Dowody że wehikuły ufo już od tysiącleci przylatują do nowej zelandii



Pobieranie 0.51 Mb.
Strona7/14
Data09.05.2016
Rozmiar0.51 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   14

Jedną z ciekawostek lądowisk latających klusterów jest, że ich oś centralna zawsze pokrywać się będzie z kierunkiem lotu danych wehikułów. Wynika to z funkcjonalnego podobieństwa tych konfiguracji do "latających pociągów" w których jedna z jednostek pełni funkcję lokomotywy ciągnącej za sobą siłami sprzężeń magnetycznych pozostałe jednostki. Ponieważ lot tak złożonych wehikułów kontrolowany jest komputerowo za pomocą automatycznego pilota, odbywa się on głównie wzdłuż linii prostych. Z kolei oś klustera wskazuje kierunek owej linii lotu, zaś położenie wyłożonych roślinek pod jednostką aktywną zwrot wektora lotu (dla poznania zwrotu tego wektora patrz "zasadę wirującej sfery" opisaną w monografiach [1a] i [1/2], lub punkt 3 z podrozdziału G1.1 niniejszej monografii). Z tego też powodu następne lądowiska tego samego klustera będą się znajdować w linii prostej na przedłużeniu osi głównej danego lądowiska. Aby więc znaleźć jedno z takich następnych lądowisk, wystarczy przeszukać teren w obu kierunkach wskazywanych przez oś główną danego (t.j. już odnalezionego) lądowiska. Zauważ, że zgodnie z opisanymi tutaj mechanizmami różnicowania wyglądów lądowisk UFO (np. związanych ze stopniem ich zagłębienia), następne lądowiska tego samego klustera mogą wyglądać nieco inaczej, aczkolwiek wszystkie wymiary śladów pozostawionych przez poszczególne ich obwody magnetyczne spełniać będą zbiór tych samych związków matematycznych - patrz rysunek H12.

Wyniki zgromadzone w trakcie badań nowozelandzkich lądowisk UFO są zbyt obszerne aby wszystkie ich aspekty zaprezentować w niniejszym krótkim podrozdziale. Jednakże spora ich część została już opublikowana w angielskojęzycznej monografii [1a] autora. Planowane jest też już bliskie wydanie polskojęzycznej monografii naukowej [4] w całości poświęconej opisowi lądowisk UFO. Dlatego tez ci z czytelników którzy zechcą zapoznać się z tym tematem głębiej, powinni w przyszłości przestudiować wspomnianą monografię [4].

Warto tu dodać że w Polsce także wykrywane są liczne lądowiska UFO. Fotografie jednego z lepiej udokumentowanych ich przykładów odkrytych w zbożu przysłał autorowi Pan Aleksander Kaliszan (Nowy Rynek 7A/14, 62-800 Kalisz). Z kolei Pan Mariusz Hołowacz (ul. 23 Marca 91d/57, 81-820 Sopot) opisał mu ich przypadki wykrywane w lasach i nazywane "czarcie koła". Wrocławski Klub Popularyzacji i Badań Magnokraftów/UFO (DDK Psie Pole, Pl. J. Piłsudskiego 2, 51-152 Wrocław) prowadzony przez Pana Ireneusza Hurija między innymi zajmuje się też systematyczną dokumentacją lądowisk UFO z terenu Polski. Zgromadził on dosyć pokaźną ilość fotografii takich lądowisk wykrytych na łąkach nadodrzańskich koło Wrocławia.

Lądowiska UFO są jednym z najpowszechniej dostępnych i trwałych śladów działalności wehikułów okupantów naszej planety. Jak to zostało wykazane w niniejszym podrozdziale, ze śladów tych możliwe jest wyciągnięcie całej gamy wniosków natury technicznej i naukowej dotyczących konstrukcji i działania UFO. Stąd dla badaczy pracujących nad przyszłym opracowaniem ziemskiego odpowiednika UFO (t.j. magnokraftu), a także dla osób wypracowywujących metody naszej walki z kosmicznym okupantem i pasożytem ludzkości, lądowiska tych pozaziemskich obiektów powinny stać się równie ważne jak meteoryty dla astronomów. Czas więc aby spekulacje i ignorancja otaczające owe tajemnicze kręgi pojawiające się na naszych polach zastąpione zostały ich rzeczowymi badaniami i naukową analizą.


H2.3. Substancje porzucane przez UFO


Różnorodne substancje i materiały pozostawiane przez UFO na naszej planecie stanowią niezwykle wartościowe źródło informacji dla naukowych badań tych obiektów. W celu wykorzystania takich materiałów koniecznym jest jednak aby potencjalni badacze i obserwatorzy UFO zaznajomieni byli z faktem istnienia tych substancji oraz z wyjaśnieniem ich pochodzenia i funkcji.

Aby zilustrować jak nieznajomość owych materiałów może przeszkodzić w podjęciu najtrafniejszych decyzji badawczych, warto tu wspomnieć znany przypadek "anielskich włosów" znalezionych na jednym z angielskich kręgów zbożowych. Przypadek ten opisany został na stronie 35 książki [1H2.2]. W 1985 roku Delgado i Andrews badali 16 metrowy krąg zbożowy znajdujący się na Matterly Farm, Gander Down. W pobliżu brzegu tego kręgu znaleźli oni szklistą, białawą, galaretowatą substancję.

Taka właśnie substancja, podobna do ulubionej przez wielu galarety ze "zimnych nóżek", jest dobrze znana UFO-logom. Nazywają ją oni "anielskie włosy" (po angielsku "angel's hair") lub "nieczystości gwiazd" (po angielsku "star jelly", "star slough", "star shot", in Welsh "pwdre ser" - i.e. "the rot of the stars") - patrz książka [1H2.3] "Mysteries of the Unexplained", Reader's Digest, 1982, ISBN 0-949819-35-2, strona 188. (Książka [1H2.3] m.in. opisuje "angel's hair" znalezione dnia 21 stycznia 1803 roku koło Świebodzic na Dolnym Śląsku i raportowane potem w angielskiej publikacji zwanej "Report of the thirteenth meeting of the British Association for the Advancement of Science, 30:62-63, 1860, page 203.) W języku polskim dosyć dokładne opisy "anielskich włosów" zawarte są w następujących publikacjach: (1) artykule [2H2.3] "Anielskie włosy prosto z UFO", Kurier Polski, nr 142, 24-26 lipca 1982 roku, strona 4; lub (2) artykule [3H2.3] "UFO bez tajemnic", Morze i Ziemia (pl. Hołdu Pruskiego 8, 70 550 Szczecin), 30 września 1992, nr 39(512), strona 11.

Teoria Magnokraftu wyjaśnia że "anielskie włosy" używane są przez UFO jako hydrauliczny neutralizator naporu pędników głównych w kompleksach kulistych (patrz część "b" rysunku H3). Kompleksy takie powstają poprzez sprzęgnięcie ze sobą podstawami dwóch spodko-kształtnych wehikułów tego samego typu (patrz #1 na rysunku G5). Po takim sprzęgnięciu, złożone ze sobą wklęśnięcia w podłodze obu statków formują sporą niewypełnioną przestrzeń pojawiającą się w centrum kompleksu kulistego. Na obu końcach tej przestrzeni umieszczone są pędniki główne obu statków zwrócone do siebie przeciwstawnymi biegunami magnetycznymi (N,S). Ponieważ pędniki te muszą przyciągać się nawzajem, powodują one powstanie znacznych sił ściskających podłogi wehikułów. Aby zneutralizować te siły, w pustą przestrzeń pomiędzy podłogami dwóch przywierających do siebie wehikułów wprowadzane są właśnie owe galaretowate "anielskie włosy" - na rysunku H3 (b) oznaczone symbolem "A". Poprzez wypełnienie całej wolnej przestrzeni pomiędzy podłogami, anielskie włosy działają jak białko w jajkach które uniemożliwia zgniecenie cienkiej skorupki równomiernym naciskiem rąk nawet największego atlety (czytelnicy zapewne znają doświadczenie z bezskutecznością zgniatania jajka pomiędzy dwoma splecionymi dłońmi). Oczywiście po rozdzieleniu się obu UFO formujących dany kompleks kulisty, anielskie włosy opadają na ziemię i drzewa. Oblepionym nimi drzewom ich szklisty połysk i ciągliwa konsystencja nadaje wygląd choinek przyozdobionych długimi włosami jakichś nieziemskich istot (z wyglądu takich drzew najprawdopodobniej wywodzi się nazwa "anielskie włosy" dla owej galarety z UFO, a być może także ta sama nazwa dla popularnej ozdoby choinkowej).

Unikalna dla galaretowatych "anielskich włosów" pochodzących z UFO jest ich niezwykła kompozycja chemiczna. Uformowane są one bowiem z łańcuchów borosiloksanowych jakie kopiują organiczną strukturę białka jednakże zamiast z węgla skomponowane są z atomów krzemu. Takiego "krzemowego białka" obecna technologia ziemska nie jest jeszcze w stanie wytworzyć. Stąd gdyby substancja znaleziona na angielskim kręgu zbożowym opisanym na wstępie tego podrozdziału została przebadana chemiczne, wtedy dostarczyłaby ona ważkiego dowodu, że krąg ten posiada związek z technologią chemiczną o poziomie zaawansowania dotychczas jeszcze nieosiągalnym na Ziemi. Niestety, nie wiedząc o znaczeniu i unikalności znalezionej przez siebie galarety, Delgado i Andrew's sprawdzili jedynie jej florę bakteryjną, oczywiście nie znajdując w tej florze nic szczególnego.

* * *


Autor niniejszej monografii wielokrotnie w swoim życiu spotykał się z anielskimi włosami. Poniżej więc przytoczone zostaną jego osobiste refleksje na temat tej niezwykłej substancji.

Pierwsze z tych spotkań miało miejsce jeszcze w czasie uczęszczania do szkoły średniej. Pamiętam je doskonale bowiem wiązało się z nim dosyć niezwykłe opowiadanie jakie długo stanowiło dla mnie zagadkę. Jednego letniego poranka przemierzałem niewielką łączkę w pobliżu swego domu. Szedłem w towarzystwie Wincentego którego szeroka wiedza folklorystyczna była dla mnie źródłem wielu inspiracji i zagadek - np. patrz legendę wspominaną w podrozdziale H2.1.2. Niespodziewanie na ziemi dostrzegłem sporą bryłę szklistej galarety. Wyglądała ona jakby ktoś wyrzucił na trawę bardzo dużą meduzę, albo wiadro "zimnych nóżek" (ale tylko galaretę - t.j. bez kawałków jedzonych zwykle z ta galaretą nóg wieprzowych) których bryłki na brzegach stopniowo zamieniały się w wodę i ulatniały. Spytałem Wincentego: "co to jest". "Aaa" odpowiedział, "to są nieczystości gwiazdy". "W jaki sposób to powstaje" - kontynuowałem wypytywanie. "Kiedy byłem młodym chłopakiem" - Wincenty zaczął swe kolejne niezwykłe opowiadanie, "pilnowałem krów spiących na zboczu jednego wzgórza. Była bezchmurna noc z wieloma gwiazdami. Nagle zauważyłem jak jedna z gwiazd oderwała się od nieboskłonu i zaczęła opadać na Ziemię, rosnąc w wielkości. Osiadła na polance na zboczu przeciwległego wzgórza w miejscu jakie doskonale znałem. Gdy siedziała na ziemi była okrągła, ostro jarząca się zimnym, białym światłem jak Księżyc w pełni, oraz ogromna jak stodoła. Jej światło rozjaśniało się i potem przygasało w rytmie nieco wolniejszym od ludzkiego oddechu, jednocześnie zaś gwiazda wyraźnie poszerzała i kurczyła swoją średnicę. Wyglądało to jakby zajęta była czymś co czyniła z dużym wysiłkiem i trochę przy tym przypominała psa z zatwardzeniem. Po pewnym czasie, kiedy to miałem doskonałą możliwość aby jej się dobrze przyglądnąć, wzleciała ponownie do nieboskłonu i zawisła na swym poprzednim miejscu. Na drugi dzień wcześnie rano poszedłem na miejsce gdzie gwiazda przycupnęła i znalazłem tam ogromną kupę tej właśnie galarety. Wiem więc teraz, że galareta ta jest produkowana kiedy gwiazdom zechce się do toalety i osiadają one na Ziemię aby pozostawić tu swe nieczystości."

Jako licealista zapoznany z najnowszymi naukowymi poglądami zdawałem sobie doskonale sprawę że gwiazdy są "martwymi" ciałami kosmicznymi wielkości naszego Słońca, nie mogą więc osiadać na Ziemi gdy "zechce się im do toalety". Aczkolwiek doskonale znałem prawdomówność Wincentego i byłem niemal pewien że jego opowiadanie nie zawierało nic co nie przydarzyło się naprawdę, na bazie swej ówczesnej wiedzy zmuszony byłem do odrzucenia możliwości iż gwiazda osiadła na Ziemi i znalezienia bardziej "racjonalnego" wytłumaczenia dla tej obserwacji. Wiedziałem że inni ludzie z leniwymi nawykami myślowymi posądzaliby po prostu iż Wincenty nieco się zdrzemnął i załatwiająca się gwiazda mu się przyśniła, jednak ja znałem go zbyt dobrze, a ponadto "kupa galarety" nie mogła powstać w następstwie "snu". Ponieważ sprawa galarety powracała w moim życiu postanowiłem szukać dla niej rozwiązania. Okolice Wszewilek które wówczas zamieszkiwałem są widać miejscem częstych przelotów UFO, bowiem wielokrotnie potem znajdowałem tą substancję na pobliskich polach i łąkach nie mając jeszcze pojęcia skąd się ona bierze. Zwykle napotykane jej bryły były niewielkie - od około 1 litra do maksimum 10 litrów, aczkolwiek w przypadku jej znalezienia zwykle dało się zauważyć wiele takich brył leżących w relatywnie niewielkiej odległości. Pamiętam że po każdym jej napotkaniu oglądałem ją z znacznym zainteresowaniem, bowiem w mojej pamięci ciągle krążyły pytania wzbudzane opowiadaniem Wincentego. Po pewnym czasie wysunąłem sobie roboczą hipotezę, że "galareta" ta produkowana jest najprawdopodobniej przez jakieś bliżej niezidentyfikowane stworzenie, w sposób podobny jak żaby produkują swój skrzek. W hipotezę tą wierzyłem aż do jesieni tuż po obronie swojej pracy doktorskiej.

Jednej pogodnej jesiennej niedzieli w 1974 roku wybrałem się na grzyby autobusem z zakładu moich teściów. Pojechaliśmy w lasy z okolic Świebodzic. Autobus stanął na leśnym dukcie w całkowicie nieznanym mi miejscu, wszyscy więc rozproszyliśmy się po okolicy w poszukiwaniu grzybów. Dla lepszego efektu pozostawiłem teściów w wysokim lesie, sam zaś wybrałem się do pobliskiego młodnika. Kiedy przybyłem na niewielką polankę uwagę moją zwróciła ogromna kupa szklistej galarety. Była to ta sama galareta jaką spotykałem wcześniej. Tym razem jednak jej kupa była wprost ogromna. Miała kształt zaokrąglonej piramidy, podobnej do tej jaką przyjmuje piasek zesypany z wywrotki. Tak na oko jej wysokość wynosiła około trzech metrów. Na powierzchni wyglądała jakby galareta się topiła i stopniowo zamieniała w wodę. Strużki wody rozpływały się też od tej kupy we wszystkich kierunkach. Doznałem wstrząsu. Moja hipoteza o produkowaniu tej galarety przez jakieś żywe stworzenie rozleciała się w proch, bowiem po Ziemi nie chodzi żadne zwierzę które byłoby rozmiarów tej piramidy - nawet słoń posiada znacznie mniejszą objętość. Co więc produkuje tą substancję? Opowiadanie Wincentego ciągle tkwiło w mojej pamięci i w tym momencie byłem nawet skłonny w nie uwierzyć wbrew temu czego nauczono mnie w szkole. Tej niedzieli nie nazbierałem wiele grzybów. Cały czas powracałem do owej polanki, oglądając galaretę po raz któryś tam z rzędu, dłubiąc w niej kijem aby sprawdzić czy nie zawiera jakichś stałych fragmentów, rozgniatając ją w palcach, wąchając, itp. Obserwowałem też innych grzybowiczów z naszego autobusu którzy wielokrotnie przechodzili obok galarety wcale nie odnotowywując jej istnienia. Znane powiedzenie przemykało mi się przez głowę "patrzą jednak nie widzą". Zawiedziony ludzką niespostrzegawczością i brakiem zainteresowania w rzeczach niezwykłych próbowałem nawet zwrócić czyjąś uwagę na tą niezwykłą substancję: "nie jadłbym grzybów z tego miejsca", on odpowiedział - "nie wygląda to zbyt apetycznie", po czym zniknął w okolicznym młodniku ze spojrzeniem skoncentrowanym na ziemi. Na nieszczęście nie miałem ze sobą aparatu fotograficznego ani żadnego naczyńka dla pobrania próbek, zaś galareta ta roztapiała się, zamieniała w wodę i ulatniała tak szybko, że w chwili odjazdu autobusu pozostawało jej już tylko tyle iż z ledwością zapełniłaby wannę z typowej łazienki. Nie było więc sensu aby ponownie do niej powrócić po przybyciu do Wrocławia. Dwadzieścia lat potem doczytałem się w książce [1H2.3] cytowanej powyżej, że okolice Świebodzic są notoryczne ze znajdowania koło nich tej galarety. Widać leżą one na trasie częstych przelotów kulistych kompleksów UFO.

W 1980 roku rozpracowywałem szczegóły budowy i działania magnokraftu. Jak to już wspomniałem uprzednio, dociekłem wówczas w sposób analityczny, że wehikuły te połączone w kuliste kompleksy latające uformują potężne siły przyciągające działające pomiędzy ich pędnikami głównymi. Siły te będą starały się zgnieść kopulaste powłoki obu statków. Aby więc niedopuścić do owego zgniecenia, koniecznym jest wypełnienie wolnej przestrzeni pomiędzy obu statkami substancją podobną do białka z jajka czyli właśnie "anielskimi włosami" - patrz rysunek H3. Substancja ta zabezpieczała będzie powłoki obu statków przed zgnieceniem, podobnie jak białko jajka uniemożliwia zgniecenie jego skorupki. W rok później opracowałem formalny dowód, że "UFO to już zbudowane magnokrafty". Gwiazda z opowiadania Wincentego okazała się więc lądującym UFO, które podczas postoju na Ziemi zgubiło nieco swoich anielskich włosów. W ten sposób jego początkowo zdawałoby się kolidująca z naukowymi poglądami obserwacja znalazła swoje racjonalne wyjaśnienie całkowicie zgodne z rzeczywistością. Obserwacja ta stanowiła też dla mnie ważną lekcję życiową którą możnaby wyrazić następującymi słowami: "jeśli z opowiadań ludowych wyeliminować znaczenie terminologii i skupić się jedynie na znaczeniu opisywanych nimi faktów, wtedy dostarczają one naukowo ważnych informacji o nieznanych nam jeszcze zjawiskach i wydarzeniach".

* * *


Rozszyfrowanie wielu poprzednio niezrozumiałych zagadek związanych z UFO stało się możliwe dzięki rozpracowaniu Teorii Magnokraftu, oraz opracowaniu formalnego dowodu że "UFO to już działające magnokrafty". Niezwykłą cechą magnokraftu jest że nie tylko dostarcza on wyjaśnienia dla zjawisk i znalezisk już poprzednio zaobserwowanych i opisanych w literaturze UFO-logicznej, lecz także wskazuje na istnienie śladów i substancji dotychczas jeszcze nie znanych, lub nie skojarzonych z wehikułami UFO. Klasycznym przykładem takiej zupełnie nowej substancji dotychczas nieznanej badaczom UFO i najpierw postulowanej przez Teorię Magnokraftu zanim została ona znaleziona w terenie, jest węgiel narastający warstwowo na powłoce UFO (po angielsku "onion charcoal"). Poniżej wyjaśniono powstanie i znaczenie tej dotychczas nieznanej formy węgla (patrz "C" na rysunku H3 b).

Ladowiska UFO skrótowo opisywane już były w podrozdziale H2.2. Na dodatek do podanych tam informacji Teoria Magnokraftu sugeruje, że podczas formowania niektórych lądowisk UFO, pozostawiany powinien być na ziemi szczególny rodzaj węgla uwarstwionego którego konstytucja powinna przypominać fragment cebuli. Węgiel taki powinien powstawać podczas poziomych lotów UFO na niewielkich wysokościach. W czasie takich lotów pole magnetyczne wehikułu przechwytuje znajdujące się w powietrzu fragmenty suchej masy organicznej, takie jak źdźbła trawy, liście, kawałki papieru czy gazet, itp. Mechanizm tego wyłapywania masy organicznej wyjaśniono w punkcie #5D9.1 podrozdziału D9.1 monografii [3] i w punkcie #5H9.1 podrozdziału H9.1 monografii [1/2] i [1/3]. Owe przechwytywane fragmenty wymieszane z kurzem przylegają następnie do powłoki wehikułu na wylocie biegunów "N" z jego pędników (najwięcej z nich przylega do wylotu "N" z najsilniejszego pędnika głównego - patrz (M) w części (a) rysunku G2). Po przywarciu do tych wylotów poddane one zostają działaniu niezwykle potężnego, pulsującego pola magnetycznego produkowanego przez dany pędnik. Pole to, jak ogromna kuchenka mikrofalowa, szybko wysusza i zwęgla przywartą do wylotu masę organiczną, sprasowując ją jednocześnie w popękane warstewki jakich krzywizna odzwierciedla kształt skorupy UFO (np. masa organiczna przywarta do półkulistego zaokrąglenia kopuły UFO uzyska kształt czaszowaty). Kiedy więc UFO podczas kolejnego lądowania dotyka ziemi owymi narostami węglowymi (szczególnie tymi zgromadzonymi na wypukłej części czaszy kulistej przy pędniku głównym), fragmenty zwęglonej masy organicznej powinny odpaść od jego powłoki. Osoby badające byłe lądowiska UFO powinny więc znajdować te odłamki zaokrąglonego i uwarstwionego jak cebula węgla zalegające w pobliżu środka niektórych lądowisk. Po znalezieniu węgiel ten powinien wyglądać jak fragment odpadły z zwęglonej cebuli, składający się z łatwo rozdzielających się od siebie czaszowatych warstewek. Przy dotyku czasze te zapewne rozpadną się na pojedyncze płatki.

Przed odpadnięciem od powłoki UFO, warstewka węgla uwarstwionego przylegająca w okolicach wydzielających światło pędników statku nadaje temu wehikułowi unikalnego wyglądu. Wygląd ten przypomina nieco nieregularnie popękaną powierzchnię węża czy wyschniętego błota, tyle że dodatkowo rozświetlaną od spodu pulsowaniami iskier komór oscylacyjnych wehikułu. Dla obserwatorów nieobznajomionych z mechanizmem formowania się i pękania owych naturalnych nalotów węglowych, taka podobna do "wężowej skóry" gorejąca czarna skorupa na powierzchni UFO sprawiała będzie wrażenie oglądania skóry jakiejś żyjącej istoty buchającej ogniem. Nic więc dziwnego iż prawdopodobnie właśnie z powodu tego wyglądu w dawnych czasach UFO nazywane były "smokami" oraz zakwalifikowywane do tej samej kategorii co węże - patrz też opisy z podrozdziału D3. Z kolei niektórzy dzisiejsi obserwatorzy UFO być może również z powodu owego wyglądu sugerują iż wehikuły te rozmnażane i hodowane są jak zwierzęta nie zaś budowane w fabrykach jak maszyny.

Najlepsza prezentacja wyglądu jarzącej się powłoki UFO pokrytej popękanym narostem węgla warstwowego pokazana została w filmie amerykańskim [4H2.3] "Fires in the sky". Ten wysoce ewidencyjny film pokazuje UFO dużego typu, najprawdopodobniej K7, umożliwiając w miarę dokładne jego oględziny zarówno z zewnątrz jak i od środka. Bazuje on na faktycznie zaistniałym uprowadzeniu niejakiego Travis'a Walton, drwala z White Mountains, Arizona, USA, jakie miało miejsce w 1975 roku. W sekwencji filmu, kiedy UFO w pozycji wiszącej zbliża się do Travis'a Walton aby go uprowadzić na swój pokład, dokładnie widoczna jest zwrócona ku ziemi wypukła powłoka kopuły statku pod pędnikiem głównym, której popękany narost z węgla warstwowego rozświetlany jest pulsująco krwistym jarzeniem pędnika głównego. W rezultacie węgiel ten nadaje wehikułowi UFO wygląd jakby brzuszyska jakiegoś opitego krwią i zionącego ogniem stwora.

Aczkolwiek powyższy opis warstewki nalotowej uwarstwionego węgla może wydawać się prosty, wyjaśnienie mechanizmu jego formowania się jest dosyć złożone i wywodzi się ono na teorii zwanej "Konceptem Dipolarnej Grawitacji", częściowo już opisanej w podrozdziale G2.1.1, jednakże wyczerpująco omówionej w rozdziałach D oddzielnych monografii [3], [1/2], i [1/3]. Zgodnie z tym konceptem, nasz wszechświat składa się z dwóch równoległych światów współistniejących w tej samej przestrzeni, a zwanych "naszym światem" i "przeciw-światem". Pierwszy z nich, nasz świat materii, jest dobrze znany ludzkim zmysłom i opisany przez współczesną naukę. Jednakże zmysły i dotychczasowa nauka ignorują istnienie drugiego z tych światów, stąd dotychczas jedynym źródłem naszej wiedzy o przeciw-świecie pozostawała religia. Tymczasem przeciw-świat jest tak samo poznawalny jak nasz świat materialny, tyle tylko że prawa fizykalne w nim rządzące są odwrotnością naszych praw. Jak nasz świat, jest on wypełniony odpowiednimi substancjami, zaś każdy obiekt materialny posiada w nim swój wierny duplikat (jakby "ducha"). Przykładowo na fotografiach Kirlianowskich widać duplikaty przedmiotów z tego przeciw-świata, zaś zjawisko telekinezy polega na zwykłym uchwyceniu i przemieszczeniu duplikatu danego przedmiotu istniejącego w przeciw-świecie, co w konsekwencji wymusza też i przemieszczenie się materialnej części tego przedmiotu następujące w naszym świecie. Koncept Dipolarnej Grawitacji wskazuje nawet jak zbudować urządzenia które pozwolą na techniczne wymuszanie przemieszczeń telekinetycznych (już działające prototypy takich urządzeń opisane zostały w [6], rozdziale C monografii [3], oraz rozdziale K monografii [1/2] i [1/3]).

Koncept Dipolarnej Grawitacji wyjaśnia że każdy magnes (włączając w to pędnik UFO) jest po prostu rodzajem odkurzacza (albo wentylatora lub pompy) który przepompowywuje luźne cząsteczki niewidzialnej i nieważkiej substancji wypełniającej ten drugi przeciw-świat - patrz opisy z podrozdziału D9.1 monografii [3] oraz z podrozdziału H9.1 monografii [1/2] i [1/3]. Owa substancja jest wsysana do każdego magnesu przez jego biegun N, zaś wydmuchiwana przez jego biegun S. Jej cyrkulacja po przeciw-świecie jest zresztą odzwierciedlana w efektach wizualnych wywoływanych przez zorze polarne. Przykładowo zorza polarna oglądana przy biegunie południowym czasami sprawia wrażenie jakby strumienie światła odrywały się od Ziemi i ulatywaly w przestrzeń, natomiast zorza północna niekiedy wygląda jakby fale światła nadlatywały z przestrzeni i opadały na Ziemię. W przypadku niektórych pól magnetycznych przepływ tej substancji może nawet spowodować porywanie i unoszenie cząsteczek materii. Dla przykładu cyrkulacja owej niewidzialnej substancji wokół planety Ziemia przemieszcza cząsteczki ozonu w górnej atmosferze powodując zwiększanie zagęszczenia tego gazu przy biegunie północnym (stąd np. dziura ozonowa w atmosferze Ziemi pojawia się najpierw przy biegunie południowym). Również niezrozumiałe dla współczesnej nauki zgrupowanie masy lądów i kontynentów głównie na półkuli północnej może zostać wyjaśnione niezwykle długotrwałym (t.j. zachodzącym przez miliony lat) działaniem naporu tej cyrkulującej substancji jakie spowodowało stopniowe dryftowanie mas lądów ku północy. Natomiast niezwykła symetria kształtów Arktyki i Antarktydy może zostać objaśniona modelowaniem rozkładu ciśnienia dynamicznego tej substancji przez konfigurację mas kontynentów w skorupie naszej planety.

1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   14


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna