Capucci Flavio Tak, dziś również dzieją się cuda



Pobieranie 0.54 Mb.
Strona3/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.54 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22

Ocena lekarzy

Jak powiedzieliśmy wcześniej, siostra Concepción zwlekała jakiś czas z poinformowaniem lekarzy o swoim nagłym wyzdrowieniu. W końcu udała się do stałego lekarza; w badaniach klinicznych dr José W. stwierdził zniknięcie mas guzowatych na ramieniu i na stopie. Skierował ją na prześwietlenia, które wykonano 28 lipca 1976 r. Lekarz porównał je ze zdjęciami z 1975 r. i zwróciło jego uwagę – jak podkreśla w swoim świadectwie – kompletne zniknięcie zmian nowotworowych. Widoczne były jedynie zagęszczenia w obrazie radiologicznym, które zdawały się odpowiadać osadom wapnia w torebce stawowej ramienia.

W czasie choroby siostry Concepción hipoteza lekarzy była następująca: rak z przerzutami. Kiedy stwierdzono istnienie krwawiącego wrzodu żołądka, przypuszczano, że to mogło być główną przyczyną choroby; narośle na ramieniu, stopie i dłoni byłyby więc przerzutami. Nigdy jednak nie udało się postawić tej diagnozy, ponieważ nie odważono się poddać chorej – z powodu jej ciężkiego stanu i osłabienia – nawet zabiegowi małej chirurgii, jakim jest pobranie próbki do analizy. Poza tym, stwierdzając szybki rozwój choroby, przypuszczano, że rychły jest jej nieszczęśliwy koniec. Zdecydowano więc zostawić w spokoju chorą, wobec której – jak już zaznaczyliśmy – nie zastosowano żadnego leczenia. Przepisano jej tylko środki przeciwbólowe dla ulżenia silnym bólom.

W tych okolicznościach całkowite i nagłe wyzdrowienie mogłoby pozostawić w ukryciu rzeczywistą przyczynę choroby. Chyba że zostałaby jakaś niewielka pozostałość, którą można by poddać badaniu histopatologicznemu. I tak się właśnie stało. Podczas gdy większe masy guzowate (na ramieniu i na stopie) znikły bez śladu, na kciuku prawej dłoni pozostała niewielka resztka, która mogła posłużyć do biopsji. W rzeczywistości nie można nazwać tego właściwym guzem: lekarz, który pobierał próbkę, opisał to jako zwykłe „miejscowe stwardnienie w miejscu, w którym był obrzęk”, odróżniając go od prawdziwego guza. Było to jednak opatrznościowe, ponieważ analiza tej niewielkiej pozostałości pozwoliła postawić pewną diagnozę choroby, a w konsekwencji potwierdzić brak naturalnego wytłumaczenia jej nagłego ustąpienia.

Pobrania próbki dokonano w sierpniu 1976 r. Potem, w październiku 1977 r., usunięto do końca pozostały guzek, który nie wykazywał żadnej aktywności. Badania histopatologiczne wykazały, że chodziło tu o odkładanie się w skórze zwapniałych guzków tłuszczowych, chorobę, która – mimo iż jest łagodna, to znaczy sama z siebie nie prowadzi do śmierci – może spowodować poważne problemy, w zależności od umiejscowienia, rozmiaru i ilości mas guzowatych. W każdym razie jest to choroba, której się nie leczy, ani też nie ustępuje ona samoistnie: zawsze potrzebna jest interwencja chirurgiczna. Była to więc choroba nowotworowa, która nie miała nic wspólnego z dolegliwościami przewodu pokarmowego.

Na tym jednak nie kończy się cudowna interwencja owej nocy w czerwcu 1976 r. W czasie kiedy znikały masy guzowate (co w pierwszej chwili najbardziej zwracało uwagę), ogólny stan siostry Concepción zaczął się szybko polepszać. Ustały nagle krwawienia z przewodu pokarmowego i pozostałe objawy również stopniowo zanikły. Profesor Ortiz de Landázuri, słynny lekarz, który przeprowadził kompleksowe badania tego przypadku, oświadczył w procesie archidiecezjalnym: „Od owej nocy w czerwcu 1976 r., w której zniknął obrzęk lewego ramienia i guzy lewej stopy, stan ogólny chorej również zmieniał się w sposób zadziwiający”.

I tak siostra Concepción została uzdrowiona zarówno z choroby nowotworowej, jak i z choroby układu pokarmowego, bezpośrednio odpowiedzialnej za jej szybko postępujące osłabienie. W sierpniu 1976 r., w niecałe dwa miesiące po uzdrowieniu, praktycznie ustąpiła już poważna niedokrwistość. Na prześwietleniu wykonanym w październiku 1977 nie było śladów wrzodu żołądka.

Jedna z siostrzenic siostry Concepción, która odwiedzała ją kilkakrotnie w czasie choroby, zdała sobie sprawę z całkowitego uzdrowienia ciotki w kilka miesięcy po tym, kiedy miało ono miejsce. Mówi ona: „Nie mogę podać dokładnie, kiedy zaczęła mniej ostrą dietę, od tej, jaką miała w czasie choroby wrzodowej. Pamiętam, że koło Bożego Narodzenia 1976 była w moim domu i powiedziała mi, że je nawet kiełbasę i czuje się dobrze. W to samo Boże Narodzenie urodziłam syna i siostra Concepción zaofiarowała się poprowadzić dom, a przecież przy mojej czwórce dzieci jest tyle roboty; i pomogła we wszystkim mojej matce, czując się dobrze”.


***
Po tym uzdrowieniu, uznanym przez Kościół za cudowne, siostra Concepción Boullón żyła jeszcze dwanaście lat, bez żadnych pozostałości obydwu chorób, z których została uleczona przez wstawiennictwo Założyciela Opus Dei. Oświadczenia wszystkich świadków (zakonnic, krewnych, lekarzy) są całkowicie zgodne: siostra Concepción cieszyła się w ostatnich latach swojego życia zdrowiem, które można uważać za normalne w jej wieku.

W ostatnich latach zaczęły występować u niej objawy powolnego rozwoju miażdżycopochodnego stwardnienia nerek (postępującego starzenia się tkanki nerkowej), ze wzrostem mocznika we krwi (mocznica) i innymi objawami właściwymi dla tej choroby wieku starczego. Jak przyznali jednomyślnie wszyscy biegli lekarze, choroba ta nie miała żadnego związku z tymi, z których została uzdrowiona.

Siostra Concepción Boullón zmarła z pogodą ducha 22 listopada 1988 r. Jedyną przyczyną jej śmierci, według oficjalnego lekarskiego świadectwa zgonu, był przewlekły proces stwardnienia nerek, na które cierpiała w ostatnim czasie. Miała 82 lata, kiedy Pan wezwał ją do Siebie. Nie mogła cieszyć się oglądaniem beatyfikacji ks. Escrivy na ziemi, ale z pewnością bardzo cieszyła się z tego w niebie.


Dzięki modlitwie przyjaciółki


Przypadek dziedzicznej i nieuleczalnej choroby Rendu-Oslera, która całkowicie zanika (październik 1977)6
W Księgach Świętych często wychwala się przyjaźń. Wystarczy wspomnieć m.in. pasjonującą historię braterskiej przyjaźni Dawida i Jonatana (zob. 1 Sam 19,1nn), żeby uznać wartość tej cnoty ludzkiej. Sam Chrystus, pragnąc okazać ogromną miłość, jaką darzy swoich uczniów, nazywa ich przyjaciółmi. Mówi im, że właśnie ze względu na fakt, że są Jego przyjaciółmi, dał im poznać to wszystko, co usłyszał od swojego Ojca (zob. J 15,15).

Przyjaciel kocha w każdym czasie, a bratem się staje w nieszczęściu (Prz 17,17), mówi Księga Przysłów. I rzeczywiście, nie ma właściwszej chwili na okazanie przyjaźni niż ta, kiedy przyjaciel cierpi na duszy lub ciele. Nieraz bowiem zdarza się przyjaciel tylko z imienia (Syr 37,1). Natomiast prawdziwa i bezinteresowna przyjaźń sprawdza się w utrapieniu.

Te rozważania nie są zbędne na początku relacji o innym cudzie przypisanym wstawiennictwu Założyciela Opus Dei. Błogosławiony Josemaría bardzo cenił cnotę przyjaźni, do tego stopnia, iż uważał ją za uprzywilejowaną drogę zbliżania dusz do Boga. W tej relacji przyjaźń również ma dominujące znaczenie. Bohaterka tej historii wyzdrowiała całkowicie z nieuleczalnej i postępującej choroby tylko dzięki uporowi i ufności, z jaką jej przyjaciółka wzywała ks. Escrivę de Balaguera od chwili jego odejścia do nieba.

Doprawdy, jak mówi Pismo Święte, wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za jego wielką wartość (Syr 6,14-15).

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna