Capucci Flavio Tak, dziś również dzieją się cuda



Pobieranie 0.54 Mb.
Strona18/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.54 Mb.
1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   22

W konkretnym momencie

Dochodzimy w ten sposób do 17 maja 1992, dnia beatyfikacji ks. Escrivy w Rzymie. Manuel Adrián ma już siedem lat. Tamta niedziela była dniem słonecznym i raczej upalnym, w związku z czym chłopiec pojechał z ojcem na plażę, podczas gdy matka pozostała w domu, opiekując się dwojgiem bliźniąt, które urodziły się rok wcześniej. Oddajmy jednak głos Maríi Josefie, która w procesie, jaki odbył się w diecezji Oviedo, zeznała:

„17 maja mój mąż pojechał z synem Adriánem na plażę (tego dnia było gorąco), podczas gdy ja zostałam w domu z bliźniakami. Zaczęłam oglądać telewizję, żeby wziąć udział w ceremonii kanonizacji sługi Bożego Escrivy de Balaguera: myślałam tak, bo wtedy nie rozróżniałam kanonizacji od beatyfikacji. W konkretnym momencie w czasie uroczystości, trzymając w rękach obrazek, zamknęłam oczy, byłam głucha na wszystko dookoła, i poprosiłam Josemaríę Escrivę, żeby się pomodlił za mnie o całkowite uzdrowienie mojego syna; i mając ciągle zamknięte oczy, widziałam, jak się do mnie uśmiecha. To dało mi całkowitą i absolutną pewność, że udziela mi łaski, o którą go proszę. Kiedy skończyła się uroczystość liturgiczna, miałam całkowite przekonanie i absolutną pewność, że mnie wysłuchał, i że mój syn wyzdrowiał.

Kiedy po południu mąż wrócił do domu z chłopcem, opowiedział mi, że na plaży było mu zimno, pomimo że był to bardzo gorący dzień, i że nakrył go paroma ręcznikami. Kiedy chłopiec się obudził, powiedział mu, że czuje się bardzo dobrze. Zapytałam męża, o której godzinie wydarzyło się to wszystko; teraz nie pamiętam, która to była, ale była to ta sama godzina, o której ja modliłam się do Pana za wstawiennictwem Escrivy de Balaguera. Mój mąż bardzo się wzruszył”.

Natychmiast María Josefa zmierzyła chłopcu ciśnienie krwi (po tak długim czasie była już ekspertem w tego typu zabiegach) i stwierdziła, że było najzupełniej normalne. Następnego dnia zawiozła chłopca do szpitala, chociaż badania miał robić dopiero pod koniec października. „Coś wewnątrz mnie mówiło – opowiada – że chłopiec jest już wyleczony. I tak też było; przerwano podawanie leku i chłopiec czuje się doskonale”.

Kilku specjalistów w dziedzinie nefrologii i endokrynologii badało uważnie ten przypadek. Profesor Jesús B., wykładowca nefrologii na Uniwersytecie w Valladolid, pisze: „Ustąpienie podwyższonego ciśnienia bez leczenia farmakologicznego ani chirurgicznego, przy nadciśnieniu naczynio-nerkowym potwierdzonym testem z kaptoprylem oraz konwencjonalną arteriografią nerkową, nie jest zrozumiałe z punktu widzenia medycyny”.

Do tego samego wniosku dochodzi profesor Manuel de S., ordynator oddziału endokrynologii znanego szpitala w Madrycie, który w procesie dotyczącym tego domniemanego cudu, przeprowadzonym w archidiecezji Oviedo, zeznaje: „Jeśli chodzi o nadciśnienie naczynio-nerkowe, opinia podzielana jednogłośnie przez międzynarodową społeczność lekarską jest taka, iż to nadciśnienie nie ustępuje w sposób samoistny, to znaczy, jest nieuleczalne, chyba że zastosuje się chirurgię albo techniki zbliżone do chirurgii (…). W tych konkretnych przypadkach powszechne jest mniemanie lekarzy, o którym wspomniałem wcześniej, o braku samoistnej regresji schorzeń powodujących stenozę naczyń i stanowiących o mechanizmie nadciśnienia tętniczego”. Dlatego też powszechnie przyjmowaną opinią jest ta, iż „nadciśnienie naczynio-nerkowe nie ustępuje w sposób samoistny; jest procesem, którego nie można wyleczyć bez zastosowania metod chirurgicznych (…). Chcę po prostu dodać, że remisja nadciśnienia, która nastąpiła u tego chłopca, niezależnie od diagnoz, które postawiono, i pod którymi ja też się podpisuję, wydaje mi się niewytłumaczalna z punktu widzenia medycyny i nie jesteśmy w stanie wyjaśnić jej w sposób naukowy”.

Wniosek specjalistów jest więc jednomyślny: w świetle uważnego badania literatury naukowej pozostaje niewytłumaczalne w sposób naturalny to, iż wartości ciśnienia Manuela Adriána są całkowicie prawidłowe po zaniechaniu stosowania lekarstw, które w ciągu prawie trzech lat je kontrolowały. Również przy okazji występowania chorób typowych dla wieku dziecięcego (anginy, kataru, zapalenia ucha, itd.), które wcześniej wywoływały ostre kryzy nadciśnieniowe, nie zauważono wzrostu ciśnienia tętniczego.

To wyleczenie nie ma naukowego wyjaśnienia. Bez wątpienia mamy tu przynajmniej do czynienia z uzdrowieniem quoad modum, nazywanego tak, kiedy nie istnieje dowód na doskonałe wyzdrowienie (restitutio ad integrum) schorzeń powodujących chorobę. W obecnym przypadku nie stwierdzono, czy uszkodzona tętnica jest teraz prawidłowa. W tym celu trzeba by było wykonać nową arteriografię nerek, na wykonanie której rodzice Manuela Adriána nie chcieli się zgodzić z uwagi na młody wiek syna. Jest to bowiem technika inwazyjna, która poza tym nie poprawiłaby jego prawidłowego już stanu zdrowia. W każdym razie trwanie lub nie stenozy tętnicy nerkowej nie ma wpływu na ważność oceny medycznej odnośnie możliwości naturalnego wytłumaczenia wyzdrowienia tego dziecka.

Minęło ponad pięć lat i Manuel Adrián prowadzi normalne życie, zapomniawszy już prawie o tym, że był poważnie chory. Z pewnością nie zapominają o tym jego rodzice, którzy codziennie dziękują Bogu za tę ogromną łaskę, której im udzielił przez wstawiennictwo bł. Josemaríi Escrivy de Balaguera.



Zniknęła bez śladu

Nagłe zniknięcie dużej torbieli przymacicznej u kobiety ciężarnej (wrzesień 1992)18

Historia Marii Grazii L. i Claudia P. to historia młodego małżeństwa pragnącego zbudować – z Bożą pomocą – chrześcijański dom. Wzięli ślub w czerwcu 1991 i kilka miesięcy później, w styczniu, odkryli, że w drodze jest pierwsze dziecko. Pełni radości wzmogli działania prowadzące do kupienia mieszkania bardziej odpowiadającego ich potrzebom.

Przemierzali różne dzielnice Rzymu, ale ich wymarzonego domu nie było nigdzie widać; przede wszystkim dlatego, że ceny na rynku były wygórowane, dużo powyżej ich możliwości. „Pomyśleliśmy wówczas – opowiadają – że jedynym rozwiązaniem, jedyną bronią, jaką dysponujemy, jest zwrócenie się do Założyciela Opus Dei, żeby pomógł nam kupić dom, który rozumieliśmy jako miejsce, gdzie moglibyśmy rozpocząć i wypełnić nasze «powołanie do życia małżeńskiego»”.

Jak powiedzieli, tak też zrobili. Zaczęli odprawiać nowennę, prosząc o wstawiennictwo tego, którego Kościół miał za kilka miesięcy beatyfikować. Siódmego dnia nowenny podpisali umowę przedwstępną o kupnie domu, która zaspokajała wszystkie ich wymagania.

Maria Grazia i Claudio, pełni wdzięczności do Boga, poczuli, że umacnia się ich ufność w moc modlitwy i we wstawiennictwo świętych. Ta łaska była prologiem do innej – dużo ważniejszej – którą otrzymają kilka miesięcy później, również przez wstawiennictwo bł. Josemaríi.
Torbiel w czasie ciąży
Ciąża Marii Grazii przebiegała w sposób prawidłowy. Dziesiątego marca, w ósmym tygodniu ciąży poszła na kontrolne badania ultrasonograficzne. Obok obrazu płodu, całkowicie prawidłowego, widoczny był po lewej stronie obraz torbieli zbudowanej z jednolitej substancji płynnej, której wymiary wynosiły 116 x 105 x 75 mm, o przypuszczalnym pochodzeniu przydatkowym (jajnik albo jajowód). Ginekolog zadecydował na razie nie interweniować, żeby nie uszkodzić płodu, i ostrzegł małżonków, że torbiel będzie pomału rosnąć, razem z dzieckiem, „dlatego też mniej więcej w ósmym miesiącu ciąży trzeba będzie przeprowadzić interwencję chirurgiczną, żeby zmniejszyć wielkość torbieli i umożliwić poród przez cesarskie cięcie”.

Od tej chwili młoda żona poddawała się regularnym badaniom w celu kontrolowania rozwoju torbieli. Kolejne ultrasonografie wykazały, że przypuszczenia ginekologa były trafne. Trzydziestego marca, trzy tygodnie po tym, jak torbiel została wykryta, mierzyła już 8 cm w wymiarze przednio-tylnym. Drugiego lipca, w 26. tygodniu ciąży, nowe USG wykazało, że twór torbielowaty osiągnął już rozmiary 15 x 10 cm. Dwudziestego sierpnia średnica wynosiła 14 cm. Ginekolog zadecydował, że nie należy dłużej czekać i w porozumieniu z małżonkami wyznaczył na pięć dni później termin aspiracji zawartości torbieli, przy pomocy ultrasonografu, oraz cesarskie cięcie.


Niespodzianka na sali operacyjnej
Wydarzenia nie przebiegały tak, jak było przewidziane. Dwudziestego piątego sierpnia sesja rozpoczęła się od nowej ultrasonografii, która miała posłużyć chirurgowi w przewidzianej operacji. Jednakże, ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich, osoba wykonująca badania USG stwierdziła, że torbiel znikła bez śladu. „Nie ma śladu po obserwowanym wcześniej tworze torbielowatym”, pisze lakonicznie w swoim raporcie. A przecież torbiel była faktem stwierdzonym wielokrotnie przy każdym USG.

Oczywiście odwołano operację cesarskiego cięcia. Ciąża przebiegała dalej w sposób prawidłowy. Nowe badania USG, 3 września, potwierdziły całkowitą nieobecność torbieli. Dwudziestego czwartego września przez poród samoistny szczęśliwie przyszła na świat Francesca.

Z punktu widzenia medycyny zniknięcie tak wielkiej torbieli, stwierdzonej i zmierzonej pięć dni wcześniej, nie może być wyjaśnione wyłącznie w sposób naturalny. Jeśli pękłaby samoistnie – co jest nieprawdopodobne, chociaż nie niemożliwe – z powodu jej dużych rozmiarów pozostałyby resztki, które wykazałaby ultrasonografia. Tak się jednak nie stało: nie było oznak jej wcześniejszego istnienia. Ginekolog zajmujący się Marią Grazią mówi jasno: „Ultrasonografia wykonana później (25 sierpnia) pokazuje zniknięcie torbieli, którą stwierdzono kilkakrotnie w poprzednich miesiącach. Przy tej okazji nie znaleziono też umiejscowienia wolnego płynu ani w otrzewnej, ani w zatoce Douglasa. Nie zaobserwowano też żadnego nagromadzenia płynu, w kolejnych dniach nie pojawiły się też żadne objawy kliniczne”. Kończy słowami: „Uznaje się za bardzo dziwne jednoczesne pęknięcie torbieli bez żadnych objawów i bez rozlania się płynu z torbieli w otrzewnej, biorąc pod uwagę jej rozmiary (wielkość główki dziecka)”.

Podczas gdy nie ma naturalnego wytłumaczenia tak niesłychanego faktu, Maria Grazia i Claudio bez wątpienia przypisują całkowite i nagłe zniknięcie torbieli wstawiennictwu bł. Josemaríi, do którego zaczęli się modlić z wiarą od momentu postawienia diagnozy w marcu. „Natychmiast – piszą – zwróciliśmy się z ufnością do bł. Josemaríi, modląc się nieustannie i prosząc o wszelkie możliwe dobra dla naszej córki”.

Kiedy 25 sierpnia lekarze oznajmili im nieoczekiwane i niewytłumaczalne zniknięcie torbieli, a także brak potrzeby operacji, której Maria Grazia miała być właśnie poddana, małżonkowie natychmiast odkryli w tym dowód na to, że ich modlitwa została wysłuchana. „Wierzymy mocno, że te łaski zostały nam udzielone przez nadzwyczajne wstawiennictwo bł. Josemaríi Escrivy, do którego nadal nieustannie zwracamy się z synowską ufnością we wszystkich naszych potrzebach”.

Koszmar trwający jedenaście godzin
Zatrzymanie krążenia i oddechu z uszkodzeniem mózgu, które całkowicie ustępuje w sposób niewytłumaczalny (2 października 1992) 19
Bohaterem tej historii jest Luis Ch., starszy pan w wieku 87 lat mieszkający w Madrycie. W tym przypadku zadziwiająca jest szybkość, z jaką następują po sobie wydarzenia. Od momentu wystąpienia poważnego przełomu sercowego z długotrwałym zatrzymaniem krążenia i oddechu oraz oznakami uszkodzenia mózgu do całkowitego odzyskania sił przez pacjenta mija jedenaście godzin. Ciekawy zbieg okoliczności – cała ta historia rozgrywa się w nocy z 1 na 2 października 1992, w rocznicę, kiedy bł. Josemaría Escrivá w roku 1928 otrzymał Boże natchnienie do założenia Opus Dei.

Większość informacji medycznych pochodzi od dr Alberta Ch., syna zainteresowanego, lekarza specjalizującego się w kardiologii, który osobiście opiekował się chorym, od kiedy otrzymał informację o poważnym kryzysie, jaki ten przechodził. Ponieważ przypadek ten nastąpił nagle, nie było możliwości przewiezienia chorego do szpitala i dlatego nie zastosowano technik reanimacyjnych używanych w podobnych sytuacjach. Ten fakt tym bardziej potwierdza osąd, że całkowite i szybkie wyzdrowienie starca, bez żadnego rodzaju następstw, nie ma zadowalającego naturalnego wytłumaczenia.


Jak burza wśród ciszy

Bohater naszej historii, urodzony w roku 1905, był ojcem jedenaściorga dzieci, z których wszystkie cieszyły się dobrym zdrowiem. On sam nie cierpiał nigdy na żadną ciężką chorobę. W czasie swojego długiego życia miał wrzód dwunastnicy, leczony środkami przeciw nadkwasocie, a w wieku 79 lat był operowany z powodu łagodnego nowotworu prostaty, z którego całkowicie się wyleczył. Najpoważniejszą chorobą był ostry zawał mięśnia sercowego w wieku 81 lat, z którego szczęśliwie wyszedł dzięki odpowiedniemu leczeniu. Od tamtej pory jego stan ogólny był względnie dobry, biorąc pod uwagę wiek (87 lat) i wynikające z niego ograniczenia. Nie wychodził już na przykład z domu, a po mieszkaniu poruszał się z miejsca na miejsce na wózku inwalidzkim.

Z powodu tych ograniczeń co wieczór portier budynku przychodził pomóc położyć go do łóżka. Właśnie jednego z takich dni – jak burza wśród całkowitej ciszy – przeszedł gwałtowny kryzys, który spowodował zatrzymanie krążenia i oddechu.

Był wieczór 1 października 1992, między 22.30 a 23.00. Z pomocą portiera starzec starał się przesiąść z fotela na wózek inwalidzki, żeby jak zwykle zostać przewiezionym do sypialni. Kiedy wykonywał ten niewielki wysiłek, wywrócił oczami, spuścił głowę i przestał oddychać, a jego mięśnie zupełnie się rozluźniły. Jego żona, bardzo przestraszona, zadzwoniła natychmiast do swojego syna Alberta, kardiologa; miała szczęście, że zastała go w domu, gdzie jadł kolację z zaprzyjaźnionym małżeństwem.

Isabel A., żona lekarza, opowiada, że mąż, w towarzystwie Carlosa, przyjaciela zaproszonego na kolację, natychmiast pojechał do domu swojego ojca, i dodaje: „Ja zostałam w domu z Sarą, żoną Carlosa, i podczas oczekiwania na wiadomości o tym, co dzieje się z moim teściem – chociaż byłam pewna, że to coś bardzo poważnego – odmówiłam z wielką ufnością modlitwę z obrazka do bł. Josemaríi Escrivy, któremu zawsze polecam problemy, które się pojawiają u nas, zwłaszcza problemy moich dzieci, męża i domowe. Tamtego wieczoru pozostawiłam w jego rękach wyzdrowienie mojego teścia, ponieważ wydawało mi się, że byłoby to trudne do osiągnięcia po ludzku, zarówno ze względu na jego wiek, jak i wcześniejsze choroby: parę lat wcześniej przeszedł zawał serca”.

Oddajmy jednak głos dr Albertowi Ch., którego świadectwo – jak już powiedzieliśmy – jest najbardziej kompletne i uprawnione, aby w sposób najpełniejszy i najpewniejszy przekazać to, co się wydarzyło tamtej nocy z 1 na 2 października 1992.



1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   22


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna