Czesław miłosz wyprawa do lasu



Pobieranie 45.59 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar45.59 Kb.
CZESŁAW MIŁOSZ

Wyprawa do lasu


Drzewa ogromne, że nie widać szytu,

Słońce zachodząc różowo się pali

Na każdym drzewie jakby na świeczniku,

A ludzie idą ścieżką, tacy mali.


Zadrzyjmy głowy, weźmy się za ręce,

Żeby nie zgubić się wtrawach jak w borze.

Noc już na kwiaty nakłada pieczęcie

I z góry spływa kolor po kolorze.


A tam nad nami uczta. Dzbany złota,

Czerwone wina w osinowej miedzi.

I wiezie dary powietrzna karoca

Dla niewidzialnych królów czy niedźwiedzi.


in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)
The excursion to the forest
The treees so huge you can’t see treetops.

The setting sun fixes a rosy flame

On every tree, as on a candlestick,

And tiny people walk a path below.


Let us raise our heads, hold hands

So that we con’t lose our way in the tangled grass.

The night has begun to oput seals on the flowers,

Color after color is flowing down the sky.


And there, above, a feast. Jugs of gold,

Red wine is being poured in aspen copper.

And an airborne coach carries gifts

For the invisible kings or for the bears.


in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

Królestwo ptaków


W wysokim locie ociężałe głuszcze

Skrzydłami niebo nad lasami krają

I gołąb wraca w napowietrzną puszczę,

I kruk połyska jak samolot stalą.


Czym dla nich ziemia? Ciemności jeziorem.

Noc ją połknęła na zawsze, a one

Mają nad mrokiem jak nad czarną falą

Domy i wyspy światłem ocalone.


Jeżeli gładząc dziobem długie pióra

Upuszczą jedno – pióro długo spada,

Zanim dna jezior głębokich dosięgnie.
i o policzek trąca – wieść ze świata,

Gdzie jasno, ciepło, swobodnie i pięknie.


in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)

The bird kingdom


Flying high the heavy wood grouse

Slash the forest sky with their wings

And a pigeon returns to its airy wilderness

And a raven gleams with airplane steel.


What is the earth for them? A lake of darkness.

It has been swallowed by the night forever.

They, above the dark as above black waves,

Have their homes and islands, saved by the light.


If they groom their long feathers with their beaks

And drop oneof them, it floats a long time

Before it reaches the bottom of the lake

And brushes someone’s face, bringing news

From a world that is bright, beautiful, warm, and free.
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

Słońce
Barwy ze słońca są. A ono nie ma

Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.

I cała ziemia jest niby poemat,

A słońce nad nią przedstawia artystę.
Kto chce malować świat w barwnej postaci,

Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.

Bo pamięć rzeczy, które widział , straci,

Łzy tylko w oczach zostaną piekące.


Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli

I patrzy w promień od ziemi odbity.

Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili:

Gwiazdy i róże, i zmierzchy i świty.


(Warszawa, 1943)
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)
The sun
All colors come from the sun. And it does not have

Any particualr color, for it contains them all.

And the whole Earth is like a poem

While the sun above represents the artist.


Whoever wants to paint the variegated worldd

Let him never look straight up at the sun

Or he will lose the memory of things he has seen.

Only burning tears will stay in his eyes.


Let him kneel down, lower his face to the grass,

And look at light reflected by the ground.

There he will find everything we have lost:

The stars and the roses, the dusks and the dawns.


trans. Czesław Miłosz

in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)

Kto?
Za czerwonym ulicznym światłem młode liście kasztanów.

Kim jest ten, który widzi?

Skąd przychodzi, dokąd zniknie, kto

Jest ten, który tu będzie zamiast niego

Widzieć to samo ale nie to samo,

Bo z innym pulsowaniem krwi?


I konary potężnych drzew nad stromą drogą pod górę

Nachylone ku sobie, i w tej alei,

Za kolumnadą pni, otwarta jasność.

Dla kogo to? I jak się zmienia

Za każdym nowym powrotem widzenia?
Bądźcie sobą, rzeczy tej ziemi, bądźcie sobą.

Nie polegajcie na nas, na naszym oddechu,

Na fantazjach zdradliwego i chciwego oka.

Tęsknimy do was, do waszej istoty,

Abyście trwały takie jak w sobie jesteście,

Czyste i nie ogładane przez nikogo.


in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)
Who?
Beyond the red traffic light, young chestnut leaves.

Who is the one seeing it,

Where does he come from, where will he disappear to, who

Is the one, instead of him,

Seeing the same but not the same thing,

For his is a different pulsation of the blood?


And limbs of huge trees over a steep road,

Leaning into each other and in that lane,

Beyond the colonnade of trunks, open brightness.

For whom is this? And how does it vary?

Is it present every time or just imaginary?
Be yourselves, things of this earth, be yourselves!

Don’t rely on us, on our breath,

On the fancies of our treacherous and avid eye.

We long for you, for your essence,

For you to last as you are in yourselves:

Pure, not looked at by anybody.


in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

Ten świat


Okazuje się, że to było nieporozumienie.

Dosłownie wzięto, co było tylko próba.

Rzeki zaraz wrócą do swoich początków,

Wiatr ustanie w krążeniu swoim.

Drzewa zamiast pączkować będą dążyć do swoich korzeni.

Sarcy pobiegną za piłką,

Spojrzą wlustro i znowu są dziećmi.

Umarli przebudzą się, nie pojmujący.

Aż wszystko, co się stało, wreszcie się odstanie.

Jaka ulga! Odetchnijcie, którzyście dużo cierpieli.


(Berkeley, 1993)
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)

This world


It appears that it was all a misunderstanding.
What was only a trial run was taken seriously.

The rivers will return to their beginnings.

The wind will cease in its turning about.

Trees instead of budding will tend to their roots.

Old men will chase a ball, a glance in the mirror –

They are children again.

The dead will wake up, not comprehending.

Till everything that happened will unhappen.

What a relief! Breathe freely, you who suffered much.
trans. Czesław Miłosz and Robert Hass

in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996)


Faith
Faith is in you whenever you look
At a dewdrop or a floating leaf
And know that they are because they have to be.
Even if you close your eyes and dream up things
The world will remain as it has always been
And the leaf will be carried by the waters of the river.
You have faith also when you hurt your foot
Against a sharp rock and you know
That rocks are here to hurt our feet.
See the long shadow that is cast by the tree?
We and the flowers throw shadows on the earth.
What has no shadow has no strength to live.
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

Hope
Hope is with you when you believe


The earth is not a dream but living flesh,
That sight, touch, and hearing do not lie,
That all things you have ever seen here
Are like a garden looked at from a gate.
You cannot enter. But you’re sure it’s there.
Could we but look more clearly and wisely
We might discover somewhere in the garden
A strange new flower and an unnamed star.
Some people say we should not trust our eyes,
That there is nothing, just a seeming,
These are the ones who have no hope.
They think that the moment we turn away,
The world, behyind our backs, ceases to exist,
As if snatched up by the hands of thieves.
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

Love
Love means to learn to look at yourself


The way one looks at distant things
For you are only one thing among many.
And whoever sees that way heals his heart,
Without knowing it, from various ills –
A bird and a tree say to him: Friend.
Then he wants to use himself and things
So that they stand in the glow of ripenss.
It doesn’t matter whether he knows what he serves:
Who serves best doesn’t always understand.
in Czesław Miłosz, Poezje wybrane/Selected Poems (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996) – no translator attribution

[replace other translation with this!]


Above the vast, clear depths
Above the vast, clear depths
Cliffs stood, erect and stark,
And the transparent depths
Reflected the rock’s dark face;
Above the vast, clear depths
Clouds flew, transient and dark,
And the transparent depths
Reflected their futile chase;
Above the vast, clear depths
Lighting flashed, thunder rolled,
And the transparent depths
Reflected the silent bolt.
And still the vast, clear depths
Are transparent as of old.
I see these depths all round
As I reflect the sky,
The flash, the proud rock’s frown –
Everything I pass by.
Cliffs must stand tall and reign,
Clouds must carry their rain,
Lightning must roar and be gone,
I must flow on, on, on.
trans. Stanisław Barańczak with Clare Cavanagh

in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997)

KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI
Dlaczego ogórek nie śpiewa
Pytanie to, w tytule

postawione tak śmiało,

choćby z największym bólem

rozwiązać by należalo.


Jeśli ogórek nie śpiewa,

i to o żadnej porze,

to widać z woli nieba

prawdopodobnie nie może.


Lecz jeśli pragnie? Gorąco!

Jak dotąd nikt. Jak skowronek.

Jeżeli w słoju nocą

łzy przelewa zielone?


Mijają lata i zimy,

raz słoneczko, raz chmurka;

a my obojętnie przechodzimy

koło niejednego ogórka.


in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997)
Why does the pickle never sing?
The question that our title

has cast in deathless bronze

is painful, yet so vital,

we owe it a response.


If our little green friend

won’t sing, croon, lilt or chant,

it’s clear that, Heaven forfend,

it most probably can’t.


But what if evil stars

trample its throat? if divine

airs die in air-tight jars,

engulfed by teary brine?


Meanwhile, time flies, alas,

first sunshine, then rains trickle, and still we callously pass

by many a pained pickle.
trans. Stanisław Barańczak with Clare Cavanagh

in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997)

Artykulacja
Każde następne słowo budzi wstyd, łamie się na kataraktach języka, zębów, warg. Drżący napór głosek żłobi oporne koryto: język wrośnie w swoje dno, zeschnięte wargi osłabną, wyłamią się zęby ze swego twardego porządku; wreszcie: brama na przestrzał, tunel kulisty, wydrążony ze zwodzonych zapór, o ścianach obojętnie gładkich na zrodzenie tego, co kłamie, tego, co kłamane. Ale rodzi się tylko zeięzła taśma krzyku, tylko ta druga, jedna z dwóch, prawda.
in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997) [no translation]

Twarzą w trawę


Twarzą w trawę; i twarzą w twarz,

którą straciłem, oko w oko, którym

rzuciłem nieopatrznie i opacznie w stronę

luster i bruków; czy

te giętkie bagnety są moimi

dawnymi włosami czy dawnym

językiem, teraz obcym, ostrym,

oschłym, siwym od pyłu; czy są

skrawkami srebra, które muszę zalać

szkłem łez, aby w tym lustrze

odzyskać twarz; twarzą

w trawę, włosami w kłosy, ustami

w oset ostygły, nie wypukły

bruk zlany krwią, nie w płaskie lustro,

we wkłesłą maskę z gipsu, którą ziemia

sprawi mi w dniu powrotu


in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997) [no translation]
Tłum, który tłumi i tłumaczy
Tłum, który tłumi i tłumaczy;

który tupotem i tępa głuchotą,

stłoczony w autobusach i tunelach, tłumi

słabiutkie tętno sensu, stukające w dzaszce,

ale który tłumaczy ten ulotny puls

na nieodwołalną mowę

swej tłumnej samotności;

tłum, który, choć nie daje mi się wytłumaczyć

i tłumi każde słowo, kładąc mi na ustach

dłoń wspólnego milczenia,

jednak w mojee tętnice tłoczy wspólną krew,

czarną,


na oczyszczenie czekającą, wciąż

tłukącą głuchym mrokiem w mur komory serca;

ten tłum, który tratując i dusząc zarazem

ogarnia swym uściskiem, tchem napełnia płuca



i, niewytłumaczalny, jest wytłumaczony
in Stanisław Barańczak, Wybór Wierszy i Przekładów (Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997) [no translation]


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna