

[„(...) Wojska 1 Frontu Białoruskiego marsz. Żukowa w dalszym ciągu rozwijały gwałtowne natarcie w kierunku Łodzi. W ślad za pancernymi oddziałami radzieckimi, które dosięgły Łodzi, z trzech stron podeszły zasadnicze siły piechoty i wspierającej jej artylerii. Obawiając się osaczenia nieprzyjaciel bronił zaciekle drogi wiodącej z Łodzi na zachód. Po zaciętych bojach ulicznych Łódź została oczyszczona z Niemców [na ulicach Łodzi nie było większych walk; większość z nich rozegrała się na przedpolach – WŹ]. Radzieccy czołgiści, piechurzy, artylerzyści i kawalerzyści ścigają ustępującego nieprzyjaciela, zmuszając go do walki w niesprzyjających dla niego warunkach. Inna grupa wojsk radzieckich po zdobyciu Łowicza dokonała błyskawicznej operacji uderzając na Kutno. Miasto to leży na trasie Warszawa–Poznań. I tu, jak w innych odcinkach frontu, niespodziewanie nacierająca Armia Czerwona niszczy systematycznie pobite i często izolowane oddziały nieprzyjaciela. (...)”]

GIBBONS John, .............. . [w:] „Daily Worker”, …. I 1945, nr ...., s. ... .

[relacja o zajęciu Łodzi przez Rosjan i spaleniu Radogoszcza; fragmenty opublikowane w „Za Wolność i Lud”, 1985, nr 3, s. 6. „Daily Worker” był organem Komunistycznej Partii USA, ukazywał się w od 13 I 1924 do 13 I 1958 r. – WŹ]

WHITE Leight, ............ . [w:] „Chicago Daily News”, .. I 1945, nr ..., s. ... .

[relacja o zajęciu Łodzi przez Rosjan i o spaleniu Radogoszcza; fragmenty opublikowane w „Za Wolność i Lud”, 1985, nr 3, s. 6.]

– „Wolna Łódź”, 24 I 1945, nr 1.

[Nie ma tu jeszcze żadnej wzmianki o spaleniu Radogoszcza, ale jest to pierwszy numer polskiej gazety w wyzwolonej spod okupacji niemieckiej Łodzi.]

Sprawozdanie Nadzwyczajnej Komisji dla zbadania zbrodni niemieckich w obozie śmierci na Radogoszczu. [w:] „Wolna Łódź”, 26 I 1945, nr 3, s. 1.

[„My, niżej podpisani mieszkańcy osady Radogoszcz: Maciej Rozdalski – sołtys, Henryk Rudnicki – dziennikarz, Zdzisław Rytel – buchalter Izby Skarbowej, Kraszewski Władysław – pracownik biurowy, Kabaciński Władysław – krawiec, Zarębski Franciszek – [ocalały ze styczniowej masakry] więzień [Radogoszcza – WŹ], kapitan Armii Czerwonej – Łazarczyk Andrzej i porucznik Armii Czerwonej, Muratow Gagerin w dniu 22 stycznia 1945 r. zestawiliśmy akt treści następującej:



W miejscowości Radogoszcz, powiatu łódzkiego znajdowała się przed wojną trzypiętrowa, niewykończona fabryka sukienna Abbego. W listopadzie 1939 r. Niemcy przebudowali fabrykę na obóz koncentracyjny [w listopadzie 1939 r. f-ka Abbego była obozem przesiedleńczym, a obóz – przejściowy – powstał w f-ce M. Glazera przy ul. Krakowskiej (dziś Liściasta) – WŹ]. Przeciętnie mieściło się w niej od 3 do 4 tysięcy więźniów [od 1.000 do 2.000 – WŹ]. Było to tzw. więzienie przechodnie. Przywożono tutaj prawie każdego dnia partie do tysiąca ludzi [nierealne i nieprawdziwe; w takim układzie „obóz” np. po tygodniu powinien liczyć ok. 7.000 wieźniów – WŹ] z Łodzi i innych okolic Polski [na Radogoszczu osadzano w zasadzie tylko mężczyzn z Łodzi i województwa łódzkiego], a ponadto jeńców rosyjskich [tych dopiero po kilkunastu miesiącach po wybuchu wojny rosyjsko–niemieckiej w czerwcu 1941 r.] oraz więźniów innych narodowości europejskich [takich tu nie było].

Więźniowie ci rekrutowali się z „politycznie podejrzanych”, b. polskich wojskowych, schwytanych na łapankach obywateli polskich, aresztowanych „za spekulacje" kawałkiem chleba lub słoniny, osób poprostu niemcom [w tym czasie powszechnie w prasie używano małej litery pisząc to słowo – WŹ] niewygodnych a także osób przypadkowo aresztowanych, np. za chodzenie po ulicy po godzinie policyjnej ...

Ludzie przywożeni do tego więzienia byli nasamprzód rozbierani do naga a mężczyźni goleni tępymi brzytwami [w ramach zwykłej procedury przyjęcia, szczególnie od połowy 1942 r., więźniowie przechodzili przez łaźnię więzienną, a ich ubrania parowano w celu wybicia insektów; b. więźniowie nie wspominają o specjalnych goleniach i do tego tępymi brzytwami]. Zmuszano ich następnie do włożenia głowy do beczki z wodą, by nie słyszano ich krzyków, a następnie hitlerowcy bili ich, często do utraty przytomności [więźniowie byli bici „na powitanie”, ale nie korzystano w sposób masowy z „beczki”]. Jeden z tych knutów znajduje się w posiadaniu spisujących niniejszy akt [prawdopodobnie jest to teraz eksponat w zbiorach MTN-Łódź, sygn. M–…….].

Więźniowie, którzy stracili wskutek tego bicia przytomność, byli przenoszeni na salę więzienną gdzie, poddawano ich średniowiecznym torturom [nie było na salach specjalnego, dodatkowego znęcania się w ramach procedury przyjęcia, ani podczas pobytu].

Dawny więzień obozu na Radogoszczu Szubert Stanisław, osadzony tam za przyniesienie do domu nieco żywności ze wsi, zeznał, iż w obozie [więzieniu] bito ludzi podczas przechodzenia do ustępu, na zbiórkach, w czasie kąpieli, o każdej porze dnia i nocy. Podczas szczególnie ciężkich mrozów urządzano specjalne apele: więźniowie, rozebrani do naga, musieli wystawać godzinami na podwórzu [b. więźniowie nie wspominają o specjalnych apelach podczas mrozów, a tym bardziej na nago]. Kto zmarzł – leżał na postrach dla innych [zarówno podczas śledztwa jak i procesu nie ustalono przypadków tak masowych mordów]. Systematycznie wybijano więźniom zęby [więźniów maltretowano, ale nie „systematycznym” wybijaniem zębów].

Specjalnie wyrafinowanym sposobem torturowania więźniów był t.zw. "warsztat". Była to skrzynia z szeregiem przegród [???]. Układano w niej więźniów w ten sposób, iż wyglądały z niej jedynie stopy, plecy i głowa [było to rodzaj podestu z półokrągłym podwyższeniem na nim, na którym położony więzień był mocowany w okolicach barków i nóg; rysunek ideowy tego „warsztatu” przy swoich wspomnieniach zawarł b. więzień St. Lipski – sygn. A–8258; aktualna kopia „warsztatu” na ekspozycji daleko odbiega od tego rysunku]. W te części ciała bito tak długo póki oprawca się nie zmęczył. Często oprawca zmęczony oddawał pałkę drugiemu.

Na terytorium obozu [więzienia] był też tzw. „maneż". Była to klatka z drutu kolczastego [był to ogrodzony drutem kolczastym teren pośrodku dziedzińca więziennego, który powstał ok. 1943–1944 r.; jest widoczny na zdjęciach wykonanych w styczniu 1945 r.], w której zmuszano więźniów biegać dwójkami w koło pod knutami 4 razy dziennie po 45 minut. Kto padał ze zmęczenia, tego natychmiast dobijano.

Często wskutek bicia knutem po twarzy wybijano więźniom oko. SS-man pytał się wówczas więźnia: kto wybił ci oko? i wskazując na drugiego więźnia powiedział: to on wybił ci oko. Zbij go. Jeśli więzień nie wykonał natychmiast rozkazu i nie zbił towarzysza, był natychmiast rozstrzeliwany. Podczas biegów więźniom nie wolnu było patrzeć na tych co biją. Więźniowie zresztą sami zamykali oczy, by pod uderzeniami knuta ich nie utracić.

Niemcy utrzymywali w obozie specjalne psy wilki [we wspomnieniach więźniów nie pojawiają się psy na wyposażenieu wartowników], które często szczuto na bezbronnych więźniów.

Szczególnym postrachem więzienia był jeden oprawca [prawdopodobnie chodzi tu Józefa Heydricha, „krwawego Józia”], który szczególnie znęcał się nad więźniami i mordował ich bez wszelkiej przyczyny [nie ustalono w śledztwie przypadków mordowania więźniów „bez wszelkiej przyczyny”]. Oto jeden z faktów: oprawca ten otrzymał nowy rewolwer i wypróbował go w ten sposób, iż wszedł w nocy na salę i zastrzelił dziesięciu więźniów [nieznany jest taki przypadek; natomiast jest znany przypadek zastrzelenia 12 więźniów za kradzież chleba przez Pelzhausena 1 IV 1942 r.].

SS-mani po każdej pijatyce urządzali sobie w salach polowanie na ludzi chowających się pod pryczami [więźniowie we wspomnieniach nie podają takich i tak częstych przypadków].

W święta 11-go listopada, 3 Maja i innych a także w dni, w których wiwatowali na cześć swych „zwycięstw" w walkach z Czerwoną Armią – rozstrzeliwali uroczyście setki ludzi [!? nic takiego nie miało miejsca; podczas śledztwa i procesu komendanta więzienia – Pelzhausena nie ustalono tak masowych mordów na terenie więzienia radogoskiego]. Mieszkańcy Radogoszcza wówczas ze zgrozą słuchali tego, co się dzieje za drutami. Następnego dnia wywożono ciężarowymi samochodami stosy trupów do lasów lućmierskch, gdzie je palono [!? nic takiego nie miało miejsca – WŹ].

Dnia 18 b.m. mieszkańcy Radogoszcza zostali zaalarmowani licznymi strzałami na terenie obozu [więzienia; masakra zaczęła się w nocy z 17 na 18 stycznia]. Wobec tego, iż nie była to rzecz niezwykłą, przypuszczano, iż znów rozstrzeliwują jakąś partię ludzi. Jednakże około godziny szóstej [na ranem] strzelanina wzmogla się. Wszyscy rzucili się do okien. Hitlerowcy otworzyli wówczas ogień do otwieranych okiennic [w pobliżu więzienia radogoskiego nie było większej ilości domów; nie ustalono takiego przypadku strzelania podczas masakry w okna jakichkolwiek domów]. Ludzie jednakże kryjąc się za węglami, przypatrywali się temu, co się dzieje na terytorium obozu [!? nic takiego nie miało miejsca; trwały już walki o miasto, szczególnie w okolicach Zgierza; w tej sytuacja ustał większy ruch na ulicach, poza tym obowiązywałą nadal „godzina policyjna” – WŹ].

Gdy nieco się rozwidniło z więzienia wybuchł słup dymu. Rozległy się detonacje. Ludzie zamarli z trwogi. Dym rósł. Zrozumieliśmy: hitlerowcy podpalili więzienie. SS-mani [nie ma potwierdzonego źródłowo udziału SS w spaleniu Radogoszcza] zasiedli przytem w bunkrach i okopach [!? nie było takowych na terenie więzienia i obok niego – WŹ] i strzelali w okna palącego się więzienia.

Wtem powiał silniejszy wiatr z zachodu. Więźniowie wyskakiwali z nieokratowanych okien klatki schodowej [główną drogą ucieczki z palącego się więzienia były tyły budynku]. Do tych ludzi strzelali hitlerowscy kaci. Dym rósł, jakby całe miasto płonęło a z tego dymu doszły nas wyraźnie tony pieśni śpiewanej przez więźniów. Była to polska pieśń narodowa „Jeszcze Polska nie zginęła".

Trwało to do wieczora[!? Masakra skończyła się we wczesnych godzinach przedpołudniowych, ale oprawcy pozostali na terenie spalonego więzienia mniej więcej do popołudnia 18 stycznia – WŹ]. Kobiety mdlały co chwila. Ludzie klękali na śniegu i odmawiali modlitwy za konających.

Wieczorem zaległa cisza. Po pobliskich ulicach nie wolno było chodzić. Żołnierze niemieccy zajęli miejsca w rowach strzeleckich i przygotowali się do boju z sowieckimi tankami [na Radogszczu nie było znaczących punktów niemieckiego oporu]. My zaś czekaliśmy końca walki.

Gdy nadeszły tanki sowieckie porzuciliśmy swoje ukrycia i pobegliśmy do obozu [więzienia] Gwardziści sowieccy byli pierwszymi, którzy przynieśli pomoc pozostałym przy życiu. Widok był straszny. Leżeli oni wśród stosów trupów zniekształconych, spalonych, bez nóg, nosów, uszów. Nawet mężczyźni padali bez zmysłów.Zginęło około trzech tysięcy ludzi [według ostatnich ustaleń liczbę ofiar styczniowej masakry oblicza się na ok. 1.500 osób].

Jeszcze na trzy dni przed morderstwem w obozie bylo około tysiąca ludzi, W ostatmej chwili przywieźli do dwóch tysięcy więźniów [kilkaset, m.in. z więzienia w Skierniewicach i Łowiczu; przywiezienie w tym czasie 2 tysiący osób, w chaosie spowodowanym szybkim marszem Armii Czerwonej, było raczej niemożliwe].

Ze stosu trupów usłyszeliśmy jęki. Okazało się, że jeszcze kilku więźniów żyje, poranionych i popalonych w okropny sposób. Sanitariusze udzielili im pierwszej pomocy. Przy życiu w chwili obecnej pozostało 10 osób, lecz tylko jeden z nich – Franciszek Zarębski, lat 30 [przywieziony na Radogoszcz 12 I 1945 r. z Wrocławia], może udzielić nam informacyj. Ocalał on w cudowny sposób, Ukrył się [z pięcioma innymi więźniami; foto w rezerwuaru w zbiorach MTN-Łódź, sygn. I–10058 i I–10585] mianowicie w rezerwuarze wody na czwartym piętrze [klatki schodowej] i nakrył się kocem. W ten sposób pod mokrym kocem posiadał on nieco powietrzu, by oddychać, a zarazem chronił się od podpalenia głowy. Inni więźniowie, którzy ukryli się wraz nim w rezerwuarze zginęli, bądź też utonęli [nie! wszyscy ocaleli; łącznie z nim 6 osób].

Zarębski zeznał. iż SS–mani [załoga więzienia a nie SS-mani] zegnali wieksze partie więźniów z górnych pięter na dół [do sali na pierwszym piętrze] i tam strzelali' do nich. Równocześnie wrzucili przez zakratowane okna zapalające świece i inne zapalające pociski [nie ustalono z całą pewnością, w jaki sposób więzienie zostało podpalone]. W ten sposób spalili żywcem około trzech ludzi [według ustaleń pracowników Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz i IPN-Łódź zginęło w masakrze około 1.500 osób]. Stosy trupów leżą·pod oknami, stosy na parterze [główne zgrupowanie zwłok znajdowało się na tyłach budynków, od frontu, pod klatką schodową było ich kilkanaście]. Wstrząsający, mrożący krew w żyłach widok grozy.

W Radogoszczu [przy obecnej ul. …………; dom zachował się, choć jest nieco przebudowany] mieszkał policjant niemiecki, który był obecny przy tem bestialstwie [był wachmanem w więzieniu radogoskim]. Nazwisko jego Waldemar Norkwest. Policjant ten w pewnym momencie poprosił o zwolnienie [zakończeniu masakry], by pożegnać się z rodziną. W domu, po krótkiej rozmowie z żoną, napisał list po niemiecku, położył się z żoną do łóżka i pod koldrą zapalił ciężki granat. Granat ten rozerwał tych dwoje ludzi.

Oto list Norkwesta:

„Für ein Deutschland, das wehrlose Menschen mordet, kämpfe ich nicht mehrch habe ehrlich gekämpft und auch geblutet für Deutschland Sieg. Aber dies Deutschland, das ich heute im Gefängniss gesehen habe kann und darf nicht siegen. W. Norkwest, Hauptwachmeister der Schutzpolizei”.

(„Dla Niemiec, które bezbronnych ludzi mordują, nie walczę dłużej. Walczyłem uczciwie a również krwawiłem dla zwycięstwa Niemiec, ale te Niemcy, które dzisiaj w więzieniu widziałem nie mogą i nie powinny zwyciężyć. W. Norkwest, starszy wachmistrz policji”).

Ilość zamordowanych w tym obozie śmierci w przeciągu pięciu lat niewoli, przewyższa sto tysięcy ludzi [więzienie radogoskie nie było miejscem masowej zagłady; więźniowie umierali tu przede wszystkim z powodu trudnych warunków bytowych; szacunkowo (bo nie zachowałą się żadna dokumentacja) i symbolicznie przyjmuję się, że dziennie ginął tu jeden więzień; mnożąc to przez ilość dni funkcjonowania więzienia daje to cyfrę 1631 prawdopodobnych ofiar].

Akt podpisali: Rozdolski Maciej, sołtys; Rytel Zdzisław, buchalter; Kabaciński Władyslaw, krawiec; Rudnicki Henryk, dziennikarz [i na pewno autor tego tekstu]; Kraszewski Władysław, biuralista; Zarębski Franciszek, więzień [Radogoszcza]; Łazarczyk Andrzej, kapitan; Marutow Gegerin, porucznik;

Akt sporządzono w 4 egzemplarzach, z których przekazano dwa przedstawicielom Czerwonej Armii i dwa Zarządowi Tymczasowemu Radogoszcza.”]

J. U., Łódzki Majdanek. [w:] „Polska Zbrojna”, 27 I 1945, nr 13, s. 4.

[relacja z terenu spalonego więzienia; ponad pół kolumny]

JASTRUN Mieczysław, Łódź wyzwolona. [w:] „Wolna Łódź”, 27 I 1945, nr 26, s. 4.

[opis spalonego więzienia]

[bez Autora], Żałobna msza polowa w Radogoszczu ku uczczeniu ofiar niemieckiego bestialstwa. [w:] „Wolna Łódź”, 27–28 I 1945, nr 4, s. 1.

[również opis spalonego więzienia]

[bez Autora], Hitlerowcy zamordowali biskupa Jasińskiego w Łodzi. [w:] „Zwyciężymy“, 28 I 1945, nr 19, s. 1.

[„Łódź (Polpress). Ksiądz Stanisław Jabłonkowski oświadczył korespondentowi „Polpressu”, że Niemcy zamienili prawie wszystkie kościoły w Łodzi w składy. Gestapowcy wywieźli z Łodzi wielu księży [większość do KL Dachau – WŹ]. Biskup Jasiński został zamordowany [nieprawda! Ks. bp został internowany w 1939 r. w pałacu biskupim w Łodzi. Nie był więziony na Radogoszczu, chociaż można znaleźć gdzieniegdzie taką informację. 6 V 1941 r. wraz z bp K. Tomczakiem internowany w Szczawinie. Stąd w sierpniu tego samego roku wywieziony do klasztory oo Reformatów w Bieczu i tu do końca wojny. W lutym 1945 r. powrócił do Łodzi. 20 XII 1946 r. złożył dymisję z funkcji ordynariusza diecezji łódzkiej otrzymując tego samego dnia godność abp tytularnego. Wyjechał z Łodzi do ......, Zmarł ...... . – WŹ]. (...) Obecnie w wyzwolonej Łodzi milicja obywatelska rozpoczęła energiczną akcję wyławiania pozostałych w mieście Niemców i volksdeutschów.”]

[bez Autora], [informacja]. [w:] „Polska Zbrojna”, 31 I 1945, nr 16, s. 6.

[informacja w rubryce „Na ziemiach wyzwolonych”:

„(...) Łódź. „W więzieniu przy ul. Sterlinga [16] związały zbiry niemieckie 457 więźniów, zagipsowali im usta, następnie oblali budynek więzienny i podpalili. Wszyscy więźniowie zginęli męczeńską śmiercią. [por. ta sama informacja w „Zwyciężymy”, 1 II 1945, nr 20, s. 3. Połączono tutaj dwa różne miejsca i wydarzenia: więzienie przy ul. S. Sterlinga i więzienie radogoskie. Więźniowie Sterlinga w liczbie ok. 500 zostali wyprowadzenie tej samej nocy kiedy spalono Radogoszcz (17/18 I 45) kolumną w kierunku Pabianic. Podczas marszu większości udało się zbiec. – WŹ]”.]

[bez Autora], Pomścimy męczenników Radogoszcza. [w:] „Wolna Łódź”, 31 I 1945, nr 6, s. 1.

[.........................]

[bez Autora], Kazanie wygłoszone przez ks. kanonika mgr Józefa Orłowskiego z okazji nabożeństwa żałobnego za spokój dusz umęczonych w katowni. [w:] „Wolna Łódź”, 31 I 1945, nr 6, s. 1.

[msza pod murami Radogoszcza w dn. 28 I 1945]

luty 1945


[bez Autora], W sprawie zbrodni w Radogoszczu. [w:] „Dziennik Łódzki“, 1 II 1945, nr 1, s. 4.

[„Prokurator Sądu Specjalnego – dr J. Sawicki, członek Komisji Badania Zbrodni Niemieckich na Radogoszczu, wzywa wszystkie osoby, które przebywały w obozie w Radogoszczu, a także osoby, które straciły tam bliźnich lub mają wiadomości o zbrodniach nieimckich tam popełnionych, do osobistego zgłoszenia się 1 lutego b.r. w „Grand Hotelu”, pok. 121 (wejście z ulicy R. Traugutta) celem złożenia zeznań.”]

[bez Autora], Spalili więźniów w Łodzi. [w:] „Zwyciężymy“, 1 II 1945, nr 20, s. 3.

[„Łódź (Polpress). W więzieniu przy ul. Sterlinga Niemcy związali 457 więźniów, zagipsowali im usta, a następnie oblali benzyną budynek więzienny i podpalili. Wszyscy więźniowie zginęli śmiercią męczeńską. [por. ta sama informacja w „Polska Zbrojna”, 31 I 1945, nr 16, s. 6. Połączono tutaj dwa różne miejsca i wydarzenia: więzienie przy ul. S. Sterlinga i więzienie radogoskie. Więźniowie Sterlinga w liczbie ok. 500 zostali wyprowadzeni tej samej nocy kiedy spalono Radogoszcz (17/18 I 45) kolumną w kierunku Pabianic. Podczas marszu większości udało się zbiec. – WŹ]”.]

[bez Autora], Sikawa. [w:] „Dziennik Łódzki“, 3 II 1945, nr 3, s. 4.

[„GŁÓD i PONIŻENIE: Znienawidzony przez nas hitleryzm zbudował w Łodzi, na tzw. „Sikawie, więzienie [obóz] Arbeits– Und Erziehungslager. W miejsce pozamykanych polskich szkół dali Niemcy łodzianom ersatz: obóz wychowawczy. Obóz ten od pierwszej chwili swego powstania [w 1943 r.] „szkolił” opornych w pracy Polaków dla niemieckiej machiny wojennej. Każdy Polak, który w jakikolwiek sposób „zrobił” coś niemieckiemu pracodawcy, był karany Sikawą. Niemcy mało dawali chleba. Sikawa stała się czarnym, dławiącym chlebem codziennym, cześto przyprawiającym człowieka o śmierć.

KIJE: Ulubioną bronią katów hitlerowskich ..............

GŁODÓWKI: Jesienią roku 1944 kije zniesiono (oszczędni Niemcy chcieli widocznie w ten sposób zaoszczędzić drzewo). W zamian kijów wprowadzono głodówki. ..............”]

[bez Autora], Łódź zawsze ta sama. [w:] „Zwyciężymy“, 7 II 1945, nr 22, s. 3.

[Autorska relacja z pierwszych dni po wyzwoleniu Łodzi. Brak wzmianki o spalonym Radogoszczu.]

FIDERER Maria, Polski Manchester – robotnicza Łódź. Część II. [w:] „Rzeczpospolita”, 8 II 1945, nr 38, s. 3.

[m.in. opis Radogoszcza po spaleniu]

KLIMCZAK S., por., Radogoszcz – łódzki obóz udręczeń. [w:] „Zwyciężymy“, 9 II 1945, nr 24, s. 3.

[„Osadzano za najmniejsze głupstwo. Codziennie rano odbywała się w obozie [więzieniu – WŹ] makabryczna segregacja. Ruch ręki z wytkniętym palcem wskazującym był wyrokiem śmierci. Codziennie kilkunastu padało ofiarą [na Radogoszczu nie było selekcji – WŹ]. Lecz ci uważani byli za szczęśliwców, bo dla pozostałych przy życiu dalej ciągnęło się pasmo udręczeń najprzemyślniejszych. Ulubionym sposobem dręczenia uwięzionych była tzw. „krwawa łaźnia”. Polegała ona na tym, że pod strumieniami zimnej wody więźniowie musieli myć się nawzajem ryżowymi szczotkami dosłownie do krwi. Gdy nie trysnęła spod szczotki krew, szorujący otrzymywał kilkanaście razy harapem [informacja nie potwierdzona jednoznacznie źródłowo – WŹ].

Było na Radogoszczu miejsce, które nazywało się „ghettem” – ghettem umarłych. Był to placyk na podwórcu fabrycznym, otoczony drutem kolczastym, gdzie grzebano zamordowanych [na dziedzińcu więziennym był teren otoczony płotem z drutu kolczastego, prawdopodobnie powstały dopiero w 1944 r. (widoczny m.in. na zdjęciu w MTN–Łódź, sygn. Ks – 9 i I–4615/19), ale na pewno nie było to miejsce pochówku ciał ofiar !!! – WŹ]. Zasypywano ich warstwą wapna i ziemi, a wychodzący codziennie na „spacer” musieli dreptać w kółko po żywcem nieraz pogrzebanych, by ubić dobrze ziemię i zrobić miejsce dla następnej partii [więźniów zmarłych na Radogoszczu chowano na cm. Kurczaki, na Chojnach w Łodzi; nie wiadomo skąd Autor artykułu otrzymał te informacje; to jeden z mitów Radogoszcza – WŹ].

Samo wychodzenie na spacer [na apele – WŹ] było również wykorzystywane dla celów „wychowawczych”. Na schodach ustawiali się dwoma rzędami esesowcy i tłukli pałkami wychodzących a potem wchodzących.

„Izba Chorych”. Gołe deski. Wchodzi „lekarz” [prawdopodobnie chodzi o „sanitariusza” – Brunona Matuszewskiego, „Mathaus’a – WŹ]. – Donnerwetter! Przyśliście tu chorować? Pracować wam się nie chce!

Zamiast lekarstwa otrzymywał każdy chory kopniaka i serię obraźliwych wyzwisk. Dzięki takiemu systemowi „leczenia” nie było chorych w Radogoszczu. leczono się własnymi środkami. Zwykłe kompresy z wody były uniwersalnym środkiem na wszelkiego rodzaju choroby. I tego pozbawiono nieszczęśliwców. Zabrano im wodę. Robiono kompresy z uryny [funkcjonowanie izby chorych było koszmarem, ale te szczegóły jej działalności Autor raczej dopisał sam – WŹ].

Ciężka, wyczerpująca praca była również jednym ze środków torturowania ludzi. Gdy jej zabrakło, jeńcy przenosili po prostu kamienie z miejsca na miejsce. Jedna partia przenosiła na jedno miejsce, a druga odnosiła z powrotem [nic takiego nie miało miejsca na Radogoszczu, chociaż funkcjonowały tu bliżej nieokreślone drobne warsztaty rzemieślnicze; Autor widocznie poznał już nieco literatury wspomnieniowej z obozów koncentracyjnych i jej elementy włączył do opisu Radogoszcza – WŹ]. Jeśli ktoś wychodził z Radogoszcza, był tylko cieniem samego siebie.

W piątek, 26 stycznia rano, na kilka godzin przed wkroczeniem oddziałów Armii Czerwonej [26 stycznia wojska I Frontu Białoruskiego, które zdobyły Łódź były już za Poznaniem! – WŹ], od strony Radogoszcza dały się słyszeć strzały, a potem nad fabryką zakłębił się dym [Radogoszcz został podpalony w nocy z 17 na 18 stycznia ! – WŹ]. Niemcy pozamykali wszystkie wyjścia i podpalili budynek fabryczny. Ludzie wewnątrz szaleli Okna zamurowane [tylko do ¾ wysokości – WŹ]. Dwa [Kilka! Od strony wschodniej, na tyłach budynku, na wszystkich piętrach; tył budynku – WŹ] odbito, rozdzierając palcami mur. Przez zrobione w ten sposób otwory skakano z pierwszego, drugiego i trzeciego piętra. Kto upadł, złamawszy rękę lub nogę i nie ruszał się temu dawali spokój [bo był uznawany za martwego – WŹ]. Kto biegł dalej do tego strzelali [strzelano przede wszystkim do ludzi w locie oraz wychodzących na dach; na tyłach budynku nie było możliwości strzelania, bo w pobliżu znajdował się mur otaczający więzienie. Więźniowie przede wszystkim skakali na tył budynku, bo od strony dziedzińca Niemcy mieli możliwość zastrzelenia każdego ze względu na dużą przestrzeń obserwacyjną – WŹ]. Wkrótce na dziedzińcu fabrycznym wyrosły trzy stosy trupów... Dwa pod oknami i jeden koło bramy [główne zgrupowanie ciał znajdowało się na tyłach budynku; drugie, stosunkowo niewielkie, znajdowało się pod wejściem na klatkę schodową; przy bramie nie było żadnych zwłok, ponieważ żaden więzień nie był w stanie tam dobiec – WŹ]. W płomieniach znalazło śmierć przeszło 800 osób [szacuje się, że zginęło podczas masakry do 1.500 osób – WŹ].

W niedzielę, 28 stycznia [1945 r.] odprawiono pod murami fabrycznymi [murem d. więzienia, od strony ul. J. Sowińskiego – WŹ], dymiącymi jeszcze od niewygasłego pożaru [!!?? – więzienie zostało spalone 10 dni wcześniej – WŹ], mszę świętą żałobną, która zamieniła się w potężną manifestację ludności Łodzi [zestaw zdjęć z tej mszy w MTN–Łódź, sygn. I–5602>5608 i I–10369, 10370 + klepsydra o mszy w APŁ, sygn. 575/585 – WŹ].

Od samego rana ze wszystkich ulic [miasta] ciągnęły w stronę Radogoszcza niekończące się tłumy ludzkie. W tłumie otaczającym fabrykę rozległ się płacz. To płakały kobiety, które jak Kubiakowa straciły swoich synów , lub jak Matusiakowa [być może chodzi o Antoniego Matusiaka; por. „Dziennik Łódzki” 31 X 1946, nr 300, s. 3 – WŹ] – swojego męża.

W kazaniu, ksiądz celebrujący mszę świętą [ks. Józef Orłowski – WŹ] w słowach gorących potępił hitlerowskich barbarzyńców, sławiąc Armię Czerwoną za wyzwolenie spod okupacji [tekst kazania w: „Wolna Łódź, 31 I 1945, nr 6, s. 1 – WŹ]. Uroczystość zakończono salwą honorową z kilkunastu dział [!!?? – informacja nie potwierdzona w innych materiałach; prawdopodobniej z ręcznej broni palnej – WŹ], głoszącą światu, ze zbrodniarz nie ujdzie kary strasznej, lecz sprawiedliwej.”]

[bez Autora], Manifestacja w Radogoszczy. [w:] „Rzeczpospolita”, 10 II 1945, nr 40, s. 4.

[manifestacja na Radogoszcza w dn. 28 I 1945]

[bez Autora], Ostatnie godziny Sikawy – obozu śmierci pod Łodzią. [w:] „Rzeczpospolita”, 13 II 1945, nr 42, s. 3.

[„(...) ......................... (...)”.]

Obóz pracy karnej na Sikawie powstał 12 III 1943, od sierpnia 1943 r. był organizacyjnie powiązany z więzieniem radogoskim; tekst pieczątki: „Der Kommendeur der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt, Erweitertes Polizeigefängnis und Arbeitserziehungslager”.]

[bez Autora], Pogrzeb męczenników Radogoszcza. [w:] „Rzeczpospolita”, 10 II 1945, nr 40, s. 4.

[informacja o terminie pogrzebu ofiar masakry w dn. 18 II 1945]

[bez Autora], Pogrzeb męczenników Radogoszcza. [w:] „Rzeczpospolita”, 20 II 1945, nr 48, s. 4.

[relacja z pogrzebu ofiar masakry w dn. 18 II 1945 na cmentarzu pw. św. Rocha przy ul. Zgierskiej]



marzec 1945


(Polpress), W rocznicę egzekucji w Zgierzu. [w:] „Robotnik”, 22 III 1945, nr 69, s. 3.

[Obszerna i rzeczowa relacja dotycząca egzekucji w Zgierzu 22 III 1942 roku. Zabrano na nią również kilku więźniów z więzienia radogoskiego.

„(...) Agenci gestapo łódzkiego wraz z więźniem Józefem Mierzyńskim, sierż. WP zjechali do Zgierza, aby przeprowadzić rewizję na terenie posesji Długa 54 [6 III 1942 r. – WŹ]. Po paru minutach mieszkańcy tego domu zostali zaalarmowani wystrzałami rewolwerowymi. Wypadki potoczyły się z błyskawiczną szybkością. Mierzyński zbiegł przez ogród. Na schodach znaleziono zastrzelonego gestapowca [w rzeczywistości Mierzyński zastrzelił dwóch – WŹ]. Tego samego dnia, o godz., 12.00 zaczęły się aresztowania i łapanki na terenie Zgierza. Aresztowano 151 mężczyzn, część wywieziono do więzienia na Radogoszczu, 12 kobiet wywieziono do więzienia w Łodzi, 5-ciu więźniów zmasakrowano przy wstępnym badaniu. (...) Straceńców [ciała straconych w egzekucji – WŹ] załadowano wreszcie na samochody, wywieziono do lasów lućmierskich i pochowano we wspólnym grobie, wykopanym uprzednio przez oficerów polskich – więźniów Radogoszcza (...).”]

[bez autora], Za ukrywanie broni. [w:] „Robotnik”, 29 III 1945, nr 76, s. 3.

[„Łódź (Polpress). Przed Wojskowym Sądem Specjalnym w Łodzi odpowiadała Niemka z Radogoszcza – Berta LANGE, oskarżona o zatajenie wiadomości o wielkiej ilości broni, jaką w domu ukrywał aresztowany już wcześniej jej mąż – Teodor Lange, znany w Radogoszczu hitlerowiec, czynny członek SS. W czasie rewizji znaleziono w mieszkaniu Langego trzy rewolwery, jeden karabin i jedną dubeltówkę oraz duży zapas amunicji. W związku z tym został Lange aresztowany. Berta Lange wiedziała o ukryciu przez jej męża w studni rewolweru i karabinu. Wojskowy Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Niemkę – Bertę Lange na zasadzie dekretu o ochronie Państwa z dn. 30 X 1945 r. na karę śmierci przez rozstrzelanie.”

marzec 1945


GOLEJEWSKA Halina, Syn z Radogoszczy. [w:] „Polska Zbrojna”, 5 IV 1945, nr 59, s. 3.

[Impresja literacka n.t. spalonego więzienia radogoskiego, bez wskazania konkretnej osoby.

”Chodziła codziennie, choć z dala, koło fabryki-więzienia i patrzyła w zabite od zewnątrz okna. Krążyła w pobliżu, jakby czekając na kogoś, Do ale więzienia nie wpuszczono jej nigdy, „Es ist verboten" – słyszała ciągle te same słowa. Czasem, gdy im brakło ochoty nawet na tę zimną odpowiedź „es ist verboten", odpędzali ją kolbami karabinów. Odchodziła złamana, ze straszną rozpoczą w sercu. Duszą matki czuła całą gehennę syna.

Nieraz, przyczajona w pobliżu, słyszała pojedyncze strzał, aa czasem nawet i jeki. Uciekała wtedy daleko, strwożona i drżąca.

W domu nie mogła sobie znanleźć miejsca chodziła z kąta w kąt, milcząca i ponura. Nie płakała, nie mogła. zasklepiła się w sobie, jak w strasznej skorupie bólu i nienawiści

Później pracą chciała zabić niepewność jutra i tęsknotę za synem. Ale poprzez stuk maszyn słyszała jęk syna, w białych pasmach bawełny widziała jego pełne przerażenia oczy.

Inne kobiety tłumaczyły jej: "My także mamy swoich to w obozach, to w Niemczech, nie trzeba aż tak rozpaczać". Przez mgłę łez patrzałą na nich niewidzącymi oczyma. Ciągle jednakowo milcząca, zasklepiona w swym bólu i rozpaczy. Czasem tylko, ale rzadko, nikłą nadzieją rozjaśniały się jej oczy: – wtedy, gdy mówiono, że wojna ma się ku końcowi. – To jednak trwało chwilę. Z ciężkim wstchnieniem stawała znów przy swoje maszynie, milcząca i nieszczęśliwa. Syukotem swoim maszyna powtarzała jej wciąż jedno i to samo słowo: „Radogoszcza, Radogoscza”. (…)”]

[bez Autora], Niemka skazana na karę śmierci. [w:] „Robotnik”, 30 IV 1945, nr 106, s. 4.

[Otylia Weiss; zadenuncjowała Polaka – ........ Biskupskiego, który zginął na Radogoszczu]

maj 1945

czerwiec 1945


[bez Autora], Hieny. [w:] „Rzeczpospolita”, 8 VI 1945, nr 151, s. 4.

[felieton z cyklu „Na marginesie”; „(…) Na wszystkim można zarobić. Lekarz zarabia na chorobie, przedsiębiorca pogrzebowy utrzymuje się ze zgonów. (…) Niedawno widziałem, jak jakiś przedsiębiorczy jegomość sprzedawał na rynku za 10 złotych piosenkę p.t. „Zbrodnia w Radogoszczu”. Potworny czyn zwierząt hitlerowskich tak tam został opisany:

„Padł rozkaz spalić Radogoszcz,

Tak zwierzchnia kazała władza,

Czyn wykonali zbirowie

Bo podpalono Radogoszcz,

Niech więźniom idzie na zdrowie.”

Wątpię, czy to więźniom poszło na zdrowie, zdrowo obłowił się najwyżej przedsiębiorczy facet, sprzedając po 10 złotych tę potworną bzdurę, profanującą męczeńską śmierć więźniów radogoskich. (…). [tego rodzaju „ludowe” ballady opisujące lub komentujące najbardziej bulwersujące wydarzenia były popularną formą ekspresji w środowisku niższych warstw mieszkańców miast w okresie międzywojennym; inną kwestią był poziom literacki tego rodzaju „twórczości”, pisanej „częstochowskimi” rymami; dziwne jest więc tu oburzenie autora felietonu – WŹ].”



lipiec 1945


[Anons], [w:] „Dziennik Łódzki”, 15 VII 1945, nr 10, s. 4.

[„Restauracja „Leśniczówka” (po Paulu) została otwarta przy ul. gen. Sowińskiego 34, w Julianowie, gm. Radogoszcz. Zaopatrzona w trunki i urozmaicone zakąski. Obsluga fachowa, ceny niskie. Zapraszamy.” [posesja przy ul. Sowińskiego 34 znajduje się ok. 600 m. od więzienia radogoskiego w kierunku ul. Łagiewnickiej – WŹ]]

[bez Autora], Gdzie są wywiezieni z Grójca? [w:] „Głos Robotniczy”, 30 VII 1945, nr 41, s. 4.

[„W dniu 15 stycznia 1945 r. o godz. 10.00 z więzienia w Grójcu pod Warszawą, wywiezieni zostali w niewiadomym kierunku liczni więźniowie Polacy. Ktokolwiek wiedziałby o ich miejscu transportu, czy też o miejscu ich ewentualnego stracenia proszony jest powiadomić PPR w Radogoszczu, szosa zgierska 213.”]

[bez Autora], Dokumenty barbarzyństwa niemieckiego. [w:] „Dziennik Łódzki”, 31 VII 1945, nr 26, s. 2.

[„Warszawa (Polpress).

W Ministerstwie Sprawiedliwości odbyła się konferencja krajowa przedstawicieli terenowych Komisji do Badania Zbrodni Niemieckich. Konferencji przewodniczył min. sprawiedliwości – Henryk Świątkowski. (...) [Cele] Komisji: Zbrodnie niemieckie utrwalone być muszą w sposób ścisły, aby przyszłe pokolenia były w posiadaniu autentycznych źródeł. Dlatego wszelkie czynności przeprowadzane być muszą zgodnie z przepisami PKK [polskiego kodeksu karnego – WŹ], sporządzane i podpisywane przez sędziów śledczych i prokuratorów. Niezmiernie ważną rzeczą jest, aby ogrom zbrodni niemieckich poznały te państwa, które same nie przeszły okupacji niemieckiej. Dlatego należy się zająć jak najszybszym przetłumaczeniem materiałów źródłowych na języki obce. (...) Minister proponuje wydawanie miesięcznego biuletynu, celem poinformowania społeczeństwa o pracach, posunięciach i zmierzeniach Komisji. Następnie przedstawiciele komisji terenowych złożyli sprawozdania z (...) Łodzi (...). Organami centralnymi Głównej Komisji są: „Prezydium Głównej Komisji” i „Biuro Głównej Komisji”. Prezydium Głównej Komisji składa się z siedmiu członków. Pierwszym przewodniczącym jest minister sprawiedliwości, drugim minister spraw zagranicznych. W toku dyskusji ustalono, ze prace Komisji obecnie iść muszą w trzech kierunkach: opracowanie zagadnień obozów, z których dotychczas opracowane zostały Chełmno n. Nerem [Kulmhof am Nehr] i Oświęcim , rejestracja miejsc straceń i grobów, ustalenie nazwisk ofiar mordowanych pojedynczo i zbiorowo. Praca jest wielka i nie cierpiąca zwłoki, każdy dzień bowiem opóźnienia wpływa na zatracie śladów zbrodni.”]

sierpień 1945


[bez Autora], Mauzoleum męczenników polskich. [w:] „Dziennik Łódzki”, 1 VIII 1945, nr 27, s. 4.

[„Warszawa (Polpress).



Wydział Martyrologii Polskiej przy Ministerstwie Kultury i Sztuki, niedawno powołany do życia, stoi przed poważnym zadaniem zgromadzenia olbrzymiego materiału dotyczącego męczeństwa, jakie poniósł naród polski podczas straszliwej okupacji niemieckiej. Zadaniem Wydziału jest racjonalne rozplanowanie sposobów zabezpieczenia miejsc uświęconych męczeństwem i skoordynowanie akcji uczczenia pamięci męczenników. Pamięć tych wszystkich, którzy zginęli w walce z najeźdźcą, musi być zachowana na wieczne czasy. Nie może być jednak traktowana dowolnie – trzeba jej nadać jednolity kierunek. W Warszawie projektuje się wzniesienie pomnika dla uczczenia ofiar niemieckiego bestialstwa w postaci monumentalnej budowli, która będzie zbiorem pamiątek oraz utworzenia Biblioteki i Archiwum Centralnego Polskiej Martyrologii. Budowla projektowana jest na terenie Cytadeli warszawskiej, uświęconej męczeństwem całych pokoleń. Lokalne Archiwa Martyrologii powstaną w całym kraju. Miejsca męczeństwa muszą być otoczone specjalną opieką. Obowiązkiem naszego pokolenia jest zgromadzić i zabezpieczyć to wszystko, co dotyczy polskiej martyrologii.”]

LUTROSIŃSKI Zdzisław Andrzej, Gdy otworzyły się bramy obozu. Za drutami Mauthausen. [w:] „Dziennik Łódzki”, 1 VIII 1945, nr 27, s. 6.

[Autor został wywieziony do KL Mauthausen z więzienia radogoskiego]

RUDNICKI Henryk, To, co zostało po spalonych w Radogoszczu. Listy zza grobu. Fotografie bliskich, szczątki rozmaitych przedmiotów, ocalałe strzępy listów są przechowywane w sekretariacie PPR w Radogoszczu. [w:] „Głos Robotniczy”, 2 VIII 1945, nr 43, s. 8.

[„Jest piękny dzień lipcowy. Z pól dochodzi odgłos żniwnych krzyków i pieśni. Zza biurka, poprzez otwarte drzwi balkonowe [siedziby Komitetu Dzielnicowego PPR na Radogoszczu, przy Szosie Zgierskiej 213 [dziś ul. Zgierska – WŹ], widać kawał świata. (...) Tylko jeden szczegół mąci ten sielski nastrój uroczego zakątka – wysoki komin spalonej fabryki. Tylko ten jeden pomnikf niemieckiego bestialstwa spędza sen z oczu i nie pozwala zapomnieć...

Przede mną, na biurku i obok, na innych stołach, leżą posegregowane, poukładane „listy zza grobu”, listy, fotografię, medaliki z wizerunkami świętych, papierośnice stopione na węgiel, karteczki z nazwiskami, świadectwa przerozmaite, żałosne szczątki tych, co zginęli w straszliwy sposób, spaleni żywcem w Radogoszczu. (...) Co dnia przychodzą do nas wdowy i sieroty, by przeglądać, by popatrzeć, by rozpoznać. Przyjeżdżają matki i żony z najdalszych zakątków Ojczyzny w poszukiwaniu swoich najdroższych [mówi Henryk Rudnicki, sekretarz Komitetu Dzielnicowego PPR–Radogoszcz, również autor tego materiału – WŹ].

Oto niklowa papierośnica. Nie ma niej papierosów; w więzieniu nie było wolno palić! Ale jest strzępek papieru, na którym w ostatniej chwili napisano kopiowym ołówkiem: „Rutkowski Ignacy, Löwenstadt [Brzeziny]”. (...)

A oto inna papierośnica, spalona prawie na węgiel. Przywarły do niej strzępy ubrania, stopiły się z nią w jedną całość [w zbiorach MTN, sygn. M – 1439].

Oto znów portmonetka. Nie ma w niej nazwiska, jest tylko zawinięta w kawałeczek papieru kruszynka chleba. (...)

A tu na wpół zwęglona książeczka do nabożeństwa. Dotykam jej ostrożnie w poszukiwaniu nazwiska. (...) Pamiętam tę książeczkę w chwili, gdy ratowaliśmy płonących w więzieniu braci [!?? –okoliczni mieszkańcy weszli na teren Radogoszcza dopiero po zajęciu miasta przez Rosjan – WŹ]. Trzymał ją w prawym ręku człowiek zwęglony do niepoznania. I właśnie to, co objął ręka, to ocalało. Tam gdzie dłoń nie objęła, spalił ogień [w zbiorach MTN, sygn. M – 1144].

A tu w specjalnej kopercie inny strzępek papieru. Zachował się w ogniu z inny sposób. Więzień na chwilę przed zgonem złożył go w kilkoro i wsunął w usta. I tak ocalał ów strzępek, który miał świadczyć o nazwisku męczennika [wersja o schowaniu go w usta to bardziej niż prawdopodobne konfabulacja H. Rudnickiego; strzępek ten został po latach odnaleziony po raz wtóry(!) w nadpalonej portmonetce [w zbiorach MTN, sygn. M – 1434 – WŹ]. Niestety ogień spalił twarz na straszliwą maskę. Papierek uległ tak silnemu zniszczeniu, że właśnie nazwiska nie można zupełnie odczytać. To co pozostało z pisma brzmi w następujący sposób: „m. st. Warszawa, Kom. XVI P.P., Nazwisko .... Henryk Bronisław, zawiadomił o zawarciu małżeństwa d. 30 V 43, w domu nr 21, przy ul. Reytana.” To wszystko [w 1985 r. udało się ustalić nazwisko tego człowieka, był to Henryk Strzelec z Warszawy – WŹ].

Oto fotografia z wizerunkiem dwóch młodych kobiet [MTN, sygn. I–5448/3]. Napis na odwrocie „Stanisława Jabłońska, Felicja Jabłońska” Fotografia zrobiona w firmie „Tyraspolski, Łódź”. Notatka firmy [na odwrocie zdjęcia]: 1889/26. Może to zdjęcia córek więźnia, może dobrych znajomych? A może jedna z Jabłońskich to narzeczona spalonego więźnia.

Fotografia na wpół zwęglona z wizerunkiem młodej, smutnej kobiety [MTN, sygn. I–5448/......]. Na odwrocie napis: „W dowód naszej przyjaźni, ofiaruję miłemu Zdzisławowi – Danusia, dnia 11 V 43”. Panno Danusiu, może Pani rozpozna swoją podobiznę a wraz z nią pozwoli Pani uwiecznić nazwisko tego, który tę podobiznę schował za cholewkę zwęglonego buta? Musiał Panią kochać ogromnie, jeżeli chciał, by chociaż Pani podobizna ocalała z pożaru, który zwęglił jego ciało na popiół.

Albo fotografia młodego człowieka ze szpadlem pracującego na okopach [MTN, sygn. I–5448/22]. Napis na odwrocie: „Cześć Ładku z Einsatzu!”.

Następna fotografia [MTN, sygn. I–5448/4], przedstawiająca młodego człowieka, nosi napis na odwrocie” „Ku wiecznej pamięci szwagierkowi Bolkowi – Kajteczek”, czy też „Wojtek”, nie nieczytelnie napisane. A pod tym dopisek: „Grodno, w październiku 1941 r.”.

W następnym przedziale albumu z fotografiami podobizna młodego człowieka [MTN, sygn. I–5448/9] i napis na odwrocie: „Koledze Tadzikowi ofiaruję się – Stach, 27 XII 44”.

A tutaj maleńkie znów zdjęcie dziewczynki [MTN, sygn. I–5448/12] z napisem na odwrocie: „Własność Jadwigi Męczyńskiej, Litzmannstadt, Heerstrasse 183b”. To pewnie ojciec lub ktoś z najbliższej rodziny ukrył tę podobiznę młodego dziewczęcia również w bucie, przypuszczając, że skóra może wytrzymać napór straszliwych płomieni ognia. I tak też się stało! Jadziuniu, jeżeli jesteś w naszym mieście, przyjedź na Radogoszcz, do sekretariatu Polskiej Partii Robotniczej, Szosa Zgierska 213. Pokażemy Ci Twoje zdjęcie i dowiemy się o Tym, który zginął w straszliwy sposób w więzieniu [nie zgłosiła się; nie ustalono więźnia o takim nazwisku – WŹ].

A oto podarował spalonemu więźniowi swoją podobiznę jakiś młodzieniec. Napis na odwrocie brzmi: „Kochanemu Koledze – Zbyszek”.

Następna fotografia przedstawia podobiznę młodej panienki, z napisem na odwrocie „Moja Własność”. Fotografia zrobiona w zakładzie Chuchrowskiego w Łodzi [MTN, sygn. I–5448/16].

A dalej 65 fotografii niezupełnie zniszczonych, które zachowały się jako tako, zgniecione, splamione krwią, chowane w cholewkach butów, w zaciśniętych dłoniach, rzucone z okien w zwitkach szczątków koszul, by dać znać o sobie, by pozostawić ślad swopjej tragedii, swego męczeństwa [obecnie jako zespół w zbiorach MTN, sygn. I–5448/1 – 88 – WŹ].

Niestety na odwrocie tych fotografii nie znajdujemy żadnych notatek, żadnych wskazówek. Pokazujemy je tylko co dnia matkom, siostrom i dzieciom tych,. którzy zginęli w Radogoszczu, spaleni żywcem przez niemieckich barbarzyńców.”

LUTROSIŃSKI Zdzisław Andrzej, Ucieczka. [w:] „Dziennik Łódzki”, 5 VIII 1945, nr 31, s. 4.

[b. więzień Radogoszcza od 1 do 30 VI 1944 i KL Mauthausen wspomina o wielkiej ucieczce jeńców radzieckich z tego obozu w nocy z 1 na 2 III 1945 r.]

J.P., Proces Delnitza. [w:] „Dziennik Łódzki”, 10 VIII 1945, nr 36, s. 4.

[zapowiedź jutrzejszej rozprawy p-ko łódzkiemu adw. Egenowi [Eugeniuszowi] Delnitzowi [mieszkał przy ul. H. Sienkiewicza 63]; który przyjął volkslistę, ale bronił też z urzędu więźniów Radogoszcza w procesach przed łódzkim Sondergericht’em]

J.P., Proces Delnitza. [w:] „Dziennik Łódzki”, 11 VIII 1945, nr 37, s. 2.

[sprawozdanie z 1. dnia procesu]

J.P., Proces Delnitza. Zamknięcie przewodu sądowego. Dziś zapadnie wyrok. [w:] „Dziennik Łódzki”, 14 VIII 1945, nr 40, s. 2.

[„(...) ......................... (...)”.]

J.P., Delnitz skazany na dożywotnie więzienie. Wyrok Sądu Specjalnego jest ostateczny i prawomocny. [w:] „Głos Robotniczy”, 15 VIII 1945, nr 57, s. 4.

[„(...) ......................... (...)”.]

Ad. Sz., Jak mordowano Polaków w lesie lućmierskim. Wstrząsający opis masowej zbrodni jedynego pozostającego przy życiu b. więźnia Radogoszcza. [w:] „Głos Robotniczy”, 21 VIII 1945, nr 63, s. 3.

[relacja Adama Bandla, więźnia Radogoszcza użytego do zakopania ciał ofiar egzekucji 100 osób w Zgierzu 20 III 1942 r.]

wrzesień 1945


[bez Autora], Prace Sądu Okręgowego [w Łodzi]. [w:] „Dziennik Łódzki”, 10 IX 1945, nr 27, s. 3.

[m.in. też informacja o działalności prokuratury Sądu Specjalnego Karnego, która prowadziła śledztwo także w sprawie zbrodni radogoskiej]

[bez Autora], Kto zna tego kata ? [w:] „Głos Robotniczy”, 20 IX 1945, nr 93, s. 2.

[ogłoszenie z rubryce „Kronika Łódzka”:

„W prokuraturze Specjalnego Sądu Karnego w Łodzi toczy się dochodzenie przeciwko Adolfowi Orłowskiemu vel Adlerowi, który w okresie okupacji niemieckiej od roku 1940 do 1943 pełnił funkcję strażnika w więzieniu na Radogoszczu. Osoby, które znają jego działalność w tym charakterze proszone są o bezzwłoczne zgłoszenie się do prokuratury Specjalnego Sądu Karnego w Łodzi, pl. Dąbrowskiego 5, pokój nr 241.”. Był to pierwszy proces członka załogi więzienia radogoskiego – WŹ.]

październik 1945


[bez Autora], Komendant obozu koncentracyjnego w Łodzi – aresztowany. [w:] „Polska Zbrojna”, 4 X 1945, nr 212, s. 2.

[„Londyn, 8.10 [godz. ?] PAP, „Polpress”. Agencja Reutera z Lueneburga podaje, że brytyjska policja wojskowa aresztowała b. komendanta niemieckiego obozu koncentracyjnego w Łodzi – Kurta KAUSCHA. Kausch był zatrudniony przy ekshumacji zwłok francuskich jeńców wojennych, zamordowanych przez hitlerowców i pogrzebanych w masowym grobie pod Lueneburgiem. Został on rozpoznany przez Polkę, wywiezioną przez Niemców na roboty przymusowe do Rzeszy, która znała Kauscha z czasów jego zbrodniczej działalności w Polsce.” Wspomniany tu Kausch nie był ani komendantem, ani zastępcą komendanta Radogoszcza. Nie jest również wymieniany jako komendant jakiegoś innego z łódzkich obozów lub więzień – WŹ.) ]



listopad 1945


[bez Autora], Uroczystości ku czci poległych za Polskę. Nad grobem Nieznanego Żołnierza. Oddanie hołdu pamięci żołnierzom Armii Czerwonej, poległym w walce o Polskę. [w:] „Głos Robotniczy”, 2 XI 1945, nr 136, s. 3.

[Sprawozdanie z uroczystości w dniu Święta Zmarłych, m.in. na Radogoszczu;

„Już od wczesnego rana na teren więzienia w Radogoszczu, gdzie w dniu 18 stycznia [w nocy z 17 na 18 stycznia – WŹ] mordercy hitlerowscy spalili żywcem trzy tysiące [ok. 1.500 ! – WŹ] Polaków – poczęły napływać tłumy mieszkańców nie tylko Łodzi, ale i miast i okolicznych wiosek. Dwie wielkie mogiły [na cmentarzu św. Rocha, przy ul. Zgierskiej – WŹ] kryjące w sobie szczątki spalonych męczenników sprawy polskiej – staraniem dzielnicy „Radogoszcz” PPR – tonęły w zieleni i kwieciu. Na wielkim placu przed rumowiskami więzienia zgromadziły się nieprzeliczone tłumy – ustawiono ołtarz polowy [w rzeczywistości na zewnątrz, pod murem dawnego więzienia – WŹ], przy którym miejscowy proboszcz odprawił nabożeństwo. Przed ołtarzem ustawiły się kompanie honorowe Wojska Polskiego oraz las sztandarów delegacji PPR, PPS, Stronnictwa demokratycznego, PCK, Stowarzyszenia byłych Więźniów Politycznych, poczty sztandarowe szkół łódzkich itd. Po nabożeństwie wstępowali kolejno na trybunę przedstawiciele: duchowieństwa, Wojska Polskiego i partii politycznych, dając w swych przemówieniach wyraz potępienia mordów hitlerowskich barbarzyńców. Gdy ostatni z mówców – jako naoczny świadek – odmalował zebranym obraz ostatnich chwil radogoskiej tragedii – wśród tłumu rozległ się szloch płaczu. Po przemówieniu pięciominutową ciszą uczczono pamięć bohaterskich męczenników Radogoszcza. Następnie z kompaniami honorowymi Wojska Polskiego na czele – udał się długi pochód na mogiły spalonych [na cmentarzu św. Rocha – WŹ], gdzie delegacje składały wieńce. Długi czas, w milczeniu rzucano na mogiły stosy żywego kwiecia, dając tym wyraz miłości dla męczenników, poległych w tak straszliwy sposób z rąk hitlerowskiego najeźdźcy. W godzinach porannych na grobach żołnierzy radzieckich, którzy oddali swe życie w walce o Radogoszcz – delegacje komórek PPR złożyły wieńce i kwiaty, czcząc w ten sposób pamięć tych, którzy polegli w walce o wolność. (...)”]

[bez Autora], Echa przyłączenia Radogoszcza. [w:] „Głos Robotniczy”, 19 XI 1945, nr 153, s. 3.

[„Schylamy wszyscy głowy przed dekretami, a tym bardziej przed dekretem o „Wielkiej Łodzi”. Mieszkańcy naszej gminy niejednokrotnie wzdychali do tej błogiej chwili, gdy nie będą już gminą, a miastem. Bo przecież to rzeczywiście dziwoląg: jeden mieszkaniec Radogoszcza, pracując w Łodzi, dostawał to i owo na kartki, a drugi mieszkaniec tejże samej gminy, pracując na swoim terenie, nie dostawał niczego. Do tego dochodził tramwaj [chodzi o taryfę podmiejską (wyższą od miejskiej), która obowiązywała po przekroczeniu granicy miasta i gminy, która znajdowała się w okolicy przystanku vis-á-vis b. więzienia radogoskiego – WŹ], do tego dochodziły tysięczne inne utrudnienia, których nie zna co prawda mieszkaniec gminy wybitnie wiejskiej, w odróżnieniu od mieszkańca gminy zamieszkałej przez żywioł robociarski [czyli po prostu miasta].

Ale władze miejskie, dokonywując „przyłączenia”, nie dokonały jednej rzeczy. Po co była ta „Rada Narodowa” w Radogoszczu, jeżeli nikt nawet nie raczył jej zawiadomić, że dokonywuje się „przyłączenie”? Do dnia dzisiejszego prezydium Rady Narodowej w Radogoszczu nic nie wie o fakcie przyłączenia gminy do miasta. (...) I dopóki Gminna Rada Narodowa [w Radogodszczy] nie zostanie powiadomiona, co ma ze sobą zrobić, dopóki 26 tys. mieszkańców Radogoszcza nie dostanie swojego choćby jednego miejsca w Miejskiej Radzie Narodowej, gdzieby człowiek związany z terenem dzielnicy mógł reprezentować to robotnicze przedmieście, w Radogoszczu będą sprawy kuleć [w zakresie zaopatrzenia żywnościowego]. (...) Przeydium Gminnej Rady Narodowej w Radogoszczu.”

[bez Autora], Echa przyłączenia Radogoszcza. [w:] „Głos Robotniczy”, 20 XI 1945, nr 154, s. 5.

[„W związku z zamieszczoną w nr 153 „Głosu Robotniczego” z dn. 12 XI rb. notatką p.t. „Echa przyłączenia Radogoszcza” uprzejmie prosimy o zamieszczenie następującego wyjaśnienia:

W związku z notatką (...), Zarząd Miejski w Łodzi wyjaśnia, że zawiadomienie Gminnej Rady Narodowej w Radogoszczy o fakcie przyłączenia tej gminy do miasta Łodzi nie leżało w obowiązku Zarządu Miejskiego w Łodzi, lecz czynników powiatowych. Natomiast na skutek rozszerzenia granic Łodzi, Miejska Rada Narodowa w Łodzi dokooptuje z przyłączonych terenów odpowiednią ilość nowych członków Miejskiej Rady Narodowej w Łodzi. W ten sposób i ludność obszaru Radogoszcza mieć będzie swych przedstawicieli w Miejskiej Radie Narowoedj w Łodzi.



Co do poruszonej w notatce sprawy węgla i chleba, to rzecz oczywista, że Łódzka Gmina Miejska przyjmuje na siebie równocześnie obowiązek zaprowiantowania ludności od dnia przejęcia danych obszarów. Za ubiegły okres natomiast obowiązek ten spoczywa na władzach powiatowych.”

grudzień 1945


Okólnik nr 58: „W sprawie włączenia gminy Radogoszcz do terenów Wielkiej Łodzi”. [w:] „Dziennik Zarządu Miejskiego w Łodzi”, XII 1945, nr 5, s. 45.

[list prezydium Gminnej Rady Narodowej w Radogoszczu w związku z włączeniem gminy w obszar Łodzi]

[bez Autora], Zastępca kierownika łódzkiego getta przed Sądem Specjalnym w Łodzi. [w:] „Polska Zbrojna”, 13 XII 1945, nr 270, s. 4.

[Wśród czterech informacji o procesach zbrodniarzy hitlerowskich, które odbywają się lub mają być w Łodzi, informacja o procesie wachmana radogoskiego – Adolfa Orłowskiego vel Adlera:

„Dnia 15 b.m. przed Sądem Specjalnym w Łodzi stanie Orłowski vel Adler Adolf, który jako funkcjonariusz więzienia w Radogoszczu pod Łodzią znęcał się na Polakami i Żydami.”]

[bez Autora], Proces kata z Radogoszcza. [w:] „Głos Robotniczy”, 16 XII 1945, nr 180, s. 2.

[proces i wyrok w sprawie Adolfa Orłowskiego vel Adlera]

[bez Autora], Kat Radogoszcza skazany na śmierć. [w:] „Polska Zbrojna”, 16 XII 1945, nr 273, s. 6.

[„W dniu wczorajszym, przed Sądem Specjalnym w Łodzi odbył się proces volksdeutscha – Adolfa Orłowskiego, który podczas okupacji, po wyrzeczeniu się polskości, przybrał Adlera, wstąpił do SS [?? – WŹ] i pełnił służbę katowską w więzieniu na Radogoszczu, gdzie znęcał się nad więźniami w nieludzki sposób. Podczas zeznań licznych świadków, opisujących martyrologią więźniów Radogoszcza, na sali wybuchały spazmy płaczu. Wyrokiem Sądu Specjalnego Alfred Adler skazany został na karę śmierci za całe pasmo dowiedzionych zbrodni. Szczególne wrażenie na sali wywołało przemówienie prok. Lewińskiego, który mowę swoją zakończył słowami: „Tych świadków, którzy po latach męczarni płaczą na sali sądowej na samo wspomnienie przeżytych okropności obozowych – winien przesłuchać Trybunał Międzynarodowy w Norymberdze, gdyż są to dowody na pewno bardziej wymowne od zeznań świadczących generałów niemieckich. Echa takich procesów jak dzisiejszy winny dotrzeć do uszu sędziów norymberskich w chwili, gdy pewne czynniki usiłują wybielić hitleryzm.”]

[bez Autora], Wyrok śmierci na kata z Radogoszcza. [w:] „Dziennik Łódzki”, 17 XII 1945, nr 165, s. 6.

[wyrok na b. wachmana Adolfa Orłowskiego vel Adlera]

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna