Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona56/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59

2009

wydawnictwa

CIESIELSKA–TARKOWSKA Krystyna, Z dziejów wysiedleń wysiedleń, 1939 – 1945. 1885–1953. Łódź 2009.

[ss. 25 – 31: rozdz. „Wysiedlenia w Lubowidzy”: „(...) We wsi Lubowidza (p.ta Dmosin, woj. łódzkie) mieszkała rodzina Kosmów. Józef Kosma ożenił się z Władysławą, z domu Trzewikowską. Mieli jednego syna – Waldemara, ur. w 1932 roku. Cała rodzina utrzymywał się z 22-u hektarowego gospodarstwa. Nastał rok 1940, rozpoczęla się masowa akcja wysiedleń z wiosek wcielonych do terytorium III Rzeszy. W czasie wysiedlenia rodzice Waldemara zostalo zabrani do obozu przejściowego [przesiedleńczego – WŹ] w Łodzi na Radogoszczy. (…) Byli u nas żandarmi ciężarówkami. Zabrali wszystkich z wioski, rodziców też. Ja uciekłem zaraz jak zobaczyłem, że ciężarówka wjeżdża na nasze podwórko. Nie byli z sobą długo. Po kilku dniach mamę Waldemara przewieziono do więzienia przy ul. Gdańskiej, ojca pozostawiono w obozie na Radogoszczy. Rodzina nie miała kontaktu z sobą. Małżonkowie: Władysława i Józefa Kosmowie dopiero po upływie kilku miesięcy zostali zwolnieni z obozu [chyba pomyłka, bo żona była w więzieniu przy ul. Gdańskiej, jak wcześniej napisała – WŹ]. To był wyjątkowy dar losu, albo zarzadzenie urzędów niemieckich. Niemcy bowiem potrzebowali siły roboczej i pewną ilość Polaków pozostawili na terenach Niemiec. (…) Rodzice Waldka, choć zwolnieni z obozów [uwaga jak wyżej – WŹ] – co było największym szcześciem – zostali bez własnej ziemi, bez własnego domu. Ograbieni w obozie z resztek pieniędzy, byli zupełnie biedakami. Wiadomość z Prokteratu od wujka Józefa Trzewikowsiego, najstarszego brata Władysławy, ze mogą zamieszkać w Koźlu, w gospodarstwie opuszczonym przez Niemców była ratunkiem. Zamieszkali więc w Koźlu, na terenie Protektoratu, czyli z Generalnej Guberni, za pozwoleniem miejscowego wójta. (…)”

MILLER Marek, Europa wg Auschwitz. Litzmannstadt Ghetto. Współpraca: Zofia Kraszewska-Kelcz, Joanna Podolska. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Oświęcim 2009.

[[Historia łódzkiego getta zaprezentowana tylko poprzez odpowiednio dobrane fragmenty wspomnień z archiwów oraz publikacji. Wśród nich informacje dotyczące więzienia radogoskiego.



ss. 57–58: relacja Stanisława Rapalskiego w Arch. ŻIH, sygn. 301/3045 [p.t. „pierwsze dni Radogoszcza. Wspomnienie o dr Aleksandrze Margolisie”]: „Dla aresztowanych urządzono obóz na Radogoszczu, pierwotnie w dawnej fabryce [Michała] Glazera, później [w] fabryce [Samuela] Abbego ……………….

– „Myśl o Polsce, o mnie nie myśl wcale. Janusz Włodarski (1921–1942), harcerz, artysta, konspirator. Harcerki i harcerze Łodzi i Ziemi Łódzkiej w konspiracji 1939–1945. [Katalog wystawy czasowej w Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi]. Łódź 2009.

[ss. 66-70: Włodarski, harcerz 3 ŁDH (męskiej), czł. „Szarych Szeregów”, aresztowany 30 lub 31 XII 1941 w Łodzi na Widzewie. Osadzony najpierw w więzieniu przy ul. M. Kopernika, stąd 18 II 1942 r. na Radogoszcz. Od ok. początku czerwca do ok. końca października 1942 r. w więzieniu przy ul. S. Sterlinga, następnie ponownie na Radogoszcz. Nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy zmarł (przypuszczalnie ok. 17 XI 1942) w więzieniu przy ul. S. Sterlinga czy na Radogoszczu. Pochowany na cm. Kurczaki na Chojnach [kw. 7, pole 3, grób 37; data pochówku: 25 XI 1942, nr rejestru cm.: 3032/42 – WŹ]. W katalogu wiele reprodukcji Jego prac malarskich, foto przedmiotów osobistych, w tym otrzymanych przez Rodzinę po śmierci.]

ZDĄŻYĆ przed kalendarzem. Wspomnienia. Jelenia Góra – Wrocław 2009, ss. 58 – 67.

[Zestaw wspomnień mieszkańców Jeleniej Góry nadesłanych z lat przedwojennych i powojennych.

ss. 58–67: Jolanta Wilkońska, Obrączka (wspomnienie m.in. o Tomaszu Wilkońskim, więźniu obozu przejściowego w f-ce Michała Glazera na Radogoszczu, ofiary egzekucji 40 osób na poligonie Brus 12 X 1939}.

„(...) Tatuś z ramienia rządu objął w Łodzi stanowisko dyrektora administracyjnego w Zjednoczonych Zakładach K. Scheiblera i L. Grohmana. (...). Kiedy już mieszkaliśmy w Łodzi i zajmowaliśmy pałacyk, któregoś z byłych fabrykantów [był to 1-piętrowy dom dla wyższych urzędników fabrycznych przy ul. Emilii (dziś W. Tymienieckiego) 10 w stylu podobnym do budynków Księżego Młyna, z czerwonej cegły – WŹ]. (...) Mamy Tatusia, Eleonory z domu Hirschberg. (...) Tatuś (...) za młodu chciał być śpiewakiem, ale dziadek nie pozwolił (...). I tak Tatuś stał się inżynierem agronomem, jako, że rodzina pochodziła z ziemiaństwa i ten kierunek studiów był dla Tatusia najbliższy. (..) Tatuś będąc „piłsudczykiem (...). Miał swoja wagę, bo aż 100 kg, choć tego nie było po nim widać, bo był wysoki i postawny. (..) Tatuś był energiczny, spokojny, bezpośredni, mądry, wykształcony i serdeczny dla ludzi, dlatego darzono Go sympatią i szacunkiem. (...) Trzeciego dnia [września 1939 r.] uciekliśmy z Łodzi samochodem służbowym Tatusia, dużym granatowym 6-osobowym „Buickiem” – do Warszawy. (...)

Warszawa (...) ja z Mamą znajdowaliśmy się w centrum tego koszmaru, bo mieszkaliśmy w śródmieściu. No i doszła do tego tułaczka po cudzych kątach, niepokój o tatusia, który musiał opuścić Warszawę, tak jak ogłosił prezydent miasta Stefan Starzyński [rozkaz ten wydał płk. Umiastowski – WŹ]. (...) W którymś kolejnym mieszkaniu odnalazł nas tatuś, a ja Go nie wpuściła do środka i zatrzasnęłam przed Nim drzwi! W obszarpanym „żebraku”, chudym i zarośniętym nie poznałam Tatusia! Wrócił z tułaczki spod granicy radzieckiej – pieszo! (...) Wkrótce wróciliśmy do Łodzi. (....) Gdy wróciliśmy do Łodzi (...) Tatuś zaczął pracować. Panował pozorny spokój, ale czułam napięcie Rodziców. (...) I stało się! śmierć zajrzała nam w oczy, a przybrała postać dwóch żołdaków i cywila, którzy przyszli 9 listopada 1939 r. aresztować Tatusia! Była pora obiadowa, mieliśmy właśnie jeść deser. (...) Tatuś wstał, ubrał się do wyjścia, pożegnał nas i tylko widzieliśmy Go z okna, idącego z obstawą i wsiadającego do czarnego samochodu na ulicy. To było ostatnie nasze spojrzenie na Radogoszczu.

Mama codziennie przynosiła dla Niego paczki do obozu [przejściowego w fabryce M. Glazera] na Radogoszczu – cały listopad i w mroźny grudzień – paczki brali, ale nie było żadnych wieści od Niego. Dopiero gryps, jaki mama dostała pośrednio od kogoś z obozu, zawierał wiadomość, ze tatusia „nie ma w obozie i żeby (Mama) nie przychodziła więcej”. Wszelkie poszukiwania również te po wojnie prowadzone przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, nie dały odpowiedzi, co z Tatusiem?

(...) Po aresztowaniu Tatusia zajęto się nami – najpierw część naszego mieszkania „zarekwirowano”, czyli zakazano nam korzystać z większości pokoi i z mebli tam znajdujących się. Wkrótce w ogóle zmuszono nas do opuszczenia mieszkania, zezwalając na wzięcie jedynie rzeczy osobistych i niektórych niezbędnych mebli. (...) No i zaczęła się nasza – moja z mamą – znowu tułaczka po cudzych kątach, czyli korzystanie z łaski znajomych, którzy mogli nas przygarnąć. (...) Natrafiłam na Mamy mały kalendarzyk z 1939 roku. Były w nim sporadyczne zapisy, ale od 9 listopada (czwartku) – od dnia aresztowania Tatusia – codziennie notowała: „nie ma”, „nie ma” i tak ...do ostatniego dnia grudnia! I Tatusia rzeczywiście już nie było – nawet wśród żywych! (...) Mama imała się różnych prac zarobkowych, ale z tym było gorzej, bo nie miała wyuczonego fachu. (...) Nie doczekała się mama prawdy o losie Tatusia, ale Jej imię – „Kira” – odkryło prawdę: bo właśnie to imię mamy było wyryte na obrączce Tatusia, z którą zginął. Dopiero niedawno, tj. w [maju] 2008 r., natrafiono w Łodzi na miejsce straceń 40 więźniów obozu [przejściwoego w f-ce M. Glazera] na Radogoszczu [na poligonie „Brus”] i na spalone szczątki [ciał nie spalono! – WŹ] – ofiar niemieckiej akcji represyjnej przeciwko polskiej inteligencji w Łodzi, której dokonano 12 listopada 1939 roku. A wśród znalezionych szczątków również natrafiono na kilka obrączek – w tym na obrączkę z imieniem Mamy i datą ślubu Rodziców! To umożliwiło zidentyfikowanie, że wśród ofiar rozstrzelanych był również i mój Tatuś!

Mój Ojciec – Tomasz Wilkoński, herbu Odrowąż – inżynier agronom – poseł na Sejm RP I kadencji – Prezes Państwowego Banku Rolnego – Dyrektor Administracyjny Zjednoczonych Zakładów Włókienniczych K. Scheiblera i L. Grohmana – odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi – Odznaczeniem Danneborg z tytułem „Kommandør”, nadanym przez króla Danii – działacz społeczny, współtwórca i realizator idei Kółek Rolniczych w Polsce – kochający i kochany maż i ojciec – człowiek, który zginął z rąk oprawców! [na podst. tekstu tablicy pamiątkowej umieszczonej 12 XI 2009 r. na terenie mauzoleum radogoskiego]”.]


prasa

styczeń 2009


LESZCZYŃSKA Joanna, Obrączka – jedyny ślad po Tomaszu Wilkońskim, pośle na Sejm RP. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 7 I 2009, nr 5, s. 2

[„Jedna z dziesięciu złotych obrączek, znalezionych przez archeologów [w maju 2008 r.] w zbiorowej wojennej mogile na poligonie na łódzkim Brusie, mogła należeć do Tomasza WILKOŃSKIEGO, posła na Sejm RP II kadencji, a w latach 30. XX w. dyrektora administracyjnego w zakładach włókienniczych Scheiblera i Grohmanna w Łodzi. Wiele wskazuje na to, że Tomasz Wilkoński jest ofiarą represji hitlerowców wobec polskiej inteligencji. – Na znalezionej obrączce wygrawerowane jest rzadkie w Polsce imię „Kira”, a takie było imię mojej mamy, z domu Światopełk-Mirskiej – mówi wzruszona córka Tomasza Wilkońskiego [Jolanta Wilkońska – WŹ]. Tomasz Wilkoński, herbu „Odrowąż”, został osadzony 9 listopada 1939 r. w obozie na Radogoszczu [w obozie przejściowym w f-ce m. Glazera przy obecnej ul. Liściastej – WŹ]. (...) Po aresztowaniu zaginął ślad po jej Ojcu. Po wojnie odwiedził Wilkońskich mężczyzna, były więzień Radogoszcza, który opowiadał, że Tomasz Wilkoński któregoś dnia w listopadzie 1939 r. zostal wywołany z szeregu i gdzieś zabrany. (...) W maju ub. roku (...) archeolodzy odkryli szczątki 40 mężczyzn, a także kilka dokumentów i 10 obrączek z wygrawerowanymi inicjałami, imionami „Basieńka”, „Stefa”, „Kira” oraz datami ślubu. Udało się już ustalić, że jedna obrączka należała do Władysława KRZEMIŃSKIEGO, przedwojennego urzędnika łódzkiego magistratu. Jolanta Wilkońska jest drugą osobą, która po naszym artykule „Tajemnica złotej obrączki” zgłosiła się do [łódzkiego] IPN-u, by pomóc wyjaśnić dramatyczne wydarzenia sprzed 70 lat.”]

BERESZCZYŃSKI Marcin, Ulica hm Władysławy Keniżanki. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 13 I 2009, nr ....... s. 6.

[Materiał z cyklu „Ulice Łodzi”. „(...) Keniżanka pomagała więźniom obozu na Radogoszczu [obozu w f-ce M. Glazera, jako kierowniczka Pogotowia Harcerskiego w Łodzi – WŹ]”. Przed wojną nauczycielka, harcmistrzyni ZHP. Ma w Łodzi ulicę w dzielnicy Górna, od 1986 roku.]

KAŁACH Maciej, Łodzianie uczcili rocznicę wyzwolenia, modląc się za ofiary. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 20 I 2009, nr 16, s. 5.

[„Apel poległych, salwa honorowa oddana przez wojsko, składanie kwiatów pod mauzoleum upamiętniającym ofiary hitlerowskiego więzienia na Radogoszczu. Tak wyglądały obchody 64. rocznicy wyzwolenia Łodzi spod okupacji niemieckiej. Radzieccy żołnierze weszli do miasta 19 stycznia 1945 roku. Wczoraj oficjele, kombatanci, żołnierze i uczniowie upamiętnili tragedię, która rozegrała się w nocy z 17 na 18 stycznia. Tomasz Kacprzak, przewodniczący rady miejskiej i organizator obchodów przypomniał, że wówczas Niemcy, opuszczając Łódź, podpalili więzienie. (...) Po modlitwie za ofiary, prowadzonej przez bp Adama Lepę, doszło do najbardziej przejmującego momentu uroczystości. Pobyt w więzieniu na Radogoszczu wspominał Jan WYPIJEWSKI, jeden z trzydziestu, którzy przeżyli styczniową noc 1945 r. [Nie !! został wywieziony z Radogoszcza kilkanaście dni wcześniej – WŹ]. – Przez lata nie znalazł się taki psycholog, który pomógłby uleczyć we mnie obrazy i swąd spalonych ciał. Podawanego na obiad w więzieniu kapuśniaku nienawidzę do dzisiaj – mówił Wypijewski. A zwracając się do młodzieży przypomniał, że „wybaczyć nie znaczy zapomnieć”. – Zresztą żaden z nas nie ma prawa, aby wybaczyć w imieniu tych, którzy tutaj zginęli podczas okupacji – zakończył więzień Radogoszcza. Jan Wypijewski pojawia się na każdej rocznicy związanej z tym miejscem. (...)”]

Listy do redakcji: Danuta A., łodzianka. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 29 I 2009, nr 24, s. 16.

[„Z wielką przykrością stwierdzam, że kolejny raz zlekceważono ważną dla Łodzi datę – 19 stycznia. Mam pretensję do łódzkich dziennikarzy za ich poprawność polityczną, podążanie za obowiązującą modą. A przecież w czasie okupacji w Łodzi było nie tylko cierpiące Litzmannstadt-Getto, a także cierpiący Polacy. I to nie tylko ci, których zamordowano w więzieniu na Radogoszczu, ale też ich rodziny i wielu innych Polaków. (...)”.]

PAWŁOWSKA Anna, Designer PRL. [w:] „Kocham Łódż” [dodatek do „Polska. Dziennik Łódzki”], 30 I 2009, nr 10, s. 11.

[„(...) Roman MODZELEWSKI {1912–1997} (...) Całe powojenne życie Roman Modzelewski związał z Łodzią. Przyjechał tu z Buska Zdroju. (...) W roku 1952 został rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi. Był pierwszym rektorem z wyboru. Pełnił tę funkcję przez cztery kadencje, do 1963 roku. (...) W latach 50-tych XX w. Modzelewski zaczął eksperymentować z tworzywami sztucznymi. W 1958 r. powstał model jego najbardziej znanego fotela [dzieła] z włókna szklanego i żywicy epoksydowej. Było to siedzisko o opływowych kształtach, lekkie, forma była bowiem w środku pusta. Zafascynował się tym projektem światowej sławy [architekt] i projektant Le Corbusier. Chciał kupić patent i rozpocząć seryjną produkcję w Paryżu, ale przy ówczesnym ustroju politycznym w Polsce było to niemożliwe. (...) W 1966 r. Modzelewski rozpoczął budowę pierwszego w Polsce jachtu z włókna szklanego i żywicy epoksydowej. (...) Modzelewskiemu zawdzięczamy także koordynowanie odbudowy łódzkiej „starówki” i jej metaloplastyki. Jego autorstwa jest zegar na wieży ratusza (...). Stworzył też kompozycję na ścianie południowej muzeum w Radogoszczu. (...)”]



luty 2009


GRONCZEWSKA Anna, To była niemiecka wieś. [w:] „Kocham Łódż” [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 20 II 2009, nr 13, s. 9.

[„(...) Radogoszcz kojarzy się ze znajdującym się tu w czasie wojny obozem [więzieniem!! – WŹ]. Stanowi on jedną z najtragiczniejszych kart w historii Łodzi. Więzienie na Radogoszczu hitlerowcy stworzyli ...............]

List Czytelnika (Tadeusz W. Michalski), [w:] „Kocham Łódź” [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 20 II 2009, nr 13, s. 9.

[List z uwagami Czytelniczki do materiału p.t. „To była niemiecka wieś” opublikowanego w dodatku „Kocham Łódź”, nr 13/2009.

„(...) Obóz w fabryce Glazera przy ul. Liściastej istniał krótko, później [nie wiadomo dokładnie od kiedy! Najprawdopodobniej od 1943 r. – WŹ] była tam wytwórnia prymitywnych [Prymitywnych !?? Normalnych nart wojskowych, produkowanych według ściśle określonego wzoru – WŹ]. Przeniesiono go do fabryki Abbego przy ul. Zgierskiej. Tam właśnie w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. Niemcy wymordowali i spalili około 1.500 więźniów. Warto dodać, że jednostki Armii Czerwonej, stojące na Chełmach, zostały powiadomione przez gońców Komendy Miasta AK, że Niemcy mordują więźniów. Nie zareagowali... [w trakcie masakry? Co mogli pomóc? Zwłaszcza, że toczyli w tym czasie w tym rejonie ciężki walki z Niemcami! To jeden z głosów poglądu, że Rosjanie specjalnie(!) dopuścili do masakry więzienia radogoskiego– WŹ] (...)”.]

marzec 2009

kwiecień 2009


Nazwy to część historii. Z Jarosławem Janowskim, łódzkim przewodnikiem, rozmawia Anna Gronczewska. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 4–5 IV 2009, nr ....., s. 17.

[„Nasza Czytelniczka [Jadwiga Bielobradek] jest oburzona, że ulice Sasanek czy J. Bema w Łodzi nazywa się Julianowem, choć według niej, z tym osiedlem nie mają nic wspólnego – jest to bowiem rdzenny Radogoszcz. czy ma rację? Oczywiście, że ma. Julianów znajduje się bliżej tzw. parku julianowskiego, dziś im. A. Mickiewicza. Granica między Julianowem a Radogoszczem przebiega ulicą gen. J. Sowińskiego. Ulice Sasanek i J. Bema leżą za nią, a więc należą do Radogoszcza. (...) Przed wojną Radogoszcz był wsią, więc nie należał do Łodzi. (...) Mówiono, że obecny szpital im. Biegańskiego powstał dzięki fundacji rodziny Konstadt na terenie Radogoszcza. Jednak z racji tego, że znajduje się w pobliżu parku julianowskiego, możną przyjąć, że stoi na Julianowie. Julianów należy więc traktować jako pewną enklawę na terenie Radogoszcza [Nie!, Julianów można być enklawą, ale Bałut ! – WŹ] (...)”]

BIELOBRADEK Jadwiga, Mieszkam na Radogoszczu... [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 4–5 IV 2009, nr ....., s. 17.

[Z listu czytelniczki do gazety:

„(...) W naszym mieszkaniu [w domu przy ul. Sasanek 16 – WŹ] przez pewien czas mieszkał komendant więzienia na Radogoszczu [Walter Pelzhausen – WŹ]. Jeden z członków rodziny Lange pełnił funkcję nadzorcy w tym więzieniu. (...) Po wyzwoleniu zwłoki spalonych więźniów przewożono na pobliski cmentarz. Prace te wykonywał m.in. wspomniany nadzorca. Nie wytrzymał tego psychicznie i po kilku dniach popełnił samobójstwo [to był nie Lange tylko Waldemar Norkwest !!! – WŹ]. (...)” ] ........................

GRONCZEWSKA Anna, Sikawa, siostra Stoków. [w:] „Kocham Łódź” [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 30 IV 2009, nr 23, s. 6.

[„Dla wielu łodzian nazwa Sikawa brzmi złowrogo z racji skojarzeń z hitlerowskim obozem, a później polskim obozem dla Niemców. Ale Sikawa to przede wszystkim osada z bogatą historią, malowniczo położna w dolinie, gdzie swoje źródła ma rzeka Łódka. Sikawa to siostra Stoków. Granicę obu osiedli stanowi kościół Matki Boskiej Różańcowej przy ul. Janosika, który jest wspólną parafią. Przez lata Sikawa kojarzyła się z więzieniem [dziś areszt śledczy dla kobiet – WŹ] (...) Jednym z najbardziej charakterystycznym miejscem na Sikawie jest teren przy ul. Beskidzkiej 54. Tu w czasie wojny znajdował się obóz karny [obóz pracy karnej – WŹ] dla Polaków. Wybór tego miejsca na budowę obozu nie był przypadkowy. (...) Wokół znajdowały się niemieckie osady, jak na przykład Nowosolna. Obóz zaczęto budować jesienią 1942 r. [w 11 XII 1942 r. zapadła uchwała kolegium decernentów przy nadburmistrzu Litzmannstadt’u o utworzeniu tego obozu !!! M. Cygański podaje datę uruchomienia obozu na 12 III 1943, ale w IPN-Łódź jest zeznanie dwóch b. więźniów, z których wynika, że budowę obozu rozpoczęto dopiero około połowy 1943 r. – WŹ] Pierwsi więźniowie trafili tu w czerwcu 1943 roku. Więziono w nim około 3,5 tys. osób. Funkcje administracyjne pełnili Niemcy. Strażnikami byli Chorwaci i Ukraińcy. – Więźniowie byli podzieleni na trzy kategorie – Wyjaśnia Robert Szewczyk, łódzki przewodnik. – Jedna stanowili zbiegowie z przymusowych robót. Kolejna to ludzie kierowani na tzw. „niedzielne przeszkolenie” za drobne wykroczenia: spóźnianie się do pracy, niewykonywanie normy. Byli tu też kierowani więźniowie polityczni, skąd przewożono ich do obozów koncentracyjnych. Więźniowie byli zatrudniani przy najcięższych pracach [również na terenie miasta – WŹ]. Pracowali cały dzień. Oblicza się, ze w obozie na Sikawie życie straciło około 80 osób. Wojciech Źródlak, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz, zauważa, ze obóz na Sikawie miał być spalony. Tak jak Radogoszcz. Udało się jednak uniknąć tragedii. Albin Donifacy [mieszkaniec tego rejonu] mówi, że to zasługa Mieczysława Bubasa. Niemcy podobno pojechali już po paliwo, by obóz oblać benzyną i podpalić. Bubas miał przedostać się na teren obozu i otworzyć okiennice w barakach. Dzięki temu więźniowie uciekli [wg art. A. Galińskiego, Obóz pracy na Sikawie” z 1998 r. „W dniu 19 stycznia 1945 r. więźniów uwolnił z zamkniętych baraków ogrodnik Pawlak. Po wyjściu z pomieszczeń więźniowie wyłamali bramy obozu i rozeszli się do miejsc zamieszkania. Jak dotychczas nie udało się ustalić, czy Niemcy pozostawili w obozie dokumentację i co się z nią stało.” – WŹ].

Po wojnie NKWD założyło tu obóz filtracyjny dla Niemców. – Obóz na Sikawie budził wśród Niemców panikę – mówi W. Źródlak. – Jak jednak wykazały przeprowadzone ostatnio badania, nie przeprowadzano tam [ich] eksterminacji, choć nie panowały tam sanatoryjne warunki. Wielu więzionych tam Niemców zmarło, głównie z powodu chorób i ciężkich warunków. Obóz działał do października 1948 roku.

Albin Donifacy mówi, że baraki obozu stały jeszcze do 1970 roku. Po tym jak Sikawę opuścili Rosjanie [we władaniu NKWD obóz był tylko do ........ 1945 r. – WŹ], Polacy wybudowali tu więzienie [więzienie zbudowano dopiero w II poł. lat 50-tych – WŹ]. [Obecnie] przy ul. Beskidzkiej 54 mieści się Zakład Karny nr 1. (....)]”.

maj 2009


LESZCZYŃSKA Joanna, Jest lista prawdopodobnych ofiar zbrodni na Brusie. Pomagamy odkryć tajemnicę egzekucji w 1939 roku, Historycy IPN bliżej prawdy o losie inteligencji. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 4 V 2009, nr 103, s. 4.

[„[sygn. tej sprawy w IPN: S/25/08/Zn – WŹ]. Przed rokiem na Brusie ujawniono w zbiorowej mogile szczątki 40 mężczyzn, a także szereg przedmiotów: legitymacje, obrączki i portfele. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Instytut Pamięci Narodowej – Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi. Łódzki IPN ustalił, iż prawdopodobnie 12 listopada 1939 r. doszło na Brusie do zbiorowej egzekucji, podczas której Niemcy rozstrzelali 40 mężczyzn, w większości przedstawicieli inteligencji. (...) Jak na razie IPN udało się ustalić nazwiska czterech ofiar zbrodni. W dwóch przypadkach pomogły w tym znalezione w mogile dokumenty: migawka [tramwajowa – WŹ] wystawiona na Henryka SZULCA, radnego miasta [i działacza zw. zaw „Praca Polska – WŹ] i dokument na nazwisko Stanisława SAPOCIŃSKIEGO, dziennikarza „Echa Łódzkiego” i redaktora Polskiej Agencji Telegraficznej. Ustalono też, do kogo należały dwie z dziesięciu znalezionych obrączek, na których były wygrawerowane imiona, daty i inicjały (wykaz obrączek z wygrawerowanymi napisami znajduje się w komunikacie na stronie internetowej IPN z 11 września 2008 r.). Jedna z obrączek należała do Władysława KRZEMIŃSKIEGO, urzędnika magistratu, a druga do Tomasza WILKOŃSKIEGO, posła, a w latach 30-tych XX w. dyrektora administracyjnego w zakałach włókienniczych Scheiblera i Grohmanna. (...) W zbiorowej mogile na Brusie znaleziono także trzy portfele. Niedawni udało się ustalić występujące na nich monogramy: LD lub ED, GB i A. (...)”]


Lista łodzian, którzy 12 listopada 1939 r. mogli być straceni przez Niemców na Brusie:

1) Alfred BELLER, ur. 12 XI 1890, adwokat, 2) Michał BERNIC, ur. 30 XII 1911, prawnik, 3) Ignacy BLAUSZYLD, ur 12 II 1897, 4) Wacław BURSIEWICZ, ur. 9 VII 1912, szewc, 5) Mieczysław DUSZKIEWICZ, ur. 13 III 1888, kelner, 6) Edward DUDKIEWICZ, ur. 27 IX 1898, nauczyciel, 7) Jan Henryk GERTNER, nauczyciel w Łodzi, 8) Alfred Abram GRÜNFELD vel GRINFELD, ur. 1 IX 1904, dziennikarz, 9) Abraham Izrael KAHAN, ur. 19 IX 1888, wydawca, 10) Adam KAZPEREK vel KASPEREK, ur. 2 IV 1901, 11) Władysław KĘDZIERSKI, ur. 20 V 1888, robotnik, 12) Władysław KOSIŃSKI, ur. 4 II 1895, robotnik, 13) Kazimierz KOWALSKI, ur. 16 X 1896, urzędnik państwowy, 14) KRZEMIŃSKI Władysław, urzędnik łódzkiego magistratu, 15) Roman KUBALAK, ur. 18 I 1889, urzędnik [prezes Okr. Związku Podoficerów Rezerwy RP w Łodzi], 16) Stanisław KUBASIEWICZ, ur. 4 V 1885, robotnik, 17) Stefan KULCZYŃSKI, ur.9 I 1891 (lub 1890), sekretarz Zarządu Miejskiego w Łodzi, 18) Heinrich (vel Henryk) LAMPRECHT, ur. 13 VII 1901, 19) Antoni LESKE, ur. 13 IX 1893, 20) Józef LEWI, ur. 13 (lub 19) IX 1897, urzędnik, 21) Ignacy LEWIAK, ur. 5 XI 1904, 22) Lucjan LIPIŃSKI, ur. 16 CI 1909, dziennikarz, 23) Wacław LISIECKI, ur. 24 VII 1888, nauczyciel, 24) Stanisław MUSIELEWICZ, ur. 2 XI 1901, 25) Stanisław NOWAK, ur. 13 IV 1901, robotnik, 26) Herszel PASSIERMAN, ur. 1 X 1898, dziennikarz, 27) Stanisław PŁOCIENNIK, ur. 20 II 1897, 28) SAPOCIŃSKI Stanisław, dziennikarz, 29) Longin (vel Modest) SŁONIOWSKI, ur. 5 VI 1888., 30) Szyja UGGER (vel Uger), ur. 15 VII 1873, redaktor, 31) Antoni WEISS (vel Wejs), ur. 9 V 1905, 32) Szyja WESTFAL, ur. 15 VIII 1908, 33) WILKOŃSKI Tomasz, ur. 21 I 1885, poseł, dyrektor fabryki, 34) Tomasz (vel Feliks) WOŁOSZCZUK, ur. 22 I 1894, nauczyciel, 35) Stanisław ZIELIŃSKI, ur. 9 VIII 1875, rymarz.
Łódzki IPN prosi świadków zbrodni na Brusie, członków rodzin ofiar oraz osoby posiadające istotne dla śledztwa informacje o listowne, telefoniczne lub osobiste zgłoszenie się do siedziby Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi, ul. Piotrkowska 149, 90–440 Łódź, tel./fax (42) 637 78 47.]

Por.: TOMASZEWICZ Wincenty. Ze wspomnień lekarza. Warszawa 1965, ss. 493–501.

GRONCZEWSKA Anna, Trochę inny Dzierżyński. [w:] „Kocham Łódź” [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 29 V 2009, nr ...., s. 9.

[„Zwykle pamięta się o jego bracie – Feliksie, który krwawo zapisał się w historii. Władysław Dzierżyński, związany z Łodzią wybitny neurolog, został niemal całkowicie zapomniany. A jeszcze w latach 60. studenci uczyli się z jego podręcznika do neurologii. (...) Został aresztowany 12 lub 13 lutego [1942 r.], podczas wielkiej wpadki łódzkiego AK. Nie uchroniły go koneksje z Feliksem, bo ZSRR był już w stanie wojny z III Rzeszą. Profesora umieszczono najpierw więzieniu przy ul. S. Sterlinga. Stamtąd przeniesiono go do obozu [więzienia !! – WŹ] w Radogoszczu. (...) Profesor zginął 20 marca 1942 r. w wielkiej publicznej egzekucji na placu Stodół w Zgierzu, dziś noszącym nazwę Placu Stu Straconych. Ciała ofiar zakopano kilka kilometrów dalej, w lesie lućmierskim. (...) Katarzyna, żona Władysława, mieszkała dalej w Łodzi razem z córką Wierą. Zajmowały willę przy ul. Orzeszkowej. Wiera został lekarzem, tyle że pediatrą. Wyszła za mąż za Gabriela Fiałkowskiego, który był radiologiem, profesorem ówczesnej Wojskowej Akademii Medycznej w stopniu pułkownika. Katarzyna Dzierżyńska zmarła 27 VI 1976 roku. Miała 88 lat. Został pochowana na cmentarzu prawosławnym na Dołach. Po wojnie w Łodzi zamieszkała też starsza siostra Dzierżyńskich – Aldona. Z pierwszego małżeństwa – Bułhak, z drugiego – Kojałłowicz (...). ].

LESZCZYŃSKA Joanna, 10 minut i na mróz. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 6–7 V 2009, nr ....., s. 15.

[„Jedli właśnie kolację w kuchni, kiedy usłyszeli walenie do drzwi. – Ojciec od razu wyczuł, że to na pewno Niemcy, bo pojawiły się pogłoski, że okupant będzie wysiedlać – wspomina Izabela Śmigielska–Owczarek.

Był 12 grudnia 1939 roku. Rodzice Izabeli, łódzcy nauczyciele, razem z dwiema córkami zajmowali eleganckie 3-pokojowe mieszkanie przy ul. Zielonej 28.

– Pamiętam, jak mama nerwowo biegając po mieszkaniu pakowała nasze rzeczy. Porozdawała sąsiadce nasze przetwory, bo my tego wszystkie nie mogliśmy zabrać. Było nam wolno wziąć jedzenia tylko na pięć dni. Po kilkudniowym pobycie w obozie [przesiedleńczym – WŹ] na Radogoszczu, w bydlęcych wagonach, odjechali z Dworca Kaliskiego gdzieś w nieznane. (...) Jechali jednym z pierwszych transportów wysiedleńczych z Łodzi. (...) Rodzina Izabeli Śmigielskiej–Owczarek została osiedlona we wsi Chlebna na Podkarpaciu. Jesienią 1944 r. przenieśli się do wsi Turoszówka pod Krosno. – Ojciec pracował jako ogrodnik, poza tym rodzice trochę uczyli po domach i handlowali czym się dało, zresztą ja też – wspomina pani Izabela. – Mieliśmy wrażenie, jakbyśmy cofnęli się o sto lat do tyłu. Nie było światła, brakowało lekarzy. Ale najgorsza była tęsknota za Łodzią. To wysiedlenie zabrało mi dzieciństwo. Kiedy Śmigielscy wrócili po wojnie do Łodzi, okazało się, że ich mieszkanie przy Zielonej było zajęte przez uchodźcę z Warszawy, urzędnika bankowego. (...) Po kilku miesiącach ojcu udało się wywalczyć prawo do dawnego mieszkania. (...)

A jak wyglądały wysiedlenia Niemców z Łodzi? Większość Niemców uciekła, kiedy zbliżali się Rosjanie. Po wkroczeniu Rosjan pozostałych w Łodzi Niemców wyjęto spod prawa i wyrzucano z mieszkań, zabierając im mienie. (...) Przez pierwsze lata zmuszano łódzkich Niemców do przymusowej pracy. Kierowała tym administracja obozu na Sikawie, która kierowała Niemców do różnych prac. Przez ten obóz przewinęło się około 20.000 ludzi. Na terenie województwa łódzkiego było kilkadziesiąt miejsc pracy przymusowej. – Polacy mogli składać wnioski do urzędu miasta i prosić o skierowanie Niemca do pracy na swoje potrzeby, na przykład do pracy w jego ogródku – mówi dr Wróbel. – Wnioski takie były rozpatrywane pozytywnie.

Zdaniem przedstawicieli ziomkostwa „Wisła–Warta”, na skutek niedożywienia, braku leków i chorób, na Sikawie zmarło około tysiąca osób. Już w 1947 r. pierwsi więźniowie Sikawy byli zwalniani, a trzy lata później obóz zlikwidowano. Większość Niemców, którzy przeszli przez ten obóz, wyjechali z Łodzi. część została deportowana wbrew swojej woli..



Jaki jest bilans wzajemnych krzywd? – Wyrzucanie podczas wojny z mieszkania było dramatem dla obywateli polskich, było także dramatem dla rodziny niemieckiej w 1945 roku – konkluduje dr Janusz Wróbel. – Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z kolejności wydarzeń. To przecież Niemcy rozpętali spiralę przemocy i nienawiści, a potem padli jej ofiarą.

Kilka dni temu członkowie Związku Wysiedlonych Ziemi Łódzkiej napisali list do prof. Władysława Bartoszewskiego, ministra w kancelarii premiera, w którym wyrażają oburzenie i sprzeciw wobec odezwy niemieckiej chadecji, wzywającej Parlament Europejski do potępienia wypędzeń. (...)”]



czerwiec 2009


GRONCZEWSKA Anna, Sikawa, siostra Stoków. [w:] „Kocham Łódź”, [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 30 VI 2009, nr ...., s. 6.

[„(....) Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na Sikawie jest teren przy ul. Beskidzkiej 54. Tu w czasie wojny znajdował się obóz karny dla Polaków. Wybór tego miejsca nie był przypadkowy – uważa Robert Szewczyk [łódzki przewodnik]. – Wokół znajdowały się niemieckie osady, jak na przykład Nowosolna. Obóz zaczęto budować jesienią 1942 roku. Pierwsi więźniowie trafili do niego w czerwcu 1943 roku. Więziono w nim około 3,5 tys. osób. Funkcje admin istracyjne pełnili Niemcy. Strażnikami byli Chorwaci i Ukraińcy. .................... (...)”.].



lipiec 2009


SZREJNER Magda, Czaszki na poligonie. Archeolodzy znaleźli na Brusie ludzkie szczątki. Łódzki poligon kryje więcej czarnych tajemnic. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki” z 9 VII 2009, nr 159, s. 6.

[„Kolejne ludzkie szczątki znaleźli łódzcy archeolodzy na dawnym poligonie na Brusie w Łodzi. To już trzecie odkrycie zbiorowej mogiły na terenach wykorzystywanych podczas II wojny światowej przez służby hitlerowskie, a po wojnie przez Urząd Bezpieczeństwa. Pierwsze szczątki odkopano tam w latach 60-tych, następne w ubiegłym roku. W zeszłą środę archeolodzy odkopali kolejne czaszki, a w ciągu ostatniego tygodnia udało im się odkopać szczątki kolejnych czterech osób. – Nie wiemy jeszcze kim byli zamordowani – mówi prof. Marian Głosek z Instytutu Archeologii Uniw. Łódzkiego, który prowadzi badania na Brusie. Wszyscy zostali zabici strzałem w tył głowy. (...) Archeolodzy nie wiedzą jeszcze, czy egzekucji dokonano w trakcie wojny,. czy krótko po niej. Istnieje jednak podejrzenie, że morderstwa dokonał Urząd Bezpieczeństwa. Przy jednym z ciał leżała bowiem łuska od pocisku wystrzelonego z „tetetki” [pistolet prod. radzieckiej „TT”], czyli popularnego radzieckiego pistoletu, którego na pewno nie używały wojska hitlerowskie. (...) Prace archeologiczna na Brusie są finansowane przez Urząd Miasta Łodzi. (...) Na terenie dawnego poligonu trwają poszukiwania grobu kpt Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, organizatora Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Urząd Bezpieczeństwa aresztował go w 1946 r., został zamordowany w lutym 1946 r., trzy dni po ogłoszeniu amnestii. Nie wiadomo gdzie został pochowany. Prawdopodobne miejsce jego grobu na Brusie wskazał w latach 90-tych świadek tamtych wydarzeń.”]]

.................. [w:] „Express Ilustrowany” z 9 VII 2009, nr ........., s. ........

[notatka na ten sam temat, czyli nowych wykopalisk na Brusie ilustrowana zdjęciami]

sierpień 2009

wrzesień 2009


PAWLAK Monika, LESZCZYŃSKA Joanna, Wojenny pogrzeb po 70 latach. Jolanta Wilkońska po 70 latach odebrała obrączkę po zamordowanym Ojcu. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 2 IX 2009, nr 205, s. 6.

[„Nabożeństwo ekumeniczne w intencji tych, co oddali życie za wolność Polski i pochowek szczątków 40 łodzian zamordowanych przez Niemców na Brusie w 1939 roku to najważniejsze momenty uroczystych obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Najbardziej przejmujące były jednak nie oficjalne uroczystości, ale przyjazd do Łodzi Jolanty Wilkońskiej, która odebrała w IPN obrączkę ojca zamordowanego przez hitlerowców 12 listopada 1939 r. na Brusie. (...) 81-letnia pani Jolanta odwiedziła też wczoraj pałacyk przy ul. Tymienieckiego 10 (dawniej ul. Emilii), w którym od 1934 r. mieszkała z rodzicami. (...) To z tego domu Niemcy zabrali 9 listopada 1939 r. jej ojca, realizując swój plan wyniszczenia łódzkiej inteligencji.

(...) Po południu, na cmentarzu „Doły” odbył się uroczysty pogrzeb szczątków 40 łodzian odnalezionych na [byłym] poligonie wojskowym na Brusie. Oprócz Tomasza Wilkońskiego udało się ustalić tożsamość tylko czterech. Byli to: Alfred BELLER (adwokat), Władysław KRZEMIŃSKI (urzędnik [łódzkiego] magistratu), Stanisław SAPOCIŃSKI (dziennikarz) i Henryk SZULC (radny miejski [w Łodzi]). (...) Nad trumnami rozległy się modlitwy żałobne kilku wyznań, mojżeszowego, ewangelicko-augsburskiego, prawosławnego, baptystów i katolickiego, bo – jak podkreślano – nie da się ustalić, jakiego wyznania byli pomordowani. (....).”]

LESZCZYŃSKA Joanna, Jabłka ze starego ogrodu. [w:] „Kocham Łódź” [dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”], 4 IX 2009, nr 41, s. 8.

[„Tak trudno wraca się do miejsc, gdzie w pamięci momenty szczęścia przeplatają się z tragedią. Taką podróż do Łodzi, miejsca przedwojennego szczęśliwego dzieciństwa, odbyła 81-letnia Jolanta Wilkońska. Ale przyjechała nie tylko zobaczyć dawny dom. W IPN czekała na nią złota obrączka ojca, odkopana na poligonie na Brusie. Tam w 1939 r. Niemcy zamordowali jej ojca. (...) Emilii 10 (dziś Tymienieckiego), dawny pałacyk Scheiblerów. To adres najbliższy sercu Jolanty Wilkońskiej, która spędziła tu kilka lat pięknego dzieciństwa, przerwanego przez wojnę. (...) Ten przyjazd był szczególny. 1 września na łódzkim cmentarzu na Dołach, w 70. rocznicę wybuchu wojny, pochowano szczątki czterdziestu Polaków rozstrzelanych 12 listopada 1939 r. przez nazistów na Brusie. Wśród ofiar był Tomasz Wilkoński, ojciec Jolanty. W zbiorowej mogile znaleziono obrączkę z wygrawerowanym imieniem „Kira” i data: „28 IX 1928 r.”. – Kira to imię mojej mamy, z domu księżniczki Światopełk–Mirskiej – mówi Jolanta Wilkońska. (...) O znalezionej obrączce być może nigdy nie dowiedziałaby się, gdyby nie publikacja w „dzienniku Łódzkim” i Irena Pfeiffer, przyjaciółka z Łodzi, która przesłała jej gazetę do Jeleniej Góry, gdzie teraz mieszka. (...) Tatuś był bardzo lubiany wśród robotników – mówi Jolanta Wilkońska. – Pamiętam jak zakładowa orkiestra dęta wczesnym rankiem w imieniny tatusia grała pod oknem jego gabinetu w naszym domu. (...) Ich dawne mieszkanie zajmuje rodzina Maryli Prończyk. Pani Maryla mieszka to 31 lat. Wcześniej mieszkał jej dziadek. Nie zna historii rodziny Wilkońskich, ale pozwala, by pani Jola chociaż dotknęła ściany jej dawnego mieszkania. (...) Wtulona w mamę lub tatę nie mogła przypuszczać, ze ta idylla wkrótce się skończy. Stało się to w czwartek, 9 listopada 1939 roku. Do mieszkania Wilkońskich, którzy właśnie kończyli jeść obiad, weszli hitlerowcy. Tego dnia Jola widziała ojca po raz ostatni w życiu. (...) W mieście mówiono, ze Niemcy aresztowali Polaków w związku z rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości i że wkrótce ich zwolnią. Tadeusz Wilkoński być może przeżyłby wojnę, gdyby zgodził się na podpisanie volkslisty, co proponowano mu jeszcze przed aresztowaniem (rodzina jego mamy była niemieckiego pochodzenia), ale nie chciał o tym słyszeć. Mógł też zostać jesienią 1939 r. w Warszawie, dokąd uciekli 3 września. (...).”]



październik 2009

listopad 2009


LESZCZYŃSKA Joanna, Tomasz Wilkoński uczczony tablica w Muzeum Tradycji. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 13 XI 2009, nr 266, s. 7.

[„Tablicę upamiętniającą Tomasza Wilkońskiego, posła RP, prezesa Państwowego Banku Rolnego, odsłonięto wczoraj w Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu. Uroczystość odbyła się w 70. rocznicę jego śmierci.

Tomasza Wilkońskiego Niemcy rozstrzelali 12 listopada 1939 r. na poligonie wojskowym na Brusie, w ramach akcji przeciwko polskiej inteligencji. W maju zeszłego roku łódzcy archeolodzy natrafili tam na zbiorową mogiłę 40 mężczyzn. Udało się zidentyfikować kilku z nich, w tym Wilkońskiego – po obrączce z imieniem Żony.

Rodzina Wilkońskich mieszkała w Łodzi od 1934 r., w pałacyku [raczej w domu firmowym o architekturze podobnej do domów familijnych – WŹ] Scheiblera [Zjednoczonych Zakł. Włókienniczych K. Scheeibler i L. Grohman], przy ul. Emilii (dziś W. Tymienieckiego) 10.

Tomasz Wilkoński być może uniknąłby tragicznego losu, gdyby zgodził się podpisać volkslistę (rodzina jego mamy był a niemieckiego pochodzenia), ale odmówił. Tablicę ufundowała Jolanta Wilkońska, córka Tomasza”.]

grudzień 2009



1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna