Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona55/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59

2008

wydawnictwa

ABRAMOWICZ Sławomir, Obóz pracy Sikawa w roku 1945 i w latach późniejszych. [w:] Rok 1945 w Łodzi. Studia i szkice. Łódź 2008, ss. 149 – 169.

[s. 150: „(...) Symptomatyczne, że akta dotyczące obozu pracy dla Niemców na Sikawie do przełomu lat 80- i 90-tych XX w. skrzętnie skrywano w czeluściach archiwalnych, a sam temat w okresie PRL stanowił tabu. (tu przypis nr 4: W chwili obecnej zachowane księgi Obozu Pracy Sikawa/Ośrodka Pracy Więźniów w Łodzi–Sikawa znajdują się w Oddziałowym Biurze Udostępniania i Archiwizacji dokumentów w Łodzi Instytutu Pamięci Narodowej. (...) O ile jednak dość głośno o podobnych obozach z południowej Polski: w Świętochłowicach, Łambinowicach, Jaworznie, czy też o obozie w Potulicach, które mają już sporą bibliografię, o tyle o obozie na Sikawie mówi się i pisze jeszcze stosunkowo niewiele [tu przypis nr 9 z wykazem podstawowej literatury];



s. 154: „(...) Chcę podkreślić, iż do chwili obecnej nie uzyskałam potwierdzenia wcześniejszych, często pojawiających się informacji, jakoby tuż po II wojnie światowej i utworzeniu obozu na Sikawie osadzano w nim żołnierzy Armii Krajowej. (...)”

s. 164–165: Do przełomu lat 80/90-tych XX w., kiedy nie było jeszcze dostępu do odpowiedniej dokumentacji obozowej, powszechnie sądzono, iż liczbą ofiar obozu to rząd kilku tysięcy. (...) Mając [teraz] do dyspozycji podstawowe źródła, bez mała kompletne, można ulec pokusie podsumowania tak ważnego problemu, jak liczba zgonów w obozie na Sikawie. Jeżeli przyjmiemy, iż opisana wyżej ocalona dokumentacja obozowa jest w miarę kompletna, a zwłaszcza, że zapisy w niej czyniono rzetelnie, a nie mamy uzasadnionych podstaw by sądzić inaczej, to według dokonanego przeze mnie imiennego zestawienia, w obozie na Sikawie w latach 1945–1949 zmarło 1.247 osób. (...).

s. 166–167: „(...) Co do tego, czy w obozie na Sikawie dokonywano zabójstw, świadkowie przesłuchani w śledztwie prowadzonym przez IPN w Łodzi stwierdzili – cytuję jedynie fragmenty zeznań: „Nie byłem świadkiem takich zdarzeń”, kolejny świadek: „Nie słyszałem o faktach zabicia jakiegoś osadzonego w obozie przez strażników”. (...) Zgromadzony we wspomnianym śledztwie materiał dowodowy nie potwierdził faktu popełnienia zbrodni przez administrację obozową. Zmarłych w obozie więźniów chowano poza jego terenem. (...) W 1995 r., na terenie położonym przy ul. Beskidzkiej (przy niej znajdował się obóz na Sikawie), odnaleziono szczątki ludzkie (czaszki i inne kości). Można fakt ten połączyć z pochówkiem ofiar Sikawy. (...)”]

s. 168: „(...) Po podsumowaniu danych zawartych w dokumentacji obozowej wynika, iż z miejsc pracy zbiegły 4.702 osoby. To dużo jak na liczbę zarejestrowanych więźniów [obozu na Sikawie – WŹ]. (...)”

s. 169: „(...) Obóz Pracy Sikawa, później Ośrodek Pracy Więźniów w Łodzi–Sikawa, jako obóz pracy dla więźniów cywilów likwidowano w październiku 1948 roku. [Następnie] Sikawa została przeznaczona na centralny obóz dla oficerów niemieckich. Przygotowanie obozu do nowych zadań trwało około miesiąca. W dniu 29 października 1948 r. skierowano do obozu na Sikawie grupę oficerów z centralnego obozu pracy w Jaworznie. (...) Na przełomie kwietnia i maja 1949 r. praktycznie wszyscy oficerowie [niemieccy] znajdujący się w polskiej niewoli zostali zgrupowani za drutami łódzkiego obozu. Wtedy też centralny obóz jeniecki dla oficerów na Sikawie osiągnął swój najwyższy stan – około 800 jeńców. Jako ostatni przybyli do Sikawy, w II poł. września 1949 r., dwaj przebywający dotąd w polskich więzieniach generałowie – Ernst Matten i Helmuth Eisenstuck. Obóz dla oficerów niemieckich na Sikawie nie funkcjonował zbyt długo. Po wysłaniu ostatniego transportu do Niemiec pod koniec roku 1950 przestał istnieć.”

BONISŁAWSKI Ryszard, PODOLSKA Joanna, Spacerownik łódzki. Łódź 2008.

[s. 183–184: hasło „Radogoszcz”:

„To miejsce, które łodzianom na zawsze będzie kojarzyć się z okupacją hitlerowską i więzieniem. Tymczasem jest to jedno z najstarszych osiedli w sąsiedztwie Łodzi i najwcześniej wspominane w dokumentach. W XIII w., w dolinie rz. Sokołówki, na szlaku z Łęczycy do Piotrkowa istniał prawdopodobnie książęcy dwór myśliwski. (...) w latach 1878–1882 ziemie folwarku radogoskiego nabył sukcesywnie łódzki przemysłowiec Juliusz Józef Heinzel. Tutaj, nad brzegiem malowniczego stawu, wybudował reprezentacyjny pałac i założył rozległy park, wykorzystując pozostałości parku dworskiego. (...).

– hasło: „Muzeum Martyrologii i Walki”:

„W 1940 r. w fabryce Samuela Abbego przy ul. Zgierskiej 147 Niemcy urządzili więzienie policyjne o zaostrzonym rygorze [żadnym zaostrzonym rygorze !!! – WŹ]. Przez Radogoszcz przeszło ok. 40 tys. osób: Polaków, łodzian pochodzenia niemieckiego, którzy nie chcieli podpisać volkslisty [nie było ich tu aż tak dużo, żeby specjalnie wyróżniać tę grupę ! – WŹ], Żydów [też nie było ich tak dużo, żeby ich wymieniać; byli tu w zasadzie tylko do czasu zamknięcia łódzkiego getta z końcem kwietnia 1940 r. – WŹ] i jeńców rosyjskich [byli tu, ale nie była to b. liczna grupa – WŹ]. 20 tys. więźniów rozstrzelano w pobliskich lasach lub wywieziono do obozów koncentracyjnych [cyfra, która nie wiadomo skąd została wzięła i która od lat jest wymieniana niejako automatycznie – WŹ]. W przeddzień wkroczenia Armii Czerwonej [do Łodzi] Niemcy podpalili fabrykę [więzienie !! – WŹ]. Tragedia rozegrała się w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku. Niemcy zaczęli likwidować więzienie. Wymordowali najpierw chorych, a potem przystąpili do zabijania kolejnych bezsilnych i bezbronnych ludzi. Gdy jednak oprawcy spotkali się z oporem więźniów, podpalili budynek. Od kul i w płomieniach zginęło około 1.500 osób. Masakrę przeżyło tylko 30 więźniów.

Los więźniów Radogoszcza na zawsze naznaczył historię Łodzi. Nieomal od 19 stycznia 1945 r., kiedy Łódź była już wolna, mieszkańcy uważali za bezwzględnie konieczne upamiętnienie ofiar i ukaranie oprawców. Od samego początku było to miejsce patriotycznych manifestacji. Już trzy lata po wojnie zorganizowana została pierwsza wystawa. W 1961 r. na terenie dawnego obozu [więzienia !! – WŹ] powstało mauzoleum, a później Muzeum Martyrologii i Walki [był to oddział „Radogoszcz” a nie osobne Muzeum – WŹ] – filia Muzeum Tradycji Niepodległościowych [w Łodzi].

W ruinach spalonej fabryki powstał kamienny sarkofag z napisem „Tu spoczywamy zamordowani w przeddzień wolności, // Imiona i ciała zabrał nam ogień, // żyjemy tylko w Waszej pamięci, // Niech śmierć tak nieludzka nie powtórzy się więcej.”

Na ocalałym niższym budynku obozowym [więziennym; była to dawna parterowa hala tkalni – WŹ], mieszczącym [dziś] muzealne wystawy, umieszczono niezwykłą płaskorzeźbę przedstawiającą ludzkie sylwetki wtopione w mur. Autorem tej pracy wykonanej z żywic poliestrowych jest Kazimierz Karpiński. Stojący przed obozową [więzienną – WŹ] bramą 30-metrowy obelisk został zaprojektowany przez Tadeusza Łodziana. We wnętrzu tego strzelistego pomnika są schody [drabinka metalowa – WŹ] umożliwiające wejście [choć z trudem w końcowym odcinku z powodu szczupłości miejsca – WŹ] na samą górę, niestety rozległą panoramę mogą podziwiać jedynie konserwatorzy pomnika. (...)


s. 184: hasło „Cmentarz św. Rocha”:

„(...) Na cmentarzu radogoskim (ul. Zgierska 141) znajdziemy groby ofiar tragedii radogoskiego więzienia [przy domu przedpogrzebowym – WŹ] (...)”.]

CHEREZIŃSKA Elżbieta, Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dziennik Etki Daum. Poznań 2008.

[„(...) 28 V 1940 r. (wtorek): (...) Regina Pływacka to jakaś dziwna osoba. Ma przepustkę, więc swobodnie porusza się między gettem a Łodzią, nie wiadomo gdzie mieszka i nawet żółtej gwiazdy nie nosi na ubraniu. (...) 30 V 1940 (czwartek): (...) W biurze [Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi – Ch. Rumkowskiego pojawiły się] bulwersujące wiadomości na temat adwokatki Reginy Pływackiej. Doszły nas słuchy, że zajmuje się odzyskiwaniem pieniędzy należących się z tytułu różnych interesów Żydom przebywającym w getcie. Ponieważ Żydom nie wolno przekraczać bram getta, ponoć Pływacka w ich imieniu inkasowała od Polaków i Niemców z Łodzi należne im sumy i pobierała za to sowitą prowizję, ponoć aż 20 procent i na dodatek dzieliła się nią z Niemcem, który ją ubezpieczał. (...) 15 VI 1940 (sobota): (...) Regina Pływacka, ta adwokatka, (...) odzywa się wyłącznie po niemiecku. (...) 24 VI 1940 (poniedziałek): [Po ogłoszeniu przez Rumkowskiego zarządzenia o wymianie pieniędzy w getcie na tzw. „marki gettowskie] (...) Pojawiła się też pani Pływacka. Wyglądała na zaniepokojoną, że nie może się spotkać z Prezesem. (...) Nie trzeba być detektywem, by się domyśleć, że obwieszczenie o wymianie pieniędzy ugodziło w prowadzone przez nią interesy między gettem a miastem. (...) Po raz pierwszy [w tym dniu] widziałam ją z gwiazdą Dawida na piersi! Do tej pory, ku zgorszeniu wszystkich, zwykle jej nie nosiła i nikt z Niemców nie robił jej z tego powodu najmniejszych nieprzyjemności. (...) 30 VII 1940 (piątek): (...) Podobno aresztowano Reginę PŁYWACKĄ. Do tej pory miała specjalną przepustkę, dlatego mogła poruszać się między gettem a miastem. Dzięki temu załatwiła ten sprzęt rentgenowski dla [gettowskiego] szpitala na Łagiewnickiej, no i prowadziła nieoficjalne interesy. I ponoć, gdy poszła na Prezydium Policji przedłużyć swoją przepustkę, aresztował ją niespodziewanie komisarz kripo – Sievers. Ma Stanąć przed sądem, a tymczasem jest w więzieniu na Radogoszczu. O tym więzieniu opowiada się okropne, straszne rzeczy. Myślę, ze i tu po raz kolejny gestapo i Kripo walczyły ze sobą, bo z tego, co się mówiło, to Pływacka właśnie z gestapo współpracowała przy swojej nielegalnej i nieoficjalnej działalności.(...);


(...) 30 XI 1940 (sobota): (...) Drugim istotnym zdarzeniem ostatnich czasów (...) było aresztowanie Dawida GERTLERA. (...) Do czasu wyjaśnienia sprawy będzie więźniem na Radogoszczy. (...) 13 III 1941 (czwartek): Ponoć Dawid Gertler już opuścił więzienie. Jakubowicz mówił to przed paroma dniami i dzisiaj powtórzył jako pewną wiadomość. (...) 10 IV 1941 (czwartek): A jednak Jakubowicz miał rację – Gertler na wolności. Pojawił się w naszym biurze, przywitał radośnie, jak gdyby nigdy nic, jakbyśmy nie były jesienią świadkami jego brutalnego zatrzymania przez kripo. (...) Znów zaczął (Gertler) pojawiać się u Prezesa w towarzystwie najwyższych oficerów gestapo i daje nam dwuznacznie do zrozumienia, że wypełnia na ich zlecenie jaką tajną, niezwykłej wagi misję. Nie wiem, czy tylko tak udaje, czy też to prawda. W getcie, jak widać, wszystko jest możliwe. (...) 30 IV 1941 (środa): Dawid Gertler urósł w siłę jak mało kto. Szybko okazało się, czemu mają służyć te jego poufne konferencję z Prezesem. W zeszłą sobotę został mianowany komendantem nowo powołanego oddziału specjalnego policji żydowskiej – Sonderkommando [od 26 IV 1941 do 12 VII 1943]. Domyślam się, że to pomysł Gertlera. (...) 1 VIII 1942 (sobota): Dawid Gertler we współpracy z gestapowcem Richterem ściągają ludzi z getta warszawskiego [do getta w Łodzi]. (...) 12 VII 1943 (poniedziałek): Rzecz niebywała: aresztowano Dawida Gertlera! Czekał w przedpokoju Prezesa (..) gdy nagle wpadł Krizons z gestapo i zamiast – jak zawsze – zabrać Gertlera do pracy, kopniakami wyrzucił go z biura. Tam złapał go inny funkcjonariusz i wpakował do samochodu. Gertler był tak zaskoczony, że nie zdążył nic powiedzieć ani zaprotestować, ani nic. Chwilę po tym przyjechał Rumkowski, rozgorączkowane zdałyśmy mu relację z tego, co się stało, a on wysłuchał i powiedział „Gut”. Pod koniec dnia stało się jasne, że aresztowano także Richtera z gestapo. (...) 14 VII 1943 (środa): (...) Prawda jest jednak taka, ze aresztowano go, a wraz z nim Richtera za jakieś machinacje finansowe, które wykryto, posługując się podsłuchem telefonicznym. (...) Co się z nim teraz dzieje – nie wiemy. Prawdopodobnie został osadzony w więzieniu w Łodzi, albo nawet gdzie indziej. (...); s. 395: Postscriptum: (...) Dawid Gertler – po wojnie został osazony przez sąd żydowski (dintojra) i dzięki zeznaniom osób, którym pomógł w czasie swego pobytu w getcie łódzkim został uwolniony od stawianych mu zarzutów. (...)”.

GALIŃSKI Antoni, Likwidacja więzień niemieckich w Łodzi w styczniu 1945 roku. [w:] Rok 1945 w Łodzi. Studia i szkice. Łódź 2008.

[ss. 53 – 68: „(...) .......................... W różnych publikacjach, jak i w dokumentach, podaje się następujące liczby więźniów zamordowanych na Radogoszczu w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r.: 900 przyjęto w materiałach procesu przeciwko Arturowi Greiserowi przed Najwyższym Trybunałem i w aktach Okr. Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Łodzi z lat 1946–1948; 900 podaje również Cz. Łuczak; 1.500 osób wymienia prokurator M. Nowacka w akcie oskarżenia przeciwko Walterowi Pelzhausenowi; 1.500 – 2.000 podają w swych publikacjach M. Cygański i S. Nawrocki; 2.000 przyjmuje S. Lewicki. (...) Z wypowiedzi przesłuchanych [ocalałych z masakry więźniów i innych więźniów – WŹ] liczba więźniów na poszczególnych piętrach przedstawiała się w dniu 17 stycznia 1945 r. następująco: izba chorych i parter budynku głównego, gdzie przebywali zwykle więźniowie funkcyjni – około 100–150 osób; I piętro – około 200 osób, II piętro – w granicach 300 – 700 osób; wreszcie III piętro – w granicach od 300 do 400 osób.

Biorąc pod uwagę przedstawione liczby należy przyjąć, że w więzieniu na Radogoszczu, w przededniu jego likwidacji, mogło przebywać ponad 1.500 więźniów. (...) ..............]

JAWORSKA–MAĆKOWIAK Celina, MAĆKOWIAK Tadeusz, Pomniki łódzkie. Historia w brązie i kamieniu. Łódź 2008

[rozdz. „Pomniki Monumentalne”,



s. 16: „Pomnik Ofiar Faszyzmu, Radogoszcz, przy ul. Zgierskiej 147. (...) Autorem projektu mauzoleum jest Tadeusz HERBURT. (...) Autorem reliefu na zewnętrznej ścianie muzeum jest Kazimierz KARPIŃSKI. (...) Obelisk w kształcie strzelistej metalizowanej iglicy (wys. ok. 30 m.) wykonany według projektu Tadeusza ŁODZIANY. (...) Pomnik-Mauzoleum odsłonięto 9 września 1961 roku. (...) 19 stycznia 1976 r. na terenie Mauzoleum otwarto Muzeum Martyrologii i Walki w Radogoszczu jako oddział Muzeum Historii Ruchu Rewolucyjnego w Łodzi, od 1989 r. – Muzeum Tradycji Niepodległościowych. 29 kwietnia 1990 r., po mszy św. bp W. Ziółek (obecnie abp, metropolita łódzki) poświęcił metalowy krzyż (wys. 5 m.) ustawiony z lewej strony przed sarkofagiem. Mauzoleum zajmuje powierzchnię 7.082 m2. Koszt urządzenia obiektu pokryto ze środków Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy.”]

[Jedenastu] 11 dzielnych ludzi. Warszawa 2008.

[ss. 20 – 27: Bonisławski Ryszard, Aleksy Rżewski (1885 – 1939).

„(…) W listopadzie 1939 r. okupanci aresztowali Aleksego Rżewskiego,osadzono go, podobnie jak setki łódzkich inteligentów, w obozie na Radogoszczu [obozie przejściowym w f-ce M. Glazera na Radogoszczu – WŹ]. 20 grudnia został zamordowany w jednej z tajnych egzekucji w lesie łagiewnickim [lub w lesie lućmierskim – WŹ]. Hitlerowcy zamknęli ostatni rozdział niezwykłego życia socjalisty i bojownika niepodległościowego. W pamięci najbliższych Aleksy Rżewski na zawsze pozostanie dobrym człowiekiem, który zachował wieczną młodość, optymizm, wiarę w piekno i dobro.(…)”.]

RABIKOWSKA Bożena, Ofiary II wojny światowej w parafii Szynkielów. Szynkielów–Wieluń 2008.

[Szczegółowe życiorysy (większość ze zdjęciami portretowymi) mieszkańców Szynkielowa, ofiar II wojny światowej. Niektórzy z nich byli więzieni na Radogoszczu w Łodzi: ss. 29–31: Franciszek GRACZYK (1916–1945), ss. 55–56: Zofian KOLANEK (1925–1945), ss. 57–59: Antoni KOSTRZEWA (1904–1944), ss, 63–64: KUROWSKI Józef (1921–1942), ss. 71–72: Ignacy MAK (1910–1942), ss. 83–84: Mikołaj OLSZOWY (1923–1944), ss. 97–98: Piotr RACHWALSKI (1896–1942).]

ROZENSZTAJN Szmul. Notatnik. Warszawa 2008.

[str. 127, przypis nr 1: „Salomon (Szloma) HERCBERG (1898–1942), [przed wojną] właściciel kina, w [łódzkim] getcie organizator i pierwszy komendant Oddziału Specjalnego policji żydowskiej, a od 15 VI 1941 r. komendant Służby Porządkowej na Marysinie i jednocześnie komendant Centralnego Więzienia [przy ul. S. Czarnieckiego – WŹ]; członek Komisji Wysiedleńczej. W marcu 1942 r. aresztowany przez Kripo [i osadzony na Radogoszczu]. Po przesłuchaniu i konfiskacie ukrytej waluty, złota i precjozów został wysłany do obozu zagłady [miejsca zagłady – WŹ] w Chełmnie n. Nerem. Jak podaje Jakub Poznański [„Pamiętnik z łódzkiego getta, str. 70] – podły i brutalny karierowicz. Zob. też APŁ, akta PSŻ, sygn. 1011, karta meldunkowa.”].

STASIAK Zdzisław, RGO [Rada Główna Opiekuńcza], delegatura Będków w dokumentach. Łódź 2008.

[ss. 54 – 63: rozdział p.t. „ Sprawa Józefa Mierzyńskiego”.

„Zastrzelił dwóch gestapowców w Zgierzu. W odwecie Niemcy rozstrzelali 100 Polaków w Zgierzu 20 III 1942 r., w tym grupę więźniów zabranych z Radogoszcza, m.in. prof. Władysława Dzierżyńskiego (…)”]

STARZYCKA Magdalena, Obrońcy polskiej tradycji. Rod Thumów. [w:] „Kronika miasta Łodzi”, 2208, nr 4, ss. 143 – 147:



biegiem łódzkich rzek. Rzeka Sokołówka. Tekst: Ryszard Bonisławski. Łódź 2008.

[str. 145:

„(...) Matka Ewy Pawlik–Sarnackiej – Jadwiga z Thumów Pawlikowa, córka Jana urodziła się w 1905 roku. Wyszła za mąż Franciszka Pawlika [ur. 20 IX 1901 w Gorzałkowie k. Opoczna, s. Michała i ........ – WŹ], nauczyciela i społecznika [mieszkaniec Łodzi – WŹ], związanego ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej „Siew”. Ewa nie pamięta ojca, bo został zamordowany zaraz na początku okupacji. Najpierw był uwięziony w fabryce na Radogoszczu [w f-ce M. Glazera przy ul. Krakowskiej (dziś Liściastej) – WŹ], a potem, 24 listopada 1939 roku wraz z innymi rozstrzelany w lasach lućmierskich. (...)”].

SCHEFFEL Aurelia, Łódź – historia/e. Wspomnienia – epizody z mojego życia. Tłum. Z niem.: …………….. Łódź 2008.

[Autorka urodziła się 23 IV 1928 w Łodzi w rodzinie pochodzenia niemieckiego. W 1946 r. wraz z matką i rodzeństwem wyemigrowała do Niemiec w 1946 r.; do Łodzi po raz pierwszy po wojnie przyjechała w 2006 roku. Jej wspomnienia w jęz. niemieckim ukazały się w 2004 r. (Scheffel Aurelie, Lodz geschichte (-n). Erinerungen episoden aus mainen Leben. Norderstedt 2004).
s. 88: „(…) „Niespodziewanie władzom przestało się podobać zbyt polskie brzmienie naszego nazwiska. Zmieniono je nam z „Bradacz” na „Brade”. Ja nie nazywałam się już „Aurelia”, tylko „Aurelie” [tego rodzaju zmiany nie dobywały się raczej bez zgody zainteresowanych, chociaż potwierdzono fakty nacisków ze strony administracji okupacyjnej na zmianę nazwiska w niemieckim brzmieniu – WŹ].

s. 96: „(…) Uwielbienie [Ojca] dla „wodza” [Hitlera] runęło z hukiem. Nie wytrzymywał widoku takich cierpień [widoku przewożonych Polaków do obozu koncentracyjnego] i w końcu poprosił o przydzielenie do innych obowiązków. Otrzymał nową pracę, ale ta była jeszcze gorsza. Musiał pilnować polskich „zbrodniarzy” – jak ich nazywano – oczekujących na wyrok w wielkim więzieniu śledczym [na Radogoszczu, który nie był więzieniem śledczym; w zgromadzonej do tej chwili dokumentacji więzienia radogoskiego nie znaleziono wachmana o takim nazwisku – WŹ], sześć kilometrów od naszego domu. Naprawdę siedzieli tam drobni szmuglerzy i ludzie uchylający się od pracy. Traktowano ich jednak najgorszych przestępców. Byli wśród nich znajomi ojca. Którzy błagali go o stary chleb i kiepy [końcówki wypalonych papierosów – WŹ]. Zbieraliśmy więc na zlecenie ojca suchy chleb. Ponieważ sam nie palił, poprosił kolegów o przynoszenie mu niedopałków papierosów. Podczas nocnej warty ukradkiem przekazywał więźniom uzbieraną żywnoć i pety. Robił to, choć wiele ryzykował Był znowu naszym ukochanym papusiem!

Na Boże Narodzenie 1944 ja i bracia widzieliśmy go po raz ostatni. W wieczór wigilijny powiedział, że sytuacja się pogarsza i Rosjanie będą tu lada chwila. W związku z tym policjantom wydano rozkaz ciągłej służby i nieopuszczania więzienia nawet w nocy. W sylwestra mamie zezwolono na odwiedziny i pozostanie z ojcem do rana. Powiedziała mu wtedy, że znowu jest w ciąży. Na tę wieść, tak zawsze dla niego radosną, rozpłakał się jak dziecko.



s. 97: (…) Po powrocie do domu mamuś powiedziała nam, że kochany papuś następnego dnia musi wymaszerować razem z kompanią na zachód. Więzienie przejmą oddziały SS [!!?? – z ustaleń podczas procesu komendanta więzienia – Pelzhausena i późniejszych badań w tym zakresie, wiadomo, że więzienie zostało spalone przez załogę więzienia – WŹ]. To był początek strasznego dla wszystkich końca. Wycofujące się później oddziały SS podpaliły więzienie [!!?? – nie ustalono jednoznacznie faktu wyłączności lub wspomagania załogi więzienia w jego spaleniu przez jakikolwiek pododdział SS; natomiast pojawia się w materiałach śledczych, nie potwierdzona źródłowo, informacja o udziale w masakrze bliżej nieokreślonego pooddziału, podobno z Luftwaffe – WŹ]. Do więźniów, którzy próbowali się ratować, wyskakując przez okna, strzelano. To musiała być okrutna rzeź. Ogromny kompleks więzienny płonął, aż do wejścia Rosjan dziewiętnastego stycznia [1945 r.]. Wtedy nie było już co ratować. Niemieccy żołnierze opuścili miasto, a niemiecka ludność cywilna kobiety, dzieci i starcy, pozostała na miejscu, na pastwę Rosjan i pałających żądzą zemsty Polaków.

My nigdy nie mieliśmy zamiaru uciekać, na dodatek z dwójką maluchów. Dlatego nie przyłączyliśmy się do transportów wypędzonych czy uciekających, pokazywanych teraz w filmach dokumentalnych. Przeżyliśmy rok rosyjskiej okupacji i polskiej zemsty [nie było w tym okresie na większą skalę pogromów ludności niemieckiego pochodzenia, chociaż w pojedynczych przypadkach dochodzilo do różnych aktów agresji nieco zrozumiałych po pięciu latach okupacji i spaleniu Radogoszcza – WŹ].



s. 98: „(….) Nasza Łódź była w rękach Rosjan. Przyszło dla nas najgorsze. Wszystkich Niemców, zamieszkałych w okolicach spalonego więzienia, wywlekano z domów. Musieli zbierać zwęglone ludzkie szczątki i układać je na stosie [rzeczywiście ciała ofiar masakry przeniesiono do dwóch zbiorowych mogił na pobliskim cmentarzu radogoskim rękoma zebranych do tej pracy Niemców, przede wszystkim kobiet i starszych mężczyzn; wśród nich wielu zamieszkałych na Radogoszczu – WŹ]. Pod czujnym okiem strażników z bronią gotową do strzału. Nasza ciocia Lotte też tam była. Wielu ludzi zastrzelono [nie było takich przypadków podczas porządkowania Radogoszcza – WŹ], wielu zamknięto w więzieniach. Pewnego dnia ktoś zadzwonił do naszych drzwi, a kiedy otworzyliśmy, stało tam dwóch rosyjskich żołnierzy z odbezpieczonymi pepeszami. Przyprowadziła ich Polka, której mąż zginął w spalonym więzieniu. Powiedziała, że tata był więziennym dozorcą. Z okrzykami „dawaj, dawaj", okładając nas kolbami karabinów, Rosjanie zapędzili mamę, mnie i trzech braci na pryzmę kompostu w ogródku. Klęcząc, błagaliśmy ich, by nas nie zabijali. Przecież niczemu nie byliśmy winni. Żołnierze mieli trochę ludzkich uczuć, bo przez chwilę zawahali się, zapewne na widok naszych maluchów. Mieliśmy ogromne szczęście – do akcji wkroczył dobry Pan Bóg z tysiącem aniołów stróżów. Tylna furtka od ogrodu otworzyła się nagle i przed nami stanęli Polacy, poprzedni mieszkańcy tego domu. Chcieli zobaczyć, co się dzieje z ich domem i z nami. Prosili Rosjan, żeby do nas nie strzelali. Tłumaczyli, że jesteśmy dobrymi ludźmi i przez te wojenne lata im pomagaliśmy. Mimo trudności językowych jakoś zdołali ich przekonać. Kiedy wszyscy nieco ochłonęli, zapalili rosyjskie papierosy, a moi mali, przemili braciszkowie dostali na pożegnanie i pocieszenie twardego wojskowego suchara.

Polacy chcieli jak najszybciej wrócić do swojego domu i dali nam cztery dni na spakowanie. Kiedy kończyliśmy uprzątanie naszego dobytku, przyszła z drugiego końca miasta ciocia z wujkiem Polakiem, żeby zobaczyć, co się z nami dzieje. Pomogli nam przenieść się do małego mieszkania, w którym właściciele domku spędzili tyle lat wojny. Ponieważ była to naprawdę bardzo mała izba, mogliśmy zabrać jedynie połowę naszych rzeczy. Resztę zostawiliśmy Polakom, jako rodzaj rekompensaty. Później ciocia wzięła mnie do siebie (…). Za pomoc w czasie wojny nasi krewni odwdzięczali się naprawdę, jak mogli.

Nowe mieszkanie nie było długo nasze. Kiedy pewnego dnia tam poszłam z ciocią, mama powiedziała, że było u niej kilku obcych Polaków, którym nasze mieszkanie z garstką mebli bardzo się spodobało.(…)”].

Z biegiem łódzkich rzek. Rzeka Sokołówka. Tekst: Ryszard Bonisławski. Łódź 2008.

[Przewodnik turystyczny śladem rz. Sokołówki.

„(...) Wracamy do parku i jego skrajem dochodzimy do cmentarza parafialnego.

Cmentarz św. Rocha na Radogoszczu. Początkowo założono w tym miejscu niewielki cmentarz ewangelicki, do którego dołączono część katolicką. Później część ta znacznie się rozrosła i całkowicie wchłonęła cmentarz ewangelicki, po którym nie ma dziś śladu. W śród pochowanych tu łodzian znajdziemy groby ofiar tragedii radogoskiego więzienia, zabitych w 1939 r. oficerów sztabu Armii „Łódź”, ciała rozstrzelanych żołnierzy Polski Podziemnej, ekshumowane z cmentarza żydowskiego (m.in. por. Janusz Różewicz – brat znanego poety – Tadeusza), partyzantów z harcerskiej „Promienistych” i innych.

Tuż za cmentarzem przy ul. Zgierskiej zwraca uwagę wysoki obelisk stojący przed wejściem na teren dawnego hitlerowskiego obozu [więzienia !!! – WŹ]. Muzeum Martyrologii i Walki. Dramatyczna historia więzienia radogoskiego rozpoczęła się z początkiem listopada 1939 r. w fabryce Michała Glazera przy ówczesnej ul. Krakowskiej 55. Dziś jest to teren Fabryki Pierścieni Tłokowych „Prima” przy ul. Liściastej 17. Powstanie obozu przejściowego w tym miejscu wiązało się z podjętą przez niemieckie władze okupacyjne akcją represyjną i eksterminacyjną przeciwko inteligencji łódzkiej i samorządowym działaczom kultury, urzędnikom państwowym i samorządowym, działaczom społecznym i politycznym. Przez ten obóz od listopada 1939 r. do stycznia 1940 r. przeszło około 2.000 osób. Z tej liczby około 500 „osądzono” w trybie doraźnym, skazując na karę śmierci. Wyroki były wykonywane natychmiast w podłódzkich lasach. Natomiast zabudowania przyszłego więzienia radogoskiego w fabryce Samuela Abbego u zbiegu ulic Zgierskiej i J. Sowińskiego przeznaczono początkowo na obóz przesiedleńczy dla mieszkańców Łodzi i województwa łódzkiego. Wraz z przeniesieniem do tego obiektu od grudnia 1939 r. pozostałych więźniów z fabryki Glazera i utworzeniu w tym miejscu więzienia policyjnego, większe grupy przesiedleńców wywieziono do Generalnego Gubernatorstwa. Od lipca 1940 r. więzienie policyjne dla mężczyzn w Radogoszczu otrzymało oficjalną nazwę Rozszerzone Więzienie Policyjne (Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast). W sierpniu 1943 r. nastąpiło połączenie więzienia radogoskiego z obozem pracy wychowawczej na Sikawie. Radogoszcz był męskim więzieniem o charakterze przejściowym. Więźniowie przebywali tu przeciętnie do dwóch miesięcy, oczekując na procesy sądowe, a także na transporty do innych więzień i obozów. Należy jednak zaznaczyć, iż każdego dnia, na skutek głodu, chorób, wycieńczenia oraz sadystycznego znęcania się wachmanów, ginęli tu więźniowie. Stąd także wywożono ludzi na masowe egzekucje w rejonie Łodzi: las lućmierski, lasy łagiewnickie i „Okręglik” w lesie chełmskim (nie !!!! – WŹ). Także stąd zabrano grupę więźniów, których zamordowano w największej na terenie „Kraju Warty” publicznej egzekucji, dokonanej w Zgierzu 20 marca 1942 roku. Ocenia się, że przez więzienie radogoskie w sumie około 40.000 osób. Większość osadzonych to osoby osądzone za przestępstwa przeciwko interesom III Rzeszy, do których należały: nielegalny ubój i szmuglowanie żywności ze wsi, nielegalne przekraczanie granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a „Krajem Warty”, ucieczki z robót przymusowych w Niemczech. Osadzano też więźniów politycznych przed wywiezieniem ich do obozów koncentracyjnych.

Największą tragedią była masakra więźniów i podpalenie budynku więziennego w nocy z 17 na 18 stycznia, na kilkadziesiąt godzin przed wyzwoleniem Łodzi 19 stycznia 1945 roku. Początkowo zaczęto mordować więźniów na salach więziennych, a gdy stawili opór oprawcy podpalili budynek. Zginęło wówczas około 1.500 osób, ocalało około 30.

W latach powojennych miejsce tragedii zostało zamienione w olbrzymi pomnik przypominający o tragedii wojny. Nad ogrodzeniem i budynkami dominuje iglica pomnik projektu Tadeusza Łodziany. W ocalałym budynku dawnej tkalni umieszczono muzealną ekspozycję obrazująca sytuację okupacyjnej Łodzi. Na zewnętrznej ścianie oryginalna płaskorzeźba projektu Kazimierza Karpińskiego.

Przechodzimy na drugą stronę ulicy Zgierskiej, do ul. Liściastej, wzdłuż której prowadzi niebieski szlak pieszy łączący miejsca pamięci narodowej. Przejściem między blokami docieramy do zbiornika na rz. Sokołówce. (...)”.]

prasa

LESZCZYŃSKA Joanna, Sądne dni po wyzwoleniu. Spontaniczne rozrachunki Polaków z ludnością niemiecką zaczęły się natychmiast po oswobodzeniu. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 19–20 I 2008, nr 16, s. 22.

[Materiał o losach Sylwii Koenig, której ojciec był pochodzenia niemieckiego i który wraz z całą rodziną przyjął volkslistę. Po wojnie przeszłą przez obóz na Sikawie.

„(...) Matka, rodowita Polka, nie znała nawet słowa po niemiecku. Ojciec Sylwii – Oskar Koenig – tuż po wkroczeniu wojsk niemieckich do Łodzi podpisał w imieniu całej rodziny volkslistę. Podczas wojny zmarł na gruźlicę. (...) W Łodzi po wojnie zostało około 35 tys. Niemców, którzy mieszkali tu podczas okupacji. Ci, którzy czuli się szczególnie winni, wcześniej zdążyli uciec z armią niemiecką, ci zakorzenieni – zostawali. W większości byli zupełnie niewinnymi ofiarami czystek. (...) Przez pierwsze lata zmuszano łódzkich Niemców do przymusowej pracy. Kierowała tym administracja obozu na Sikawie, który w 1943 r. założyli Niemcy [założyli go Niemcy dla Polaków – WŹ] (...) W październiku 1945 r. Sylwię przeniesiono do Łodzi [z więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie – WŹ] i zakwaterowano w obozie na Sikawie, w jednym z dziewięciu baraków. (...) Jak podaje Spodenkiewicz, zdaniem przedstawicieli ziomkostwa „Wisła–Warta” na skutek niedożywienia, braku leków i chorób na Sikawie zmarło około 1.000 osób. Już w 1947 r. pierwsi więźniowie byli zwalniani, a trzy lata później obóz zlikwidowano. Większość Niemców, którzy przeszli przez ten obóz, wyjechała z Łodzi [do Niemiec]. Część została deportowana, czasem wbrew swojej woli. (...) To co się działo w obozach pracy dla Niemców w województwie łódzkim wymaga jeszcze gruntownego zbadania przez historyków. (...) Na pewno na Sikawie zdarzały się gwałty i dochodziło do znęcania się. Opisuje to wydana ponad 10 lat temu w Niemczech książka Sylvii Waade „Barak numer 7”. Los kobiet za drutami. (...)”.

porównaj:

– SPODENKIEWICZ Paweł, Fatalna niebieska kategoria. Dopiero dziś poznajemy losy łódzkich Niemców,

więzionych m.in. w obozie na Sikawie. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Instytut Pamięci Narodowej.

[w:] „Dziennik Łódzki”, wyd. A, 31.10 – 2 XI 2003, nr …., s. 13.

– LESZCZYŃSKA Joanna, Koenigowie z ulicy Przejazd. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki. Magazyn.“,

2 XI 2007, nr ........, s. 20.

– LESZCZYŃSKA Joanna, Ofiary etnicznych czystek. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki. Magazyn.“, 2 XI 2007,

nr ........, s. 21.

GRONCZEWSKA Anna, Wolność przyszła z czerwoną gwiazdą. Z Wojciechem Źródlakiem, kustoszem Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz w Łodzi, rozmawia... [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 19–20 I 2008, nr 16, s. 23.

[Pytania z tego wywiadu:

– 19 stycznia 1945 r. Łódź została wyzwolona przez Armię Czerwoną. Jak wyglądał w Łodzi styczeń 1945 roku?

– Rosjanie zaatakowali Łódź od strony Warszawy, którą wyzwolili dwa dni wcześniej?

– Wielu łodzian wspomina jednak, że w styczniu 1945 r. miasto zostało zbombardowane...,

– Rosjanie nie spodziewali się aż tak słabego oporu w czasie wyzwalania Łodzi, nie było ciężkich walk?

– A w bezpośrednich walkach o Łódź zginęło?

– Jak łodzianie witali Armię Czerwoną ?

– Kto wydał rozkaz spalenia więzienia na Radogoszczu i wymordowania wszystkich więźniów?

– (..) W Łodzi mieszkało w tym czasie ponad 100 tys. Niemców. Dlaczego nie uciekli na wieść, że Rosjanie zbliżają się do miasta?

– Niemcy nie domyślali się, że zbliża się koniec okupacji?

– Co się stało z Niemcami po wejściu Armii Czerwonej ?

– Niemcy chcieli, czy musieli wyjeżdżać?

– Jak zachowali się Rosjanie w stosunku do Polaków?

– Nie było rabunków, gwałtów, z których „słynęła” zwycięską Armia Czerwona?

– Nie grabili mienia fabrycznego?

– Szybko ukonstytuowały się nowe cywilne władze miasta?” ]

(mp), W 63. rocznicę tragedii. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 19–20 I 2008, nr 16, s. 10.

[„W sobotę [ 19 stycznia], o godz. 12.00, na terenie Muzeum Tradycji Niepodległościowych, odbędą się uroczyste obchody 63. rocznicy tragedii więźniów Radogoszcza iż zakończenia okupacji niemieckiej w mieście.

Po uroczystości, w muzeum odbędzie się wernisaż wystawy p.t. „Radogoszcz 1945”, na której będą pokazane ocalałe zdjęcia więźniów obozu [więzienia ! – WŹ] na Radogoszczu.”]

PIERZCHAŁA Wiesław, W 63. rocznicę. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 21 I 2008, nr 17, s. 10.

[„Uroczystość z okazji 63. rocznicy wyzwolenia Łodzi spod okupacji niemieckiej i zagłady więźniów obozów hitlerowskiego w Radogoszczu odbyły się w sobotę na terenie należącym dziś do Muzeum Tradycji Niepodległościowych. Przybyli harcerze, żołnierze, kombatanci, przedstawiciele władz miasta i województwa. Wśród gości był m.in. Jan Wypijewski spod Włocławka, który podczas okupacji był osadzony na Radogoszczu i cudem uniknął śmierci, gdyż tuż przed masakrą więźniów został przewieziony do więzienia przy ul. Gdańskiej (??? – to było więzienie kobiece ! – WŹ). Do zagłady więzienia w dawnej fabryce Samuela Abbego doszło w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku. (...) Zginęło ponad tysiąc osób. Wśród nich byli Polacy, którzy uciekli z robót w Niemczech lub nielegalnie przekraczali granicę „Kraju Warty”. Uratowało się zaledwie 30. więźniów. Wszyscy już zmarli.”]

ŁAKUPCZYK Adam, Straaaaszy w muzeum. [w:] „Super Fakty”. Łódzka gazeta internetowa [www.superfakty.pl], styczeń 2008 r.

Brrr, tam naprawdę straszy i to ponoć coraz bardziej, Już nie tylko nocą, ale i w dzień. Czyżby duchy domagały się modlitwy? Może w muzeum warto odprawić mszę za spokój dusz więźniów, którzy zostali w tym miejscu zamordowani? Zginęli w wielkich męczarniach to fakt. Mnóstwo jest w tych starych murach łez, bólu i cierpienia. Czuje się zimne dotknięcie śmierci...

Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz. Nie ma w Łodzi miejsca, w którym tylu ludzi cierpiałoby tak bardzo, a na końcu zginęło męczeńsko. Oto co na ten temat napisano na stronie internetowej muzeum [www.muzeumtradycji.pl] (...)

Już mniej więcej rok temu pisaliśmy, że w muzeum straszy. Działo się tak zwykle nocą. O dziwnych odgłosach opowiadał wtedy ochroniarz, który pracował w tym miejscu. Teraz sytuacja się nasiliła. – Siedziałem sobie spokojnie, była wczesna godzina popołudniowa, nagle na schodach usłyszałem ciężkie kroki, jakby ktoś po nich chodził w drewniakach. Odgłos był naprawdę wyraźny i głośny – opowiada jeden z pracowników naukowych muzeum. – Wyszedłem zobaczyć, czy ktoś idzie, ale nikogo nie było.

Podobne relacje słyszeliśmy również od innych pracowników. Niektórzy zarzekali się, że w muzeum nie zostaliby nocą za żadne pieniądze. Ludzie są naprawdę przestraszeni. Opowieści o odgłosach i duchach o ile są jednostkowe. Najwyraźniej jednak coś jest na rzeczy.

– Niewykluczone, że duchy pomordowanych w ten właśnie sposób domagają się modlitwy – mówi ks. Andrzej z parafii Najświętszego Sakramentu przy ul. Jabłoniowej w Łodzi. – Każdy zwiedzający powinien odmówić „Wieczny odpoczynek”. Proponuję też zapamiętać prostą modlitwę „Akty strzeliste za zmarłych:

„Boże, miłosierny Panie, daj duszom sług i służebnic Twoich miejsce w niebie, błogosławiony pokój i jasność Twojego światła. Panie, wysłuchaj łaskawie naszych modlitw za dusze sług i służebnic Twoich, za które się modlimy prosząc, abyś je przyjął do społeczności swoich świętych. Spraw, prosimy Cię Panie, aby dusze sług i służebnic Twoich, oczyszczone ze swoich win, otrzymały przebaczenie i wieczny odpoczynek.”

Do proboszcza parafii, na terenie której znajduje się muzeum zwrócimy się z propozycją odprawienia mszy w intencji pomordowanych. Wydaje się, że nic więcej w tej sprawie nie możemy zrobić. Tym bardziej, że dyrektor placówki wydaje się bagatelizować tajemnicze siły, które objawiają się w miejscu kaźni.”]

KOLASA Sebastian, Różne barwy wyzwolenia. [w:] „Piotrkowska 104”, styczeń 2008, nr 1, ss. 30–31.

[„19 stycznia 1945 r. wojska 69 armii ze składu 1. Frontu Białoruskiego zajęły Łódź. Dla jednych to było wyzwolenie spod okupacji niemieckiej, dla innych początek drugiej okupacji. (...) Na skutek doniesień z zastraszającym tempie ofensywy, w dniu 17 stycznia 1945 r. prawdopodobnie Otto Bradfisch – dowódca SS i policji w Łodzi [i p.o. nadburmistrz Litzmannstadt’u – WŹ], być może w wyniku ustaleń z A. Greiserem [gauleiterem „Kraju Warty” – WŹ], rozkazał skupić więźniów z aresztów i więzień przy ul. S. Sterlinga 16 i Gdańskiej 13 w Rozszerzonym Więzieniu Policyjnym na Radogoszczu, a następnie ich zlikwidować. Na wieść o tym przypuszczalnie doszło do buntu załogi więzienia przy ul. S. Sterlinga, która odmówiła przepędzenia więźniów i wzięcia udziału w późniejszej egzekucji. Więźniarki z ul. Gdańskiej 13 (wcześniej częściowo zdołano wywieźć) a pozostałe sformowano w kolumnę, którą skierowano w kierunku więzienia radogoskiego, ale zawrócono go w połowie drogi. Podobno komendant więzienia [gdy ponownie pojawiły się w więzieniu – WŹ] mówił do kobiet: „Dziękujcie Bogu, że tak się stało”. (...) Strażnicy Radogoszcza, wspomagani zapewne przez żołnierzy Luftwaffe, w nocy z 17 na 18 stycznia, rozpoczęli rozstrzeliwać 1500 więźniów. (...) Spalenie Radogoszcza było wstrząsem dla łodzian. Każdego dnia tysiące łodzian rodzin odwiedzało miejsce zbrodni. (...).”]

GABRYELSKI Dariusz, Historia jednego zbiornika. [w:] „Echo Dnia”, 3 III 2008, nr 17, s. 7.

[„Kiedy w styczniu 1945 r. Niemcy dokonali masakry na więźniach Radogoszcza, w takim zbiorniku uratowało się sześć osób. Znalezisko trafi do muzeum. (...) – To jedyna i niepowtarzalna okazja, żebyśmy znów mieli ten unikatowy eksponat w naszej kolekcji. Przecież w Łodzi o zbiorniku z Radogoszcza od lat krążą legendy – mówi Wojciech Źródlak, kustosz muzeum. Zbiornik, który znaleziono [podczas rozbiórki] kamienicy stojącej u Zbiegu ulic Zachodniej i Ogrodowej [adres oficjalny – Ogrodowa 14/14 – WŹ], zachował się w dobrym stanie. (...) Nasz [z klatki schodowej fabryki radogoskiej] zaginął w 1960 r. [przy okazji przekształcania ruin w mauzoleum – WŹ]. (...) W muzeum zachowało się tylko jedno zdjęcie zbiornika, w którym uratowali się więźniowie. Zostało zrobione w 1946 roku – kończy Wojciech Źródlak.”]

(mbr), W łódzkim PSL bez zmian. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 12 V 2008, nr ...., s. 10.

[„Henryk Siemiński [dyr. Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi] został ponownie wybrany na prezesa łódzkich struktur miejskich Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zapowiedział, ze postara się włączyć do działań ludowców osoby związane z życiem akademickim, zarówno studentów, jak i kadrę naukową. Pragnie również przyciągnąć więcej kobiet.”]

NIESIOŁOWSKA-KSIĘŻAK Joanna, Hieronim Królikowski. Wspomnienie. [w:] „Gazeta Wyborcza – Łódź”, 16 V 2008, s. 11.

[„(...) W czerwcu mina dwa lata od śmierci mojego dziadka – Hieronima Królikowskiego. (...) Urodził się w 1912 r. w Łodzi. Ukończył seminarium nauczycielskie i podejmował pracę w kilku szkołach podstawowych w okolicach Łodzi. (...) Brał udział w kampanii wrześniowej jako oficer rezerwy. Został ranny w bitwie pod Uściługiem n. Bugiem, a następnie trafił do niewoli sowieckiej, skąd udało mu się uciec. Po powrocie do Łodzi został aresztowany [w listopadzie 1939 r. podczas dużej akcji przeciwko inteligencji łódzkiej – WŹ] i zamknięty na Radogoszczu [w obozie przejściowym w f-ce M. Glazera na Radogoszczu – WŹ]. Kilka miesięcy później, dzięki staraniom rodziców i brata, został zwolniony [29 I 1940 r. – WŹ] i opuścił Łódź, przenosząc się do Jeżowa [k. Brzezin] w generalnej Guberni. Tam wstąpił do Związku Walki Zbrojnej [później AK]. Początkowo dowodził kompanią, a w 1943 r. został komendantem Rejonu AK Jeżów–Rogów. W tym samym czasie uczył młodzież w tajnym gimnazjum. Po zakończeniu wojny powrócił do Łodzi, gdzie ukończył studia geograficzne na UŁ. (...) Swe przeżycia z okresu dzieciństwa, młodości, czasów okupacji oraz pracy nauczycielskiej zawarł w trzytomowych wspomnieniach. Był także głównym autorem książki wydanej w Łodzi w 2000 r., dotyczącej historii obwodu AK „Brzeziny–Koluszki. W przygotowanie tej pozycji włożył wiele pracy i trudu, mając wówczas blisko 90 lat. (...)”].

WASILEWSKA Monika, W cieniu tragicznej historii. [w:] „Gazeta Wyborcza – Łódź”; dodatek p.t. „Noc Muzeów”, 16 V 2008, s. 11.

[„Zwiedzanie muzeum na Radogoszczu to spotkanie ze wstrząsającą historią zbrodni dokonanych w Łodzi przez hitlerowców. Dzieje muzeum odzwierciedlają dramatyczną historię więzienia na Radogoszczu [!!?? raczej chyba prezentowane dziś w muzeum wystawy – WŹ], którego spalone ruiny łodzianie uznali za miejsce pamięci narodowej. (...)”.

Dalej zarys dziejów więzienia radogoskiego i imprezy przygotowane na „Noc Muzeów”.]

[bez autora], Nocne zwiedzanie. [w:] „Gazeta Wyborcza – Łódź”, 19 V 2008, s. 7.

[„ Osiemnaście muzeów i galerii [w Łodzi] wzięło udział w „Nocy Muzeów” z soboty na niedzielę. Akcję zorganizowano po raz czwarty. Wszędzie były tłumy zwiedzających. (...)”.

Materiał jest ilustrowany m.in. zdjęciem z podpisem: „Rekonstrukcja potyczki z 1939 r. przed Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz”.

Rekonstrukcja w wykonaniu grup rekonstrukcji historycznych: „żelazny Orzeł” i „Batalion Tomaszów” (strona niemiecka) i 22 pp im. Strzelców Kaniowskich (strona polska).

PAWŁOWSKA Anna, Muzea z duchami. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 19 V 2008, nr 116, s. 22.

[„(...) W Muzeum Tradycji Niepodległościowych przy ul. Gdańskiej [również i w oddziale Radogoszcz] przechadzali się żołnierze polscy z różnych epok, w których wcielali się młodzi ludzie z Łódzkiej Grupy Rekonstrukcji Historycznych „Barka”. Na zewnątrz zwiedzający mogli się posilić wojskową grochówką. (...)”]

PIERZCHAŁA Wiesław, Mogiła na Brusie odsłania kolejne tajemnice. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 20 V 2008, nr ......, s. ......

[Podczas prac archeologicznych na poligonie Brus w Łodzi łódzcy archeolodzy odkryli 30. szkieletów. Jak się później okazało są to szczątki ofiar egzekucji Polaków dokonanej przez Niemców około 12 listopada 1939 roku. Wśród nich m.in. Tomasza Wilkońskiego, dyr. administracyjnego zakładów scheiblerowskich.]

PIERZCHAŁA Wiesław, Nasz Henryk też spoczął na Brusie. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 21–22 V 2008, nr ......, s. 14.

[„Po naszej wczorajszej informacji „Mogiła na Brusie odsłania kolejne tajemnice” do redakcji zadzwoniła 83-letnia Melania Michalska. – Gdy tylko przeczytałam wasz tekst, od razu przypomniał mi się 19-letni Heniek PAWLAK, który miał się ożenić z moją siostrą, ale nigdy do tego nie doszło. (...) – Po wkroczeniu Niemców Heniek zaczął działać w młodzieżowej organizacji niepodległościowej. (...) Jesienią 1939 r. Niemcy aresztowali go i osadzili w więzieniu przy ul. S. Sterlinga. Okazało się, że organizację założył niemiecki prowokator, aby skupić patriotyczną młodzież, a potem wydać w ręce gestapo. Pewnego dnia całą [tę] grupę młodzieży wywieziono ciężarówką w kierunku północno-zachodnim. Potem ciężarówka wróciła pusta. O tej młodzieży słuch zaginął. Podejrzewam, że wszyscy zostali rozstrzelani na poligonie wojskowym na Brusie.

Pracownicy Instytutu Archeologii Uniw., Łódzkiego prowadzą prace na Brusie. Dotąd odkryli 30 szkieletów, ale może być ich około 50. Wczoraj natrafili na kolejne przedmioty należące do ofiar.”]

DARDA Marcin, Głowa państwa promuje łódzkie lotnisko. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 13 VI 2008, nr 137. s. 5.

[„Głowa państwa [prezydent RP – Lech Kaczyński] przybyła do Łodzi na zaproszenie prezydenta [Łodzi] – Jerzego Kropiwnickiego], by wziąć udział w otwarciu płyty postojowej lotniska [Lublinek w Łodzi]. (...) Zanim kolumna odjechała do mauzoleum na Radogoszczu i stacji Radegast, gdzie prezydenci złożyli kwiaty, oficjalnie przecięto wstęgę nowej płyty, którą wcześniej poświęcił metropolita łódzki abp – Władysław Ziółek. (...).”

[por. komentarz A. Gębarowskiego w „Polska. Dziennik Łódzki”, 13 VI 2008, nr 137, s. 5 – WŹ]

GĘBAROWSKI Andrzej, Międzylądowanie. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 13 VI 2008, nr 137. s. 34.

[„Prezydent Lech Kaczyński, w drodze na mecz [Polska – Austria, w mistrzostwach Europy – WŹ] z Austrią w Wiedniu, na cztery godziny przyleciał do Łodzi helikopterem, a odleciał samolotem. Wypróbował w ten sposób wiele możliwości lotniska na Lublinku, łącznie z nowiutką płytą postojową, promując ją na całą Polskę. W międzyczasie błyskawicznie przejechał przez miasto na Radogoszcz i Radegast, by zaznaczyć swoją obecność także w tych miejscach męczeńskiej śmierci.(...) Wszystko to oczywiście w jakimś politycznym celu, którego należy się domyślać, żeby nie wypaść z obiegu. (...) Wszyscy wiedzą, że prezydent Kaczyński jest dobrym, uczynnym człowiekiem, lojalnym wobec starych politycznych przyjaciół [czyli prez. Łodzi J. Kropiwnickiego – WŹ], o ile oni są lojalni. Widocznie nie wypadało odmówić. a że napięty terminarz, Radogoszcz i Radegast musiały się zmieści między płyta postojową a meczem. Tak jakoś wyszło.”]

........, Tajemnica złotej obrączki. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 4–5 X 2008, nr ....... s. ......

[Chodzi o obrączki znalezione podczas prac wykopaliskowych na poligonie Brus. Na jednej z nich wygrawerowano imię „Kira” i datę „28.9.1928”. Jak się okazało obrączka należała do Tomasza Wilkońskiego, b. dyr. ds. pracowniczych zakładów scheiblerowskich, straconego w tym miejscu w 12 listopada 1939 r.]

LESZCZYŃSKA Joanna, Wyjaśniona tajemnica obrączki. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 6 XI 2008, nr ....... s. 7.

[W listopadzie 1939 r. na wojskowym poligonie na Brusie Niemcy zamordowali 40. mężczyzn. W maju tego roku archeolodzy odkryli tam ludzkie szczątki. W mogile znaleziono m.in. 10 obrączek z wygrawerowanymi inicjałami, imionami oraz datami, a także dokumenty.

„(...) Jedna z dziesięciu złotych obrączek znalezionych w zbiorowej mogile łodzian (...) należała do Władysława KRZEMIŃSKIEGO. Specjaliści [z Biura Kryminalistycznego Wojewódzkiej Komendy Policji w Łodzi – WŹ], porównując obrączkę znalezioną w mogile z obrączką żony Władysława Krzemińskiego, uznali, że wygrawerowane na nich napisy były wykonane tą samą ręką. Badania zlecił łódzki IPN. (...) W listopadzie 1939 r. na wojskowym poligonie na Brusie Niemcy zamordowali 40. mężczyzn. W maju tego roku archeolodzy odkryli tam ludzkie szczątki. W mogile znaleziono m.in. 10 obrączek z wygrawerowanymi inicjałami, imionami oraz datami, a także dokumenty na nazwisko Henryka SZULCA [działacz Zw. Zaw. „Praca Polska” lub/i radny miasta Łodzi – WŹ] oraz Stanisława SAPOCIŃSKIEGO [dziennikarz łódzki – WŹ]. Tadeusz Krzemiński [syn zamordowanego – WŹ], kiedy dowiedział się o odkryciu archeologów, natychmiast zgłosił się do IPN. – Jak dotąd nie zgłosiła się do nas żadna nowa osoba – mówi prok. Bogumiła Karowicz z łódzkiego IPN.”]

1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna