Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona43/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   39   40   41   42   43   44   45   46   ...   59

1996

wydawnictwa

MEISSNER Lucjan, Niemiecka antynarodowo–socjalistyczna opozycja w Polsce do 1939 r. – jej cechy i struktura. [w:] Antyhitlerowska opozycja, 1933–1939. Wolne Miasto Gdańsk, Prusy Wschodnie, Śląsk, Łódź. Pod red. Marka Andrzejewskiego. Warszawa 1996.

[ss. 93–108: informacja życiu i działalności o Alfreda i Oskara Seidlerów (łodzian niemieckiego pochodzenia, antyfaszystów) więzionych w obozie w fabryce M. Glazera od 18 XI 1939 i zwolnionych z więzienia radogoskiego (w fabryce S. Abbego) w styczniu 1940 r.]

OLSZEWSKI Bohdan, Łódź, moje miasto. Przewodnik po dawnej Łodzi. Łódź 1996, „Literatura”

[ss. 107–109: rozdz. p.t. „W każdej grudce tej ziemi krwawa historia” („Była to wyjątkowo okrutna i bezsensowna przemoc, jakiej miasto doznało w ostatnich godzinach wojny. Strażnicy „Rozszerzonego Policyjnego Więzienia Radogoszcz” podłożywszy ogień pod mury fabryki rozpoczęli zabijanie więźniów. W tym czasie wozy pancerne armii radzieckiej zbliżały się już do granic Łodzi. Wkraczające do miasta oddziały wojak zastały dymiące zgliszcza i stosy zwęglonych ciał. W końcu 1939 r. niemieckie władze okupacyjne zorganizowały więzienia w dawnych zakładach Samuela Abbego (początkowo w f–ce M. Glazera !! – WŹ). Miało to związek z masowymi z aresztowaniami inteligencji, duchowieństwa i obywateli polskich narodowości żydowskiej. Przewożono także wysiedlonych rolników z okolic Włocławka, Koła i Bełchatowa (tych umieszczano w f-ce Abbego pełniącej w tym czasie rolę obozu przesiedleńczego ! – WŹ). Miejscową załogę stanowiło (w f-ce Abbego !) około 60–70 strażników; ogólny nadzór sprawowało gestapo (Prezydium Policji, Litzmannstadt – WŹ). Ocenia się, że w okresie pięciu lat (ok. czterech ! – od VII 1940 do I 1945 – WŹ) przewinęło się przez Radogoszcz (f-ka Abbego !) około 40.000 więźniów. Maltretowani i rozstrzeliwani ginęli bez sądu i możliwości obrony (??!! Radogoszcz nie był miejsce masowej a nawet pojedynczej bezplanowej eksterminacji; osadzani tu albo czekali na rozprawy sądowe albo po wyrokach czekali na transporty – WŹ).

SZLAGOWSKI Zbigniew, Łódzka Straż Pożarna, 1876 – 1996. Łódź 1996.

[ss. 81-82: lista strażaków, którzy zginęli podczas II wojny światowej, w tym więźniowie Radogoszcza: „(...) WRÓBLEWSKI Jan (zginął podczas masakry w styczniu 1945 r.), POLL Władysław (zginął w egzekucji 100 osób w Zgierzu; 20 III 1942; być może więzieni na Radogoszczu: Kołopolewski Michał, Kozłowski Jan, Lis Zygmunt, Rogowski Michał, Sosołowski Władysław, Smiela Władysław.”].


prasa

KUPISZ Włodzimierz, Siedziałem na Kraszewskiego. Ostatni transport z Łodzi. [w:] „Dziennik Łódzki”, wyd. A, 19 I 1996, nr ......., s. 18.

[„Łodzianin Lech Maleński nie należał do konspiracji, ale gestapo ścigało go za kradzież niemieckiego mienia wojskowego i sabotaż. (...) Zaraz na początku okupacji Łodzi Maleński został robotnikiem Wojskowych Magazynów Odzieżowych w kwartale ulic: Żwirki – al. Politechniki – Radwańska – Gdańska. (...) Jesienią 1944 r. Lech Maleński jechał, jako konwojent transportu mundurów i spodni wojskowych. Towarzyszył niemieckiemu kierowcy – Helmutowi. Ku jego zdziwieniu, Niemiec bez słowa wyjaśnienia pojechał, zamiast na Dworzec Kaliski – ulicą Brzezińską do lasu. Wszystko wskazywało na to, że wziął łapówkę od konspiracji [!??; w tym czasie łódzka konspiracja była znacznie zneutralizowana przez łódzkie gestapo – WŹ] za wywiezienie ładunku do lasu. (...) Przez kilka tygodni nikt nie robił z tego afery, ale w końcu doszło do „wsypy”. Helmuta aresztowano, a „Lesiek” (tak Niemcy wymawiali jego imię) (...) zaczął się ukrywać. Wytrzymał tak miesiąc czy dwa. Zbliżało się Boże Narodzenie 1944 r. [i postanowił spędzić je w domu]. (...) Zbliżała się Wigilia, więc zabrał się do mycia okien. Wtedy usłyszał wyraźne kroki co najmniej dwóch mężczyzn na drewnianej podłodze korytarza. Zanim pomyślał o ucieczce, weszło dwóch tajniaków w skórzanych płaszczach i tyrolskich kapeluszach. Zakuli mu ręce w kajdanki. (...)



Siedziałem w więzieniu wojskowym przy ul. Kraszewskiego 1/5 – wspomina pan Maleński. – Trzymali tam prawie samych wojskowych – 150 do 200. Mnie zakwalifikowali do więzienia wojskowego, bo pracowałem w wojskowym magazynie. (...) Siedział ze mną także Rafał ŻARNECKI, urzędnik kolejowy z Opatówka [później więzień Radogoszcza; jeden z ocalałych po masakrze w styczniu 1945 r. w tym więzieniu – WŹ]. Nie wiem, czym zasłużył na więzienie. (...) Na przesłuchania w prokuraturze wojskowej przy dzisiejszej ul. Żeligowskiego dowożono wszystkich tramwajami. (...) Maleński – jak na więźnia „wojskowego” przystało – nie był torturowany i bity podczas przesłuchań. (..) Żył jednak, jak pozostali, w poczuciu ciągłego zagrożenia. Na wewnętrznym dziedzińcu więzienia przy ul. Kraszewskiego znajdowała się bowiem cela śmierci i szubienica. (...) W nocy z 17 na 18 stycznia [1945 r.] niedaleko Kraszewskiego padły bomby. Niebo rozświetliły „choinki” – flary, zrzucone w ogromnych ilościach [przez Rosjan – WŹ]. Rano nie zaterkotał „kolega”. Drzwi cel pozostały otwarte, żeby ratować się na wypadek trafienia budynku pociskami. Kancelaria więzienna zaczęła wydawać więźniom przedmioty z depozytu – czerwonoarmiści zbliżali się na czołgach do miasta, a „klawisze” sumiennie wydawali pokwitowania [i rzeczy więźniom – WŹ], po konserwie na sześciu i po paczce sucharów. Kolumna więźniów wymaszerowała w konwoju esesmanów z psami. Każdy żołnierz miał po dwa granaty zatknięte za pasem. Nie było widać żadnego strachu, zdezorientowania. Konwój posuwał się bocznymi ulicami, aby nie utrudniać ewakuacji wojska, władz i cywilów [nie było takowej w znaczących rozmiarach! – WŹ]. W parku przy rzeźni, przy ul. Inżynierskiej [dziś park im Poniatowskiego], zawisły im nad głowami dwa „kukuruźniki”. Załogi obserwowały kolumnę umundurowanych ludzi, ale nie podjęli ataku [bo te samoloty nie były uzbrojone, używano ich tylko do transportu ludzi i wywiadu powietrznego – WŹ]. W porządku załadowano ich do trzech wagonów towarowych. W czwartym miejsca zajęła eskorta, „klawisze” i administracja więzienna. (...) Niemcy kazali przynieść opał do koksowników [chyba pieców !!] ogrzewających wagony. Panował straszliwy mróz. Po koks do pobliskich magazynów poszedł esesman z dwoma Polakami. Po pół godzinie wrócił sam Niemiec. Polacy rozbroili go i uciekli. Oficer kazał nieudacznikowi zająć miejsce w wagonie więziennym.

Ostatni pociąg z okupowanej Łodzi wyruszył w drogę późnym wieczorem. Po wielu perypetiach, związanych z naprawami bombardowanych torów, dojechali do obozu pracy w twierdzy kłodzkiej. (...) Ostatnią pracę w III Rzeszy dostał w tartaku – nocował u gospodyni na wsi [w okolicach Chemnitz]. 8 maja [1945 r.] zbudziła go melodia „Marsylianki” śpiewanej przez pododdział francuskich żołnierzy, których Amerykanie uwolnili z pobliskiego obozu jenieckiego. (...) Przy najbliższej okazji (...) pociągiem pełnym uwolnionych jeńców, więźniów i robotników przymusowych wrócił do Łodzi.]

ROGOZIŃSKI Romuald, Franciszek Juszczak – człowiek, który przechytrzył śmierć. [w:] „Opatowianin”, lipiec–sierpień 1996.

[„Opatowianin” – lokalna, powielana na ksero, gazetka wydawana przez Towarzystwo Przyjaciół Opatówka. Artykuł (ss. 3-5) to wspomnienia Franciszka Juszczaka z okresu II wojny światowej, m.in. z pobytu w więzieniu radogoskim od około grudnia 1944 roku. Przeżył, jako jeden z około trzydziestu więźniów styczniową masakrę w 1945 roku. Jest dziś [w 2005 r.] ostatnim żyjącym ocalałym z tej masakry, zamieszkały w osadzie Cieni II k. Opatówka. Znany tam dziś działacz społeczny. (Zmarł w 2006 r. – WŹ)]



1   ...   39   40   41   42   43   44   45   46   ...   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna