Dariusz kosiński histrioni I aktorzy



Pobieranie 55.83 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar55.83 Kb.

Dariusz KOSIŃSKI




HISTRIONI I AKTORZY

Porównanie świata do teatru, a ludzi do aktorów, które ma za sobą bogatą i bardzo ciekawą historię, przeżywa w ostatnich kilkudziesięciu latach niezwykły wprost renesans popularności. Co najmniej od czasów słynnej, do dziś popularnej i aktualnej książki Ervinga Goffmana Człowiek w teatrze życia codziennego1 ujmowanie zachowań i relacji społecznych w kategoriach teatralnych stało się jednym z najczęstszych sposobów ich porządkowania, analizowania i obrazowania. Na poziomie nauk o człowieku doprowadziło to do pojawienia się odrębnych szkół określanych mianem dramaturgicznych (tak mówi się o socjologii Goffmana czy o antropologii Victora Turnera), do powstania filozofii dramatu czy koncepcji teodramatu, a także do wyłonienia się nowych nauk, zajmujących się widowiskami i ludzkim życiem ujmowanym jako widowisko2 lub jako performans3. Na poziomie wiedzy i mowy potocznej popularność metafory teatralnej przejawia się w jej nieustannej niemal obecności w opisie życia publicznego, zwłaszcza politycznego, co z kolei sprawia, że straciła ona już niemal zupełnie znaczenie i krytyczne ostrze. Stwierdzenie: "świat jest teatrem, aktorami ludzie", stało się banałem powtarzanym niemal bezrefleksyjnie.

Sądzę, że jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, prowadząca do zasłonięcia sensu metafory i zapomnienia o pewnych istotnych aspektach toposu theatrum mundi, których przemyślenie wydaje się niezwykle ważne zarówno dla refleksji antropologicznej i etycznej, jak i teatrologicznej. W niniejszym szkicu chciałbym - z konieczności dość syntetycznie - rozważyć różne warianty i znaczenia metafory teatru świata, a następnie odnieść je do współczesnego społeczeństwa, nazywanego przez Guy Deborda społeczeństwem Spektaklu4, by zastanowić się, jakie znaczenie w żyjącym widowiskowo świecie kultury globalnej może mieć sztuka tak z pozoru archaiczna jak teatr. Nie ukrywam, że moim celem jest nie tyle apologia metafory teatralnej (ta jest ceniona wysoko i obrony nie potrzebuje), ile apologia teatru, który w świecie opanowanym przez widowisko wydaje się niepotrzebny, choć to właśnie on - paradoksalnie - może nędzę tego świata odsłonić.

TEATR ŚWIATA I KOMEDIA LUDZKA


W klasycznej książce o topoi kultury Zachodu Ernst Robert Curtius poświęcił theatrum mundi niewielki, ale bardzo ważny rozdział, w którym usiłował znaleźć źródło tego wyobrażenia i wskazywał punkty orientacyjne - swoiste słupy milowe - jego obecności w kulturze nowożytnej5. Jak całkiem niedawno pokazał Paweł Goźliński, "punkty orientacyjne" Curtiusa to tylko wierzchołki całego łańcucha gór lodowych, poszukiwanie zaś punktu, w którym metafora się narodziła, jest skazane na niepowodzenie6. Nie mam zamiaru podejmować ani rekonstrukcji fascynujących dziejów toposu (w dużej mierze i w znakomity sposób zrobił to Goźliński), ani tym bardziej rozważań na temat jego genezy. Z licznych wariantów i przykładów chciałbym natomiast wydobyć kilka podstawowych znaczeń, jakie metafora centralna ze sobą niesie. Nie jest bowiem prawdą - co sugerowało całkiem spore grono badaczy, w tym także sam Curtius - że topos teatru świata zrozumiały jest sam przez się, a jego znaczenie - stałe.

Upraszczając, pokusiłbym się o wyróżnienie w nim czterech zasadniczych wariantów znaczeniowych:

1. Theatrum mundi jako teatr kosmiczny, stworzony przez Boga, przezeń oglądany i oceniany (najpełniejszą i najwspanialszą realizacją artystyczną tego wariantu jest auto sacramentale Pedra Calderóna de la Barca Wielki Teatr Świata).

2. Świat jako gra iluzji; po jej zakończeniu opadają wszystkie życiowe "przydatki" i ukazuje się prawdziwa twarz aktorów - równych sobie, ale różniących się jakością swej gry (tę prawdę głosili z upodobaniem stoicy7).

3. Człowiek jako marionetka i igrzysko Boże (motyw wykorzystywany już przez Platona, a w Polsce znany choćby z fraszki Jana Kochanowskiego: "Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, / Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom"8).

4. Świat jako komedia odgrywana przez ludzi przed ludźmi (co lakonicznie ujmuje słynna, choć nieznanego pochodzenia, maksyma "totus mundus agit histrionem").

Bardzo łatwo uznać, że wszystkie te warianty i aspekty tworzą w zasadzie jedno wyobrażenie: ludzie grają przed sobą komedię złudzeń, która bawi oglądającego ją Boga, będącego jej autorem i krytykiem. Wydaje się jednak, że przy uważniejszym oglądzie powyższe zdanie musi ujawnić głęboką szczelinę, jaka dzieli dwa pierwsze znaczenia toposu od dwóch następnych. Metafora theatrum mundi - jak zauważył Sławomir Świontek - "możliwa jest jedynie w ramach teologicznej wizji świata: jeśli cały świat traktuje się jako teatr, to tylko pod warunkiem, że ma on swojego Wielkiego Spektatora"9. Można oczywiście przyjmować, że ów Spektator powołuje widowisko jedynie dla swojej przyjemności i zabawy - takie znaczenie ma metafora w wersji hinduskiej, gdzie świat jawi się jako wynik boskiej lila (zabawy, gry) tańczącego Śiwy10. W tradycji europejskiej jednak Widz i Autor jest zarazem sędzią, a więc kimś, kto ocenia sposób wykonania i w zależności od tej oceny przyznaje nagrodę lub wyznacza karę. Taką właśnie rolę spełnia Boski Autor w Wielkim Teatrze Świata Calderóna, który - według jego tłumacza i wydawcy Leszka Białego - rozwijał w duchu chrześcijańskim zalecenie Epikteta: "Pamiętaj, że jesteś aktorem grającym rolę w widowisku scenicznym, a do tego w takim widowisku, jakie spodobało się dramaturgowi ułożyć: w krótkim - jeżeli krótkie, w długim - jeżeli długie. Jeżeli chciał, żebyś zagrał rolę żebraka, staraj się i tę rolę po mistrzowsku odegrać. I tak samo się staraj, kiedy ci powierzy rolę chromego, monarchy albo szarego obywatela. Twoją bowiem jedynie jest rzeczą powierzoną ci rolę odegrać pięknie, sam wybór natomiast roli jest sprawą kogo innego"11.

Połączenie Autora, Widza i Krytyka w jednej boskiej Osobie sprawia, że dwa pierwsze aspekty znaczeniowe metafory teatralnej łączą się ze sobą w harmonijną i uzupełniającą się parę. Z czasem została ona uzupełniona o element trzeci - postać Chrystusa jako "Boga aktora", którego Osoba stanowi dla chrześcijan najwyższy wzór postępowania, a dążenie do zbliżenia się do Niego otwiera drogę kolejnych przemian, drogę prawdziwego rozwoju duchowego. Paweł Goźliński twierdzi, że decydujące o tym uzupełnieniu interpretacje powstały w okresie romantyzmu, kiedy - jego zdaniem - rodzi się wyobrażenie "Boga aktora"12. Wielki udział w tym mieli polscy poeci z Adamem Mickiewiczem i Juliuszem Słowackim na czele, a ich dzieła i koncepcje legły u podstaw polskiego teatru przemiany - bodaj najoryginalniejszej rodzimej tradycji teatralnej13. Nie wchodząc w tej chwili w jego fascynujące dzieje, poprzestańmy póki co na stwierdzeniu, że uzupełnienie to nadało całej idei teatru świata charakter całościowej koncepcji antropologicznej. Syntetycznie jej rozwiniętą w duchu chrześcijańskim interpretację ujął o. Mieczysław Krąpiec w następujących słowach: "Odgrywanie samego siebie w aktach życiowych jest zarazem «tworzeniem siebie» poprzez nasze działanie i postępowanie moralno-decyzyjne, poprzez które realizujemy ostatecznie Boży zamysł wobec nas samych. Jeśli bowiem o każdym z nas Bóg ma swą jedyną i niepowtarzalną ideę, to naszym życiowym zadaniem jest właśnie «zrealizowanie siebie» według tego zamysłu, jaki jest nam zadany. Dokonuje się to w naszym życiu, w naszych osobistych aktach decyzyjnych, w których jest nam dane wybrać w sposób wolny nasze osobiste dobro rzeczywiste (prawdziwe, a nie tylko pozorne), tworząc przez to realne piękno osobowego życia ludzkiego. […] Wiara, którą wyznajemy w naszej kulturze chrześcijańskiej, wskazuje nam jeszcze, iż w tej «grze człowieka» pomaga nam Bóg «od wewnątrz», jako Stwórca i Zbawca nas samych wedle swego zamiaru. Jego pomoc, to coś więcej niż pomoc reżysera, gdyż On angażuje się «od wewnątrz», będąc bliższy mnie samemu niż ja sam w swoim wnętrzu, albowiem «w Nim poruszamy się, żyjemy i istniejemy», jak mówił św. Paweł na Areopagu do Greków. On bowiem jest Źródłem, Wzorem i Celem naszej osobowej gry człowieczej"14. Celem człowieka w teatrze świata jest zatem odegranie własnej roli bez ulegania złudzeniu, że decydujące dla oceny jego gry są opinie pochodzące ze sceny, a za to z nieustanną troską o jej zgodność ze wzorem uosobionym w Chrystusie.

Tak rozumiana gra w teatrze świata zdaje się nie mieć nic wspólnego z igraszką ani z komedią, o których mowa w wariantach trzecim i czwartym. Bóg, który dał ludziom swego Syna jako arcywzór ("Arcymistrza wymowy" - jak pisał Mickiewicz15), z pewnością nie ma nic wspólnego z widzem zaśmiewającym się na ludzkiej komedii. Z kolei w wyobrażeniu "totus mundus agit histrionem" perspektywa Boża w ogóle jest nieobecna. Najpopularniejszy polski przekład tej sentencji, która zdobić miała godło Szekspirowskiego teatru "The Globe", brzmi: "cały świat gra komedię". Tłumaczenie to tylko częściowo oddaje sens oryginału, w którym połączono dwa łacińskie słowa odwołujące się do aktorstwa i teatru. Pierwsze z nich to czasownik "ago", "agere", znaczący "czynić", "wykonać", "sprawić", a także "grać", przy czym - jak przypominał Mirosław Kocur - przede wszystkim "w sensie agit fabula «grać sztukę»"16, gdyż znaczenia "grać rolę" używano tylko wyjątkowo. Wobec tego zdziwienie może budzić rzeczownik "histrio", znaczący "«aktor», ale w zasadzie tylko w czasach republikańskich […]. W okresie cesarskim termin oznaczał przede wszystkim pantomima, ale także innych artystów"17. W średniowieczu słowo "histrion" oznaczało najczęściej wędrownych mimów i komediantów, odgrywających krótkie scenki o charakterze farsowym i tworzących plebs teatralny swego czasu. Użycie tego właśnie słowa przez Jana z Salisbury, cytującego lub trawestującego (dokładność autora angielskiego podawana jest w wątpliwość) Petroniusza, sugeruje, że to, co wykonuje czy też uprawia świat, nie jest komedią (ta była przecież ceniona jako drugi gatunek klasyczny), ale czymś dużo od niej gorszym - niskich lotów rozrywką pozbawioną reguł, wdzięku i mądrości. Nie jest też do końca tak, że świat "gra komedię" - to znaczy odgrywa coś, co wcześniej zostało przez kogoś stworzone według jakiegoś planu czy zamysłu. Świat cały agit (lub exercet - jak u Jana z Salisbury18) histrionem, czyli - uprawia komedianctwo. Taka jego wizja i taka wersja metafory teatralnej stanowi przeciwieństwo stworzonego i ocenianego przez Boga theatrum mundi. Nie ma tu mowy ani o twórcy, ani o scenariuszu, ani nawet o pozostającej na zewnątrz widowni - świat zapełniają mało zabawni komedianci, wygłupiający się wzajemnie przed sobą, stanowiący być może zabawkę jakichś okrutnych bogów, ale z pewnością nie przeznaczeni do żadnego zbawienia czy ocalenia od śmierci. To właśnie o świecie takiego "mimu" mówił Szekspir słowami Makbeta, odkrywającego tę przerażającą prawdę, że
Życie jest tylko przechodnim półcieniem,

Nędznym aktorem, który swoją rolę

Przez parę godzin wygrawszy na scenie

W nicość przepada - powieścią idioty,

Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą19.
Metafora ukazująca świat jako teatr ma zatem dwie podstawowe odmiany: jedna z nich wiąże się z teocentrycznym wyobrażeniem theatrum mundi, w którym ludzie mają jak najlepiej odegrać przeznaczone sobie role, naśladując Arcyaktora - Chrystusa; druga ukazuje ludzki świat jako marną i chaotyczną farsę, w której wszyscy uczestniczą, popisując się i wygłupiając bez celu, sensu i nagrody. Dwóch tych znaczeń nie wolno mylić i trzeba pilnie uważać, którego z nich używa się do opisu rzeczywistości. W przeciwnym razie można sprowadzić do hipokryzji szlachetną grę, podejmowaną w walce o siebie, albo (co częstsze i gorsze) uwznioślić nędzną komedyjkę i nadać histrionom miano aktorów.


WIDOWISKO WCIELONE

Wśród wielu odmian i kształtów, jakie metafora teatralna przyjmuje we współczesnej myśli o człowieku i społeczeństwie, bodaj najbardziej radykalna została stworzona przez francuskiego artystę i myśliciela Guy Deborda, autora słynnej książki Społeczeństwo Spektaklu. Jego idee zostały pogłębione i rozwinięte przez włoskiego filozofa Giorgia Agambena, a zupełnie niedawno ich koncepcje zestawił i po polsku "przepowiedział" Krzysztof Rutkowski w książce Ostatni pasaż. Przypowieść o życiu byle-jakim20. Zarówno idee Deborda i Agambena, jak i książka Rutkowskiego zasługują na uważne, szerokie i dogłębne omówienia i analizy, które zresztą już się zaczęły pojawiać. Tu przywołam je tylko pokrótce, w kilku najważniejszych dla mojego wywodu aspektach, odnoszących się do teatralnego wymiaru rzeczywistości społecznej i do histrionicznego charakteru współczesnego sposobu bycia.

A zatem - czymże jest Widowisko Wcielone? Pisze Krzysztof Rutkowski: "Widowisko Wcielone jest sposobem bycia współczesnych społeczeństw postdemokratycznych. Zajęcie dobrego miejsca w Widowisku zwalnia od wielu uciążliwych czynności wymagających pracy, uporu, pamięci, wiedzy, wyrzeczeń, niekiedy poświęceń, a zatem czynności kłopotliwych, męczących oraz nieprzyjemnych. […] Wystawianie się w Widowisku Wcielonym wymaga sprytu, zabiegów, zdrowia i przede wszystkim braku skrupułów. W Widowisku Wcielonym wystawia się tylko ciało, bo - zgodnie ze swą naturą - Widowisko nie uznaje ani duszy, ani ducha […]. Wystawiając ciało, Widowisko znosi intymność. To, co intymne, stało się publiczne, to, co publiczne - widowiskowe. Widowisko wystawia więc ciało i ciało wystawia się w Widowisku. […] Uczestnicy Widowiska Wcielonego bytują widowiskowo i nie mogą z Widowiska zwiać. Widowisko jest sposobem ich bycia. Widowisko jest «naśladowczym przedstawieniem» ich «bycia-tu-oto» (Da-sein), z którego zniknęło i «tu», i «bycie». Widowisko jest środkiem bez celu"21.

Widowisko jest zatem doprowadzoną do monstrualnych i medialnie zglobalizowanych rozmiarów, transmitowaną na cały świat nędzną komedyjką, którą sami przed sobą odgrywają histrioni, zapełniający swymi ciałami ekrany i okładki wielkonakładowych pism lub marzący o takiej ekspozycji i naśladujący najbardziej eksponowanych szarzy zjadacze widowiskowego chleba. Widowisko Wcielone nie jest tym, co gramy, ale raczej stylem, w jakim chcemy wystąpić, czy też przestrzenią i "ramą" jedynego możliwego wystawienia. Lektura książki Rutkowskiego (podobnie zresztą jak lektura Deborda i Agambena) budzi często naturalny opór, wyrażający się w reakcji: "przecież ja tak nie żyję!". Problem polega jednak na tym, że Widowisko Wcielone to mechanizm nadawania stereotypowych formatów bycia, skonstruowany tak, że stopniowo ogranicza szanse wymknięcia się. Przestrzeń możliwego zaistnienia poza Widowiskiem jest niewielka i kurczy się z każdym dniem, a co gorsza - ogarnęła już całkowicie przestrzeń spraw publicznych. To, co publiczne, stało się widowiskowe - prawdę tę potwierdza każdego dnia debata publiczna (nie tylko polityczna) w Polsce. To, czego z takich lub innych powodów nie wystawiono, nie istnieje. Kto się wystawia często i w porze dobrej oglądalności, choćby był głupcem i łajdakiem, cieszy się uznaniem i zdobywa mocną pozycję niezależnie od swej wiedzy, moralności, a nawet poparcia politycznego (iluż mamy polityków bez partii!). Największą władzę mają zaś ci, którzy decydują o porządku wystawienia i ilości światła skierowanego na każdego z pretendentów do roli gwiazdy. Totus mundus agit spectaculum.

Sposób bycia w Widowisku Wcielonym - jedyny, jaki Widowisko akceptuje i podsuwa - nazywa Rutkowski "byciem byle-jakim". Nie chodzi tu przy tym o bycie liche, niedbałe, abnegackie, ale o bycie kimkolwiek, obojętnie kim22. W świecie Widowiska nie ma znaczenia, w jakiej postaci czy roli się wystąpi. Chodzi o to, żeby się wystawić jak najbardziej centralnie, zwracając uwagę jak największej grupy ludzi. Bycie byle-jakie można by wobec tego ująć jako nagi instynkt histrioniczny - głód popisu i wystawienia się, którego zaspokojenie nie jest z konieczności związane z wykonaniem jakiejś roli, rozumianej jako uprzedni zestaw zasad i dyrektyw. Kryterium decydującym o powodzeniu jest cecha, którą Rutkowski określa terminem "przymilność", a która oznacza stopień łatwej akceptowalności proponowanego występu. "Bycie byle-jakie może istnieć tylko jako bycie przymilne. Uczestniczący we wspólnocie naśladują tych spośród swych członków, którzy istnieją najprzymilniej, a zatem bytują najdoskonalej. Tacy członkowie wspólnoty zyskują status «idoli», których inni naśladują, i starają się bytować jak idole"23. Tworzy się swoisty zamknięty obieg: idole uzyskują "doskonałość" dzięki akceptacji widowni, która z kolei sama stara się jak najlepiej naśladować idoli, by w momencie osiągnięcia najwyższego stopnia wierności kopii rozpoznać fałsz jej rzekomej doskonałości i podążyć za kolejnym, pozornie doskonalszym, bardziej przymilnym idolem, podsuwanym przez "naczelnych mediantów". Prawdziwa procesja i proliferacja "gwiazd" i "idoli", z jaką mamy współcześnie do czynienia, jest właśnie wynikiem tego mechanizmu, a programy telewizyjne, takie jak Idol czy Taniec z gwiazdami, ukazują go w całej nagości: idolem zostaje się nie dlatego, że się coś umie (na przykład śpiewać lub tańczyć), ale dlatego, że zdobyło się sympatię największej części widowni, czyli było najbardziej przymilnym.

Bez trudu można zauważyć, że Widowisko Wcielone jest doprowadzoną do pełnej skrajności realizacją toposu "totus mundus agit histrionem" i że nie ma ono nic wspólnego z theatrum mundi. Z natury Widowiska wynika, że nie może go oglądać nikt, kto nie jest w nim obecny, ponieważ w Widowisku w ogóle nie może zaistnieć ktoś, kto w nim się nie wystawia. Nie ma w nim też miejsca na doskonałe odegranie samego siebie, ponieważ jego zasadą jest bycie byle-jakie, a więc granie - a właściwie występowanie w roli - obojętnie kogo. Nie ma też oczywiście mowy o żadnym ponadczasowym Arcywzorze pomagającym odnaleźć własny głos i gest, ponieważ wszelkie wzory pojawiające się i po chwili znikające w świecie Widowiska są jego wytworami, powstają według jego praw, na kształt i podobieństwo samych uczestników.

W drugiej i trzeciej części swojej książki Krzysztof Rutkowski przechodzi do prezentacji tego, co odróżnia Widowisko Wcielone od świata żyjącego w inny sposób, według innych wartości. Za Giorgiem Agambenem przeprowadza między innymi porównanie współczesnego "nagiego życia" - życia jako takiego, którego celem oraz jedyną troską jest przetrwanie - i Arystotelesowskiej koncepcji dobrego życia: życia politycznego, polegającego na czynieniu czegoś w sposób wolny, to znaczy z pełną odwagą i gotowością do poświęcenia. "Bycie byle-jakie" oznacza rezygnację z prawa do tak rozumianego dobrego życia, a także z prawa do bycia "zwierzęciem zdolnym do sensownego zabierania głosu"24. Jeśli przełożyć to rozróżnienie na terminologię teatralną, to cechy dobrego życia przypisać by należało aktorowi, a cechy bycia byle-jakiego - histrionowi. Łacińskie słowo "actor" wywodzi się wszak od "agere" - czynić, sprawiać, i to jego znaczenie - "uczestnik, sprawca" - do dziś jest w polszczyźnie obecne, choć głównie w sensie przenośnym lub żartobliwym. Etymologicznie rzecz biorąc, aktorem jest ktoś, kto spełnia akt, czyni coś, co ma znaczenie i wagę, a na dodatek - zwłaszcza w tradycji europejskiej - zabiera głos, by wypowiedzieć się sensownie. Tymczasem histrion (polski odpowiednik - igrzec) to ktoś, kto się bawi i bawi innych, zwodząc poprzez rozmaite gry, parodiując aktorów świata i teatru, wykrzywiając twarz w karnawałowym grymasie. Jest bezwzględnie potrzebny, a jego sztuka wcale nie zasługuje na pogardę. Musi jednak istnieć w symbiozie z aktorami, podobnie jak błazen istnieć musi w harmonii z kapłanem lub królem. Histrion pozostawiony sam sobie, mnożący się i zagarniający dla siebie całą scenę, to kataklizm niszczący ład theatrum mundi i zamieniający go w ponurą estradę Widowiska Wcielonego - w transmitowane non-stop programy typu reality show, coraz przymilniejsze, coraz bardziej pozbawione ciężaru, coraz mniej nadające się do życia.

Rozglądając się po naszym świecie, trudno nie zauważyć, który z nich zwycięża. Powszechna ucieczka od odpowiedzialności, gloryfikacja życia dla samego życia, niechęć do poświęceń, zanurzenie w pozornie wiecznej teraźniejszości, hipokryzja postawy wobec śmierci - to tylko niektóre z wielu wciąż na nowo postrzeganych i opisywanych cech współczesnej cywilizacji, którą nazywa się czasem cywilizacją śmierci, a która jest cywilizacją histrionów, widowiska odgrywanego dla samego widowiska, nieoglądanego przez nikogo.

RAMA I TAJEMNICA
Wszystkie te diagnozy, łącznie z przywoływanymi autorstwa Deborda, Agambena i Rutkowskiego, stanowią jednak dowód na to, że nieuniknioność i wszechogarniająca moc Widowiska wcale nie jest tak nieunikniona ani wszechogarniająca. Już samo to, że można było opisać Widowisko w jego istocie i przejawach, dowodzi wszak istnienia w samym jego mechanizmie przestrzeni możliwego oporu, a przynajmniej niezależności. Moim zdaniem, jedną z takich przestrzeni jest teatr.

Może to wyglądać na paradoks - Widowisko ogarniające rzeczywistości, samo posługujące się "poszczególnymi widowiskami […], by rytmicznie utwierdzać i potwierdzać swe niepodzielne panowanie"25, miałoby być kwestionowane przez jakiś inny gatunek widowiska, na dodatek takiego, które samo dostarczało pojęć i modeli do jego opisania? A jednak tak. Przeprowadzone powyżej rozróżnienie aktora i histriona, czy też aktorskiego i histrionicznego sposobu bycia, wskazuje na sposób, w jaki owo zakwestionowanie staje się możliwe. Punktem podstawowym jest tu metafora theatrum mundi, tyle że niejako odwrócona - teatr posłużył przed wiekami jako obraz pozwalający na ujęcie relacji między złudnością bycia w granicach i według zasad tego świata a prawdziwymi wartościami, których królestwo rozciąga się poza nimi (co jakkolwiek nie znaczy, że nie są one i w nim obecne). Świat kultury respektującej tę relację znika, gdzieniegdzie już zniknął, ale pozostał jej model w postaci zinstytucjonalizowanej, a czasem nawet zmuzealizowanej praktyki kulturowej - teatru.

Oczywiście jego kształt i sposób istnienia jest dziś zupełnie inny niż w starożytnej Grecji, gdzie się narodził i gdzie wraz z nim (a może i wcześniej) narodziła się metafora świata jako widowiska oglądanego i ocenianego przez najwyższych Spektatorów. Jest też w wielu jego najciekawszych wersjach i odmianach inny od modelu teatru ze "sceną pudełkową", który w myśleniu powszechnym wciąż wyznacza jego właściwy kształt, a który w stopniu niemal doskonałym (kto wie, czy nie doskonalszym niż grecki amfiteatr, elżbietański "rondel" czy hiszpański corral) odpowiadał metaforze theatrum mundi. Wiele współczesnych działań teatralnych i performatywnych (granica między nimi tak się zatarła, że czasem po prostu jej nie widać) nie respektuje sztywnego podziału przestrzeni na scenę i widownię, odrzuca ramę sceniczną, rozbija i rozdziela postacie, a nawet igra z czasem, podważając tak nienaruszalne, zdawałoby się, teatralne "teraz" współobecności aktorów i widzów (tzw. teatr internetowy). W skrajnych przypadkach, jak w CallCutta grupy "Rimini Protokol", uniemożliwia się określenie tego, kto jest twórcą, kto wykonawcą, a kto odbiorcą ("akcja" CallCutty polega na tym, że widzowie-uczestnicy wędrują pojedynczo po Berlinie, prowadzeni instrukcjami płynącymi przez telefon komórkowy z call center, które znajduje się w Kalkucie). Nienaruszalne pod sankcją rozmycia teatru przedstawienia w teatrze rzeczywistości jest jedno - świadomość wyróżnienia, szczególności podejmowanego działania, która stanowi mentalną ramę odcinającą przedstawienie, performans czy akcję od toczącego się wokół Widowiska. Teatr to dziś każde działanie wyróżnione w jakiś sposób i oznaczone jako teatr. Sposoby tego wyróżniania są przeróżne: od rozbudowanej instytucji finansowanej z pieniędzy publicznych lub działającej na zasadach wolnorynkowych, która samą swoją nazwą i sposobem organizacji informuje nas o swym szczególnym statusie, po prosty gest ulicznego buskera, który zatrzymuje się na chodniku i wchodzi na drewnianą skrzynkę. Rzecz bowiem nie w prosceniach, gmachach i box office’ach, ale właśnie w tym prostym geście ujawniającym intencję i świadomość: czynię, by ktoś mnie oglądał. Nawet tak zwany teatr niewidzialny brazylijskiego reżysera i działacza politycznego Augusta Boala nie jest wolny od tego gestu (zawsze jest ktoś, kto inicjuje grę, i ktoś, kto ją krytycznie ocenia). Bez tej symbolicznej ramy teatr po prostu nie istnieje. Ona zaś go ustanawia - nawet jeśli działanie przyjmuje formy uznawane w tradycji Zachodu za nieteatralne (a takie właśnie stanowią na przykład rdzeń performatywnych tradycji afrykańskich).

W świecie Widowiska Wcielonego, świecie, w którym wszystkie racje są równoważne (bo potencjalnie równie widowiskowe), a każdy dąży do wystawienia się "byle-jakiego", sam gest wyznaczania teatralnej ramy ma wartość wręcz rewolucyjną. Rama wytycza bowiem granicę, wycina z Widowiska jakąś jego część i daje do oglądania i doświadczania jako coś niezwykłego, szczególnego i nieoczywistego. Nawet najgorsze komedianctwo wyróżnione i wystawione jako takie, dane do doświadczenia jako takie, ujawnia się w swej ukrywanej przez Widowisko nieoczywistości. Teatr w teatrze Widowiska Wcielonego stanowi paradoksalną przestrzeń rzeczywistości, odsłaniając fikcyjność tego, co za rzeczywistość chce uchodzić.

W świecie wystawiania się i bycia byle-jakiego teatr zachowuje rebeliancką wręcz właściwość polegającą na tym, że mimo wszystkich zmian stanowi wciąż dziedzinę umiejętności. Bycie estradowe, telewizyjne i filmowe pozwala na wystawianie się w roli kogokolwiek (przykładów jest aż za dużo), natomiast teatralne próby tego typu najczęściej kończą się klapą nawet dla największych "gwiazd". W teatrze nie można pojawić się w roli dowolnej, w roli byle kogo. Najczęściej też trzeba coś umieć (choćby mówić, ruszać się, śpiewać - jeśli nie tańczyć i wykonywać skomplikowane akrobacje) lub przynajmniej mieć jakiś specyficzny i niepodważalny walor (tzw. urok sceniczny). Bycie "po prostu sobą" jest w teatrze niemożliwe właśnie z powodu tworzącej go ramy - jeśli jest się w wyróżnionej przestrzeni i takimż czasie, to nie można być "po prostu", być "byle-jak".

Zasada, zgodnie z którą nie każdy i nie wszystko może w teatrze zrobić i powiedzieć, również stanowi wartość stawiającą opór wyrównującej pseudodemokratycznej sile Widowiska. Teatr (w odróżnieniu od telewizji) jasno pokazuje, że aby w nim wystąpić, aby móc coś w nim powiedzieć, trzeba mieć coś do powiedzenia. Wobec tego jasne jest, że nie wszyscy dysponują równymi głosami, nie każda wypowiedź jest równie ważna czy choćby dopuszczalna. Teatr - prawda to banalna - nie jest demokratyczny. Każdy może próbować tworzyć własne przedstawienie, ale powstanie ono dopiero wtedy, gdy ktoś przyjdzie je obejrzeć, co już wiąże się z jakimiś, choćby najbardziej podstawowymi, cechami wyróżniającymi26.

Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że teatr z samej natury ustanawiającego go gestu wyróżnienia przekształca biorących w nim udział ludzi w aktorów, a więc w aktywnych sprawców, którzy nie wystawiają się, ale dążą do jak najpełniejszego zrealizowania siebie według wzorów, zasad i ideałów budowanych i rozwijanych w trakcie pracy artystycznej przez nich samych, reżyserów lub(i) dramatopisarzy. Teatr - co w sposób bodaj najpełniejszy pokazał w tak zwanym studium o Hamlecie Stanisław Wyspiański - jest przestrzenią i narzędziem (Wyspiański pisał "labiryntem" i to pojęcie jest najtrafniejsze) tworzenia siebie poprzez podejmowanie i "przewalczanie" myślą i czynem doświadczenia losu, który jest zarazem cudzy, inny i własny. O tym właśnie mówi słynny wiersz o aktorach z Hamleta:
Śmieszni? - Nieprawda. Oni tylko mają

pokazać, pokazują w sztuce, którą grają,

ludzkie przywary i ludzką niewolę,

i niedołęstwo myśli, i ułomność;

przyjmują na się maski, strój i dolę

żywą, a sądzi ich wasza przytomność.

[…]

To nie są błazny - chociaż błaznów miano,



oklaskiem darząc, w oczy im rzucano -

lecz ludzie - których na to powołano,

by biorąc na się maskę i udanie,

mówili prawdy wiecznej przykazanie.

Na co stać kogo, tajemnic tych sięga;

wieczna w tym siła, groza i potęga27.


Tak rozumiany teatr stanowi model aktywnego sposobu bycia, model sprawstwa, a nie bylejakości. Stanowi zarazem jego azyl, a może nawet (oby nie!) rezerwat, coraz mniej rozumiany przez tych, którzy nie widzą sensu wieloletniej pracy, której efektem może być (jak w przypadku Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice") półgodzinne przedstawienie grane raz na jakiś czas. Mediantom działającym według chorobliwych zasad kapitalistycznej panekonomii i widowiskowego utylitaryzmu coraz trudniej zrozumieć sens i potrzebę teatru. Jednak nawet i oni wyczuwają w jego przejawach to, co nazywa się zazwyczaj magią, a co jest tajemnicą pojawiającą się za każdym razem na nowo, gdy człowiek staje się najbardziej sobą w chwili, gdy sobą na pozór być przestaje. Teatr - nawet nieudany - przypomina, że istotą ludzkiego życia nie jest przetrwanie, lecz przemiana, że celem wysiłku nie jest zachować siebie, ale siebie ukształtować i przekształcić. Podczas gdy Widowisko mówi "bądź sobą" (dodając zaraz - "wybierz Pepsi!"), teatr przypomina, że tylko przekraczając siebie, osiąga się prawdziwą wielkość.

Nie jest to może doznanie na miarę greckiego katharsis, ale w naszym widowiskowym świecie ma siłę i znaczenie równe tamtemu.



1 Zob. E. Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, tłum. H. Śpiewak, P. Śpiewak, PIW, Warszawa 1981 (wyd. ang. tenże, The Presentation of Self in Everyday Life, Doubleday, New York 1956).

2 W Polsce należy do nich antropologia widowisk stworzona przez Leszka Kolankiewicza i jego współpracowników z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Podstawowe założenia oraz zaplecze badawcze antropologii widowisk prezentuje antologia Antropologia widowisk. Zagadnienia i wybór tekstów (oprac. A. Chałupnik i in., red. i wstęp L. Kolankiewicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005).

3 Performatyka została stworzona i propagowana jest przez Richarda Schechnera. Od niedawna można zapoznać się z polskim tłumaczeniem podstawowej dla tej nowej dyscypliny książki Schechnera Performatyka: wstęp (tłum. T. Kubikowski, redakcja przekładu M. Rochowski, Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych, Wrocław 2006).

4 Zob. G. Debord, Społeczeństwo Spektaklu, tłum. A. Ptaszkowska, L. Brogowski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1998.

5 Por. E. R. Curtius, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, tłum. i oprac. A. Borowski, Universitas, Kraków 1997, s. 147-153.

6 Zob. P. Goźliński, Bóg aktor. Romantyczny teatr świata, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, rozdział "Pożar w wielkim teatrze świata", s. 29-83.

7 Por. tamże, s. 65-68.

8 J. Kochanowski, O żywocie ludzkim, w: tenże, Dzieła polskie, oprac. J. Krzyżanowski, PIW, Warszawa 1989, s. 134.

9 S. Świontek, Teatr jako widowisko, w: Teatr. Widowisko, red. M. Fik, Instytut Kultury, Warszawa 2000, s. 12.

10 Por. R. Schechner, Zabawa, w: tenże, Przyszłość rytuału, tłum. T. Kubikowski, Volumen, Warszawa 2000, s. 31-42.

11 Epiktet, Diatryby. Encheirydion, tłum. L. Jachimowicz, PWN, Warszawa 1961, s. 463, cyt. za: L. Biały, Wstęp, w: P. Calderón de la Barca, Autos sacramentales. Wstęp, tłum. i oprac. L. Biały, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków 1997, s. LXXXIX.

12 Por. Goźliński, dz. cyt., s. 133-142.

13 Szerzej na ten temat zob. D. Kosiński, Polski teatr przemiany, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Wrocław 2007.

14 M. A. Krąpiec OP, Teatr jako sposób życia człowieka, "Człowiek w Kulturze" 1999, nr 12, s. 9n.

15 Zob. A. Mickiewicz, Arcymistrz, w: tenże, Dzieła, t. 1, Wiersze, oprac. Cz. Zgorzelski, Czytelnik, Warszawa 1993, s. 326.

16 M. Kocur, We władzy teatru. Aktorzy i widzowie w starożytnym Rzymie, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2005, s. 179.

17 Tamże, s. 178.

18 Por. Curtius, dz. cyt., s. 148.

19 W. Szekspir, Makbet, akt V, scena 5, tłum. J. Paszkowski, w: tenże, Dzieła dramatyczne, t. 5, Tragedie, oprac. S. Melsztyński i in., PIW, Warszawa 1973, s. 812.

20 Zob. K. Rutkowski, Ostatni pasaż. Przepowieść o życiu byle-jakim, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2007.

21 Tamże, s. 23-30.

22 Por. tamże, s. 151.

23 Tamże, s. 152.

24 Tamże, s. 247.

25 Tamże, s. 30n.

26 Jest tak nawet w przypadku przedstawień amatorskich, które oglądają tylko krewni i znajomi. W takim przypadku występ i ustanawiająca go obecność widzów oznaczają wyróżnienie owych relacji międzyludzkich, ich potwierdzenie i umocnienie. Inaczej jest w przypadku filmu, który może obejrzeć nawet tylko sam jego twórca.

27 S. Wyspiański, Hamlet, w: tenże, Dzieła zebrane, red. zesp. pod kier. L. Płoszewskiego, t. 13, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1961, s. 38, w. 860-880.






©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna