Danuta Olczak Poetka Ziemi Konińskiej Parafia św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Koninie z ewangelią po ziemi śWIĘtej… Duchowo poetycka relacja z pielgrzymki



Pobieranie 240.39 Kb.
Strona1/4
Data09.05.2016
Rozmiar240.39 Kb.
  1   2   3   4

Danuta Olczak

Poetka Ziemi Konińskiej
Parafia św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Koninie

Z EWANGELIĄ

PO ZIEMI ŚWIĘTEJ…

Duchowo - poetycka relacja z pielgrzymki

6 – 14 września 2012 r.

Odbyliśmy z mężem wiele bliższych i dalszych podróży, ale tę - do korzeni chrześcijaństwa, już zawsze będziemy nazywać PODRÓŻĄ NASZEGO ŻYCIA. Być w ziemskiej Ojczyźnie Jezusa, Matki Najświętszej, Proroków i Apostołów… Czyż nie jest to marzeniem serca, tęsknotą duszy każdego z nas? Jakże głębokiego wymiaru po powrocie nabierają: słuchanie Ewangelii, odmawianie Różańca św., odprawianie Drogi Krzyżowej, czytanie Pisma Świętego, codzienna modlitwa.


Pobyt w Ziemi Świętej planowaliśmy kilka miesięcy później, ale stało się inaczej. Nieoczekiwanie dowiedziałam się, że w pobliskiej Parafii św. Wawrzyńca w Sławsku, jest przygotowywana pielgrzymka do Ziemi Świętej i właśnie zwolniły się dwa miejsca. Odebrałam to jak cudowny znak. Zadzwoniłam, a po chwili ogromna radość wypełniła moje serce. Dołączyliśmy do grupy (łącznie 24 osoby), która przez 9 dni będzie pod opieką Duszpasterstwa Pielgrzymkowego Księży Pallotynów w Warszawie.
Co tam nasze plany. Bóg sam wybrał czas… Pełna wdzięczności zaczęłam przygotowywać się duchowo. Jak zwykle przed ważnym wyjazdem jest mnóstwo spraw do załatwienia. Jeszcze to, jeszcze tamto… Nareszcie koniec krzątaniny. Co za ulga. Ostatnie spojrzenie, głęboki oddech, modlitwa, znak krzyża świętego przed zamknięciem drzwi. W Imię Boże…


Pierwszy dzień pielgrzymki - czwartek (6 września)
Zbiórka w parafii w Sławsku, ale nie ma wszystkich. Kilka osób zabierzemy w drodze na lotnisko Okęcie w Warszawie. My, z grupą spotykamy się po raz pierwszy, bo przecież nie wiedząc pielgrzymce, nie uczestniczyliśmy w spotkaniach, gdy się formowała. Ogólnie raczej się nie znamy, ale podróż do Ziemi Świętej to zmieni. Wśród nas jest aż czterech kapłanów: ks. kan. mgr Benedykt Gembicki - proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej św. Wawrzyńca w Sławsku, ks. mgr Wojciech Kaźmierczak - proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Spycimierzu koło Uniejowa, ks. mgr Jan Ludwiczak – dyrektor Biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu i nasz przewodnik ks. dr Krzysztof Kowalik, wybitny biblista, wykładowca w Seminarium Duchownym w Kaliszu. Jest również trzech lekarzy, co ma duże znaczenie. Wspólnie pijemy kawę na plebanii i powoli się poznajemy.
W południe idziemy do kościoła parafialnego na Mszę św. w intencji naszej dalekiej podróży. Pełno w niej wymownych znaków. Najpierw słowa psalmu; Pana jest ziemia i co ją napełnia (…) są jakby wprowadzeniem do tej pielgrzymki. Potem Ewangelia o bezskutecznym połowie ryb przez apostoła Piotra i słowa Jezusa: Wypłyń na głębię. Piotr zaufał Panu i został hojnie obdarowany ogromną ilością złowionych ryb. To piękna i ważna lekcja. Bezgraniczne zaufanie Jezusowi zawsze owocuje. Tego najbardziej od nas wymaga: niezachwianej wiary w Niego! W homilii księdza Krzysztofa, naszego przewodnika poruszyło mnie niezwykle ciekawe porównanie, że lot samolotem – to jakby znak naszej bliskości z Panem Bogiem. Bo trzeba oderwać się od ziemi, a to nie jest łatwe. Bardzo mocno wrastamy w codzienność, w rzeczy materialne. I tak jak samolot unosi się coraz wyżej nad linię horyzontu, tak i my (nie lekceważąc swoich obowiązków), powinniśmy wznosić się ponad przyziemne sprawy i czerpać radość, siłę, natchnienie z obecności Boga w naszym życiu. Myślę, że te słowa bardzo przemówiły do uczestników pielgrzymki. Teraz, nie tylko ten czekający nas lot samolotem będzie głębiej rozumiany, ale każdy kolejny również… Uroczyście pobłogosławieni staliśmy się pielgrzymami, którzy jeżeli Bóg pozwoli, zobaczą upragnioną Ziemię Świętą, oddaloną od nas 3 tys. kilometrów.
Po Mszy św. wspólny, obiad na plebanii w Sławsku. Zbliża się czas wyjazdu, autokar już czeka na bagaże. Pierwsze mocniejsze uderzenie serca. W Imię Boże wyruszamy na lotnisko. Słońce co chwilę wychyla się zza chmur, ukazując błękitne niebo, po którym wkrótce poszybujemy do Ziemi Świętej. W autokarze panuje wspaniała, serdeczna atmosfera. Rozmawiamy, odpoczywamy po trudach przygotowań do wyjazdu i oczywiście modlimy się. Ponieważ jest czwartek, odmawiamy Różaniec św., Tajemnice Światła. I znów kolejny wzruszający znak tej pielgrzymki. Oto wszystkie wymieniane kolejno święte miejsca: rzekę Jordan, Kanę Galilejską, ziemię, po której szedł Jezus głosząc Dobrą Nowinę, Górę Tabor, Wieczernik, gdzie Jezus ustanowił Eucharystię – wkrótce zobaczymy na własne oczy, dotkniemy, ucałujemy…
Na lotnisku powitała nas przedstawicielka biura podróży Duszpasterstwa Pielgrzymkowego Księży Pallotynów, która powiedziała nam wszystko o odprawie. Każdemu wręczyła kopertę zawierającą: skrócony przewodnik po Ziemi Świętej, ładną okrągłą plakietkę z napisem „Jerusalem” (do przypięcia na piersi), kserokopię paszportu oraz karteczkę z nazwami i telefonami hoteli – na wypadek, gdyby tam ktoś się zgubił. Jesteśmy pod wrażeniem. Mamy pewność, że to biuro działa perfekcyjnie i wspaniale dba o pielgrzymów.
Bóg tak cudownie nas prowadzi, a pierwszą łaskę okazał na lotnisku. Nagle okazało się, że jednej uczestniczce pielgrzymki zginął paszport. A to niestety, oznacza koniec podróży. Stres był przeogromny, zrobiło się bardzo smutno. Paszportu w bagażu nie było, jakby wyparował. Czy mógł zostać w autokarze, który już był w powrotnej drodze do Sławska? Mijał czas. Napięcie rosło. Każdy chciał jakoś pomóc, wesprzeć. W końcu paszport znalazł się jeszcze przed odprawą. Po prostu spadł i leżał pod ławką, na której siedzieliśmy. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
Moim pragnieniem podczas pobytu w Ziemi Świętej, jest: napełnić oczy, serce, duszę, widokami biblijnych miejsc, dotknąć historii chrześcijaństwa, przeżyć głębokie wzruszenia i modlić się również za tych, którzy są mi bliscy. Chcę zrobić jak najwięcej zdjęć, notatek, aby potem nie tylko powracać do nich, ale móc przekazać innym niezwykłość Ziemi Świętej: rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom, znajomym. Czy mi się to uda? Czy potrafię wszystko zapamiętać, ująć w słowa niepowtarzalne uczucia, przeżycia? Wiem jedno, będę się bardzo starać, aby zrobić to jak najlepiej. Zaczęłam pisać już na lotnisku w Warszawie. Mam jeszcze jedno marzenie: aby dotknąć moją poezją, którą traktuję jako wartość powierzoną, otrzymany dar - ewangelicznych miejsc w Ziemi Świętej.
Po odprawie czekamy na nocny lot do Tel Awiwu. Nikomu nie chce się spać. Prosząc Boga, aby przed lotem przekazał mi swoje Słowo, otwieram „na chybił trafił” Pismo Święte, kieszonkowe wydanie Nowego Testamentu. Pożyczyłam je od przyjaciółki Asi, bo mam duży egzemplarz Pisma Świętego. I oto czytam w Dziejach Apostolskich: Jan chrzcił wodą, ale wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym (Dz 1, 5). Co za wspaniałe słowa. Bardzo mnie ucieszyły i wzruszyły. Przekazuję je kapłanom.
Lot potrwa 3,5 godz., niech będzie spokojny i szczęśliwy. Startujemy. Polecimy nad Ukrainą, Rumunią, Bułgarią, Turcją i Morzem Śródziemnym. W ciemnej przestrzeni nocy, 13 tys. metrów nad ziemią, cichutko zanuciłam pieśń: Być bliżej Ciebie chcę o Boże mój… Po odmówieniu Różańca św., wsłuchana w miarowy odgłos silników, rozmyślałam…
Wyjście z Egiptu, to początek historii Izraela jako narodu wybranego, historii związanej z obietnicą zbawienia. Po pewnym czasie Izraelici uświadomili sobie potrzebę silnej, centralnej władzy. Tak zrodziła się monarchia, pojawili się królowie. Pierwszym był Saul, jego następcą Dawid. Potem doszło do rozpadu państwa na dwie części: Państwo Południowe – Judea, ze stolicą w Jerozolimie i Państwo Północne – Izrael, ze stolicą w Sychem, potem w Tirsie, na koniec w Samarii. Obydwa państwa nieustannie były niepokojone przez sąsiednie kraje, podziały wewnętrzne i inne problemy. Tylko dzięki działalności wielkich proroków, którzy objęli duchowe przywództwo – Żydzi mogli przetrwać jako naród. Mijał czas, toczyła się historia… Pojawili się Rzymianie, którzy zająwszy Jerozolimę, uczynili z Palestyny prowincję rzymską. W tym czasie rozpoczął swą działalność Jezus Chrystus, który poprzez męczeńską śmierć na krzyżu, dokonał naszego Zbawienia. A potem rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo na cały świat…W Ziemi Świętej, często nazywanej Piątą Ewangelią, każdy kamień ma swoją historię. Cieszę się, że oboje z mężem zobaczymy Jerozolimę - jedyne miejsce na ziemi, gdzie cierpienie, radość i wzruszenie zlewają się w niezwykłe przeżycie…
Wylądowaliśmy o godz. 4. 05 czasu izraelskiego na ogromnym lotnisku Ben Guriona (nazwanego imieniem pierwszego premiera Izraela). Nasze zegarki trzeba było przestawić godzinę do przodu. Po bardzo dokładnej odprawie wsiadamy do pięknego biało – czerwonego autokaru, na którym widnieje napis „Jerusalem” i duże godło Polski. To bardzo miła niespodzianka. Jeszcze trwa noc. Niewiele można zobaczyć. Jedziemy do hotelu w Betlejem. Najpierw modlitwa dziękczynna za szczęśliwą podróż i na rozpoczęcie nowego dnia oraz pieśń: Kiedy ranne wstają zorze… Ksiądz Krzysztof przekazuje nam mnóstwo ciekawych informacji dotyczących pobytu i mijanych miejsc. Każdy na swój sposób cieszy się, że spełniło jego marzenie. Oto szczęśliwie dotarliśmy do Ziemi Świętej. Zaczęły nasuwać się bardzo ważne pytania: Dlaczego tu jestem? Co tak naprawdę przywożę w sercu do Ziemi Świętej? Co spośród ważnych rzeczy jest dla mnie najistotniejsze?
Mijamy Jerozolimę, w której będziemy dopiero za kilka dni. Szkoda. Tak bardzo chciałabym już dziś ją zobaczyć. Nazywana jest Miastem Pokoju, Miastem Świateł, Białym Miastem, bo zbudowano ją z występującego tu w olbrzymich ilościach białego kamienia. Położona na wzgórzach, pięknie oświetlona prezentuje się wspaniale. Jest „po trzykroć świętym” miastem dla wyznawców wielkich religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Nic dziwnego, że tak dużo w niej różnorodnych kościołów, klasztorów, synagog, minaretów.
Uporczywie powraca pytanie: Dlaczego tu jestem? Dlaczego właśnie mnie zostało dane, abym pojawiła się w tym miejscu i czasie? Wiem, dlaczego tu jestem. Ta pielgrzymka jest naszym Jednym Wielkim Dziękczynieniem za czterdzieści lat małżeństwa, za rodzinę, moją twórczość literacką, wszystkie doznane łaski, za przyjaciół i wszystkich ludzi spotkanych na naszej drodze.
Docieramy do miłego, przytulnego hotelu w Betlejem, biblijnego miejsca urodzenia króla Dawida i Jezusa z Nazaretu. Z okna pokoju wspaniały widok na oświetlone miasto. Zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki, ale radość i zachwyt nie pozwalają zasnąć. Czy naprawdę tu jestem? Wkrótce wzejdzie słońce – to samo, które również opromieni polską ziemię. Niewiele jest czasu na spanie. Tyle tylko, żeby trochę odpocząć do śniadania, pomodlić się. Właściwie, to nie spałam. Chciałam zobaczyć wschód słońca nad Betlejem.

Drugi dzień pielgrzymki - piątek (7 września)
Na progu dnia tworzyłam Nowy Testament. Przeczytałam słowa z Ewangelii św. Jana: Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat (J 16 – 33). Jakże piękne i pokrzepiające są te słowa. Każdy z nas ma tyle problemów.
Wschód słońca nad Betlejem był piękny, a potem szybko pojawiło się czyste błękitne niebo i zaczęło robić się gorąco. Ładnie tu. Białe domy na wzgórzach, a wśród nich srebrzysta zieleń oliwek i ciemna smukłych cyprysów. Nazwa Betlejem, po hebrajsku Beth Lehem oznacza: „dom chleba”. Miasto znajduje się w środkowej części Palestyny. Położone w Judei, na obszarze Zachodniego Brzegu Jordanu, osiem kilometrów na południe od Jerozolimy.
Pierwsze śniadanie na Ziemi Świętej. Potrawy miejscowe i europejskie Można sobie wybrać, co kto chce – bo jest tzw. szwedzki stół, są dania na zimno i ciepło. Tak będzie w każdej restauracji, w której będziemy jedli posiłki. Potem od naszego przewodnika ks. Krzysztofa, dostajemy bardzo ładne biało – czerwone czapki z napisem „Jerusalem”. Będą chronić przed słońcem, a jednocześnie to znak rozpoznawczy naszej grupy.
Jedziemy autokarem do monumentalnej Bazyliki Narodzenia Pańskiego, która znajduje się pod opieką trzech Kościołów: Rzymskokatolickiego, Ormiańskiego i Greckiego Kościoła Prawosławnego. Zbudował ją na prośbę swojej matki Heleny, pierwszy chrześcijański cesarz Konstantyn Wielki w 326 r. Powstała nad grotą uważaną za miejsce narodzin Jezusa. Każdy, kto chce wejść do bazyliki musi się pochylić ponieważ do wnętrza prowadzą małe, niskie drzwi (120 cm wysokości) zwane Drzwiami Pokory lub Wrotami Uniżenia. Jako wyjaśnienie dodam, że Turcy, wyrażając swoją pogardę dla miejsc chrześcijańskich, wjeżdżali konno do świątyń, dewastowali je i bezcześcili. Dlatego te drzwi do kościoła zostały zamurowane, pozostał jedynie niewielki otwór, aby wjechanie konno było niemożliwe.
Nawa główna i cztery nawy boczne w Bazylice Narodzenia wydzielone są czterema rzędami potężnych, poczerniałych od starości kolumn korynckich z czerwonego piaskowca (każda o wys. 5, 5 m.), których widok robi na nas duże wrażenie. Poniżej poziomu drewnianej podłogi widać fragmenty starożytnej mozaiki. Na ścianach można jeszcze dostrzec fragmenty wspaniałych mozaik na złotym tle, pochodzących z drugiej połowy XII wieku.
Bazylika Narodzenia Pańskiego jest jedną z najstarszych świątyń chrześcijańskich, w której nieprzerwanie odprawiane są nabożeństwa. Grota Narodzenia ze srebrną czternastoramienną gwiazdą znajduje się pod ołtarzem bazyliki. Dwa inne ołtarze znajdują się po przeciwległych stronach groty. Ołtarz Żłóbka jest w miejscu, gdzie Dzieciątko Jezus zostało złożone po narodzeniu. Natomiast Ołtarz Trzech Króli znajduje się w miejscu, gdzie złożyli oni hołd nowonarodzonemu Synowi Bożemu. Jest też bardzo jasna Grota Mleczna. Tradycja głosi, że Święta Rodzina w drodze do Egiptu znalazła schronienie w grocie, w której dzisiaj mieści się franciszkańska kaplica. Legenda mówi, że gdy Maryja karmiła piersią Dzieciątko, kilka kropli mleka spadło na ziemię i całe wnętrze groty zabarwiło się na biało. Modlą się tam w zgodzie zarówno chrześcijanki jak i muzułmanki, które mają problem z zajściem w ciążę lub karmieniem piersią.
Zatrzymujemy się w Grocie św. Józefa. Znajduje się ona w sąsiedztwie Groty Narodzenia i jest z nią połączona wąskim korytarzem, który jest otwierany podczas codziennej procesji franciszkanów. Słuchamy Ewangelii i modlimy się, śpiewamy kolędy. To oczywiste w takim miejscu. Kustoszem groty jest zakon franciszkański.
Wokół bazyliki powstały w ciągu wieków klasztory trzech największych wspólnot zakonnych, które w różnych okresach opiekowały się tym świętym miejscem. Od południowej strony przylega do bazyliki klasztor grecki, od południowego zachodu klasztor ormiański, od północy franciszkański z kościołem św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Bazylika jest też odwiedzana przez mieszkających na terenie Autonomii Palestyńskiej muzułmanów. Oczywiście każdego roku bazylikę odwiedzają tysiące chrześcijan, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia.
Przylegający do bazyliki bardzo ładny Kościół św. Katarzyny, jest główną świątynią katolicką w Betlejem. To właśnie tutaj w noc Bożego Narodzenia celebrowana jest najważniejsza na świecie Pasterka transmitowana za pomocą satelity na cały świat. Kościół połączony jest podziemnym korytarzem z Grotą Narodzenia. Kościół św. Katarzyny ma uroczy średniowieczny krużganek, a pośrodku stoi kolumna z posągiem św. Hieronima. Ten święty ma tu swoją grotę, w której modlił się i pracował nad swoim tłumaczeniem Biblii z języków oryginalnych na łacinę.
Rano zwiedziliśmy Bazylikę Narodzenia Pańskiego ogólnie, ponieważ w Grocie Narodzenia trwały zamknięte modły innego wyznania. Wrócimy tu po południu. Ogólnie wszyscy są niewyspani z powodu nocnego lotu, krótkiego odpoczynku w hotelu, oszołomieni wysoką temperaturą i mocnymi wrażeniami. Koniecznie cały czas trzeba mieć ze sobą wodę do picia. Bez niej trudno byłoby funkcjonować. Od pierwszej chwili pobytu na Ziemi Świętej zrozumiałam jedno. Jest tu mnóstwo rzeczy do zobaczenia, a wszystko ma swoją niezwykłą historię. Co do zmęczenia? No cóż, to święte pielgrzymie zmęczenie…
Każdego dnia w innym miejscu będziemy mieli Mszę św. Pierwsza została odprawiona w południe w Bazylice Narodzenia (Grota św. Heleny). Przy ołtarzu czterech księży z naszej pielgrzymki. My wszyscy bardzo skupieni, rozmodleni, wdzięczni Bogu i ludziom, że tu jesteśmy. Komunia św. pod dwiema postaciami, to bardzo wzruszający moment. Tak będzie każdego dnia. Bardzo mnie to cieszy. Eucharystia – ma wiele nazw: Najświętszy Sakrament ustanowiony przez Jezusa Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, Dziękczynienie składane Bogu za Jego wielkie dzieła, Wieczerza Pańska, Łamanie Chleba, Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pana, Zgromadzenie Eucharystyczne, Najświętsza Ofiara, Święta i Boska Liturgia, Komunia, Msza święta.

Kiedyś przeczytałam słowa:


Panie Jezu Chryste

zaprosiłeś mnie do Twego stołu.

To Twoja miłość

pragnie dać mi nowe życie.

Mogę na nowo przyjąć Twoje Słowo,

Twoje Ciało i Twoją Krew,

aby oczyszczać się

i pogłębiać przyjaźń z Tobą…

Nasza codzienna Eucharystia na Ziemi Świętej stanie się dopełnieniem tej pielgrzymki. Właśnie wtedy, nasz pobyt TU - będzie miał najgłębszy sens…
Powoli narasta upał i zmęczenie. Jedziemy do oddalonej ok. 2 km. miejscowości Beit Sahur, (którą tłumaczy się jako „dom pasterza”, „dom dozorców”), do sanktuarium pod nazwą Pole Pasterzy. Właśnie w tej okolicy po raz pierwszy zostaje ogłoszona radosna wieść: „Narodził się wam Zbawiciel!”. Jest tu kościół franciszkański przypominający kształtem beduiński pasterski namiot, wewnątrz którego jest pięknie ozdobiona kopuła i ogromne freski dotyczące historii narodzin Jezusa. Zewnątrz nad wejściem umieszczony jest ogromny anioł zwiastujący nowinę. Obok sanktuarium znajduje się plac z fontanną otoczony rzeźbami różnych zwierząt i ptaków. W pobliżu są również wykopaliska. Archeolodzy znaleźli groty ze śladami pobytu człowieka jeszcze z czasów Chrystusa. Niektóre z nich przerobiono na kaplice. Zatrzymujemy się na tarasie widokowym. Panorama Betlejem jest wspaniała.
W okolicy Betlejem znajdują się pola uprawne, ogrody, winnice, ale już kilka kilometrów na wschód teren staje się bardziej pustynny, rozpoczyna się Pustynia Judzka. Te tereny półpustynne zawsze były wykorzystywane jako pastwiska. Do dziś wypasa się tu owce i kozy.
Przerwa na obiad i chwila wytchnienia. Pierwszym moim zakupem był album Ziemi Świętej oraz dwa różańce z drzewa oliwnego. Chcę po południu położyć je na srebrną gwiazdę w Grocie Narodzenia, aby zawsze mnie i mężowi przypominały miejsce przyjścia na świat Syna Bożego.
Ponownie jedziemy do Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Otacza nas różnojęzyczny tłum, bardzo wolno posuwa się kolejka do Groty Narodzenia, ale każdy cierpliwie czeka zdając sobie sprawę w jak wyjątkowym miejscu się znajduje. Ksiądz Krzysztof ciekawie opowiada nam o bazylice. Modlimy się. Ja składam mój poetycki dar:
Przed ubogą stajenką

kołysanka drżała z zimna

nie było miejsca

dla Niego

zatańczyły gwiazdy

na polach Betlejem

pokłoniły się pieśni

stopniały serca pasterzy

i uronił grudzień

diamentową łzę

jedyny podarunek

dla Małego Boga…


Coraz większy ścisk tłumu, duszno, wąskie strome schody. Trzeba uważać, bo łatwo się potknąć, a nawet zemdleć w tej ciżbie ludzi. Każdy chce dotknąć, ucałować miejsce narodzin Zbawiciela. Czasu jest mało, kilka sekund dla każdego, bo jest wyjątkowo dużo pielgrzymów. W lewej dłoni ściskam nasze różańce, w prawej aparat fotograficzny.… Nareszcie moja kolej. Za mną tyle osób. Mocno bije mi serce. W ciągu chwili niemal jednocześnie klękam, całuję srebrną gwiazdę, kładę na nią różańce i robię zdjęcie. Radość, świadomość tej chwili były tak ogromne, że po mojej twarzy popłynęły łzy. Nieważne, że widzą je niektórzy pielgrzymi. Ja naprawdę tu jestem… Mogłam ucałować miejsce, gdzie narodziło się Dzieciątko Jezus. Nie mogąc powstrzymać łez, odchodzę w najdalszy możliwie spokojny kącik. Ukrywam zapłakaną twarz w dłoniach i tak trwam na wyjątkowej w moim życiu Adoracji Bożego Syna. Powierzam Mu przywiezione w sercu wszystkie intencje, prośby i podziękowania. Całodzienne narastające zmęczenie nagle odeszło. Jest mi tak lekko i radośnie w duszy.
Choć trwało to tylko chwilę - nigdy nie zapomnę pięknej Srebrnej Gwiazdy i Groty Narodzenia, niewielkiego pomieszczenia, częściowo wyłożonego marmurem, gdzie mieści się Ołtarz Narodzenia (opiekuje się nim Kościół Ortodoksyjny). Gwiazda otoczona wieńcem piętnastu srebrnych lamp symbolizujących różne wspólnoty chrześcijańskie, posiada łaciński napis: „Hic de Virgine Maria Jesus Chrystus natus est” – 1717” (Tu z Dziewicy Maryi narodził się Jezus Chrystus). Gwiazda jest darem Francuzów, a jej ramiona są aluzją do 14 pokoleń Izraela. W 1847 r. gwiazda została skradziona i zastąpiono ją kopią.
Wracamy autokarem do hotelu w Betlejem, bo zbliża się pora kolacji. Modlimy się, wspominamy wydarzenia z całego dnia. Jestem tak krótko na Ziemi Świętej, a od nadmiaru wrażeń i przeżyć duchowych dosłownie kręci się w głowie. Co będzie jutro?
Noc w Betlejem. Mimo zaległości w spaniu trudno zasnąć, gdy z ogromnego okna widać panoramę miasta opromienionego światłem. Tradycyjnie otwieram Pismo Święte na „chybił trafił”. Pragnę dowiedzieć się, co Jezus chce mi powiedzieć w Betlejem. Czytam słowa z Ewangelii św. Jana: Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i aby owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje (J 15, 16). Dziękuję, Panie… Już dawno minęła północ. Stojąc przy oknie ostatkiem sił odmawiam Różaniec św., który dotknął srebrnej gwiazdy w Grocie Narodzenia. Uśmiecham się do fragmentu napisanego wiele lat temu wiersza:
(…)

W tę noc

wszystkie drogi prowadzą

z Betlejem

wracają Mędrcy z darami nadziei

i Ubodzy – bogatsi o życie…




Trzeci dzień pielgrzymki - sobota (8 września)
Wstajemy wcześnie, bo czeka nas podróż autokarem w różne piękne miejsca. Po śniadaniu opuszczamy hotel w Betlejem, kolejny będzie w Tyberiadzie. Jedziemy w stronę Tel Awiwu wzdłuż Morza Śródziemnego. Na drodze raczej pusto, spokojnie, bo właśnie jest święto szabatu. Dziś zobaczymy Cezarę Nadmorską, Hajfę i Nazaret. Potem pojedziemy do Kany Galilejskiej.
Autokar mknie po ładnej drodze, przy której mnóstwo palm daktylowych
i ogromnych kwitnących krzewów. Podziwiamy ciekawe widoki. Po modlitwie słuchamy opowieści o Galilei (z hebrajskiego „okręg”), która dzięki żyznym glebom i dostatecznej ilości wody, jest ważnym regionem rolniczym. Hoduje się tu również bydło, owce i uprawia: pszenicę, kukurydzę, sezam, proso, bawełnę, tytoń, cytryny, pomarańcze, warzywa, oliwki, winorośl. Dowiadujemy się, również, że kibiuc, to spółdzielcze gospodarstwo rolne w Izraelu, w którym ziemia i środki produkcji są własnością wspólną. Pomimo, że inne kraje miały spółdzielcze gospodarstwa, to nigdzie nie zostały one tak rozwinięte jak w Izraelu. Kibuce odegrały znaczącą rolę przy tworzeniu państwa Izrael i nadal odgrywają ważną rolę w narodowej gospodarce.
Od rana upalnie, ale musimy przyzwyczaić się do tego. Nasza grupa pielgrzymkowa jest bardzo zgrana i jak dotąd świetnie sobie radzi. A ksiądz Krzysztof Kowalik jest doskonałym przewodnikiem. Zadziwia nas jego przeogromna wiedza o Ziemi Świętej i wspaniały sposób przekazywania tej wiedzy. Nie tylko dużo nam wyjaśnia, gdy coś zwiedzamy, ale również opowiada ciekawe historie podczas jazdy autokarem. Wciąż rozszerza naszą wiedzę o Ziemi Świętej, a dodatkowo od czasu do czasu rozbawia dowcipami. Bardzo troszczy się o nas. Taki przewodnik – to prawdziwy skarb.
Dziś jest 8 września – dzień narodzin Najświętszej Marii Panny i właśnie dziś będziemy w Nazarecie, czyli jakby na urodzinach Matki Bożej. Co za piękny zbieg okoliczności.
Krajobraz nieustannie się zmienia. Mijamy tereny zarówno górzyste jak i wyżynne, nizinne, nadmorskie. Wszędzie mnóstwo białego i kremowego kamienia, który powszechnie służy do budowy domów, parkanów. Dużo bujnej roślinności oraz izraelskich gospodarstw rolnych z plantacjami.
Dojeżdżamy do Cezarei Nadmorskiej – miasta założonego przez króla Heroda Wielkiego, które było siedzibą rzymskich prokuratorów i stolicą rzymskiej prowincji w Judei. Swoją nazwę zawdzięcza Cezarowi Augustowi. Upał wzrasta, ale piękne, błękitne Morze Śródziemne wspaniale nas chłodzi.
Król Herod Wielki uczynił z Cezarei Nadmorskiej nie tylko największy port Wschodu. Zbudował też największy hipodrom rzymski. Bardzo dbał o kulturę. Była tu największa po aleksandryjskiej, biblioteka oraz imponujący amfiteatr, który mieścił 4000 widzów. Dziś odrestaurowany z dobudowaną współczesną sceną, znów służy - odbywają się letnie koncerty. Z teatru roztacza się wspaniały widok na otwarte Morze Śródziemne. Z zainteresowaniem oglądamy fragmenty murów miejskich, domów, hipodromu. Zwiedzamy pozostałości zbudowanej przez Krzyżowców cytadeli, również z okazałymi murami. Duże wrażenie zrobiły na nas ruiny potężnego akweduktu rzymskiego, który dostarczał do Cezarei świeżą, chłodną wodę z odległych gór. Przy akwedukcie jest piękna złocista plaża. W niewielkiej odległości od brzegu morza, malowniczo obmywane falami, znajdują się ruiny pałacu Heroda. To właśnie tam został uwięziony apostoł Paweł. Mnóstwo tu wykopalisk, nie wszędzie można wejść. Pozostałości ruin, rzeźb, ozdobionych rzymskich kolumn, sarkofagów, dają wyobrażenie o świetności Cezarei w czasach króla Heroda Wielkiego. Spacerujemy, robimy sobie zdjęcia, zbieramy muszelki. Jestem zachwycona wszystkim co widzę, ale najbardziej urzeka mnie błękit Morza Śródziemnego.

Stojąc na brzegu, dedykuję mu wiersz pt. „Morskie Credo”:


Wierzę w potęgę morza

Wszech - błękitnego

Modlitwę fal

Od brzegu

Do brzegu nadziei

W bursztynowe łzy

Zastygłe

Na twarzy wieków

Wierzę w przesłanie pereł

Ukrytych

W głębinach cierpienia

Kruchość muszli

Pogodzonych z losem

Ślady dobroci

Na plaży wszechświata

Wierzę w mądrość człowieka

Obdarowanego

Żywiołem istnienia

W aksamitne skrzydła miłości

Ochraniające od zła

Tęczowe przymierze

Wody i nieba

Błogosławieństwo świtu

W odwagę


Tworzenia siebie od nowa

Wierzę
Chciałoby się tu zostać na dłużej, ale musimy jechać dalej. Miłe chwile w Cezarei, zmącił wypadek na przybrzeżnych skałach, który przydarzył się osobie z naszej grupy. Mógł być tragiczny w skutkach. Dzięki Bogu, skończyło się na niewielkim rozcięciu głowy i ogólnym potłuczeniu. Jednak trzeba uważnie słuchać przewodnika i nie wchodzić w niedozwolone miejsca.


Jedziemy do Hajfy. To najpiękniejsze miasto Ziemi Świętej i jednocześnie największy izraelski port nad Morzem Śródziemnym, który może przyjmować wszystkie rodzaje statków. Jest tu również Góra Karmel. Na jej szczycie otoczony bujną roślinnością, znajduje się największy klasztor Karmelitów bosych Stella Maris. W jego obrębie jest też kościół oraz światowe centrum tego zakonu. Nazwa Stella Maris - znaczy Gwiazda Morza i dotyczyła najpierw latarni morskiej wznoszącej się nad Zatoką Hajfańską. Jednak z czasem zaczęto tak nazywać klasztor znajdujący się naprzeciw latarni, na zboczu i to niezwykle piękne określenie odnosi się do Maryi. Położenie klasztoru Stella Maris jest wyjątkowo malownicze, bowiem wzniesiony został, na tarasie zbocza Góry Karmel opadającemu ku Morzu Śródziemnemu. Wewnątrz znajdują się malowidła sufitowe przedstawiające proroka Eliasza i słynny wóz ognisty, króla Dawida z harfą oraz proroków, Izajasza i Ezechiela. W dolnym ogrodzie przy klasztorze znajduje się Jaskinia Eliasza, w której zgodnie z tradycją miał żyć prorok. Stella Maris bardzo mi się podoba, ale najbardziej zachwycam się kopułą klasztoru, jej bajecznie kolorowym wnętrzem, rozświetlonym słońcem. W Stella Maris zostawiam dar „morskiej” poezji pt. „Modlitwa morza”:
Ojcze Błękitnych Przestrzeni

Który Jesteś w każdej kropli morza

Uświęć wysiłek człowieka

I całe podwodne królestwo

Niech niebo zstąpi na ziemię

Radość naszą powszednią błogosław

I odpuść nam nasze głuche sumienie

Jako i my odpuszczamy winnym zniszczenia

I nie pozwól zamilknąć falom

Ale napełniaj je pieśnią życia



Amen
Panorama Hajfy z tarasu widokowego jest tak piękna, że dosłownie zapiera dech w piersiach. Nie sposób jej zapomnieć.
Wyruszamy do południowej Galilei, aby zobaczyć słynny Nazaret - miejsce dzieciństwa Jezusa. Miasto jest uroczo położone w dolinie otoczonej górami. Są tu liczne białe domy, drzewa oliwek, granatów, fig, owoców cytrusowych, kwitnące hibiskusy. Można również spotkać stada owiec i kóz.
Hebrajska nazwa Nazaretu (Nacerat) znaczy „pąk, pączek”. I słusznie, bo to miasto śmiało można nazwać „kwiatem” Galilei. Lecz oprócz tego należy dodać, że właśnie w nim rozpoczął się (tak jak rozwija się pąk) początek historii zbawienia. Również Maryję możemy nazwać najpiękniejszym Kwiatem, jaki wydała ludzkość.
Nazaret jest największym miastem arabskim w Izraelu i ma około 30 kościołów i klasztorów, znajdują się w nim także meczety i starożytne synagogi. Rozpoczął swe dzieje jako mała żydowska wioska ok. 2000 lat temu i zaledwie kilka lat później stał się ostoją chrześcijaństwa. W tym miejscu Anioł Gabriel zwiastował Dziewicy Maryi, że zostanie matką Syna Bożego i właśnie tu spędził swoje dzieciństwo i późniejsze lata Jezus.
Zanim zobaczymy Bazylikę Zwiastowania, zatrzymujemy się na obiad. Już od progu jesteśmy zszokowani dekoracją restauracji. Na ścianach oryginalne znaczki pocztowe i banknoty z całego świata. Coś podobnego! Czyżby to pasja właściciela lokalu? W oszałamiającej kolekcji odnajdujemy również polskie banknoty, które przed laty zostały wycofane z obiegu. To niesamowite zobaczyć je w Nazarecie. Obsługa restauracji wspaniała. Obiad bardzo dobry, kolorowy, wszystko doskonale doprawione. Czas na odpoczynek, refleksje. Otwieram Pismo Święte, aby poznać Słowo Boże w miejscu narodzenia Jezusa. Znów Ewangelia św. Jana: Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna ma życie wieczne. (J 3, 35 – 36).Ten mój, jak to ja nazywam „ewangeliczny dialog” z Jezusem - bardzo mi pomaga, daje radość i nieustannie przypomina tajemnicę miłości Boga do człowieka.
Odwiedzamy Bazylikę Zwiastowania w Nazarecie. Jest wyjątkowo piękna. Biała, kamienna, budowla z charakterystyczną wieżą, w kształcie odwróconej lilii – symbolu Matki Bożej, zachwyca już z daleka. Zaprojektował ją włoski architekt Giovanni Muzio. Zbudowana z regularnych brył kamiennych, jest jedną z najbardziej czczonych świątyń chrześcijaństwa. Prostą fasadę zdobią płaskorzeźby przestawiające Zwiastowanie oraz reliefy z tekstami biblijnymi. Bazylika wspaniale prezentuje się na tle intensywnego błękitu. Wnętrze świątyni urzeka ciekawą formą architektoniczną i grą światła w witrażach. Na bocznych ścianach znajdują się liczne obrazy przestawiające różne wyobrażenie Maryi z Dzieciątkiem. Ten temat kontynuowany jest na zewnątrz pod portykami na placu przed bazyliką. Byliśmy oszołomieni ilością barwnych obrazów, które są darem Kościołów chrześcijańskich z całego świata. Jest tu również piękny polski obraz Matki Bożej Częstochowskiej wykonany z ceramiki. W głównym prezbiterium uwagę przykuwa olbrzymi fresk.
Bazylika składa się z dwóch poziomów. Kościół górny, wyższy - służy jako główna lokalna świątynia rzymskokatolicka, w której odbywają się nabożeństwa. W dolnym kościele znajduje się najświętsze miejsce bazyliki, czyli Grota Zwiastowania, w której, jak podaje tradycja istniał dom Maryi i miało miejsce Jej spotkanie z Archaniołem Gabrielem. Dolny kościół intryguje, posiada wyjątkowo mistyczny nastrój. Klękamy przed Najświętszym Sakramentem w Grocie Zwiastowania. Dziś, 8 września - w dniu urodzin Matki Bożej przynosimy Jej kwiaty modlitwy.
W górnym kościele Bazyliki Zwiastowania zostaje odprawiona Msza św. Jest z nami inna polska grupa pielgrzymkowa (z Duszpasterstwa Pielgrzymkowego Księży Pallotynów z Krakowa). Po nabożeństwie jeszcze raz spokojnie wszystko oglądamy. Ja chcę zostać chwilę dłużej. Proszę męża, aby na stopniach ołtarza obok pięknego bukietu kwiatów, sfotografował mnie z tomikiem „Modlitwa wieczorna”. To już ostatni egzemplarz, bo cały nakład został wyczerpany. Będę mieć pamiątkę z Bazyliki Zwiastowania, w której zadedykowałam Maryi wiersz rozpoczynający ten zbiór poetycki:
Bądź pozdrowiona, Mario…
Biała Różo z Ogrodu Dawida

Będziesz Matką

Nie lękaj się Tajemnicy

Pan jest z Tobą

Służebnico z Nazaretu

Nadasz Mu imię Jezus.


I stało się według słowa Pana
Naprzeciw Bazyliki Zwiastowania, pośród drzew o dużych, intensywnie zielonych liściach, znajduje się Kościół św. Józefa. Swoją skromnością doskonale wyraża ciche, pracowite życie Jezusa, Maryi i Józefa. Został wybudowany nad jaskinią, która służyła św. Józefowi jako warsztat. Inny tradycyjny przekaz głosi, że w tym miejscu znajdował się dom, w którym mieszkała Święta Rodzina. Obecny kościół został wybudowany na ruinach kościołów pochodzących z czasów bizantyjskich oraz z epoki Krzyżowców. Pozostałości można zobaczyć w krypcie, za którą znajduje się Grota Świętej Rodziny.
Chwila refleksji… Jezus, mieszkańcom Nazaretu jako pierwszym ogłosił w synagodze, że to On jest Mesjaszem. Totalnie zaskoczeni, nie byli w stanie przyjąć tego faktu. Wpadli w złość, zaczęli krzyczeć. Widocznie prawda ich przerosła. Wzburzeni wyprowadzili Go na górę wysoką i chcieli strącić. Co wtedy czuła Jego Matka?
Dziś Stare Miasto Nazaretu jest gwarne i hałaśliwe, ale pełne malowniczych zakątków. Ze wszystkich stron dolatują zapachy cynamonu, wanilii, imbiru. Słychać nawoływania muezinów i muzykę arabską, handlarze głośno zachwalają swój towar.
Jedziemy do Kany Galilejskiej, miejsca pierwszego cudu Jezusa gdzie objawił swoją chwałę zamieniając na weselu wodę w wino. Po drodze ks. Krzysztof dużo opowiada nam o interesujących tradycjach żydowskiej ceremonii ślubnej. Okazuje się, że Żydzi bardzo wysoko cenią sobie instytucję małżeństwa oraz znaczenie wina. W ich tradycji, wino jest bardzo ważnym znakiem - nośnikiem radości podczas uroczystości rodzinnych i religijnych. Absolutnie nie dopuszczalnym jest brak wina na weselnej uczcie. To wręcz hańba.

Opisana w Ewangelii św. Jana, Kana Galilejska - to arabska wioska Kafr Kana, leżąca niedaleko Nazaretu, przy drodze do Tyberiady. W wiosce mieszkają wyznawcy kościoła greckiego oraz Arabowie wyznający zarówno islam jak i chrześcijaństwo, a także nieliczna grupa muzułmanów (w średniowieczu istniała tu również gmina żydowska). W związku z tym architektura Kany jest bardzo zróżnicowana.


W Kanie Galilejskiej znajdują się dwa kościoły: kościół Greków obrządku ortodoksyjnego oraz franciszkański Kościół Cudu. Według tradycji w miejscu tym znajdowała się synagoga, w której miał miejsce ślub biblijnej młodej pary. Do dnia dzisiejszego w tej świątyni odbywają się śluby.
W Kościele Cudu zatrzymujemy się dłużej. Słuchamy Ewangelii, modlimy się. Potem następuje bardzo piękna chwila. Ja z mężem, oraz trzy pary z naszej grupy, uroczyście odnawiamy przysięgę małżeńską. Przeżycie jest ogromne. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, bo wkrótce będziemy obchodzić 40 - tą Rocznicę Ślubu. Odnawiać przysięgę w takim miejscu, jest naprawdę czymś wspaniałym. Wzruszone pary uśmiechają się do siebie przez łzy. Radośni przyjmujemy Eucharystię. Potem w kościele franciszkańskim nabywamy piękne, okolicznościowe certyfikaty w języku polskim, pamiątkę odnowienia przysięgi. W pobliskim sklepie zostajemy poczęstowani wspaniałym winem. Oczywiście, można tu kupić różne rodzaje wina, bo wybór jest ogromny.
Dzień powoli zbliża się ku końcowi. Jest godzina osiemnasta, a temperatura powyżej trzydziesty stopni. To nieważne. Jesteśmy w Ziemi Świętej i tylko to się liczy. Jedziemy do hotelu w Tyberiadzie. Wspólnie modlimy się, śpiewamy pieśń: Wszystkie nasze dzienne sprawy, obserwując krajobraz zza okien autokaru. Ksiądz Krzysztof opowiada nam o szabacie, który zaczyna się o zmierzchu w piątek i trwa do zmierzchu w sobotę. Jest to najważniejsze żydowskie święto na cześć Boga Stworzyciela i Przymierza, które zawarł z Izraelem. Ma również przypominać Żydom wyzwolenie z niewoli egipskiej. Szczegóły dotyczące przebieg szabatu są niezwykle interesujące.
Snuję refleksje… Podczas uczty w Kanie Galilejskiej, pierwszy cud Jezusa – jest wielowymiarowym symbolem. Woda mówi o oczyszczeniu przez Jego śmierć. Wino symbolizuje Jego krew przelaną za grzechy świata. Ale najistotniejszy symbol, jest złotą klamrą, która spina rozpoczęcie i zakończenie działalności Jezusa Chrystusa podczas Jego pobytu na ziemi. Otóż wesele w Kanie było pierwszą ucztą, w której wziął udział Jezus wraz z uczniami, natomiast Ostatnia Wieczerza była ucztą pożegnalną. I coś jeszcze. Ludzkie ręce napełniły dzbany wodą i tylko moc Chrystusa mogła dać jej wyborny smak wina. Podobnie i naszym życiu - człowiek może się starać i zabiegać o wiele, ale tylko ufność i wiara w moc Chrystusa, nadaje sens jego działaniom.
Hotel Arcadia z odkrytym basenem, jest bardzo ładny. Znajduje się w centrum Tyberiady wśród wysokich palm i równie wysokich kwitnących krzewów. Rozpakowujemy się i odpoczywamy. Po wspaniałej kolacji, ja z mężem oraz dwie pary małżeńskie z naszej grupy, zapraszając gości spotykamy się w jednym z pokoi, aby uczcić odnowienie przysięgi. Trzy miłe panie obdarowują wszystkich „nowożeńców” prezentami w postaci dwóch małych buteleczek wina związanych ozdobnie razem. Uroczy prezent. Z kolei ja, każdej parze małżeńskiej ofiaruję jubileuszowy tomik wierszy pt. „Chwila obecna” z okolicznościową dedykacją. Skąd wiedziałam, żeby zabrać w podróż odpowiednią ilość książek? Nie mam pojęcia. Widocznie zadziałała moja intuicja. Jest bardzo sympatycznie i wesoło. Tak się złożyło, że z czwartą parą (nie dołączyła do nas) spotkamy się jutro wieczorem.
  1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna