Bibliografia radogoska



Pobieranie 2.08 Mb.
Strona57/59
Data28.04.2016
Rozmiar2.08 Mb.
1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59

2010




wydawnictwa

CHARI Anatol, BRAATZ Timothy, „Undermensch“. Mein Überleben durch Glück und Provilegen. [tłum

z ang.:] Franka Reinhart. München 2010, Deutsche Taschenbuch Verlag.

[Ojciec Autora – Piotr CHARY, z pochodzenia Żyd, ur. ok. 1893 r. w Brześciu n. Bugiem. Na pocz. lat 30-tych XX w., członek Rady Gminy Żydowskiej w Łodzi, prezes Stowarzyszenia Kupców Drobnych w Łodzi, prezes Stow. Żydowskiego „Betlehem” (Dom Chleba), radca w Izbie Przemysłowo-Handlowej w Łodzi. Aresztowany 10 listopada 1939 r. podczas dużej akcji przeciwko inteligencji Łodzi. Osadzony w obozie przejściowym w f-ce M. Glazera na Radogoszczu. Siostra przez dwa tygodnie woziła mu tam żywność. Potem ślad po nim zaginął. W rozdz. p.t. „Die Rockschösse maines Vaters” (ss. 19-22) fragment poświęcony jego losom przed i po aresztowaniu „(…) Vater war in der Tat eine bekannte Persönlichkeit in der Stadt. Er besaß zwei Mietshäuser und ein Textiliengeschäft. Er gehörte den Präsidium der Industrie- und Handelskammer von Łódź an und war Mitglied der kehillah, des jüdischen Gemeinderates, der sich um die Belange der Łódźer [Lodzer] Juden kümmerte.

Am 10. November – an dieses Datum erinnere ich mich genau – kamen zwei Gestapo-Beamte zu uns nach Hause. Einer von ihnen sprach fließend Polnisch und erkundigte sich nach dem Gemeinderat Chari. Er fragte nicht: „Wo ist der Jude Chari?”, sondern sie traten sehr höflich auf. „Er ist nich zu Hause”, antwortete meine Stiefmutter. „Um welche Zeit erwarten Sie ihn denn zurück? „Ich weiß es nich”. Also nahmen sie mich so lange festhalten wollten, bis mein Vater im Büro des jüdischen Kleinhändlervereins auftauchte, in dem er als Vorsitzender tätig war.

Vater war irgendwo im Haus unterwegs gewesen und hatte beobachtet, wie się mich mitnahmen. Doch es dauerte eine geschlagene Stunde, ehe er schließlich kam. Wahrscheinlich hatte er sich noch umgezogen. Ich erinnere mich, dass er Seine warmen Mantel anhatte. Schließlich konnte er nich wissen, wie lange er wegbleiben würde. Ich saß einfach nur da und wartete. Der Gestapo-Beamte fragte: „Wo könnte er denn sein?”. Ich antwortete, dass ich es nich wisse. Als Vater dann erschien, blieb er draußen im Flur stehen. Ich wollte auf ihn zugehen, ihm einen Kuss geben und mich von ihm verabschieden. Doch er sagte nur: „Geh nach Hause. Ich bin gleich wieder da”. Vielleicht glaubte er, sie wollten ihm nur ein paar Fragen stellen. Im Geiste sehe ich ihn noch immer in diesem Flur stehen Und zu mir sagen, dass ich heimgehen soll. Ich sah ihn nie wieder.

Am Tag zuvor hatten die Deutschen in Radogoszcz außerhalb von Łódź ein Gefängnis für politische Gefangene eröffnet, wohin się Vater brachten [Nie było to żadne więzienie polityczne, a obóz przejściowy (filtracyjny) zorganizowany doraźnie w fabryce Michała Glazera przy obecnej ul. Liściastej na potrzeby akcji gestapo przeciwko łódzkiej inteligencji. Na bazie tego obozu powstało z dniem 1 lipca 1940 Rozszerzone Więzienie Policyjne w f-ce Samuela Abbego przy ul. Zgierskiej – WŹ].]

Zwei Wochen lang fuhr meine Tante Sarah Tag für Tag mit der Straßenbahn zum Gefängnis, um ihm etwas zu essen zu bringen. Eines Tages bekam sie jedoch gesagt: „Er ist nich mehr hier”. Das war das Letze, was wir von ihm hörten. Doch ich glaubte daran, dass er wiederkommen würde, ich hoffte, dass er wiederkommen würde. Ich musste mein Leben weiterleben, Morgen für Morgen aufwachen, auch wenn Vater nicht mehr da war, und die Hoffnung half mir. Niemand hatte mir gesagt, dass er ziemlich schlecht ausgesehen hatte, als Sarah ihn zum letzten Mal besuchte. Das habe ich erst viel später von meinem Vetter Chaim erfahren..

Die Deutschen ließen keinem Zweifel daran, dass das Leben nicht in normalen Bahnen weitergehen sollte. Unsere Wohnung befand sich in der Piotrkowska-Straße, der Hauptstraße von Łódź. Die Deutschen benannten sie in Adolf-Hitler-Straße um Und sperrten sie für uns Juden. (…)”.

[W 2013 r. ma się ukazać wersja polska tych wspomnień, w wydawnictwie „Świat Książki”. Aktualnie [V 2011] w Łodzi znajdują się trzy egzemplarze tej książki. Jedna w rękach prywatnych, druga w zbiorach Wojewódzkiej i Miejskiej B-ki Publicznej im. J. Piłsudskiego, trzecia w b-ce oddz. Radogoszcz MTN-Łódź, sygn. ………..] ]

KROLL Benno, FRITSCHE Anita, Tak było. Wspomnienia łódzkiego Volksdeutscha. Przedm. Krzysztof

P. Woźniak. Łódź 2010.

[Jeden z Krollów – Artur, wujek Autora, kilka miesięcy był więziony na Radogoszczu (s. 22): „Jeden pokój był wolny [w domu (1-piętrowym drewniaku) Fuchsów [matka Autora wspomnień wyszła za Jana Krolla] przy ul. Emilii Plater 10]. Należał do wujka Artura – jedynego syna babci, który był jej chlubą i pieszczotliwie nazywała go sokołem. Lecz syn nie odwzajemniał miłości, jaką go darzono. Choć miał najwyższe wykształcenie w rodzinie, doskonałą prezencję i wszystko, co potrzebne, by założyć rodzinę i godnie żyć, coś go wiecznie nosiło po świecie. Nikt nie wiedział, gdzie jest, co robi, kiedy wróci. Ale jego pokój, wysprzątny przez babcię, zawsze był gotów na jego powrót.



Niemcy z Kriminalpolizei zamknęli wuja Artura w obozie na Radogoszczu za jakieś przewinienia, o których nikt z nas nic nie wiedział. Po pół roku zwolnili go. Został tam tak skatowany, że musiał chodzić o lasce. Potem przyjechała po niego narzeczona i wywiozła furmanką jego i wszystko, co miał w pokoju – meble, sprzęt, odzież itp. Pół roku później otrzymaliśmy wiadomość, że zmarł na zapalenie płuc w obozie na Radogoszczu [!? – drugi raz aresztowany; prawdopodobnie zapadł na zapalenie płuc w wyniku osłabienia po pobycie na Radogoszczu ??]. Jego pokój stał pusty i straszny. Mamusia nie pozwalała nam tam chodzić, bo z każdego kąta – jak mówiła – wyzierał strach i suchoty nabyte w obozie (…) Za naszym domem była droga utwardzona szlaką, zwana ul. Środkową [1 XI 1939 – do ok. 15 VI 1940 – Hagenstr., nast. Winfriedstr.; dziś T. Boya-Żeleńskiego]. Wzdłuż tej drogi Niemcy ustawili płot z drutu kolczastego, odgradzający getto żydowskie [od 1 maja 1940 r.]”.

str. 11 („Przedmowa”: „(…) Sygnalizowany we wspomnieniach Krolla strach przed żołnierzami Armii Czerwonej miał swoje uzasadnienie. Co prawda nie dochodziło w Łodzi do aktów przemocy na skalę dokonywanych w Prusach Wschodnich, niemniej niebezpieczeństwo było realne. (…) Główną karą, jaką mieli ponieść Niemcy, była praca. Takie traktowanie volksdeutschów w pierwszych tygodniach po wojnie wynikało z potrzeby odwetu za upokorzenia z okresu okupacji. Stąd zmuszanie Niemców do grzebania ciła ofiar spalonych na Radogoszczu [na pobliskim cmentarzu przy ul. Zgierskiej]. (…) Obóz Pracy na Sikawie, zorganizowany w miejscu wcześniej istniejącego hitlerowskiego obozu „pracy wychowawczej”, istniał od stycznia 1945 r. do końca 1950 r. i podlegał Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. (…) Szacuje się, że przez obóz na Sikawie przeszło ok. 30 tys. osób, z których ok. 1080 zmarło, głównie wskutek chorób (m.in. epidemii tyfusu) i niedożywienia. (…)”.

str. 138 (zestawienie genealogiczne: „(…) Artur FUCHS, s. Augusty i Jana, ur. 1899, zm. 1942 (zakatowany przez Niemców w więzieniu na Radogoszczu za działalność antyhitlerowską [!? – wcześniej autor wspomnień napisał, że został aresztowany przez policję kryminalną; kryminalną przyczynę aresztowania sugeruje też tylko 6-miesięczny okres pobytu na Radogoszczu oraz zwolnienie po tym okresie] (…)”).

Przeważająca części publikacji poświęcona jest sytuacji łódzkich volksdeutschów po wojnie i funkcjonowaniu obozu „filtracyjnego” dla Niemców na Sikawie. Interesujące posłowie „Od redakcji” autorstwa Krystyny Stołeckiej.]

Ludność cywilna w łódzkich obozach przesiedleńczych. Pod red. Joanny Żelazko. Łódź 2010.

[Przypyuszczalnie przez niedopatrzenie w publikacji tej nie został uwzględniony obóz przesiedleńczy na Radogoszczu, który funkcjonował od października 1939 do najprawdopodobniej końca czerwca 1940 roku. Faktem jest, że praktycznie nie zachowały się dokumenty z jego funkcjonowania, chociaż był istotnym elementem tzw. „dzikiej” akcji wysiedleńczej Polaków z Łodzi i okręgu łódzkiego na przełomie lat 1939/1940. Przeszło przez niego co najmniej kilkaset mieszkańców Łodzi, wysyłanych niezwłocznie na teren Generalnej Guberni, m.in. do Krakowa lub w nowosądeckie. W takim w kontekście dziejów Radogoszcza należy zwrócić uwagę na art. M. Rutowskiej, Wysiedlenia ludności polskiej z ”Kraju Warty” do Generalnego Gubernatorstwa w latach II wojny światowej (1939-1941); ss. 13 – 31”.

MILLER Marek, Europa wg Auschwitz. Litzmannstadt Ghetto. Współpraca Zofia Kraszewska-Kelcz,

Joanna Podolska. Oświęcim 2009.

[Historia łódzkiego getta „napisana” poprzez cytowane „in extenso” fragmenty opublikowanych wspomnień, innych publikwacji o chrakterze źródłowym i zebranych relacji byłych więźniów getta w ramach projektu „Ślady”, realizowanego w latach 2004–2006. Wśród nich informacje o Żydach więzionych na Radogoszczu na stronach: ……………]

NEKROPOLIA z terenu byłego poligonu wojskowego na Brusie w Łodzi.. Mogiła ekshumowana w

1998 roku. Pod red. Mariana Głoska. Łódź 2010.

[W mogile, ekshumowanej w dn. 13–21 maja 2008 r., odnalezione zostały szczątki 40. mężczyzn rozstrzelanych tu przez nazistów w ramach akcji skierowanej przeciwko łódzkiej inteligencji. Zostały one zabrane z obozu przejściowego w fabryce Michała Glazera na Radogoszczu. Identyfikacja tej grupy m.in. na podstawie osobistych przedmiotów znalezionych w mogile. Z materiałów źródłowych i wspomnień ustalono, że spoczywają w niej najprawdopodobniej: 1) Alfred BELLER, ur. 12 XI 1890, adwokat, 2) Michał BERNIC, ur. 30 XII 1911, prawnik, 3) Ignacy BLAUSZYLD, ur 12 II 1897, 4) Wacław BURSIEWICZ, ur. 9 VII 1912, szewc, 5) Mieczysław DUSZKIEWICZ, ur. 13 III 1888, kelner, 6) Edward DUDKIEWICZ, ur. 27 IX 1898, nauczyciel, 7) Jan Henryk GERTNER, nauczyciel w Łodzi, 8) Alfred Abram GRÜNFELD vel GRINFELD, ur. 1 IX 1904, dziennikarz, 9) Abraham Izrael KAHAN, ur. 19 IX 1888, wydawca, 10) Adam KAZPEREK vel KASPEREK, ur. 2 IV 1901, 11) Władysław KĘDZIERSKI, ur. 20 V 1888, robotnik, 12) Władysław KOSIŃSKI, ur. 4 II 1895, robotnik, 13) Kazimierz KOWALSKI, ur. 16 X 1896, urzędnik państwowy, 14) KRZEMIŃSKI Władysław, urzędnik łódzkiego magistratu, 15) Roman KUBALAK, ur. 18 I 1889, urzędnik [prezes Okr. Związku Podoficerów Rezerwy RP w Łodzi], 16) Stanisław KUBASIEWICZ, ur. 4 V 1885, robotnik, 17) Stefan KULCZYŃSKI, ur. 9 I 1891 (lub 1890), sekretarz Zarządu Miejskiego w Łodzi, 18) Heinrich (vel Henryk) LAMPRECHT, ur. 13 VII 1901, 19) Antoni LESKE, ur. 13 IX 1893, 20) Józef LEWI, ur. 13 (lub 19) IX 1897, urzędnik, 21) Ignacy LEWIAK, ur. 5 XI 1904, 22) Lucjan LIPIŃSKI, ur. 16 CI 1909, dziennikarz, 23) Wacław LISIECKI, ur. 24 VII 1888, nauczyciel, 24) Stanisław MUSIELEWICZ, ur. 2 XI 1901, 25) Stanisław NOWAK, ur. 13 IV 1901, robotnik, 26) Herszel PASSIERMAN, ur. 1 X 1898, dziennikarz, 27) Stanisław PŁOCIENNIK, ur. 20 II 1897, 28) SAPOCIŃSKI Stanisław, dziennikarz, 29) Longin (vel Modest) SŁONIOWSKI, ur. 5 VI 1888., 30) Szyja UGGER (vel Uger), ur. 15 VII 1873, redaktor, 31) Antoni WEISS (vel Wejs), ur. 9 V 1905, 32) Szyja WESTFAL, ur. 15 VIII 1908, 33) WILKOŃSKI Tomasz, ur. 21 I 1885, poseł, dyrektor fabryki, 34) Tomasz (vel Feliks) WOŁOSZCZUK, ur. 22 I 1894, nauczyciel, 35) Stanisław ZIELIŃSKI, ur. 9 VIII 1875, rymarz.

Opracowanie jest szczegółowym sprawozdaniem z prac archeologicznych. Na końcu zestaw fotografii. Szczątki te zostały odnalezione w czerwcu 1965 r., ale wtenczas nie zostały przeprowadzone szczegółowe badania archeologiczne, co wykonano obecnie. Zostały one pochowane w mogile umieszczonej na dziedzińcu mauzoleum radogoskiego.

Strony 75 – 89: Inteligenzaktion w Łodzi.

Strony 67 – 74: Marian Głosek, Podsumowanie wyników badań.]

TRĘBACZ Michał, Aleksander Margolis. Lekarz, zpołecznik, polityk. Żyd. [w:] Studia i szkice dedykowane Julianowi Baranowskiemu. Pod red. Ewy Wiatr i Piotra Zawilskiego. Łódź 2010, ss. 100 – 111.

[Obszerny życiorys. dr Al. Margolisa (20 II 1888 (Suwałki) – 7 XII 1939 (Łódź), dyr. szpital;a na Radogoszczu, który był więźniem obozu przejściowego w fabryce Michała Glazera na Radogoszczu, przy ówczesnej ul. Krakowskiej ... (ob. Liściasta ....). Zginął w egzekucji w lesie lućmierskim 20 XII 1939 roku.].

prasa

2010; styczeń


NAWROCKI Paweł M., Imiona i ciała zabrał nam ogień. [w:] „Gazeta Lokalna. Bezpłatna gazeta

ogólnołódzka.” [nieregularne], 2010, nr 1, s. 8.

[„65 lat temu, w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku, Niemcy świadomi zbliżania się do Łodzi frontu, chcąc pozbyć się bezpośrednich świadków swych zbrodni, podpalili budynki Rozszerzonego Więzienia Policyjnego na Radogoszczu (Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast). W płomieniach oraz od kul zginęło 1500 – 2000 osób. Ocalało zaledwie 25 – 30 więźniów. Wśród stert zwęglonych zwłok jeszcze przez miesiąc łodzianie poszukiwali ciał swych bliskich. Niewiele zwłok udało się zidentyfikować.

W więzieniu powstałym 1 lipca 1940 r. w fabryce włókienniczej S. [Samuela] Abbego u zbiegu dzisiejszych ulic Zgierskiej i Sowińskiego – po przeniesieniu z poprzedniej siedziby w zakładzie produkcyjnym [w fabryce włókienniczej] M. [Michała] Glazera – początkowo, czyli od stycznia do lipca, funkcjonowały jednocześnie dwa obozy: przesiedleńczy i tymczasowy [przejściowy].

Rozszerzone Więzienie Policyjne na Radogoszczu (od sierpnia 1943 roku, po połączeniu z obozem pracy na Sikawie, do zakończenia wojny noszące nazwę Erweitertes Polizeigefangnis und Arbeitserziehungslager) przeznaczone było wyłącznie dla mężczyzn, także w podeszłym wieku [wiek nie miał tu znaczenia] oraz dzieci i młodzieży męskiej [nie były tu więzione dzieci ani młodzież]. Osadzano w nim oskarżonych o „przestępstwa przeciwko interesom Trzeciej Rzeszy”; to znaczy m. in. o potajemny ubój i szmuglowanie żywności, nielegalne przekraczanie granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem i Rzeszą oraz ucieczki z robót przymusowych w Niemczech a także osoby zatrzymane w łapankach ulicznych, przedstawicieli polskiej inteligencji i obywateli polskich pochodzenia niemieckiego, którzy odmawiali podpisania volkslisty i więźniów politycznych. Grupowano ich [tu] jedynie czasowo, na okres do dwóch [– trzech] miesięcy, w oczekiwaniu na procesy sądowe oraz w celu późniejszej wysyłki do innych więzień, obozów pracy przymusowej [pracy karnej] lub obozów koncentracyjnych. W Radogoszczu jednorazowo przebywało od 500 do 1000 więźniów. W halach pofabrycznych zapewniano im spanie na słomie i wyżywienie: rację chleba oraz zupę z brukwi.

Z braku pełnej dokumentacji szacuje się, że przez więzienie radogoskie przeszło około 40.000 ludzi (na razie udało się ustalić [około] 10.000 nazwisk), spośród których około 2 tysięcy zginęło [na miejscu] na skutek sadystycznych metod, stosowanych m. in. podczas codziennych apeli przez 60 – 70 wachmanów, stanowiących załogę więzienia oraz z powodu głodu, chorób i tragicznych warunków bytowych. Stąd wywożono ludzi na masowe egzekucje w rejonie Łodzi, m. in. w lasach lućmierskim, łagiewnickim i chełmskim oraz do Zgierza, gdzie 20 marca 1942 r. odbyła się największa tego typu publiczna egzekucja na terenie „Kraju Warty”.

W związku z przesuwaniem się frontu [po ruszeniu ofensywy znad Wisły w styczniu 1945 r.] Niemcy przetransportowali do Rado­goszcza więźniów z terenów zajmowa­nych przez Armię Czerwoną, co doprowadziło do wyjątkowego zagęszczenia wśród osadzonych. Ich liczba wzrosła do około 2.000.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. hitlerowcy rozpoczęli wewnątrz budynku mordowanie więźniów, strzelając do nich, natomiast chorych dobijano bagnetami. Gdy napotkali na czynny opór, nad ranem [18 stycznia] podpalili większość kompleksu radogoskich zabudowań [główny budynek więzienny]. Z daleka widać było płomienie i unoszący się, gryzący dym. Mieszkańcy okolicznych domów słyszeli śpiew, m. in. „Boże coś Polskę” i modlitwy przerażonych ludzi. Do więźniów, którzy próbowali ratować się, wyskakując przez okna, strzelano bądź dobijano ich na dziedzińcu. Przez cały kolejny dzień załoga Radogoszcza „polowała" na pozostałych przy życiu. Kilku ocalało, ukrywając się w rezerwuarze z wodą na czwartym piętrze [na ostatnim półpiętrze klatki schodowej], inni uniknęli śmierci schowani w kuchni pod ziemniakami i kapustą.

Jak wspomina 13-letnia wówczas Teresa Jankowska-Nawrocka, gdy grupie niemieckich żandarmów, tuż przed wycofywaniem się Niemców z Łodzi, kazano uczestniczyć w mordowaniu więźniów radogoskiego „obozu'; jeden z nich, mieszkający na parterze domku obok siedziby żandarmerii przy Almweg str. (dawniejsza ul. Zielona) naprzeciwko domu zamieszkałego m. in. przez pań­stwa Jankowskich, zapewne nie mogąc pogodzić wykonania tego rozkazu z głosem swego sumienia, a jednocześnie nie chcąc narażać żony na prześladowania, położył się wraz z nią w łóżku ich sypialni i wyciągnął zawleczkę umieszczonego pomiędzy nimi granatu. Jak mówili ludzie gromadzący się potem pod ich oknem, być może na podstawie wcześniejszej rozmowy z owym żandarmem lub pozostawionego przez niego listu, wolał śmierć od uczestniczenia w haniebnej zbrodni. Jego rodzina od lat związana była z Łodzią i zaprzyjaźniona z wieloma Polakami [chodzi tu o wachmana radogoskiego – Waldemara Norkwesta, który brał udział w masakrze].

Przed południem, 19 stycznia 1945 roku, tuż po ucieczce hitlerowców [z terenu więzienia], grup­ka okolicznych mieszkańców wyważyła obozową [więzienną] bramę i weszła na teren nadal tlącego się, więzienia, poszukując żywych jeszcze ludzi. Przeżyło ich kilku. Oficjalnie podaje się liczbę od dwudziestu do trzydziestu. Jednym z nich, jak wspominał uczestniczący w jego ratowaniu Kazimierz Jankowski, był owinięty w koce mężczyzna, znaleziony w metalowym rezerwuarze z wodą. Na sankach przewieźli go do domu Szulców, znajomych Kazimierza Jankowskiego Polaków, zamieszkałych w sąsiedztwie „obozu”.

Cały dziedziniec, klatki schodowe i więzienne sale usłane były stertami zwęglonych i na wpół spalonych trupów. Ich ciała, często w przerażających, spazmatycznych pozach, zdawały się bezdźwięcznie krzyczeć.

Pogrzeb ofiar Radogoszcza odbył się 28 lutego 1945 r. na pobliskim cmentarzu p.w. św. Rocha.

9 września 1961 r., dla uczczenia pamięci ofiar masakry odsłonięto pomnik–mauzoleum oraz „iglicę radogoską”. Na sarkofagu umieszczony został napis: „Tu spoczywamy zamordowani w przeddzień wolności. Imiona i ciała zabrał nam ogień, żyjemy tylko w Waszej pamięci. Niech śmierć tak nieludzka nie powtórzy się więcej”.”]

WOJCIECHOWSKI Radosław, Kilometr od ocalenia. Uratowało się tylko 30 spośród 1500 więźniów. [w:] „Echo Miasta. Łódź”, 18 I 2010, nr 4, s. 2.

[„Spalenie więzienie Radogoszcz wraz z osadzonymi w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. było najwiekszą zbrodnią popełnioną przez hitlerowców w jednym miejscu i czasie [podczas przechodzenia Armii Czerwonej przez obszar współczesnej Polski – WŹ]. Z okazji 65. rocznicy masakry postanowiliśmy przypomnieć te wydarzenia. (…).”. Podpis pod zdjęciem ilustrującym ten materiał: „Taki zbiornik, rozprowadzający wodę po budynku więzienia, znajdował się na drugim półpiętrze klatki schodowej. Dramatycznej nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. znalazło w nim schronienie sześciu więźniów. [jest to podobny zbiornik, zabrany z rozbieranej w 2009 r. posesji przy ul. Zachodniej róg Ogrodowej i umieszczony na terenie mauzoleum radogoskiego – WŹ]”]

NOWICKI Wiesław, Henryk Nowicki, 1919–1945. Wspomnienie. [w:] „Gazeta Wyborcza. Łódź”, 18 I

2010, s. 8.

[„(…) 65 lat temu, w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., hitlerowcy spalili żywcem więźniów obozu (więzienia – WŹ) na Radogoszczu, znajdującego się w dawnej fabryce Samuela Abbego. Śmierć poniosło wtedy ok. 1.500 osób. Był wśród nich mój stryj – Henryk Nowicki. (…)

Nie był nikim ważnym, w przeciwieństwie do swojego starszego brata Zygmunta, popularnego aktora scen łódzkich, nie wykazywał nigdy żadnych specjalnych zainteresowań i nadzwyczajnych uzdolnień. Lubił uroki życia i cieszył się życiem, praca specjalnie go nie zajmowała, parał się nią dorywczo, okazjonalnie i z konieczności. Zginął jednak człowiek, człowiek niewinny. Jego śmierć niczym złowrogi cień zawisła nad losem wielu ludzi.

Był najmłodszym dzieckiem legendarnego łódzkiego tramwaarza – Józefa Nowickiego (1885–1947), domorosłego polityka, rozjemcy w sporach w łódzkim półświatku, postaci barwnej i kontrowersyjnej. (…) Być może próbował naśladować swojego ojca, Żapominając, że było to niewykonalne, bo Józef Nowicki był postacią niepowtarzalną. Okupację hitlerowską Łodzi przyjął Henryk jako zło konieczne i ani myślał podporządkowywać się rozporządzeniom ówczesnych władz. Nadal prowadził swój beztroski żywot. Zatrudnił się w fabryce marmolady przy ul. Radwańskiej. „Uszczuplał” tam ochoczo zapasy tego produktu wytwarzanego przez niemiecką fabrykę, co w czasie okupacji nie uchodziło za czyn naganny, przy okazji zaopatrując swoją rodzinę w ten rodzaj okupacyjnych słodkości. Ok. 1940 roku poznał Eugenię Olupek z któ wkrótce się ożenił. Z tego czasu pochodzi jedyne zachowane zdjęcie Henryka (ilustrujące ten materiał, przekazana do zbiorów MTN, sygn. ……. – WŹ).

Prawdopodobnie pod koniec 1943 r. wpadł, gdy przerzucał przez płot kolejną porcję marmolady. Został wysłany na roboty przymusowe do Niemiec. Nie zamierzał jednak być niewolnikiem i szybko uciekł. Szczęśliwie dotarł do rodzinnego miasta. Ukrywał się jakiś czas. Znów go schwytano i znów wysłano na roboty. Kolejna ucieczka do Łodzi. Póżną jesienią 1944. (…), został aresztowany przez gestapo w bramie na Południowej 40 (gdzie mieszkał – WŹ) i osadzony na Radogoszczy Dalsze losy Henryka są meznane. Ostatnim znakiem życia od niego była kartka z więzienia policyjnego na Radogoszczy, w której prosił swoją żonę, aby przysłała mu jakiś sweter. Dokumentacja z obozu (więzienia – WŹ) w Radogoszczy, niestety jest niekompletna. (…) Kustosz Wojciech Źródlak, odnalazł (…) nazwisko w tzw. spisie łaźni, z adnotacją, że „więzień Henryk Nowicki został wysłany w niewiadomym kierunku w listopadzie 1944 roku. Najprawdopoodbniej chodzi tu o inego wieźnia o tym samym nazwisku. Żona Henryka miała nadzieję, że jej mąż ocalał, szukała daremnie jego śladów, potwierdzających, że może trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen (to włąśnie jeden z tych „nieznanych kierunków”, gdzie wysyłano wieźniów Radogoszczy), że może przeżył. Bez skutku. Łódź został wyzwolona 19 stycznia 1945 r., ale tego dnia łodzianie nie byli w stanie cieszyć się wolnością. Tłumy podążały na Radogoszcz, porażone tym, co hitlerowcy zrobili z bezbronnymi ludźmi. Rzecz jasna byli wśród nich moi dziadkowie. Łódzki sławny tramwajarz – Jóżef Nowicki, człowiek hardy i niezależny, nigdy już nie podniósł się po stracie swojego ukochanego syna. Zmarł dwa lata po nim… Pogrzeb szczątków ofiar hitlerowskiego mordu 28 lutego 1945 r. na cmentarzu pw. św. Rocha był takim niemym krzykiem ich rodzin i mieszkańców Łodzi. Po latach na sarkofagu ofiar (chodzi o pomik w formie sarkofagu w miejscu spalonego budynku więziennego – WŹ) umieszczono słowa: „Żyjemy tylko w Waszej pamięci…”. (…) Co (dziś) pozostało po Henryku Nowickim poza tym jednym, jedynym zdjęciem? Wnuk Marek i prawnuk Oskar Nowicki (jedyny młody Nowicki z linii legendarnego łódzkiego tramwajarza), którzy mieszkają z dala od Łodzi i z tym miastem nie mają, niestety, kontaktów… Dlaczego tak się stało? (…) Po swojej·drugiej·ucieczce z robót przymusowych Henryk był pooszukiwany przez gestapo. Ukrywał się, spał u przygodnych ludzi. Nadszedł jednak moment, gdy nikt nie chciał go przenocować. W niewielkim domu przy Spornej 12 mieszkali głównie Niemcy, dziadkowie byli tam jedyną polską rodziną. (...) Henryk spał (więc) wtedy u swojej żony, a to mieszkanie na Południowej było obserwowane (kto wie, czy tak samo nie było z mieszkaniem dziadków ?) (i tu został aresztowany – WŹ). (…)”.]

Por.: Orlińska Klaudia, Zygmunt Nowicki. Wspomnienie (7 IX 1909–23 XI 1977), [w:] „Gazeta Wyborcza. Łódź, 22 XI 2007, s. 7 – brat Henryka Nowickiego.

WASIAK Piotr, W hołdzie spalonym więźniom. W 65 rocznicę spalenia więźniów na Radogoszczu, przy

pomniku Mauzoleum zebrali się kombatanci, samorządowcy, przedstawiciele straży pożarnej, policji

oraz wojska. Wspólnie modlili się za ofiary II wojny światowej. [w:] „Gazeta Wyborcza. Łódź.”, 20 I

2010, s. 4.

[„Spędziłem w tym więzieniu 75 dni. Siedziałem z półtora tysiącem osób. Byliśmy głodni. Chcieliśmy dostać kawałek chleba. Nie z masłem ani kawałkiem wędliny. Zwykły kawałek suchego chleba. Kilkanaście dni przed tragedią zostałem przewieziony do aresztu przy ul. Kopernika. Tylko dlatego przeżyłem – opowiadał zebranym Jan WYPIJEWSKI, który 65 lat temu był więźniem Radogoszcza. – Gdy dowiedziałem się o tragedii, która się tu wydarzyła, postanowiłem, że dopóki będę żył, będę dawał świadectwo zbrodni, do jakiej tu doszło, i będę dziękował Bogu, że mnie ocalił.



Jan Wypijewski swoje słowa kierował przede wszystkim do uczniów, którzy przyszli ze sztandarami swoich szkół. – Spróbujcie przez pryzmat tej zbrodni zobaczyć, jak działał system totalitarny, aby nigdy więcej już do czegoś podobnego nie doszło – mówił były więzień.

W czasie uroczystości przedstawiciele Kościoła katolickiego, Kościoła prawosławnego, Kościoła ewangelickiego i Gminy Wyznaniowej Żydowskiej odmówili modlitwy za spalonych więźniów oraz ofiar II wojny światowej [po raz pierwszy w tym składzie w ciągu 65-letniej tradycji obchodów – WŹ].

Pod pomnikiem złożono kilkadziesiąt wieńców. – Musimy pamiętać, co się tu wydarzyło i oddawać hołd ludziom, którzy walczyli i zginęli za naszą wolność – mówił Tomasz Kacprzak, przewodniczący Rady Miejskiej.

(…) Była to największa zbrodnia na ziemiach Polski [na obszarze od Bugu do Odry, podczas usuwania stąd Niemców – WŹ]. Pamiętam, jak ludzie przychodzili wśród zgliszczy szukać swoich bliskich – mówi Wypijewski.”]

BRZÓZKA Piotr, Wyzwolenie bez władz. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 20 I 2010, nr 16, s. 8.

[„Ani chory wciąż jeszcze urzędu­jący prezydent Jerzy Kropiw­nicki, ani żaden z jego czterech zastępców nie pojawił się wczoraj na Radogoszczu, na obchodach okrąglej, 65. Rocznicy wyzwolenia Łodzi. Powód? Urzęd­nicy magistratu tłumaczą: 19 stycznia 1945 r. to był początek kolejnej okupacji, a nie wyzwo­lenie.

Kajus Augustyniak, rzecznik Kropiwnickiego: – Można od­wrócić pytanie: dlaczego po­przedniego dnia. Na uroczystoś­ciach związanych z 65. rocznicą spalenia przez Niemców obozu na Radogoszczu, nie było przewodniczącego rady miejskiej? Uciekając z Łodzi Niemcy za­mordowali półtora tysiąca Pola­ków. Woleliśmy upamiętnić ich męczeństwo i dlatego 18 stycz­nia na Radogoszczu był Włodzimierz Tomaszewski. Nie chcie­liśmy natomiast obchodzić rocz­nicy rozpoczęcia okupacji sowieckiej 19 stycznia – stwier­dził rzecznik.

Innego zdania był jeden z więźniów obozu [Jan Wypijewski]. Podczas wczorajszych obchodów mówił, że niezależnie od tego, co się w Polsce i Łodzi działo później, Sowieci przynleśli [Mu] wyzwolenie.

W uroczystościach upamięt­niających wyzwolenie miasta wzięli udział m.in. przedstawi­ciele marszałka województwa oraz rady miejskiej.”]

GRONCZEWSKA Anna, Dymy nad Radogoszczem. [w:] „Kocham Łódź” (dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”), 21 I 2010, nr ….., s. 8,.

[„(…) – Była to największa zbrodnia dokonana w jednym miejscu i czasie przez Niemców podczas ofensywy Armii Czerwonej od Bugu do Odry – mówi Wojciech Źródlak, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych, oddział Radogoszcz. (…)”.]

LESZCZYŃSKA Joanna, Rosjanie nie liczyli się z ofiarami. O wyzwoleniu Łodzi i naszego regionu 19 stycznia 1945 r. w rozmowie z Joanną Leszczyńska opowiada Konrad Czernielewski, historyk, kierownik działu zbiorów w Muzeum Tradycji Niepodległościowych. [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 22 I 2010, s. 5.



[„Jaka atmosfera panowała w Łodzi na kilka dni przed 19 stycznia 1945 roku, czyli przed wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej? – Łodzianie czekali z wielką nadzieją na ruszenie ofensywy, bo to był już szósty rok okupacji. (…) Represje okupanta trwały do końca Jeszcze 10 stycznia do więzienia na Radogoszczu przywieziono 10 żołnierzy armii Krajowej z [więzienia] sieradzkiego. Tydzień później zginęli oni [wraz z innymi więźniami] w budynku więzienia, które podpalili Niemcy. (…) Czy Niemcy byli przygotowani do ofensywy radzieckiej. (…)? – (...) Niemcy rzeczywiście nie liczyli się z tak szybkimi postęami wojsk sowieckich. Mieli nadzieję, ze utrzymają linie Pilicy. Jednakże Rosjanie mieli bardzo dobrze wyszkolone wojska, a dwódcy duze, kilkuletnie doświadczenie. Atak Rosjan zaskoczył Niemców, którzy praktycznie nie byli przygotowani do obrony. (…). Czy byłaby szansa na uchronienie więzienia na Radogszczu przed tragedią, gdyby po wyzwoleniu Zgierza 17 stycznia wysłane na zwiad do Łodzi wojska radzieckie zamiast skręcić [pojechać] prosto w kierunku Radogoszcza, nie skręciły w kierunku Aleksandrowa? – Rosjanie nie wiedzieli, że Niemcy przygotowują się do podpalenia więzienia na Radogoszczu. Na Radogoszczu był reżim. Nie było możliwości, by ktoś przemycił gryps, że Niemcy się do czegoś przygotowują. Poza tym, żeby wejść do Łodzi trzeba było mieć osłonę piechoty, a ona później przybyła. Ponadto nie było łączności. Jaką taktykę zastosowali Rosjanie? – Zaatakowali miasto z trzech stron. Zastoswoali szybki uderzenie wojsk pancernych. Mniej było piechoty. Do wojsk 1. Frontu Białoruskiego włączyły się wojska 1. Frontu Ukraińskiego. Rosjanie nie chcieli pchać się do Łodzi, bo wiedzieli, ze zajmowanie miasta [zawsze] wiąże się z dużymi stratami. To nam uratowało miasto, bo nie było wiele zniszczeń. (…) Rosjanie ponieśli [jednak] dużo ofiar. Zginęło 700 żołnierzy. Rosjanie nie bardzo liczyli się ze stratami ludzkimi. Taką przyjmowali taktykę. Na przykład Koniew i Żukow rywalizowali, kto szybciej zdobędzie dane miasto, zatem specjalnie nie dbali o straty. (…) Czy oczekiwaniom łodzian na wyzwolenie nie towarzyszył strach przed Rosjanami ? – O tym, że Rosjanie nas zdominowali politycznie, że to jest początek drugiej okupacji, a właściwie dominacji sowieckiej, początkowo wiedziały tylko elity władzy państwa podziemnego. (…) Zbrodnia na Radogoszczu, gdzie w nocy z 17 na 18 stycznia zginłeo 1.500 wieźniów i cały przebieg okupacji sprawił, ze z ulgą przyjęto wejście wojsk sowieckich. No właśnie, na zdjęciu widzimy jak łodzianie z radością witają rosyjskich żołnierzy w Łodzi. Fotografia raczej nie kłamie… – Myłśi Pani o tym słynnym zdjęciu zrobionym na placu Wolności, na którym widać rosyjskie działo pancerne i grupę uradowanych ludzi. Ale jeśli się bliżej przyjrzymy temu zdjęciu, to sobaczymy, zę tam wcale nie jest tak dużo ludzi. Tam była góra setka ludzi. Żadne tłumy. Dla Pana 19 stycznia to dzień wyzwolenia czy zakończenia okupacji hitlerowskiej ? – Raczej dzień wyzwolenia spod okupacji hitlerowskiej, ale i przejście pod wpływy Rosjan. Ale, moim zdaniem, nie można tutaj utożsamiać jednej i drugiej okupacji. Niemiecka zakładała [fizyczną i bezpośrednią] likwidację narodu polskiego. Rosjanie nie zakładali ludobójstwa. Miało to być państwo podporządkowane ZSRR. Nawet Stalin hamował zapędy niektórych komunistów, którzy chcieli tworzyć siedemnastą republikę, gdyż jemu bardziej odpowiadała Polska jako państwo pozornie niezależne. (…) Przez wiele lat z powodów propagandowych uroczystości na Radogoszczu organizowano 19 stycznia, a powinno się je robić 18 stycznia, bo w nocy z 17 na 18 Niemcy dokonali zbrodni. Ale władza chciała podkreślić fakt wkroczenia Rosjan do Łodzi rankiem 19 stycznia [raczej niejako automatycznie połączono te dwie daty, nie zastanawiając się nad szczegółami; poza tym wówczas ważniejszą datą był 19 stycznia – WŹ]. Zawyżano też liczbę więźniów, nazywając więzienie na Radogoszczu „obozem koncentracyjnym”, a to było zaostrzone więzienie policyjne [w ówczesnej atmosferze typowe były takie przerysowania, a nikt nie wnikał wówczas w szczegóły organizacyjne i formalne funkcjonowania więzienia radogoskiego – WŹ] . Zresztą w ogół zawyżano liczbę więźniów we wszystkich obozach koncentracyjnych. Władza chciała w ten sposób zwiększyć wymiar zbrodni niemieckich, by postawić w cieniu zbrodnie sowieckie [podawane wówczas „na gorąco”, na podstawie ad hoc chwyconych materiałów, liczby wydawały się prawdziwe – WŹ]. Jak wyglądała codzienność Łodzi po wyzwoleniu ? – Panowały bardzo trudne warunki bytowe. Dochodziło do rabunków w pozostawionych przez Niemców domach. Rosjanie nie grabili jednak Łodzi tak jak miast na terenach zachodnich, na przykład Szczecina, czy Wrocławia, które były wcześniej miastami niemieckimi. (…)”.]

[bez Autora], Pamięci ofiar Radogoszcza. [w:] „Piotrkowska 104”, styczeń 2010, nr 1, s. 31..

[„65. rocznicę spalenia więźniów Radogoszcza na terenie mauzoleum oddano hołd pomordowanym. Tradycyjnie ofiary upamiętnili przedstawiciele władz miasta, radni, weterani walk o niepodleqlość, reprezentanci służb mundurowych i łódzka młodzież. Obchody odbyły się 18 i 19 stycznia (18 to data zbrodni, zaś 19 to dzień wkroczenia do Łodzi armii ZSRR, jak przypomnieli kombatanci) [18-go władze miasta z prez. miasta J. Kropiwnickim na czele, a 19-go radni miejscy i samorządowi; to wynik różnic w ocenie historycznej znaczenia daty 19 stycznia – wyzwolenie czy nowa okupacja – WŹ].

Na terenie Mauzoleum hołd pomordowanym oddali: reprezentanci władz samorządowych, organizacje kombatanckie, źandarmeria wojskowa i łódzka młodzież. Za ofiary modlili się przedstawiciele czterech wyznari, bowiem modlitwa to szczególna forma pamięci i wyraz szacunku.

Przez więzienie na Radogoszczu przeszło w czasie okupacji niemieckiej około 40 tys. osób. Więźniów wywożono stąd do obozów koncentracyjnych i na masowe egzekucje w podłódzkich lasów. Większość osadzonych była oskarżona o przestępstwa przeciwko interesom III Rzeszy, takie jak: szmugiel artykułów żywnościowych czy nielegalne przekroczenie granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a III Rzeszą do, której należała wtedy Łódź. Groził za to najwyższy wymiar kary lub zesłanie do obozu [nie prawda; kary były zróżnicowane, nie zawsze najwyższe – WŹ].

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. Niemcy rozpoczęli mordowane więźniów. Wobec oporu jaki napotkali, podpalili więzenie. W płomieniach zginęło 1.500 osób, uratowało się tylko 30 więźmów

Na trenie Muzeum Tradycji Niepodleglościowowych, oddział Radogoszcz prezentowane są zbiory dokumentów i zdjęć związanyrh z historią więzienia oraz umundurowanie i narzędzia tortur używane przez niemiecką załogę.”]

2010; luty


SYPUŁA Beata, Więcej ofiar III Rzeszy dostanie odszkodowanie. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego ma doprowadzić do korzystnych zmian. [w:] „50+. Tygodnik pracownika, emeryta, rencisty” , ss. I–III; dodatek do „Dziennika Łódzkiego”, 17 II 2010.

[„(…) Trybunał uznał, że ustawowa definicja deportacji była niezgodna z Konstytucja RP. Teraz ustawa musi być zmieniona. Wnioski o przyznanie świadczenia warto jedak skałdać jeszcze przed zmianą przepisów. (…) Ustawodawca przyjął, że deportacją jest wyłącznie wywiezienie z terytorium państwa polskiego w granicach sprzed 1 września 1939 roku i tylko poza terytorium w jego granicach sprzed 1 września 1939 roku. – Takie określenie deportacji doprowadziło do tego, że decydującym kryterium przyznawania uprawnień do nabycia świadczenia pieniężnego, stało się miejsce z którego lub do którego nastąpiła deportacja. To dyskryminacja osób wywiezionych do pracy przymusowej w granicach terytorium państwa polskiego – zauważył Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Trybunał Konstytucyjny przychylił się do takiej argumentacji rzecznika praw obywatel;eskich. Uznał, ze uzależnienie prawa doświadczenia deportacyjnego od przekroczenia granic państwa polskiego jest niezgodne z Konstytucją. To otwiera możliwość ubiegania się o świadczenia dla tysięcy osób. (….)”.

[Fabryka Samuela Abbego w okresie od około początku października 1939 r. do maksimum końca czerwca 1940 r. była również nieoficjalnym obozem przesiedleńczym.]

2010; luty


SYPUŁA Beata, Co zmieniło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Stowarzyszenie Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę radzi, by składać wnioski. [w:] „50+. Tygodnik pracownika, emeryta, rencisty, ss. I–III; dodatek do „Polska. Dziennik Łódzki”, 17 II 2010.

[ „O świadczenia niemieckie starało się około 700 tys. osób, które – jako dzieci wraz z rodzicami lub już jako dorośli – były deportowane do pracy przymusowej lub zostały osadzone w obozach pracy przez hitlerowskie Niemcy. Jednak świadczenia otrzymało niespełna 500 tys. osób. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, kilka tysięcy osób pominiętych przy wypłacie świadczeń może uzyskać do nich prawo. (….)”.]

…………., Każdy wiedział, że jak po farby, to na Wiznera, [w:] „Magazyn Rodzinny”, s. 2; dodatek do „Dziennika Łódzkiego”, 27 II 2010.

[„(…) Karol Derczyński pochodził ze Rzgowa (…), swoje życie związał z Łodzią. (…) [w 1930 r. otworzył duży sklep z farbami przy ul. Wiznera (dziś Felsztyńskiego) – WŹ]. W czsie wojny sklep Derczyńskich przejęli Niemcy. Karol działał w Armii Krakowej, podobnie jak jego syn Zdzisław. W 1941 r. Karol Derczyński został aresztowany i osadzony na Radogoszczu. – Mamie udało się go wtedy wykupić – wspomina pan Kazimierz [syn Karola – WŹ]. – Ale tatę aresztowano drugi raz. W 1943 r., już po moim urodzeniu. Tym razem nie udało się go uwolnić. Trafił do obozów koncentracyjnych, był m.in. w Buchenwaldzie. Gdy w 1945 r. wyzwolili go Amerykanie, ważył 38 kilo. – Malował w domach esemanów. U każdego z nich służącą była więźniarka. Podrzucała tacie kawałek chleba… W 1946 r. Karol wrócił do Łodzi. Otworzył swój sklep przy ul. Wiznera, która nazywała się już Felsztyńskiego. (…) W 1956 r. rodzina Derczyńskich musiała opuścić ul. Felsztyńskiego. Teren, gdzie znajdował się sklep i ich dom, przejęto pod budowę elektrociepłowni [wówczas EC II im. W.I. Lenina – WŹ]. (…) Zamieszkali w domu przy ul. Sanockiej. Oczywiście otworzyli też [na tej samej ulicy] sklep z farbami. (…) Od śmierci w 1968 r. Karola rodzinny sklep poprowadził razem z mamą [syn] Kazimierz. (…)”]



2010; marzec

2010; kwiecień


GRONCZEWSKA Anna, Tramwajarz z ulicy Spornej. [w:] „Kocham Łódź” (dod. do „Polska. Dziennik Łódzki“), 30 IV 2010, nr 75, s. 8.

[ [Józef Nowicki, zam. przy ul. Spornej 12. Przedwojenny najpierw motorniczy, a nastenie konduktor na tramwajach miejskich (Kolej Elektryczna Łódzka – KEŁ]. „(...) Podczas okupacji Józef Nowicki przeżył wielki dramat. Jego ukochany syn Henryk zginął w obozie [więzieniu] na Radogoszczu w styczniu 1945 [zginął podczas masakry więźniów w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r.]. Po tym ciosie już się nie podniósł. – Nawet przestał bywać na „swoich” Bałutach”. Kilk razy, na zaproszenie mojego ojca [Zgmunta Nowickiego, aktora w Teatrze im. St. Jaracza w Łodzi], poszedł do teatru – mówi Wiesław Nowicki [bratanek]. – Był wzruszony, że znów ze sceny słychać język polski, ale gasł i tracił chęć do życia. Zmarł 7 września 1947 roku. Dziś w kamienicy przy Spornej nie mieszka nikt ze starych lokatorów. I nikt nie pamięta legendarnego tramwajarza... ”.]



2010; maj

2010; czerwiec

2010; lipiec


GRONCZEWSKA Anna, Hans Kloss, syn tkacza z Bałut. Stanisław Mikulski. [w:] „Kocham Łódź” (dod. do „Polska. Dziennik Łódzki“), 9 VII 2010, nr 85, s. 2.

[– Gdzie Pan spędził dzieciństwo? Do wybuchu wojny mieszkałem na Balutach. (…) Urodziłem się na ul. Lutomierskiej. Tego domu już nie ma. W czasie wojny przenieśliśmy się do centrum, na ul. Narutowicza [bo w tym miejscu powstało getto – WŹ]. Mieszkałem to do 1950 roku. – Jak Pan zapamiętał te młodzieńcze lata spędzone w Łodzi? (…) Przed wojną zacząłem chodzić do szkoły, która znajdowała się na rogu Hipotecznej i Limanowskiego. (musiałęm się ukrywać, bo byłem w takim wieku, że mogli zabrac mnie na roboty przymusowe do Niemiec. Wyjechałem więc na wieś pod Łęczycę. Tam przez jakiś czas przebywałem u rodziny. – Czym zajmowali się Pana rodzice? Ojciec był tkaczem. Pracował przed wojną w jednej z łódzkich fabryk. Nie pamiętam w której. Podczs okupacji został przekwalifikowany na tokarza. Dzięki temu, że wykonywał ten zawód został zwolniony z więzienia na Radogoszczu. – Musiał mieć niebywałe szczęście… Tata został aresztowany [za co ?? – WŹ], ale mieliśmy dobrego znajomego, który wystąpił, w imieniu fabryki w której pracował ojciec, do władz niemieckich o jego zwolnienie. Fabryka produkowała części metalowe. Znajomy powiedział, że ojciec jest wysoko kwalifikowanym tokarzem i jest niezbędny dla fabryki. Tatę zwolniono na krótko przed spalenie więzienia na Radogoszczu [musiało to być jakieś drobne wykroczenie w pracy czy poza pracą, a znajomy był zapewne zarządzającym w tej fabryce; zdarzały się takie przypadki; nie ma jego nazwiska w księdze laźni Radogoszcza, dziś podstawowym źródle informacji w więzionych tu ludziach – WŹ]. – Co tata robił po wojnie? Przez jakiś czas pracował, a potem przez ponad pięć lat przebywał w odosobnieniu w stalinowskim więzieniu [za jakąś działalność antysowiecką ?? – WŹ].

Później pracował w łódzkim „Energopolu”. Mama Helena pracowała też w jakiejś fabryce, a potem zajmował się domem i szyła. (…) – Mieszkali dalej na ul. Narutoiwcza? Tak, do 1970 roku. Mieszkali na rogu ul. H. Sienkiewicza i Narutowicza, blisko ośrodka łódzkiej telewizji. Do dziś są te budynki. Stoją cofnięte w głąb chodnika. Rodzice zajmowali ogromne mieszkanie , ponad 100 metrów, ale bez centralnego ogrzewania, co było sporym utrudnieniem. W końcu dostali dwa maleńkie pokoiki w bloku na Teofilowie. (…) – Rodzice nie cieszyli się długo tym mieszkaniem… Nie. Tata zmarł w 1974 r., mam trzy lata po nim. Sa pochowanui na cmentarzu na Dolach. W Łodzi SA też pochowani dziadkowie, jedna, druga ciotka. (…) – Ma Pan jeszcze rodzinę w Łodzi? Oczywiście ! W mieszkaniu po rodzicach mieszka moja siostra Henryka, półtora roku młodsza ode mnie. Barbara wyjechała do Warszawy, jest doktorem na Uniw. Warszawskim. Często odwiedzam Henrykę, która od kilku lat jest wdową. (…)”.]



2010; sierpień


ANP, Wystawa „Linia graniczna getta“, [w:] „Polska. Dziennik Łódzki”, 2 VIII 2010, nr 178, s. 17.

[„W czwrtek [5 VIII 2010], o godz. 13., w Muzeum Tradycji Niepodległościowych, w oddz. Martyrologii Radogoszcz (ul. Zgierska 147), otwarta zostanie wystawa w 66. rocznicę likwidacji Litzmannstadt-Ghetto w Łodzi p.t. „Linia graniczna – Litzmannstadt-Ghetto”. Tytułowa linia graniczna to nie tylko rzeczywiście istniejący płot z zasiekami postawiony przez Niemców w 1939 roku. To także coś więcej niż zwykła siatka czy drut kolczasty oddzielający od siebie wyznaczone obszary czy terytoria. Tym, co przemawia do świadomości, jest symboliczny wydźwięk tej rzeczywistości.”

2010; wrzesień


GRONCZEWSKA Anna, Dlaczego zginał Robert Geyer? [w:] „Kocham Łódź” (dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”), 10 IX 2010, nr …., s. 10.

„(…) W październiku 1939 r. powołano w Łodzi „Komitet Pomocy Więźniom Radogoszcza”. W jego skład weszli m.in. Paweł Biedrmann oraz Gustaw i Robert Geyerowie. Dostarczali oni paczki, odzież dla ludzi więzionych na Radogoszczu [w obozie przejściowym w f-ce M. Glazera przy ul. Krakowskiej (ob. Liściasta)] (…)”.



2010; październik

2010; listopad

2010; grudzień


GRONCZEWSKA Anna, Czterech synów Władysława i Zofii [Kroh]. [w:] „Kocham Łódź” (dod. do „Polska. Dziennik Łódzki”), 4 XII 2010, nr …., s. 2.

„(…) Jerzy Kroh [prof. Politechniki Łódzkiej – WŹ] wie, że jego stryj Bronisław jeszcze przed wojną mieszkal w Łodzi. Był dyrektorem technicznym w fabryce Scheiblera [kier Oddz. 6 – „Oddz. Ruchu” – WŹ]. (…) W czasie II wojny światowej Niemcy naciskali na Bronisława, by przyjął volkslistę, ale ten się nie godził. W końcu trafił do obozu w Radogoszczu. Na szczęście udało się go stamtąd wydobyć. (…)”.



1   ...   51   52   53   54   55   56   57   58   59


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna