Czarodziejski flet – Wolfgang Amadeusz Mozart



Pobieranie 16.06 Kb.
Data02.05.2016
Rozmiar16.06 Kb.

Czarodziejski flet – Wolfgang Amadeusz Mozart


Ta szalona i niezwykła opera uważana jest za ostatnią napisana przez Mozarta. Powstanie "Die Zauberflöte", dzieła pełnego masońskiej symboliki zostało zainspirowana przez twórcę libretta, Emanuela Schikanedera, właściciela teatru w Wiedniu, a jednocześnie śpiewaka i aktora, zasiadającego od czterech lat z Mozartem we wspólnej loży masońskiej. W czasie wspólnie prowadzonej pracy nad operą, wskazówki Mozarta spowodowały znaczne rozbudowanie i pogłębienie libretta. Z naiwnej opowiastki ludowej powstało dzieło niezwykłe, które przemawia do ludzi w każdym wieku i do wszystkich warstw społecznych. Jest zarówno bajką dla dzieci, jak i opowieścią o roli najwyższych wartości w życiu dla intelektualistów. W paradoksalnej niezgodzie z zasadami ówczesnego wolnomularstwa uznającego wyłącznie mężczyzn, „Czarodziejski flet” głosi potęgę miłości, która zwycięży każdą przeszkodę i przetrwa każdą próbę. Pełna posępnego dramatu, ale także wzruszającej miłości i beztroskiego humoru opera ta dała początek niemieckiej pieśni i operze romantycznej.

"Die Zauberflöte" pisał krytyk muzyczny i muzykolog Alfred Einstein – „jest w stanie na równi oczarować dziecko, jak poruszyć do łez dorosłego, jak zachwycić mędrca. Każdy człowiek i każda epoka znajdzie w nim coś innego; tylko barbarzyńcy nie mają tu nic do powiedzenia".

„Czarodziejski flet” doczekał się niezwykle szerokiego grona miłośników, powszechnie jest uznawany za dzieło genialne - choć libretto krytykowane jest czasem za niedorzeczności. Nawet zawistny i krytyczny kompozytor Ryszard Wagner nie miał dla niego dość słów uznania. Bajkowe i niezwykła różnorodność muzyki tej opery splatają się w budzącej podziw i zachwyt formie artystycznej. Nieustannie przewijają się tu mające swój odrębny charakter, nastrój, instrumentalizację i melodykę wirtuozerskie arie, duety, tercety, kwartety i kwintety, wzniosłe chóry i ludowe piosenki, lecz całość nie tylko nie stwarza to wrażenia bezładnego wodewilu, ale prowadzi słuchacza przez cały czas w tym samym niepowtarzalnym mozartowskim klimacie.

Prapremiera „Czarodziejskiego Fletu” odbyła się 30 września 1791, w teatrze Schikanedera, który nie dość, że go wyreżyserował to jeszcze wystąpił w roli Papagena. Opera ta stała się ulubionym przez Mozarta dziełem scenicznym, choć niedługo mógł się nim cieszyć, zmarł bowiem nagle zaledwie dwa miesiące później, w wieku niespełna 36-lat, w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach. Ten niezwykle płodny, genialny kompozytor wszechczasów pozostawił wspaniałą i bogatą spuściznę – warto tu wspomnieć, że dziś można odsłuchać każdą z jego kompozycji na stronie http://www.mozart-archiv.de/.

Pełni oczekiwania muzycznej uczty zasiedliśmy w licznym gronie w helskiej sali widowiskowo-sportowej. Uwerturę rozpoczęły niezwykle majestatyczne tony orkiestry Gdańskiej Opery Kameralnej stworzonej przez Dariusza Paradowskiego, dyrygowanej znakomicie przez p. ……………………, przyglądałem się z podziwem młodym, a tak świetnym muzykom, a potem słodka melodyka Mozarta w tak doskonałym wykonaniu wchłonęła mnie już bez reszty.

Recytatywy w śpiewanej w niemieckojęzycznym oryginale operze były w helskim spektaklu wygłaszane po polsku – co ułatwiało zrozumienie treści, choć przestronna sala chwilami tłumiła głosy aktorów.

* * *


W państwie Królowej Nocy, w nieokreślonych "bajecznych" czasach książę Tamino (tenor) walcząc ze smokiem mdleje z wysiłku. Smoka pokonują trzy wspaniałe damy – prawdziwy koncert śpiewu, aktorstwa i humoru – cieszyłem się, że będą nam towarzyszyły aż do końca opery. Pierwsza aria księcia Tamina zachwyciła mnie szczególnie – oto śpiewak!, oto głos! – no a sam Mozart też tu przyłożył swoje złote palce… Pojawia się Królowa Nocy, prosi Tamina o pomoc w odzyskaniu córki, rewelacyjnie przechodzi od błagań do pochlebstw, słyszymy po raz pierwszy jej olśniewające koloratury.

Ta pierwsza aria Królowej Nocy zawsze podobała mi się bardziej, niż ta następna, z drugiego aktu, niewątpliwie piękna i dramatyczna i powszechnie wychwalana za iskrzące się koloratury i walkę śpiewaczki ze skalą głosu.

Ptasznik Papageno (baryton) – wspaniale stworzona przez autorów „Czarodziejskiego Fletu” postać, jakże bliska znanemu nam skądinąd Papkinowi przewija się po scenie niemal przez całą operę. W świetnie zaaranżowanej scenie walki Ptasznika z lubieżnym strażnikiem Monostatosem (tenor) obaj pokazują się z najlepszej strony.

Księżniczka Pamina (sopran), olśniła mnie od momentu pojawienia się na scenie. Jej boski głos, bardziej dźwięczny niż najbardziej czarodziejskie dzwonki śmiesznego Papagena, porywał i wzruszał widzów do głębi, a jej aktorstwo i świeżość przyciągały wzrok.

Gdy ukazał się kapłan Sarastro (bas), w jego duecie z Paminą spotkały się dwa tak wspaniałe i zgrane głosy, że aż się nie chciało, aby ich śpiew się kiedykolwiek skończył. Nigdy nie słyszałem tego duetu w wykonaniu tak wspaniałej, zgranej pary. To był ICH śpiew, który tylko uzupełnili wspaniale zarówno Monostatos jak i chór.

W przerwie spektaklu nie mieliśmy dość słów zachwytu dla całego zespołu – i czekaliśmy z niecierpliwością na ciąg dalszy.

W drugim akcie, po majestatycznym „Marszu kapłanów” Sarastro przemówił w swoim wielkim recytatywie. Ale jak przemówił! Nagle niczym okazały się akustyczne problemy sali i jej wielkość. Potężny, przeczysty bas Sarastra wyposażonego ponadto w perfekcyjną dykcję przykuł uwagę wszystkich widzów i chwilami trudno było zawyrokować, czy Sarastro piękniej przemawia, czy śpiewa. Oznajmił nadejście ciężkich prób dla księcia Tamina, który tylko tak może stać się godny księżniczki Paminy. Oczywiście Książę dzielnie sprostał zadaniom dzięki zdecydowaniu i odwadze wspieranej przez dźwięki zaczarowanego fletu, a Księżniczka Pamina nie dała się namówić do podstępnego zamordowania Sarastra i wytrwała w miłości do Tamina.

Przyszedł czas na najpiękniejszą moim zdaniem ozdobę tego przedstawienia– przewspaniały tercet Paminy, Sarastra i Tamina – trzech najwspanialszych głosów tego przedstawienia, głosów dla których nie mam dość słów uznania.

Rozgrzany akcją Papageno błysnął w swojej pełnej humoru arii, pokazując na ile go stać. Nagrodę za to otrzymał od samego Mozarta – oto na scenie pojawiła się Papagena przebrana za skrzeczącą staruszkę i zaczęła go uwodzić. Szpakami karmiony Ptasznik poznał się jednak w końcu na oszustwie i oczywiście natychmiast zakochał się bez opamiętania.

No i po wielkich i licznych perturbacjach - nastąpił wielki finał. Tamino połączył się z Paminą, nieudolny Papageno dostał w końcu swoją prześliczną i dźwięczną jak dzwoneczek Papagenę i wszyscy poczuli się szczęśliwi…. Nawet Królowa Nocy zapominając o urazach przytuliła się do Sarastra!

Oklaskom nie było końca, dziękowaliśmy i wspaniałym śpiewakom-aktorom, i doskonałej orkiestrze i jej dyrygentowi – no i przede wszystkim schowanemu w cieniu animatorowi całego festiwalu – niezrównanemu Dariuszowi Paradowskiemu. Rozchodzący się ulicami Helu tłum widzów jeszcze długo, entuzjastycznie komentował świetne przedstawienie.

(Wojtuniu - poniższą informację dodaj tylko, jeśli zdobędziesz od p.Paradowskiego nazwiska śpiewaków – myślę, że warto się o to postarać!):



Wystąpili:

  • Tamino, książę egipski – tenor

  • Pamina, księżniczka, córka Królowej Nocy – sopran

  • Królowa Nocy, matka Paminy – sopran koloraturowy

  • Papageno, ptasznik – baryton

  • Papagena – sopran

  • Sarastro, kapłan Izydy i Ozyrysa – bas

  • Monostatos, Maur – tenor

  • Mówca – bas

  • dwaj kapłani – tenor i bas

  • dwaj mężczyźni w zbrojach – tenor i bas

  • trzej chłopcy – dwa soprany i alt

  • trzy damy Królowej Nocy – dwa soprany i alt

(©Władysław Szarski)


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna