Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona46/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   42   43   44   45   46   47   48   49   ...   59

1999

wydawnictwa

DOPART Alicja, Pabianice – 1939. W rocznicę wybuchu II wojny światowej. Pabianice 1999.

[ss. 11 i 17: Dwie wzmianki o mieszkańcu Pabianic – Czesławie Molendzie, więźniu obozu w kinie „Zachęta” w Pabianicach, a następnie w obozach w fabryce Michała Glazera i Samuela Abbego na Radogoszczu w Łodzi, od XI 1939 do I 1940 r.)

[Dr], Dr Aleksander Margolis, 1887–1939. W dniu odsłonięcia tablicy pamiątkowej na murach szpitala, w którym w l. 1918–1939 pracował. Łódź 1999, Nakł. Aliny Margolis–Edelman.

[Dr Aleksander Margolis aresztowany 11 lub 12 XI 1939 r., osadzony w obozie przejściowym w fabryce M. Glazera na Radogoszczu, rozstrzelany 7 lub 20 grudnia 1939 r., prawdopodobnie w lesie łagiewnickim.]

LEWIŃSKI Jerzy, Proces Hansa Biebowa. Wyd. 2. W–wa 1999.

[Na ostatniej stronie okładki zdjęcie i krótki życiorys prok. Jerzego Lewińskiego oskarżyciela m.in. w procesie Waltera Pelzhausena]

PAWLAK Karol, Za kratami więzień i drutami obozów. Zarys dziejów więziennictwa w Polsce. Kalisz 1999.

[ss. 76–81: Rozdział IV: W cieniu swastyki; „(...) Do bardziej znanych za ziemiach włączonych do Rzeszy należały zakłady w Radogoszczy na przedmieściach Łodzi i Fort VII w Poznaniu, a na terenie GG Pawiak w Warszawie, Zamek w Lublinie i Montelupich w Krakowie. (...) Zimą 1945 r., wobec szybkich postępów Armiii Czerwonej, z więzień zwolniono osoby odsiadujące krótkie wyroki. Skazanych na dłuższe częściowo wymordowano, a częściowo ewakuowano. Masowe egzekucje miały miejsce w: Radogoszczy (1500–2000 osób), Krakowie, Ciechanowie, Płocku, Mławie, w lesie k. Chojnic, we wsi Skarszew k. Kalisza i innych miejscowościach. Egzekucje przeprowadzały oddziały SS i współpracujące z nimi formacje policyjne. (...).]

SZWARC Halina, Wspomnienia z pracy w wywiadzie antyhitlerowskim ZWZ–AK. Warszawa 1999, ss. 116–118.

[„(...) W nocy z 16 na 17 stycznia [1945 r.] wyrwały nas ze snu krzyki straży więziennej i kolejne wywoływanie wielu nazwisk; naliczyłyśmy ich do 56. Należałam do więźniarek wywołanych na korytarz. Rozkazano opuścić nam cele bez zabierania jakichkolwiek rzeczy. (....) Ustawiono nas w szeregu na korytarzu przed drzwiami komendanta i podzielono na dwie grupy, według cel z pierwszego piętra i parteru. Pierwsza grupa weszła do więziennej „suki”, a druga, w której i ja się należałam, długo stała na korytarzu w oczekiwaniu na transport. Zaczęło świtać, gdy powróciły nasze towarzyszki z pierwszej grupy. Jak się dowiedziałyśmy od nich, karetka więzienna została zatrzymana przy wyjeździe z miasta i otoczona przez cofające się od strony Zgierza wojsko ze słowami: „nie pora teraz wozić więźniarki pod front”. Wojskowi niemieccy zabrali samochód, aby przyspieszyć swój odwrót, a nasze koleżanki wróciły pod eskortą wachmanów pieszo na ulicę Gdańska. Pamiętam, że wyszedł do nas z kancelarii, zanim padł rozkaz powrotu do cel, stary wachman zmobilizowany do Volkssturmu i powiedział od siebie od siebie następujące słowa: „dziękujcie Bogu, ze się tak stało”. Przytacza je autor artykułu, który pierwszy opisał grozę wydarzeń w Radogoszczu w jednym z pierwszych numerów „Dziennika Łódzkiego” w styczniu 1945 roku.”

(...) 17 stycznia (...), około godziny 16.00 wyczytano nazwiska kobiet, które miały najlżejsze sprawy, w zasadzie niepolityczne i nosiły białe trójkąty. Zakomunikowano im, ze mogą zabrać swoje rzeczy i opuścić więzienie. Wielka radość zapanowała wśród nas. Tak wspaniałej chwili, gdy więzienne bramy otwarto przed blisko setka kobiet wychodzących na wolność, nie było w okupacyjnej historii więzienia przy ul. Gdańskiej. O godzinie 20.00 dla nas, pozostałych, padł rozkaz opuszczenia cel bez zabierania rzeczy. Do ustawionych na podwórku więziennym kobiet-więźniarek przemówił naczelnik więzienia: „Wyruszacie na zachód. Ewakuacja. W Pabianicach będą czekały na was podstawione wagony kolejowe, które nas przewiozą do Rzeszy. (...) Naczelnikiem więzienia był to Reichsdeutsch z Nadrenii, mieszkający przed wojną prawdopodobnie w okolicach Kolonii, szczupły szatyn, lat około pięćdziesięciu. (...) [Przed Pabianicami, 18 stycznia H. Szwarc z koleżanką zdołały uciec – WŹ]. Jak się później dowiedziałam, Niemcy pozostawili eskortowane więźniarki w okolicach Łasku i sami uciekli na zachód. (...)”]

WYPIJEWSKI Jan, Wspomnienia, 1939–1945. Wyd. 2 poprawione. [Lubomin] 1999. Nakł. własnym Autora.

[ss. 45–62: rozdział p.t. „W obliczu męczeństwa – wspomnienia z pobytu na Radogoszczu”. Był tu więziony od IX do ok. 20 XII 1944 roku. We wspomnieniach pomyłkowo sugeruje, że jest widoczny na zdjęciu przedstawiającym grupę więźniów (MTN–Łódź, sygn. I–1547) na dziedzińcu więzienia radogoskiego. w rzeczywistości zdjęcie to zostało wykonane w okresie od ok. połowy 1940 r. do ok. połowy 1942 roku. Do wspomnień okupacyjnych Autora związanych z Radogoszczem należy podchodzić b. ostrożnie, szczególnie do okoliczności aresztowania. Na pewno informacja pod reprodukowanym zdjęciem przedstawiającym grupę więźniów Radogoszcze nie przedstawia Autora !!! Autor był więziony w II poł 1944 r., natomiast zdjęcie ponad wszelką wątpliwość zostało wykonane w okresie od połowy 1940 do połowy 1942 r.! Jakkolwiek podobieństwo jest rzeczywiście duże! – WŹ]

]

prasa


(A.N.), W rocznicę 19 stycznia. [w:] „Dziennik Łódzki”, 20 I 1999, nr 16, s. 6.

[„W 54. rocznicę zakończenia okupacji hitlerowskiej w Łodzi, pod pomnikiem ofiar więzienia na Radogoszczu, kwiaty złożył wczoraj wojewoda łódzki. Przypomnijmy, że 18 stycznia 1945 r. , tuż przed wkroczeniem do Łodzi Armii Czerwonej, hitlerowcy podpalili więzienie na Radogoszczu. Zginęło tam ponad 1,5 tysiąca osób.”]

WOJCIECHOWSKI Radosław, Mniej niż skromnie. Rocznicowe uroczystości na Radogoszczu. [w:] „Trybuna Łódzka”, 20 I 1999, nr 16, s. 6.

[„(...) Mimo iż obecni byli prezydent miasta Łodzi Tadeusz Matusiak i wojewoda Michał Kasiński uroczystość wypadła nader skromnie. Ograniczono się do złożenia przemówień i pocztów sztandarowych. Nieliczni z żyjących byłych więźniów i świadków wydarzeń i świadków wydarzeń nie kryli swego rozgoryczenia. (...) W zeszłym wszystko odbyło się z pełną pompą: przemówienia, poczty sztandarowe, delegacje kombatantów. A dziś co? (...)Należy ludziom przypominać, do jakich tragedii może doprowadzić eskalacja brutalizacji życia i nienawiści. Dlaczego dzisiejszych uroczystości odpowiednio nie nagłośniono? Czyżby był jakiś powód do wstydu?”]

MKS [Maria Sondej], Stare pocztówki. [w:] „Gazeta Łódzka”, 23 III 1999, nr 69, s. .... .

[„Dziś o godz. 13.00, w Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu, zostanie otwarta wystawa, na której zgromadzono niemal 500 łódzkich pocztówek z okresu okupacji. Wszystkie pochodzą ze zbiorów Janusza Kleczko i Henryka Poselta. Pokazane zostaną też propagandowe wydawnictwa niemieckie z napisami „Lodz” i „Litzmannstadt”.”]

(wp), Wojenne pocztówki. Parki, ul. Piotrkowska, plac Dąbrowskiego, wnętrza restauracji, getto... . [w:] „Wiadomości Dnia”, 24 III 1999, nr 70, s. 6.

[„(...) Wystawa ta – informuje W. Źródlak – zaczyna program badawczy opracowania bibliografii wszystkich (jest ich około tysiąca) [łódzkich] pocztówek wydanych podczas ostatniej wojny. Będzie ją można zwiedzać do końca czerwca br.”]

BUDZIAREK Marek, Ku przestrodze i pamięci. Obozy hitlerowskie w Łodzi. [w:] „Gazeta Łódzka”, 25 III 1999, nr 71, s. 5.

[informacja o książce p.t. „Obozy hitlerowskie w Łodzi” wydanej w 1998 r., będącej pokłosiem sesji naukowej zorganizowanej na ten temat w muzeum radogoskim w styczniu 1998 roku]

[NOWAK Paweł], Pocztówki w muzeum. [w:] „Dziennik Łódzki”, 26 III 1999, nr 72, s. 8.

[podpis pod zdjęciem: „Około 500 łódzkich pocztówek z lat 1939–1945 można obejrzeć na wystawie otwartej w muzeum na Radogoszczu. Jest to prawdopodobnie pierwsza tak duża prezentacja [łódzkich] pocztówek z okresu okupacji hitlerowskiej. Wystawa będzie czynna do czerwca.”]

MKS [Maria Sondej], Pocztówki okupacyjne. [w:] „Gazeta Łódzka”, 1 IV 1999, nr 77, s. 2.

[„Ponad 400 pocztówek pokazujących Łódź podczas okupacji można oglądać w oddziale Radogoszcz Muzeum Tradycji Niepodległościowych. Pracownicy muzeum dotarli do różnych kolekcji. Udało się odnaleźć 700 kartek. – Skserowaliśmy je i wiemy, u kogo się znajdują. W każdej chwili będzie można do nich dotrzeć – mówi komisarz wystawy, Wojciech Źródlak. (...)”]

(kup) [Włodzimierz Kupisz], „Więźniowie pamiętają”. [w:] „Dziennik Łódzki”, 6 V 1999, nr 104, s. 6.

[„54. rocznicę wyzwolenia obozów koncentracyjnych Mauthausen–Gusen obchodziło wczoraj łódzkie środowisko byłych obozów koncentracyjnych i „Klub Więźniów Obozów Koncentracyjnych Mauthausen–Gusen”. Uroczystość odbyły się przed pomnikiem Męczeństwa na Radogoszczu, gdzie złożono wiązanki kwiatów. Przez zespół 49 podobozów Mauthausen–Gusen przeszło 340 tysięcy osób. Nie powróciło z nich 125 tysięcy – powiedział „DŁ” Wacława Pilarski, przewodniczący stowarzyszenia byłych więźniów. Ponad 60 procent zamordowanych stanowili Polacy.”]

WITASZCZYK Jerzy, „Z trzeciej strony”. [w:] „Dziennik Łódzki”, 15 VI 1999, nr 137, s. 3.

[fragment codziennego felietonu z cyklu „Z trzeciej strony” ”

„(...) Jeśli ktoś już nauczy się z tych książek do historii, a nie chce wydawać podręczników, to ostatecznie może wydawać widokówki. Przykładem może być pouczająca widokówka zatytułowana „Obóz internowanych – Łódź”, przedstawiająca historyczny obiekt na Radogoszczu. Domyślam się, ze hitlerowscy komuniści trzymali tam solidarnościową opozycję z czasów pierwszej wojny światowej za udział w insurekcji kościuszkowskiej.”; chodzi o pocztówkę wydaną w 1998 roku]

PIETROCZUK Urszula, Obrazy Aurelii Wais. [w:] „Gazeta Wyborcza”, 31 X – 1 XI 1999, nr ....., ss. 16–18.



[wspomnienia Aurelii Seiler z d. ........, ur. w 1921 r., mieszkanki Łodzi pochodzenia niemieckiego z pobytu w obozie dla Niemców na Sikawie od VII 1945 do 23 XII 1947.

„(...) Zwolnienie z obozu pracy na Sikawie pod Łodzią wypisane na blankiecie z aresztu śledczego. (...) Pani Aurelii zostały w głowie obrazy: trupi rów za drewnianymi barakami. Nagie ciała rzucone w dół, jedno na drugie. Pamięta twarze kilku strażników. Najlepiej tęgiego brodacza w czarnej skórze i bordowym szaliku. (...) Bił najniemiłosierniej ze wszystkich. „idź posprzątać do dyżurki” – rozkazywał jakiejś dziewczynce. Potem wracała zapłakana, potłuczona, wycierała spódniczką krew na udach. (...) Z daleka zobaczyłam drewniane baraki. Drut kolczasty, brama, kontrola, polscy mundurowi. (...) Baraków było bardzo dużo. W każdym 20–25 osób. (...) Apele po pięć razy w nocy. (...) Golili do łysa. (...)Matki ani rodziny nie mogłam widywać. (...) Pilnowali nas wojskowi, Polacy i Rosjanie, choć nie było gdzie uciec. (Starsi ludzie w obozie odbierali sobie życie. Ja bym tego nie przeżyła, dyby nie moje 15 lat. W tym wieku człowiek jeszcze wytrzyma i mróz, i głód, i poniżenie. (...) Ja tych ludzi rozumiem [Polaków – WŹ). Wyszli z wojny udręczeni. Ze strasznym bagażem. Na kogoś to musieli zrzucić. Nienawiść poszła na wszystkich Niemców. Oni może nie chcieli krzywdzić, ale musieli się jakoś wyładować za to, co ich spotkało. (...) Aurelia trafiła do obozu w Sikawie latem 1945 r. za „odstępstwo od narodowości polskiej”. W 1943 r., gdy miała 12 lat, ojciec podpisał volkslistę. (...) Ojciec Aurelii, Niemiec, nie był ani w wojsku (głuchy na jedno ucho), ani w żadnej partii. Pracował w sklepie spożywczym. Dla rodziny (...) wyzwolenie zaczęło się od tego, ze wyrzucono ich z mieszkania na piętrze do piwnicy. W marcu 1945 r. Rosjanie przyszli po ojca Aurelii. (...) Po półtora roku przyjechał z Rosji człowiek, który był [z nim] w Stalino. Widział, jak go tam zamordowali (matka Aurelii przez sąd dostała akt zgonu męża). (...) Dwaj wojskowi i cywil zabrali Aurelię w lipcowe południe 1945 roku. (...) Na policji trzymali ich trzy dni. Spisali dane i zawieźli do obozu na Sikawie. (...) Po kilku dniach pobytu na Sikawie strażniczka zgoniła więźniów na apelplac. Zaczęła wrzeszczeć: „Dość tego leniuchowania, Szwaby! Pójdziecie do roboty!” Okazało się, ze przyjechał chłop po parobków. Brał od razu dla całej wioski, po jednym na gospodarstwo. Aurelia trafiła do dobrej gospodyni w Woli Cyrusowej. (...) Spędziła tu trzy letnie miesiące i wróciła do Sikawy. (...) Później wywieźli ją z większą grupą więźniów do fabryki [sztucznego] jedwabiu w Tomaszowie Mazowiecki, na rok. Tam też były baraki, ale luksusowe, z piętrowymi pryczami. Rozładowywała wagony z węglem i złomem. (...)Potem pracowała w Łodzi na ul. Ogrodowej. Znów wyładunek węgla. (...) Wreszcie trafiła na trzy miesiące do Domu Studenta w Łodzi. Myła podłogi, okna, pomagała w kuchni. Na noc wracała do Sikawy. (...) To była jej ostatnia praca w obozie. (...) Przed świętami Bożego Narodzenia w 1947 r., dokładnie 20 grudnia obozowi strażnicy przyprowadzili do Aurelii matkę. Przestraszyła się, ze ją też wzięli, ale mama podała im jakiś papier. Tam było napisane, że zostałam zrehabilitowana. (...) Okazało się, że matka wniosła sprawę córki do sądu. Udało jej się przekonać prawników, że w momencie podpisywania volkslisty przez ojca Aurelia miała 12 lat, więc nie może ponosić za to odpowiedzialności. (...) Łódzka prokuratura wydała decyzję o zwolnieniu Aurelii z obozu z dniem 23 grudnia 1947 roku. (...) Chciała wyjechać do Niemiec, jak inni, którzy przeżyli obóz w Sikawie, ale nie mogła zostawić matki (pracowała na wysypisku śmieci) samej wraz z rodzeństwem. (...) Została prządką. (...) Potem pracowała w księgarni muzycznej. (...) Wniosek do sądu o odszkodowanie od państwa polskiego w wysokości 50 tys. napisałam dwa lata temu, ale złożyłam dopiero w marcu tego roku [1999]. (...) Dlaczego dopiero teraz? – Wcześniej nie mogłam się na to zdobyć. Ci, którzy przymusowo pracowali na rzecz III rzeszy, dostają, a dlaczego ja nie? Siedziałam dwa i pół roku. (...) W sądzie byli zdziwieni: „Jaki obóz?” (...) Pani Aurelia zna w Łodzi jeszcze kilka osób, które przeżyły Sikawę. (...) mija Sikawę niemal codziennie, gdy jedzie autobusem do dzieci. W miejscu dawnego obozu stoją teraz budynki więzienia. Baraki znikły.”]

(ES), Zgodnie z prawem. [w:] „Gazeta Wyborcza”, 31 X – 1 XI 1999, nr ....., s. 16.

[„Prof. Witold Kulesza, były dyrektor Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu: – Nie widzę możliwości, aby w obecnym stanie prawnym pani Aurelia uzyskała zadośćuczynienie za pobyt w obozie [na Sikawie – WŹ].Wprawdzie każde bezzasadne pozbawienie wolności jest naruszeniem praw człowieka, ale sąd, który będzie rozpatrywał tę sprawę, musi wziąć pod uwagę, ze pani Aurelia znalazła się w obozie pracy na podstawie obowiązujących wówczas przepisów. Osoby uznane za Niemców umieszczano wtedy w obozach na mocy dwóch dekretów: o środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców narodu i o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. te dekrety do dziś nie zostały uznane za bezprawne. Myślę, ze dopóki żyją ludzie, którzy mają poczucie krzywdy, ustawodawca powinien pomyśleć o jakimś zadośćuczynieniu, choćby moralnym.”]

(ES), Obóz w Sikawie. [w:] „Gazeta Wyborcza”, 31 X –1 XI 1999, nr ....., s. 17.

[„Sławomir Abramowicz, [pracownik] Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi: – Obóz na Sikawie założono na bazie obozu hitlerowskiego. Od stycznia do kwietnia 1945 r. rządziło nim NKWD, potem przeszedł pod zarząd Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Funkcjonował do 1949 r., a może do 1950 roku. Przez obóz przewinęło się ponad 30 tys. osób – przede wszystkim Niemców, volksdeutschów. Wielu zbiegło, wielu uniewinniono, część wysiedlono. Ci, którzy naprawdę mieli coś na sumieniu, zostali osądzeni.”]

ZIENTARSKA Ewa, TABOREK Tomasz, Przekleństwo pogranicza. [w:] „Gazeta Wyborcza”, 31 X – 1 XI 1999, nr ....., ss. 18–19.

[wywiad z dr Leszkiem Olejnikiem, historykiem na Uniw. Łódzkim n.t. stosunków polsko–niemieckich w Łodzi tuż po zakończeniu okupacji.

„(...) W styczniu 1945 r., tuż przed wyzwoleniem Łodzi, rozegrał się tu prawdziwy dramat. Z jednej strony uciekający, przerażeni Niemcy. Z drugiej – tragedia więźniów Radogoszcza, bo hitlerowcy przed ucieczka podpalili więzienie, mordując 1500 osób. Czy późniejsze represje na Niemcach miały charakter odwetu, czy były planowym działaniem? – Na początku ekscesy antyniemieckie pojawiły się żywiołowo, wynikały z ogromnych emocji nagromadzonych podczas okupacji. Chęć zemsty musiała mieć ogromne znaczenie. Powszechne były samowolne pozbawianie Niemców mieszkań, mebli, zmuszanie do pracy – sprzątanie trupów, usuwanie gruzów itd. Wtedy nikt się oczywiście nie zastanawiał, że były jakieś kategorie volksdeutschów. Wszystkich traktowano jednakowo – volksdeutsch to volksdeutsch. (...) Pomówmy o obozie dla volksdeutschów w Sikawie. Ostatnio pojawiły się hipotezy, ze byli tam więzieni także członkowie AK. – Obozem od 19 stycznia [1945] zarządzało NKWD, więc nie jest to wykluczone. Były przypadki wywożenia stamtąd volksdeutschów do ZSRR. Prawdopodobnie w lutym łódzki Urząd Bezpieczeństwa przejął obóz, który odtąd był obozem pracy dla Niemców. Wiadomo, ze działał co najmniej do 1949 roku. Ale nasza wiedza na jego temat jest niepełna, bo nie ma dokumentacji dotyczącej go.(...)”

.............., 50 tysięcy za obóz dla wytrwałych. [w:] „Gazeta Łódzka”, 18 – 19 XII 1999, nr ....., s. .... .

[obóz na Sikawie po zakończeniu okupacji w Łodzi]



1   ...   42   43   44   45   46   47   48   49   ...   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna