Dorobek ideowy i kulturowy spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce Spis treści



Pobieranie 73.46 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar73.46 Kb.


Zbigniew Gotfalski

Dorobek ideowy i kulturowy spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce

Spis treści

Wstęp. 1. Spółdzielnia. Zasady spółdzielcze. 2. Demokratyczne zarządzanie. Samorządność. 3. Rola państwa. Neutralność polityczna. 4. Działalność społeczno-wychowawcza (kulturalna). 5. Inne elementy niematerialnego dorobku spółdzielczości mieszkaniowej. 6. Spółdzielczość a ruch reformy mieszkaniowej. 7. Twórcy i realizatorzy.



Wstęp

Praźródeł myśli spółdzielczej – koncepcji zrzeszania się w celu zaspokajania różnorodnych potrzeb życiowych, głównie społeczności lokalnych, historycy doszukują się w czasach średniowiecza – wówczas to powstawały w Europie cechy rzemieślnicze, gildie, banki pobożne i inne instytucje wzajemnej pomocy mające walory kooperacji.


Interesujące nas idee i zasady działania spółdzielczości mieszkaniowej wiązać należy z dwoma nurtami XIX- i XX-wiecznej myśli społecznej. Pierwszy z nich doprowadził do ukształtowania spółdzielczej formy zarządzania jako właściwej dla obrony interesów warstw słabszych ekonomicznie – określił ideowe, kulturowe i ekonomiczne przesłanki działania różnych form (czy też odmian) ruchu spółdzielczego – m.in. spółdzielni spożywców, zaopatrzenia i zbytu, oszczędnościowo-pożyczkowych, spółdzielni pracy, rolniczej i spółdzielni mieszkaniowych. Nurt ten wyznaczył obszar elementów wspólnych dla spółdzielni działających w różnych sferach życia społeczno-gospodarczego. Drugi nurt, specyficzny dla spółdzielczości mieszkaniowej, sytuuje ten fragment ruchu spółdzielczego w obszarze oddziaływania idei ruchu reformy mieszkaniowej – a więc zapoczątkowanych już w XIX w. działań na rzecz świadomego kształtowania środowiska mieszkalnego człowieka, zabezpieczenia „dachu nad głową” ludziom niezależnie od ich statusu materialnego. Spoiwem wiążącym zasady kooperacji i ruch reformy mieszkaniowej jest szlachetność intencji, uczciwość, wrażliwość na rozwiązywanie problemów społecznych, walka o sprawiedliwy podział dóbr – postępowanie według wyraźnie sprecyzowanego kanonu etycznego.

Spółdzielnia. Zasady spółdzielcze

Teoretycy zajmujący się spółdzielczością stworzyli co najmniej kilkadziesiąt definicji spółdzielni. W Polsce tematem tym zajmowali się m.in. E. Abramowski, Z. Chmielewski, J. Hempel, E. Taylor, S. Wojciechowski, S. Thugutt. Na nieostrość i zmienność w czasie i przestrzeni pojęcia spółdzielnia wskazywał autor jedynego, jak dotychczas, podręcznika akademickiego dotyczącego spółdzielczości – K. Boczar1. Zwrócił on uwagę na dwie grupy przyczyn tego stanu:

- pierwsza – związana z filozoficzno-etycznym i politycznym charakterem formułowanych definicji wynikającym także z zaangażowania emocjonalnego teoretyków i działaczy;

- druga – uwzględniająca, iż spółdzielczość jest przedmiotem zainteresowania wielu dyscyplin naukowych, a m.in. ekonomii, polityki społecznej, socjologii, prawa, teorii organizacji, pedagogiki społecznej i wreszcie historii myśli społecznej. Używając metod charakterystycznych dla każdej z tych dyscyplin można formułować różniące się od siebie definicje.


Równie bogatą światową jak też polską literaturę ma związana z pojęciem „spółdzielnia” kwestia zasad spółdzielczych, których celem jest sformułowanie wspólnych reguł odróżniających ten rodzaj działalności od innych głównie prywatnych przedsiębiorstw. Zasady zawierają także wskazania co do specyficznych dla spółdzielni instrumentów działania. Ujednolicenie tych zasad nastąpiło w 1937 r. na Kongresie Międzynarodowego Związku Spółdzielczego w Paryżu; nowelizacja miała miejsce w 1966 r. w Wiedniu, a ostatnia kodyfikacja na Kongresie MZS w Manchester w 1995r. Sformułowano wówczas 7 zasad, a mianowicie:

  1. zasadę otwartego i dobrowolnego członkowstwa,

  2. zasadę demokratycznego zarządzania,

  3. zasadę udziałów członkowskich,

  4. zasadę samorządności i niezależności spółdzielni,

  5. zasadę kształcenia, szkolenia i informacji,

  6. zasadę współpracy międzyspółdzielczej,

  7. zasadę troski o społeczności lokalne.

Wszystkie z w/w zasad tworzą dość spójny katalog bądź „katechizm” spółdzielczy. Z punktu widzenia tematyki referatu szczególnie interesujące wydaje się rozważenie zasady 2 (demokratyczne zarządzanie) i 4 (samorządności i niezależności spółdzielni) zakładając jednocześnie, że nie pozostają one bez związku z pozostałymi, a przede wszystkim kwestią dobrowolnego członkowstwa i troski o społeczności lokalne.
Demokratyczne zarządzanie. Samorządność

Rozwinięcie tej zasady, jako części doktryny spółdzielczej w praktyce oznaczało, że:

„-w spółdzielniach jedynym podmiotem władzy są jej członkowie, spółdzielcy są równi bez względu na ich status majątkowy i pozycję w społeczeństwie;

- władza w spółdzielniach jest delegowana na wyłonione w drodze wyborów jednostki; wybrane osoby są odpowiedzialne przed ogółem członków, a nie przed jakąś grupą czy kategorią;

- wyboru osób zarządzających majątkiem spółdzielni dokonuje większość członków, której musi podporządkować się mniejszość;

- każda zrzeszona osoba ma takie samo prawo głosu bez względu na wkład finansowy, jaki wniosła do spółdzielni;

- wszystkie ważniejsze decyzje podejmowane przez osoby kierujące spółdzielnią muszą być aprobowane przez większość członków;

- decyzje są jawne, to znaczy spółdzielcy powinni być poinformowani o stanie ekonomicznym spółdzielni”.2

Demokratyczne zarządzanie czy też wewnątrzspółdzielcza samorządność krystalizują się, znajdują swoje odzwierciedlenie w statutach spółdzielni określających m.in. strukturę jej organów. W praktyce, jak wiadomo, istotny niezwykle jest związek między zakresem legislacji wewnątrzspółdzielczej a narzuconymi rozwiązaniami ustawowymi, czyli oddziaływaniem państwa – a to, jak wskazują doświadczenia szczególnie okresu transformacji ustrojowej (ale też lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku), może zakłócać funkcjonowanie modelu samorządowego zarządzania spółdzielnią, wypaczać jego istotę.

Walne zgromadzenie, rada nadzorca, zarząd stanowią, ukształtowane w toku rozwoju historycznego, organy samorządu spółdzielczego, za pośrednictwem których realizowane jest (lub powinno być) oddziaływanie członków na bieg spraw w spółdzielni. Zakres uprawnień tych organów, ich wzajemne relacje wielokrotnie ulegały zmianom. Np. osłabianie roli walnych zgromadzeń i rad na rzecz wzmocnienia decyzyjnych uprawnień zarządów było rysem charakterystycznym rozwiązań ustawowych (i poza ustawowych) lat 1960-1980, a więc okresu, w którym spółdzielczość stała się realizatorem programu mieszkaniowego państwa. Konieczna dla wykonania zadań inwestycyjnych koncentracja decyzji i niezbędne dostosowanie się do modelu funkcjonowania państwa spowodowało osłabienie wpływu członków na najistotniejsze decyzje ich dotyczące, a więc sprawy inwestycji i przydziałów mieszkań. Rozchwiało to ukształtowany uprzednio system funkcjonowania samorządu i demokracji wewnątrzspółdzielczej. Pewną pociechą może być fakt, iż jak wskazują niektóre badania3 i obserwacje, zainteresowania samorządów skoncentrowały się wówczas na organizacji życia w osiedlach i działalności społeczno-kulturalnej. W tym też czasie trwały próby powiązania systemu samorządu spółdzielczego z samorządem terytorialnym poprzez koncepcję „samorządu społecznego spółdzielni mieszkaniowych”.4 Tworzone wówczas fakultatywne organy dopuszczały do uczestnictwa i pełnienia funkcji w samorządzie osoby nie będące formalnie członkami spółdzielni. Część rad osiedlowych otrzymuje także uprawnienia komitetów osiedlowych i komitetów obwodowych. W ten sposób, próbując uporządkować system samorządu terytorialnego, naruszano interesy grupowe spółdzielców. Wzmocniło to i spotęgowało, spowodowane swoistym „przymusem” należności do spółdzielni, poczucie wyobcowania się członków ze spółdzielni – zmniejszyło radykalnie możliwości powstawania więzi członkowskich. Jest jednak rzeczą zaskakującą, że najsilniejsze ciosy systemowi demokracji i samorządności spółdzielczej zadano w okresie dwudziestu lat transformacji ustrojowej. Już na starcie5 przystąpiono do „destrukcji organizacyjno-ekonomicznej spółdzielczości mieszkaniowej przez:

- próbę zakazu zrzeszania się w związkach spółdzielczych,
- likwidację systemu lustracji spółdzielni,
- wymuszanie podziału spółdzielni,
- wymuszanie weryfikacji składów osobowych organów spółdzielni,
- wymuszanie przekształceń własnościowych mieszkań spółdzielczych”.6

Szczególnie nieszczęśliwy dla funkcjonowania systemu demokracji spółdzielczej stał się nakaz odbywania walnych zgromadzeń członków niezależnie od wielkości spółdzielni. Argumentacja przeciw tym rozwiązaniom liczy już setki stron. Tu chciałbym wskazać na jeden z dotychczas słabo wykorzystywanych argumentów. Otóż przypominam, że np. uzasadnianie zmian własnościowych w spółdzielniach biegło dwoma torami: politycznym – wskazującym na aspekty społeczne – wyrównanie szans dla słabszych ekonomicznie i prawnym (mniej eksponowanym) – rozbicie „molochów” spółdzielczych i osłabienie „wszechwładzy” prezesów. Gdyby założyć uczciwość zamierzeń to zbliżone cele polityczne można było osiągnąć forsując zamiast własności wyodrębnionej – niezgorsze faktycznie – spółdzielcze prawo własności. Wprowadzono jednak rozwiązanie o charakterze destrukcyjnym, niszczącym spółdzielnie. Zapoczątkowany w 1990 r. festiwal zmian w prawie spółdzielczym trwa do dzisiaj. Niestabilność prawa, niepewność przyszłości stały się wręcz trwałym elementem w krajobrazie spółdzielczym.



Rola państwa. Neutralność polityczna

Relacje między państwem a spółdzielczością pogrupować można, w pewnym uproszczeniu, w trzech wzajemnie się przenikających obszarach:

- pierwszy wynika z działalności legislacyjne państwa,
- drugi określa zakres współpracy państwa ze spółdzielczością,
- trzeci charakteryzuje zakres pomocy, preferencji państwa dla spółdzielczości.7

Biorąc pod uwagę w/w obszary styków między państwem a spółdzielczością (o pewnych aspektach legislacji wspomniałem wyżej przy omawianiu problemów demokracji i samorządności) najbardziej czytelny wydaje się okres międzywojenny. Wzorowa pod wieloma względami ustawa z 1920 r. (weszła w życie od 1 stycznia 1921 r.) sytuowała spółdzielnie w systemie gospodarczym Kraju, podkreślała znaczenie organów samorządu i powoływała Państwową Radę Spółdzielczą jako ciało doradcze i opiniodawcze dla rządu w sprawach spółdzielczych. Nie uchroniło to, bo nie mogło uchronić, spółdzielczości mieszkaniowej od głębokich rozbieżności między wywodzącymi się z WSM-u ideami upowszechniania budownictwa na zasadach lokatorskich, a zwolennikami budownictwa własnościowego, głównie jednorodzinnego. Konflikt ten, jak się okazało później przeniesiony został na czasy współczesne. W okresie powojennym zaowocowało to sporem między PPR a PPS przy budowie programów odbudowy gospodarczej Kraju. I Kongres Spółdzielczy, jaki miał miejsce w listopadzie 1944 r. w Lublinie, deklarując poparcie dla władz, sformułował dość daleko idące oczekiwania w stosunku do roli spółdzielczości we wszystkich aspektach życia. Propozycje te spotkały się z zarzutami „imperializmu” spółdzielczego i trwania na pozycjach pankooperatyzmu. Spółdzielczość mieszkaniowa po pierwszych udanych próbach włączenia się w odbudowę zniszczonych zasobów, została wyhamowana – problem mieszkaniowy miało rozwiązać państwo. Kolejny etap relacji państwo-spółdzielczość zapoczątkowały przemiany po Październiku 1956 r. Państwo uwzględniając walory i dorobek ruchu spółdzielczego oraz niewydolność własnego aparatu zaczęło stopniowo cedować na spółdzielnie coraz większe obowiązki w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa. Zaowocowało to najlepszymi w historii efektami budownictwa i zmniejszeniem atrakcyjności spółdzielni jako ruchu społecznego. Wahadło wychyliło się w przeciwnym kierunku po 1990 r. Spółdzielczość stała się dla państwa zbędna, a ingerencja legislacyjna niektórych przypadkach stworzyła dla tej formy aktywności społecznej warunki gorsze niż mają inne działające na rynku podmioty.

Kilka słów o kwestii neutralności politycznej. Ten gorący swojego czasu temat zniknął z pola widzenia zajmujących się spółdzielczością. Nie oznacza to, że go nie ma. Problem jest i to nad wyraz trudny. Spółdzielczość mieszkaniowa chcąc realizować swoje założenia ideowe sięgać musi do źródeł, a poszukiwać ich głównie należy w lewicowej myśli społecznej – sprawiedliwy podział dóbr – w tym zapewnienie „dachu nad głową” potrzebującym jest wszak, czy też powinno być domeną programową tej strony sceny politycznej. Jednocześnie jednak trudno pomijać fakt, iż dbałość o tę sferę potrzeb człowieka nie jest obca katolickiej myśli społecznej, czego dowiodło seminarium PTM z 2006 r.: Spółdzielnie mieszkaniowe – relikt przeszłości czy szansa na przyszłość?8 organizowane wspólnie z Sekretariatem Konferencji Episkopatu Polski i Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Kłopoty, jakie występują od 20 lat przy ustawowych regulacjach dotyczących spółdzielczości oraz aktualny sposób funkcjonowania polskiego parlamentaryzmu mogłyby wskazywać na potrzebę zdecydowanego powiązania się z jedną opcją polityczną, kosztem utraty autonomii i niezależności. Nie wydaje się to jednak rozwiązaniem najlepszym. Osobiście bliższe mi są zasady sformułowane przed laty przez znakomitego teoretyka spółdzielczości Stanisława Thugutta9. Pisał on m.in. „… najzdrowiej pojętą formą neutralności politycznej dla ruchu spółdzielczego będzie zachowanie przezeń całkowitej samorządności”.10 A także „Wskazaniem głównym dla spółdzielni jest pamiętać o własnych celach, na pewno nie niższych niż te, które ujawniają się w działaniu politycznym, na pewno godnych całkowitego im oddania się”.11 Jednocześnie jednak ten sam znakomity twórca zauważa „Dzisiaj najbardziej nawet przestrzegające neutralności politycznej organizacje spółdzielcze starają się wpływać na ustawodawstwo krajowe w działach ich dotyczących, bądź przez zaprzyjaźnionych posłów, bądź formując w parlamentach międzypartyjne koła posłów spółdzielców”.12



Działalność społeczno-wychowawcza (kulturalna)

W ostatnich latach częściej się używa pojęcia działalność społeczno-kulturalna niż społeczno-wychowawcza. Być może jest to wyraz pewnej asekuracji; w praktyce ta pierwsza stanowi istotny fragment drugiej. Ten obszar aktywności spółdzielni wynika w sposób pośredni z realizacji zasad demokratyzmu spółdzielczego, samorządności i działalności na rzecz społeczności lokalnych. Biorąc to pod uwagę trzeba przyznać, że stanowisko niektórych teoretyków i praktyków spółdzielczości wyrażające się w poglądzie, iż spółdzielnia nie prowadząca działalności społeczno-wychowawczej nie jest spółdzielnią – staje się zrozumiałe. Zwolennikiem tej tezy był m.in. Stanisław Kukuryka. Przenosząc tę zasadę na grunt współczesnych spółdzielni mieszkaniowych należy zauważyć znaczne różnice między zakresem i formami działań w spółdzielni małej np. zarządzającej jednym budynkiem a spółdzielniami wieloosiedlowymi; wynikają one zarówno z możliwości finansowo-organizacyjnych, jak też i potrzeb członków i mieszkańców. Idea działalności społeczno-wychowawczej ma związek z faktem, iż spółdzielnia jest zarówno zrzeszeniem jak i przedsiębiorstwem. Bimodalny charakter spółdzielni powoduje powstanie zobowiązań wobec członków nie tylko w zakresie zaspokojenia potrzeb materialnych. Realizacja podstawowej zasady, jaką jest samorządność spółdzielcza, udział członków w sterowaniu pracą spółdzielni – zawiera sama w sobie olbrzymi walor wychowawczy, pod warunkiem, iż jest to samorządność faktyczna, nie narzucona, nie sterowana centralnie, choć może być wspomagana doradztwem profesjonalnym. Istotnym elementem oddziaływania wychowawczego spółdzielni jest rzetelna i skuteczna informacja realizowana uprzednio głównie poprzez system zebrań, spotkań, pism i gazetek bądź obecnie z uzupełnieniem o wykorzystanie elektronicznych form przekazu. W praktyce polskich spółdzielni mieszkaniowych różnorodne formy przekazu informacji i kontaktów z członkami (mieszkańcami) jest olbrzymia, co najmniej kilkadziesiąt spółdzielni wydaje znakomicie redagowane własne czasopisma o różnej częstotliwości ukazywania się w zależności od potrzeb (część z nich to już regularne periodyki). Brak jest statystyki dotyczącej wykorzystania Internetu – z informacji dostępnych wynika, że jest to instrument coraz częściej stosowany. Dorobkiem 120-lecia polskiej spółdzielczości mieszkaniowej jest, wspomniana na wstępie, działalność społeczno-kulturalna. Rozwijana w oparciu głównie o wzorce WSM stanowi ona ewenement na skalę światową, niestety w Polsce jest niedoceniany, mimo iż spółdzielczość jest jedynym zarządcą zasobów mieszkaniowych prowadzącym tę formę działalności. W zbiorach archiwalnych Domów Spółdzielczych znajduje się 29 segregatorów fotografii i negatywów ilustrujących działalność spółdzielni w ostatnim 50-leciu. Znakomita większość tych zdjęć informuje o różnorodnych formach działalności społeczno-kulturalnej prowadzonej w spółdzielniach głównie na rzecz skrajnych grup wiekowych (dzieci i seniorzy). Jest to bezcenna dokumentacja efektów pracy spółdzielni – większość ujęć w sposób przekonywujący pokazuje autentyczne, nie upozorowane, zaangażowanie uczestników różnych form zajęć. Stopień upowszechnienia działalności społeczno-kulturalnej ilustruje statystyka. Dla przykładu w 1988 roku13 w spółdzielniach istniało:

1306 klubów i świetlic


704 pracownie specjalistyczne
127 domów kultury.

Działało m.in.:


2425 zespołów artystycznych
2229 zespołów sportowo-rekreacyjnych
197 zespołów turystycznych
1248 spółdzielczych placówek opiekuńczo-wychowawczych uzupełniających sieć placówek państwowych.

Gdy dzisiaj głośna stała się inicjatywa budowy boisk – Orlików warto przypomnieć, że już w 1986r.14 w spółdzielniach istniało 9899 placów gier i zabaw, 1695 boisk wielofunkcyjnych, 380 kortów tenisowych. W konkursie "Piłka nożna w naszym osiedlu '88" brały udział 6483 zespoły15. O efektach działalności społecznej spółdzielni mieszkaniowych można by mówić bardzo wiele, zasługują one niewątpliwie na opracowaną z zachowaniem rygorów naukowych monografię. Istotne jest niewątpliwie pytanie jak jest obecnie po 20 latach transformacji ustrojowej – na ile wypracowane formy i metody działania zostały utrwalone i adaptowane do nowych trudniejszych dla spółdzielni warunków pracy. Odpowiedź nie jest ani łatwa ani jednoznaczna. Przede wszystkim brak jest materiałów statystycznych (podobnie jak i w innych zakresach) dotyczących kraju. Wiadomo, że wiele spółdzielni w nowych warunkach przy skomplikowanych układach finansowo-prawnych, niekorzystnej legislacji, musiała zmniejszyć zakres działań pozagospodarczych. Jednocześnie jednak, na co zwróciła uwagę swojego czasu Krystyna Piasecka,16 nastąpiły istotne zmiany w otoczeniu spółdzielni: z działalności społecznej i socjalnej wycofały się z różnych przyczyn zakłady pracy; duża liczba pracowników w wyniku restrukturyzacji zyskała więcej wolnego czasu – „… i wówczas dla wielu spółdzielców i ich rodzin spółdzielnia stała się jedynym i pożądanym organizatorem i partnerem w zagospodarowaniu wolnego czasu”.17 i dalej „Organizacja czasu wolnego dla mieszkańców i ich dzieci, a także lepsze poznanie i integracja wspólnoty spółdzielczej stały się wyzwaniami stawianymi na równi z problematyką ekonomiczną i techniczną utrzymania substancji spółdzielczej”.18

Jak powiedziałem wyżej nie mamy klarownego obrazu dotyczącego wszystkich spółdzielni. Liczne przykłady dowodzą jednak, że wielu spośród nich udaje się znakomicie realizować działalność społeczno-kulturalną zgodnie z oczekiwaniami członków i mieszkańców i w dostosowaniu do współczesnych wymagań. Nie pretendując do wyczerpania listy można przykładowo wskazać na dorobek takich spółdzielni jak Katowicka SM, „Osiedle Młodych” w Poznaniu, Lubelską Spółdzielnię Mieszkaniową, SM „Dąb” w Szczecinie, Bydgoską SM. Spośród mniej znanych, tylko w oparciu o informacje publikowane w ostatnich miesiącach w Domach Spółdzielczych, wymienić można: SMLW w Legionowie, SM „Pojezierze” w Olsztynie, SM w Sieradzu, MSM w Suwałkach, Tarnowską SM, SM „Zgoda” w Brzegu. Z posiadanych przeze mnie, daleko niepełnych informacji, można wnioskować, że takich chlubnych przykładów można by wyliczać setki.

Niestety działalność społeczno-kulturalna spółdzielni mieszkaniowych, a ściślej mówiąc ich działalność pozagospodarcza jest mało spopularyzowana (poza środowiskami, których bezpośrednio dotyczy). Gdyby funkcjonowała cenzura można by zaryzykować stwierdzenie, iż istnieje „zapis” zakazujący mediom (głównie ogólnokrajowym) publikowania jakichkolwiek informacji świadczących dobrze o pracy spółdzielni mieszkaniowych. Przełamanie tej bariery okazuje się trudne.

Kończąc ten fragment swoich rozważań chciałbym zwrócić uwagę, że działalność społeczno-kulturalna ma w obecnej sytuacji jeszcze jeden szczególny walor: integrując uczestników osiedli przeciwdziała i zmniejsza skutki poczynań legislacyjnych mających na celu skłócenie środowisk spółdzielczych, dezorganizację systemu zarządzania i rozbicie spółdzielni. Może to być jeden z tych elementów, które przesądzą o przyszłości ruchu spółdzielczego.
Inne elementy niematerialnego dorobku spółdzielczości mieszkaniowej

Cztery lata temu, w 2006r., obchodziliśmy skromnie, na miarę możliwości, 50-lecie powstania Związku Spółdzielni Mieszkaniowych i Budowlanych (późniejszego CZSBM). Analizując wartości, jakie Związek wniósł do polskiego ruchu spółdzielczego19 wskazywaliśmy na zespół zjawisk określanych jako swojego rodzaju fenomen. Większość z tych wartości jest (była) charakterystyczna nie tylko dla Związku, należy je traktować jako dorobek całej spółdzielczości mieszkaniowej. Wymienić tu należy:

- Poczucie misji. Wytworzenie wśród pracowników i działaczy samorządowych przekonania, iż uczestniczą w realizacji zadania społecznie niezwykle ważnego, jakim jest zapewnienie ludziom godziwych warunków mieszkaniowych, a więc w zaspokajaniu najistotniejszej, obok wyżywienia, potrzeby. To „poczucie misji” przekładało się na priorytetowe traktowanie potrzeb członków – dążenie do osiągnięcia najlepszych efektów przy minimalizacji kosztów (m.in. płac pracowników). Ukształtowała się wśród pracowników i działaczy postawa społecznego zaangażowania – nie liczenia się z limitowaniem czasu pracy i podporządkowania życia osobistego pracy na rzecz spółdzielni.

- Realizacja celów społecznych. W spółdzielniach i strukturach organizacyjnych Związku dominowało przekonanie, że budując mieszkania, zapewniając sprawne zarządzanie zasobami należy z równą starannością zadbać o organizację życia w osiedlach; stąd waga, jaką przywiązywano do działalności społeczno-wychowawczej; nie wyobrażano sobie spółdzielni bez działań na rzecz dzieci i młodzieży, czy też osób starszych i niepełnosprawnych; stąd też piękne hasło „Wszystkie dzieci są nasze”.

- Ferment twórczy. W spółdzielczości nigdy nie tolerowano zastoju, nie konserwowano starych metod i form pracy. Poszukiwano nowych rozwiązań, łamano bariery i schematy; rozwijano współpracę ze środowiskami naukowymi; dbano o dokształcanie i wychowanie własnej kadry.

- Umiejętność współdziałania z jednostkami zewnętrznymi. Większość z zadań realizowanych przez spółdzielczość mieszkaniową wymagała współpracy ze światem zewnętrznym. Spółdzielcy opanowali tę umiejętność – stąd do dziś owocujące współdziałanie z TPD, PCK, PTTK, TKKF, samorządami lokalnymi, spółdzielczością spożywców i wieloma innymi.

Niezaprzeczalnym dorobkiem spółdzielczości mieszkaniowej jest też wypracowanie koncepcji zasad i procedur zarządzania zasobami mieszkaniowymi oraz kierowania spółdzielnią jako specyficznym przedsiębiorstwem. O tym, jak wartościowe jest to osiągnięcie świadczy fakt, iż do dzisiaj, mimo znanych trudności, osiedla i zespoły mieszkaniowe zarządzane przez spółdzielnie wyróżniają się na tle innych estetyką, starannym zagospodarowaniem, utrzymaniem reżimu remontowego i modernizacyjnego.

Rozwiązania organizacyjne i schematy działań sprawdzone w spółdzielniach przejmują inni zarządcy np. TBS-y. Jest rzeczą charakterystyczną, że także w rozwiązaniach proponowanych na przyszłość Resort Infrastruktury czerpie pełną garścią z doświadczeń spółdzielni, starannie jednak unikając pojęcia „spółdzielnia” (mam tu na myśli, lansowaną ostatnio, koncepcję tzw. SGM, czyli Społecznych Grup Mieszkaniowych).



Spółdzielczość a ruch reformy mieszkaniowej

Wiążąc idee spółdzielcze z ruchem reformy mieszkaniowej przypomnieć należy, iż zapoczątkowany on został w XIX w. w Anglii jako remedium na cyklicznie powtarzające się epidemie chorób zakaźnych. Wówczas to uznano, że istnieje wyraźny związek między epidemiami a nędzą mieszkaniową. Z czasem też środowiska reformatorów zaczęły zadawać podstawowe pytania:20

„- czy mieszkanie jest autonomiczną wartością służącą zaspokajaniu podstawowych potrzeb człowieka, czy też towarem?

- czy zaspokojenie tej potrzeby ma regulować rynek, czy też określone społeczności (miasto, państwo)?

- w jakim stopniu problem mieszkalnictwa jest uwarunkowany strukturą klasowo-warstwową społeczeństwa?

- czy rozwój miast współczesnych można pozostawić wolnej grze sił ekonomicznych i aktywności poszczególnych jednostek i klas społecznych, czy też należy powołać ośrodki koordynujące tę aktywność?

Odpowiedzi, jakie sformułowano już wówczas były jednoznacznie prospołeczne i zaprzeczające dominującej dotychczas, i niestety współcześnie w Polsce, filozofii myślenia. Zdaniem reformatorów mieszkanie jest podstawową potrzebą człowieka, a jego zdobycie i utrzymanie często przekracza możliwości uboższych klas i warstw społeczeństwa; mieszkalnictwo jako problem społeczny powinno być traktowane kompleksowo, jako tworzenie środowiska sprzyjającego rozwojowi człowieka; władze publiczne (rządowe i lokalne) nie mogą się uchylać od odpowiedzialności za rozwiązywanie kwestii mieszkaniowej; wreszcie, że miasta i sieć osiedleńcza nie mogą być rozwijane żywiołowo – niezbędne jest planowanie i świadome kształtowanie przestrzeni.

W XXw powołano międzynarodową organizację ds. badań nad problematyką mieszkalnictwa – Międzynarodowy Związek do Spraw Mieszkaniowych. Udział w pracach tego związku reprezentantów Polski (Teodora Toeplitza i Władysława Dobrzyńskiego) zaowocował powołaniem do życia Polskiego Towarzystwa Reformy Mieszkaniowej (1929 r.) – prekursora Polskiego Towarzystwa Mieszkaniowego. Właśnie wokół PTRM skupili się polscy reformatorzy reprezentanci lewicowej myśli społecznej w zakresie mieszkalnictwa; byli wśród nich współtwórcy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej; w rzeczywistości środowiska WSM i PTRM wzajemnie się przenikały – tworzyli je w znacznej mierze ci sami ludzie; oni wywarli wpływ na ukształtowanie zasad lokatorskich spółdzielni mieszkaniowych.21 Wśród wielu poczynań PTRM najbardziej spektakularnym było zwołanie w 1937 r. Pierwszego Polskiego Kongresu Mieszkaniowego. Przyjęta na tym kongresie rezolucja, zgłoszona zresztą przez prezesa WSM Mariana Nowickiego, zawierała postulaty, które dzisiejsi zwolennicy „niewidzialnej ręki rynku” musieliby uznać za zapowiedź rewolucji. Domagano się m.in.:

- wprowadzenia w życie ustawy umożliwiającej wybudowanie w ciągu 10 lat 2 milionów izb mieszkalnych i regulującej sfinansowanie tego zamierzenia;

- opodatkowania na rzecz tego programu wszystkich pracodawców, właścicieli i akcjonariuszy banków, hut, kopalń, fabryk i obszarów dworskich, a także właścicieli domów czynszowych i niezabudowanych lub niedostatecznie zabudowanych placów;

- corocznych dotacji z budżetu państwa i samorządów;

- ukrócenia spekulacji terenami budowlanymi;

- oparcia budownictwa mieszkań społecznie najpotrzebniejszych na inwestycjach społecznych nieobliczonych na zysk z uprzywilejowaniem spółdzielczej formy budowania i administrowania zasobami mieszkaniowymi;

- kompleksowej realizacji osiedli z programem usług, handlu i zapleczem działalności kulturalno-oświatowej.

Niepodważalnym dorobkiem reformatorskiego nurtu w europejskim mieszkalnictwie było wypracowanie koncepcji społecznego osiedla mieszkaniowego, koncepcji wdrożonej na gruncie polskim w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i kontynuowanej w latach 1956-1990 w spółdzielniach na terenie całego kraju.

Koncepcja osiedla społecznego zakłada harmonijne powiązanie współczesnych rozwiązań projektowania zespołów urbanistycznych z ich społeczną treścią i funkcjami, a więc zapewnieniem mieszkańcom możliwości organizacji życia społecznego i kulturalnego, opieki nad dziećmi i młodzieżą, zabezpieczenia podstawowej sieci handlu i usług a także opieki zdrowotnej. Problemy teoretyczne i praktyczne funkcjonowania osiedli mieszkaniowych, ich urbanistycznego kształtu i społecznych funkcji mają w Polsce obszerną literaturę – wymienić tu można m.in. opracowania B.B. Brukalskiej, H. i Sz. Syrkusów, S. Ossowskiego.

Krytyka – prowadzona w ostatnich latach – pod hasłem „blokowiska” (częściowo powiązana z technologią tzw. „wielkiej płyty”), biorąc pod uwagę porównanie z budownictwem developerskim, wydaje się słabnąć. Dowodem mogą być wyniki badań prowadzonych przez zespół pracowników Uniwersytetu Łódzkiego22 pokazujące, wbrew potocznym opiniom mediów, znaczny stopień akceptacji tego sposobu zagospodarowania przestrzeni publicznej przez mieszkańców.
Twórcy i realizatorzy

Charakteryzując dorobek ideowy i kulturowy spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce nie sposób pominąć twórców i realizatorów koncepcji i dorobku spółdzielczego budownictwa mieszkaniowego. Idee bez ludzi, którzy potrafią je upowszechniać, bronić i stosować stają się bowiem martwym zapisem kronikarskim. Spółdzielczość mieszkaniowa (podobnie zresztą jak inne formy spółdzielczości) miała i ma nadal w swoich szeregach ludzi nieprzeciętnego formatu – działaczy i pracowników oddanych idei. Było ich wielu w minionym 120-leciu. Opracowywana w latach 80-tych ubiegłego wieku w Centrum Badawczo-Rozwojowym CZSBM kartoteka działaczy spółdzielczych liczyła niemal na starcie 500 nazwisk; niestety likwidacja Związku uniemożliwiła kontynuację zbierania danych i doprowadziła do zatracenia informacji już zgromadzonych. Dzisiaj nazwiska zasłużonych działaczy znajdujemy na kartach opracowań historycznych, w monografiach spółdzielni i regionów, w materiałach spółdzielni; są to z reguły nazwiska dość znane w środowisku – zapomnieniu ulega tysiące działaczy samorządowych o znacznym dorobku, ale pracujących w tzw. drugim szeregu. Dlatego znacznie łatwiej jest dziś tworzyć czy też odtwarzać pełną listę spółdzielni o najdłuższych, ponad stuletnich tradycjach niż bez ryzyka pominięcia osób szczególnie zasłużonych wymieniać nazwiska twórców historii spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce. Jubileusz 120-lecia ruchu jest jednak okazją na tyle szczególną, niepowtarzalną, że nie przypomnienie niektórych przynajmniej nazwisk można by potraktować jako błąd trudny do zaakceptowania. Nie pretendując więc do tworzenia pełnej listy należy przypomnieć nazwiska:

- współzałożycieli spółki budowlanej „Pomoc” spółdzielni z ograniczoną odpowiedzialnością w Poznaniu (maj 1890 r.):

Józefa Kusztelana – dyrektora Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych w Poznaniu

Adolfa Buińskiego – prezesa Rady Nadzorczej Teatru Polskiego w Poznaniu

Franciszka Dobrowolskiego – dyrektora tegoż Teatru

Stefana Cegielskiego – syna Hipolita

Teodora Kalksteina – twórcę Banku Ziemskiego w Poznaniu.
Warto przypomnieć, że inicjatywę i patriotyczne motywy powołania tej spółdzielni poparło wiele osób z całego kraju, w tym znakomita artystka Helena Modrzejewska.
- z kręgu twórców Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej:

adwokata Melchiora Józefa Wierzbickiego



ks. Jana Filipiaka

doktora med. Jana Biziela

wreszcie Teofila Gackowskiego – długoletniego działacza tej spółdzielni
- wśród twórców Spółdzielni mieszkaniowej w Chorzowie, która stała się jednym z ośrodków zachowania polskości na Śląsku – Wilhelma Wołczyka
- na terenach tzw. Galicji na trwale zapisali się w historii spółdzielczości mieszkaniowej m.in.:

dr Adolf Gross – inicjator ustawy o Funduszu Mieszkaniowym (1910 r.), współtwórca Powszechnego Towarzystwa Tanich Domów Mieszkalnych i Domów Robotniczych

dr Henryk Jordan – inicjator powołania Towarzystwa Tanich Mieszkań dla Robotników Katolików

Władysława Habicht – inicjatorka powołania spółdzielni mieszkaniowej Towarzystwo Budowlane Urzędniczek Pocztowych w Krakowie
Zasłużoną postacią był dr Władysław Dobrzyński założyciel w 1910r. Towarzystwa Mieszkań Stałych i Przedmieść Ogrodów – w formie spółdzielczej, propagator idei spółdzielczych, Autor, wydanej już w Polsce Niepodległej, obszernej pracy „Kooperatywy mieszkaniowe”.23

Najlepiej jednak udokumentowany jest dorobek środowiska Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, a przede wszystkim:



Bolesława Bieruta24

Jana Hempla

Stanisława Szwalbego

Stanisława Tołwińskiego.
Do tego grona dołączył później Teodor Toeplitz – radny m.st. Warszawy, wybitny znawca mieszkalnictwa, inicjator Polskiego Kongresu Mieszkaniowego. Znacznie mniej znany jest fakt, iż wśród działaczy małych spółdzielni budowlano-mieszkaniowych byli ludzie tej miary co Bolesław Limanowski, Andrzej Strug, Stanisław Dubois.25

W okresie okupacji ze spółdzielczością mieszkaniową związało się (bądź znalazło w niej pracę i schronienie) setki osób znaczących w polskiej kulturze, życiu społeczno-politycznym, architektów, pracowników nauki, działaczy podziemia. Okres ten jest także nieźle udokumentowany w literaturze i wspomnieniach.26



Na przestrzeni 65 lat powojennych doszło do zetknięcia się co najmniej 2-3 pokoleń działaczy spółdzielczych. Charakterystyczny i twórczy był wkład działaczy „ukształtowanych” w okresie międzywojennym, którzy walczyli o odzyskanie miejsca spółdzielczości w polskim mieszkalnictwie. Należeli do nich m.in.: Eugeniusz Ajnenkiel, Franciszek Heliński, Franciszek Kielan, wspomniany wyżej Stanisław Szwalbe, Teofil Gackowski, Paweł Głowacki, Marian Nowicki, Alojzy Gruszka, Józef Grzecznarowski, Tadeusz Lewandowski, Jan Urban. Później do głosu doszło następne pokolenie, byli to m.in.: Witold Kasperski, Stanisław Kukuryka, Tadeusz Skubiszyński, Ewald Lisoń i znów dziesiątki innych, których ze zrozumiałych względów nie sposób tu wymienić. Kryterium podania tych właśnie nazwisk jest głównie fakt, że ludzie ci dali się poznać na szczeblu ponadregionalnym i krajowym. Brak jest tu wielu osób, które swoje życie zawodowe związali z jedną spółdzielnią, a szczególnie spółdzielnią niewielką. Jest rzeczą istotną, by pamięć o nich nie zaginęła; jest moralnym obowiązkiem utrwalanie tych postaci, co zresztą już często jest czynione w kronikach spółdzielni, artykułach we własnych periodykach, wreszcie na stronach internetowych. Na pomoc ze strony środowisk naukowych można liczyć tu w niewielkim stopniu, straciły one, przynajmniej na razie, zainteresowanie tym obszarem badań; pewnego wsparcia można oczekiwać od Muzeum Historii Ruchu Spółdzielczego w Warszawie i prasy spółdzielczej. Zamykając ten temat kilka zdań chcę poświęcić aktualnie pracującym działaczom, prezesom, członkom zarządów, członkom rad spółdzielni. Przyszło im działać w szczególnie skomplikowanych warunkach stworzonych przez dominującą część środowisk politycznych i lobby prywatnych inwestorów zabiegających o zyski ze sfery mieszkalnictwa. Środowiska te najchętniej pozbyłyby się spółdzielczości mieszkaniowej – stąd ciągłe próby manipulowania legislacją, psucia prawa i stwarzania coraz trudniejszych warunków dla tej formy społecznej inicjatywy. Woluntaryzmowi prawnemu towarzyszy tu brak stabilności rozwiązań – zjawisko szczególnie dokuczliwe i tym bardziej trudne do zwalczenia, że wsparte nieprzychylnym nastawieniem mediów. Jeśli w tych warunkach większości spółdzielni udaje się zachować wysoki standard utrzymania zasobów mieszkaniowych przy umiarkowanych opłatach eksploatacyjnych, prowadzić działalność społeczno-kulturalną, a w wielu przypadkach kontynuować inwestycje, to jest to wyczyn wysokiej klasy, wymagający niemal ekwilibrystki, odporności na ataki i wreszcie szczególnego zaangażowania społecznego. Stąd też ludziom tym należy się szczególne uznanie i szacunek, a ich nazwiska też powinny przejść do historii ruchu spółdzielczego. 120-lecie jest okazją, by w imieniu spółdzielców powiedzieć Wam, Panie i Panowie – cenimy Was, zdajemy sobie sprawę, jak wiele robicie dla członków spółdzielni. Wasza praca, jej efekty, umacniają przekonanie, że idee spółdzielcze, poniewierane i niszczone w publikatorach, ciągle utrzymują swą wartość, a przede wszystkim przydatność w zmieniających się warunkach społeczno-ekonomicznych.

1 K. Boczar, Spółdzielczość. Problematyka społeczna i ekonomiczna, PWE, Warszawa 1986.

2 A. Maliszewski, Ewolucja myśli i społeczno-ekonomiczna rola spółdzielni mieszkaniowej w Polsce, SIB, Warszawa 1992

3 J. Turowski, R. Mitaszko, Spółdzielcze osiedle mieszkaniowe. Monografia socjologiczna osiedla im. A. Mickiewicza LSM, Materiały i Studia Rady Naukowej CZSBM, z. 6, Warszawa 1969.

4 T. Lewandowski, Samorząd społeczny w spółdzielniach mieszkaniowych. Seminarium: Samorząd spółdzielni mieszkaniowych w ogólnym systemie społecznego samorządu mieszkańców miast. ZWCRS, Warszawa 1967.

5 Tzw. specustawa z 1990 r.

6 R. Jajszczyk, Spółdzielczość mieszkaniowa w polskim mieszkalnictwie, w „Nowiny” PTM, nr 7/2008.

7 Klasyfikację taką przyjmują S. Daka, P. Grzegorzewski, Zarządzanie spółdzielnią, Difin, Warszawa 1990.

8 „Nowiny” PTM pod w/w tytułem, nr 5/2006.

9 S. Thugutt, Spółdzielczość, Glasgow 1944.

10 cyt. wyd., s. 99.

11 j.w.

12 j.w., s. 97.

13 Informacja o wykonaniu podstawowych zadań spółdzielczości mieszkaniowej w 1988, CZSBM 1989, masz. pow., s. 12-14.

14 Sprawozdanie z działalności spółdzielczości mieszkaniowej w roku 1986, CZSBM, 1987.

15 Informacja o wykonaniu..., j.w., s. 13.

16 K. Piasecka (Prezes KSM), wypowiedź w dyskusji na seminarium „Spółdzielnie mieszkaniowe – relikt przeszłości czy szansa na przyszłość?”, „Nowiny” PTM nr 5/2006, s. 54.

17 j.w., s. 54.

18 j.w., s. 55.

19 Z. Gotfalski, Bilans pięćdziesięciolecia (Spółdzielnie, Centralny Związek),w: Spółdzielczość mieszkaniowa w Polsce na przełomie XX i XXI wieku, „Nowiny” , PTM, Warszawa 2008, s. 72.

20 A. Maliszewski, op. cit., s. 11.

21 Wyraźny wpływ miało też liczne grono ludzi nauki współpracujących z Instytutem Gospodarstwa Społecznego, a m.in.: K. Krzeczkowski, L. Landau, E. Strzelecki, T. Sztrum de Strem, S. Rychliński.

22 Blokowiska są OK, „Gazeta Wyborcza”, 18.08.2010.

23 Z. Świtalski, Spółdzielczość mieszkaniowa w Polsce międzywojennej 1918-1939, Warszawa, 1973.

24 Tu warto pokusić się o małą dygresję dotyczącą postaci B. Bieruta. W niektórych opracowaniach dotyczących WSM nazwisko to jest starannie pomijane. Niesłusznie. Człowiek ten był współzałożycielem WSM i członkiem jej pierwszego Zarządu. Jak wspomina S. Tołwiński, B. Bierut był współautorem statutu WSM (ze S. Szwalbe i J. Hemplem); on też uzyskał przydział pierwszej działki budowlanej dla WSM przy projektowanym wówczas placu Wilsona (S. Tołwiński, Wspomnienia 1895-1939, PWN, Warszawa 1970, s. 249-250); uprzednio był pracownikiem Lubelskiej Spółdzielni Spożywców i członkiem Zarządu Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych. S. Szwalbe, którego drogi życiowe przeplatały się z działalnością B. Bieruta wielokrotnie, zarówno w rozmowach, jak i publikacjach podejmował temat charakterystyki B. Bieruta (m.in. S. Szwalbe, Świadectwo czasu, Wyd. Spółdzielcze, Warszawa 1988, s. 323-333) późniejszego pierwszego prezydenta Polski Ludowej. Syntezę tych opinii sprowadzić można do stwierdzenia, iż Bierut, w sposób trudno zrozumiały dla jego byłych współpracowników, zmieniał swoje oblicze – „odsuwa się od dawnych przyjaciół (…) internuje Gomułkę, toleruje nadużycia Urzędu Bezpieczeństwa, aprobuje, on spółdzielca, antyspółdzielcze decyzje (nawet wobec WSM, której był współzałożycielem” (j.w., s. 333). Nie wchodząc w szczegóły można stwierdzić, że B. Bierut spółdzielca, po pobycie w okresie wojny w Związku Radzieckim, stał się innym człowiekiem, co nie zmienia oceny uprzednich dokonań w spółdzielczości.

25 A. Maliszewski, op. cit., s. 62.

26 Patrz m.in.: A. Piechowski, Losy spółdzielni mieszkaniowych w Warszawie w latach okupacji niemieckiej, SIB, Warszawa 1992; H. Trocka, Spółdzielczość polska w kampanii wrześniowej i antyhitlerowskim ruchu oporu na terenie Generalnego Gubernatorstwa, wyd. SP „Spółdzielca”, 2004.

str.



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna