Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona35/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   31   32   33   34   35   36   37   38   ...   59

1987

wydawnictwa

ADAMSKA Jolanta, System więzień sądowych i policyjnych w Generalnym Gubernatorstwie. [w:] Więzienia hitlerowskie w Polsce. Stan i perspektywy badań oraz problemy badawcze (materiały z sesji naukowej). Łódź 1987, Okręg. Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

[wydawnictwo powielaczowe; dla dziejów Radogoszcza szczególnie interesujący jest rozdział VI: Rozporządzenia w sprawie ewakuacji więzień GG.; materiał dla porównania jak przebiegały likwidacja więzień na terenach włączonych do III Rzeszy]

GALIŃSKI Antoni, Więzienia hitlerowskie w rejencji łódzkiej i inowrocławskiej (stan i problemy badawcze). [w:] Więzienia hitlerowskie w Polsce. Stan i perspektywy badań oraz problemy badawcze (materiały z sesji naukowej). Łódź 1987, Okręg. Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

[wydawnictwo powielaczowe; ss. 16–17: informacje n.t. Radogoszcza]

GMITRUK Janusz i inni. Bataliony Chłopskie. Wojskowy Instytut Historyczny. Warszawa 1987.

[ss. 86 i 399: Adam Banach, komendant okręgu V – „Łódź”. Po aresztowaniu więzionym na Radogoszczu.]

KONIECZNY Alfred, Więzienia hitlerowskie na Dolnym Śląsku. [w:] Więzienia hitlerowskie w Polsce. Stan i perspektywy badań oraz problemy badawcze. Materiały z sesji naukowej. Łódź 1987, Okr. Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

[materiały powielane; wielu więźniów Radogoszcza przeszło przez dolnośląskie więzienia, tam było sądzone, tracone, lub wywożone dalej, do KL Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen. Wskazówki bibliograficzne i źródłowe w pierwszej części artykułu]

NAWROCKI Stanisław, Organizacja więzień sądowych na ziemiach polskich włączonych do Rzeszy na przykładzie tzw. „Kraju Warty”. [w:] Więzienia hitlerowskie w Polsce. Stan i perspektywy badań oraz problemy badawcze (materiały z sesji naukowej). Łódź 1987, Okręg. Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

[wydawnictwo powielaczowe]

NAWROCKI Stanisław, Hitlerowskie więzienia w „Kraju Warty”. [w:] „Zeszyty Majdanka”, t. XII, 1987, ss. 23 – 36.

[„Dzieje więzień hitlerowskich na obszarze tzw. „Kraju Warty” nie były dotąd przedmiotem wyczerpującego opracowania. W literaturze znaleźć można tylko przyczynki, poświęcone najczęściej poszczególnym więzieniom, a nierzadko tylko fragmentowi ich działalności. (...) Taki charakter ogólny mają m.in. informacje o więzieniach na terenie Łodzi, zawarte w pracy M. Cygańskiego o okupacyjnych losach tego miasta [w: „Z dziejów okupacji hitlerowskiej w Łodzi 1939–1945. Łódź 1966 – WŹ].

(...) RADOGOSZCZ.

W końcu 1939 r. w okupowanej Łodzi w miejsce dawnych więzień przy ul. S. Sterlinga 16 i J.I. Kraszewskiego 21 zaczęto tworzyć znacznie większe więzienie w obszernych budynkach fabrycznych Samuela Abbe’go na przedmieściu Łodzi zwanym Radogoszczem [nie prawda! więzienie radogoskie powstało obok, a nie w zamian wymienionych wyżej więzień – WŹ].Więzienie zaczęło tu funkcjonować od 6 I 1940 r. [1 sierpnia, 6 stycznia to data ostatniej grupy więźniów przepędzonych do f-ki Abbego z obozu przejściowego w f-ce M. Glazera przy ul. Liściastej – WŹ] pod nazwą Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast. Była to największa katownia hitlerowska na terenie Łodzi. Mordowano więźniów na miejscu [sporadycznie, częściej sami umierali z powodu ciężkich warunków bytowych – WŹ] oraz wywożono na rozstrzeliwanie do okolicznych lasów [nie do końca prawda, jeżeli to tylko w 1940 r. – WŹ]. W więzieniu przebywali więźniowie polityczni [nie stanowili zasadniczej grupy – WŹ] i gospodarczy, podejrzani o działanie na szkodę Niemiec. Byli to głownie Polacy, ale przebywała tu także grupa Niemców [niewielka ilość – WŹ], a czasami przedstawiciele innych narodowości [dopiero od ok. przełomu 1943/1944 jeńcy rosyjscy, w ilości maksimum 500 osób – WŹ]. Więźniów traktowano wyjątkowo brutalnie. Zginęło tu m.in. wielu Niemców z rejonu łódzkiego, przeciwników hitleryzmu [nie były ich wielu – WŹ]. W końcowym okresie okupacji było w nim osadzonych do 2.000 więźniów. Przez obóz przeszło ogółem 40.000 – 50.000 [około 40 tys. – Łódź], w tym około 30.000 zmarło [nie prawda; wraz z ofiarami styczniowej masakry około 5.000 – WŹ] Radogoszcz był więzieniem o charakterze obozu pracy karne (Straflager], miało wiele cech upodabniających go do obozu koncentracyjnego [nie prawda; Radogoszcz zawsze był „tylko” więzieniem policyjnym – WŹ].

W początkowym okresie kierownikiem więzienia był obersturmführer SS Siegfried Ehlers [był komendantem obozu przejściowego, który z dniem 1 VII 1940 r. został przekształcony w więzieni policyjne i wtedy odszedł – WŹ], przybyły z Hanowewru, wyjątkowy sadysta [wspomnienia nie potwierdzają tego wyjątkowego sadyzmu – WŹ]. Od 1 VII 1940 r. do końca okupacji funkcję tęełnił porucznik policji (Revierleutnant) – Walter Pelzhausen z Frankfurtu n. Menem. Osobiście znęcał się nad więźniami i ich mordował, nierzadko publicznie, na oczach innych więźniów.

Nadzór więzienny skłądał się początkowo z 83, a później z 57 funkcjonariuszy, wśród których byli esesmani, policjanci i miejscowi Niemcy (volksdeutsche) [załogę więzienia policyjnego stanowili policjanci – WŹ]. W znanej na ten temat literaturze nie mówi się o próbach organizowania przez więźniów życia politycznego lub kulturalnego [nie było takiej możliwości, skoro przebywali tu w końcowym okresie funkcjonowania przeciętnie 3 miesiące – WŹ].

PUŚ Wiesław, Dzieje Łodzi przemysłowej. Zarys dziejów. Łódź 1987, Muzeum Historii m. Łodzi, ss. 122–123.

[„(...) Planowanej eksterminacji Polaków służyły także zorganizowane przez hitlerowców na terenie Łodzi więzienia i obozy. Największym więzieniem było tzw. Poszerzone Więzienie Policyjne, Radogoszcz, które mieściło się w budynkach fabryki Abbego, przy zbiegu ul. Zgierskiej i Sowińskiego. Więźniów Radogoszcza poddawano wymyślnym szykanom i torturom. Brak danych nie pozwala określić liczby ofiar tego więzienia (ogółem przeszło przez Radogoszcz około 50 tys. ludzi), gdzie nieludzkie traktowanie, fatalne warunki higieniczne, brak opieki lekarskiej, głodowe racje żywnościowe, jak i bezpośrednie rozstrzeliwanie powodowały duża śmiertelność. Więzienie to zapisało się w pamięci łodzian tragedią wymordowania i spalenia żywcem około 2 tys. więźniów w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., w przeddzień wyzwolenia Łodzi przez Armię Czerwoną. (...) ]

– „Przeżyliśmy Gross-Rosen”, W-wa 1987, tom I, z. 5 (Wspomnienia z pracy w komandach wewnętrznych i inne...), ss. 12-15, 49-58.

[wydawnictwo na prawach rękopisu; ss. 12–15: Leszek BOGDAŃSKI, Wspomnienia pierwszej nocy w Gross-Rosen [mieszkaniec Łodzi, więzień Radogoszcza przez 3 miesiące II poł. 1943 r., stąd do KL Gross Rosen]; ss. 49–58: Eugeniusz CISZEK, Jak zostałem konserwatorem centrali telefonicznej w Gross-Rosen [mieszkaniec Kalisza, więzień Radogoszcza od ok. poł. XII 1943 do 10 VIII 1944 r., pisarz na sali nr I].

– „Przeżyliśmy Gross-Rosen”, W-wa 1987, tom I, z. 6 (Komando „Brieg” i „Niesky”), ss. 37–49.

[wydawnictwo na prawach rękopisu; ss. 37–49: wspomnienia z pobytu w komandzie Niesky KL Gross-Rosen – Stefana MALINOWSKIEGO, Ostatnim obozem Niesky [mieszkaniec Warszawy, m.in. więzień Radogoszcza od 8 IV do VIII 1943 r., stąd do KL Gross–Rosen, nr 85650].

– „Przeżyliśmy Gross-Rosen”, W-wa 1987, tom II – Filie obozu koncentracyjnego Gross–Rosen, z. 5 – Komando „Dyhernfurh II”, ss. 5, 29–30.

[wydawnictwo na prawach rękopisu; wspomnienia Stanisława Rajskiego, więźnia Radogoszcza od ok. stycznia do końca lutego 1944 r., stąd do KL Gross–Rosen (nr obozowy 23 459, stąd do komanda „Dyherfurth II; porównaj obszerny życiorys + współczesne zdjęcie w: „Przeżyliśmy Gross-Rosen”, W-wa 1987, t. II, z. 5, ss. 47–48.



ss. 29-30: fragment wspomnień dotyczących Radogoszcza: „(...) Z gestapo przewieziono pewną grupę więźniów w liczbie około 60-ciu do obóz w Łódź–Radogoszcz [do więzienia radogoskiego – WŹ]. (...) Na dziedziniec obozu Radogoszcz wpędzono nas jak bydło okładane pejczami na końcu których był ołów obszyty w skórę. Na powitanie towarzyszył nam wrzask jednego z kluczników, hitlerowca z Polski, prawdopodobnie furmana z Łodzi o imieniu Józio [chodzi o Józefa Heinricha, przedwojennego furmana z Pabianic – WŹ]. Ów Józiu wrzeszczał: „czapki z głów polskie świnie – przyszliście do świętego miejsca!”. Ustawiono nas pod murem, twarzą do ściany. Wydawało nam się, że pod tym murem będziemy rozstrzelani. Zziębniętych trzymano nas tak około 2-ch godzin. Następnie kolejno wołano nas na wartownię, tam odebrano nam wszystkie dokumenty osobiste, przy czym wysłuchiwaliśmy całej gamy obelg. Serce drżało z żalu, łzy płynęły z oczu i pomimo otrzymywanych szturchańców milczeliśmy. Z kolei wpędzono nas do łaźni, kazano rozebrać się do naga. Jakiś niby lekarz, Niemiec, przeszukiwał kieszenie ubrań [chodzi o sanitariusza Izby Chorych Radogoszcza – Mateusza – WŹ]. Ta osoba, która zostawiła pieniądze, została wezwana i przykładnie pobita sękatą laską z gruszkowego drzewa. Kara nie kończyła się na samym tylko pobiciu. W łaźni tej znajdowało się koryto z zimną wodą. Tam wpychano więźniów i trzymano przez pół godziny. O wychyleniu ciała z wody nie było mowy, bo zaraz „lekarz” ów bił i wpychał końcem laski do koryta. Po tak zwanym „chrzcie” wydawać miano ubrania, które przeszły przez parownię. Lecz torturom nie było końca. Przyszedł ów Józiu mówiąc: „teraz będzie prawdziwy chrzest bojowy”. Zamknął drzwi na klucz i bezlitośnie rozprawił się z nagimi ludźmi, bijąc potwornie pejczem aż do krwi, która bryzgała po ścianach. Po otrzymaniu odzieży kazano nam iść na górę [przepędzono ich do sal więziennych w budynku głównym – WŹ]. W tym dniu w obozie była „Sodoma i Gomora”. Żandarmi bili bez opamiętania, a inspiratorem tego bicia był Pelzhausen [komendant więzienia – WŹ], gruby żandarm – dał on się nam we znaki tego i następnego dnia, czego nie zapomnę. Podkładali żandarmi nogi biegnącym, a kiedy więzień przewrócił się, padali na niego inni, a oprawcy bili i bili, aż do krwi. A kiedy na Anioł Pański w pobliskim kościółku [przy ul. Czereśniowej – WŹ] biły dzwony, Józiu żandarm wrzeszczał: „módlcie się, dzwonią na Anioł Pański, prosić waszą Matkę Boską, niech się zlituje nad wami, niech was wybawi”. My bez jego drwin modliliśmy się w duchu: ”O Pani nasza, Orędowniczko nasza, módl się za nami”. I od tego dnia dziękuję Jej, że uprosiła dla nas żyjących łaskę u swego Syna. Trwało to 6 tygodni. Już nawet woleliśmy być w Dachau lub Oświęcimiu, byle nie tam. Aż wreszcie nadszedł dzień transportu – ale gdzie? Każdy z nas zadawał sobie to pytanie: gdzie? Opatrzono rany, polecono wyprać zakrwawioną bieliznę i wreszcie transport. Kiedy pytaliśmy Niemca gdzie jedziemy, odpowiedział: „na roboty”. Odetchnęliśmy z ulgą, lecz nie wierzyliśmy i nie wiedzieliśmy jaki czeka nas dalszy los. Wyprowadzono nas poza bramę obozu [więzienia !]; na ulicy [Zgierskiej] stał tramwaj [wagon więzienny – WŹ], do którego nas wpędzono; okna tramwaju były zabite, by nikt nie widział kogo wiozą lub żebyśmy nie dawali znaków ludziom na ulicy. Pomimo to ludność wiedziała o naszym transporcie i dochodząc do dworca kolejowego Łódź–Kaliska [do którego zostali tym tramwaje dowiezieni – WŹ] ludzie podawali nam chleb szukając swoich bliskich. Płaczące matki żegnały swych synów lub żony swych mężów. (...)”]

– „Przeżyliśmy Gross-Rosen”, W-wa 1987, tom IV, z. 6.

[wydawnictwo na prawach rękopisu; s. 7: obszerny biogram (+ foto) Antoniego ARMATYSA, m.in. więźnia Radogoszcza od ok. sierpnia 1943 do ok. 15 II 1944 r., stąd do KL Gross-Rosen, nr obozowy 17 451; s. 36: obszerny biogram (+ foto) Floriana KRAJEWSKIEGO, m.in. więźnia Radogoszcza; według biogramu od 2 VII 1942 r. i stąd wywieziony do KL Gross-Rosen, nr obozowy 3 402, według kartoteki byłych więźniów Radogoszcza w MTN-Łódź na Radogoszczu od 2 VI 1944 (przywieziony z Ostrzeszowa) i stąd 6 VII 1944 r. transportem specjalnym (prawdopodobnie do KL Gross Rosen].

SZEFER Andrzej, Hitlerowskie więzienia na Górnym Śląsku. [w:] Więzienia hitlerowskie w Polsce. Stan i perspektywy badań oraz problemy badawcze. Materiały z sesji naukowej. Łódź 1987, Okr. Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi.

[materiały powielane; „(...) Już po rozwiązaniu administracji wojskowej na ziemiach polskich pod koniec października 1939 r. stwierdzono znaczne przepełnienie więzień na Górnym Śląsku. Był to rezultat masowej akcji terrorystycznej realizowanej przez komanda grup operacyjnych (Einsatzgruppen) Policji Bezpieczeństwa pod dowództwem B. Streckenbacha i U. von Woyrscha, zwłaszcza konieczności likwidacji wszystkich zaimprowizowanych obozów internowania Polaków i przeniesienia tychże do więzień sądowych na obszarze utworzonej rejencji katowickiej. Sytuacja w więzieniach sądowych pogorszyła jeszcze fala aresztowań w rejencji katowickiej z 9–10 XI 1939 r., która objęła setki osób.(...)” podobna sytuacja była w Łodzi]

prasa

BUDZIAREK Marek, Eksterminacja pastorów łódzkich w latach okupacji hitlerowskiej. [w:] Przegląd Powszechny”, 1987, nr 9, ss. 357–363.

[niektórzy z nich byli więzieni na Radogoszczu]

KACPERSKI Andrzej, Radogoszcz – pamiętnik z getta. [w:] „Muzea Walki”, 1987, nr 20, ss. 168–170.

[widowisko słowno–muzycznego p.t. „Radogoszcz” przygotowanego przez ........]

MALINOWSKI Stefan, Ostatnim obozem Niesky. [w:] „Przeżyliśmy Gross Rosen” [Biuletyn]. Warszawa 1987, tom II, zeszyt 6, ss. 37 – 49.

[w okresie 8 IV do VIII 1943 r. więziony na Radogoszczu]

RAJSKI Stanisław, Droga przez kaźnię. [w:] „Przeżyliśmy Gross Rosen” [Biuletyn]. Warszawa 1987, tom II, zeszyt 5, ss. 29 – 43.

[ss.: 29–30: wspomnienia z pobytu na Radogoszczu w I kw. 1944 r.]

ŹRÓDLAK Wojciech, Więzienny tramwaj. [w:] „Odgłosy”, 10 I 1987, nr 2, s. 5.

[o wagonie tramwajowym przystosowanym do przewożenia więźniów na terenie Łodzi, w tym na Radogoszcz; porównaj uzupełnienie do tego materiału przez czytelnika: FICHNA Zdzisław, Więzienny tramwaj [w:] „Odgłosy”, 1987, nr 20, s. 10.]

(m), W rocznicę wyzwolenia. Kwiaty pod pomnikiem i na mogiłach poległych. [w:] Głos Robotniczy”, 19 I 1987, nr 15, ss. 1 i 3.

[m.in. na Radogoszczu]

(ab), W hołdzie ofiarom faszyzmu. 42. rocznica wyzwolenia Łodzi. [w:] „Dziennik Łódzki”, 19 I 1987, nr ....., s. .... .

(m), „Plakat w służbie pokoju”. [w:] „Głos Robotniczy”, 19 I 1987, nr 15, s. ..... .

[„(...) Z okazji 42 rocznicy wyzwolenia Łodzi w Muzeum Martyrologii i Walki na Radogoszczu (oddział Muzeum Historii Ruchu Rewolucyjnego) czynna będzie wystawa p.t. „Plakat w służbie pokoju”. Zgromadzono na niej blisko 50 plakatów z lat 1952–1985, pochodzących ze zbiorów własnych łódzkiego muzeum oraz kolekcji Muzeum Plakatu w Wilanowie, autorstwa najwybitniejszych polskich artystów, jak Waldemar Świerzy, Karol Śliwka i inni. (...)”]

(ab), „Plakat w służbie pokoju”. [w:] „Dziennik Łódzki”, 20 I 1987, nr 16, s. ..... .

JĘDRZEJEWSKI Jerzy, Pomoc dla zatrzymanych w obozie Radogoszcz. [w:] „Odgłosy”, 28 II 1987, nr 9, s. 10.

[„………….. (…) Korzystając z relacji jednego z organizatorów i działacza Komitetu Pomocy, Alfreda Kaiserbrechta [w zbiorach MTN–Łódź, sygn. A–7428 („Z działalności Polskiego Komitetu Pomocy dla Zatrzymanych w Obozie w Radogoszczu.”)] i własnych informacji, opracowałem niniejszy szkic.

9 listopada 1939 r. władze hitlerowskie podały oficjalnie do wiadomości [odbył się w Łodzi miting w tej sprawie z udziałęm A. Greisera – WŹ] z o wcieleniu Łodzi, łącznie z powiatem, do obszaru Rzeszy. Z tym dniem wzmogły się represje w stosunku do obywateli polskich [one w tym dniu dopiero rozpoczęły się na dobre; rozpoczęła się „Inteligenzaktion”, łódzka edycja akcji „AB – WŹ] i w konsekwencji nastąpiło przepełnienie istniejących więzień łódzkich. Utworzono na Radogoszczu dużą katownię pod nazwą „Erweitertes Polizeigefängnic, Radegast”, czyli „Powiększone Więzienie Policyjne, Radogoszcz”. Mieściło się ono przy ul. Zgierskiej róg ul. Sowińskiego [powstało 1 lipca 1940 r. !!! – WŹ].

W dniach 9–11 listopada 1939 r. gestapo przeprowadziło na terenie miasta i okolicy masowe aresztowania inteligencji i działaczy społecznych [w ramach tzw. „Inteligenzaktion”]. Osadzono ich w zabudowania b. cegielni [i fabryki włókienniczej; cegielnia była obok] Michała Glazera [przy ówczesnej ul. Krakowskiej 56, dziś Liściasta, f-bka Pierścieni Tłokowych „Prima”]. Właściwie nie były to zabudowania tylko wiaty do wysuszania cegieł, nie ogrzane, wilgotne, bez najprymitywniejszych urządzeń sanitarnych [więźniowie zostali umieszczeni w FABRYCE włókienniczej; w wiatach w ogóle trudno byłoby nie tylko przetrzymywać więźniów, ale nawet ich upilnować, bo z natury rzeczy są one otwarte ze wszystkich stron]. W listopadzie przybyło do tego więzienia około 2.000 osób [nie do więzienia, a do obozu przejściowego, utworzonego doraźnie w fabryce Michała Glazera na potrzeby „Inteligenzaktion”. Prawdopodobnie dlatego, że w tym czasie w pobliskiej fabryce S. Abbego funkcjonował obóz przesiedleńczy. Aresztowani nie przybyli w jednej grupie! Dostarczano ich tu stopniowo, jak następowały aresztowania. Pierwsi pojawili się tu 9 lub 10 listopada – WŹ]. Polaków i Żydów. Dawna fabryka Glazera nie mogła pomieścić wciąż przybywających więźniów, co spowodowało w końcu grudnia 1939 r. przeniesienie obozu do znacznie większych budynków fabrycznych Samuela Abbego [była to dawna fabryka włókiennicza, w 1939 r. nie funkcjonująca, u zbiegu ul. Sowińskiego i Zgierskiej. Przeniesienie nastąpiło nie z powodu przepełnienia, bo w grudniu wymordowano w lasach lućmierskich około 500 osób tu więzionych, a z racji wykonania kilku prac dostosowujących fabrykę Abbego do celów więziennych, np. organizacja kuchni, budowa prycz, ogrodzenie obiektu drutem kolczastym. Od samego początku obóz przejściowy w fabryce Glazera miał charakter doraźny, np. nie było tam kuchni, prycz, ogólne „zabezpieczenie” obiektu było iluzoryczne. – WŹ].

Niemcy, pragnąc ciężar utrzymania obozu przerzucić na społeczeństwo polskie, postanowili zezwolić na utworzenie organizacji opiekuńczej. 12 listopada 1939 r. do siedziby gestapo przy ul. Anstadta (19 Stycznia [od V 1994 ponownie Anstadta]) przywieziono samochodem policyjnym trzy znane na terenie Łodzi działaczki społeczne: Gretę Biederman, żonę aresztowanego [i więzionego w obozie w f-ce M. Glazera] Pawła Biedermana (przemysłowca, działacza rozwiązanego w październiku Komitetu Obywatelskiego), Eugenię Kaiserbrecht i Helenę Pawłowską, żonę aresztowanego [i również więzionego w obozie w f-ce M. Glazera] adwokata Stanisława Pawłowskiego. Rozmowę przeprowadził hauptsturmführer [SS] …..?.... Lutherott, informując, że w dawnej cegielni Glazera zorganizowany zostanie [!??; obóz już działał od 2-3 dni !!! A ponieważ został w sumie utworzony doraźnie, szybko, bez zapewnienia w nim elementarnych urządzeń socjalnych dla więźniów, w tym kuchni z prawdziwego zdarzenia, szybko powstał problem ogromnego głodu. Niemcy rozwiązali więc ten problem również szybko, zezwalając na dostarczanie żywności przez powołany – de facto na ich polecenie – Komitet. Stąd te panie w siedzibie gestapo – WŹ] stały obóz polskich zakładników [może takie określenie zostało wówczas użyte, ale w rzeczywistości był to obóz przejściowy utworzony dla realizacji akcji represyjnej przeciwko łódzkiej inteligencji w ramach tzw. „Inteligenzaktion”], których społeczeństwo polskie może otoczyć opieką w postaci dostarczania żywności, leków, odzieży itp.

(…) Panie zaproponowały utworzenie społecznego komitetu, który zająłby się tymi sprawami. W celu umożliwienia utworzenia takiego społecznego organu, wlądze niemieckie zwolniły spośród zatrzymanych adw.S. Pawłowskiego i P. Biedermanna oraz bp K. Tomczaka i wydały pisemna zgodę na utworzenie biura Komietu oraz zezwoliły na zainstalowanie telefonu. Zaproponowano [członkowie Komiettu] jako siedzibę Komitetu, biura fabryki Ramischa przy ul. Piotrkowskiej 138/140 – duża sala konferencyjna, 4-5 pokoje biurowe i pomieszczenia na magazyn. Lokalizacja ta została została zaakceptowana. Zainstalowano tam wkrótce telefon, którego numer został nastenie umieszczony w oficjalnym [pierwszym okupacyjnym] spisie telefonów m. Łodzi (Litzmannstadt) pod literą „P”, zaraz za Polizeipräsidium, pod nazwą Polnische Hilfskomitee für Gefängnislager in Radegast.

Te względnie dobre warunki trwały krótko, już po kilku tygodniach siedziba Komitetu została przeniesiona do małego kantorka w parterowym budynku, a nastenie dalej, w głąb posesji, do jeszcze mniejszych pomieszczeń socjalnych (pralnie, magiel itp.), znajdujących się w oficynie tej samej posesji.

Niezmiernie trudno jest, po tylu latach, ustalić dokładny skład Komitetu Pomocy, m.in. z powodu płynności, powodowanej częstymi aresztowaniami lub wysiedleniami. Najważniejszy trzon stanowili: adwokat Stanisław Pawłowski, przemysłowiec Paweł Biedermann oraz Gustaw i Robert Geyerowie, inżynier Karol Bajer, biskup – sufragan ks. Kazimierz Tomczak (przebywający w areszcie domowym), Antoni Lipiński, prof. Zygmunt Lorentz, Greta Biedermannowa, Eugenia Kaiserbrechtowa, Helena Pawłowska, inż. Wacław Kamiński (z fabryki Geyera), inż. Kordasz (z fabryki Scheiblera i Grohmanna), inż. Zygmunt Rau (członek ZWZ–AK), inż. Antoni Remiszewski, Ryszard Keiserbrecht z żoną Janiną i Alfred Keiserbrecht, sprawujący funkcję kierownika biura.

Z Komitetem stale współpracowali: Zofia Herbst, Julia Rosiewiczowa, Tochtermanowa, prof. Wanda Lorentzowa, Wanda Tomaszewska, Janina Gregorowicz-Herbst, Stefania Ordyńska, Maryla Biedermannówna, Rauowa, inż. Zygmunt Fiedler, inż. por. Franciszek Moczkowski (kierownik Oddziału V sztabu Okręgu Łódzkiego ZWZ–AK), Zbigniew Wagner, Julian Wołowski, ks. prałat Dominik Kaczyński, Stefan Wolski, Pelagla Zdziennicka, dyr. prof. Antoni Idzikowski. Janina Romanowska i inni. Jest to tylko część nazwisk osób, których działalność dało się zapamiętać i odtworzyć. Podkreślić należy, że większość z wymienionych tu osób działała już uprzednio w utworzonym z inicjatywy społecznej Komitecie Obywatelskim oraz, że w pracach Komitetu Pomocy, tj. zbieraniem pieniędzy brało udział całe społeczeństwo polskie m. Łódź, które świadczyło pomoc bezimiennie i zupełnie bezinteresownie.

Komitetowi Pomocy udało się przejąć resztki rzeczy (tj. bielizne, odzież, koce, żywność, lekarstwa) po zliwkidowanym Komitecie Obywatelskim [m. Łodzi] mieszczącym się w okalu [Stowarzyszenia] Techników, przy ul. Piotrkowskiej 102 i od PCK. Stroną finansową działalności zajmował się Ryszard Kaiserbrecht. Przez swoje stosunki handlowe z kupcami i przemysłowcami uzyskiwał bardzo poważne sumy pieniężne, oczywiście przeważnie bez podania [nazwisk] ofiarodawców. Pełnił on również funkcję łącznika Komitetu Pomocy z obozem w Radogoszczu, miał prawo wstępu do tego obozu. Po jego aresztowaniu i wysiedleniu do GG w początkach grudnia 1939 r., obowiązki te przejął Alfred Kaiserbrecht.

Z chwilą przeniesienia obozu do czteropiętrowego budynku po fabryce Samuela Abbego, władze hitlerowskie obciążyły Komitet Pomocy kosztami ogrodzenia drutem kolczastym terenu, wybudowaniem wieżyczek strażniczych, wybudowaniem wartowni, sypialni dla 30 strażników i ich umundurowanie (czarne mundury, szynele, buty z cholewami). Komitet z własnej inicjatywy wybudował [urządził] dla więźniów kuchnię [chyba w łaczniku pomiędzy parterową halą a budynkiem głównym], umywalnię [w parterowej hali d. tkalni], sanitariaty [na tyłach budynku głównego], sale wyposażono w prycze, początkowo [też] sienniki [na nich], potem słomą, urządzono szpitalik [wszystkie te prace zostały wykonane PRZED rozpoczęciem przenoszenia więźniów z obiektu w f-ce M. Glazera].

W pierwszym okresie gorące jedzenie było przygotowywane w pomieszczeniach blisko położonej fabryki Keiserbrechta [ul. Zgierska 69] i następnie przewożone trzy razy dziennie wozami konnymi przez członków Komitetu [do obozu na Krakowską (Liściastą). Tam też, [w f-ce Kaiserbrechta] ulokowano magazyny żywności, które prowadziła p. Kamińska. Później, po wybudowaniu kuchni [w nowym miejscu pomieszczenia obozu, czyli w f-ce S. Abbego], w czym dużą pomoc okazali pracownicy fabryki Geyera (inż. Wacław Kamiński), zaangażowano z wolności trzech kucharzy, którzy na miejscu przygotowywali gorące potrawy [!!]. Całą żywność musiał zdobywać i dostarczać Komitet Pomocy.

Lekarstwa nieoficjalnie dostarczały apteki: Ubezpieczalni Społecznej [w Łodzi], i apteka Wagnera [i Zieglera [ul. Piotrkowska 67], przez panie Janinę Kulikowską i Biedermann.

W obozie [w f-ce M. Glazera przy obecnej ul. Liściastej], w tym okresie, stale przebywało około dwóch tysięcy osób [jest to liczba szacunkowa, prawdopodobnie przeszacowana o pięćset do tysiąca osób], z tym, że na miejsce wywożonych do obozów koncentracyjnych [w tym czasie, w 1939 r. i do ok. maja 1940 r., nie wywożono do obozów] lub do GG [więźniów nie wywożono do GG, natomiast podczas przenoszenia obozu do f-ki S. Abbego wywieziono tam około kilkudziesięciu kobiet] przybywali stale nowi aresztowani [po akcji przeciwko inteligencji w listopadzie 1939 r. ilość więźniów zmniejszała się o tych, którzy byli rozstrzeliwani w lesie lućmierskim; ok. 500 osób]. Duża akcja wysiedleńcza nastąpiła w połowie grudnia 1939 r., w trakcie której wysiedlono z Łodzi większość członków Komitetu Pomocy [osoby z tej akcji były umieszczane w f-ce S. Abbego], a Robert Geyer [wraz z Quido Johnem] został rozstrzelany [zostali zastrzeleni w wilii Geyera przy ul. Czerwonej, w nieustalonych do dziś okolicznościach] w nocy z 12 na 13 grudnia 1939 roku.

Pomimo tych strat pomocy nie ustawała, a do pracy zgłaszali się nowi ochotnicy. Przez codzienne kontakty z obozem udało się nawiązać bezpośredni kontakt z aresztowanymi [nie było to specjalnie trudne, bo mniej więcej po koniec listopada 1939 r. była możliwość widzeń z więźniami, poza tym, zanim Komitet w sposób zorganizowany nie zaczął dostarczać żywności, dostarczały ją rodziny aresztowanych; nieoficjalnie, ale wydaje się, że bez większych trudności, więźniowie przekazywali tą drogą też grypsy; tak było w f-ce M. Glazera, po przeniesieniu obozu do f-ki S. Abbego skończyły się widzenia, ale członkowie Komitetu mieli raczej nieskrępowany kontakt z więźniami, którzy odbierali od nich żywność]. Już w następnym dniu po aresztowaniu uzyskiwano grypsy [zanim zaczął działać system grypsów i ustaliły się kanały ich przerzutu upłynęło kilka dni; później, od ok. połowy llistopada 1939 r., rzeczywiście systemn informacji o aresztowanych działał sprawnie], które przez wybranych uczniów łódzkich szkół, były dostarczane do rodzin aresztowanych [może, dotychczas nie ma jednoznacznych informacji nt. zatrudnienia w sposób zorganizowany w tym uczniów; wiadomo, że informacje o aresztowanych były przekazywane na pewno przez rodziny współaresztoanych]. Umożliwiało to stosunkowo szybkie przekazywanie paczek z odzieżą, żywnością, lekarstwami określonym osobom [określonym!? wszystkim, o których rodziny się dowiedziały, że są w tym obozie; trudniej mieli początkowo więźniowie spoza Łodzi zanim i o nich nie dowiedziały rodziny; a jak zaczął działać Komitet Pomocy to zaopatrywani byli wszyscy więźniowie bez wyjątku]. Paczki te dostarczane były do siedziby Komitetu Pomocy, przy ul. Piotrkowskiej 138/140, skąd wozami konnymi [innego środka transportu nie było, chociażby z braku benzyny, a poza tym podóczas wóz konny był podstawowym środkiem transportu towarowego] dowożono i przekazywano bezpośrednio do rąk aresztowanych [to była jedna z dróg, inna, jak już wspomniano, to osobiste dostarczanie paczek pod bramę obozową].

W styczniu 1940 r. nastąpiły pierwsze masowe aresztowania młodzieży polskiej, głównie harcerzy i członków Przysposobienia Wojskowego [w maju !!, podczas dużej akcji przeciwko młodzieży; wydaje się, że jedynym kryterium był wiek, a przynależność do Przysposobienia Wojskowego była obowiązkowa dla młodzieży męskiej w gimnazjach]. Grupy kilkudziesięcioosobowe były zwożone nocą do obozu [w f-ce S. Abbego!; nie tylko nocą, przez kilka dni, partiami, jak zapełniały się areszty policyjne, które były pierwszym miejscem selekcji]. A już przed południem Komitet Pomocy posiadał pełną listę zatrzymanych [mogło mu to być potrzebne dla swojej ewidencji, ale inforamcja o tym gdzie zatrzymana młodzież jest umieszczana była powszechną w Łodzi]. Natychmiast powiadamiano rodziny i tego samego dnia odbierano od nich paczki i przekazywano je, prawie bez rewizji, adresatom. sprawa była o tyle pilna, gdyż już następnej nocy [po kilku dniach!, gdy uzbierano odpowiednią ilośc do transportu] wywożono młodzieżdo obozów [wywożono ich w jedno miejsce: do KL Dachau, gdzie wielu z nich przebywalo do wyzwolenia].

Komitet Pomocy nawiązał kontakt z [łódzką] Gminą Żydowską, skąd uzyskano parokrotnie poważną pomoc finansową, oczywiście bez ujawniania pochodzenia pieniędzy [było takie współdziałanie na początku działalności Komitetu, ale Żydzi szybko zorganizowali swoją pomoc i prowadzili ją w sposób niezależny; zresztą Niemcy sami wyciągali od nich pieniądze za ich aresztowanych]. W obozie bowiem stale przebywała pewna grupa Żydów. Komitet Pomocy posiadał również powiązania z istniejącą w Łodzi tajną organizacją wojskową: Służba Zwycięstwu Polski – Związek Walki Zbrojnej i jej szefem sztabu mjr Stanisławem Juszczakiewiczem, ps. „Stanisław”. Dokumentem zatrudnienia z Komitecie posługiwał się por. inż. Franciszek Moczkowski ps. „Gruchacz”, który zatrzymany na ulicy, już po likwidacji Komitetu Pomocy, został zwolniony tylko z uwagi na uaktualnienie dowodu zatrudnienia.

Nazwa „Komitet Pomocy dla Zatrzymanych w Obozie na Radogoszczu” pozwalała również na prowadzenie innych społecznych akcji nie zawsze legalnych, jak na przykład akcja dożywiania dzieci – kuchnie w byłych szkołach, opieka nad rodzinami, których mąż lub syn był w niewoli, więzieniu lub w obozie; opieka nad nauczycielstwem, opieka nad grobami żołnierzy poległych w kampanii wrześniowej; opieka i dożywianie obozów wysiedlonych (m.in. z terenów wojew. poznańskiego i pomoskiego przy ul. Łąkowej 4, Leszno, Strzelców Kaniowskich 32 oraz na Dołach [Akurat tego rodzaju działania, szczególnie w pierwszych miesiącach okupacji, nie były nielegalne. Niemcy je tolerowali. Nielagalne były kontakty i działania we współdziałaniu ze SZP-ZWZ-AK]. Zajmowano się też odszukiwaniem zagnionych i aresztowanych. Prowadzono ewidencję osób aresztowanych, która obejmowała 6 tys. nazwisk. Niestety została ona spalona w momencie opieczętowywania lokalu Komitetu Pomocy przez gestapo. W lokalu Komitetu kolportowano tajne gazetki, m.in.. „Szaniec’ i inne. oraz stale posiadano aktualne wiadomości o tym co się dzieje w kraju i za granicą.

Jako oficjalny przedstawiciel biura Komitetu Pomocy Alfred Kaiserbrecht stale był wzywany do siedziby gestapo przy ul. Anstadta. Parokrotnie była przeprowadzana rewizja w siedzibie Komitetu Pomocy. lokal miał dwa wyjścia: oficjalne na ulicę Piotrkowską i nieoficjalne na ul. Sienkiewicza co niejednokrotnie pozwalało na uniknięcie wpadki [!? nie lokal a miejsce gdzie się znajdował; teren fabryki; a niepostrzeżone wyjście z niego na dziedziniec fabryczny było niemożliwe, co można sprawdzić do dziś]. Gazetki przechowywane były w workach z kaszą, co nawet mimo bardzo dokładnej rewizji nie dawało efektu.

Sprawozdania z działalności finansowej Komitetu Pomocy składał w Wardszawie Alfred Kaiserbrecht, które niestety w czasie Powstania zaginęły.

W II połowie sierpnia 1940 r. gestapo obstawiło lokal Komitetu od strony ul. Piotrkowskiej, wtargnęlo do środka, wylegitymowało obecnych i lokal zapieczętowano. Osoby ukrywające się uciekły tylnym wyjściem na ulicę H. Sienkiewicza [!? patrz uwaga wyżej].

Tak zakończyła się poważna, kilkumiesięczna działalność Polskiego Komitetu Pomocy dla Zatrzymanych w Radogoszczu. Był też najdłużej działającą oficjalną placówką polską w Łodzi.].

[MOCZKOWSKI Franciszek], na drodze do Pabianic. Takie były moje pierwsze godziny i dni wolności. [w:] „Odgłosy”, 28 II 1987, nr 9, s. 10.

[Autor wspomnienia został aresztowany w ostatnich dniach październiku 1944 roku. Był szefem V Oddz. (Łączność) łódzkiego AK, PS. „Gruchacz”. Został osadzony w piwnicy siedziby gestapo przy ul. Anstadta. Stąd 17 stycznia 1945 r. wszystkich więźniów przepędzono do więzienia przy ul. S. Sterlinga i stąd, na drugi dzień, ok. 23.00 wraz z więźniami tego więzienia w kolumnie zaczęto pędzić w kierunku Pabianic, szosą w tym kierunku. W tej kolumnie znajdowali się też więźniowie Radogoszcza, którzy zostali w ostatnich tygodniach przekazani do tego więzienia. W rejonie Widzew–Żdżary udało mu się wraz z ojcem, kolegą Tadkiem i jeszcze innym więźniem uciec. Podobnie w tym samym rejonie udało się uciec m.in. więźniowi Radogoszcza Kazimierzowi Michalakowi, mieszkańcowi Zgierza, dziennikarzowi, który w dwa dni później wykonał serię zdjęć spalonego Radogoszcza.

(...) Nie było wiadomości o matce i siostrze, aresztowanych również ze mną. Zjawiły się w domu następnego dnia.

Przed ewakuacją więzienia [więzienia kobiecego przy ul. Gdańskiej 13] załadowano pewną ilość więźniarek, w tym również je, do szczelnie zamkniętego samochodu i wieziono w nieznane. Po pewnym czasie samochód zatrzymał się, chwilę stał i zawrócił, by znaleźć się znowu na ul. Gdańskiej. Kiedy wyprowadzano je z samochodu jeden ze strażników szepnął o szczęściu jakie miały. Później skojarzyliśmy ten fakt, ze spaleniem mężczyzn w obozie [więzieniu !] w Radogoszczu. Ewakuacja więzienia kobiecego przy ul. Gdańskiej odbywała się w tym samym kierunku przez Pabianice a rozwiązanie kolumny nastąpiło w rejonie Łasku, kiedy strażniczki zaczeły uciekać przed naciągającym frontem.”]

SKOCZYLAS Włodzimierz, Aresztowanie. [w:] „Odgłosy”, 21 III 1987, nr 12, s. 10.

[Część 1 wspomnień łodzianina – Włodzimierza Skoczylasa (po wojnie znanego aktora) aresztowanego w II poł. maja 1940 r. [w tekście mylna data – 1942 r. (!) – WŹ] podczas dużej akcji gestapo skierowanej przeciwko łódzkiej młodzieży. Osadzony wraz z innymi na Radogoszczu i stąd wywieziony do KL Dachau i tu do końca wojny.



„(...) – Włodek, Włoduś...! (...) Przyszli po ciebie [14 V 1940 r. – WŹ]. (...) W przedpokoju stał drugi żandarm, a obok niego – szary na twarzy – ojciec. Żandarm mówił po polsku z twardym, śląskim akcentem. – .... teroz pódzie na polizei, a zaś do bauera... robić... pracować. Młody... nauczy się robota. (...). (...) Na schodach spotkałem Leszka Kujawskiego, a przy nim żandarmów. Nadrabiał miną, tak jak ja. Żandarmi kazali nam iść przed sobą. Ruszylismy w kierunku komisariatu na Srebrzyńską 99. Od strony czerwonej fabryki na Manii prowadzili naprzeciw nam dwóch chłopców w granatowych, gimnazjalnych szynelach. Byli to Zbyszek Pawlikowski i Zygmunt Raźniewski. W komisariacie, w pokoju przerobionym na poczekalnię, siedzialo już kilku chłopaków sprowadzonych wcześniej: dwaj bracia Murczakiewiczowie Zenek i Heniek ze Srebrzyńskiej 75, Maniek [Marian] Graczyk ze Srebrzyńskiej 105, Jerzy Mariański, Lucek [Lucjan] Wodzyński i jeszcze kilku innych, których nie znalem. (...) Siedzieliśmy w kącie poczekalni, czekając na samochód, który miał nas zawieźć do Polizeipräsidium w al. T. Kosciuszki 19, które teraz nazywały się Göring allee. (...) Koló południa przyjechał po nas samochód. Na Kościuszki przyjęli nas Schupo w jasnoniebieskich szynelach, z zielonymi kołnierzami. Krzycząc i poszturchująć pędzili nas po schodach na pierwsze piętro. Duża sala wypełniona była kłębiącym się tlumem młodziezy. Tuż przy wejściu natknąłem się na Heńka Wosińskiego, Tadka Tracza i Tadka Bartnickiego. Wszyscy byliśmy z tej samej klasy naszego gimnazjum na „górce”, od Ojców Bernardynów. – Chodź do nas, pod okno – namawiał mnie Heneiek – pogadamy. Nie wiadomo jak dlugo przyjdzie nam tu czekać. (...) Plątałem się od grupki do grupki wypatrująć znajomych. Zobaczyłem ich, gdy witali się ze sobą. Gienek Gilski i Zbyszek Witkowski. Żandarmi przywozili wciąż nowych. Na sali zaczęło być tłoczno. Przeważali ludzie młódzi, prawie jeszcze chłopcy, ale trafiali się wśród nich i starsi. Nagle zaskoczony zobaczyłem w drzwiach oboje rodziców. Szybko podszedłem do nich. Schupo zagrodził wejście, ale zezwolił na rozmowę. – Włoduś, może uda się wyciągnąć cię stąd – szepnął mi ojciec – biorą tylko tych, którzy skończyli 17 lat, a ty przecież dopiero siedm dni temu... (...) Na salę wszedł Schupo i zaczął wyczytywać nazwiska. Wyczytani grupowali się koło drzwi, potem żandarmi wyprowadzali ich na ulicę. (...) Znowu zaczęli wyczytywać nazwiska. Teraz byliśmy my, z Polesia. Ustawiliśmy się przy drzwiach. Do nas dołączyli tych z Kozin. Wśród innych padło nazwisko Jutka Sobczka. (...) Wmieszał się [Józef Sobczak] w naszą gromadkę i szepnął ponuro: – Panowie krewa! Wiozą nas na Radogoszcz! Wypuszczali nas na schody, gdzie czekali żandarmi, przeliczajać wszystkich skrupulatnie. Na ulicy zobaczyłem oboje rodziców, stali oddzieleni kordonem żandarmów, a my w pośpiechu ładowaliśmy się do ciężarówki.”]

SKOCZYLAS Włodzimierz, Pierwsze doświadczenia więźnia. [w:] „Odgłosy”, 28 III 1987, nr 13, s. 10.

[Część 2 wspomnień z pobytu w więzieniu na Radogoszczu.

„Podniesiono brezent [ciężarówki, którą W. Skoczylasa i innych przywieziono na Radogoszcz; 14 maja 1940 r. – WŹ]. Wokół samochodu stało kilkunastu drabów w czarnych mundurach. Kije w ich rękach nie zachęcały nas do opuszczenia skrzyni ciężarówki. Najbliżej stał Zenek Murczkiewicz. Długo nie mógł zdecydować się na skok. Jeden z czarnych diabłów schwycił go za połę płaszcza i pociagnał w dół. zenek calym ciężarem ciała zwalił się na ziemię. Cios kijem w plecy postawił go na równe nogi. (...) Teraz wyskakiwaliśmy jeden po drugim i ustawialiśmy się sprawnie w dwa szeregi. (...) Radogoszcz. To właśnie stąd wywieźli Karola Hillera do lasów lućmierskich. Już nie wrócił. Tam go zastrzelili. Wiedziałem o tym [skąd mógł o tym wiedzieć ?? – WŹ]. A co nas czeka? – Obróćta się! – padł ni to rozkaz, ni to komenda. Cała trzydziestka sprsawnie wykonała w tył zwrot. Wartownik wolno otwierał skrzypiącą bramę. Wkroczyliśmy na dziedziniec więzienia. (...) Po ponownym sprawdzeniu listy pognali nas na drugie piętro. (...) Całą gromadą wpadliśmy do fabrycznej hali. (...) Hala podzielona była na trzy sektory. Każdy z nich skłądał się s podwójnego rzędu prycz. Prycze były piętrowe, a ludzie leżeli zwróceni głowami do siebie. Jerzyk Mariański, Maniek Graczyk, Lucek Wodyński i ja znaleźliśmy sobie miejsce na górze, w końcu pierwszego sektora. (...) – Rany boskie, tam jest moja matka – zawołął nagle jeden [z przebywających na sali II piętra – WŹ] z nich. Wszyscy rzucili się do okien, w nadziei, że zobaczą swoich bliskich. Naprzeciw więzienia, gdzie był przystanek tramwajów dojazdowych [linii zgierskiej i ozorkowskiej; Zgierska przy Czereśniowej – WŹ], grupka osób wpatrywała się w więzienne okna. Wypatrywałem rodziców, ale ich nie dostrzegłem. Nagle na salę wpadł czarny [schärführer]. Krzyczał coś po niemiecku waląc kijem na prawo i lewo odpędzał ludzi od okien. (...) Nie usłyszałem pobudki [w dniu 15 V 1940 r.]. W umywalni stały kolejki do mycia. Woda z kranów ciurkała cienkimi strumyczkami do długich blaszanych koryt. (...) Gdy wróciliśmy na górę [do sali na II piętrze – WŹ] Jurek Warchulski był już naszym salowym. (...) W Radogoszczu [na salach] nie wolno było palić papierosów. (...) Weszła [na salę II piętra] grupka ludzi. Skuleni, zbili się w wystraszoną gromadkę. Ubrani w brązowe, powycierane sztruksowe spodnie, postrzepione marynarczyny, pocerowane szare swetry.Prawie wszyscy obuci byli w cięzkie trepy oblepione gliną i ledwie co zaschnięta ziemią. (...) – Skąd was wzięli? – spytał Warchulski. Jeden z nich ukłonił się Warchulskiemu do kolan. – Panocku, my spod Nowosolnej. Robilim podorywki w polu. Zabrali nas do auta i przywieźli tutaj. – Zabrali was z pola ? – Z pola. Nawet do chałupy nie puścili. – Pługi, konie i wozy zostały. (...)”.]

R. Por. [Ryszard Poradowski], Podsumowanie rocznego dorobku OKBZH–IPN w Łodzi. [w:] „Głos Robotniczy”, 3 IV 1987, nr 79, s. ..... .

[„Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich–Instytut Pamięci Narodowej w Łodzi w szczególny sposób zainaugurowała wczoraj obchody Miesiąca Pamięci Narodowej. Z tej bowiem okazji w Muzeum Martyrologii i Walki na Radogoszczu odbyło się plenarne posiedzenie Komisji połączone z otwarciem wystawy „Łódź i okręg łódzki 1939–1945 – plakat okupacyjny”. (...)].

R. Por. [Ryszard Poradowski], Lekcja historii i patriotyzmu. W muzeum na Radogoszczu. [w:] „Głos Robotniczy”, 3 IV 1987, nr 79, s. ..... .

[„W muzeum Martyrologii i Walki na Radogoszczu otwarto wczoraj wystawę p.t. „Łódź i okręg łódzki 1939–1945 – plakat okupacyjny”. Zgromadzono na niej kilkadziesiąt obwieszczeń, zarządzeń, odezw i wyroków wydrukowanych przez hitlerowców. (...). Wystawa, zorganizowana staraniem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich–Instytut Pamięci Narodowej w Łodzi, wspomnianego Muzeum i Archiwum Państwowego w Łodzi, zainaugurowała obchody Miesiąca Pamięci Narodowej.”]

(jerg), Ogólnopolska inauguracja obchodów „Miesiąca Pamięci Narodowej” w Łodzi. Patriotyczna manifestacja na Radogoszczu. Hołd poległym i kombatantom. Apel o pokój. Wysokie odznaczenia państwowe dla kombatantów. [w:] „Głos Robotniczy”, 6 IV 1987, nr 81, ss.1 i 3.

(j. kr.), Pokój światu! Ogólnopolska inauguracja obchodów „Miesiąca Pamięci Narodowej”. Patriotyczna manifestacja na Radogoszczu. Odznaczenia dla łódzkich kombatantów. [w:] „Dziennik Łódzki”, 6 IV 1987, nr 81, ss. 1 i 2.

(PAP), Inauguracja obchodów „Miesiąca Pamięci Narodowej”. W hołdzie ofiarom epoki krematoriów. Uroczystości w Łodzi. [w:] „Trybuna Ludu”, 6 IV 1987, nr 81, s. ..... .

M.J., Plakat okupacyjny. [w:] „Dziennik Łódzki”, 7 IV 1987, nr 82, s. .... .

[ „2 kwietnia otwarto w Muzeum Martyrologii i Walki na Radogoszczu wystawę p.t. „Łódź i okręg łódzki 1939–1945 – plakat okupacyjny”. (...)”]

SKOCZYLAS Włodzimierz, Wszędzie, byle nie w Radogoszczu. [w:] „Odgłosy”, 11 IV 1987, nr 15, s. 10.

[Część 3 wspomnień W. Skoczylasa dotyczących jego pobytu w więzieniu radogoskim (w fabryce S.

Abbego) od .... do 24 maja 1940 roku.



„(...) – Skoczylas! (...) Już mnie spostrzegł. (...) Podskoczył do mnie, złapał za klapy marynarki i prawie w powietrzu, wyniósł na korytarz. (...) Zrzucił mnie ze schodów na półpiętro, wprost pod nogi rozkrzyczanego wartownika. (...) Grubas wolno schodził po stopniach i ciężko dysząc chwycił mnie za kark. Otworzył drzwi prowadzące do hali na parterze i wepchnął do środka. Ogarnęła mnie ciemność. W pomieszczeniu panował mrok. Słabe żarówki ledwo jarzyły się pod sufitem. Grubas walił rytmicznie pięścią w tył mojej głowy. Wreszcie się zmęczył. Stałem oszołomiony, patrząc na wolno wyłaniające się z mroku kontury prycz. Leżeli na nich ludzie. Sztywno, bez ruchu, jak manekiny. Na jednym boku. Wszyscy byli zwróceni twarzami w moją stronę. W każdym rogu sali majaczyła czarna sylwetka wartownika. Siedzieli na nienaturalnie wysokich stołach. Na ich piersiach wisiały automatyczne pistolety. (...) grubas szarpnął moim ramieniem i pchnął przed siebie. (...) zatrzymałem się przed dużą, blaszaną beczką stojącą pod ścianą. Zdjął, wiszący na gwoździu, gruby, gumowy kabel. Spróbował jego giętkości. Chwycił mnie za kark i zanurzył głowę w cuchnącą bryję. Odruchowo szarpnąłem się do tyłu, ale to na nic się nie zdało. Zacisnąłem usta i oczy. Ciecz przez nos zalewała mi gardło. Piekący ból przeszył moje pośladki. Cios był niespodziewany. Chciałem krzyknąć, ale tylko zabulgotałem bezradnie. Na moment udało mi się wyrwać głowę z żelaznego uchwytu. Zbawczy haust powietrza i znowu głowa zanurzona w beczce. Nie wiem ile batów zdołał mi wlepić ten bydlak. (...) Czułem, ze opuchnięty tyłek ledwie mieści mi się w portkach. Przeszedł Jurek Warchulski. – Zapisał cię wczoraj, jak szedłeś do latryny? – Tak. – Pewnie, jak szedłeś do latryny? – Tak. – Pewnie, jak przechodził, nie stanąłeś pod ściana na baczność? – A skąd miałem wiedzieć! – Cholera! Zapomniałem uprzedzić was o tym Chłopaki! – krzyknął na całą salę – Uwaga! No... Chcę wam coś powiedzieć. Umilkli. Wszystkie głowy zwróciły się w stronę mówiącego. – Jeśli spotkacie na schodach, na korytarzu, czy gdziekolwiek idącego esesmana macie stanąć na baczność, zwróceni twarzą do niego. Nie wolno nawet drgnąć. Kto się ruszy, dostanie kije. Tu już jest jeden taki – pokazał na mnie. Przybiegli do mnie – Heniek Wosiński, Tadek Bartnicki i Ignac Leśniewski – koledzy z gimnazjum. (...) Okna wychodzące na ulicę [gen. J. Sowińskiego – WŹ], przyciągały wszystkich jak magnes. Znaleźli się cwaniacy, którzy urządzili sobie wzdłuż nich promenadę. Wybierali jedna szybkę i przechodząc, za każdym razem wyskrobywali w wapnie [którym były pomalowane od wewnątrz – WŹ] niewielką dziurkę, która z czasem rozrastała się do pokaźnych rozmiarów prześwitu, pozwalając, z dala od okna, zobaczyć przeciwległą stronę ulicy [która w tym czasie biegła wzdłuż budynku i muru fabrycznego – WŹ]. Raz, w takiej szczelinie, udało mi się zobaczyć rodziców. To tylko pogorszyło mój stan psychiczny. Wolałem nie spoglądać w tę stronę. W piątek, 17 maja 1940 roku, wywołano mnie na wartownię. (...) – Skoczylas, to ty? – Masz tu paczkę. Przynieśli ci ciepłe gacie. Podpisz. (...) Późnym popołudniem wpadł wściekły pan scharführer. – Kto wyrzucił kartkę przez okno?! – Daję wam trzy minuty czasu. Ma się zgłosić ten, który to zrobił. Potem wszyscy dostana kije. (..) Strach przed biciem i wzajemna nieufność doprowadziły do nieuzasadnionych oskarżeń, a nawet bójek, ale winnego nie było. Przyniesiono kolację. Namiętności wygasły, wyglądało na to, że sprawa przyschła. Kiedy zgaszono światło i wszyscy układali się do snu, już mieliśmy pewność, że tym razem upiekło nam się. Przyszedł [Jurek] Warchulski, żeby pogadać. Cichym szeptem opowiadał mi o tym, co przeżył przez te dwa tygodnie swego pobytu na Radogoszczu.

Na parterze, gdzie dostałem lanie, był specjalny oddział karny. Przebywali tam ci, których gestapo uznało za najbardziej niebezpieczny element, zagrażający bezpieczeństwu III Rzeszy. Zadenuncjowani przez łódzkich volksdeutschów – działacze lewicowi, przywódcy związkowi i społecznicy (...). Panujące tam warunki były straszne. Więźniowie przez cały czas leżeli na twardych pryczach, bez żadnego okrycia. Okrągła dobę trwała koszmarna karuzela. Leżeli na plecach, na boku, na brzuchu, na boku i wszystko powtarzało się od początku. Cykl obrotów był przestrzegany bardzo rygorystycznie. W ciągu dnia co godzinę, w ciągu nocy co dwie godziny. Tylko raz na dzień wyprowadzano ich do latryny. (...) Jeśli esesman przyłapał więźnia oddajacego mocz, spotykał go taki sam los jak mnie.

Na pierwszym piętrze, z ogólnej sali, wydzielono szafami izbę chorych. (..)



W sobotę [18 V 1940 r.], po śniadaniu wszedł na salę pan scharführer i oznajmił, z ę wyjdziemy na spacer. (...) Na dziedzińcu ustawiono nas w dwuszeregu. (...) Było nas pięćset. Przeważnie młódych chłopców, Wielu gimnazjalistów, młodych robotników, nauczycieli, urzędników aresztowanych w całej Łodzi. – W prawo zwrot! Naprzód marsz!. Staraliśmy się utrzymać równy krok, ale bezskutecznie. Ciężkie trepy rolników z Nowosolnej najbardziej mieszały szyki. Na nich wyłądowywał swą wściekłość scharführer, obrzucajać ich najwulgarniejszymi klątwami jakie słyszałem. (...) Wiedziałem, że większosć załogi radogoskiego więzienia rekrutowała się z łódzkich volksdeutschów. (...) Zaczęli prać, gdzie popadło. (...) W ostatniej chwili uskoczyłem przed nadbiegającym wilczurem. Schowałem się za pień stojącej po środku dziedzińca gruszy. (...) Wreszcie rozleł się gwizdek i essesmani zaprzestali bicia. (...) – Wieta za co dostła się wam ten maneż ? Za skrobanie dziur w opknach [w zmalowanych szybach okien sal więziennych – WŹ]. Teraz już będzieta wiedzieć czego tu robić nie wolno! (...) Wróciliśmy na salę. (...) Któryś z nas zwrócił uwagę, że wszystkie okna są świeżo zamalowane. A wieć dosć długo musiała trwać ta młócka, skoro zdążyli w tym czasie zamalować wapnem wielkie fabryczne okna [sali]. (...) – Jak długo będą nas tu trzymać. Przecież mamy jechać do bauerów. (...) Możesz być pewien, że żaden bauer nas nie zobaczy. Wywiozą nas do Dachau. – Uciął twardo Jurek Warchulski.

W poniedziałek [20 V 1940 r.] zaczęły napływać nowe transporty ludzi nieświadomych swego dalszego losu. Na pryczach zaczynąło brakować miejsc. Kazano nam się ścieśnić. (...)

W czwartek, 23 maja 1940 r., po obiedzie, przyszedł ostatni transport aresztowanych. Zjawił się też schaführer i (...) rozkazał spakować swoje „klamoty’ zapowiadajać, że jutro [24 maja] opuścimy Radogoszcz. (...) Zestawiono nas [na sali] trzydziestkami. (...) Zeszlismy na dół. Przed wartownią stalo kilka koszy napełnionych chlebem. Każdy dostawał pod pachę bochenek i esesman wypychał go poza bramę więzienia. Tam czekała kolumna wojskowych ciężarówek przykrytych szarozielonym brezentem. Świtało, Dzień dopiero się budził. Nauczeni przykrym doświadczeniem szybko ładowaliśmy się do wnętrza budy. Ciężarówka ostro ruszyła z miejsca. Odetchnłąem z ulgą, gdy skręciła w lewo. A wieć nie do Lućmierza! [miejsca masowych egzekucji w końcu 1939 r. – WŹ].

Byliśmy na Dworcu Kaliskim. W jednej chwili uformowaliśmy kolumnę. Dookoła wialo pustką. Strome schody prowadzące na peron wskazywały kierunek marszu. Nieruchomo stojący żandarmi tworzyli groźny szpaler. Na prawym peronie stał długi rzad towarowych wagonów, w których okienka zabezpieczono kolczastym drutem. Na ścianach wagonów były biale napisy: „Polnische banditten”.”

(h.s.), Wizyta delegacji Izby Ludowej NRD. [w:] „Głos Robotniczy”, 13 IV 1987, nr 79, s. ...... .

[ „Wczoraj gościła w Łodzi trzyosobowa delegacja Izby Ludowej NRD [Niemieckiej Republiki Demokratycznej], której przewodniczył kierownik Sekretariatu Izby, Herbert Kelle. (...) Ponadto wczoraj goście z NRD zwiedzili Muzeum Historii Ruchu Rewolucyjnego i złożyli wiązankę kwiatów pod pomnikiem w Mauzoleum na Radogoszczu.” ]

(m), Uczcić pamięć żołnierzy – bohaterów. [w:] „Głos Robotniczy”, Wyd. I, 27 IV 1987, nr 97, s. .... .

[podczas wyzwalania ziem polskich spod okupacji hitlerowskiej poległo 600 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, „(...) Z inicjatywy zakładowych kół Towarzystwa Przyjaźni Polsko–Radzieckiej (TPPR) i Ligi Obrony Kraju (LOK) przy Przedsiębiorstwie Robót Termoizolacyjnych „Lambda” w Łodzi oraz bałuckich zarządów dzielnicowych LOK i TPPR postanowiono 9 maja b.r. zorganizować w Zgierzu i Łodzi uroczystość zebrania ziemi z mogił żołnierzy Armii Radzieckiej na wojskowych kwaterach cmentarzy w Zgierzu i w parku Poniatowskiego w Łodzi. Urna z ziemią będzie do jesieni zdeponowana w Muzeum Martyrologii na Radogoszczu, a w październiku b.r. specjalna delegacja kombatantów, działaczy TPPR i LOK przewiezie ją do wojskowego muzeum w twierdzy brzeskiej w ZSRR.”]

[List czytelnika; Wspomnienia Włodzimierza Skoczylasa]. [w:] „Odgłosy”, 23 V 1987, nr 21, s. .....

[„Inwalidzi wojenni, byli więźniowie hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Dachau, zrzeszeni w naszym oddziale Zw. Inw. Wojennych, zwracają się z prośbą o dalsze drukowanie na łamach [„Odgłosów”] wspomnień b. więźnia tego obozu – kol. Włodzimierza Skoczylasa. (...) Symforion Wartecki, z-ca prezesa Zarządu oddz. Łódź-Polesie Zw. Inw. Wojennych.

Redaktor dyżurny: Z Włodzimierzem Skoczylasem jesteśmy w stałem kontakcie i będziemy publikować jego dalsze wspomnienia. (...).”]

SKOCZYLAS Włodzimierz, Dlaczego nie zostałem ambasadorem. [w:] „Odgłosy”, 30 V 1987, nr 22, s. 10.

[Część 4 wspomnień; nie dotycząca Radogoszcza.]

(Wow), Malarstwo batalistyczne. [w:] „Głos Robotniczy”, Wyd. I, 10 VI 1987, nr 134, s. ... .

[„W salach Muzeum Historii Ruchu Rewolucyjnego (!? – WŻ) na Radogoszczu (winno być: ... w Łodzi, Oddział Radogoszcz”) czynna jest wystawa „Malarstwo batalistyczne 1939–1945”. Eksponuje ona dzieła znanych łódzkich artystów, a m.in. Benona Liberskiego, Andrzeja Sadowskiego, Stefana Justa, Józefa Wasiołka– obrazujące szlak bojowy polskich żołnierzy od września 1939 r. do dnia zwycięstwa. Ekspozycja czynna będzie do lipca.”]

LEWANDOWSKI Franciszek, Lekarze w latach okupacji. [w:] „Odgłosy”, 20 VI 1987, nr 25, s. 6.

[m.in. informacja o lekarzu Zenonie GOLCZYŃSKIM, który zginął na Radogoszczu podczas styczniowej masakry w 1945 r.]

R. Por. [Ryszard Poradowski], „Dola robotników przymusowych w III Rzeszy”. [w:] Głos Robotniczy”, wyd. I, 3 VII 1987, nr 153, s. .... .

[„Od kilku dni w warszawskim Pałacu Kazimierzowskim czynna jest wystawa „Dola robotników przymusowych w III Rzeszy” zorganizowana staraniem hamburskiej Fundacji Körbera. (...) Wystawę otwarto w Bonn w kwietniu 1985 r., od tego czasu w wielu miastach RFN (Republiki Federalnej Niemiec – WŹ) obejrzało ją kilkaset tysięcy ludzi, pokazano ją także w ZSRR (Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich – WŹ). Po Warszawie wspomniana ekspozycja wystawiona zostanie w Łodzi (9–14 lipca b.r.), Wrocławiu (18–23 b.m.) i Kaliszu (25–31 b.m.). (...) W Łodzi wspomniana ekspozycja prezentowana będzie w Muzeum Martyrologii i Walki na Radogoszczu dzięki Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich–Instytutu Pamięci Narodowej, która jest współorganizatorem wystawy.”; [niemiecki tytuł „Tajemnicą pojednania jest pamięć. Robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni w III Rzeszy.”]

R. Por. [Ryszard Poradowski], Wystawa poświęcona robotnikom przymusowym III Rzeszy. Od 9 bm. w Łodzi [w:] „Głos Robotniczy”, wyd. I, 7 VII 1987, nr ....., s. .... .

[wystawa czasowa przygotowana przez Fundację Körbera z Hamburga; niemiecki tytuł „Tajemnicą pojednania jest pamięć. Robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni w III Rzeszy.”]

R. Por. [Ryszard Poradowski], „Dola robotników przymusowych w III Rzeszy”. Otwarcie wystawy na Radogoszczu. [w:] „Głos Robotniczy”, wyd. I, 10 VII 1987, nr 159, s. 1 i 2.

[wystawa czasowa przygotowana przez Fundację Körbera z Hamburga; niemiecki tytuł „Tajemnicą pojednania jest pamięć. Robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni w III Rzeszy.”. Wystawie towarzyszył obszerny katalog będący tłumaczeniem na polski treści poszczególnych plansz.]

(zt), Wystawa w muzeum na Radogoszczu przypomnieniem dramatycznych losów. [w:] „Dziennik Łódzki”, wyd. I, 10 VII 1987, nr 159, s. ... .

[informacja o wystawie czasowej p.t. „Tajemnicą pojednania jest pamięć” przygotowanej przez Fundację Körbera z Hamburga]

SKOCZYLAS Włodzimierz, W cieniu siedmiu wież. [w:] „Odgłosy”, 29 VIII 1987, nr 35, ss. 1 i 9.

[Część 4 wspomnień W. Skoczylasa z pobytu w obozie koncentracyjnym Dachau prawie 500 osobowej grupy łódzkiej młodzieży aresztowanej w maju 1940 r., osadzonej na Radogoszczu i stąd wywiezionej do tego obozu.]



DZIECIŃSKI Paweł, Jak podczas okupacji Niemcy wysiedlali Polaków? [w:] „Odgłosy”, 12 IX 1987, nr 37, s. ........

[„Przyłączenie Łodzi wraz z okolicami do Rzeszy 9 listopada 1939 r. spowodowało, ze miasto stało się obiektem zainteresowania ze strony hitlerowskich ekspertów przygotowujących plany przesiedleń. (...) Aczkolwiek kierująca wysiedleniem Polaków i Żydów z „Kraju Warty” Centrala Przesiedleńcza (Umwanderezentralstelle) znajdowała się w Poznaniu, to praktycznie realizacją polityki wysiedleńczej zajmował się jej łódzki oddział. Od kwietnia 1940 r. szefem jego był SS-Obersturmbanführer Hermann Krumey. Urzędował w gmachu przy ul. Piotrkowskiej 133. (...) Przygotowania do przeprowadzenia masowych wysiedleń mieszkańców Łodzi zaczęły się już w połowie listopada 1939 roku. (...) Pierwsza fala wysiedleń nastąpiła w dniach 1–17 grudnia 1939 roku. Wysiedlano wtedy Polaków i Żydów głównie ze śródmieścia, a także z pojedynczych domów w innych dzielnicach. (...) Wysiedlonych transportowano najpierw do łaźni miejskiej przy ul. Wodnej gdzie poddawani byli kąpieli, a następnie przewożono ich do niedawno utworzonego więzienia w Radogoszczu [więzienie w Radogoszczu !??; formalnie powstało 1 VII 1940 r., do tego czasu fabryka S. Abbego był najpierw tylko obozem przesiedleńczym, a od stycznia 1940 r. też obozem przejściowym po fabryce Glazera – WŹ]. Był to – przez krótki okres – obóz przejściowy. Warunki pobytu były tam tragiczne, Jednak na szczęcie dla wysiedlanych nie byli tam długo, gdyż hitlerowcy starali się jak najszybciej wyekspediować ich z Łodzi. Z Radogoszcza transportowani byli na Dworzec Kaliski i koleją wywożono ich do GG. (...) Trudne warunki atmosferyczne i brak możliwości transportowych zmusiły hitlerowców do przerwania wysyłki łodzian do GG. Przerwa ta trwała do lutego 1940 roku. Nie zaprzestano jednak wypędzania Polaków z domów. (...) Nowa fala wysiedleń nastąpiła przed świętami Bożego Narodzenia. Objęła ona jedynie pojedyncze rodziny ze śródmieścia. Natomiast niezwykle perfidnym posunięciem władz hitlerowskich było wypędzenie na trzaskający mróz części mieszkańców osiedla im. Józefa Montwiłła–Mireckiego na Polesiu Konstantynowskim w noc sylwestrową z 31 XII 1939 r. na 1 I 1940 roku. (...) W lutym 1940 r. hitlerowcy wznowili transportowanie wysiedlonych do Generalnej Guberni. Teraz wywożono jedynie samych Polaków. Dla Żydów postanowili on utworzyć w Łodzi duże getto. (...) Przez cały 1940 r. trwało wysiedlanie mieszkańców Łodzi. (...) W początkach 1941 r. akcja wysiedleńcza uległa pewnemu zintensyfikowaniu, gdyż okupanci zrobili miejsce dla Niemców przesiedlanych z Besarabii i Bukowiny. (...) Wysiedlenia łodzian do GG zakończyły się w połowie marca 1941 roku. (...) W latach 1941–1944 wysiedlono także niewielką liczbę łódzkich rodzin do Niemiec i Francji. W sumie od początku grudnia 1939 r. do końca października 1941 r. wysiedlono poza Łódź 33.2.... osób. (...) Lepiej już wyglądała sytuacja, gdy przekwaterowanie miało charakter. Potrzebujący mieszkania Niemiec zgłaszał się do odpowiedniego wydziału z Zarządzie Miejskim, gdzie dawano mu spis mieszkań lub domków o odpowiednim standardzie i powierzchni jaka mu przysługiwała. Informowano go przy tym, że zamieszkujący tam Polacy zostaną natychmiast przesiedleni, jeśli na dane mieszkanie będzie reflektował. (...) Wszystkie lepsze mieszkania i domy w łodzi zostały zajęte przez ludność niemiecką. (...) W latach 1941–1943 było 103.285 przymusowych przeprowadzek. Były one częścią realizowanej z żelazną konsekwencją hitlerowskiej polityki narodowościowej. (...)”]

RUSSEK Kazimierz, [informacja z Łodzi]. [w:] „Za Wolność i Lud”, 26 IX 1987, nr 39, s. 10.

[w rubryce „Z życia ZBoWiD”; W 48 rocznicę wybuchu II wojny światowej i napaści hitlerowskiej na Polskę przy pomniku Mauzoleum Walki i Męczeństwa na Radogoszczu odbyła się patriotyczna manifestacja społeczeństwa Łodzi zorganizowana przez ZW ZBoWiD. Wzięły w niej udział poczty sztandarowe i delegacje organizacji politycznych, społecznych i kombatanckich i młodzieżowych, zakładów pracy i szkół. Wart ę honorową zaciągnęli przed pomnikiem żołnierze Wojska Polskiego i funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Przybyła kompania honorowa WP. (...)”]

(Bat.) [Halina Batorowicz ?], Morskie szlaki do zwycięstwa. Łódzianie też tam byli. [w:] „Głos Robotniczy”, 13 X 1987, nr 239, s. .... .

[„Interesującą wystawę otworzono wczoraj na Radogoszczu (Zgierska 147), w gmachu, który jest filią Muzeum Historii Ruchu Rewolucyjnego. Wystawę – z inicjatywy ZW ZBoWiD, LOK i Ligi Morskiej – przygotował kustosz Andrzej Rukowiecki, a oprawę plastyczną całości dała Jolanta Kobierska. (...) Wczoraj w otwarciu wystawy „Morskie szlaki do zwycięstwa” wzięli m.in. udział uczestnicy walk z I Samodzielnego Batalionu Morskiego. Bo łodzianie byli wszędzie, na wszystkich frontach walki z niemieckim okupantem.”]

(jm), „Morskie szlaki do zwycięstwa.” [w:] „Dziennik Łódzki”, wyd. I, 13 X 1987, nr 238, s. .... .

[wystawa czasowa na Radogoszczu p.t. „Morskie szlaki do zwycięstwa”.]

RUSSEK Kazimierz, „Morskie szlaki do zwycięstwa”. Łódź [w:] „Za Wolność i Lud”, 21 XI 1987, nr 11 (1248), s. 11.

[„(...) Ekspozycję, obrazującą dzieje polskiej marynarki wojennej w latach 1918–1987, stanowią w dużej mierze osobiste pamiątki łodzian uczestniczących w bitwach morskich w czasie II wojny światowej. (...) Wystawiono też modele wykonane przez uczniów, członków kół LOK.(...)”]

1   ...   31   32   33   34   35   36   37   38   ...   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna