Charles Péguy i Żydzi. Mistyka przyjaźni



Pobieranie 43.04 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar43.04 Kb.



Katarzyna Maria R. Pereira

Charles Péguy i Żydzi.

Mistyka przyjaźni

Jezus zdołał zaszczepić niepokój żydowski w ciele chrześcijanina. Tego było trzeba (...). A Jezus nie mógł (a może nie chciał) zaszczepić żydowskiej cierpliwości w chrześcijańskim ciele. Tego także było trzeba, tego trzeba było podwójnie, aby mógł narodzić się taki Pascal, by można było osiągnąć ten bezmiar strapienia, te piaskową pustynię, tę otchłań melancholii.

Charles Péguy, Załączona nota o panu Kartezjuszu1

Liczni biografowie, przyjaciele i krytycy Charles’a Péguy stwierdzają, że życie i twórczość tego filozofa i poety z przełomu poprzednich wieków są nierozerwalnie związane z Izraelem i Kościołem zarazem. Na pewno jest fenomenem: niezmiennie wierne przywiązanie Żydów do tego autora (Gershom Scholem, Walter Benjamin i wielu innych), uznanie go za jednego z czołowych teologów chrześcijaństwa czasów modernizmu (Hans Urs von Balthasar), nowa lektura jego dzieła przez ludzi francuskiej post-lewicy (Éric CAHM, Péguy et le nationalisme français, Amitié Charles Péguy, Paryż 1972; Alain Finkielkraut Le mécontemporain, Gallimard, Paryż 1991) są dowodem na wielowarstwowość i bogactwo tej postaci. Nazywany „człowiekiem przygranicza” (homme aux frontières), sam nie będąc Żydem – zarówno poprzez swe dzieło, osobiste przyjaźnie jak i niepowtarzalną duchowość – przetarł pewien samotny szlak i pozostaje bezsprzecznie jednym z najoryginalniejszych pionierów autentycznego ekumenizmu. Dla tego pisarza Żydzi to najpierw jego konkretni przyjaciele – szkolni, potem partyjni, wreszcie i „mistyczni”. Całe życie obraca się w ich towarzystwie, większość prenumeratorów założonego przez niego w 1900 roku pisma Cahiers de la Quinzaine to Żydzi. Jest to też, według niego, „naród proroków”, czy tego chcą czy nie. W swoim ostatnim, niedokończonym i pośmiertnie wydanym eseju Note conjointe sur M. Descartes et la philosophie cartésienne [Załączona nota o panu Kartezjuszu i filozofii kartezjańskiej], długo po własnym powrocie do katolicyzmu napisze: „Gdy pomiędzy najlepszymi przyjaciółmi (...) człowiek ma, tak jak ja, protestantów i żydów, szybko zauważa, że nie mogą oni sobie wyobrazić, kto to taki – katolik. A protestanci są jeszcze dalej, jeszcze mniej zdolni wyobrazić to sobie niż żydzi”2.

Péguy ma szczęście do przyjaciół: wychowany na przedmieściach Orleanu przez matkę i babkę, dwie ubogie kobiety utrzymujące się z chałupniczej pracy wyplatania krzeseł (ojciec umiera zaledwie parę miesięcy po narodzeniu chłopca), jako wybitnie zdolny uczeń zostaje wcześnie zauważony i pokierowany. Dzięki ojcowskiej trosce dyrektora szkoły, pedagoga i republikanina pasjonata, otrzymuje stypendium i staranne wykształcenie. W młodości gorący socjalista: pierwsze swe kroki stawia wśród Żydów. Jego wejście w środowisko – już w école Normale Supйrieure, do której uczęszcza od 1894 roku – następuje z inspiracji i w otoczeniu przyjaciół żydowskiego pochodzenia, m.in. bibliotekarza Lucjana Herr i licznych kolegów, takich jak choćby Albert Mathiez, Albert Lévy, Leon Blum i wielu innych. Péguy pozostaje członkiem partii socjalistycznej aż do swojego zerwania z Unią w 1899 roku. W międzyczasie wybucha sprawa Dreyfusa, brzemienna w moralne, polityczne i społeczne skutki nie tylko dla Francji i całego pokolenia młodych Francuzów. Jako klasyczny przykład antysemityzmu i oczywistej niesprawiedliwości będzie to dla Péguy’ego ten typ wydarzenia, w którym należy zająć zdecydowaną postawę i przeciwstawić się złu z całą mocą. Od lutego 1898 roku pisarz bierze czynny udział w kampanii na rzecz rewizji wyroku skazującego: często kontaktuje się z Zolą i Jaurès’em, podpisuje petycje, publikuje liczne artykuły w prasie socjalistycznej. W maju tego samego roku zakłada księgarnię socjalistyczną, poświęcając na ten cel posag świeżo poślubionej sobie Charlotte, siostry nagle zmarłego na tyfus przyjaciela – Marcela Baudouin. Nowa księgarnia ma grupować wokół siebie zawiązaną podczas sprawy Dreyfusa wspólnotę młodych zapaleńców, wspomagając ich w walce przy pomocy słowa. Kiedy na „gorszącym” (jak sam go określi) zjeździe organizacji socjalistycznych w grudniu 1899 roku przegłosowana zostaje decyzja o wprowadzeniu wewnętrznej cenzury partii na publikacje jej członków, Péguy definitywnie opuszcza jej szeregi. Od tej pory poświęci się prawie całkowicie nowemu zadaniu: z jego inicjatywy powstaje periodyk i wydawnictwo Cahiers de la Quinzaine, do dziś uważane przez wielu za dzieło wielkie i absolutnie unikalne.

Większość sympatyków, współpracowników i wiernych prenumeratorów Zeszytów rekrutuje się spośród osób jeśli nie wyznania mojżeszowego, to przynajmniej pochodzenia żydowskiego; wystarczy wymienić zaledwie niektórych: Julien Benda, Bernard-Lazare, Lucien Lévy, Edmond-Maurice Fleg, Daniel Halévy, Jules Isaac, Edmond-Maurice Lévy, Pierre Marcel (Pierre Marcel Lévy), Raïssa Maritain (żona Jacques’a), Eddy Marix, Gaston Raphaлl, René Salomé, André Spire i wielu innych. Wśród nich wielka, niespełniona miłość poety – Blanche, siostra poety Gastona Raphaëla oraz mistrz, nauczyciel filozofii i potomek polskich chasydów, Henri Bergson. Péguy określi go mianem genialnego dowódcy w decydującej bitwie, jaką myśli ludzka toczy przeciw przekleństwu „modernizmu”, przeciw duchowi sklerozy intelektualnej i duchowej, przeciw pragmatyzmowi współczesnych. Jest to bitwa o dostrzeżenie wagi chwili obecnej, chwili przejścia Boga. Wreszcie posiada Péguy nawet swojego „hebrajskiego kapelana” – jak sam nazywa bliskiego przyjaciela, ortodoksyjnego Żyda, Edmunda-Maurycego Lévy.

Osią wymienionej już Załączonej noty o Kartezjuszu jest obraz dwóch „spacerujących przyjaciół”. Jeden jest Żydem, drugi – Francuzem i katolikiem. Ich charakterystyka wydaje się bardzo wymowna: „Tajemne upodobanie sprowadza ich ku sobie (...) z zakątków najbardziej tajemnych i (najlepiej) ze stronnictw najbardziej sobie przeciwstawnych. Nie mam na myśli jedynie najbardziej sobie przeciwstawnych stronnictw politycznych. Mam na myśli również najbardziej przeciwstawne sobie stronnictwa intelektualne, najbardziej ze sobą skłócone «»stronnictwa duchowe”. Obaj lubią dobrych graczy. Obaj przedkładają partnerów nad zwolenników. Oni rozpoznają się zanim padnie między nimi choćby jedno słowo. Obaj w jakiś tajemniczy sposób przejawiają upodobanie do przeciwnika. (...) Przypuszczamy, że obu rozświetla owo wzajemne na siebie spoglądanie, że łączy ich obopólne porozumienie, ożywia wzajemny szacunek. Zarówno obaj razem jak i jeden wobec drugiego trwają w pewnego rodzaju zmowie: znają nieporównywalną godność myślenia, na przekór całej reszcie świata, na przekór wszystkim barbarzyńcom. Oni zdają się rozumieć, że nie ma czegoś tak ważnego i równie poważnego jak myśl”3. Owa całkowicie prosta i banalna scenka, w której „dwóch przyjaciół” – pomimo dzielących ich różnic – „filozofuje” ze sobą, ucząc się „patrzeć oczami drugiego”, przekazuje fragment konkretnej rzeczywistości z życia Péguy’ego. Chodzi o jego regularne spotkania z żydowskim przyjacielem, Julianem Bendą, w przeciągu czterech lat poprzedzających I wojnę światową. Jak sam opisuje po latach Benda, po wyjściu z księgarni Péguy’ego siadali razem w którejś z kawiarenek bulwaru Saint-Michel, a potem jedli kolację w „Closerie des Lilas”. Jednocześnie opisany przez pisarza spacer stanowić może swoisty symbol jego własnego powołania: niczym profetyczna figura zawiera w sobie istotne cechy autentycznego dialogu żydowsko-chrześcijańskiego oraz relacji, jaka zachodzi między ludami obu Testamentów Biblii4.

Péguy zarówno w swoim myśleniu o Historii zbawienia jak i patrzeniu na otaczający go świat łączy niezmiennie losy Izraela i Kościoła, Żydów i chrześcijan. Jak pisze, poprzez całe biblijne dzieje przesuwają się wątki posłuszeństwa, a zarazem buntu Izraelitów wobec Boga i Jego proroków: „Nie rozpoznawanie proroków przez Izrael, jednak prowadzenie Izraela przez proroków, to cała historia Izraela”. Jednak w tym nie-rozpoznawaniu proroków Izrael zapowiada Kościół, jeden jest figurą drugiego: „Nie rozpoznanie świętych przez grzeszników, a jednak (mimo to) zbawienie grzeszników dzięki świętym, to cała historia chrześcijaństwa”5. Prorok i święty stoją na skrzyżowaniu dwóch ścierających się ze sobą światów: z jednej strony życie łaski (nieprzewidywalne i tajemnicze życie Boga w sercu człowieka i w sercu ludzkich dziejów), z drugiej – udająca życie śmierć (doktryna „świętego spokoju”, wygodnego zainstalowania się, rutyny, zgody na umowność wszelkich wartości). Motyw ten powraca u pisarza wielokrotnie i dotyka samej istoty jego egzystencjalnego doświadczenia. Także w analizie „owej nieśmiertelnej sprawy Dreyfusa” i losu jej uczestników pisarz rozwija ten temat: „Żyła swoją mistyką. Umarła na skutek swojej polityki”6. Opozycja ta stanie się jednym z centralnych tematów jego refleksji: uważa, że ten nieustający konflikt jest przyczyną straszliwego w skutkach dramatu i że to on rządzi pewnym „mechanizmem” wydarzeń historii. Cały Izrael, włącznie ze swoją historią po narodzeniu chrześcijaństwa, wciela tę właśnie profetyczną rolę, najczęściej wbrew sobie. Chciałby – niczym biblijny Jonasz – uciec jak najdalej od wewnętrznego nakazu silniejszego niż naturalny instynkt samozachowawczy:

„Stąd nieprawdopodobne rozdarcia, najboleśniejsze wewnętrzne antagonizmy, jakie mogą zaistnieć między mistyką a polityką. Lud kupców. I ten sam lud proroków. Jedni wiedzą za drugich, co to znaczy klęski. Jedni wiedzą za drugich, co znaczą ruiny; zawsze i zawsze ruiny; usypisko ruin; mieszkać, przechodzić pośród ludu ruin, pośród miasta ruin. Znam dobrze ten lud. Nie ma on na ciele ani jednego punktu, który nie byłby bolesny, który nie byłby dawnym siniakiem, dawną kontuzją, głuchym bólem, wspomnieniem głuchego bólu, blizną, raną, uderzeniem ze Wschodu lub z Zachodu.Niosą wszystkie swoje rany i wszystkie rany innych”7.

Temat profetycznej roli Izraela w historii świata powróci jeszcze w ostatnim dziele Péguy’ego, urwanym w połowie zdania, kiedy zmobilizowany w sierpniu 1914 roku udaje się na front: „Żyd jest zwyciężonym od siedemdziesięciu, od dziewięćdziesięciu wieków: w tym tkwi jego (od)wieczna siła. Także jego (od)wieczne zwycięstwo. Żyd jest nieszczęśliwy od Ewy i od Adama począwszy i poprzez wygnanie stał się figurą rozproszenia. Oto źródła jego (od)wiecznej cierpliwości i czegoś na kształt szczęścia. Żyd zmuszony jest niepostrzeżenie przemykać się z jednego stulecia w drugie: stąd jego (od)wieczna odporność karku...8”.

Bernard-Lazare, jeden z pierwszych i najodważniejszych obrońców kapitana Dreyfusa, opuszczony niebawem przez większość niegdysiejszych sprzymierzeńców, zlekceważony i pozostawiony na pastwę ubóstwa materialnego, jest według Péguy’ego „jednym z największych proroków Izraela”. Prorok to ten, który choć na chwilę sprawia, że zwycięża właśnie mistyka nad polityką, święte szaleństwo nad ludzką mądrością i wyrachowaniem, bezinteresowność nad chłodną kalkulacją: „Jeszcze raz szaleństwo miało odnieść zwycięstwo – w tej rasie wybranej – nad niepokojem i strachem. Niebawem wszyscy, lub prawie wszyscy, pomaszerowali. Bo kiedy jakiś prorok przemawia w Izraelu, wszyscy go nienawidzą, wszyscy podziwiają, wszyscy za nim podążają”9. Prorok to wreszcie ten, który budzi ze snu, samotnie woła, nie oczekując wdzięczności, często skupiając na sobie owoce gniewu i frustracji tych, których ostrzega. Jako potomek i dziedzic Starego Przymierza, Bernard-Lazare pozostaje strażnikiem jego aktualności; to także prawdziwy syn swego ludu, który dla swoich braci, „dla wszystkich tych nieszczęśników, wszystkich prześladowanych był jeszcze niczym iskra, niczym zapłon pochodni, która nie zagaśnie już nigdy”10. Człowiek, którego serce nie może przestać płonąć. Oto jego opis dowodzący niezwykłej czułości patrzenia:

„Jeszcze czuję na sobie jego spojrzenie krótkowidza, inteligentne i dobre, pełne niezwyciężonej, przenikliwej, światłej, oświecającej, świetlistej delikatności, pełne niezmordowanej, wszystkowidzącej, światłej, wolnej od złudzeń, nieuleczalnej dobroci. Kiedy ktoś nosi binokle głęboko osadzone na tłustym nosie, zagradzające, zasłaniające szybą dwoje dobrych oczu krótkowidza, człowiek nowożytny nie potrafi dostrzec, nie potrafi zobaczyć spojrzenia, ognia skrzesanego przed pięćdziesięcioma wiekami. Ale ja podszedłem blisko...”11

Jest jeszcze jedna prorocka cecha Izraela: niepokój zakorzeniony w bojaźni Bożej. Péguy przyzywa nieraz ów „żydowski niepokój”, który poprzez przejście Starego Testamentu w Nowy przekazany został chrześcijanom. Misja Izraela to właśnie być fermentem, źródłem takiej niepewności i takiego niepokoju, które poprzez poczucie własnej bezradności przywołują do świętej bojaźni Bożej i – w konsekwencji – sprowadzają ratunek dla pierwiastka duchowego, otwierając na życie wewnętrzne. Ów święty niepokój, niemożność wygodnego zainstalowania się, pewnego rodzaju gnanie ku nieznanemu jest może tego narodu główną wadą i główną zaletą zarazem: „Być gdzie indziej, wielka wada tej rasy, wielka utajona cnota; wielkie powołanie tego ludu (...) Każde przejście dla nich to przejście przez pustynię. Najwygodniejsze domostwa, najlepiej położone, z wielkich niczym kolumny w świątyni kamieni, najbardziej nieruchome nieruchomości, najbardziej przytłaczające budynki nie są dla nich nigdy niczym więcej, niż na pustyni namiot (...) Lud, dla którego budulec domostwa będzie zawsze płótnem namiotów”12.

Pisarz inaczej niż to robią Leon Bloy czy Claudel podchodzi do „kwestii żydowskiej”: zamiast teologicznych dowodów czy rozważań podnosi do rangi mistycznego znaku samo „doczesne” trwanie żydowskiego narodu. Walczy z antysemityzmem poprzez osobiste zaangażowanie w los Żydów. Mówi, że „antysemici nie znają Żydów” lub znają tylko bogatych. On zna prawie wyłącznie tych ubogich, nawet nędznych – i to oni są dla niego znakiem: „Sam ubogi złożę świadectwo na rzecz ubogich Żydów. We wspólnym ubóstwie, w znoszonej wspólnie przez dwadzieścia lat nędzy zawsze mogłem na nich liczyć: zawsze okazywali się pewnymi, wiernymi, oddanymi, solidnymi; w swoim przywiązaniu głęboko czcili mistykę niezachwianej przyjaźni. A zasługa ich jest tym większa, tym większa od naszej cnota, że bezustannie walczyć muszą z oskarżeniami, obwiniani i oczerniani przez antysemitów o to, co jest ich dokładnym przeciwieństwem”13.

Finkielkraut, który uważa Péguy’ego za „największego proroka nadziei wieku XX”, ustawia jego „gwiazdę” na antypodach Nietzschego – filozofa rozpaczy i buntu. Péguy przez całe życie naznaczony jest cierpieniem: dotkliwa bieda w dzieciństwie i młodości, choroby własne i dzieci, niezrozumienie, nieszczęście w małżeństwie, niespełniona miłość, z której rezygnuje dla dobra rodziny, własny temperament, nieustanna bliskość groźby bankructwa i neurastenii, bolesne rozczarowania z powodu odchodzących przyjaciół. Właściwie ciągle odkrywa nędzę własną i całej ludzkiej kondycji; mało kto jak on potrafi dotknąć sedna degradującej człowieka powolnej śmierci, zużycia sił fizycznych i duchowych, starzenia się, wyniszczenia: „Strata nie do naprawienia, staczanie się, upadek, nieuniknione marnowanie życia. I to jest egzystencja właśnie, i życie i starzenie się”14. Jednak fakt, że nigdy nie zatrzymuje się na kontemplowaniu własnego cierpienia, że nigdy nie przestaje pochylać się nad cierpieniem „cudzym”, że dąży do coraz głębszego zrozumienia misji miłowania człowieka – wszystko to sprawia, że właśnie na samym dnie opuszczenia i poczucia przygniatającej potęgi prawa śmierci odnajduje bliskość z doświadczeniem ludu Izraela i proroków Biblii. I to ono wreszcie doprowadza go w punkcie zerowym wielkiej pokusy rozpaczy do empatii z cierpiącym w Chrystusie Bogu-Człowieku. Rozważanie tajemnicy „wewnętrznego życia Boga”, odkrycie fenomenalnej wagi oraz wyjątkowości wydarzenia Wcielenia i kenozy Stwórcy z miłości do Stworzenia stanie się dla pisarza przyczyną jego własnego przylgnięcia do Osoby Jezusa. Jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, Hans Urs von Balthazar, powie o nim z mocą: „Nikt nigdy nie pisał tak po chrześcijańsku”. Ale znowu paradoks Péguy’ego: wielki badacz i nauczyciel zagadnień mistyki żydowskiej, Gershom Scholem, ma także o tym zadziwiającym człowieku coś bardzo osobistego do powiedzenia (słowa te wypowiedział w Niemczech niedługo po zakończeniu II wojny światowej): „Nikt spoza świata żydowskiego nie zrozumiał tak dogłębnie żydowskiego losu jak Charles Péguy. Gdyby jeszcze żył, nie bylibyśmy tak osamotnieni”.

The paper was delivered at the “Assumption Readings” International Theological Conference in September in 2007 in Kyiv



1 „Jésus a pu greffer l’inquiétude juive dans le corps chrétien. Il fallait cela (...) Et Jésus n’a pas pu, (ou n’a pas voulu), greffer la patience juive dans le corps chrétien. Il fallait cela aussi, il fallait doublement cela pour que fût produit un Pascal, pour que fussent obtenus ce puits de détresse, ce désert de sables, cet abîme de mélancolie” (Charles Péguy, Note conjointe sur M. Descartes et la philosophie cartésienne, w : Œuvres en prose complètes III, „Bibliothèque de la Pléiade”, Gallimard, Paryż 1992, s. 1293). Wszystkie tłumaczenia fragmentów prozy Charles’a Péguy na język polski zawarte w niniejszym artykule – Maria Żurowska. Część z nich pochodzi z monografii Charles PéguyCzłowiek dialogu, Akade, Kraków 2003.

2 „Quand on a ses principaux amis (...) comme je les ai, chez les protestants et chez les juifs, on s'aperçoit bientôt, on sait qu’ils ne peuvent pas se représenter ce que c'est qu'un catholique. Et les protestants sont encore plus éloignés, plus incapables de se le représenter que les juifs” (Ibid., s. 1476).

3 „Un goût secret les rassemble (...) des coins les plus secrets et de préférence des partis les plus contraires. Je ne dis pas seulement des partis politiques les plus contraires. Je dis aussi des partis intellectuels les plus contraires, des partis spirituels les plus contraires. Ils aiment les beaux joueurs. Ils aiment mieux les partenaires que les partisans. Ils se reconnaissent entre eux avant que de s'être dit un mot. Ils ont un goût secret pour l'adversaire. (...) Tous les deux nous les supposerons éclairés de ce mutuel regard, entendus de cette mutuelle entente, animés de ce mutuel respect. Tous les deux et l'un vers l'autre ils sont mutuellement complices de ceci: qu'ils savent l'incomparable dignité de la pensée, qu'envers et contre tout le reste du monde, envers et contre tous les barbares ils savent que rien n'est aussi grave et aussi sérieux que la pensée” (Ibid., s. 1284-1285).


4 Jego dramatycznie aktualna potrzeba wciąż na nowo odsłania się na naszych oczach. (Pewna scena z ostatniej wojny wydaje się żywą ilustracją tej prawdy: w jednym z hitlerowskich obozów koncentracyjnych, z braku innej możliwości odmawiania modlitw i czytania Biblii, katolicki ksiądz i żydowski rabin modlili się razem, posługując się tym samym psałterzem).

5 „La méconaissance des prophètes par Israël et pourtant la conduite d’Israël par les prophètes, c’est toute l’histoire d’Israël. / La méconaissance des saints par les pécheurs et pourtant le salut des pécheurs par les saints, c’est toute l’histoire chrétienne” (Charles Péguy, Notre jeunesse, w : Œuvres en prose complètes III, „Bibliothèque de la Pléiade”, Gallimard, Paryż 1992, s. 56).

6 „[...] cette immortelle affaire Dreyfus. Elle fut, comme toute affaire qui se respecte, une affaire essentiellement mystique. Elle vivait de sa mystique. Elle est morte de sa politique” (Ibid., s. 41).

7 „De là des déchirements incroyables, les plus douloureux antagonismes intérieurs qu’il y a eu peut-être entre une mystique et une politique. Peuple de marchands. Le même peuple de prophètes. Les uns savent pour les autres ce que c’est que les calamités. Les uns savent pour les autres ce que c’est que des ruines ; toujours et toujours des ruines ; un amoncellement de ruines ; habiter, passer dans un peuple de ruines, dans une ville de ruines. Je connais bien ce peuple. Il n’a pas sur la peau un point qui ne soit pas douloureux, où il n’y ait un ancien bleu, une ancienne contusion, une douleur sourde, la mémoire d’une douleur sourde, un cicatrice, une blessure, une meurtrissure d’Orient ou d’Occident. Ils ont les leurs, et toutes celles des autres” (Ibid., s. 52-53).

8 „Le Juif est vaincu depuis septante et nonante siècles : là est son éternelle force. Et là aussi sa victoire éternelle. Le Juif est malhaureux depuis Ève et depuis Adam et par l’expulsion il a figuré la dispersion : là est son éternelle patience et comme une sorte de bonheur. Le Juif est forcé de filer doux dans les siècles et dans les siècles : de là le raidissement éternel de leurs nuques” (Charles Péguy, Note conjointe, op. cit., s. 1292).

9 „Une fois de plus, la folie devait l’emporter, dans cette race élue de l’inquiétude. Plus tard, bientôt tous, ou preque tous, marchèrent, prce que quand un prophète a parlé en Israël, tous le haïssent, tous l’admirent, tous le suivent (Charles Péguy, Notre jeunesse, op. cit., s. 54).

10 „Il était pour tous ces misérables, pour tous ces persécutés, un éclair encore, un rallumage du flambeau qui éternellement ne s’éteindra point” (Ibid., s. 77).

11 „Je vois encore sur moi son regard de myope, si intelligent et ensemble si bon, d’une si invincible, si intelligente, si éclairée, si éclairante, si lumineuse douceur, d’une si inlassable, si renseignée, si éclairée, si désabusée, si incurable bonté. Parce qu’un homme porte un binocle bien planté sur un nez gras barrant, vitrant deux bons gros yeux de myope, le moderne ne sait pas reconnaître, il ne sait pas voir le regard, le feu allumé il y a cinquante siècles. Mais moi je l’ai approché (Ibid., s. 63-64).

12 „Être ailleurs, le grand vice de cette race, la grande vertu secrète ; la grande vocation de ce peuple [...] Toute traversée pour eux est la traversée du désert. Les maisons les plus confortables, les mieux assises, avec des pierres de taille grosses comme les colonnes du temple, les maisons les plus immobilières, les plus immeubles, les immeubles les plus écrasants, ne sont jamais pour eux que la tente dans le désert [...] Peuple pour qui la pierre des maisons sera toujours la toile des tentes” (Ibid., s. 80-81).

13 „Pauvre je porterai témoignage pour les Juifs pauvres. Dans la commune pauvreté, dans la misère commune pendant vingt ans je les ai trouvés d’une sûreté, d’une fidélité, d’un dévouement, d’une solidité, d’un attachement, d’une mystique, d’une piété dans l’amitié inébranlable. Ils y ont d’autant plus de mértite, ils y ont d’autant plus de vertu qu’en même temps, en plus de nous, ils ont sans cesse à lutter contre les accusations, contre les inculpations, contre les calomnies de l’antisémitisme, qui sont précisément toutes les accuations du contraire” (Ibid., s. 135).

14 „Perte irréparable, descente, chute, inévitable déperdition de la vie. / Et qui est l’existence et la vie et le vieillissement même” (Charles Péguy, Le Porche du mystère de la deuxième vertu, w : Œuvres poétiques complètes, „Bibliothèque de la Pléiade”, Gallimard, Paryż 1975, s. 554).





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna