Dr Artur Górski Zmagania z opozycją antykrólewską i próby reform ustrojowych za panowania Jana Kazimierza Wazy



Pobieranie 49.4 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar49.4 Kb.
dr Artur Górski
Zmagania z opozycją antykrólewską i próby reform ustrojowych za panowania Jana Kazimierza Wazy
„Absolutum dominium Jana Kazimierza było obłędne. Od pierwszych dni po sejmie elekcyjnym aż po abdykację ten król usiłował zapanować nad całym społeczeństwem szlacheckim, w tym także i magnaterią, nie opierając się na żadnej warstwie społecznej, tylko na bezwolnej, najzupełniej posłusznej nielicznej grupie wykonawców…” – pisał historyk Adam Kersten1. Choć z jego opinią w pełni zgodzić się nie możemy – król nie dążył do władzy nieograniczonej – to jednak faktem jest, że niemal od pierwszych lat po sejmie elekcyjnym (1648) aż do 1666 r. wytrwale pracował nad reformą ustroju państwowego, która miała doprowadzić do wzmocnienia władzy królewskiej. Na przeszkodzie temu stały zarówno liczne wojny, prowadzone w owym czasie przez Rzeczypospolitą, jak i silna opozycja wewnętrzna, z którą przyszło się królowi zmagać.

Projekty reformy ustroju, które wychodziły od dworu, dotyczyły dwóch zasadniczych kwestii: naprawy sejmu (głównie przez odejście od zasady liberum veto) i ograniczenie negatywnych następstw przyszłej wolnej elekcji (przez wprowadzenie zasady elekcji vivente rege – za życia króla). I na tych dwóch postulatach skupimy się w niniejszym opracowaniu.


Obrona prerogatyw królewskich na sejmach przed Potopem
Zanim zaczęły się prawdziwe zmagania króla i królowej oraz ich stronników o reformę państwa, zmagania tragiczne, bo prowadzone po części z własnym narodem, władca musiał obronić swoje podstawowe, dotychczasowe prerogatywy.

Widownią tych zmagań, walki o prawa i prerogatywy królewskie, był w pierwszej kolejności sejm otwarty 26 stycznia 1652 r. Posłowie, którzy przybyli na obrady sejmu, mieli w większości jasno wytyczony cel wyznaczony przez oligarchów magnackich: ograniczać władzę królewską. Domagano się oddania pod kontrolę izby poselskiej zarówno polityki zagranicznej, spraw skarbowych, a także rozdawnictwa wakansów.

Regaliści postanowili nie tylko bronić prerogatyw dworu, lecz wręcz atakować. W dyskusji, która się wywiązała, poplecznicy dworu otwarcie zarzucili opozycji szlachecko-magnackiej, że wtrąca się do rządów i krępuje ręce władzy wykonawczej. Szlachcie wypominano, że domaga się od króla prowadzenia wojny, a nie uchwala podatków niezbędnych dla powołania i utrzymania odpowiednio silnej armii. Uwaga była celna, bo – jak wiemy – nawet pomimo uchwał sejmowych szlachta kiesy otwierała niechętnie.

Dyskusja z obrad sejmowych bardzo szybko przeniosła się na ulice Warszawy. 6 marca doszło do bójki zwolenników króla z Prus Królewskich z opozycjonistami z Litwy, którzy zaatakowali tych pierwszych. Polała się krew. Wcześniej również zdarzały się podobne awantury, szczególnie po knajpach, ale tym razem sprawa nabrała szczególnie politycznego wymiaru. Regaliści wnieśli sprawę pod obrady sejmu domagając się ukarania winnych, których wina była ewidentna. Dyskusja, miast o odebraniu prerogatyw dworowi, skoncentrowała się na kwestii ukarania winnych napadu. I o to regalistom chodziło. Obrady przeciągały się i choć to był ostatni dzień obrad sejmu, większość antykrólewska nie była zdolna do podjęcia jakiejkolwiek uchwały. W tej sytuacji kanclerz wielki koronny Andrzej Leszczyński wystąpił z wnioskiem o przedłużenie obrad. I wtedy właśnie poseł upicki Władysław Siciński, stronnik zaciekłego przeciwnika Jana Kazimierza, hetmana polnego litewskiego Janusza Radziwiłła, zerwał sejm oświadczając publicznie: „ja nie pozwalam na prolongatę” i opuszczając posiedzenie. Było to zaskoczeniem i dla przeciwników i dla zwolenników dworu. I jedni i drudzy, choć bezradni wobec faktu zerwania sejmu zgodnie z prawem, mieli świadomość, że akt ten śmiały a głupi może być brzemienny w skutkach dla Rzeczypospolitej. Sam Siciński został zgodnie okrzyknięty „wrogiem wewnętrznym”.

Dwa lata później król zdecydował się na nową konfrontację. Sejm zwołany przez niego na 11 lutego 1654 r. stał się widownią niezwykle zażartej walki politycznej. Szlachta przybyła na sejm z projektem odebrania królowi naczelnego dowództwa nad armią. Domagała się, aby król rozdał buławy hetmańskie: koronną i litewską, przeciwnikom dworu. Jan Kazimierz oczywiście nie chciał tego uczynić, choć buław nie obsadzonych długo trzymać nie mógł. Chciał jednak gwarancji, że hetmani spod jego naczelnej władzy nie zostaną wyjęci. Zwolennicy króla zażądali, aby hetmani składali królowi przysięgę przy obejmowaniu tego urzędu. Wcześniej nie było to praktykowane i teraz postulat ten wywołał ostrą polemikę. Ale wobec przeciwników absolutum dominium królewskiego użyto ich własnej broni. Jeden z regalistów, chorąży sochaczewski Brochowski stwierdził: „Jeśli przysięga berło, czemu buława ma być absolutna”. Szeregi opozycji w tej kwestii zaczęły się łamać, ale zdecydowana interwencja przywódców magnackich spowodowała, że postulat ten został odrzucony.

Król nie chciał ustąpić i posłowie opozycji także. Szukano pretekstu do zerwania kolejnego sejmu. I pretekst ten dał regalista Jan Bąkowski, poseł województwa chełmińskiego. Tak mocno bronił prerogatyw królewskich dotyczących rozdawnictwa wakansów, że popadł w konflikt z większą częścią izby. Jego agresywnie antydemokratyczne wywody wywołały gwałtowne wystąpienie przeciwników dworu. Bąkowskiego pozbawiono funkcji poselskiej, a nawet więcej – odebrano mu na zawsze prawo zabierania głosu. I właśnie ta decyzja opozycji stała się formalną przyczyną zerwania sejmu. Za skrzywdzonym posłem opowiedzieli się pozostali regaliści, a jeden z posłów prowincji pruskiej, poseł tczewski Paweł Białobłocki 28 marca obwieścił liberum veto. Tym razem sejm został zerwany przez zwolenników dworu.

Obydwa te sejmy, krwawe powstanie na Ukrainie i wreszcie obce najazdy: moskiewski i szwedzki uświadomiły niektórym mieszkańcom Rzeczypospolitej, że organizm państwowy jest chory i potrzebuje reform. Uzdrowienia wymagał przede wszystkim system parlamentarny, chodziło zwłaszcza o zniesienie destrukcyjnego liberum veto, które niczym złośliwy nowotwór pojawiło się na ciele Rzeczypospolitej.
Próby ograniczenia liberum veto
Już w czasie wojny król przystąpił do opracowywania projektów gruntownej reformy państwa, szukając sprzymierzeńców wśród osób wpływowych w państwie i społeczeństwie. Znajdował ich w pierwszej kolejności w gronie senatorów. Kilku z nich pod koniec 1655 r. jednoznacznie oświadczyło w kwestii liberum veto: „nie chcemy na przyszłość swawoli, lecz wolności, i zniesiemy to stare i zgubne prawo”. Stanowisko to poparł prymas Andrzej Leszczyński, który w liście do króla widział potrzebę ograniczenia złotej wolności szlacheckiej, „żeby ono jedno >>nie pozwalam<< dla jakiejkolwiek czyjej prywaty całych sejmów cum ruina Reipublicae nie rwało”. Nie miejmy jednak złudzeń, prymas Leszczyński nie był zwolennikiem jakichś radykalnych reform, obawiając się nadmiernego wzmocnienia władzy królewskiej w kierunku absolutum dominium. Nie on też stał na czele stronnictwa regalistycznego.

Głową „partii królewskiej” była królowa Ludwika Maria, wychowana w kraju klasycznego absolutyzmu, jakim była Francja. Widziała olbrzymie możliwości rozwoju, a nawet ekspansji terytorialnej dla Rzeczypospolitej, gdyby stała się ona monarchią dziedziczną z silną władzą królewską. Swoje credo polityczne Ludwika Maria wyłożyła jeszcze pod koniec lat czterdziestych, kiedy pisała: „Polska jest niezrównanym królestwem, na którym sami krajowcy się nie znają, a które niweczy wolność ich nie okiełznana porządkiem. Lecz jeśli kiedykolwiek do rządu samowładnego dojdzie, świat cały (Polska – przyp. AG) podbije”2.

Przede wszystkim królowa za swój główny cel postawiła istotne wzmocnienie władzy króla kosztem sejmu. Zapatrzona w ustrojowe wzory francuskie, otoczyła się doradcami Francuzami, z których główną rolę odgrywał sekretarz Pierre Des Noyers. To dzięki jego korespondencji wiemy, jak w pewnym momencie ta reforma miała wyglądać. Otóż planowano ograniczyć władzę sejmu – szlachta mogłaby jedynie „zgłaszać wnioski”, na rzecz władzy senatu, gdzie zasiadali przedstawiciele magnaterii i oczywiście samego króla. Rada senatu pod przewodnictwem monarchy miała stać się sprawnym rządem, w którym obowiązywałaby zasada większości głosów, przy czym pozycja króla byłaby bardzo mocna – jego głos miał ważyć aż dwanaście głosów. Był to projekt mający małe szanse powodzenia, biorąc pod uwagę warunki Polski siedemnastowiecznej, w której konserwatywna na swój sposób szlachta obawiała się zbytnich nowatorów, za jakich uważała przedstawicieli „partii francuskiej” z ich poglądami ustrojowymi i niechęcią do polskiej wolności.

Bardziej realistyczne projekty reform pojawiły się pod koniec 1657 r. w gronie senatorów i dygnitarzy koronnych: kanclerza wielkiego koronnego Stefana Korycińskiego, marszałka nadwornego Łukasza Opalińskiego, wojewody poznańskiego Jana Leszczyńskiego i podkanclerzego koronnego biskupa Andrzeja Trzebickiego. Przygotowali oni projekt uchwały, która miała zostać wniesiona na specjalną konwokację senatorsko-szlachecką, zwołaną do Warszawy w lutym 1658. Dokument ten składał się z dziewięciu punktów, z których pierwszych pięć dotyczyło spraw bieżących, zaś ostatnie cztery reformy ustroju państwa. W punkcie szóstym skrytykowano sposób sejmowania, wskazując na niewydolność parlamentu, czego główną przyczyną było liberum veto. Proponowano przyjęcie zasady głosowania większościowego – uchwały miały być podejmowane większością 2/3 głosów. Jednak nie zdecydowano się na propozycję całkowitego zniesienia liberum veto. Mogło ono być zastosowane wtedy, gdyby chciano przeforsować w sejmie coś wbrew obowiązującemu prawu, szczególnie prawom kardynalnym. Zdaniem Urszuli Augustyniak, projekty te były istotnie konstruktywne3.

W 1660 r. ze środowiska regalistów wyszły dwa ciekawe memoriały polityczne: Uważenie potrzebne do prędkiego zawierania sejmów i Punkta na sejm podane. W pierwszym dokumencie mówi się o potrzebie poważnego ograniczenia liberum veto, a w drugim wręcz o konieczności jego zniesienia. Autorzy z otoczenia króla postawili sprawę jasno, że decydować ma większość 2/3 głosów. „To strictissime chcemy observari (aby dokładnie było przestrzegane – przyp. AG), tak w senacie, jako i w poselskiej izbie, żeby żadnego punktu konkluzja nie stawała pod pretekstem unanimis consensus (powszechnej zgody – przyp. AG)” – pisano w drugim memoriale4.

Podobna krytyka systemu politycznego, opartego na sejmującej szlachcie, pojawia się w Uwagach o stanie Rzeczypospolitej z 1661 r.: „W sejmach daremna nadzieja: te są nie sejmy bowiem, lecz targi albo jarmarki. Nic się na nich nie dzieje, tylko zawziętości czyichkolwiek dopinanie, wymaganie. Nie możeli być dobrym sposobem – to korupcjami, fakcyjami, wsadzaniem jednych na drugich i konfudowaniem dobrych. Daj to, że co dobrego czasem stanie – cóż kiedy egzekucyi nie masz żadnej, cóż kiedy wolno znowuż wolno wszystko per senatus consulta prywatnie zmorzyć i pasować…”5.

Publicystykę polityczną wsparły pisma o. Stanisława Papczyńskiego. Specjalną walkę podejmuje on właśnie z zasadą liberum veto. Jego zdaniem, przy zgodzie senatu, przy przychylnym usposobieniu szlachty wyrywa się jeden zazwyczaj nieuczciwy, wrogi ojczyźnie obywatel i wołając trzy razy owo „nie pozwalam” całe obrady burzy, niwecząc najzbawienniejsze uchwały. „Mamże więc nazwać wolną ciebie, Polsko – pytał Papczyński – której jeden człowiek rozkazuje, kiedy zechce? Czy wolną jesteś ty, którą uciska marnym słowem, kiedy mu się spodoba, jakikolwiek duch niespokojny? Twierdź to, ile tylko razy ci się spodoba, ale świat zaprze ci, żeś wolna… W takim ucisku nikt, wyjąwszy chorego na umyśle, nazwać cię wolną nie może.”6

Mimo zabiegów ludzi dworu na konwokacji 1660 r. i na sejmie w roku kolejnym zablokowano próby naprawy państwa w duchu ograniczenia liberum veto. Był to efekt zgodnej współpracy dyplomaty habsburskiego, posła Franza Paula von Lisoli i rezydenta brandenburskiego Johanna von Hoverbecka. Pieniądze niemieckie, szczodrze rozdawane polskim posłom, uniemożliwiły reformę sejmu Rzeczypospolitej obojga narodów.


Walka o elekcję vivente rege
Wobec niepowodzeń na polu walki z liberum veto Jan Kazimierz, inspirowany przez Ludwikę Marię, podjął starania o przeprowadzenie elekcji vivente rege, czyli obioru następcy jeszcze za swego życia (co jakiś czas król przemyśliwał o abdykacji). Gdyby to się powiodło, uniknięto by anarchii bezkrólewia i kłótni wszystkich ze wszystkimi, a także interwencji obcych dworów, które zawsze ingerowały w sprawy polskie przy okazji elekcji, a także zagwarantowano by ciągłość polityki państwowej.

Ludwika Maria myślała przede wszystkim o kandydacie francuskim. W grę wchodził Henryk Julian de Bourbon książę d’Enghein i oczywiście Ludwik II książę de Condé (Wielki Kondeusz). Jak zauważa autor tekstu pt. Relacyja szwedzkiej wojny z 1662 r., w księciu Andegaweńskim wszystkie przymioty kandydatowi należące się znajdują, a poza tym „od niego żadnej opresyjej nie potrzeba się obawiać, jako od inszego w sąsiedztwie z Polską zostającego”7.

Kandydatura francuska była ściśle związana z planami naprawy ustroju państwa. „Nie ulega wątpliwości – pisał znawca epoki Zbigniew Wójcik – że dzięki reformie systemu elekcyjnego władza królewska zostałaby poważnie wzmocniona, trudno bowiem sobie wyobrazić, by kandydat francuski, którego para królewska i dwór chciały osadzić na tronie polskim, nie przeforsowałby w końcu reform, które uczyniłyby silniejszą pozycję monarchy w państwie. Oczywiście trzeba od razu dodać, że w warunkach polskich nie mogło być mowy o wprowadzeniu w państwie rządów absolutnych na wzór na przykład francuski czy habsburski.”8 Podobnego zdania był Michał Bobrzyński, według którego nie chodziło tylko o ochronę Polski od burz bezkrólewia. „Przeprowadzenie elekcyi za życia panującego króla było usunięciem jednej z najgłówniejszych zasad anarchii, a gdyby się jedna taka próba powiodła, można było bezpiecznie do dalszych się posunąć. Spodziewano się zbrojnego lub słabego oporu, partya francuska była na jego poskromienie przygotowana, a stłumienie buntu mogło się stać właśnie najlepszym punktem wyjścia dla donioślejszych reform.”9

Wydawało się początkowo, że projekty elekcji vivente rege łatwiej uda się przeforsować stronnictwu dworskiemu niż plany ograniczenia, czy wręcz zniesienia zasady liberum veto. Batalię w tej sprawie postanowiono stoczyć na sejmie zwołanym do Warszawy na dzień 2 maja 1661 r. Początki były obiecujące. Pod skryptem popierającym plany przeprowadzenia elekcji za życia króla podpisały się takie znakomitości jak m.in.: kanclerz wielki koronny, biskup Mikołaj Prażmowski, kanclerz wielki litewski Krzysztof Pac, wojewoda poznański Jan Leszczyński, wojewoda ruski Stefan Czarnecki, chorąży koronny Jan Sobieski, a także marszałek wielki i hetman polny koronny Jerzy Lubomirski, niebawem główny przeciwnik dworu. Uznali oni, że trzeba prosić Francję o księcia Andegaweńskiego na sukcesora tronu polskiego, „byle tylko poprzysiągł wolności dochowanie i przyjął te kondycyje, które by mu podane były przy elekcyjej na sejmie”10. Projekt ten poparło także wielu świeckich i duchownych senatorów uznając, że wybranie sukcesora za żywota Króla JMci to najskuteczniejszy sposób poratowania ojczyzny11.

Wreszcie na wspólnej sesji obu izb w dniu 9 lipca zdecydował się wystąpić z przemową Jan Kazimierz, przedstawiając propozycję elekcji vivente rege. Gdyby jego propozycja nie została przyjęta – dowodził król – Rzeczypospolita zostanie rozgrabiona przez sąsiadów przy najbliższej okazji. „Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z nimi języka i Litwę dla siebie przeznaczą; granice Wielkopolski staną otworem dla Brandenburczyka, a przypuszczać należy, iż o całe Prusy certować zechce (…) wreszcie Dom Austriacki, spoglądający łakomie na Kraków, nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy powszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru” – mówił król i zaiste prorocze to były słowa. Jednak nie znalazły posłuchu wśród szlacheckich posłów12.

Ostatecznie jednak klęskę reformy w tamtym okresie przypieczętował bunt wojska. W lipcu zawiązała się konfederacja wojska koronnego pod nazwą Związku Święconego, a niebawem podobna konfederacja na Litwie - Związek Braterski. Wojska koronne i litewskie, podburzone przez warcholskich magnatów, a te ostatnie wręcz przez samego hetmana wielkiego litewskiego Pawła Jana Sapiehę, opowiedziały się za wolnością szlachecką a przeciw reformatorskiej polityce dworu. Szczególnie mocno wystąpiono przeciwko elekcji vivente rege.

Co prawda w odpowiedzi na te działania oddany dworowi wojewoda ruski Stefan Czarnecki utworzył w wojsku Związek Pobożny, popierający plany pary królewskiej, jednak regaliści z dywizji Czarneckiego byli w zdecydowanej mniejszości.

Bunt w wojsku udało się stłumić dopiero w 1663 r., w przeddzień wyprawy Jana Kazimierza na Zadnieprze. Osiemdziesięciu młodszych oficerów, podoficerów i żołnierzy, którzy byli prowodyrami, aresztowano, następnie zaś poddano torturom i co do jednego powieszono na szubienicy. Pozostali konfederacji ukorzyli się przed królem i przeprosili majestat za swoje buntownicze działania, obiecali lojalność i posłuszeństwo. Jednak konsekwencji „politycznych” ich działań nie dało się już naprawić.


Bunty magnackie i przegrana stronnictwa reform
Panowanie Jana Kazimierza Wazy to nie tylko ciągłe zmagania z opozycją sejmową i wojskową. Za panowania tego króla „sojusz opozycji magnackiej i szlachty osiągnął apogeum”13. Jednak posłowie szlacheccy (podobnie jak i zbuntowani żołnierze) przeważnie byli narzędziem w rekach oligarchów, dla których zmagania sejmowe były tylko kolejnym i nawet nie głównym teatrem zmagań z królem i stronnictwem dworskim o wpływy i władzę w państwie. Jak pisał Kersten, gra toczyła się „już nie o hasła i mity, bo demokracja szlachecka w drugiej połowie XVII wieku była tylko mitem. Na polu walki pozostały właściwie dwie siły: dwór królewski i magnateria”14. Konflikt oligarchii magnackiej (wspartej przez znaczną część szlachty) i domu panującego okazał się decydujący.

Pierwszym poważnym cieniem na politykę królewską wobec magnaterii kładzie się konflikt z podkancelrzym Hieronimem Radziejowskim, który długo był zaufanym człowiekiem dworu. Popadł w niełaskę królewską po tym, jak król przejął jego list adresowany do królowej Ludwiki Marii, w którym pisał o „nikczemności królewskiej”. Ale nie tylko list ten spowodował oburzenie króla. Doszły go słuchy o nielojalności, a wręcz o zdradzie podkanclerzego. Król gotów był zapomnieć i wybaczyć temu dygnitarzowi, ale po zwycięskiej bitwie pod Beresteczkiem (30 VI 1651 r.) w ręce królewskie wpadły niezbite dowody na jego udział w spisku, którego celem była detronizacja Jana Kazimierza i osadzenie na tronie polskim księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Monarcha nie miał innego wyjścia, jak postawić renegata przed sądem sejmowym z oskarżeniem o zdradę. Odpowiedzią Radziejowskiego było podburzanie szlachty przeciw królowi.

Sprawa Radziejowskiego trafiła do sądu marszałkowskiego, który rozpatrzył ją sprawnie, wydając na magnackiego warchoła wyrok skazujący za crimen laesae maiestatis (zbrodnię obrazy majestatu) na karę śmierci. 11 marca 1652 r. sąd sejmowy zatwierdził wyrok sądu marszałkowskiego. Odebrano mu wszystkie urzędy i tytuły, skonfiskowano dobra.

Podkanclerzy nie czekał, aż go zaaresztują; uciekł za granicę, najpierw na Śląsk, a następnie do Wiednia. W stolicy cesarstwa prosił Ferdynanda III o 2 tys. żołnierzy, których zamierzał poprowadzić na Rzeczypospolitą. Był przekonany, że jego kondotierska armia pokona wojska królewskie, co spowoduje detronizację Jana Kazimierza. Cesarz jednak potrafił właściwie ocenić absurdalność tej propozycji i nie udzielił wsparcia renegatowi. Dopiero dwór szwedzki przyjął go z otwartymi rękami. Radziejowski powrócił do Polski wraz z najezdną armią szwedzką jako jeden z czołowych zdrajców15.

Po upadku Radziejowskiego na czele opozycji stanął hetman polny litewski książę Janusz Radziwiłł, który był inicjatorem „spisku magnackiego” przeciw królowi. Spisek ten objął cztery domy magnackie: Radziwiłłów na Litwie, Leszczyńskich i Opalińskich w Wielkopolsce oraz Lubomirskich w Małopolsce. Celem spisku była detronizacja Jana Kazimierza. Spiskowcy zwrócili się zdradziecko do księcia Jerzego II Rakoczego, aby ten przysłał 100 tys. dukatów, za które zwerbuje się najemników. W swoim planie spiskowcy przewidzieli, że z chwilą wybuchu działań wojennych (ni mniej ni więcej, tylko wojny domowej), książę Rakoczy wkroczy ze swym wojskiem w granice Rzeczypospolitej i opanuje Kraków. Ponadto Radziwiłł wystąpił do Moskwy i Szwecji o pomoc w rozpętaniu wojny domowej i detronizacji króla, zaś Krzysztof Opaliński zwrócił się „o przyjęcie pod protekcję” do Brandenburgii. Jednym słowem był to plan zamachu stanu przy pomocy obcych pieniędzy i wojsk. I choć w tym kształcie nie doszedł do skutku, podczas Potopu wielu przeciwników dworu poparło szwedzkiego najeźdźcę.

Jak pamiętamy, Jerzy Lubomirski w 1661 r. udzielił swego formalnego poparcia dworowi. Jednak konflikt między królem i jeszcze bardziej nawet królową a Lubomirskim zaczął przybierać na sile, gdy ten „odmienił swoje zdanie” i wystąpił otwarcie przeciwko kandydaturze francuskiej, a także planom elekcji vivente rege. Ludwika Maria już w początkach 1663 r. planowała uwięzienie znienawidzonego magnata, wytoczenie mu procesu przed sądem sejmowym i posłanie na szafot. Ostateczna decyzja w sprawie postawienia marszałka wielkiego koronnego przed sądem sejmowym zapadła w czerwcu 1664 r. 17 sierpnia senat, po zapoznaniu się z dowodami przeciw Lubomirskiemu, zaakceptował konfrontacyjne plany dworu. Oskarżenia były bardzo poważne. Zarzucano marszałkowi buntowanie żołnierzy, wrogą dworowi akcję na sejmach za pieniądze obce i najpoważniejszy zarzut – próbę detronizacji króla, czyli zdradę stanu. Sejmiki przedsejmowe generalnie korzystnie wypadły dla dworu. Jedynie cztery opowiedziały się za Lubomirskim.

Sejm rozpoczął się 18 grudnia 1664 r. Po burzliwej rozprawie wydano wyrok w sądzie sejmowym. Uznano Lubomirskiego winnym zbrodni zdrady stanu i skazano go „na utratę czci, życia i wszystkich dóbr”. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku dumny magnat udał się wraz z rodziną na Śląsk, pod opiekę cesarza. Tu, jakby chcąc dodatkowo udowodnić swoją winę, rozpoczął akcję u dworów wiedeńskiego, berlińskiego i moskiewskiego na szkodę Polski. Kontakty te posiadały wszelkie cechy zdrady stanu.

Książę dążył do otwartej konfrontacji. Infiltrował swoimi agentami szlachtę i wojsko, gdzie znalazł wielu zwolenników. Jak pisał Bobrzyński, „Lubomirski przedstawił się tłumom szlacheckim za ofiarę króla dążącego do absolutyzmu, za obrońcę zagrożonej wolności, a znalazłszy dość ciemnej i dającej się zbałamucić szlachty, zrywał sejm po sejmie i otwartą wojnę z królem rozpoczął”16.

Mimo, że źródłem wojny domowej była dbałość Lubomirskiego o osobiste interesy, jego pycha i duma, nie zmienia to faktu, że rokosz był próbą odpowiedzi na pytanie, jaka ma być Rzeczypospolita – czy państwem z silną władzą wykonawczą, a więc państwem nowoczesnym, czy też państwem ze zdegenerowanym systemem parlamentarnym, bez silnej władzy centralnej. „Chodziło o to – pisał Zbigniew Wójcik – żeby w dziedzinie ustroju państwowego Rzeczpospolita przestała być pięknym, ale anachronicznym wyjątkiem w Europie”17.

Nie miejsce tu, by opisywać kolejne działania wojenne. Faktem jest, że regaliści nie byli w stanie pokonać rokoszan i pomyślnie zakończyć wojny domowej. Nawet Jan Sobieski, wiernie królowi służący, nie pokazał jeszcze całego swego talentu dowódcy. Ostatecznie, walna bitwa pod Mątwami, która miała miejsce w dniu 13 lipca 1666 r., zakończyła się klęską wojsk królewskich. 31 lipca podpisano ugodę w Łęgonicach. Król musiał zrzec się raz na zawsze planów elekcji vivente rege i przyrzec zbuntowanym żołnierzom wypłatę żołdu oraz amnestię. Natomiast Lubomirski przeprosił króla za bunt i zobowiązał się na zawsze opuścić Rzeczypospolitą. 8 sierpnia zwycięski rokoszanin wyjechał na Śląsk i osiadł we Wrocławiu, gdzie kilka miesięcy później swój żywot zakończył.

Wojna domowa w Polsce w latach 1665-1666 to wielka przegrana batalia o naprawę Rzeczypospolitej. Jak pisał Władysław Konopczyński: „Pod Mątwami przepadł nie tylko plan elekcji Engheima, tam zginął cały prąd ożywczy, jaki od lat dziesięciu zdawał się zwiastować odnowę ustroju społeczno-politycznego”18. Wtórował mu Zbigniew Wójcik: „Jesteśmy głęboko przekonani, że klęska dworskiego obozu reformy w połowie XVII wieku to równoważnik niejednej wielkiej klęski militarnej, to jedno z zasadniczych ogniw w łańcuchu przyczyn upadku potęgi i znaczenia Rzeczypospolitej.”19

Tak było istotnie – klęska króla i obozu reform oznaczała jeszcze większe osłabienie władzy monarszej i całego państwa. Jak pisał Feliks Koneczny, „król ten gorąco Polskę kochał i szczerze pragnęła jej dobra; ale nie po polsku rozumował i dlatego Polsce nie tylko nie pomógł, lecz zaszkodził, a władzę królewską najbardziej osłabił”20. Autorytet władzy królewskiej został podważony w sposób nieodwracalny21. Jan Kazimierz abdykował dwa lata później.


dr Artur Górski
Niniejszy tekst ukazał się w kwartalniku „Pro Fide, Rege et Lege” nr 1(51) z 2005 r.

1 Cyt. za: Z. Wójcik, Jan Kazimierz Waza, Wrocław 1997, s. 84; A. Kersten, Problemy władzy w Rzeczypospolitej czasu Wazów, w: O naprawę Rzeczypospolitej XVII-XVIII. Prace ofiarowane Władysławowi Czaplińskiemu w 60 rocznicę urodzin, Warszawa 1965.

2 Pogłębiony rys psychologiczny królowej dała Zofia Libiszowska w wyśmienitej swej pracy pt. Królowa Maria Ludwika, Warszawa 1987.

3 Por. U. Augustyniak, Wazowie i „królowie rodacy”, Warszawa 1999, s. 219.

4 Szeroki obraz ówczesnych polemik ideowych w pismach ulotnych dała S. Ochmann-Staniszewska w eseju pt. Publicystyka polityczna w czasach panowania Jana Kazimierza. Uwagi na marginesie edycji pism politycznych z lat 1648-1668, w: Studia z dziejów Rzeczypospolitej Szlacheckiej, Wrocław 1988.

5 Cyt. za: T. Wąsowicz (red.), Pisma polityczne z czasów panowania Jana Kazimierza Wazy, t. II, 1661-1664, Warszawa 1990, s. 49.

6 Cyt. za: E. Jarra, Historia polskiej filozofii politycznej, Londyn 1968, s. 207.

7 Cyt. za: T. Wąsowicz (red.), Pisma polityczne…, s. 123.

8 Z. Wójcik, dz. cyt., s. 139.

9 M. Bobrzyński, Dzieje Polski, Kraków 1881, s. 235.

10 Cyt. za: T. Wąsowicz (red.), Pisma polityczne…, s. 125.

11 Por. Tamże, s. 127.

12 Zdecydowany opór społeczeństwa szlacheckiego przeciwko dążeniom dynastycznym Wazów, przeciwko próbie naprawy Rzeczypospolitej, pchnął dwór polski do szukania poparcia u obcych. Szukano przede wszystkim pomocy u Francuzów i Szwedów, u Kozaków i Tatarów, wszędzie bez konkretnego rezultatu. Tylko z Francji otrzymano zapewnienia pomocy finansowej.

13 U. Augustyniak, dz. cyt., s. 214.

14 A. Kersten, Posłowie do „Sprawy Lubomirskiego”, w: W. Czermak, Ostatnie lata Jana Kazimierza, Warszawa 1977, s. 224.

15 O buncie Radziejowskiego najpełniej pisał A. Kersten w książce pt. Hieronim Radziejowski. Studium władzy i opozycji, Warszawa 1988.

16 M. Bobrzyński, dz. cyt., s. 236.

17 Z. Wójcik, Jan Sobieski, PIW, Warszawa 1983, s. 92.

18 W. Konopczyński, Dzieje Polski Nowożytnej, Warszawa 1936, t. II, s. 57.

19 Z. Wójcik, Traktat andruszowski 1667 roku i jego geneza, Warszawa 1959, s. 13.

20 F. Koneczny, Dzieje Polski, Komorów 1997, s. 157.

21 Por. M. Tymowski, J. Kieniewicz, J. Holzer, Historia Polski, Wrocław 1988, s. 168.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna