Die funf "tibeter"



Pobieranie 278.7 Kb.
Strona1/4
Data04.05.2016
Rozmiar278.7 Kb.
  1   2   3   4






PeterKelder ZrÓdłO

wiecznej młodości

Stara tajemnica klasztoru na stokach Himalajów pozwoli Cl odzyskać energię I młodość



Przekład: Zofia Kabiesz

Tytuł oryginału:

ANC1ENT SECRET OF THE FOUNTAIN OF YOUTH

Wydanie niemieckie:

DIE FUNF "TIBETER"

Copyright © 1985 by Harbor Press Copyright © 1989 by Harbor Press Inc. Copyright © 1992 by Integral Verlag, Wessobninn Copyright © for thc Polish edition by Wydawnictwo KLEKS, Bielsko-Biala 1994



Listy od ćwiczących

Czy pięć pradawnych tybetańskich rytuałów może naprawdę odmłodzić twój wygląd i sprawić, że poczujesz się młodziej? Przeczytaj, co sądzą inni...


Wersja polska: Przełożyła Zofia Kabiesz Zredagował Wojciech Usakiewicz Zredagował technicznie Henryk Hanzlik

INFORMACJA WYDAWCY POLSKIEGO:

Uwaga! Koncepcje, metody i propozycje opisane w tej książce są wy­razem poglądów autora. Ich celem nie jest zastąpienie fachowej porady medycznej. Przed rozpoczęciem ćwiczeń, a także we wszystkich spra­wach dotyczących zdrowia należy zwracać się do wykwalifikowanego lekarza.

Ta książka jest zmienionym, uaktualnionym i poszerzonym wydaniem książki THE EYE OF REVELATION, copyright © 1939, by Peter Kelder. Wykorzystano w niej również uwagi zamieszczone w niemieckiej wersji DIE FUNF "TIBETER", copyright © 1992 by Integral Verlag, Wessobrunn

Wydawnictwo KLEKS 43-300 Bielsko-Biala ul.Cieszyńsfca317 tel./fax 23409 BIELSKO-BIALA 1995 Wydanie V, uzupełnione JSBN 83-K6I47-I4-8

Wydawnictwo KLEKS prowadzi sprzedaż wysyłkową wszystkich swo­ich książek.

Przedstawiamy cytaty z lis­tów i notatek czytelników wydania amerykańskiego (oryginały znajdują się w wydawnictwie Harbor Press).

■ Już po pierwszym dniu ćwi­


czeń odczulam różnicę. Teraz
ćwiczę czwarty tydzień. Wyglą­
dam młodziej i codziennie przy­
bywa mi witał ności.

Dolores H., Chclan. stan Waszyngton

■ Po pięciu tygodniach powoli
znikają mi zmarszczki, bruzdy
i starcze plamy. Śmieszna sprawa:
mimo że mam czterdzieści lat i na
tyle wyglądałam, ludzie dają mi
teraz trzydzieści pięć, dwadzieś­
cia dziewięć, a nawet dwadzieścia
sześć lat. Pięć rytuałów istotnie
skutkuje. Należy tylko je wypró­
bować, a w krótkim czasie moż­
na odzyskać urodę. Bardzo wam
dziękuję za dar młodości.

Barbara Crockelt. Las Vegas. Nevada



Wyglądam młodziej

■ Wykonuję pięć rytuałów od


ponad roku i wyglądam o wiele
młodziej... Niektórzy twierdzą, że
ubyło mi piętnaście lat. Mam
mocniejsze stawy skokowe i lep­
szą postawę. Moje ciało nabrało
giętkości i sprężystości.

La Mae Lcmkuil, Oostburę. Wisconsin

■ Nie tylko czuję się młodszy,
ale znajomi, którzy znają mój
wiek (siedemdziesiąt trzy lata),
twierdzą, że wyglądam i poru­
szam się młodziej. Mój lekarz,
mający pięćdziesiąt ostem lat,
skarży się, że chociaż biega od
piętnastu do dwudziestu mil ty­
godniowo, wygląda starzej ode
mnie. Polecam tę książkę wszyst­
kim, którzy chcą zahamować pro­
ces starzenia się...

Jack Smiihson. Grass Vallcy. Kalifornia

■ Byłem zaskoczony tym, co po­
wiedzieli mi przyjaciele po trzech
miesiącach wykonywania przeze
mnie rytuałów. Chcieli wiedzieć,
dlaczego wyglądam dużo młodziej

niż przedtem. Niektórzy lwierdziii nawet, że odmlodniałem o piętna­ście lat. Bardzo podnieca mnie myśl, że coś takiego jak źródło młodości naprawdę istnieje.

Bernard Davis, Libeny, Nowy Jork

Czuję się młodziej

■ Ostatnio mój przyjaciel zaczął


wyglądać dużo młodziej, a jego
wielka siwa broda zaczęła nabie­
rać pięknego brązowego koloru.
Pytany przeze mnie o przyczynę,
opowiedział mi o książce opisują­
cej źródło młodości. Oto co mi się
zdarzyło, odkąd zaczęłam prakty­
kować pięć rytuałów. Całkowicie
pozbyłam się bezsenności i eg­
zemy. Ustały napady gorąca (mam
pięćdziesiąt trzy lata). Po dwu­
dziestu pięciu latach noszenia
szkieł dwuogniskowych nie noszę
teraz żadnych, a moje oczy odzys­
kały piękny niebieski kolor sprzed
dwudziestu pięciu lat. Czuję się,
jakbym znowu byia szesnasto­
latką i boję się, że będzie mi
bardzo brakować ślicznej srebrnej
barwy włosów. To jedyna rzecz,
którą polubiłam starzejąc się.

Ida Schulu. Sali Lakc City, Ułan

■ Po około trzech miesiącach
wykonywania przez mnie rytua­
łów wiele osób zaczęło mi mówić,
że wyglądam znacznie młodziej,
a ja, patrząc w lustro, przyzna
wałem im rację. Znajomi chcieli
wiedzieć, co robię, więc opowie­
działem im o książce opisującej

źródło młodości. Zaraz ją kupili. Od pewnego czasu wykonują ry­tuały i także wyglądają młodziej.

Charles Tcppcr. Brooklyn. Nowy Jork

Odrastają mi włosy

■ Przez jakiś czas włosy mi rzed­


ły i wypadały. Teraz znów rosną
i stają się gęściejsze.

Henry Aan Olsi, Hainhorne, New Jersey

■ Gdy rodzina mojego lekarza
zobaczyła mnie po pięciu latach
przerwy, usłyszałem: „Jak pan to
zrobił? Wiemy, że ma pan sie­
demdziesiąt pięć lat, ale wygląda
pan i porusza się jak trzydziesto-
pięcio- lub czterdziestoletni męż­
czyzna. Nie ma pan już białych
włosów i przestał pan łysieć. Wło­
sy stały się szpakowate i gęste.
Niech pan nam zdradzi swoją
tajemnicę". Pokazałem im książkę

0 źródle młodości, a ponieważ by­


łem wśród starych przyjaciół, po­
życzyłem ją. Nie muszę chyba do­
dawać, że nigdy więcej jej nie
zobaczyłem.

H. B. McCautey, Tularosa. Nowy Meksyk

■ Gdy zaczynałem wykonywać
rytuały, miałem tak siwą brodę

1 wąsy, i tak bladą skórę, że wy­


glądałem jak duch dziadka. Teraz
moja skóra nabrała zdrowej kar­
nacji, a broda i wąsy powoli stają
się całkiem czarne. Poza tym czy­
tam drobny druk, czego nigdy
przedtem nie mogłem robić.

Chas. Hamilion, Thousand QaK Kalifornia



Mam zadziwiającą energię

■ Od prawie piętnastu lat dość


intensywnie pracuję różnymi me­
todami nad samorozwojem, ale
NIGDY nie czułem się tak, jak
teraz, gdy ćwiczę pięć rytuałów.
Po trzech tygodniach zacząłem
odczuwać nieprawdopodobny
przypływ energii i witalności. To
jest naprawdę niesamowite!

Joe Alesandcr. Fayettevilk. Arkansas

■ Chociaż praktykuję pięć rytu­
ałów dopiero od paru tygodni,
ogromnie zwiększyła się moja wi-
talność. Komuś może się wydać,
że bardzo przesadzam, ale także
uwagę mam bardzo wyostrzoną.
Jestem we wspaniałym nastroju.

Myra C„ Yakima, Waszyngton

■ Poleciłem waszą książkę kilku
pacjentom. Wrócili po pewnym
czasie z entuzjastycznymi spra­
wozdaniami, więc przed trzema
tygodniami również ja zacząłem
wykonywać pięć rytuałów. Po
około dziesięciu dniach poczułem
znaczny przypływ sił i wzrost
wytrzymałości. Byłem w stanie
wchodzić po schodach z ciężkimi
pakunkami tez najmniejszego
wysiłku. Znajomy specjalista od
żywienia, którego przypadkowo
spotkałem, powiedział mi, że pra­
ktykuje pięć rytuałów od czterech
miesięcy. Bardzo się wzmocnił,
mimo ii zawsze był atletycznej
budowy i regularnie ćwiczył pod-

noszenie ciężarów. Przyjaciele by­li zdumieni jego odmłodzonym wyglądem. Mam duże zaufanie do waszej książki i zamierzam zas­tosować się do wszystkich poda­nych w niej Tad.

Dr tnal. Slanlcy S. Bass. Brooklyn, Nowy Jork

Polepszyła mi się pamięć

■ Byłam zawstydzona słabnącą


pamięcią. Wykonuję rytuały od
dwóch miesięcy i wydaje mi się,
że odzyskuję jasność umysłu, mam
też coraz więcej energii. Również
moi przyjaciele zauważyli zmia­
ny. Jestem ogromnie wdzięczna,
że w wieku sześćdziesięciu dwóch
lat młodnieję, zamiast się starzeć.

Adelinc Ncvcu. Yakima. Waszyngton

■ W wieku osiemdziesięciu
trzech lat straciłem chęć do życia.
Myślałem o przeniesieniu się do
domu starców i sądziłem, że już
dhigo nie pożyję. Potem odkryłem
waszą książkę o pięciu rytuałach.
Wykonuję je od bardzo niedawna,
ale już czuję, że pamięć poprawiła
mi się o połowę, a moja żywot­
ność znacznie wzrosła. Wszyscy
mówią mi, że wyglądam coraz
młodziej. Dzięki pięciu rytuałom
stałem się zupełnie inną osobą,
a mój stan nadal się poprawia.
Każdy powinien przeczytać tę
książkę.

E. B. K. Miller. Buston. Karolina Północna

■ Pisze do was fizyczny wrak sprzed kilku miesięcy. Energii

starczało mi na zawiązanie jed­nego buta, potem musiałem od­poczywać. Teraz mogę podnieść sto funtów (ok. 45 kg - przyp. red.) i przejść z takim ciężarem. To najwspanialsza książka, jaką czytałem w życiu.

L H. Chambere. Bainville, Montana

■ Muszę wam napisać, że nigdy w życiu nie doświadczyłam tak wspaniałego poczucia zdrowia, ra­dości i harmonii, siiy i wytrzyma­łości. To naprawdę zaskakujące, bo przecież jesiem już prababcią i mam siedemdziesiąt cztery lata! P.S.: Wydaje mi się, że potrzebuję mniej godzin snu, a ponieważ jestem bardziej odprężona niż przedtem, śpię znacznie głębiej.

Jylte Fyrsi. Oslo, Norwegia

Czuję energię i zwiększoną

wytrzymałość

D ZwykJe wracałam z pracy do domu całkowicie wykończona, nawet po weekendzie, kiedy dob­rze się wyspałam. Odkąd wyko­nuję rytuały, jestem zawsze żwa­wa i pełna energii. Ostatniego lata okazało się, że mam najwięcej energii z całej drużyny softbal-lowej (odmiana baseballu - przyp. red.). Te zmiany są absolutnie nieprawdopodobne.

Linda Folder. Silvcr Spring, Maryland

■ Rano wlokłem się do szkoły półprzytomny. Odkąd zacząłem

praktykować rytuały, czuję się rześki i wesoły, i nawet chętnie się uczę. Przeważnie osiągałem w szkole średnie wyniki, ale od rozpoczęcia ćwiczeń zauważyłem ogromną poprawę. Mogę też podnosić znacznie większe cięża­ry. Nie jestem pewien, czy pasują mi te metafizyczne wyjaśnienia, ale bez wątpienia pięć rytuałów skutkuje-dziękt!

Mark Perkins, Lansing, Michigan

■ Natychmiast zauważyłem zmia­
nę, mam więcej energii i lepiej się
czuję. Lepiej upływają mi dni,
w pracy mam więcej wytrwałości.
A jest tak tylko wtedy, gdy wyko­
nuję pięć rytuałów.

Zadowolony, la: czterdzieści osiem



Skóra jędrnieje znika otyłość

■ Moje ciało, które było raczej


niesprawne, szybko staje się moc­
ne i giętkie, a przecież minęło
dopiero jedenaście tygodni, odkąd
wykonuję pięć rytuałów. Jeszcze
bardziej zadziwia mnie odczucie
panowania nad ciałem. Stało się
ono lekkie i wrażliwe na bodźce,
jak wtedy gdy miałam dwadzieś­
cia kilka lat. Czuję się znacznie
bardziej rześko i radośnie, przy­
jaciele twierdzą, że rytuały poma­
gają zanurzyć się w uniwersalnym
źródle dobrego samopoczucia
i eliminują wszelkie negatywne
czynniki.

Assya Humesky. Ann Arbor, Michigan

■ Dzięki pięciu rytuałom wzmac­
niam mięśnie i pozbywam się tkan­
ki tłuszczowej. Czuję się znacznie
lepiej i oczekuję jeszcze większej
poprawy. Polecam tę książkę
każdemu.

Charles Knowcr. Los Angeles. Kalifornia

■ Dziesięć dni temu przymie­
rzałam sukienkę siostry. Była cia­
sna w pasie i wyglądała na mnie
okropnie. Wczoraj znów spróbo­
wałam i leżała jak ulał. Trudno mi
uwierzyć, że moje kształty tak się
zmieniły na korzyść w bardzo
krótkim czasie, ale to prawda.
Wzrosła mi też wytrzymałość.
Mogę więcej pracować, a zmęcze­
nie przezwyciężam łatwiej i szyb­
ciej.

Rulh O., Alpine. "toas

■ Skóra na moich rękach nabrała
elastyczności, zniknęly zmarszcz­
ki. Polecam wszystkim prakty­
kowanie pięciu rytuałów. Po
prostu róbcie je bez uprzedzeń
i przyglądajcie się wynikom.

V.T„ Placcmlle. Kalifornia

■ Jeden z kręgów, kość biodrowa
i rzepka w kolanie same wróciły
na swoje miejsce. Możecie sobie
wyobrazić, jaka jestem zachwyco­
na po latach zależności od kręga-

ray.


Bonita Z.. Phocnij, Arizona

Znikł artretyzm

■ Po regularnym wykonywaniu


rytuałów przez sześć miesięcy

stwierdziłem, że z obu kolan ustą­piło mi zapalenie stawów, a prze­cież pochodzę z rodziny z reuma­tycznymi problemami. Tak się cieszę, że w zeszłym roku natrafi­łem na książkę pułkownika.

Fred Schmidt. Tavcres. Floryda

■ Po dziesięciu dniach zauważy­


łam, że znikł artretyzm palców.
Ciemnieją mi włosy z przodu,
w miejscu gdzie były już całkiem
siwe. Czuję też przypływ wital-
ności.

Hetena Sulhcrland. San Anselmo. Kalifornia

■ Przez dwa lata miałem opuch­
nięte stopy i chodziłem do leka­
rzy, odwiedziłem nawet dwóch
specjalistów od stóp, ale nikt nie
umiał mi pomóc. Po tygodniu wy­
konywania przeze mnie pięciu
rytuałów opuchlizna zeszła. Przez
następne dwa miesiące schudłem
pięć funtów, chociaż nie zmieni­
łem sposobu odżywiania.

Don Siaikman. Philmaih. Orcgon



Zajęte zatoki oczyszczają się

■ Od lat leczę się na zatokowe


bóle głowy. To właśnie skłoniło
mnie do zamówienia waszej ksią­
żki. W dniu jej otrzymania za­
częłam wykonywać rytuały. Od
tej pory nie miałam ani jednego
bólu głowy. Jest to cud w Wir­
ginii, bo na kłopoty z zatokami
narzeka tutaj wiele osób.

Helga Vorda. Resion. Wirginia


■ Nigdy więcej budzenia się ra­
no z zapchanym nosem. Moje
zatoki powoli oczyszczają sie. Ta
przypadłość była, delikatnie mó­
wiąc, nieprzyjemna.

Ron Mdtltosh. Eden. Nowy Jork

■ Dobre samopoczucie jest
czymś niesłychanym. Czuje się
taka ożywiona! Również moja
czterdziestopięcioletnia córka za­
stosowała się do wskazań z ksią­
żki i jej zajęte zatoki zaczęły się
oczyszczać.

Rulh LaLoiK. Austin, Minnesota

■ Przed kilku laty na skutek
ostrego stanu zapalnego zatok
straciłam zmysł węchu. Przywró­
ciło mi go pięć rytuałów. Trudno
opisać moją wdzięczność.

Carol M.. Tucson, Arizona

■ Skutki są rzeczywiście zadzi­
wiające! Rozkoszuję się powrotem
do gry w golfa i tenisa bez naj­
mniejszych cierpień. Mogę rów­
nież bezboleśnie oporządzić po­
dwórze. Mam sześćdziesiąt dzie­
więć lat, a czuję się na czterdzie­
ści pięć lub pięćdziesiąt.

William Bonel. Goldcn, Kolorado



Ustąpiły bóle

■ Przez czterdzieści siedem lat


cierpiałam na silne bóle w ple­
cach. Po pierwszym dniu wyko­
nywania rytuałów przesziy mi one
zupełnie.

Kaihy Logan, Los Gaios. Kalifornia

Dawne zranienie sprawiło, że
przez trzydzieści osiem lat cier­
piałem na silny ból lewego kolana.
Przed rokiem zacząłem ćwiczyć
pięć rytuałów. Teraz moje lewe
kolano jest tak samo zdrowe, jak
prawe. Mogę się skręcać i odwra­
cać bez przykrych odczuć. Prze­
szły mi również, i na szczęście nie
wróciły, bóle pleców i ramion.

Charles Pabis. Fayeue Ciiy, Pensylwania

■ Przez sześć miesięcy męczyły
mnie silne bóle w nogach. Musia­
łem brać dwie tabletki przeciw­
bólowe przed wyjściem do pracy
i następne dwie przed powrotem
do domu. Po dwóch tygodniach
wykonywania przeze mnie rytua-
lów bóle przeszły. Teraz, po trzy­
dziestu dniach, mogę pracować
i bawić się dzień i noc, nie po­
trzebując żadnych proszków. Ry­
tuały daiy wyniki. Możecie dołą-
czyć moje nazwisko do waszej
listy szczęśliwych ludzi.

T. Spencer, SL Paul. Minnesota

■ Moje kłopoty z krzyżem zma­
lały, bóle miewam już rzadko.

Thomas H. Hen:/. Ellensburg. Waszyngton

■ Przez ostatnie pięć lat cierpia­
łam silne bóle i byłam niepełno­
sprawna z powodu poważnego
uszkodzenia kręgosłupa. Zastana­
wiałam się nawet nad odebraniem
sobie życia, ale przeczytałam wa­
szą książkę. Teraz dzięki pięciu
rytuałom moje cierpienia zmniej­
szyły się. Mogę znowu chodzić

i zdołałam nawet znaleźć pracę jako przedszkolanka.

LynnaTurnbow, Reno. tfevad»

■ Wasza książka daje mi dużo


radości i pomogła mi poprawić
stan tarczycy. Przez dwadzieścia
pięć lat brałam trzy miligramy
lekarstwa, teraz potrzebuję tylko
jeden miligram. Kiedy lekarz mó­
wi, że nie wierzy, żeby taki był
skutek pięciu rytuałów, tylko się
uśmiecham.

Kaihy Hcmandez, Marina Del Rey. Kalifornia



Mam lepsze trawienie

■ Odkąd wykonuję pięć ryrua-


łów, czuję, że mój system tra­
wienny działa lepiej. Również
w głowie mam większą jasność.
To fascynująca książka.

Arthui I.. Filadelfia. Pensylwania

■ Mam dowód, że pięć rytuałów
skutkuje! W parę tygodni po roz­
poczęciu przeze mnie ćwiczeń,
moje wrzody żołądka wygoiły się
prawie zupełnie.

Harieite B., Phocnix. Ariiona

■ Nie zaczęłam jeszcze wykony­
wać pięciu rytuałów, ale stosuję
porady dietetyczne z książki z bar­
dzo dostrzegalnymi wynikami. Po
prostu wyglądam lepiej i mło­
dziej. Ile razy spotykam się z lu-

dźmi, słyszę komplementy. Wy­daje mi się, że jem mniej i nie mam fałszywego apetytu na iako-cie. Dałam waszą książkę przyja­ciółkom. Ostatnio wid?iałam jed­ną z nich, i również ona wygląda­ła dużo lepiej.

France? M. Tumer. Los Angeles, Kalifornia

Czuję Się jak jeszcze nigdy

■ Odkąd poznałam pięć rytua­


łów, nie opuściłam ani jednego
dnia ćwiczeń i jeszcze nigdy
w życiu nie czułam się tak dobrze.

J. R. Waiifcc. Waunakee. Waconan

■ Już po dwóch dniach zobaczy­
łam pierwsze wyniki. Z biegiem
czasu widzę dalsze zaskakujące
zmiany na lepsze. Kupiłam dotąd
wiele książek o pielęgnacji zdro­
wia, ale chociaż są dobre, żadna
z nich nie pomogła mi tak bardzo
w tak krótkim czasie, jak wasza.
Jestem przekonana, £e stanowi
ona odpowiedź na moje modlitwy.

Ruih S„ Kansas Ciiy, Missouri

I Dziękuję za wydanie takiej wspaniałej książki. Kiedy zaczę­łam czytać, nie mogłam odło­żyć... P.S.: Mam siedemdziesiąt siedem lat i przez całe życie szu­kałam takiej książki

Evclyn Sugdcn. Allemown. Pensylwania

Przedmowa wydawcy amerykańskiego

Nie dla każdego jest ta cudownie prosta książka. Powinieneś ją przeczytać tylko wtedy, jeśli potra­fisz zaakceptować absurdalny pogląd, że proces starzenia się jest odwracalny, jeśli masz odwagę uwierzyć, że źródło młodości naprawdę istnieje. Kto uparcie trzyma się utartej opinii i uważa takie rzeczy za niemożliwe, to czytając tę książkę, traci czas. Kto natomiast potrafi przyjąć, że niemożliwe leży w zasięgu jego możliwości, zostanie nagro­dzony mnóstwem ciekawych odkryć.

O ile wiem, książka Petera Keldera jest jedynym pisanym źródłem bezcennych informacji o pięciu pradawnych tybetańskich rytuałach, które stano­wią klucz do trwałej młodości, zdrowia i witalno-ści. Przez tysiące lat te pozornie magiczne rytuały praktykowane w odosobnionych klasztorach Hi­malajów otaczał krąg tajemnicy. Pięć rytuałów po raz pierwszy zwróciło uwagę Zachodu przed pięć­dziesięciu laty, kiedy wydano oryginalną wersję książki Petera Keldera. Potem książkę tę, wraz z jej wyjątkowym bogactwem informacji, wła­ściwie zapomniano. Celem nowego, zmienionego wydania jest ponowne udostępnienie przesłania Petera Keldera publiczności, w nadziei, że dotrze do wielu ludzi, niosąc im zachętę i pomoc.


Trudno stwierdzić, czy historia Petera Keldera o pułkowniku Bradfordzie opiera się na faktach, jest fikcją, czy łączy jedno z drugim. Ważność tego przesłania jest jednak bezsporna. Odczuwam wielką satysfakcję, że moje własne doświadcze­nia, podobnie jak listy czytelników z całego świa­ta, dowodzą skuteczności pięciu rytuałów! Nie mogę obiecać, że rytuały ujmą nagle pięćdziesiąt lat życia, całkowicie cię odmienia z dnia na dzień albo umożliwią ci dożycie stu dwudziestu pięciu lat. Jestem jednak pewny, że mogą one pomóc każdemu poczuć się młodziej, zyskać młodszy wygląd i lepsze samopoczucie. Jeśli będziesz wy­konywał rytuały codziennie, to już po trzydziestu dniach, albo nawet wcześniej, powinieneś zau­ważyć pierwsze wyniki. Po około dziesięciu tygodniach prawdopodobnie dostrzeżesz znacznie więcej zdecydowanych korzyści. Bez względu na to, w jakim tempie robisz postępy, chwila, w któ­rej przyjaciele zaczynają robić uwagi, że wyglą­dasz młodziej i zdrowiej, zawsze jest podnie­cająca.

Jeśli pięć rytuałów naprawdę skutkuje, to na­rzuca się istotne pytanie: jak? W jaki sposób proste ćwiczenia mogą tak głęboko ingerować w proces starzenia się? Warto zauważyć, że wy­jaśnienia Petera Keldera, które zaraz przeczytasz, znajdują poparcie w ostatnich osiągnięciach nau­kowych. Fotografia Kirliana, pokazująca ciało otoczone przez niewidzialne pole elektryczne — aurę, rzeczywiście potwierdza przypuszczenie, iż jesteśmy „zasilani" pewną formą energii, która wypełnia wszechświat. Prawdą jest również, że Kirlianowska aura młodej, zdrowej osoby różni się od aury osoby starej i schorowanej.

Przez tysiące lat mistycy Wschodu uważali, że ciało ma siedem głównych ośrodków energii, odpowiadających siedmiu gruczołom dokrewnym. Hormony, produkowane przez te gruczoły, regu­lują wszystkie czynności organizmu. Ostatnie badania medyczne dowiodły przekonująco, że nawet proces starzenia się jest sterowany przez hormony. Wydaje się, iż od chwili osiągnięcia przez człowieka dojrzałości płciowej, przysadka mózgowa zaczyna wytwarzać ,,hormon śmierci". Wyraźnie oddziałuje on negatywnie na zdolność komórek do przyswajania hormonów korzystnych dla organizmu, takich jak hormon wzrostu. W wy­niku tego komórki i organy ciała stopniowo się zużywają, a w końcu obumierają. Innymi słowy, proces starzenia się zbiera żniwo.

Jeśli pięć rytuałów rzeczywiście przywraca za­chwianą równowagę w siedmiu ośrodkach ener­getycznych ciała, jak twierdzi Peter Kelder, to być może w konsekwencji dochodzi także do przy­wrócenia zachwianej równowagi hormonalnej, co z kolei powoduje, że komórki odzyskują zdolność odtwarzania się i rozwoju, jaką dysponowały, gdy organizm był bardzo młody. Wtedy istotnie moglibyśmy czuć i widzieć, jak z dnia na dzień stajemy się „młodsi".

Z tym punktem widzenia możesz się zgadzać lub nie. W trakcie czytania znajdziesz więcej dyskusyjnych poglądów. Nie pozwól, by odmien­ność opinii odciągnęła cię od głównego zagad­nienia tej książki: korzyści osiąganych z ćwiczenia





pięciu rytuałów. Istnieje zaś tylko jeden sposób sprawdzenia ich skuteczności, to znaczy wypróbo­wanie na sobie. Wypróbuj je wi

ęc, stwórz okazję do tego, by mogły poskutkować.

Jak to jednak ze wszystkim bywa, korzyści osiąga się po usilnych staraniach. Musisz więc zainwestować trochę czasu i energii w regularne powtarzanie rytuałów dzień po dniu. Jeśli po paru tygodniach stracisz zainteresowanie i będziesz wykonywał rytuały jedynie od czasu do czasu, to trudno oczekiwać wspaniałych wyników. Na szczęście, dla większości osób codzienne prak­tykowanie rytuałów jest nie tylko łatwe, lecz również przyjemne.

Po przeczytaniu tej książki, przystępując do sto­sowania rytuałów ku własnemu pożytkowi, pa­miętaj, proszę, o dwóch sprawach. Po pierwsze, zdaj sobie sprawę z tego, że jesteś wspaniałą i szczególną osobą, która potrafi wznieść się ponad ciasne myślenie i sztywne poglądy innych ludzi. W innym przypadku ta książka nie przyciągnęłaby twojej uwagi. Po drugie, wiedz, że zasługujesz na spełnienie twoich najgorętszych pragnień, nawet jeśli pragniesz akurat powrotu młodości i wital-ności. Ci bowiem, którzy w głębi serca uważają, że nie są tego godni i na to nie zasługują, prze­ważnie nie bywają nagradzani przez życie.

Jeśli masz dla siebie szacunek i wiesz, że należy ci się od życia wszystko, co w nim najlepsze, to można też powiedzieć, że darzysz się miłością. Miłość ta umożliwia ci pozytywne odczuwanie siebie i tego, czym jesteś, a wtedy twoja odnowa może przebiegać znacznie szybciej.

Ludzie, którzy nie lubią sarrtych siebie lub widzą się jako osoby nieudolne, dźwigają ciężar mogący tylko przyspieszyć zniszczenia powodo­wane przez wiek i choroby. Dla tych, którzy wzbogacają swe wnętrze skarbem miłości do siebie, wszystko jest możliwe.

Harry R. Lynn


Bez pracy nie ma kołaczy

Pięć tybetańskich rytuałów -wydaje się obiecy­wać niemało — dostęp do twojej nie wykorzystanej energii oraz dobre samopoczucie cielesne, duchowe i umysłowe, W rzeczywistości jednak tę obietnicę składasz sobie sam(a) i tylko ty możesz jej dotrzymać.

Miej dla siebie wyrozumiałość. Pozwól sobie na swobodę działania i daj dostateczną ilość czasu, ciesz się z każdego małego kroku na twojej drodze. Postępu nie osiąga się na siłę, można jedynie być świadkiem tego, jak się dokonuje. Chociaż jest to pozorna sprzeczność, do trwałych wyników dochodzi się jedynie w ten właśnie sposób.

Dla stworzenia solidnych podstaw tego niewiel­kiego programu ćwiczeń bardzo ważne jest, byś przez pierwszy tydzień, a nawet dwa tygodnie powtarzał(a) codziennie każdy rytuał tylko trzy razy. Dzięki temu zyskasz wyczucie własnego ciała, nauczysz się odbierać jego sygnały. Gdy od­dech stanie się głęboki i swobodny, a wykony­wanie rytuałów łatwe, możesz zacząć wzbogacać dzienny program ćwiczeń o dwa powtórzenia w każdym tygodniu. Szczegółowe wyjaśnienia Znajdują się na następnych stronach. Nie zmuszaj się do wykonywania dwudziestu jeden powtórzeń tylko dlatego, że tak założyłeś.

Jeśli masz kłopoty zdrowotne, szczególnie z krę­gosłupem, lub jeśli jesteś w ciąży, porozum się z doświadczonym, kompetentnym lekarzem i po­proś o radę. Zwróć też uwagę na wskazówki dok­tor Birgit Petrick-Sedlmeier, podane na stronie 32 oraz po opisie każdego z rytuałów.

Volker Z. Karrer Integral Verlag, Wessobrun, 1990

Część pierwsza



Każdy człowiek chce żyć długo,

ale żaden nie chce być stary.

Jonathan Swift

"Przed paru laty czytałem na ławce w par­li ku popołudniowe wydanie gazety, kiedy usiadł obok mnie starszy człowiek. Wyglą­dał na siedemdziesiąt lat, miał siwe włosy z zaczątkami łysiny i pochylone ramiona, a idąc opierał się na lasce. Skąd mogłem wiedzieć, że ta chwila zmieni na zawsze bieg mojego życia?

Wkrótce byliśmy zatopieni w fascynującej rozmowie. Okazało się, że starszy pan jest emerytowanym pułkownikiem brytyjskiej armii, a służył też Koronie w korpusie dy­plomatycznym. Z czasem zwiedził więc praktycznie cały świat. Pułkownik Bradford — będę go tak nazywał, chociaż nie jest to jego prawdziwe nazwisko — przykuł moją uwagę wielce ciekawymi opowieściami o swoich przygodach.

Wymieniając pożegnania, umówiliśmy się na następny raz, a niedługo potem byliśmy już bardzo zaprzyjaźnieni. Spotykaliśmy się często czy to u niego, czy u mnie, spędzając czas na dyskusjach i rozmowach, trwających do późnej nocy.

Przy którejś z tych okazji uświadomiłem sobie, że pułkownik Bradford chce podzielić się ze mną czymś ważnym, ale z jakiegoś powodu trudno mu się na to zdobyć. Próbo­wałem taktownie go ośmielić zapewniając, że gdyby chciał się zwierzyć z dręczących go myśli, to zachowam jego słowa tylko dla siebie. Początkowo powoli, potem z coraz większą ufnością zaczął opowiadać.

Stacjonując w Indiach, pułkownik widywał od czasu do czasu tubylców, wędrujących z odległych regionów w głębi kraju. Dowie­dział się od nich wielu pasjonujących rzeczy o tamtejszym życiu i zwyczajach. Szcze­gólnie interesowała go dziwna historia, którą wielokrotnie powtarzali ludzie pochodzący z pewnego regionu. Mieszkańcy innych częś­ci kraju jakby nigdy jej nie słyszeli.

Według tej opowieści grupa łamów, czyli tybetańskich mnichów, znała tajemnicę źród­ła młodości. Członkowie określonej sekty przekazywali sobie ów niecodzienny sekret przez tysiąclecia. Wprawdzie nie starali się go ukrywać, ale ich klasztor stał daleko na uboczu, w całkowitej izolacji, toteż mnisi byli praktycznie odcięci od świata zewnętrz­nego.

Dla opowiadających tubylców klasztor i źródło młodości stały się swoistą legendą. Mówiono o starych mężczyznach, którzy w tajemniczy sposób odzyskiwali zdrowie, siłę i witalność, gdy tylko odnaleźli klasztor i do niego wstąpili. Wyglądało jednak na to. że nikt nie zna dokładnego 'położenia tego dziwnego i cudownego miejsca.

Tak jak wielu mężczyzn, pułkownik Brad­ford postarzał się około czterdziestki, a nas­tępne lata bynajmniej nie przywróciły mu młodości. Im więcej słyszał o cudownym źródle, tym bardziej dochodził do przekona­nia, że istnieje ono naprawdę. Zaczął więc zbierać informacje o kierunku, krajobrazie i klimacie oraz inne dane, które pomogłyby mu zlokalizować to miejsce. Stopniowo opa­nowywała go coraz silniejsza obsesja zna­lezienia źródła młodości.

Pragnienie owładnęło nim z taką mocą, że postanowił wrócić do Indii i poważnie zająć się poszukiwaniem klasztoru na odludziu wraz z jego tajemnicą. Zaproponował mi przyłączenie się do poszukiwań.

Normalnie pierwszy odniósłbym się scep­tycznie do tak nieprawodpodobnej historii. Ale pułkownik traktował ją zupełnie poważ­nie. A im więcej opowiadał mi o źródle mło­dości, tym bardziej dochodziłem do przeko­nania, że może mieć rację. Przez chwilę kusiło mnie nawet, by przyłączyć się do jego poszukiwań. Gdy jednak zacząłem rozważać praktyczną stronę zagadnienia, rozsądek wziął górę i zdecydowałem się nie jechać.

Wkrótce po odjeździe pułkownika zaczą­łem odczuwać wątpliwości. Utwierdzałem się w słuszności podjętej decyzji, próbując sobie wmówić, że chęć zapanowania nad starzeniem się jest błędem. Może wszyscy powinniśmy się z tym po prostu pogodzić, poddać się wiekowi z godnością i wdzię­kiem, i nie żądać od życia więcej niż ocze­kują inni?

Mimo to po zakamarkach umysłu wciąż tłukła mi się natrętna myśl. Źródło młodości — cóż za podniecająca wizja! Miałem na­dzieję, że pułkownik je odnajdzie i zaspokoi swoje pragnienie.



Minęły lata, w natłoku codziennych spraw zarówno pułkownik Bradford, jak i jego ,,Shangri-La" zniknęły z mojej pa­mięci. Pewnego wieczoru po powrocie do domu znalazłem list pisany ręką pułkownika. Otwarłem go pośpiesznie i przeczytałem wiadomość, najwyraźniej pisaną w rados­nym uniesieniu. Bradford sądził, iż mimo wielu frustrujących opóźnień i porażek jest bardzo bliski odkrycia źródła młodości. Nie podał zwrotnego adresu, ale z wiedzą, że pułkownik jeszcze żyje, zrobiło mi się lżej na duchu.

Minęło jeszcze wiele miesięcy, zanim znów dotarły do mnie jakieś wieści. Drugi list otwierałem niemal drżącymi rękami. W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć w jego treść. Nowiny były lepsze niż w mo­ich najśmielszych oczekiwaniach. Pułkow­nik nie tylko znalazł źródło młodości, lecz miał wrócić w ciągu dwóch miesięcy i przy­wieźć je ze sobą do Stanów Zjednoczonych. Nie widziałem mego starego przyjaciela od czterech lat. Zacząłem się 'zastanawiać, jak bardzo się w tym czasie zmienił. Czy dzięki źródłu młodości zatrzymał zegar postępują­cego wieku? Czy będzie wyglądał tak, jak go zapamiętałem? A może postarzał się tylko o rok, a nie o cztery?

W końcu nadeszła okazja, by odpowie­dzieć na te pytania. Któregoś wieczoru, gdy byłem sam w domu, niespodziewanie za­dzwonił domofon. Podniosłem słuchawkę.

— Pułkownik Bradford do pana — zamel­


dował portier.

Przebiegł mnie dreszcz podniecenia.

— Niech pan go zaraz wpuści na górę —
odpowiedziałem.

Wkrótce potem rozległ się dzwonek. Szyb­ko otwarłem drzwi wejściowe. Niestety, stwierdziłem z rozczarowaniem, że przede mną stoi nie pułkownik Bradford, lecz obcy, znacznie młodszy mężczyzna. Zauważywszy moje rozczarowanie, nieznajomy zapytał:



  • Czy pan mnie nie oczekiwał?

  • Spodziewałem się kogoś innego — odpar­
    łem trochę zmieszany i zaskoczony.

— A ja myślałem, że zostanę przyjęty z więk­
szym entuzjazmem — powiedział gość miłym
głosem. — Proszę dokładnie obejrzeć moją
twarz. Czy naprawdę muszę się przedstawić?

Wlepiłem w niego wzrok i moje zamiesza­nie przeszło w konsternację, a potem w nie­wiarygodne zdziwienie. Powoli stwierdza­łem, że ten człowiek rzeczywiście przypo­mina z rysów Bradforda. Ale pułkownik mógł tak wyglądać w swoich najlepszych latach. Zamiast zgarbionego, bladego starca zobaczyłem wysokiego, prostego mężczyz­nę. Twarz tryskała zdrowiem, a gęste ciemne włosy nosiły jedynie ślad siwizny.

— To naprawdę ja — powiedział pułkownik.
— I jeśli nie zaprosi mnie pan do środka, to
pomyślę, że nabrał pan złych manier.

W przypływie radosnej ulgi mocno uścis­kałem pułkownika, a ponieważ nie mogłem opanować podniecenia, od progu zarzuciłem go pytaniami.

— Chwileczkę, chwileczkę — protestował
dobrotliwie. — Niech pan najpierw dojdzie
do siebie. Zaraz wszystko opowiem.

Tak też zrobił.

Zaraz po przyjeździe do Indii pułkownik wyprawił się w rejon, gdzie rzekomo istniało legendarne źródło. Na szczęście znał trochę język mieszkańców tej części kraju. Spędził tam wiele miesięcy, nawiązując zna­jomości i starając się zaprzyjaźnić z tubyl­cami. Przez następne miesiące pracował nad dopasowaniem części otrzymanej łamigłów­ki. Zajęcie było żmudne, ale upór i konsek­wencja doprowadziły pułkownika do upra­gnionej nagrody. Podjąwszy długą i niebez­pieczną ekspedycję w trudno dostępne i da­lekie partie Himalajów, znalazł wreszcie klasztor, w którym według legendy przecho­wywano tajemnicę odmładzania i trwałej młodości. Szkoda, że czas i miejsce nie pozwalają mi opowiedzieć o wszystkim, czego pułkownik Bradford doświadczył po przyjęciu do klasztoru. Może zresztą i lepiej, bo wiele faktów wydaje się raczej wytworem fantazji niż rzeczywistością. Interesujące praktyki lamów, ich kultura i całkowity brak zainte­resowania światem zewnętrznym są dla ludzi Zachodu trudne do pojęcia i zrozumienia.

W klasztorze nigdzie nie było widać star­szych mężczyzn ani kobiet. Lamowie do­brotliwie nazywali pułkownika „staruszkiem", bo od dawna nie spotkali nikogo, kto wyglądałby tak wiekowo. Pułkownik stano­wił dla nich bardzo osobliwy widok.

— Przez dwa tygodnie po przybyciu do klasztoru — opowiadał pułkownik — czułem się jak ryba bez wody. Dziwiłem się wszyst­kiemu, co oglądałem, a często wprost nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Wnet zaczęło się poprawiać moje zdrowie. W nocy mogłem głęboko spać, a każdego ranka bu­dziłem się bardziej świeży i pełen energii Wkrótce stwierdziłem, że laska jest mi po­trzebna tylko do wędrówek po górach.

Któregoś dnia przeżyłem największą nies­podziankę w życiu. Pierwszy raz wszedłem do wielkiego nadzwyczaj schludnego po­mieszczenia klasztornego, służącego jako ro­dzaj biblioteki, w której przechowywano sta­re manuskrypty. Na jego końcu znajdowało się duże lustro i można było się przejrzeć od stóp do głów. Od dwóch lat nie widziałem własnego odbicia, bo przez ten czas bez przerwy podróżowałem po leżącym na ubo­czu i raczej prymitywnym regionie. Podszed­łem więc z pewną ciekawością. Niedowie­rzająco gapiłem się w obraz, który pojawił się przede mną. Moja cielesna powłoka zmieniła się tak bardzo, że wyglądałem, jakbym miał piętnaście lat mniej niż w rzeczywistości. Bardzo długo ośmielałem się żywić nadzieję, że źródło młodości naprawdę istnieje. Teraz miałem przed oczami namacalny dowód.

Radość i podniecenie, jakie odczułem, trudno byłoby opisać. W następnych tygod­niach i miesiącach mój wygląd nadal się poprawiał, a dla wszystkich, którzy mnie znali, zmiana stawała się coraz wyraźniej wi­doczna. Szybko też honorowy tytuł „staru­szek" przestał być używany.

W tym miejscu przerwało pułkownikowi pukanie. Otworzyłem drzwi i wpuściłem pa­rę przyjaciół, która wybrała wyjątkowo zły moment do odwiedzin. Ukryłem rozczaro­wanie jak mogłem najlepiej, poznałem ich z pułkownikiem i przez chwilę wspólnie ga­wędziliśmy. Potem pułkownik wstał.

— Przykro mi, że muszę iść tak wcześnie — powiedział — ale dziś wieczór czeka mnie jeszcze inne spotkanie. Mam nadzieję, że wkrótce znów się zobaczymy. — Przy drzwiach odwrócił się i cicho spytał, czy zjem z nim obiad następnego dnia. — Obie­cuję, że dowie się pan wtedy wszystkiego o źródle młodości — dodał. Uzgodniliśmy czas i miejsce spotkania i pułkownik mnie opuścił. Gdy wróciłem do przyjaciół, jedno z nich zauważyło:


  • Ten człowiek jest fascynujący, tylko
    chyba strasznie młodo przeszedł w stan spo­
    czynku.

  • Na ile lat go oceniasz? — spytałem.

  • Wiesz, nie wygląda nawet na czterdzieś­
    ci — padła odpowiedź — ale z rozmowy wyni­
    kało, że co najmniej tyle musi mieć.

  • Tak, co najmniej — powiedziałem wymi­
    jająco. I skierowałem rozmowę na inny te­
    mat. Nie chciałem rozpowiadać nieprawdo­
    podobnej historii pułkownika, a w każdym
    razie byłem zdecydowany zaczekać z tym,
    dopóki nie wyjaśni mi wszystkiego.

Następnego dnia zjadłem z pułkownikiem obiad i poszliśmy do pobliskiego hotelu, w którym mieszkał. Tam w końcu opowiedział wszystko ze szczegółami.

TU) ierwszą ważną rzeczą, której mnie nau-J_L czono w klasztorze — zaczął pułkownik — było to, że w ciele jest siedem ośrodków energii, które można sobie wyobrazić jako wiry. Hindusi nazywają je „czakrami". Są to silne pola elektryczne, niewidoczne dla oka, niemniej jednak całkiem realne. Każdy z tych siedmiu wirów skupia się wokół jed­nego z siedmiu gruczołów dokrewnych w układzie hormonalnym organizmu, a jego funkcja polega na pobudzaniu wydzielania hormonu przez gruczoł. Właśnie hormony




pochodzące z tych siedmiu gruczołów regu­lują wszystkie funkcje organizmu, z proce­sem starzenia się włącznie.

Pierwszy, najniższy wir otacza gruczoły płciowe. Drugi otacza trzustkę i obejmuje brzuch. Trzeci otacza nadnercze, a jego cen­trum znajduje się na wysokości splotu sło­necznego. Czwarty wir otacza grasicę i obej­muje klatkę piersiową, inaczej mówiąc — okolice serca. Piąty otacza tarczycę i znaj­duje się na wysokości szyi. Szósty otacza szyszynkę i skupia się wokół tylnej częśei podstawy mózgu. Siódmy, najwyżej położony wir otacza przysadkę mózgową i skupia się wokół przedniej części podstawy mózgu**!.

W zdrowym ciele wszystkie te wiry po­ruszają się z dużą prędkością, dzięki czemu energia witalna, zwana również ,,praną" bądź „energią eteryczną" może przepływać do góry przez ukad hormonalny. Jeśli choćby jeden z tych wirów zwalnia obroty, wtedy przepływ energii witalnej zostaje utrudniony


'''Mówi się wprawdzie, że w ciele ludzkim znajdu­ją się bardzo liczne wiry, czy też czakry, może nawet ich tysiące, ogólnie przyjmuje się jednak pogląd, iż siedem z nich ma znaczenie podstawowe. W oryginal­nym wydaniu tej książki pan Kclder

  1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna