Czyżby nowe wracało. Czerwone sztandary. Cytaty z Marksa. I może jeszcze nie walka klas, ale znów protest przeciwko kapitalizmowi, a nawet trochę ulicznej rewolty. Akurat tyle, by ją zauważyły kamery telewizyjne



Pobieranie 36.13 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar36.13 Kb.
Czyżby nowe wracało. Czerwone sztandary. Cytaty z Marksa. I może jeszcze nie walka klas, ale znów protest przeciwko kapitalizmowi, a nawet trochę ulicznej rewolty. Akurat tyle, by ją zauważyły kamery telewizyjne. Antyglobaliści wszystkich krajów łączą się. Na ich  stronach internetowych można znaleźć dokładne informacje, co, gdzie, kiedy i dlaczego: szczyt francusko-niemiecki we Freiburgu 12 czerwca, szczyt UE w Göteborgu 14–16 czerwca, szczyt G-8 w Genui 20–22 lipca. Kto chce, może sobie urządzić turystykę protestu.

Na naszych oczach powstają nowe ruchy społeczne, głównie antyglobalistyczne, wykorzystujące w szerokim zakresie nowoczesne techniki medialne i komunikacyjne, zwłaszcza Internet, do przekazywania informacji i mobilizacji społecznej. Z ich inicjatywy tworzone są - w opozycji do tradycyjnych, postrzeganych jako korporacyjne – niezależne środki masowego przekazu, działające na zasadach non-profit i opierające się na aktywności dziennikarzy i wolontariuszy. Jednym z nich jest Centrum Mediów Niezależnych (CMN), utworzone przez grupę aktywistów w listopadzie 1999 roku podczas protestów przeciwko szczytowi WTO w Seattle, mające obecnie oddziały w przeszło 60 krajach. Celem CMN jest umożliwianie dostępu do niezależnej informacji oraz wspieranie lokalnych projektów wydawniczych i audiowizualnych. Nowe media stanowią coraz istotniejsze forum dyskusji społecznej i politycznej ze względu na niskie koszty funkcjonowania, ponadnarodowy zasięg i pokonanie barier językowych. Polski oddział współpracuje w tym zakresie z innymi organizacjami antyglobalistycznymi. Niemal przed każdym zjazdem możnych tego świata: przed szczytami ONZ i UE, przed dorocznymi kongresami Światowej Organizacji Handlu (WTO) czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), przeciwnicy globalizacji skrzykują się i pędzą do Waszyngtonu, Seattle, Genewy, Bangkoku, Pragi, Nicei, a przede wszystkim do Davos, na tę Czarodziejską Górę w Szwajcarii, gdzie co roku obraduje Światowe Forum Gospodarcze. Nie stanowią jednej partii. Nie mają spójnego programu, nie są – która by to już była? – nową Międzynarodówką, ale od lat potrafią  organizować „europejskie marsze przeciwko bezrobociu” i w czasie szczytów G-8 równoczesne demonstracje w niemal stu miastach czterdziestu krajów... To jakby pospolite ruszenie około 1000 organizacji pozarządowych z całego świata. Są wśród nich ekologowie z Greenpeace i obrońcy praw konsumenta, społecznicy pracujący w Trzecim Świecie i związkowcy z bogatych krajów oburzający się na dumping socjalny przybłędów z zagranicy. Są socjaliści, a także byli (albo wciąż jeszcze wierzący) komuniści i przywódcy najróżniejszych kościołów, lobbyści i nawiedzeni, bezrobotni i profesorowie ekonomii. Dzięki Internetowi są także połączeni globalnymi sieciami, które we Francji nazywają się ECOROPA (www.ecoropa.org) lub ATTAC (www.attac.org), w Niemczech „links-netz”, w Brazylii MST (rolnicy bezrolni), a tak ogólnie to „People’s Global Action” (akcja globalna ludów www.agp.org). W czasie ich demonstracji widać dużo sztandarów czerwonych, ale są także czarne – anarchosyndykalistów. A na transparentach widnieją hasła: „Wolny handel czy wolność?”, „Świat nie jest towarem”. Pod koniec stycznia w brazylijskim Porto Alegre antyglobaliści potrafili zorganizowali swe własne Anty-Davos, Światowe Forum Socjalne... Co najmniej od Seattle – gdzie w 1999 r. antyglobaliści zerwali konferencję WTO – nikt już nie może mówić, że to garstka anarchistów, a krytyka neoliberalizmu gospodarczego to postkomunistyczna nostalgia. Podobnie jak ich przeciwnicy – finansiści czy wielcy przedsiębiorcy – nie mają żadnej demokratycznej legitymizacji. Po prostu są. Na otwarcie Forum ulicami Porto Alegre przeszło 10 tys. demonstrantów i podobno jedynie rytmy samby nieco rozładowywały marsową atmosferę starych, dobrych pochodów z dawnych krajów „drugiego świata”. Obrady rozpoczęto od lepperiady. Uczestnicy Forum wtargnęli na tereny należące do koncernu Multi Monsato i zniszczyli zbiory z 2,5 hektara obsadzonych zmanipulowaną genetycznie soją i pszenicą. W centrum kongresowym omawiano taktykę walki ze światowymi organizacjami handlu i finansów, a niektórzy wracali do dawnej retoryki: „Możemy zbudować inny świat. Możemy osiągnąć rewolucję braterstwa, rewolucję wolności”, wołała Patricia Perreira, brazylijska studentka i działaczka partii robotniczej.

A jednak te płomienne słowa nie powinny mylić. Z jednej strony między Brazylią i Szwajcarią jest przepaść, na której dnie widnieje topór wojenny, z drugiej jednak trwa otwarty dialog obu światów, i to dosłowny, ponieważ Bill Gates i George Soros wzięli udział w telemoście Porto Alegre–Davos. Zarówno globaliści jak i globofobi mają bowiem zasadniczy problem na głowie: jak się ma gospodarka do polityki, demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Czy rzeczywiście odpowiedzią na wszystko jest proste zdanie: „Gospodarka głupcze...”, czy jednak wraca zmora ekonomii politycznej... Ona już dawno wróciła. Wystarczy spojrzeć na bestsellery ostatnich lat w wielu krajach, u nas – choćby na doskonałą serię Wydawnictwa Dolnośląskiego z „Pułapką globalizacji”, „Przyszłością kapitalizmu”, „Turbokapitalizmem”, a ostatnio ze światowym bestsellerem Jeremy’ego Rifkina „Koniec pracy”. Antyglobalistom marzy się globalny opór przeciwko globalizacji. Maria Mies, emerytowana profesor socjologii z Kolonii, w swej książce „Globalizacja oddolna” (Rotbuch, Hamburg 2001) dokumentuje protesty globofobów przed i po Seattle i stwierdza autorytatywnie: „Nie ma żadnej alternatywy wobec oporu, jeśli my, nasze dzieci i wnuki, także ziemia i wszystkie istoty żywe mają mieć jakąś godną człowieka przyszłość”. Jednej z czołowych działaczek niemieckiego ruchu antyglobalistycznego marzy się solidarne połączenie ruchów ekologicznych z krajów europejskich, z Indii, Meksyku, Ameryki „przeciwko zbójeckiemu kapitalizmowi i nieograniczonej ponadnarodowej tyranii koncernów”. Howgh. Antyglobaliści wszystkich krajów łączcie się! Łączą się i nawet mają swego Marksa. Jest nim siedemdziesięcioletni socjolog Pierre Bourdieu. Francuz doprowadza do szału wszystkich, którzy mówią o końcu rewolucji i walki klas, końcu ekonomii politycznej, a nawet historii jako logicznej konsekwencji totalnego tryumfu wolnego rynku. Bourdieu uważa wszelkie gadanie o zwycięstwie rynku za neokonserwatywną restaurację, a nawet za rewolucję konserwatywną w szacie „rozumu ekonomicznego”. Jej celem jest uznanie wolnorynkowego prawa dżungli za racjonalną regułę idealną. Nie ma wątpliwości, że globalizacja ekonomiczna i otwarcie granic państwowych spowodowały ożywczy ruch gospodarczy w wielu regionach świata, równocześnie coraz powszechniej uchodzi ona za zjawisko mające demoralizujące skutki. Również  tam, gdzie jest respektowana wewnętrzna logika neoliberalnego przełomu w gospodarce, często jest ona emocjonalnie odrzucana jako pełen skaz etycznych komercyjny makiawelizm. Krytyka neoliberalizmu stała się modna nawet tam, gdzie – jak w Polsce – neoliberałowie wcale nie wygrali, gdyż w istocie wolnościowy przełom utknął w zasiekach biurokratycznych aparatów socjalnych, a w moralnym dyskursie publicznym i tak jest zdyskredytowany. Globaliści mają po swojej stronie jedynie pojęcie wolności i niekiedy  uczciwości. Natomiast w głowach wrogów globalizacji straszy zmora pod nazwą „totalitaryzm kapitalizmu”... Dziś pojawiają się tony pośrednie. Nawet prezydent Bush wprowadza retorykę „konserwatyzmu współczującego”. Jest to chwyt werbalny, ale robi karierę i wymusza poważną debatę, w której wracają dwa stare pojęcia: braterstwa i sprawiedliwości. Współczujący kapitaliści zaczynają się też podszywać pod swych przeciwników. Mówią, że gospodarka funkcjonuje według własnej moralności, ani nie sięga poziomu Świętych, ani nie zaspokaja utopijnych wizji równości, ale jednak mimo wszystko opiera się na elementarnej sprawiedliwości i humanizmie. Pojawiają się nowe pojęcia: „kapitalizm uzgodniony”, „przyjazny obywatelom”. W Davos ustanowiono nagrodę dla najlepszego „przedsiębiorstwa socjalnego”. Bill Gates powiedział, że śmierć jednego dziecka afrykańskiego jest równie bolesna jak amerykańskiego i ofiarował 100 mln dolarów na badania AIDS, Fundacja Rockefellera przeznaczyła 100 tys. dolarów na szczyt antyglobalistów w Porto Alegre, gdzie zresztą pojawił się także przedstawiciel Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a gdy we wrześniu 2000 r. w Pradze antyglobaliści protestowali przeciwko wspólnej sesji Banku Światowego i MFW, prezes banku powiedział: „Mamy te same cele, co ci demonstranci na ulicy”. Globalizacja oddaje świat we władzę gospodarki kapitalistycznej, która opiera się na konkurencji i maksymalizacji zysków. Wielkie ponadnarodowe koncerny, korporacje i rynki finansowe sięgają poza struktury państwowe i wymykają się jakiejkolwiek demokratycznej kontroli. W ten sposób państwa i regiony są wystawione na szantaż konkurencji o inwestycje i muszą przyjmować takie regulacje, które zapewniają przedsiębiorcom jak największe zyski. Konsekwencją jest kruszenie się socjalnej, ekonomicznej i ekologicznej jakości życia mieszkańców poszczególnych regionów. W rezultacie „państwo uszczuplone” (zmniejszenie podatków dochodowych i spadkowych na korzyść podatku VAT i sprzedaż przedsiębiorstw państwowych) ubożeje, nawet, gdy gospodarka kwitnie, i zmniejsza świadczenia w sferze socjalnej, oświatowej i zdrowotnej. Konkurencja o inwestycje prowadzi do zaniżania płac, a także powoduje gigantyczne marnotrawstwo komunikacyjne. Wozi się np. produkty przez całą Europę, zamiast wzmacniać regionalne obiegi rynkowe. Globalizacja nie oznacza wzajemnych powiązań na równym poziomie, lecz neokolonializm: wiążą ze sobą centra władzy i ich peryferia, jak na przykład USA z Ameryką Środkową, a UE z Europą Południowo-Wschodnią, wyrywa kapitał ulokowany w krajach północnych, pozwalając mu swobodnie podbijać nowe rynki zbytu, a zarazem chroniąc go przed kryzysami socjalnymi na wzór lat 60.–70. Równocześnie globalizacja produkuje nowe napięcia zarówno w centrach cywilizacyjnych jak i na peryferiach. Na półkuli północnej powstają „miasta globalne” – 95 proc. koncernów ma swe główne siedziby w krajach OECD – z których rekrutują się nowe elity, nie mające już żadnego kontaktu z normalnym życiem i pozbawione jakiejkolwiek wrażliwości socjalnej i ekologicznej. Mieszkają w metropoliach, które rozpadają się na dwie przeciwległe rzeczywistości. Jedna to „miasta zamknięte” (otoczone murami, elektronicznymi systemami zabezpieczającymi i prywatną policją cytadele bogactwa – Gated Communities, Zero Tolerance), a z drugiej strony getta biedoty. Globalizacja niszczy tradycyjne rolnictwo zmuszając chłopów do przenoszenia się miast. A otwarcie granic ułatwia migracje – legalne i nielegalne. Te z kolei nakręcają rasizm, nienawiść do obcych oraz lęk przed utratą tożsamości kulturowej, językowej i socjalnej. Państwa próbując opanować migrację wprowadzają selekcję i hierarchizują cudzoziemców na przydatnych, zbędnych i szkodliwych. Antyglobaliści nie są wolni od własnych mniej lub bardziej ukrytych egoizmów i trudno odeprzeć zarzut, że gdyby posłuchać niektórych rad, jakich udzielają czy to w Trzecim, czy to w Drugim – to znaczy naszym – Świecie, to nie posunęlibyśmy się zbyt do przodu. Nie tylko globalizacja jest niebezpieczeństwem, również protekcjonizm, obrona – właśnie przez kraje zamożne – własnego stanu posiadania i wznoszenie muru przed intruzami, którzy chcą wejść na rynki metropolii oferując to, co mają – tanią siłę roboczą i niewielkie wymogi. Natomiast przeciwnikom globalizacji z „peryferii” trzeba postawić pytanie: dlaczego najbiedniejsi są ci, których globalizacja nie dosięgła, a najbogatsi ci, którzy się przed nią nie zamknęli? I dopiero wtedy może się zacząć rozmowa na temat cywilizowania turbokapitalizmu... "To ważne, żeby powiedzieć wspólnie „nie” temu, co chcą nam narzucić i co ja uważam za zbiorowe samobójstwo" - powiedział Manu Chao na konferencji prasowej. Manu Chao, autor m.in. popularnego przeboju sprzed kilku lat "Bongo Bong", a przed laty lider punkowej grupy Mano Negra, oskarżył przywódców UE o stosowania się do poleceń wydawanych przez międzynarodowe korporacje. "Demokracja jest poważniej chora, bowiem nikt już nie wierzy w polityków" - uważa muzyk. Manu Chao wezwał wszystkich, aby przybyli na antyglobalizacyjny darmowy koncert, który odbędzie się w Barcelonie. Do szczytu przygotowały się też służby bezpieczeństwa. Żeby zabezpieczyć się przed protestami antyglobalistów ściągnięto do stolicy Katalonii dwa kilometry barier, 8,5 tysiąca policjantów, odrzutowce, helikoptery, pojazdy opancerzone i setki kamer. Władze szczególnie przywiązują wagę do bezpieczeństwa po doświadczeniach ze szczytu G-8 we Włoszech. W czasie trzydniowego spotkania ośmiu przywódców najpotężniejszych państw świata w Genui, doszło do starć przeciwników globalizacji z policją. Zginęła wówczas jedna osoba, zaś około 200 zostało rannych.

Barcelona w stanie oblężenia:


Dwa kilometry barier, 8,5 tysiąca policjantów, helikoptery, pojazdy opancerzone, setki kamer, wstrzymany ruch - to środki bezpieczeństwa, podjęte w Barcelonie z okazji szczytu Unii Europejskiej 15-16 marca. Miasto jest w stanie oblężenia. To wynik obaw przed atakami terrorystycznymi, a także demonstracjami antyglobalistów. Władze obawiają się zamachów zwłaszcza ze strony baskijskiej organizacji separatystycznej ETA, która już nieraz uderzała w Katalonii. Według hiszpańskiej prasy, do ochrony szczytu zaangażowano okręty wojenne, a także myśliwce. NATO zobowiązało się do wysłania do Hiszpanii samolotu wyposażonego w systemy wczesnego ostrzegania (AWACS), który będzie patrolował niebo. Tego typu samoloty wykorzystano podczas szczytu Unii w grudniu ubiegłego roku w Brukseli. Na czas unijnego spotkania Hiszpania zawiesiła stosowanie układu z Schengen i przeprowadza kontrole na granicach. Hiszpańskie siły bezpieczeństwa otrzymały także wsparcie żandarmerii francuskiej, aby udaremnić przedostanie się do kraju "niepożądanego elementu".

Barcelona 2002


Parę dni przed szczytem UE na granicy powstał punkt wsparcia, który interweniować w przypadku trudności związanych z przekraczaniem granicy lub represji. Metody stosowane przez policję hiszpańską podczas demonstracji:
- gaz łzawiący nie jest stosowany, jednak może zostać użyty
- policjanci wyposażeni są w broń
- psy nie są używane
- policja rozpędza demonstrantów używając kul gumowych oraz przez ataki bezpośrednie z użyciem kijów
- raczej nie przeprowadzają aresztowań masowych podczas demonstracji. Wyłapują pojedynczych zagubionych ludzi lub mała grupy po skończonej demonstracji. Oddalać się w dużych grupach, absolutnie nie pozostawać po demonstracji! Nie wracać nawet parę godzin później na miejsce, gdzie odbywała się demonstracja!
- policja może zastosować "kocioł" zamykając ulicę. W Barcelonie panują do tego sprzyjające warunki, dużo wąskich uliczek. Nie należy pozostawać zbyt długo w jednym miejscu.
- należy wykazać daleko posuniętą ostrożność w kontaktach z nieznajomymi, mogą to być tajniacy, którzy też mają prawo do przeprowadzania aresztowań.
- nie posiadaj żadnych przedmiotów, które mogą wskazywać na twój udział w demonstracji.
Tylko policja (nie służby prywatne np. w metrze) może zażądać okazania dowodu tożsamości (paszport), jeśli się nie wylegitymujesz dostarczysz powodu do zabrania ciebie na komisariat celem ustalenia tożsamości. Na komisariacie możesz zostać zatrzymany najdłużej na 72 godziny. Jeśli zostaniesz zatrzymany na komisariacie otrzymasz dokument informujący o twoich prawach:
- masz prawo o swoim zatrzymaniu poinformować jedną osobę. Podajesz numer telefonu, oni telefonują.
- masz prawo do adwokata
- masz prawo do lekarza
- masz prawo, aby się nie rozbierać / to jest procedura stosowana tylko przy podejrzeniach o posiadanie narkotyków.
- jeśli jesteś cudzoziemcem masz prawo do tłumacza, oraz musza poinformować o twoim zatrzymaniu konsulat.
Nigdy nie składaj zeznań na komisariacie, jest od tego sąd! Nie dotykaj żadnych przedmiotów, które zostaną Tobie okazane na komisariacie! Mogą później zostać użyte jako dowód przeciw Tobie! Do 40 dni możesz być przetrzymywany w areszcie, zanim sąd wyda decyzję o deportacji.

14.XII: Prowokacje policyjne na D14


Tłumaczenie relacji fotografa Indymedia Belgia:
Jakiś zamaskowany typ rzucił kamieniem w szybę banku, potem grupa innych ludzi zdemolowała fasadę banku. Poszedłem za nimi, demolka trwała nadal, banki, mercedesy, BMW. Zwróciłem uwagę, iż mogą to być samochody należące do normalnych ludzi, zostałem zaatakowany przez zamaskowanego osobnika, który wyrwał mi aparat fotograficzny. Dzięki interwencji ze strony ludzi z Legal Team odzyskałem aparat i się oddaliłem. Wkrótce ponownie zostałem zaatakowany od tyłu przez tego samego osobnika, zacząłem się bronić, zerwałem jego maskę, rozdzielili nas ludzie z Legal Teamu. Po 45 minutach robiłem zdjęcia w innym miejscu, gdzie policja ustawiła bariery i wszystkich trzepała. Zauważyłem znowu tego osobnika w towarzystwie 8-9 innych, nie został przeszukany i wyciągnął kartę mówiąc jesteśmy z domu (w języku niemieckim miejsce pracy, w którym się pracuje określane jest przez słowo dom - przyp. tłum.) i tym samym przepuszczony. Potem wyciągnął arafatkę z kieszeni, założył na twarz i powiedział: sprawdzę co się tam dzieje, a potem przyjdę do was znowu. Ostatecznie odszedłem...

14.XII: Tajniacy infiltrują pochód w Brukseli


Policja nie respektuje naszych ustaleń - stwierdził Ivo Flachet, rzecznik zespołów prawnych zapewniających prawną ochronę demonstrantom. Przed D14 uzgodniliśmy z burmistrzem Thielemans, że zamaskowani policjanci nie będą wnikać w pochód demonstrantów. Tymczasem w czasie demonstracji zauważyliśmy, że jest ich wszędzie pełno. Byli poprzebierani jak demonstranci, nosili arafatki. Gdy próbowaliśmy z nimi rozmawiać wszystkiemu zaprzeczali albo stawali się agresywni. Spotkałem się z szefem BOB (niemundurowej policji), potwierdził, że policjanci infiltrują manifestację, a potem kazał im wszystkim opuścić pochód. To oczywiste, że Thielemans nie dotrzymuje słowa. - powiedział Ivo Flachet

14.XII.2001 17:32


Aktywista indymediów aresztowany przez policje. Zarekwirowano przy tym 6 taśm video, aresztowany został także jeszcze jeden fotograf, a wykonane przez niego zdjęcia zarekwirowano.

D14
Prawie 30 tysięcy przeciwników jednoczenia świata na liberalnych zasadach protestowało w Brukseli. Manifestacja ta udowodniła, że "antyglobalizm" ma różne oblicza. Manifestowali głównie ludzie młodzi. Nieśli transparenty z napisami: "O sprawiedliwy handel", "Blair, Berlusconi – nie chcemy waszego świata". Na czele pochodu szli członkowie stowarzyszeń występujących przeciwko negatywnym skutkom globalizacji. Ale za nimi – maszerowali członkowie ruchów pacyfistycznych, którzy skandowali hasła przeciwko wojnie w Afganistanie. "Pragniemy zmiany tej Europy antydemokratycznej, antypacyfistycznej i antyspołecznej" – mówili. Organizatorzy manifestacji są zadowoleni, twierdzą, że po Genui i Nicei to ich wielki kolejny sukces.


D14
Zamaskowani anarchiści zaatakowali w piątek kamieniami i metalowymi barierkami dwa banki i komisariat policji w czasie antyglobalistycznej demonstracji w Brukseli. Na wezwanie wielu stowarzyszeń i ruchów przeciwnych "liberalnej globalizacji" uczestniczyło w niej prawie 30 tys. osób - według przedstawiciela organizatorów. Zdaniem brukselskiej policji, demonstrowało ok. 5 tys. ludzi. W Laeken pod Brukselą odbywa się szczyt Unii Europejskiej. Na czele początkowo spokojnego pochodu kroczyli członkowie stowarzyszeń występujących przeciwko negatywnym skutkom globalizacji. Za nimi podążali członkowie ruchów pacyfistycznych, którzy skandowali hasła przeciwko wojnie w Afganistanie. W demonstracji uczestniczyły różne organizacje walczące o prawa nielegalnych imigrantów i poszanowanie prawa azylu oraz organizacje lewackie z wielu krajów Europy, potępiające skutki kapitalizmu na kontynencie europejskim. Demonstranci, w większości dość młodzi, powiewali czerwonymi i czarnymi chorągwiami, nieśli transparenty z napisami: "Powstrzymać wojnę", "O sprawiedliwy handel". Krzyczeli: "Blair, Chirac, Schroeder, Berlusconi: nie chcemy waszego świata". Według świadków, demonstranci - niektórzy ubrani na czarno, w ciężkich butach - rozbili szyby banków na Placu Bokstaela, odległym o ok. 3 km od Laeken, gdzie obraduje szczyt europejski. Demonstranci rzucili metalowymi barierkami w okna komisariatu policji w pobliżu placu, gdy na miejscu pojawiły się policyjne oddziały do zwalczania zamieszek ulicznych, uzbrojone w armatki wodne. Nie doszło do bezpośrednich starć z demonstrantami. Policjanci nie interweniowali, gdy anarchiści zniszczyli trzy samochody, tłukąc je metalowymi sztabami.

Demonstracja antyglobalistyczna w Brukseli
Prawie 30 tys. osób demonstrowało w piątek w Brukseli na wezwanie wielu stowarzyszeń i ruchów przeciwnych "liberalnej globalizacji" - według przedstawiciela organizatorów. W Laeken pod Brukselą odbywa się szczyt Unii Europejskiej. Zdaniem brukselskiej policji, demonstrowało ok. 5 tys. ludzi. Na czele pochodu kroczyli członkowie stowarzyszeń występujących przeciwko negatywnym skutkom globalizacji. Za nimi - członkowie ruchów pacyfistycznych, którzy skandowali hasła przeciwko wojnie w Afganistanie. Pragniemy radykalnej zmiany tej Europy antyspołecznej, antydemokratycznej i antypacyfistycznej - oświadczył rzecznik "kolektywu D 14" (D 14 jest skrótem od 14 grudnia), Raul Hedebouw. W demonstracji uczestniczyły różne organizacje walczące o prawa nielegalnych imigrantów i poszanowanie prawa azylu oraz organizacje lewackie z wielu krajów Europy, potępiające skutki kapitalizmu na kontynencie europejskim. Po Nicei, po Genui, jest to nowy sukces walki z globalizacją. Ruch nie jest martwy po zamachach 11 września i to pomimo bombardowań w Afganistanie - oświadczył Olivier Besancenot, kandydat francuskiej Komunistycznej Ligi Rewolucyjnej w wyborach prezydenckich. Demonstranci, w większości dość młodzi, powiewali czerwonymi i czarnymi chorągwiami, nieśli transparenty z napisami: "Powstrzymać wojnę", "O sprawiedliwy handel". Krzyczeli: "Blair, Chirac, Schroeder, Berlusconi: nie chcemy waszego świata".

13.XII Bruksela


Grupa nazistów otrzymała zezwolenie na demonstrację, która jest zaplanowana na sobotę. W całej Brukseli skotłowane są budynki (miasto odmówiło udostępnienia antyglobalistom jakiegokolwiek budynku) i ciągle trwają ewikcje przeprowadzane przez policję.

Do Carla Giulani strzelało 2 karabinierów


Balistyczna ekspertyza wykazała, iż drugi z karabinierów także użył swego pistoletu oraz były to pierwsze strzały, które okazały się być śmiertelne dla Carla. Łącznie karabinierzy oddali 18 strzałów, 8 z nich na Corso Torino, a 7 na ulicy Tolemaide.

12.XII (rano): Pierwsze represje w Brukseli


Około 50 anarcho-ekologicznych aktywistów zajęło główny budynek CEFIC (European Federation of Chemical Industries). Według informacji z belgijskich indymediów wszyscy biorący udział w tej akcji zostali bez wyjątku aresztowani. Nie są to zatrzymania tymczasowe, lecz prawdziwe aresztowania, które mogą zakończyć się procesem w sadzie.

Sytuacja w Brukseli (środa 12.12. 15.00)


Grupy anarchistyczne z Belgii, Holandii, Niemiec i Grecji zaatakowały dziś rano w Brukseli obiekty fabryki chemicznej udostępniając je jako przestrzeń do organizowania się dla przybywających do Brukseli aktywistów. Jest to w tym momencie drugie, obok stacji kolejowej Leopold Station, miejsce okupowane przez anarchistów w Brukseli. Ich przyszłość jest oczywiście niepewna.
Władze miasta i policja nasilają znaną nam już dobrze z Goeteborga czy Genui kampanie siania wśród lokalnej ludności psychozy strachu a zarazem kreowania negatywnego wizerunku "anty-kapitalistów". W ramach tych działań rozdawane są ulotki nawołujące ludność do zabezpieczania swego mienia, opuszczania na weekend miasta, zachowania szczególnej ostrożności, nie sprzedawania alkoholu itp.
Wygląda na to, ze na dzień dzisiejszy najpoważniejszym problemem organizacyjnym w Brukseli jest akomodacja. Już w tej chwili brakuje miejsc noclegowych, podczas gdy większość aktywistów przybędzie do Brukseli w 2 najbliższych dniach. Tymczasem władze miasta ustają przy traktowaniu aktywistów na zasadzie turystów, czyli nie zamierzają udostępnić żadnych miejsc publicznych jako bazy noclegowej.

Sytuacja na granicy niemiecko-belgijskiej w Aachen.


Rozpoczął się kongres antygraniczny, który obejmuje dyskusje, workshopy, akcje w mieście i na granicach. Trwają intensywne przygotowania do wspólnego przekroczenia granicy (w formie demonstracji) w piątek rano. Liczba aktywistów przebywających w Aachen dawno już przekroczyła 100 i z każda godzina przybywają kolejni. Wśród obecnych są aktywiści z międzynarodowej grupy skupiającej azylantów "VOICE" (kilkadziesiąt osób - głównie Afrykan), ludzie z Chorwacji, kilkunastoosobowa grupa anarchistów z Polski, aktywiści z Berlina i innych miast Niemiec. Dziś rano odbył się "test" graniczny, czyli próba przekroczenie granicy przez 30 osób mająca na celu sprawdzenie intensywności kontroli i reakcji straż granicznych. Okazało się, iż, mimo iż ustanowienia z Schengen nie zostały wciąż oficjalnie odwieszone kontrole na granicach są wzmożone i represyjne, co z pewnością się nasili w ciągu najbliższych godzin. W czasie piątkowej akcji spodziewane są siły niemieckiej policji w liczbie 3000!!! O poczynaniach belgijskich straż granicznych na razie niewiele wiadomo.


Źródła:

1). „Pułapka globalizacji” – Hans-Peter Martin, Harald Schumann



2). „Polityka” – czasopismo





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna