Czy można nawrócić się samemu?



Pobieranie 71.39 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar71.39 Kb.


Bp Zbigniew Kiernikowski

Czy można nawrócić się samemu?


(artykuł opublikowany w „Pastores” 24(3)2004, s. 29-38)

Spis treści

Czy można nawrócić się samemu? 1

1. Nawrócenie odpowiedzią na wezwanie 1

2. Biblijna logika nawrócenia 2

Epistrepho – zmiana kierunku 3

Metanoeo – przemiana myślenia 4

Metameolomai – odczucie żalu 4



3. Dynamiczny charakter nawrócenia 6

4. Trudności w zrozumieniu daru nawrócenia 6

5. Inicjatywa należy do Boga 8

Etapy procesu nawrócenia 9

By nie zostać w połowie drogi… 11


Gdy słyszymy słowo: nawrócenie, lub skierowane do nas wezwanie do nawrócenia, łatwo dystansujemy się od tego. Niezbyt chętnie dopuszczamy do siebie myśl, że to może dotyczyć nas, że może dotyczyć mnie osobiście. Stoi za tym nasze naturalne poczucie samoświadomości, samowystarczalności, poczucie swoich racji itp. Taki jest zazwyczaj nasz sposób reagowania na wezwanie do nawrócenia, szczególnie wtedy, gdy nie znajdujemy się w sytuacji ewidentnej niepoprawności. Jeśli zaś nawet to wezwanie jakoś do nas dociera, to jakby automatycznie włącza się w nas pewien mechanizm, który z góry podaje nam nasz schemat „nawrócenia” polegający na pewnej poprawie, naturalnie przez nas określonej, którą jesteśmy gotowi (z mniejszym czy większym entuzjazmem) przeprowadzić.

Temu, że człowiek tak reaguje, tak pojmuje wezwanie do nawrócenia, nie ma się wcale co dziwić Tym bardziej nie należy tego w sobie ukrywać. Z drugiej jednak strony trzeba sobie zdać sprawę, że nawrócenie to nie jest jakaś forma autopoprawki, lecz zmiana fundamentu, zmiana ośrodka życia – w myśleniu i działaniu. Jest to zmiana dokonana nie według człowieka, nie według ludzkiego wzorca, lecz nowe odniesienie człowieka do źródła życia, jakim jest Bóg.


1. Nawrócenie odpowiedzią na wezwanie


Dla umożliwienia zrozumienia istoty nawrócenia konieczne jest najpierw uświadomienie sobie faktu błędu i jakości tego błędu, jaki zaistniał w człowieku wskutek grzechu pierworodnego. Ten grzech polegał – krótko mówiąc – na sięgnięciu przez człowieka po poznanie dobra i zła: …gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,5). Człowiek za namową szatana dokonał wyboru i tym samym obrał swój kierunek, swoją orientację - inną, niezależną od zamysłu Boga. Wybrał inną jakość egzystencji niż ta, do której Bóg go stworzył; postawił siebie na wiele obiecującej drodze autorealizacji, która okazała się i wciąż się okazuje drogą do nikąd. Ta droga stale jawi się dla człowieka atrakcyjna, ale stale też jest przez niego odkrywana jako niewystarczająca. Stąd człowiek brnie (stacza się) coraz dalej na tej egzystencjalnej równi pochyłej, i coraz trudniejsze, a właściwie wręcz niemożliwe staje się dla człowieka wyzwolenie się z tej fałszywej drogi. Uwolnienie się od fałszywej koncepcji życia jest właściwie niemożliwe. Człowiek, który się na niej znajduje, sam nie zdaje sobie sprawy z tego, że błądzi i to coraz bardziej wybierając rozwiązania według swego rozeznania. Dzieje się tak dlatego, że to jego rozeznanie jest zniekształcone. Wybierając więc to, co mu się wydaje „dobrym” rozwiązaniem, wpada w kolejną pułapkę. Nie jest w stanie nawrócić się z tej drogi tak długo, dopóki ktoś mu nie objawi tej pomyłki i ktoś go z tej drogi nie zawróci.

Obrazowo mówiąc, człowiek nie nawróci się, dopóki ktoś go nie zawoła, nie oświeci go, a on sam nie przyjmie tej pomocy i nie uchwyci się jej, z przekonaniem, że jedynym rozwiązaniem dla zagubionego życia jest powrót, zawrócenie, nawrócenie, które wyraża się w (całkowitej) negacji tego, co dotychczas było motywacją i racją życia. Nawrócenie jest to wewnętrzne zrozumienie i akceptacja prawdy, że – w oparciu o Dobrą Nowinę – jest możliwe i konieczne wejście w obumieranie sobie.

Istotny problem w przeżywaniu chrześcijańskiego nawrócenia tkwi w rozumieniu jego jakości. Ponieważ jest ono odpowiedzią na wezwanie, z góry zostaje wykluczone to, co można nazwać samonawróceniem. Określenie więc samej inicjatywy nawrócenia, jak też określenie wszystkiego, co składa się na nawrócenie – a więc czas, kierunek, sposób, okoliczności itp., nie należą do człowieka mającego się nawrócić (potrzebującego nawrócenia), lecz są skutkiem wezwania i oferty, która przychodzi do człowieka z zewnątrz, od Pana Boga.

2. Biblijna logika nawrócenia


Zastanowimy się pokrótce jak Pismo święte, szczególnie Nowy Testament, ujmuje sprawę nawrócenia. Jest to oczywiście problem bardzo szeroki. Proponuję tu przyjrzeć się tylko kilku terminom biblijnym używanym na określenie nawrócenia. Analiza ich znaczenia pomoże nam z pewnością lepiej zrozumieć istotę rzeczywistości, którą wyrażają.

Nie jest możliwe przedstawienie w krótkim artykule wszystkich niuansów tego szerokiego i subtelnego zagadnienia, jakim jest terminologia związana z problematyką nawrócenia. Odsyłam do opracowań specjalistycznych i ogólnie dostępnych słowników, z których również tutaj korzystam (nie podając szczegółowych odniesień ze względu na charakter artykułu).

Zatrzymamy się nad kilkoma terminami używanymi w Nowym Testamencie, odnosząc się do tła Starego Testamentu.

W grę wchodzą trzy terminy: epistrepho, metanoeo, metamelomai. Oto ich krótka charakterystyka.


Epistrephozmiana kierunku


Czasownik epistrepho, znany też w grece klasycznej, wyraża zmianę kierunku ruchu, zmianę drogi, postępowania. Odnosi się do sfery zewnętrznej - ruchu w sensie fizycznym, określając ruch docelowy i zwrócenie się do określonego punktu, przedmiotu. Dotyczy także dziedziny duchowej, a więc skierowanie woli człowieka ku drugiemu, ku określonym wartościom. Może więc określać taką orientację, której celem jest wewnętrzne przylgnięcie, dążenie do jedności.

Hebrajskim odpowiednikiem greckiego epistrepho jest szub. Rdzeń szub występuje w ST w formach czasownikowych ponad 1000 razy (z tego w Księdze Jeremiasza ponad 100 razy), rzadko natomiast jest używany w formach rzeczownikowych i przymiotnikowych. Termin szub jako czasownik wyraża ruch z konotacją zmiany kierunku, powrotu do tego (kogoś / czegoś, kogo / co się opuściło, od kogo / czego się odeszło). Ten zewnętrzny aspekt związany z ruchem przyjmuje także znaczenie metaforyczne, duchowe, moralne. Jak ważne jest to słowo u proroków, świadczy fakt, że czasem stosowana jest pewna gra słów: Wróć odstępco - nawróć się, który się odwróciłeś. Oto przykłady z Księgi proroka Jeremiasza:

Jr 3,12 - Idź i głoś następujące słowa ku północy: Wróć, Izraelu-Odstępco (szubah meszubah Israel) - wyrocznia Pana.

Jr 3,14 - Wróćcie, synowie wiarołomni (szubu banim szobabim) - wyrocznia Pana - bo jestem Panem waszym i przyjmę was…

Treść, jaka wiąże się z czasownikiem epistrepho i jego hebrajskim odpowiednikiem szub, dotyczy „kierunku”, czyli orientacji życia, a konkretnie powrotu do tego, kto wzywa, a od kogo wzywany uprzednio się odwrócił.

Metanoeo – przemiana myślenia


Drugi termin określający nawrócenie to czasownik metanoeo. Jest on złożony z dwóch członów: przedrostka meta – wskazującego na to, co jest ponad czy poza, na inność czy zmianę, oraz czasownika noeo, który znaczy dostrzegać, zrozumieć, pojmować, myśleć. Ten złożony czasownik wyraża więc proces zmiany postrzegania, pojmowania, myślenia. Warto podkreślić, że jest to termin stosunkowo rzadko spotykany w klasycznej literaturze greckiej. Pojawia się natomiast częściej w języku greckim popularnym (koine). Dla klasycznej myśli greckiej nie było bowiem czymś naturalnym mówić o radykalnej zmianie myślenia. Tam dominowała raczej koncepcja uświadomienia sobie swojej pozycji myślowej i jej uzasadnienia, czyli „obrony” własnego sposobu myślenia. Tego rodzaju wydarzenie, jakim jest zmiana myślenia, staje się możliwe w pełni dopiero w świetle orędzia Ewangelii. Termin metanoeo, metanoia uzyskuje więc precyzyjne znaczenie i zastosowanie w tekstach Nowego Testamentu.

Nowotestamentalne użycie omawianego terminu odpowiada zasadniczo temu, co zawiera się w hebrajskim szub i tym samym zbliża się semantycznie do treści, jakie wyraża termin epistrepho w jego odniesieniu do sfery duchowej. Metanoeo w NT nie oznacza więc tylko teoretycznej zmiany myślenia ani nie jest jakimś zintelektualizowaniem tych treści, jakie są zawarte w biblijnej koncepcji nawrócenia (szub), lecz określa taką zmianę myślenia (czyli nawrócenie wewnętrzne człowieka), która prowadzi do zmiany postępowania, do zmiany kierunku życia. Metanoia według myśli NT dotyczy więc ostatecznie całej wewnętrznej sfery człowieka, gdzie dokonuje się podejmowanie decyzji. Dokonująca się zmiana oraz wynikające zeń konkretne decyzje i postępowanie są odpowiedzią na wezwanie płynące z orędzia Ewangelii.


Metameolomai – odczucie żalu


Trzeci wreszcie termin to metamelomai. Jest on złożony z przedrostka meta (jak wyżej) i czasownika melo. Czasownik melo oznacza: być przedmiotem czyjejś troski, troszczyć się o coś, mieć pieczę nad czymś. Czasownik złożony metamelomai wskazuje więc na zmianę zainteresowania, zmianę odnoszenia się do czegoś, do dotychczasowej sytuacji czy układu relacji. Oznacza głównie uczucie żalu z powodu czegoś, co się nie udało, wyraz odczucia winy z powodu błędu czy grzechu i odnosi się raczej do przeszłości niż przyszłości. Nie oznacza koniecznie zwrócenia się człowieka ku Bogu czy ku dobru. W NT jest używany rzadko. Znamienne jest, że ten termin jest użyty m.in. dla określenia sytuacji duchowej Judasza po zdradzie Jezusa: Wtedy Judasz, który Go [Jezusa] wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się (metameletheis), zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym (Mt 27,3 - w przekładzie BT)). Można ten termin metameletheis oddać w języku polskim (być może właściwiej niż BT) słowem „żałował”, czyli „żal mu się zrobiło”. Nie był to jednak żal nawrócenia, zwrócenia się do Jezusa, do Boga, lecz żal nad sobą samym, co prowadzi do desperacji. Pełny przekład mógłby więc brzmieć: „żal mu się zrobiło, (że się pomylił) wydając Sprawiedliwego”, tak to sam Judasz wypowie przed arcykapłanami. Podobne, ale o innym odcieniu użycie tego czasownika spotykamy także w Mt 21,30.

Termin metamelomai zawiera zatem inną treść niż metanoeo. Tę różnicę dostrzega się jeszcze wyraźniej w tekście św. Pawła pisanym do Koryntian: A chociaż może i zasmuciłem was moim listem, to nie żałuję (ou metamelomai = nie jest mi przykro) tego; nawet zresztą gdybym i żałował (metamelomēn), widząc, że list ów napełnił was na pewien czas smutkiem, to teraz raduję się - nie dlatego, żeście się zasmucili, ale żeście się zasmucili ku nawróceniu (eis metanoian). Zasmuciliście się bowiem po Bożemu, tak iż nie ponieśliście przez nas żadnej szkody. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia (ergazetai metanoian) ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje (ā-metameleton), smutek zaś tego świata sprawia śmierć (2 Kor 7,8-10).

Jasno wynika z tego Pawłowego tekstu, że nie każde żałowanie jest równoznaczne z nawróceniem, a nawet wprost przeciwnie. Nieużalanie się nad sobą (nad swoją „niby-pomyłką”, czy niby-złym krokiem, który spowodował coś bolesnego) czy nieużalanie się nad innymi (to znaczy, że ten czyn dotknął i spowodował smutek i ból), świadczące o tym, że wydarzenie zostaje przyjęte z prostotą i wiarą – czasem z powodu twardej prawdy – może pobudzić i prowadzić do nawrócenia: przeżywanie smutku po Bożemu prowadzi do nawrócenia i zbawienia. Przeżycie więc prawdziwego nawrócenia okazuje się i pozostaje czymś, z powodu czego nie będzie człowiekowi nigdy przykro (jest ā-metameleton, to znaczy takie, którego się nie żałuje i nie będzie się żałować, które nie okaże się nigdy pomyłką, oszukaniem). To prowadzi do życia. Przeżywanie zaś smutku na sposób świata, czyli przez zwracanie się ku sobie, prowadzi do śmierci.

3. Dynamiczny charakter nawrócenia


Z powyższego krótkiego przeglądu terminów stosowanych w Piśmie świętym do wyrażenia nawrócenia i zmiany mentalności itp. wynikają pewne wnioski, które mogą posłużyć do dalszej refleksji nad rozumieniem nawrócenia chrześcijańskiego w dzisiejszych warunkach i okolicznościach.

1. Biblijne pojęcie nawrócenia, określanego za pomocą hebrajskiego szub i jego odpowiedników greckich epistrepho lub metanoeo, ma charakter dynamiczny i jest „ruchem” czy zmianą, zmianą kierunku, postępowania.

2. Ten „ruch”, a właściwie zmiana jego kierunku, nie jest tylko posunięciem czysto zewnętrznym, lecz zasadza się w zaistnieniu zmiany wewnętrznej, wewnętrznej przemiany i decyzji dokonującej się we wnętrzu człowieka.

3. Wewnętrzna zmiana (zmiana myślenia), której efektem są zmiany zewnętrzne, czyli zmiana postaw i postępowania, nie jest wynikiem samodzielnego odkrycia prawdy ani własnym zdefiniowaniem orientacji życiowej, nawet czynionej na podstawie własnych porażek i wiążącego się z tym jakiegoś żalu do siebie czy nad sobą. Nie polega na rozczarowaniu czy nawet pokutowaniu (w stylu „mądry Polak po szkodzie”). Nie wypływa ono z logiki autokorekty, lecz jest owocem spotkania kogoś, kto wzywa, obwieszcza prawdę, wskazuje drogę i ukazuje sposób postępowania, do którego uzdalnia oraz towarzyszy poszczególnym krokom. To właśnie dokonanie się w człowieku tej relacji z Kimś (z Bogiem), kto różnymi sposobami daje człowiekowi możliwość i moc przekraczania własnych horyzontów i wychodzenia poza własną koncepcję oraz wchodzenia w logikę tego, kto wzywa i uzdalnia, by na nim polegać jest nawróceniem


4. Trudności w zrozumieniu daru nawrócenia


W związku z powyższym można czy trzeba spojrzeć krytycznym okiem na niektóre sformułowania przyjęte w naszym obiegowym języku pastoralnym, znajdujące także swój wyraz w tłumaczeniach tekstów biblijnych czy liturgicznych.

Jednym z przykładów jest parafraza tekstu: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1,15) śpiewana jako refren pieśni: Bliskie jest królestwo Boże, nawracajmy się Z wezwania nawracajcie się powstała aklamacja nawracajmy się, którą kierujemy sami do siebie. Zaznaczyć trzeba, że czasownik metanoeo nie występuje w pierwszej osobie poza jednym wyjątkiem - Łk 17,4, gdzie jest relacją o dokonanej zmianie. Podobnie ma się sprawa z czasownikiem epistrepho - poza wyjątkiem Mt 12,44, gdy zły duch mówi o powróceniu do wymiecionego mieszkania.

Kolejnym przykładem jest tłumaczenie fragmentu Księgi Jeremiasza: To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Poprawcie postępowanie i wasze uczynki, a pozwolę wam mieszkać na tym miejscu. (…) Albowiem jeżeli naprawdę poprawicie wasze postępowanie (…) wtedy pozwolę wam mieszkać na tym miejscu w ziemi, którą dałem przodkom waszym od dawna i na zawsze (Jr 7,3.5).

Zauważyliśmy wcześniej, że nawrócenie to nie jakaś poprawa swojego postępowania, ale coś bardziej radykalnego, ostatecznie chodzi o zmianę, o uczynienie dobrym (w sensie bezwzględnym czy absolutnym). Poprawianie zaś nie zawsze prowadzi do dobrego. Wezwanie, jakie kieruje Bóg przez proroka Jeremiasza, nie powinno być przełożone poprawcie, lecz uczyńcie dobrym (hifil – forma sprawcza czasownika tob). Nic nie szkodzi, że człowiek tego nie potrafi. Gdy doświadczy tego, iż sam nie potrafi uczynić prawdziwie dobrym swego postępowania, być może po tym doświadczeniu wreszcie nawróci się do Boga, który jest mocen spełnić to, co jest niemożliwe dla człowieka. W konsekwencji człowiek ten może (będzie do tego uzdolniony) w sposób czysty przyjąć działanie Boga w sobie (zob. J 6,28). Lepiej jest bowiem, gdy człowiek konsekwentnie przyjmie działanie Boga w stosunku do siebie, niż gdy sam całe życie zajmuje poprawianiem swego postępowania, czyniąc to mniej lub bardziej na własną rękę i według własnego kryterium.

Jako następny przykład możemy wziąć przekład 2 Kor 5,20: Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. Forma czasownikowa (katallagete to Theo - imperat. aor. pass.) skłania, by tłumaczyć ten fragment pozwólcie, dajcie pojednać się z Bogiem / bądźcie pojednani z Bogiem. To do Boga należy bowiem inicjatywa i od Niego pochodzi dar nawrócenia, na który można odpowiedzieć przyjmując go całkowicie takim, jakim jest. Nie ma tu zatem miejsca na własną inicjatywę człowieka w pojednaniu się z Bogiem i na kształtowanie przez człowieka sposobu, w jaki miałoby się ono dokonać, czy określanie jego warunków. Jest to natomiast wezwanie do przyjęcia logiki Boga bez żadnych warunków, jako dzieła nowego stworzenia dokonanego przez Boga w człowieku (zob. kontekst poprzedzający i i następujący: 2 Kor 5,17-19 i 5,21 – 6,12).

Warto też zwrócić uwagę na tekst wielkopostnej antyfony brewiarzowej w godzinie popołudniowej: Umocnieni łaską Bożą, pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości. Tekst łaciński brzmi: Per arma iustitiae virtutis Dei, commendemus nosmetipsos in multa patientia. Sens tego tekstu jest następujący: W oparciu o oręż (uzbrojeni w) sprawiedliwości (wynikającej) z mocy Boga, powierzajmy się [Bogu = Jego sprawiedliwości] w wielkiej cierpliwości, czyli dajmy się prowadzić drogami Bożej sprawiedliwości. To niekoniecznie oznacza to samo, co pracować nad sobą nawet z pomocą łaski Bożej. Jest to raczej wezwanie, byśmy opierając się na mocy Boga, który jest dla nas usprawiedliwieniem, trwali wobec przeciwności w wielkiej cierpliwości.


5. Inicjatywa należy do Boga


Odkrycie i zrozumienie tych podstawowych elementów (które pociągają za sobą tyle różnych szczegółów składających się na mozaikę życia w nawróceniu) dokonuje autentycznego przewrotu w życiu człowieka. To odkrycie i ten przewrót nie pochodzi od człowieka i to nie sam człowiek je kształtuje. Całe to nawrócenie jest darem – wyzwaniem przychodzącym do człowieka od Boga. To Bóg uzdalnia człowieka do kroczenia drogą jego własnego życia i wprowadza człowieka coraz to głębiej w to życie, a jednocześnie pozwala mu odkrywać, że ta droga jego życia jest stale nowa, inna, niż to sam sobie codziennie w poszczególnych sytuacjach wyobraża czy planuje.

Wejście na tę drogę i kroczenie po niej (tzn. życie w stałym nawróceniu) jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki Ewangelii, tzn. Dobrej Nowinie o Jezusie Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Ewangelia obwieszcza człowiekowi, gdzie jest życie, a gdzie jest śmierć, i czyni to zupełnie niezależnie w stosunku do (naszego) ludzkiego doświadczenia. Co więcej, okazuje się, że między rzeczywistością postrzeganą przez człowieka a rzeczywistością obwieszczaną przez Ewangelię zachodzi relacja na podobieństwo negatywu i pozytywu. To, co człowiekowi naturalnemu wydaje się dla niego dobrym – choć w rzeczywistości jest złe – w konkretnych sytuacjach Ewangelia pomoże mu dostrzec jako zło. I odwrotnie to, co jawi mu się jako złe dla niego (krzyż), w świetle Ewangelii może poznać, że jest dobre i przeżyć to jako dobro dla siebie i doświadczenie wierności Boga, która pozwala mu przekraczać siebie samego.


Etapy procesu nawrócenia


Proces nawrócenia posiada kilka stopni czy etapów, które postaram się zarysować.

1. Najpierw trzeba mieć świadomość, że bardzo istotny jest pierwszy moment nawrócenia, które może mieć różną intensywność i różny zakres, ale który musi się dokonać – przynajmniej w jakiejś dziedzinie życia człowieka (w jakimś jego aspekcie) – jako wydarzenie czy przeżycia jasne i jednoznaczne. To przeżycie stanowi punkt zaczepienia. Warunkiem do zaistnienia i dowartościowania tego „momentu” nawrócenia jest doświadczenie i świadomość własnego „kryzysu”, w którym człowiek dostrzeże swoją bezradność, sytuację bez wyjścia itp. Jeśli w tej sytuacji zostanie mu obwieszczona Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie, tzn. Nowina o Jego śmierci i zmartwychwstaniu, i zostanie ona odniesiona do życia tego człowieka, to otrzymuje on nową, paschalną wizję życia. Ten konkretny człowiek w tej konkretnej, „śmiertelnej” (uśmiercającej) sytuacji otrzymuje szansę związania swego życia z Jezusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, i zaczyna przeżywać ten pierwszy moment związania swego życia z Jezusem. Przykład takiego spotkania mamy w historii eunucha opisanej w Dziejach Apostolskich (zob. Dz 8,25-40). Jest to odwołanie się do Chrystusa w sytuacji, którą odkrywa się i poznaje jako sytuację bez wyjścia o własnych siłach i w której woła się podobnie jak Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego (J 6,68). Aby to się mogło w człowieku dokonać, potrzebny jest mu prorok, który podobnie jak Natan odkrył winę Dawida, otworzy człowiekowi oczy i w ten sposób spowoduje w nim uznanie potrzeby nawrócenia oraz przyjęcie Ewangelii (zob. 2 Sm 12,1-25).

2. Człowiek, w którym dokonało się to pierwsze doświadczenie skorzystania z szansy nawrócenia, zaczyna odczytywać coraz to więcej sytuacji życiowych jako okazję do tego, by wchodzić w postawę poddawania siebie korygowaniu przez innych, przez wydarzenia. Zaczyna bowiem rozumieć, że wydarzenia, które jawią mu się jako negatywne i które normalnie są nie do zaakceptowania, mogą być przez niego przyjmowane i przeżywane pozytywnie dzięki prowadzeniu przez kogoś, kto zna drogę życia. Dzięki nim może się dokonywać wiązanie jego życia z Panem Bogiem. Na tym etapie kształtuje się w człowieku postawa posłuszeństwa i zawierzenia i dlatego potrzebuje on cierpliwego proroka-pasterza, który tak nim kieruje i tak oświeca drogę, by dzięki temu prowadzeniu wyzbył się opierania się na sobie, a zrozumiał i zaakceptował w swoim życiu rolę posłuszeństwa przewodnikowi, ostatecznie zaś Duchowi Świętemu. Jest to etap uczenia się wyzwolenia od siebie. W pierwotnym Kościele było to głównie czas katechumenatu.

3. Gdy ktoś nauczył się słuchać (albo lepiej: zrozumiał, że posłuszeństwo komuś, kto prowadzi w imię Jezusa Chrystusa, jest darem, łaską i przywilejem oraz pomocą, z której dobrze jest korzystać), wówczas nie trzeba go przekonywać o potrzebie nawrócenia. Zaczyna tego pragnąć jako sposobu realizacji siebie na wzór i podobieństwo Boga. Wtedy już nie tyle potrzebuje proroka herolda czy proroka pasterza, ile proroka-kapłana, z którym razem mógłby celebrować swoje nawrócenie w sakramentach. Jest to etap stałego ukierunkowania na Misterium Jezusa Chrystusa. Na tym etapie potrzebne jest prowadzenia typu mistagogicznego, pozwalające człowiekowi świętować (celebrować) swoje nawrócenie i kształtować swoje życie według poznanej łaski. Jest to świętowanie nowego życia jako stałego stanu życia w nawróceniu, czyli byciu zorientowanym na Boga i oddawaniu Mu czci i kultu.

Tych trzech etapów czy aspektów nawrócenia nie należy traktować w sposób wyizolowany, sztucznie usystematyzowany. Są one integralne i zawsze w pewnej mierze współistnieją. Niemniej jednak dobrze jest pamiętać, że nawrócenie posiada pewną strukturę i jest procesem ukierunkowanym podlegającym rozwojowi. Tylko przy zachowaniu tej struktury można doświadczyć prawdziwego nawrócenia i je przeżywać jako dar kształtujący życie na chwałę Boga i dla dobra innych.

By nie zostać w połowie drogi…


Nieuwzględnianie dynamiki i praw procesu nawrócenia może spowodować określone niewłaściwe skutki, które mogą blokować proces nawrócenia lub skierować go na niewłaściwie tory. Można by je zebrać następująco:

1. Człowiek nie będzie mógł celebrować i przeżywać nawrócenia, jeśli wcześniej nie przeżyje konkretnych momentów radykalnego nawrócenia (choćby w małej określonej sferze swego życia); jeśli nie uzna, że w jego życiu ktoś inny ma (może mieć) rację, i to nieporównywalnie słuszniejszą niż racja (przekonania) jego samego; jeśli nie uzna, że potrzebuje kogoś, kto prowadziłby go ku celowi, którego on sam nie zna, a ku któremu da się prowadzić – uwierzywszy komuś, kto mu przyniósł Dobrą Nowinę.

2. Człowiek nie będzie rozumiał nawrócenia i nie wejdzie w pełne przeżywanie go, jeśli nie zostanie przeprowadzony z doświadczenia określonego tutaj jako pierwszy etap nawrócenia (nawet gdy było bardzo radykalne) do postawy stałego posłuszeństwa. Nie dokona się to bez konkretnej pomocy kogoś, kto stopniowo, ale zdecydowanie będzie prowadził w kolejne etapy, tzn. w posłuszeństwo i w świadome celebrowanie swego nawrócenia. Jeśli brakuje tego stałego i progresywnego przewodnictwa, wówczas – jak to często się zdarza – takie okresowe, okazyjne przeżywanie częściowych „nawróceń”, choćby głębokich (jak np. podczas rekolekcji), nie będzie wystarczające i w konsekwencji człowiek łatwo powraca do poprzedniego stanu i czeka na następne mniej czy bardziej mocne uderzenie. Warto tu zwrócić uwagę na sposób organizowania rekolekcji parafialnych, które rzadko prowadzą do dalszej systematycznej formacji życia w nawróceniu.

3. Iluzją zazwyczaj okaże się nawrócenie, w którym człowiek po (nawet bardzo głębokim) przeżyciu „momentu” nawrócenia chce wejść od razu w przeżywanie – celebrowanie nawrócenia, pomijając etap uczenia się posłuszeństwa i myśląc, że sam sobie ze sobą poradzi. Oczywiście Pan Bóg może dokonać cudu takiego przejścia i łaski zrozumienia posłuszeństwa, że człowiek odnajdzie się w prowadzeniu życia w stylu nawrócenia, jak ryba w wodzie… Zazwyczaj jednak potrzebne jest właściwe przeżycie tego etapu posłuszeństwa, który krystalizuje, umacnia i scala człowieka na drodze nawrócenia, by nie traktował tego doświadczenia tylko entuzjastycznie (w różnych formach i przejawach egzaltacji, itp.), lecz by wszedł w realizm życia.



Chrześcijaństwo to wprowadzenie człowieka w życie w nawróceniu (na drogę nawrócenia) i uzdolnienie go do przeżywania i celebrowania tej drogi nawrócenia w łonie Kościoła – aby był świadkiem działania Boga. Jest to stały proces „rozwijania się” człowieka według zamysłu i planu Boga, który od początku jest złożony w człowieku, a przeciw któremu stale występuje logika grzechu – czyli skoncentrowania się na sobie, „zwijania się” w siebie. Nawrócenie to „rozwinięcie” człowieka, jakiego Bóg dokonuje w tym, kto wierząc Dobrej Nowinie obwieszczającej Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, akceptuje przeprowadzenie w sobie procesu tego rozwijania, godząc się tym samym na przechodzenie przez trudne czasem wręcz bolesne wydarzenia. Ostatecznie jednak ów proces doprowadza do jedności i komunii z Tym, kto wzywa i między tymi, którzy to wezwanie przyjmują, a jego owocem jest komunia Ciała Chrystusa – bycie nowym stworzeniem w Chrystusie (zob. 2 Kor 5,17).




©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna