Dĕjiny Nyského knižectvi



Pobieranie 0.69 Mb.
Strona6/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.69 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22

Ondrzejowice

Miejscowy zamek i cmentarz pojawiają się w legendzie „O straszydle w ondrzejowickim zamku”. Dawni mieszkańcy opowiadają ją chętnie dawnym językiem, językiem czasów, w których historia ta się wydarzyła.


W ondrzejowickim zamku zmarł (według historycznych źródeł dnia 10.12.1763 r.) kawaler, pan Lazarz Michał z Wimmersberga. Właściwie powiesił się tak gwałtownie (niektórzy opowiadają, że się zastrzelił), że aż mu głowa odpadła. Chociaż samobójców nie wolno chować na cmentarzu, jego córka, oczywiście za duże pieniądze, taki pochówek dla niego załatwiła. Ale ani przekupnemu proboszczowi, ani jej nie wyszło to na zdrowie.

Kiedy jeszcze żył, był jej ojciec człowiekiem okrutnym i złym. W czasach, kiedy mieszkańcy wsi musieli chodzić odrabiać pańszczyznę, szlachcic pilnował ich wykonujących ciężką pracę, zaganiał poddanych do roboty, znęcał się nad nimi i potrafił nawet pobić na śmierć. Nie daj Bóg, gdy miał ze sobą strzelbę, nieraz strzelał do ludzi.

Gdy tak haniebnie umarł wszyscy robotnicy poczuli ulgę. Tylko jego córka krótko po pogrzebie ojca lamentowała i płakała : „Och, mój ojciec jest zgubiony na wieki. Nawet w grobie nie zaznał spokoju i jego duch włóczy się w nocy po zamku.“ Było to prawdą. Jego grzesznej duszy nie chciał ani Pan Bóg na cmentarzu, ani Lucyfer w piekle. Ten drugi zabrał tylko jego głowę i kazał ją smażyć w piekielnym kotle. Bezgłowe ciało Łazarza w postaci ducha wyrzucił z bram piekielnych do świata, niech sobie szuka spokoju, gdzie chce. I gdzie indziej mógłby były właściciel zamku straszyć, niż w Ondrzejowicach. Kilka dni po pogrzebie zaczęła się w zamku pojawiać biała postać bez głowy. Przechodziła przez mury, wrzeszczała i jęczała, jak kiedyś na chłopów pańszczyźnianych. I tak straszyła do samego rana. Ledwo pokazywało się światło dzienne, znikała. Ludzie na zamku wkrótce zorientowali się, że straszydło nie znosi nawet najmniejszego światła, i dlatego w nocy zapalali świece w każdym pokoju. Tam, gdzie świeciło światło, był spokój, bezgłowe ciało straszyło tylko w mroku. A że w każdym pokoju na zamku paliły się przez całą noc świece, straszydło wyprowadziło się na jakiś czas do mrocznego kościoła.

Ksiądz proboszcz jednak nie był zbyt zadowolony z tego, że mu w nocy w kościele jęczy jakaś mara. Natychmiast też zaprowadził porządek. Upomniał właścicielkę zamku, żeby podjęła niezbędne środki dla uniemożliwienia wstępu ducha do kościoła.

Właścicielka długo myślała nad tym, jak przepędzić go z kościoła, aż wpadła na pewien pomysł. Korzystając z doświadczeń z zamku stwierdziła, że musi kościół oświetlić. Jednak chodzić w nocy co jakiś czas do kościoła i zapalać świece było nie do pomyślenia. Dlatego kazała zrobić zdobioną lampę, powiesiła ją na długim łańcuchu pośrodku kościoła, wlała do niej łoju i zapaliła knot. Lampa świeciła cały czas, dniem i nocą. Swój pomysł uzupełniła tym, że w komórce na strychu zamku nigdy świec nie zapalała. Duch musiał się więc wyprowadzić do mrocznej komory, lecz spokoju w zamku nie było. Wrzask o północy słychać było nadal i córka już nie wiedziała, jak się bezgłowego straszydła pozbyć. Pewnego razu przed północą wydarzyło się coś dziwnego. Z zamku przemówił silnym głosem duch, tak że usłyszały go całe Ondrzejowice i oznajmił: „Jutro rano zginie pan zamku, gdy będzie jako pierwszy wychodził z bramy.“ Nowy władca zamku stał właśnie przy oknie i ostrzeżenie słyszał. Dlatego polecił, żeby o świcie przez bramę najpierw wypuścili osła. I rzeczywiście, stało się, co duch przepowiedział. Gdy osioł wychodził z bramy, nagle skądś z góry spadło młyńskie koło i na miejscu rozgniotło zwierzę. Pan zamku nie zginął – przepowiednia ducha nie wypełniła się. Możliwe, że nowy pan zamku był rzeczywiście osłem, jak go określano. W tym przypadku młyński kamień nie pomylił się. Osioł to osioł, kogoś musiał zabić. Od tego czasu straszydło schowało się w najmroczniejszym kącie komory i bezsilnie skomlało. Córka wykorzystała sytuację i kazała szybko zamurować okna i drzwi komory. Duch się uciszył jakby go wcale nie było. Być może w nocy dalej jęczał, ale grube mury tłumiły odgłosy. A może uciszyło się dlatego, że bezgłowe zwłoki kawalera, pana Łazarza Michała z Wimmersberga wywieziono z cmentarza i pochowano pod kamieniem samobójców na granicach wsi.

Natomiast podczas wyburzania zamku w 1960 roku rozniosła się wieść, że gdy oświetlono komorę na strychu, ludzie usłyszeli straszliwy jęk i zobaczyli dziwną postać biegnącą w kierunku cmentarza. Tam czegoś szukała, ale ponieważ nie znalazła swojego ciała w grobie, pobiegła dalej w stronę Złotych Gór.

Do dzisiaj nieopodal kamienia granicznego numer ČR 154/3 na granicy trzech wsi – Złotych Gór, Ondrzejowic i Podlesia w Polsce znajduje się skała o wymiarach 0,9 x 1,2 x 2 m z krzyżem i datą 1586 r. Chodzi o kamień samobójców (Selbmörderstein). Na białym kamiennym bloku do dziś można odczytać łaciński kryptogram AEPS. Czyta się A. EPS i jest to skrót od Andreas Episkopus. Chodzi prawdopodobnie o Andrzeja Jerina, który był w owym roku biskupem wrocławskim. Jednak nauczyciel Otte oraz Rudolf Zuber twierdzą, że wyciosany napis brzmi AEPM i tłumaczą go w przekładzie z łaciny: Na wieczną pamięć przyszłym pokoleniom (Ad eternam posterorum memoriam). Według legendy w tym miejscu, na granicy trzech gmin, dawno temu chowano samobójców. Właśnie tu musiał grabarz z ondrzejowickiego cmentarza przenieść ciało samobójcy, szlachcica Łazarza z Wimmersberga, żeby oczyścić zamek, kościół i cmentarz od złego ducha.

Dowodem na to, że nic z owej legendy „nie zostało wymyślone“ jest fakt, że w kościele w Ondrzejowicach do dzisiaj wisi lampa – wiecznie palące się światło (pomysł racjonalizatorski właścicielki zamku Marii z Wimmersberga) – po to, by do kościoła już nigdy nie przedostało się żadne straszydło.

Opr. Sotiris Joanidis, tłumaczenie: Centrum Języków Obcych „HIT”


Jaworna

W dolinie, blisko wsi Jaworna, założonej przez pustelnika, leży kilka stawów. O powstaniu jednego z nich opowiada taka legenda: Kiedyś, w dawnych czasach żył w Jawornej pastuch. Przez długie lata tylko wypasał gminne krowy, ale spotkało go szczęście, znalazł drogi kamień i gdy go sprzedał, został najbogatszym człowiekiem we wsi. Z bogaczami zawsze są kłopoty i nigdy nie wiadomo, co pieniądze zrobią z człowieka. Pieniądze ponoć psują charakter i biedny pastuch szybko zapomniał o swym ubogim pochodzeniu. Z bogactwem weszła do jego serca pycha i skąpstwo. Rzadko kiedy dał własnemu psu skórkę od chleba, a obcym ludziom nigdy nie dał nic. Jeżeli pojawił się u niego jakiś biedak i poprosił o trochę jedzenia, niczego nie wskórał. Przeklinanie sknery słyszała cała wieś, a nierzadko kazał on swoim pachołkom pobić biedaka, albo poszczuć go swoimi ciągle głodnymi psami. Cała wieś znała sknerę i jego dom miał złą sławę.

Pewnego wieczoru przyszedł do Jawornej z daleka wędrowny mnich. Trochę zabłądził w lesie i było już późno, więc się ucieszył, że znalazł jakiś dom i nie będzie musiał spędzić nocy w lesie. Nie wiedział nic o tym domu ani o jego okrutnym właścicielu. Wszedł i poprosił o chleb i nocleg. Na szczęście gospodarza nie było w domu i gospodyni ulitowała się nad nim. Dała mu suchy chleb i położyła go na twarde łóżko. Skromny mnich się najadł i szybko zasnął. O północy gospodarz wrócił i kiedy dowiedział się o mnichu, wściekł się. Obudził pachołków i razem z nimi wtargnął do komórki. Obudzili mnicha, pobili go, opluli jego wiarę i na koniec wypędzili go w ciemną noc. Zaledwie ten wyszedł na podwórko, rzuciły się na niego psy. Ledwo uszedł z życiem. Potem uciekł daleko od tego koszmarnego domu, a gdy już był w bezpiecznym miejscu w kapliczce św. Anny, pomodlił się i prosił Pana Boga, żeby zesłał na dom karę boską. Rozgniewany Bóg wysłuchał go. Zerwała się burza, ziemia się zachwiała, otworzyła się, tak że chciwy chłop wraz z domem zapadł się do piekła. W miejscu domu potem pojawiło się czarne jezioro.

Jeśli wszystkie jeziora i stawy w Jawornej powstały w ten sam sposób, musiało tam być bardzo wielu grzeszników i sknerów. Ja sam nieopodal wsi naliczyłem siedemnaście stawów, jezior i zbiorników wodnych.

Opr. Sotiris Joanidis, tłumaczenie: Centrum Języków Obcych „HIT”

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna