CZĘŚĆ pierwsza. Lata 1926–1939



Pobieranie 269.3 Kb.
Strona1/4
Data07.05.2016
Rozmiar269.3 Kb.
  1   2   3   4


CZĘŚĆ PIERWSZA. LATA 1926–1939
Analizę recepcji twórczości Jana Brzechwy w okresie międzywojennym rozpocznę od tekstów krytycznych z roku 1926, omawiających pierwszy tom poety zatytułowany Oblicza zmyślone, skończę na recenzjach zbioru wierszy dla dzieci Kaczka-Dziwaczka z roku 1939 (wydanie postdatowane, bo tak naprawdę książka ukazała się w 1938 roku). Przekazy krytyczne z tego trzynastolecia odnoszą się do pięciu tomików Brzechwy adresowanych do czytelnika dorosłego: wspomnianych już Obliczy zmyślonych, Talizmanów, Trzeciego kręgu, Piołunu i obłoku, Imienia wielkości oraz dwóch zbiorów poezji dla dzieci: Tańcowała igła z nitką i Kaczka-Dziwaczka. Wymienione pozycje nie obejmują jednak całego dorobku literackiego Jana Brzechwy z Dwudziestolecia Międzywojennego. Nie wolno bowiem zapominać, że późniejszy autor Akademii pana Kleksa od roku 1918 pod pseudonimem Szer-Szeń1 pisywał wiersze satyryczne, monologi, skecze, piosenki dla warszawskich kabaretów. Współpracował z „Argusem”, „Mirażem”, „Sfinksem”, „Czarnym Kotem”, teatrem studenckim „Gaudeamus” (tam poznał Tuwima), potem z „Qui Pro Quo”, „Stańczykiem”, teatrzykami rewiowymi „Wesoły Wieczór”, „Morskie Oko”, itp. Utwory Szer-Szenia mieli w swoim repertuarze najwybitniejsi artyści kabaretowi tamtych czasów: Helena Buczyńska, Jadwiga Bukojemska, Janina Madziarówna, Henryk Domański, Hanka Ordonówna. Ani wtedy ani nigdy potem nie wydano tych tekstów w formie książkowej. Sam ich twórca wspominał po latach: „Cała moja produkcja literacka owych czasów zginęła niemal beż śladu, a gdy jakieś z dawnych utworów trafiają dziś przypadkowo do moich rąk, oglądam je niby stare wyblakłe dagerotypy, z trudem rozeznając własne autorstwo”2. Część z tych utworów odnaleźć można w trzech numerach czasopisma „Estrada” z 1921 roku (nr 17 oraz dwa numery monograficzne poświęcone Szer-Szeniowi – nr 21 i 23). Kabaretiana autorstwa Jana Brzechwy nie stały się w Dwudziestoleciu Międzywojennym przedmiotem zainteresowania krytyki literackiej. Brak wypowiedzi krytycznych na temat tej części twórczości poety sprawił, że historię recepcji jego pisarstwa w okresie międzywojennym musiałam ograniczyć do tekstów omawiających tomiki liryczne.


  1. Oblicza zmyślone

Debiutem książkowym Jana Brzechwy był tom Oblicza zmyślone z 1926 roku. Zawiera on trzydzieści jeden wierszy podzielonych na cztery cykle: Godziny przemian, Dziesiąta noc, Legendy, Pieśni umarłych oraz poemat Ekspres zamykający tom i niewłączony do żadnego z cyklów. Recenzje zbioru ukazały się m.in. w „Bluszczu”, „Gazecie Literackiej”, „Głosie Narodu”, „Wiadomościach Literackich”. Czasopisma te reprezentowały różne środowiska, programy, poglądy na literaturę. „Bluszcz” to pismo skierowane do kobiet, propagujące emancypację (w wersji umiarkowanej), wiele miejsca poświęcające zagadnieniom kształcenia, psychologii, ale mogące się także pochwalić starannie prowadzonym działem literackim. „Gazeta Literacka”, założona przez radykalną grupę Litart (literacko-artystyczne koło akademickie działające na Uniwersytecie Jagiellońskim), miała zdecydowany profil ideowy. Wśród jej haseł programowych znalazły się: uniwersalizm, pacyfizm, humanistyczny kult człowieka, powiązanie sztuki z rzeczywistością3. „Głos Narodu” związany był z krakowską kurią biskupią, a jego orientację określano jako chrześcijańsko-demokratyczną. A najbardziej znane spośród tego grona „Wiadomości Literackie” otwierały swoje łamy dla przedstawicieli wszystkich szkół estetycznych, wyznawców różnych doktryn politycznych i ideologicznych, choć wyraźnie preferowały literaturę spod znaku „Skamandra”. W tekstach krytycznych publikowanych w tygodniku ujawniała się jednak niechęć do ugrupowań awangardowych (futuryści, Awangarda Krakowska), literatury ślepo ulegającej wpływom Młodej Polski ( tępiono wszelkie przejawy banalnej nastrojowości, za którą nie stała żadna głębsza treść).

Z wymienionych periodyków tylko „Bluszcz” poświęcił Obliczom zmyślonym osobny artykuł. W pozostałych czasopismach tom Jana Brzechwy stał się jedną z kilku pozycji omawianych w działach krytycznych. Co interesujące, „Wiadomości Literackie” recenzję debiutanckiej książki Brzechwy opublikowały w roku 1928, a więc dwa lata po jej ukazaniu się drukiem4.

Recenzje debiutanckiego zbioru poezji Jana Brzechwy różnią się między sobą pod względem oceny dzieła, da się jednak z nich wyczytać pewne wspólne tropy interpretacyjne. Autorzy, próbując ująć w słowa charakterystyczne cechy liryki młodego poety, uciekali się do następujących określeń:


Poezja Brzechwy jest z tych, których cień pada aż na gwiazdy. Czytając te dziwne, przedziwne wiersze uśmiechamy się pobłażliwie do prymitywu ich formy, jakże nieuległej wszelkim sezonowym receptom5.
Jednym z najdziwniejszych tomów wierszy, jakie ukazały się od „Zmroku gwiazd” Micińskiego, są „Oblicza zmyślone” Brzechwy; nie żeby równać je w skali, lub w napięciu, ale właśnie w samym gatunku, który jest obcy temu co dotychczas brano za poezję i który w pewnej mierze nie zbliża się do niej, a w pewnej mierze poza nią wykracza6.
O „dziwności” poezji Jana Brzechwy pisała również recenzentka „Bluszczu”. Na tym jednak zbieżność opinii krytyków się kończy. Autorka tekstu zamieszczonego w „Bluszczu” nazwała wiersze Brzechwy pięknymi, głęboko przemawiającymi do czytelnika. Na łamach „Gazety Literackiej” aprobatę wyraził Jerzy Braun, choć miał zastrzeżenia do formy utworów. Zaś Stefan Napierski, recenzent „Wiadomości Literackich”, nie odmawiając debiutantowi talentu, doceniając konsekwencję i wypracowanie własnego profilu, uznał jego twórczość za wtórną, przebrzmiałą, jałową, drażniącą aż nie do zniesienia. Jeszcze dalej posunął się Jarosław Janowski, który w artykule opublikowanym w „Głosie Narodu” nazwał młodego twórcę wierszopisem, a jego wiersze określił mianem mdłych i beznadziejnie konwencjonalnych.

Na czym, zdaniem piszących o Obliczach zmyślonych, polegała „inność” liryki Brzechwy? Krytycy podkreślali, że twórcy tomu nie pociągała rzeczywistość, uciekł w świat wyobraźni, fantazji, baśni, świat zamieszkany przez twory, których status ontologiczny jest niejasny – trudno rozstrzygnąć, czy to istoty cielesne czy bezcielesne, ludzie czy rośliny, zwierzęta, a może byty mieszane. W poetyckim świecie Brzechwy zatarły się różnice między „bytem, a niebytem, życiem a śmiercią, możliwością a niepodobieństwem, kształtem, a bezkształtem7. Wszystkie zdarzenia rozgrywają się na tle przyrody – wśród drzew, kwiatów, ziół, mórz. Brzechwa zagłębiał się w ów tajemniczy świat natury w poszukiwaniu wspólnego wszystkim stworzeniom rdzenia, chciał dotrzeć, jak pisał recenzent, do „bardzo w nas głęboko zatajonej wiedzy o wielkiej biologicznej jedności istnień”, a może nawet rozwiązać zagadkę bytu.


To obcowanie Brzechwy ze sprawami pozaintelektualnemi kieruje go do tworów bezsłownych, do cichego tajemniczego świata roślin i do tajemnicy zwierzęcego życia („Ludzie leśni”, „Śmierć zwierzęca”, „Zasadzka”). W tej umiejętności trafiania do roślinnej głębi ducha, gdzie mieści się w człowieku wspólne z innemi istotami źródło, w tem cofaniu się jakgdyby do mgławic kosmicznego chaosu (…) jest Brzechwy odrębność, jest trudność i urok jego poezji.8
Wymienione cechy poezji Jana Brzechwy zbliżały ją do twórczości Bolesława Leśmiana. Nie umknęło to uwadze krytyków. Zdaniem Neli Samotyhowej, obu autorów łączył podobny sposób obrazowania i poetycki intelektualizm. Jarosław Janowski w recenzji opublikowanej w „Głosie Narodu” stwierdzał, że reminiscencje z Leśmiana zaznaczają się w tonie wewnętrznym, budowie, wersyfikacji Obliczy zmyślonych. Zaś Jerzy Braun nazwał Jana Brzechwę po prostu „drugim Leśmianem”. Recenzenci przyznawali, że pisarstwo Brzechwy pozostawało pod bardzo silnym wpływem Leśmiana, różniła ich jednak ocena tego faktu. Janowski uważał, że jedynie w utworach, którym patronuje Leśmian, młody poeta objawił talent. Krytyk „Gazety Literackiej” wyrażał natomiast nadzieję, że autor Obliczy zmyślonych uwolni się od inspiracji Leśmianem i pokaże indywidualność twórczą.

Jarosław Marek Rymkiewicz, pisząc w kompendium wiedzy o Leśmianie o wyłaniającej się z dzieł tego twórcy koncepcji natury, przytoczył następujący fragment listu poety do Zenona Przesmyckiego: „głównym, a może i jedynym terytorium mojej twórczości jest natura, a więc ziemia”9. Charakterystyka ta pasuje również do debiutanckiego tomu Jana Brzechwy. Wszechobecność przyrody w lirykach składających się na Oblicza zmyślone skłoniła krytyka do takiej konstatacji:


Jan Brzechwa przesiąknięty jest przyrodą, jak olbrzymia gąbka. W poezji jego czai się Bóg rozsnuty wszędzie, jako mgła nad lasami. Pod powierzchnią jego słów przeczuwa się zagadkę i zarazem jej rozwiązanie. Poeta jest – niezrozumiałym dla miejskich brukotłuków – wywiadowcą na ścieżkach przyrody i skrzętnym, a wtajemniczonym poszukiwaczem jej dróg. Jest to jakiś bezbrzeżny, hinduski panteizm10.
Podmiot liryczny w wierszach młodego twórcy nie tylko funkcjonuje w świecie przyrody, ale sam staje się jego częścią. Przyjmuje postać mgły, drzewa, ćmy, gwiazdy, rozprasza swój byt „w trawie, w krzakach i w lesie”, jest lądem, morzem, niebem, górą. Jego życie to ciągłe przemiany, nieustanne odradzanie się w innym kształcie.
Zasadniczym pierwiastkiem jego poezji jest wczuwanie się w całość bytu, jest upodobnianie się i zlewanie w jedno ze stworami, żywiołami-światami.

Już naczelny wiersz Przemiany z cyklu Godziny przemian ilustruje panteizm poety, jego umiejętność wtapiania się w wszechświat11.


Aż dziw, że to ustawiczne przeobrażanie się podmiotu lirycznego nie nasunęło krytykom skojarzenia z filozofią indyjską. Jedną z zasad hinduizmu jest wiara w wędrówkę dusz. W czasie swojej podróży dusze przybierają różne postaci – wcielają się w ciało ludzkie, zwierzęce lub roślinne, zależnie od uczynków popełnionych w poprzednim życiu. Filozofia Wschodu fascynowała i inspirowała autorów tworzących na przełomie XIX i XX wieku (Młoda Polska), w momencie debiutu Brzechwy siła jej oddziaływania wyraźnie zmalała. Pod tym względem twórca Obliczy zmyślonych należy więc do epigonów Młodej Polski. Pewnie to mieli na myśli krytycy, pisząc, że w tomie debiutanta pobrzmiewają tony z ubiegłego stulecia. Na związki z modernizmem, zdaniem recenzentów, wskazują także inne cechy tej liryki.

Bóg w wierszach Jana Brzechwy nie przybiera postaci osobowej, wciela się w przyrodę. Jego obecność jest wyczuwalna w każdym elemencie świata. Podmiot liryczny to sceptyk, wątpiący w boską moc. Dla zilustrowania tej tezy krytycy przywoływali takie utwory z tomu Oblicza zmyślone jak Ucieczka, czy ten zaczynający się od słów Dwadzieścia sześć lat czekałem ∕ Wezwania Boga… „Wątpicielem” nazwała recenzentka „Bluszczu” podmiot liryczny wiersza Zmowa zielna. Niewiara prowadzi go do rzucenia Bogu wyzwania: „Zabawmy się w chowanego ∕ Aż po zamór przestrzeni”. Chwilowe odnalezienie Boga w sobie („Zaskoczyłem święty oddech w mym oddechu”) nie stało się początkiem drogi do odzyskania wiary. W całym zbiorze dominują uczucia niespełnienia, tęsknoty, niedosytu, pustki, poczucie zbędności. Również erotyki młodego poety emanują smutkiem. To nasuwało skojarzenia z poezją dekadencką.

Podporządkowanie świata przedstawionego przeżyciom podmiotu lirycznego sprawiało, że utwory Brzechwy określano też mianem nastrojowych. Autorka recenzji Obliczy zmyślonych zamieszczonej w „Bluszczu” stwierdzała, że liryka młodego poety działa
…sugestionująco, a nawet zaborczo, może dlatego, że przemawia w niej jakaś substancja istotna, stanowiąca podłoże ludzkiej psychiki, tak, że pomimo pozornego dziwactwa i bezsensu, rdzeń sprawy trafia w nasze bezimienne twierdzące przeświadczenie.

Emocjonalność Brzechwy muzyczna i dynamiczna sprawia również, że poddajemy się narzuconym przez niego nastrojom. Czujemy wiejący z jego poezji niepokój bytu, podobny do lęku, który nas ogarnia w chwilach, gdy odczuwamy swą samotność w bezmiarze i niezrozumiałość nieskończoności i fatalizm końca, który może nie jest końcem12.


Sugestia, emocjonalność, muzyczność to przecież pojęcia charakterystyczne dla poezji impresjonistycznej. Liryka impresjonistyczna, według słów Michała Głowińskiego, to zapis wrażeń chwili i z natury swej nieokreślonego nastroju. „Jej obrazowanie składa się z elementów szczególnie nacechowanych emocjonalnie i nie zawsze musi tworzyć spójną całość, układającą się w wyraźnie zarysowany temat”13. Po raz kolejny okazał się Brzechwa pilnym uczniem poetów poprzedniego wieku.

Jarosław Janowski w recenzji opublikowanej w „Głosie Narodu” wskazał, że inspiracją dla twórczości Jana Brzechwy była również literatura doby Romantyzmu. Tak jak romantycy, a zwłaszcza ich epigoni, lubował się poeta w tajemniczości, niedopowiedzeniach, budował nastrój grozy (obowiązkowe rekwizyty: noc, las, burza morska, istoty niewiadomego pochodzenia – z tego, a może nie z tego świata). Następujący fragment Burzy z tomu Oblicza zmyślone:


Czy to duch, czy to cień

Chodzi za mną dzień w dzień

Na łożu mojem siadłszy,

Z podełba na mnie patrzy,

A łeb ma jak kaganiec,

A oczy jak różaniec14


kojarzący się z kiepską XIX-wieczną powieścią grozy, pod piórem recenzenta przybrał formę dobrej rady dla autora wiersza: „Lepiej było na twarz wdziać kaganiec, do ręki wziąć różaniec i – westchnąć za … natchnieniem, zanim się wydrukowało tyle… zmylonych obliczy…”15

W nawiązywaniu do dorobku poprzedników nie ma niczego złego, pod warunkiem, że potrafi się go twórczo wykorzystać. Brak świeżości, powtarzanie znanych motywów zarzucał utworom Brzechwy Stefan Napierski.


…Brzechwa, jak tylu przed nim, jak tak już niewielu obecnie, zamyka się w nieprzekraczalny magiczny krąg „duszy”; przystrojony w płaszcz hierofanta, celebruje swe misterja intelektualistyczne, a dzieje się tak, że dzisiaj niepodobna być już symbolistą tout court: oto czemu neo-symbolizm Brzechwy jest zazwyczaj jałowy, czego posiada on świadomość, poddając w wątpliwość swoją wizję, rzucając gorzkie ziarno ironji, grymas desperacji w swe symbolizujące alegorie, zniekształcając je, demaskując. A cokolwiek dałoby się powiedzieć o tym samotniczym przebrzmiałym ekspresjonizmie, nie jest on pozbawiony tragizmu, czyli trudu perspektyw: poetę tego tłoczy, jak najgorsza wina, „niebios pozorny łuk” i słowa w męce formułują jego „usta wiarołomne”. I nie przesłoni tego nawet fakt, że jest to zarazem tragizm zakochania się w sobie, nie tylko w swoich smuteczkach, ale w swoich zgrozach – zapatrzenie się w czarne lustra, w których istnienie się nie wierzy.

Albowiem tym gorącym sceptykiem, który upodobał sobie niełatwość i nieruchomość formy, który błądzi nietylko po rozstajach psychicznych ale także po bezdrożach formalnych, powoduje „żarliwa niewiara w cud”. Dlatego sceptycy tak nawskroś samorodni, jak Brzechwa, których nie stać nawet na niewiarę w niewiarę, są boleśnie drażniący – aż nie do zniesienia16.


Poeta przedmiotem swojej poezji uczynił duszę, ale nie miał nic do powiedzenia poza tym, co już wcześniej powiedzieli moderniści (Przybyszewski, Lange, Tetmajer, Żuławski, Leśmian). W ocenie Stefana Napierskiego, lirykom Brzechwy zabrakło szczerości. Wizje, obrazy poetyckie nie są wyrazem przeżyć poety, nie płyną z jego wnętrza. Jan Brzechwa odgrywa rolę charakterystyczną dla minionej epoki, nieprzemawiającą do współczesnych czytelników. Zdaniem krytyka:
…są to słowa wystygłe jak żużle, martwe jak skamieliny, wyłupane ze sczerniałych gwiazd. Brzechwa jest jak nurek, który zapuszcza się zbyt głęboko, gdzie niema już oddechu ani światła, gdzie przemawiać nie można, ani też nie wolno. Bo tam jest pejzaż pusty i czczy jak księżyc, a także sztuczny17.
Z teorii symbolizmu Brzechwa przyswoił sobie nie tylko podstawy filozoficzne (przekonanie, że prawdziwy byt ma charakter duchowy, jest wieczny, niezniszczalny, a byt materialny to złuda, zjawisko przemijające)18, ale też elementy „sztuki poetyckiej” – np. muzyczność. Zwróciła na to uwagę recenzentka „Bluszczu”: „Poezja jego ma wiele z muzyki, tej najmniej intelektualnej ze sztuk pięknych”19. Dla symbolistów muzyka była najpełniejszym wyrazem stanów emocjonalnych, bo obywała się bez słów. Muzyka zmieniła też język poezji. Symboliści dostrzegli, że poezja nie rozporządza własnym tworzywem. Jej materiał – język – służy do codziennego porozumiewania się, do pisania artykułów prasowych, a nie tylko do tworzenia wierszy. Uświadomienie sobie tego stało się –jak napisała Maria Podraza-Kwiatkowska w książce Symbolizm i symbolika w poezji Młodej Polski – bodźcem do stworzenia własnego języka. Istniejące słowa służyły do przekazywania informacji, myśli, nie nadawały się do wyrażania uczuć, nastrojów. Konieczne okazało się odpowiednie przystosowanie słów, przemiana słowa codziennego w poetyckie. To zaś wymagało przesunięcia słowa z funkcji semantycznej, informacyjnej, do funkcji stylistycznej i ewokacyjno-nastrojowej. Do zawartości semantycznej słowa nie przywiązywano wagi. Poeci zestawiali ze sobą słowa tak, aby straciły określony sens, stały się tajemnicze, używali wyrazów zapomnianych, tworzyli nowe słowa opierając się na starych rdzeniach. Te neologizmy czyniły wypowiedź trudno zrozumiałą, wymagały od odbiorcy raczej domyślania się niż dokładnego rozumienia. Symboliści próbowali zamienić słowa na dźwięki. Słowa łączyli ze sobą ze względu na ich dźwięczność, interesujący układ samogłosek i spółgłosek, rzadkość brzmienia20.

Wydaje się, że autor Obliczy zmyślonych przejawiał podobny stosunek do słowa. Nie zależało mu na zrozumiałości utworu. Recenzent „Wiadomości Literackich” wspominał o „okropnych neologizmach” Brzechwy: „zamór”, „zachłań”, „wnęca” 21. Do eksperymentów słowotwórczych zaliczyć trzeba też poemat Ekspres. Utwór ten różni się zasadniczo od pozostałych liryków. Ekspres to, jak pisała Nela Samotyhowa, „onomatopeiczny obraz pędzącego «przez Kres» pociągu”22. Nazwać go można poetyckim hołdem dla cywilizacji i jej osiągnięć. Poeta, wykorzystując możliwości języka (onomatopeje, aliteracje, powtórzenia, itp.) starał się jak najwierniej oddać odgłos jadącego z dużą prędkością pociągu:


Stuk szyn,

Stuk szyn,

Dym bucha,

Dym bucha,

Trzask

Blask


Z szumem i sykiem

Jak huczna zawierucha,

Nie stając przed nikim

Ekspres przez kres przelata,

Jak widmo z poza świata,

Które sam szatan wygnał ─

Wiatr – nie – wiatr, sygnał – nie sygnał,

Tunel, czy most,

Pędzi naoślep, nawprost,

Jakgdyby kamień wyrzucony z procy,

Leci w samo serce nocy23.
Współczesnemu czytelnikowi cytat ten nasuwa skojarzenie z, o kilkanaście lat późniejszą, Lokomotywą Juliana Tuwima24.

Krytycy zignorowali Ekspres. Jedynie recenzentka „Bluszczu” poświęciła mu parę zdań.


Bardzo ciekawe są dwa niesłychanie dynamiczne utwory Brzechwy. „Radjokoncert”, drukowany niedawno w „Skamandrze” i „Ekspress”, ostatni poemat poety.

Są to dźwiękowo-wzrokowe wizje, w których poeta odnajduje tak sobie drogi żywioł, wpleciony w życie ludzkie, a jednak zachowujący cały swój racjonalizm, szał, niepowstrzymany rozpęd i tajemniczą niemal mistyczną nieobliczalność i potęgę 25.


Zdaniem cytowanej autorki, pojęciem kluczowym dla poezji Brzechwy jest żywioł rozumiany jako przejaw siły przyrody, tajemne źródło życia natury, jako siła niepodlegająca władzy rozumu, świadomości, wspólna wszystkim istnieniom. Odwołuje się poeta również do, wywodzącej się z filozofii starożytnej, koncepcji czterech żywiołów tworzących świat materii: ognia, wody, powietrza, ziemi. Obecność żywiołu dostrzegła Samotyhowa także w Ekspresie. Mknący z wielką prędkością pociąg budzi fascynację, podziw dla siły, która go stworzyła, ale też strach. Jego pęd przypomina rozszalałe żywioły przyrody, rozpędzony pojazd wydaje się być tak samo nieobliczalny jak one. Wobec takiej potęgi, podobnie jak wobec potęgi żywiołu przyrody, człowiek staje oniemiały.

Krytycy zgodnie wypominali Brzechwie niedoskonałości warsztatowe, szczególnie narzekając na niewyszukane rymy. Nie mieli złudzeń, że w tej dziedzinie poeta musi się jeszcze wiele nauczyć. Jeden z recenzentów posunął się nawet do tego, by umiejętności rymowania poety nazwać „taniem rymoróbstwem”26. Jerzy Braun w „Gazecie Literackiej” pisał, że w omawianych wierszach nie znajdzie odbiorca asonansów, a ucho przywykłe do bardziej wyrafinowanych rymów „obrażać będą rymy takie, jak «kresie – lesie», «wierzę – leżę», «czczość – złość»”27. Zarzucano autorowi Obliczy zmyślonych, że jego wiersze są wtórne nawet pod względem formy.


… o p. Brzechwie trzeba powiedzieć, że jest wierszopisem beztrosko i niefrasobliwie korzystającym z dorobku poprzedników. Otrzymujemy w ten sposób wiersze gładkie (ach, tak: zabójczo gładkie, bezbarwne, mdłe) o wersyfikacji tradycyjnej, zwrotkowej lub vers-libre’owej28.
Rzeczywiście, trudno Jana Brzechwę zaliczyć do awangardystów. Twórca jawił się raczej jako zwolennik regularnych układów stroficznych i wersyfikacyjnych. Do jego ulubionych gatunków należała ballada, zwłaszcza ballada modernistyczna spod znaku Leśmiana.

Spośród czterech omawianych tu recenzji Obliczy zmyślonych Jana Brzechwy tylko jedna nie wysuwa pod adresem utworów młodego poety żadnych zastrzeżeń. Autorka tekstu zamieszczonego w „Bluszczu” odebrała wiersze Brzechwy bardzo emocjonalnie, przemówiły one do jej wrażliwości. Poddała się ewokowanym przez nie nastrojom smutku, niepokoju, niespełnienia. Nie próbowała tego nawet ukryć. Znamienne jest tu jedno z ostatnich zdań recenzji: „Wżywając się [podkreślenie moje – M.S.] w tę piękną poezję, rozumiemy, że życie w znaczeniu realistycznym jest dla niej obce”29. Sugeruje ono, w moim przekonaniu, sposób odbioru poezji Brzechwy – nie naukowy, lecz uczuciowy. Podobną metodę zalecał zresztą Jerzy Braun, recenzent „Gazety Literackiej”, pisząc, że lektura Obliczy zmyślonych wymaga wyzwolenia się spod „sugestji obowiązującego rzemiosła” i poddania się „falom potężnej treści, nadpływającej z dna tej książki”. Analiza warsztatu nie pozwala czytelnikowi odczuć piękna tej poezji. Musi on zapomnieć o budowie, formie utworów, itp. i skupić się na przeżywaniu treści, dopiero wtedy „instynkt nieomylny” uświadomi mu, że znalazł się w „obliczu poezji «nie – zmyślonej»”30. Tak postąpiła recenzentka Nela Samotyhowa i dlatego mogła nazwać wiersze zgromadzone w tomie Oblicza zmyślone pięknymi. Pod urokiem poezji Jana Brzechwy pozostawał też Jerzy Braun. Nie przeszkodziło mu to jednak wytknąć paru niedociągnięć warsztatowych – prymitywnej formy, niewyszukanych rymów, zbyt silnej inspiracji twórczością Bolesława Leśmiana. W zakończeniu swojego artykułu wyraził nadzieję, że „Brzechwa przyoblecze już wkrótce swoją świetną treść w równie … świetną formę – i że stanie się tylko Brzechwą, a nie «drugim Leśmianem».”

Dla recenzentów „Bluszczu” i „Gazety Literackiej” największą wartością utworów młodego poety była ich treść. To, co Nela Samotyhowa i Jerzy Braun uznali za zaletę, a więc zerwanie z realnością, światem konkretów, Stefanowi Napierskiemu, omawiającemu Oblicza zmyślone dla „Wiadomości Literackich”, wydało się wadą. Zauważył on, że zerwanie z realnością poetycką sprawiło, że liryka Brzechwy „obraca się w próżni”, nie ma w sobie nic odkrywczego. W konkluzji recenzji pobrzmiewa jednak nutka optymizmu. Pisał Napierski w charakterystycznym dla siebie, metaforycznym stylu:
…jest Brzechwa kimś o całkowicie utrwalonym profilu. To cecha bardzo rzadka dzisiaj, gdzie tyle jest płynności i połowiczności w poezji, i godna szacunku, godna uwagi dla samego wysiłku krystalizacji. W wierszach takich, jak Zasadzka, Zielona zmowa31, Ludzie leśni, przebija się przez nierozplątany gąszcz psychiczny i poprzez narzuconą sobie cudaczną pośredniość formalną cienki ożywczy strumień; stoimy za niesamowitą zielonkawą ścianą akwarium pełnego tragicznych dziwadlaków; ale może uda się te ścianę rozłupać i rozpętać żywioły; wtedy nadchodzi noc świętojańska32.
Nawet najbardziej krytyczny w stosunku do twórczości Jana Brzechwy, Jarosław Janowski przyznał, że prawdopodobnie młody poeta będzie miał coś do powiedzenia w poezji, pod warunkiem, że „wzgardzi taniem rymoróbstwem”33.


  1. Talizmany

W 1929 roku, a więc trzy lata po Obliczach zmyślonych, ukazał się drugi tom poetycki Jana Brzechwy zatytułowany Talizmany. W dwóch cyklach: Talizmany i Pieśni do Białej Iseult znalazło się 31 wierszy. Również i ten zbiór zamyka utwór będący językowym eksperymentem – Radjo-koncert. Recenzje tomu opublikowali m.in. Stefan Napierski na łamach „Drogi” i Karol Wiktor Zawodziński w „Wiadomościach Literackich”. Mimo, że pisma różniły się nieco pod względem profilu światopoglądowego („Wiadomości Literackie” deklarowały niezależność polityczną i, mimo wyraźnych sympatii prosanacyjnych, współpracowały z przedstawicielami różnych ugrupowań politycznych; „Droga” zaś nie ukrywała swoich związków z obozem piłsudczykowskim, zwalczała natomiast i endecję i komunizm), nie znalazło to swojego odzwierciedlenia w artykułach dotyczących Talizmanów. Zarówno Stefan Napierski jak i Karol Wiktor Zawodziński współpracowali z oboma czasopismami. Wydaje mi się, że w tym przypadku o wiele większe znaczenie miały predylekcje piszących o tomie Brzechwy niż sympatie polityczne periodyków. W tekstach wymienionych krytyków poświęconych Talizmanom uwidoczniły się odmienne metody postępowania krytycznego i indywidualne kryteria oceny dzieła.

Napierski zachowywał się jak komparatysta: tropił w utworach Brzechwy wpływy innych twórców, prądów literackich (zwłaszcza modernizmu). Podobną metodę zastosował w recenzji poprzedniego tomu liryków Jana Brzechwy, która ukazała się na łamach „Wiadomości Literackich”. W Obliczach zmyślonych dopatrzył się inspiracji głównie symbolistycznych, w Talizmanach odnalazł wpływy Młodej Polski i powojennego ekspresjonizmu.
Brzechwa jest dziwacznem skrzyżowaniem dwóch, wzajem uzupełniających się wpływów: zasadniczo pokutującego u niego manieryzmu «Młodej Polski» i powojennego ekspresjonizmu marki niemieckiej, który u nas orgie święci w kręgu «Reduty»34.
W lirykach zamieszczonych w Talizmanach uważny czytelnik odnajdzie odwołania do twórczości Jana Kasprowicza, zwłaszcza do Hymnów (szczególnie widoczne w utworze Odejście Jana Kasprowicza). Tom Kasprowicza, a właściwie dwa zbiory Ginącemu światu i Salve Regina (oba wydane w 1902 roku) objęte w 1922 roku wspólnym tytułem Hymny, odegrał istotną rolę w kształtowaniu się polskiego ekspresjonizmu. W poezji Jana Brzechwy ekspresjonizm dochodzi do głosu w połączeniu z innymi nurtami literatury modernistycznej, przede wszystkim z symbolizmem.

Stefan Napierski zarzucał Brzechwie, że nie umie się pogodzić z myślą, że idee, które przed kilkunastu laty wyznaczały nowe horyzonty, współcześnie brzmią anachronicznie.


Gdym przed rokiem w martwem, bezdusznem i dekoracyjnem Monachium z rozczuleniem natrafił na „najnowszą” wystawę secesjonistów, wspomniałem mimowoli czasy dwuznacznej genialności, kiedy to Ernst Otto Hartleben, druh Przybyszewskiego, w piwiarniach, dusznych od dymu cygar i oparów mętnych myśli, szczypał ucieleśnienie wiecznej kobiecości: wydatnokształtne kelnerki. Począwszy od tytułu, poprzez pretensjonalność dedykacyj aż po sam słownik poetycki jest Brzechwa wytworem tej właśnie atmosfery, tego kawiarnianego „światoburstwa”. Od knajpy do gwiazd il n’y a qu’un pas35.
Ostatnie zdanie cytatu to parafraza słów Napoleona I wypowiedzianych w grudniu 1812 roku w czasie ucieczki z Rosji – du sublime au ridicule il n’y a qu’un pas – od wzniosłości do śmieszności tylko jeden krok. Krytyk przypomina, że każdy geniusz ma czas wielkości, że „nawet groźny Ibsen po upływie trzydziestolecia, czyli jednej generacji, przemienia się w dobrodusznego i oschłego wujaszka”36. W opinii Napierskiego, twórca Talizmanów „lubuje się w drażniącym wdzięku anachronizmu”, uwierzył bowiem, że to poezja symbolistyczna jest poezją wiecznie żywą, „pozaczasową”.

Recenzent „Drogi”, niestrudzony poszukiwacz wpływów modernistycznych w wierszach wchodzących w skład Talizmanów, stworzył rejestr słów zapożyczonych przez Jana Brzechwę z poezji Młodej Polski. Do wyrazów o modernistycznej proweniencji zaliczył: „przysłon”, „lemiesz”, „barłóg”, „armadę”, „kilim”, „kantylenę”, „tawernę”, wyrażenie „kręgi magiczne”. Przyznał jednak, że ich ilość − w porównaniu z debiutanckim tomem – zmniejszyła się („terminologia jest nieco oczyszczona”). Pojawiają się natomiast, zwłaszcza w cyklu Pieśni do Białej Iseult, echa twórczości Kochanowskiego, Lenartowicza, Lechonia, Wierzyńskiego.

Gdyby z recenzji Karola Wiktora Zawodzińskiego wypisać słowa, tworzące kościec znaczeniowy wypowiedzi, nie umknęłoby uwadze, że wszystkie one należą do pola semantycznego wyrazu „muzyka”. W artykule pojawiły się bowiem takie oto słowa: „muzyka”, „muzyczność” (dwukrotnie), „śpiewność”, „melopeja”, „dźwięczenie”, „zaśpiewanie”, „inkantacja”, „instrumentacja”. Jeśli Napierski przy lekturze Talizmanów postępował jak komparatysta, to Zawodziński przyjął postawę naukową. Podstawowym narzędziem opisu i oceny utworów Jana Brzechwy uczynił analizę wersologiczną. Przyglądając się wersyfikacji, doszedł do wniosku, że najważniejszą cechą tej liryki jest muzyczność, znaczenie przekazu zeszło zaś na dalszy plan. Skrupulatnie wyliczył środki tworzące muzyczność wierszy: refreny, anafory, aliteracje, instrumentacje głoskowe, itp. Zauważył przy tym, że poeta wyeliminował wszystko co mogłoby zakłócić muzyczność utworów.
Śpiewność wierszy (przeważnie akcentowych), brak zarówno rymów rzadkich i wyszukanych jak i niezwykłych zestawień końcówek (w „asonansach”), gdyż i jedno i drugie przerywałoby melopeję jaskrawą plamą znaczeniową i samodzielnością dźwięczenia; natomiast w dążeniu do zaśpiewania – zaczarowania, inkantacji, częste użycie powtórzenia lirycznego, refrenu, jak np. w wierszu „Bezsenność”37.
Dla cytowanego tu krytyka najważniejszym składnikiem liryki była muzyczność. Józef Zbigniew Białek w rozprawie omawiającej poglądy krytycznoliterackie Zawodzińskiego38 sporo miejsca poświęcił koncepcji poezji wypracowanej przez krytyka. Zawodziński wyróżnił w liryce trzy główne składniki (żywioły): muzyczny (brzmieniowy), logiczny (pojęciowy) i plastyczny (obrazowy). Istota poezji sprowadza się do współistnienia tych trzech żywiołów. W twórczości każdego poety, którym przyszło mu się zajmować, Zawodziński starał się ustalić relacje między muzycznością, logicznością, plastycznością39. W Talizmanach Jana Brzechwy ich wzajemne stosunki przedstawiają się, zdaniem krytyka, następująco:
Tematyce odpowiada niejasność, mgławicowość konstrukcji i stylu, zaciemnienie elementów plastyczności i logiczności przez muzyczność40.
Za utwór, w którym warstwa brzmieniowa całkowicie zdominowała znaczeniową, uznał Truciznę imion.

Recenzując Talizmany Zawodziński zajął się głównie walorami dźwiękowymi wierszy, nie znaczy to jednak, że zlekceważył pozostałe składniki tej poezji. Zajmowały go również rozważania na temat źródeł niezwykłych obrazów tworzących świat przedstawiony tytułowego cyklu zbioru. Takie wizje, zdaniem krytyka, rodzą się podczas snu albo przeciwnie w czasie bezsennych nocy. Produkuje je ludzka podświadomość.


W krainie snu i podświadomości, a raczej w tym niekontrolowanym logicznie, choć na jawie przepływającym potoku dziwnie asocjowanych myśli, który poznajemy cierpiąc na bezsenność wśród szarych nocy, przebiegani niekiedy dreszczem nagłego lęku, obcujący z wychylajacemi się skądś wspomnieniami ze światem umarłych, zdaje się leżeć pierwszy impuls twórczy wierszy zawartych w tytułowym dziale książki „Talizmany”41.
Noc to dla podmiotu lirycznego pora niepokoju, niesprecyzowanego lęku, wtedy nawiedzają go widma, zwyczajne rzeczy nabierają niesamowitych kształtów, zwykły asparagus przypomina warkocz topielicy. W takich lirykach z tomu Talizmany, jak Siedmiu braci śpiących, Ocknienie, Odejście Jana Kasprowicza, słychać głosy zaświatów. Poezja Brzechwy przemawia do czytelnika sugestiami, niedopowiedzeniami, odbiorca podskórnie wyczuwa lęk, trwogę podmiotu lirycznego.

O ile w pierwszym cyklu tomu, w tytułowych Talizmanach dominuje temat śmierci, o tyle w drugim, zatytułowanym Pieśni do Białej Iseult, najważniejsza okazuje się miłość.


Miłość − temat odwieczny, ale być może nieco zepchnięty obecnie z naczelnego miejsca przez inne wchłaniane przez poezję dziedziny, − występuje tu w całej rozmaitości swych faz, od poddaństwa (utwór „Ręce” o wspaniałych początkowym i końcowym wierszach: „Posłuszny białym dłoniom, jak pierścień z ich palca”, „I ręce co mi skradły nieśmiertelność duszy”) do buntu, od pierwszych pożądań − do smutku rozłąki42.
Zawodziński zasygnalizował w tym fragmencie istotną cechę erotyków Brzechwy. W lirykach miłosnych tego poety bardzo ważną rolę odgrywają kobiece ręce. Stały się one przedmiotem kultu, uwielbienia. Poeta skomponował nawet hymn ku ich czci, w którym porównał je do białych skrzydeł, do drogi mlecznej, itp. Krytyk zauważył też, że erotyzm w Pieśniach do Białej Iseult wyraża się czasem w sposób niezwykle brutalny. Męka niespełnionej miłości w dwóch utworach, Dzień Gniewu43 i Zemsta, przerodziła się w pragnienie zemsty na ukochanej. W Dniu Gniewu wymierzającym karę jest nie Bóg − Sędzia, lecz kochanek, który pragnie ukarać sprawczynię swojego nieszczęścia i snuje wizje zadawanych jej cierpień (miażdżenie palców, wydrapywanie oczu, łamanie ramion). Wiersz kończy się przestrogą dla kobiety, że igranie z uczuciami może wydobyć z zalotnika zwierza, który zniszczy ciało, które tak wielbi. Podobną wymowę ma Zemsta. Kochanek – pirat planuje rozpiąć ciało ukochanej jak żagiel na rei i wystawić na działanie wichru, słońca, deszczy.

Stefan Napierski i Karol Wiktor Zawodziński oceniali Talizmany, kierując się zupełnie odmiennymi kryteriami. Recenzent „Drogi” odnajdował w tomie Brzechwy te wpływy tradycji młodopolskiej, które budziły jego największą niechęć: pseudointelektualizm, operowanie elementami symbolizmu, nastrojowości, które dają w rezultacie wiersze pretensjonalne, pełne „kiepsko – modernistycznych rekwizytów”. Te spostrzeżenia doprowadziły go do następujących konkluzji:

Jedno z dwojga: albo wiersze Brzechwy są rezultatem starannie kultywowanego zakłamania wewnętrznego, albo jakimś wyjątkowym „cas spécial”, którego miejsce jest w muzeum osobliwości44.
Krytyk przyznaje jednak, że na poziomie koncepcji utwory Jana Brzechwa są często oryginalne, interesujące. Niestety, efekt psuje wykonanie – zazwyczaj wtórne. W takich wierszach z cyklu Talizmany, jak: Ocknienie, Świece, Rośliny, W lesie, Zielona krew znalazł Napierski sporo godnych pochwał strof , z drugiego cyklu wyróżnił Za oknami, Ręce (w tym przypadku jego opinia pokryła się z sądem Zawodzińskiego), Elegię. W zakończeniu recenzji stwierdził, że na tle debiutanckiego zbioru Talizmany wypadają o wiele korzystniej, choć do doskonałości im daleko.
Słowem, pozytywnych wartości jest sporo, więcej, niż uprzednio. Ale jest tu zawsze przedział między koturnem ekspresji a głuchą banalnością poetyckiej wibracji. Zatem pośredniość doprowadzona do zenitu45.
Zainteresowania Karola Wiktora Zawodzińskiego skupiały się na formalnych elementach utworu poetyckiego. Taki stosunek do literatury zawdzięczał krytyk zapewne rosyjskim formalistom, zwłaszcza jego bardziej umiarkowanym przedstawicielom. Formalizm jako kierunek literaturoznawczy ukształtował się w Rosji w czasie I wojny światowej. Stosowana przez formalistów metoda badania dzieła literackiego traktowała je jako samodzielny twór słowny podlegający analizie ze względu na cechy specyficznie literackie. Interpretacje socjologiczne, psychologiczne, biograficzne, komparatystyczne nie miały racji bytu. Radykalni przedstawiciele formalizmu analizę utworu sprowadzali do opisu chwytów, czyli sposobów ukształtowania materiału językowego. Zawodzińskiemu bliżsi byli umiarkowani reprezentanci formalizmu, szczególnie wiele wyniósł z lektury prac Wiktora Żyrmunskiego. Ten rosyjski historyk literatury podkreślał, że w poezji oprócz formy, chwytów, układów metrycznych, rytmu, tropów istnieje również treść. Podobnie myślał Zawodziński. W swoich recenzjach starał się poświęcać trochę miejsca zagadnieniom treści.

Zawodziński odniósł się do Talizmanów Brzechwy bardzo pozytywnie, chwalił muzyczność wierszy (w tej materii uznał poetę za ucznia Tuwima), z aprobatą wyrażał się również o ich tematyce, choć uznał, że śpiewność zdominowała niejednokrotnie ich warstwę znaczeniową. Nie czynił z tego poecie zarzutu, przeciwnie uważał to za zaletę. Brzechwa to dla krytyka poeta „bardzo odrębnego oblicza i talentu”.

W jednej kwestii Napierski i Zawodziński byli zgodni – w ocenie Radjo-koncertu, ostatniego utworu tomu. W poemacie naśladuje poeta język reportera radiowego, relacjonującego różne wydarzenia historyczne. Podmiot liryczny swobodnie wędruje w czasie i przestrzeni: z XVIII wiecznej rewolucyjnej Francji, gdzie relacjonuje przemówienie Robespierre’a w Konwencie, egzekucję żyrondystów ( w tym Dantona) przenosi się w czasy napoleońskie, by uczestniczyć w radości z powodu zwycięstwa cesarza pod Austerlitz. Stamtąd trafia do Wiednia i obserwuje Ludwika van Beethovena dyrygującego orkiestrą, po chwili nadaje relację z XV-wiecznej Florencji, gdzie słucha kazania brata Girolamo Savonaroli a potem jest świadkiem wykonania wyroku śmierci na kaznodziei i jego dwóch współbraciach. Następnie łączy się ze słuchaczami ze starożytnego Rzymu i informuje ich o zamordowaniu Juliusza Cezara. W końcu z radia płynie głos Boga „z ognistego krzaka”. W taki oto sposób usiłował Brzechwa oddać fenomen radia, które umożliwia równoczesne „uczestnictwo” w wydarzeniach rozgrywających się w różnych epokach i miejscach na świecie.

Zawodziński stwierdził, że wiersza nie można uznać za udany eksperyment. Napierskiemu Radjo-koncert wydał się zbyt efekciarski, jakby wprost przeznaczony do wykonania scenicznego.


„Radjo-koncert” − to odskok od reszty twórczości Brzechwy, pełen możliwości, chociaż nie wykraczający poza interesujący eksperyment, gdyż jest to poemat nadto reprezentacyjny w znaczeniu estradowem46.
Różnice między pracami krytycznymi Napierskiego i Zawodzińskiego zaznaczają się też na poziomie stylu wypowiedzi. Recenzent „Drogi” starał się pisać efektownie, stąd w jego artykule pojawia się sporo porównań, odwołań do literatury polskiej i obcej, dygresji, aluzji, wyrażeń, które nie służą niczemu poza ubarwieniem wypowiedzi. Nie sprzyja to czytelności tekstu. W rozbudowanych obrazach zatraca się sens myśli krytyka. Zawodziński, przeciwnie, ujmuje swoje spostrzeżenia w proste, rzeczowe zdania, opinie uwiarygodnia licznymi cytatami z wierszy Brzechwy.

C. Trzeci krąg


W Trzecim kręgu, tomie z 1932 roku, oprócz dwóch nowych cykli wierszy: Zaczarowany krąg (12 liryków) i Pod Księżycem (również 12 liryków), znalazły się utwory zamieszczone wcześniej w Obliczach zmyślonych i Talizmanach. W przedmowie poeta uzasadniał to posunięcie następująco:
Dwie moje dawne książki, wydane przed kilku laty w bardzo niewielkiej liczbie egzemplarzy, dostały się głównie do rąk sprawozdawców i przyjaciół. Chociaż zarówno jedni, jak i drudzy okazali mi wiele przychylności, będzie to już zawsze jednak losem poety pozostać „człowiekiem, którego imię napisane było na wodzie”.

Oddając nową książkę niewiadomym i, zapewne, nielicznym czytelnikom, imię to wyławiam z wody rękami Don Kichota47.


Jan Brzechwa się nie mylił, jego pierwsze tomiki poetyckie nie stały się bestsellerami, nie zapadły czytelnikom w pamięć, nie rozsławiły imienia swojego twórcy. Nie wzniosły mu „pomnika trwalszego od spiżu”. Droga na literacki Parnas pozostała wciąż niepewna. Niewiele osób, nawet wśród krytyków, zapoznało się z Obliczami zmyślonymi i Talizmanami. Krytyk „Kuriera Literacko-Naukowego”, pisma, które starało się być przewodnikiem po nowościach literackich, artystycznych, naukowych, wyznawał w pierwszych zdaniach recenzji Trzeciego kręgu, że z trudnością przypomina sobie dwa poprzednie zbiory Brzechwy. „Pamiętamy tylko tyle, że owe dawniejsze tomiki zawierały jakieś soczyste wiersze, coś leśmianowskiego, ale co, nie możemy sobie przypomnieć …48” – pisał. Dla Arnolda Beniamina, recenzenta „Tygodnika Ilustrowanego” lektura najnowszego tomu poety to najprawdopodobniej pierwsza styczność z tą poezją. Jedynie Karol Wiktor Zawodziński i Stefan Napierski przyznawali, że znają poprzednie dokonania literackie Brzechwy. Zawodziński poświęcił Trzeciemu kręgowi trzy zdania w opublikowanym na łamach „Rocznika Literackiego” przeglądzie dzieł lirycznych wydanych w 1932 roku. Nie należy jednak z tego wysnuwać pośpiesznych wniosków. Omówienie na 22 stronach około 100 pozycji wymagało od piszącego zwięzłości, skrótowości. Krytyk dążył do tego, by w kilku zaledwie zdaniach zawrzeć charakterystykę i ocenę tomu. Formuła rocznego sprawozdania z liryki wymuszała taką konwencję. W„Wiadomościach Literackich” tomik Jana Brzechwy omówił Stefan Napierski, jedyny krytyk w tym gronie, który recenzował wszystkie dotychczasowe zbiory poety. Pozwoliło mu to ograniczyć się do oceny utworów do tej pory niedrukowanych.

Tematem przewodnim dwóch nowych cykli liryków Zaczarowany krąg i Pod Księżycem była miłość. Na lirykach miłosnych skupił się w swojej recenzji Aleksander Rosenberg. W otwierającym tom utworze Uroki podmiot liryczny błaga kobietę o zdjęcie uroku, czaru, który na niego rzuciła. Miłość stała się dla niego udręką, doprowadziła go na skraj obłędu. Dała kochance niesamowitą władzę nad zakochanym mężczyzną. Zniewoliła go. Zakochany wszędzie widzi ślady ukochanej – w trawie, w ziołach, czuje w wietrze. Scenerię miłosnych uniesień, rozczarowań tworzy w Trzecim kręgu przyroda, a przede wszystkim las. W wierszu zatytułowanym W lesie zakochany dzieli się swoim szczęściem z naturą. Jego wewnętrzna radość sprawia, że świat przyrody jawi mu się jako pełen radości, żywotności. Zanurza się w trawy, spija z nich rosę, przygląda się pająkowi, mrówkom. On i natura stanowią doskonałą harmonię. Recenzent „Kuriera Literacko-Naukowego” nazwał to uczucie podmiotu lirycznego „pantaistycznym błogostanem49”. Przestrzeń lasu powraca w liryku Dziwny czas. Leśna gęstwina pozwala kochankom ukryć się przed ludzkimi oczami.

Miłość i śmierć to motyw w literaturze nie nowy, wykorzystywany na wiele sposobów. Wystarczy przypomnieć mitologiczną historię Amora i Psyche (miłość Amora pokonała śmierć, sprawiła, że Psyche odzyskała życie), dzieje Tristana i Izoldy, Romea i Julii, rzesze bohaterów, którzy z powodu nieszczęśliwej miłości popełnili samobójstwo (z Werterem na czele), itp. Miłość i śmierć pojawiały się również w poprzednich tomach Jana Brzechwy. W balladzie Śmierć z zbioru Trzeci krąg moment agonii został przedstawiony jako akt seksualny50, którego na młodym umierającym mężczyźnie dokonuje śmierć w postaci poczciwej, siwej staruszki. Utwór kończy się skargą umarłego: „Ach, jaka szkoda jest mnie, młodego, ∕ Dla niej, takiej starej!”. Krytycy nie zwrócili na tę balladę szczególnej uwagi, tylko Aleksander Rosenberg w recenzji zamieszczonej w „Kurierze Literacko-Naukowym” stwierdził, że w utworze do głosu doszedł „ dawny makabryzm”, znany choćby z cyklu Pieśni umarłych z tomu Oblicza zmyślone.

Krytyk „Kuriera Literacko-Naukowego” wyróżnił jeszcze dwa wiersze miłosne Jana Brzechwy: Kota z cyklu Zaczarowany krąg i Pomiędzy nami z cyklu Pod Księżycem. Genezy pierwszego z wymienionych utworów upatrywał w przesądzie o nieszczęściu, które spotyka tego, komu drogę przebiegnie kot. W liryku Brzechwy zwierzę nie przecięło wprawdzie nikomu drogi, ale towarzyszy nocnej schadzce kochanków. Jego obecność podkreśla nastrój trwogi, niesamowitości, wyczuwanej podskórnie grozy. Nieszczęściem, które dotyka bohatera wiersza jest wygasanie uczuć miłosnych.

Rosenberg poprzestał na powierzchownej prezentacji utworów Jana Brzechwy. Nie pokusił się o ich interpretację, wskazanie słabych i mocnych stron. Jego metoda polegała na jednozdaniowej charakterystyce wiersza i wprowadzeniu obszernego cytatu. Lektura tomiku przekonała go, że autor Trzeciego kręgu zapisze się w historii literatury polskiej.
Jan Brzechwa nie potrzebuje się obawiać, że jako poeta zostanie „człowiekiem, którego imię napisane było na wodzie”. Zapiszą je na papierze historycy literatury51.
W recenzji Stefana Napierskiego uderza zmiana nastawienia do twórczości Brzechwy i złagodzenie tonu wypowiedzi. Krytyk nie poszukiwał, jak to czynił w recenzjach poprzednich tomików, źródeł inspiracji tej poezji w tradycji literatury polskiej. Przeciwnie, zauważył, że dla wierszy zamieszczonych w zbiorze Trzeci krąg trudno znaleźć punkt odniesienia.
Jest to bowiem poezja symboliczna, doprowadzona do ostatecznych krańców; trudna, oporna, aż nadmiernie wybredna, nie szukająca poza sobą legitymacji, całkowicie odgrodzona zarówno od tradycji polskiej jak i od bieżącej twórczości wierszopisarskiej52.
Nieco dalej recenzent „Wiadomości Literackich” stwierdził, że „kręgiem nieprzekraczalnym takiej twórczości będzie tortura principium individuationis”. Pojęcie to przywołuje skojarzenie z filozofią Schopenhauera. Ten niemiecki myśliciel najważniejszą kategorią swojej filozofii uczynił irracjonalną, absolutnie wolną, leżącą poza czasem, przestrzenią i kauzalnością wolę53. Świat zjawisk to po prostu obiektywizacja woli, jej przedstawienie. Andrzej Kuźmicki napisał, że pojęcie principium individuationis w filozofii Schopenhauera oznaczało
zasadę ujednostkawiania bytu, czyli zasadę uprzedmiotawiania, obiektywizowania transcendentnej woli, rozumianej w koncepcji Schopenhauera jako "rzecz sama w sobie"54

  1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna