Dzieje duszy Św. Teresa od Dzieciątka Jezus



Pobieranie 78.14 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar78.14 Kb.
Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział I

Wczesne dzieciństwo

Miłosierdzie Boże i tajemnica wybrania. Miłość dla rodziców i sióstr. Wizyta w Mans. Charakter Teresy. Przyjaźń z Celinką. Sen o diabełkach. Słoneczne lata.

Zdaje mi się, że gdyby kwiatek potrafił mówić, powiedziałby po prostu, co dobry Bóg uczynił dla niego, bez chęci ukrywania Jego dobrodziejstw. Nie mówiłby - pod pozorem fałszywej pokory - że jest pozbawiony uroku i woni, że słońce zniszczyło jego wspaniałość a burze złamały łodygę, będąc jednocześnie przekonanym, że jest wręcz przeciwnie. Kwiat, który zaczyna opowiadać swoje dzieje, cieszy się, że może mówić o przywilejach darmo otrzymanych od Jezusa, bo wie, że nic w nim nie było takiego, co mogłoby ściągnąć na niego Boskie wejrzenie i że jedynie miłosierdzie Boże sprawiło to wszystko, co jest w nim dobrego... to Jezus sprawił, że wyrósł on na ziemi świętej i do głębi przesiąkniętej wonią dziewictwa. To Jezus .sprawił, że poprzedziło go osiem Lilii lśniących bielą. W swej miłości chciał On zabezpieczyć mały kwiatek przed zatrutym tchnieniem świata; zaledwie bowiem korona jego zaczęła się rozchylać, Boski Zbawiciel przesadził go na górę Karmelu (7), gdzie już dwie Lilie, które go w wiośnie życia słodko otaczały i kołysały, wydawały swą miłą woń...

Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział III

Nauka u Benedyktynek

Dziecięce zabawy. Pierwsza Komunia święta Celinki. Paulinka wstępuje do Karmelu. Teresa zapada na zdrowiu. Obłóczyny Paulinki. Tajemnicza choroba. Uśmiech Najświętszej Panny.

Jak już wspomniałam Maria odgadła, że Najśw. Panna obdarzyła mnie jakąś tajemniczą łaską, toteż kiedyśmy zostały same, zapytała mnie, co widziałam. Nie byłam w stanie oprzeć się tak serdecznym i tak naglącym pytaniom; dziwiąc się, że moja tajemnica została odkryta, mimo że jej sama nie ujawniłam, zwierzyłam się mojej drogiej Marii ze wszystkiego... Niestety, przeczucie nie myliło mnie; moje szczęście znikło i ustąpiło miejsca goryczy; przez cztery lata wspomnienie cudownej łaski, którą otrzymałam, było dla mojej duszy prawdziwą udręką; szczęście moje miałam odnaleźć dopiero u stóp Matki Bożej Zwycięskiej (22), a wtedy zostało mi zwrócone w całej pełni... O tej drugiej łasce Najświętszej Panny opowiem później... Obecnie, moja droga Matko, trzeba mi opowiedzieć, jak to moja radość zmieniła się w smutek. Maria wysłuchawszy mego naiwnego i szczerego opowiadania o "małej łasce" poprosiła o pozwolenie powtórzenia tego w Karmelu, a ja nie mogłam się sprzeciwić... Podczas pierwszej wizyty w mym drogim Karmelu rozradowałam się na widok mej drogiej Pauliny w habicie Najświętszej Panny; były to chwile bardzo słodkie dla nas obu... Tyle rzeczy miałyśmy sobie do powiedzenia, a ja nie byłam w stanie wypowiedzieć tego wszystkiego, co przepełniało mi serce... Dobra Matka M. od św. Gonzagi również tam była, dając mi niezliczone dowody miłości; widziałam też inne siostry i w ich obecności pytano mnie o łaskę, którą otrzymałam, prosząc, abym powiedziała, czy Najśw. Panna miała na ręku maleńkiego Jezusa, czy było dużo światła itd. Wszystkie te pytania zaniepokoiły mnie i sprawiły mi przykrość; mogłam powiedzieć tylko jedno: "Najświętsza Panna wydała mi się bardzo piękną... i widziałam, jak się do mnie uśmiechnęła". Uderzyła mnie jedynie Jej postać; widząc więc, że karmelitanki spodziewały się czegoś innego (już wcześniej zaczęły się udręki dotyczące powodu mej choroby), wyobraziłam sobie, że skłamałam... Gdybym zachowała moją tajemnicę, zachowałabym na pewno i moje szczęście, ale Najśw. Panna zezwoliła na to udręczenie dla dobra mojej duszy; być może, że bez niego przychodziłyby mi myśli pełne próżności, tymczasem moim udziałem stała się pokora; nie mogłam patrzeć na siebie bez głębokiego obrzydzenia... Do jakiego stopnia cierpiałam, o tym będę mogła powiedzieć dopiero w Niebie...

Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział IV

W promieniach Eucharystii

Obrazki i książki. Pragnienie świętości. Gorliwe przygotowanie. Pierwsza Komunia św. i oddanie się Matce Bożej. Bierzmowanie. Życie Teresy w opactwie. Przypowieść o troskliwym ojcu. Choroba skrupułów i opuszczenie pensjonatu - lekcje prywatne. Teresa zaliczona do Dzieci Maryi. Pobyt w Trouville. Jak wyglądał pokój Teresy. Rozłąka z Marynią. Uwolnienie od skrupułów.

W mej głębokiej pokorze na to tylko czekałam; powstawszy śmiało, powiedziałam bez jednego błędu to, o co byłam zapytana, ku zdziwieniu wszystkich... Po pierwszej Komunii św. mój zapał do nauki katechizmu trwał aż do chwili opuszczenia pensjonatu. Nauka szła mi dobrze, niemal zawsze byłam w niej pierwsza; największe osiągnięcia miałam w dziedzinie historii i stylu. W opinii wszystkich nauczycielek uchodziłam za uczennicę bardzo inteligentną, inaczej niż u Wuja, który uważał mnie za małą ignorantkę, dobrą i miłą, posiadającą zdrowy rozsądek, ale niezdolną i niezgrabną... Nie dziwiła mnie ta opinia, jaką mieli o mnie Wujostwo, i jaką zapewne do dziś mają; będąc bardzo nieśmiałą, prawie nieustannie milczałam; kiedy pisałam, te moje gryzmoły i ortografia więcej niż prymitywna, nie mogły nikogo oczarować... Inne prace, jak szycie i haft, szły mi - zdaniem nauczycielek - co prawda dobrze, ale niezgrabny i niezręczny sposób trzymania roboty usprawiedliwiał mało korzystną opinię, jaką o mnie miano. I to właśnie uważam za 38 r. łaskę. Dobry Bóg, pragnąc mego serca wyłącznie dla Siebie, wysłuchał już mojej modlitwy "Zamienia jąć mi w gorycz pociechy ziemi" (23). Potrzebne mi to było tym więcej, że nie byłam nieczuła na pochwały. Często chwalono przy mnie inteligencję innych, ale mojej nigdy, wywnioskowałam więc z tego, że jej nie posiadam i pogodziłam się z tym...

Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział VIII

Na drogach miłości

Profesja i welacja. Cnoty i śmierć m. Genowefy. Epidemia grypy. Matka Agnieszka na przełożeństwie. Rekolekcje pod znakiem ufności. Śmierć ojca. Wstąpienie Celinki. Ofiara Miłości miłosiernej.

Wreszcie nadszedł piękny dzień mych zaślubin (3). On sam był bezchmurny, ale w przeddzień podniosła się w mojej duszy zawierucha, jakiej dotąd nie przechodziłam. Dotychczas nigdy nie przyszła mi na myśl żadna wątpliwość co do mego powołania; trzeba było, abym przeszła i przez tę próbę. Wieczorem po jutrzni, kiedy odprawiałam Drogę Krzyżową, powołanie moje wydało mi się urojeniem i mrzonką... Dostrzegałam całe piękno życia w Karmelu, mimo to szatan wzbudził we mnie pewność, że ono nie jest dla mnie, że oszukuję przełożonych postępując drogą, na którą nie jestem powołana... Ciemności stały się tak wielkie, że widziałam i rozumiałam już tylko to jedno: ja nie mam powołania!... Ach! jakże zdołam wyrazić udrękę mej duszy?... Zdawało mi się (myśl niedorzeczna, która dowodzi, że była to pokusa szatańska), że jeśli wyznam swoje obawy mistrzyni, nie dopuści mnie ona do złożenia Świętych Ślubów; jednakże wolałam spełnić wolę Bożą i wrócić do świata, aniżeli pozostać w Karmelu, czyniąc moją własną. Wywołałam więc swoją mistrzynię i z głębokim zawstydzeniem przedstawiłam jej smutny stan mojej duszy... Na szczęście widziała go jaśniej ode mnie i uspokoiła mnie zupełnie; zresztą spełniony przeze mnie akt pokory spowodował ucieczkę szatana, który być może spodziewał się, że nie odważę się wyznać mej pokusy. Moje wątpliwości znikły w momencie, gdy skończyłam mówić. Kiedy zaś, chcąc dopełnić mego aktu upokorzenia, wyznałam jeszcze moją dziwną pokusę naszej Matce, ona jedynie śmiała się ze mnie.

Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział IX

W sercu Kościoła... 
List do siostry Marii od Najświętszego Serca

Mądrość miłości. Pocieszający sen. Bezkresne pragnienia. Powołaniem moim jest miłość. Mały ptaszek. Boski Orzeł. Legion dusz małych.

Czuję w sobie powołanie KAPŁANA; z jaką miłością, o Jezu, piastowałabym Cię w mych rękach w chwili, gdy na moje słowo zstępowałbyś z Nieba!... Z jaką miłością dawałabym Cię duszom!... Ale cóż! pragnąc zostać Kapłanem, podziwiam równocześnie pokorę św. Franciszka z Asyżu i czuję powołanie, by naśladować go w odrzuceniu wzniosłej godności Kapłaństwa.

O Jezu! moja miłości, moje życie... Jakże połączyć te sprzeczności? Jak zrealizować pragnienia mojej biednej małej duszy?



Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział X

Przez noc wiary 
Adresowany do Matki Marii od św. Gonzagi

Stosunek do m. Marii od św. Gonzagi. Winda niebieska. Misja w nowicjacie. Pierwsze wezwanie na wieczne gody. Stół grzeszników. Duchowe ciemności. Powołanie misyjne. Prawdziwa miłość bliźniego. Wielkie zwycięstwo. Dezerter. Wyrzec się swoich praw aż do ostatka. "Praktykuję to, o czym piszę".

Matko ukochana, nie obawiałaś się powiedzieć mi pewnego dnia, że Dobry Bóg oświeca moją duszę, dając mi doświadczenie długich lat... O Matko! jestem zbyt małą, by być dzisiaj próżną, zbyt małą również, by pięknymi słowami zaprzeczać i przez to przekonywać Cię, że jestem bardzo pokorna, wolę raczej przyznać z prostotą, że Wszechmocny uczynił wielkie rzeczy w duszy dziecka swojej boskiej Matki, a największą z nich jest to, że okazał mu jego maleńkość, jego niemoc. Matko droga, Ty wiesz doskonale, że Dobry Bóg pozwolił mojej duszy przejść przez najrozmaitsze doświadczenia; wiele już na ziemi wycierpiałam. W dzieciństwie cierpiałam ze smutkiem, dziś zupełnie inaczej, bo w radości i pokoju; pośród cierpienia cieszę się prawdziwym szczęściem. Matko moja! Trzeba Ci poznać wszystkie tajemnice mej duszy, abyś się nie uśmiechała przy czytaniu tych słów, bo czyż na pozór znajduje się dusza mniej ode mnie doświadczana? Jakżeż by się jednak zdziwiono na widok męczeństwa, które od roku przechodzę... (18)

Ach! Panie, ja wiem, że Ty nie nakazujesz rzeczy niemożliwych, znasz lepiej ode mnie moją słabość, moją niedoskonałość, wiesz dobrze, że nigdy nie mogłabym kochać mych sióstr tak, jak Ty je kochasz, jeżeli Ty sam, o mój Jezu, nie będziesz ich kochał we mnie. Chcąc mi udzielić tej łaski, dałeś przykazanie nowe. O! jakże jest mi ono drogie, ponieważ daje mi pewność, że chcesz kochać we mnie tych wszystkich, których rozkazałeś mi miłować...

O tak, czuję to, że kiedy jestem miłosierna, wtedy Jezus sam działa we mnie; im mocniej jestem z Nim zjednoczona, tym bardziej kocham wszystkie moje siostry. Kiedy chcę spotęgować w sobie tę miłość, a szatan usiłuje podsunąć mi przed oczy duszy błędy tej lub tamtej siostry, dla mnie mniej sympatycznej, spieszę, by wynaleźć jej cnoty i dobre pragnienia; mówię sobie, że zobaczyłam tylko jeden jej upadek, a może odniosła ona wiele zwycięstw, które przez pokorę ukryła i że to, co zdaje się być błędem, może ze względu na intencje być aktem cnoty. Nietrudno mi siebie o tym przekonać, bo sama na sobie doświadczyłam, jak to nigdy nie można sądzić. - Było to podczas rekreacji; siostra kołowa zadzwoniła dwa razy; trzeba było otworzyć bramę klauzurową robotnikom, którzy mieli wnieść drzewka przeznaczone do żłóbka. Rekreacja nie była wesoła, bo nie było Ciebie, moja droga Matko, toteż pomyślałam, że jeśli mnie zawołają do pomocy (38), będę bardzo zadowolona; właśnie matka Podprzeorysza powiedziała, bym poszła usłużyć ja albo siostra, która była koło mnie; natychmiast zaczęłam zdejmować fartuszek, ale dosyć spokojnie, aby moja towarzyszka mogła mnie w tym uprzedzić, sądziłam bowiem, że będzie jej miło pójść pomóc. Siostra zastępująca szafarkę z uśmiechem patrzyła na nas i widząc, że wstałam ostatnia, powiedziała do mnie: "AXch! dobrze wiedziałam, że nie przydasz tej perły do swej niebieskie) korony; zbyt wolno zabierałaś się do tego..."

Wspomniałam, że Jezus nie chce, bym się upominała o to, co do mnie należy; to zdaje się być łatwe i naturalne, ponieważ nie posiadam niczego. Dóbr ziemskich wyrzekłam się ślubem ubóstwa; nie mam więc prawa skarżyć się, że zabrano mi rzecz, która do unie nie należy, przeciwnie, powinnam cieszyć się, gdy danym mi jest odczuwać ubóstwo. Niegdyś zdawało mi się, że nie dbam o nic, ale odkąd zrozumiałam słowa Jezusa, spostrzegłam, że w różnych okazjach jestem bardzo niedoskonała. Na przykład: wiem doskonale, że przy pracy malarskiej nic nie jest moje; niemniej jednak, kiedy zabierając się do pracy znajduję pędzla i farby w nieporządku, jeśli gdzieś znikła linijka lub ołówek, cierpliwość dochodzi do kresu i muszę zebrać całą odwagę, nie upominać się z goryczą o brakujące przedmioty. Bardzo często jesteśmy zmuszeni prosić o rzeczy konieczne, jeśli to jednak czynimy z pokorą, nie przekraczamy przykazania Jezusa, przeciwnie, postępujemy jak ubodzy, którzy wyciągają rękę, aby otrzymać to, co jest im niezbędne; nie dziwią się oni, jeśli ich prośba zostanie odrzucona, bo od nikogo nic się im nie należy. Ach! Jakiż pokój zalewa duszę, gdy wznosi się ponad uczucia naturalne... Nie, nic nie da się porównać z radością, jakiej kosztuje prawdziwie ubogi w duchu. Jeśli prosi z oderwaniem o rzecz konieczną i gdy nie tylko mu jej odmówią, ale jeszcze usiłują zabrać mu to, co posiada, idzie wówczas za radą Jezusa: "Temu, który chce prawować się z tobą i twoją suknię wziąć, oddaj i płaszcz" (53).



Dzieje duszy 
Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (Teresa Martin)

Rozdział XI

Nowe przykazanie

Miłość bliźniego a duchowe ubóstwo. Mały pędzelek. Nadprzyrodzona pedagogia Teresy. Zwycięstwo przez modlitwę i ofiarę. Czym jest dla Teresy modlitwa. Pochwały i upokorzenia. Znosić wady bliźniego. Siostra od św. Piotra. Dwaj bracia misjonarze. "Pociągnij mnie..."

Nie gardzę głębokimi myślami, które karmią duszę i łączą ją z Bogiem, ale dawno już zrozumiałam, że nie trzeba na nich zbytnio polegać i zakładać doskonałości na otrzymywaniu wielkiej ilości świateł. Najpiękniejsze myśli są niczym bez uczynków. To prawda, że mogą one być bardzo pożyteczne dla innych, dla tych, którzy okazują Panu Bogu pokorną wdzięczność za to, że pozwala im uczestniczyć w uczcie duszy, którą spodobało Mu się wzbogacić łaskami; jeżeli jednak ta dusza lubuje się w swoich pięknych myślach i zanosi modlitwę faryzeusza, staje się podobna do kogoś, kto umiera z głodu, siedząc przy suto zastawionym stole, podczas gdy jego goście korzystają obficie z uczty i raz po raz rzucają zazdrosne spojrzenia na posiadacza tych skarbów. Ach! jak to dobrze, że chociaż Bóg jeden zna głębiny serc... jakże powierzchowne są sądy stworzeń!... Kiedy widzą duszę obdarzoną większym światłem, natychmiast wnioskują, że są mniej niż ona przez Jezusa miłowane, a zatem nie są powołane do takiej świętości jak ona. - Odkąd to Pan nie ma już prawa posługiwać się jednym ze swych stworzeń w celu rozdawania umiłowanym przez siebie dzieciom niezbędnego im pożywienia? W czasach Faraona Pan miał jeszcze to prawo, bo w Piśmie św. zwrócił się do tego władcy: "Wyniosłem cię bardzo głównie dlatego, aby zajaśniała nad tobą MOJA MOC, oby imię moje opowiadane było po całej ziemi (3). Wieki przeminęły, odkąd Najwyższy wypowiedział te słowa, a jego postępowanie nie zmieniło się, zawsze używa swych stworzeń jako narzędzi dla dopełnienia w duszach swego dzieła.

Pewnego dnia, zastanawiając się nad udzielonym nam pozwoleniem rozmawiania ze sobą: by zapalać się nawzajem większą miłością naszego Oblubieńca - jak mówią nasze św. Konstytucje - pomyślałam ze smutkiem, że nasze rozmowy mijają się z celem; tak więc Dobry Bóg dał mi poznać, że chwila nadeszła, że trzeba albo bez obawy powiedzieć wszystko, albo zaprzestać tych rozmów, które przypominają raczej rozmowy dwóch światowych przyjaciółek. Była to sobota; nazajutrz w czasie swego dziękczynienia błagałam Pana Boga, by włożył w moje usta słowa łagodne i przekonywające, albo raczej, Sam mówił przeze mnie. Jezus wysłuchał mej prośby i pozwolił, że wynik przeszedł moje oczekiwanie, ponieważ Ci, którzy zwracają swoje spojrzenie na Niego, będą wysłuchani (Ps 33) (5) i Dla tych, którzy mają serce prawe, w ciemnościach wzeszła światłość (6). Pierwsze słowa odnoszą się do mnie, drugie do mej towarzyszki, która istotnie miała serce prawe... Spotkałyśmy się o oznaczonej godzinie; biedna siostrzyczka rzuciwszy na mnie wzrokiem natychmiast spostrzegła, że już nie jestem tą samą. Rumieniąc się usiadła koło mnie, a ja tuląc jej głowę do swego serca, powiedziałam jej przez łzy wszystko, co o niej myślę, ale w słowach tak serdecznych, okazując jej tak wiele uczucia, że wkrótce jej łzy zmieszały się z moimi. Przyznała z wielką pokorą, że wszystko, co jej powiedziałam, było prawdziwe, obiecała zacząć nowe życie i prosiła mnie jak o łaskę, bym jej zawsze zwracała uwagę, kiedy pobłądzi. Wreszcie w chwili naszego rozejścia się nasze wzajemne uczucie stało się całkowicie duchowe, nie pozostało już w nim nic ludzkiego (7). Ziściło się w nas zdanie Pisma św.: "Brat, który bywa wspierany przez brata, jest jak miasto umocnione"(8).

"Dusze ludzkie różnią się między sobą o wiele bardziej niż ludzkie twarze". Jest istotnie rzeczą niemożliwą postępować z wszystkimi w ten sam sposób. Wobec jednych czuję, że winnam stać się maleńką, nie lękać się samoupokorzenia przez wyznanie własnych walk i porażek. Moje siostrzyczki widząc, że mam te same co one słabości, wyjawiają mi z kolei błędy, które sobie wyrzucają, i cieszą się, że znam je z własnego doświadczenia. Z innymi znów przeciwnie, widzę, że dla ich dobra muszę się uzbroić w wielką stanowczość i nigdy nie cofać tego, co raz powiedziałam. Tutaj uniżenie się byłoby objawem nie pokory, ale słabości. Z łaski Bożej nie lękam się walki; pragnę za wszelką cenę spełnić swój obowiązek. Nieraz słyszałam: "Jeśli chcesz cokolwiek ze mnie zrobić, to tylko miłością; siłą niczego nie dokażesz". Wiem, że nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie, a dziecko, któremu lekarz ma zrobić bolesną operację, nie omieszka głośno krzyczeć i wołać, że lekarstwo jest gorsze od samej choroby; po kilku miesiącach jednak, kiedy już wyzdrowieje, jest szczęśliwe, że może bawić się i biegać. Podobnie dzieje się z duszami; wkrótce i one rozumieją, że odrobina goryczy jest lepsza od pociech i nie obawiają się tego uznać. Kilkakrotnie nie mogłam powstrzymać się od wewnętrznego uśmiechu na widok zmiany, jaka zaszła z dnia na dzień; to jest wprost cudowne... Przychodzą, by mi powiedzieć: "Miałaś wczoraj rację, że byłaś surowa, zrazu oburzyło mnie to, ale potem zastanowiłam się i widzę, że postąpiłaś bardzo sprawiedliwie... Posłuchaj: wychodząc pomyślałam, że wszystko skończone; mówiłam sobie: pójdę do naszej Matki i powiem jej, że nie chcę już chodzić do S. T. od Dz. Jezus. Czułam jednak że podsuwa mi to szatan, a potem zdawało mi się, że siostra modli się za mnie, uspokoiłam się więc i zajaśniało mi światło, ale teraz trzeba, byś mnie oświeciła do reszty, i po to tu przyszłam". Rozmowa nawiązuje się bardzo szybko, jestem bardzo szczęśliwa, że mogę pójść za porywem serca, nie używając żadnego gorzkiego słowa. Tak, ale... szybko spostrzegam, że nie trzeba się zbyt spieszyć, jedno słowo może zniszczyć piękną budowlę wzniesioną wśród łez. Jeżeli na nieszczęście powiem jedno słowo, które zda się łagodzić to, co w przeddzień powiedziałam, widzę, że moja siostrzyczka próbuje uchwycić się tego jak deski ratunku, więc krótko modlę się wewnętrznie i prawda odnosi zwycięstwo. O! to modlitwa i ofiara stanowią całą moją siłę, one są tą niewidzialną bronią, którą mi dał Jezus, one - często tego doświadczyłam - o wiele lepiej niż słowa potrafią wzruszyć dusze. Jedno z tych doświadczeń wywarło na mnie słodkie i głębokie wrażenie.

Dowiedziawszy się o twojej decyzji, ja z kolei przekonałam się, że tego chce Jezus i powiedziałam do S. Marii od Trójcy Św.: "Weźmy się zatem do dzieła i módlmy się wiele! Jaka to będzie radość, jeżeli do końca postu zostaniemy wysłuchane!... O! jak nieskończone jest miłosierdzie Pana, który zechciał wysłuchać modlitwy swych dzieci... Pod koniec postu jedna dusza więcej poświęciła się Jezusowi. Był to prawdziwy cud łaski, cud wyproszony gorliwością pokornej nowicjuszki!

Przypominam sobie pewien akt miłości bliźniego, do którego Dobry Bóg dał mi natchnienie, kiedy byłam jeszcze nowicjuszką. Był to drobiazg, mimo to nasz Ojciec, który widzi w skrytości, który bardziej zwraca uwagę na intencję niż na wielkość uczynku, nagrodził mnie już tutaj, nie czekając na życie przyszłe. Było to w okresie, gdy S. od św. Piotra przychodziła jeszcze do chóru i do refektarza. Podczas modlitwy wieczornej (25) jej miejsce było przede mną; 10 minut przed szóstą, któraś z sióstr winna była zaprowadzić ją do refektarza, ponieważ infirmerki miały za dużo chorych, aby mogły przyjść po nią. Wiele mnie kosztowało ofiarować się jej do spełniania tej małej przysługi, wiedziałam bowiem, że nie łatwo było zadowolić biedną siostrę od św. Piotra, która bardzo cierpiąc, nie lubiła zmiany prowadzącej ją siostry. Tymczasem nie chciałam stracić tak pięknej okazji spełnienia aktu miłości bliźniego, mając w pamięci to, co powiedział Jezus: "Co uczyniliście najmniejszemu z moich, mnieście uczynili" (26). Zgłosiłam się więc bardzo pokornie do prowadzenia jej: nie bez trudu jednak przyszło mi uzyskać jej zgodę! Wreszcie zabrałam się do dzieła i okazałam tyle dobrej woli, że powiodło mi się doskonale

Matko ukochana, może Cię to zdziwi, że opisuję ten mały akt miłości, dawno spełniony. Czynię to jedynie dlatego, ponieważ czuję, że dzięki niemu winnam opiewać zmiłowania Pana, który zostawił mi pamięć o tym niby wonne tchnienie, zachęcające mnie do praktykowania miłości. Nieraz przypominam sobie różne szczegóły, które są dla mojej duszy jakby wiosennym powiewem. A oto jeden z nich, który szczególnie pamiętam: Pewnego wieczoru spełniałam jak co dzień swoją drobną powinność; było zimno, panowała noc... nagle usłyszałam z oddali harmonijny dźwięk instrumentów muzycznych; stanął mi przed oczyma salon rzęsiście oświetlony, lśniący od złoceń; elegancko ubrane młode dziewczęta, prawiące sobie nawzajem komplementy i światowe grzeczności. Wzrok mój przeniósł się następnie na biedną chorą, którą podtrzymywałam; zamiast melodii dochodziły od czasu do czasu do moich uszu jej żałosne skargi; zamiast złoceń widziałam cegły naszej surowej klauzury, zaledwie rozjaśnione słabym płomykiem lampki. Nie jestem w stanie wyrazić, co działo się w mojej duszy; to tylko wiem, iż Pan rozjaśnił ją promieniami prawdy, tak dalece przewyższającymi posępny blask ziemskich uciech, że nie mogłam uwierzyć memu szczęściu... Ach! nie oddałabym dziesięciu minut pełnienia mego pokornego uczynku miłości za tysiąc lat radowania się ziemskimi uciechami... Jeżeli już teraz, pośród cierpienia i walki, na samą myśl, że Bóg wyrwał nas ze świata, przeżywamy chwile szczęścia przerastającego wszystkie ziemskie radości, to co dopiero będzie w Niebie, kiedy wśród wiecznych radości j wiecznego pokoju poznamy, jak niewypowiedzianą łaskę Par nam wyświadczył wybierając nas, byśmy zamieszkały w Jego domu (27), prawdziwym przedsionku Nieba?...



Świadectwa 
Tekst opracowany przez Karmel w Lisieux (1)

W tym duchu pokory usiłowała być posłuszną wszystkim bez różnicy.

Pełna podziwu dla jej tak wielkiej cnoty, owa siostra wyznała przed matką przeoryszą swój błąd, wyrażając głośno uznanie dla cierpliwości i pokory Świętej.

"Co się tyczy maluczkich, to ci sądzeni będą z niezmierną łagodnością! (15) A małym można pozostać na najwyższych nawet urzędach; czyż nie napisano, że na Sąd powstanie Pan, aby wybawił wszystkich cichych i pokornych ziemi (16)? Nie mówi, by sądził, ale by wybawił!"

"Dziecko drogie, gotowa jesteś stanąć przed Bogiem, bo zawsze rozumiałaś, co to jest pokora"

"O tak, czuję, że zawsze szukałam tylko prawdy... tak, rozumiałam pokorę serca!"



Rady i wspomnienia zebrane przez s. Genowefę od Najświętszego Oblicza 
siostrę i nowicjuszkę św. Teresy od Dzieciątka Jezus 
(fragmenty)

Pewnego razu byłam zniechęcona i przypisywałam ten stan zmęczeniu. Powiedziała wtedy do mnie: "Kiedy nie praktykujesz cnoty, to nigdy nie powinnaś wtedy sądzić, że dzieje się to z przyczyny naturalnej jak: choroba, pogoda czy zmartwienie. Ponieważ jesteś bardzo słaba w praktykowaniu cnoty, więc winnaś znajdować w tym powód do upokarzania się i musisz się zaliczyć do rzędu dusz małych. Obecnie jest ci koniecznie potrzebne nie tyle praktykowanie cnót heroicznych co nabycie pokory. Dlatego dobrze jest, że twoje zwycięstwa są zawsze zmieszane z porażkami i to z rodzaju takich, o których nie możesz myśleć z przyjemnością. Przeciwnie, wspomnienie o nich upokarza cię, pokazując, że nie należysz do liczby dusz wielkich. Tyle jest na ziemi dusz, które nigdy nie cieszą się uznaniem otoczenia, a to nie dopuszcza im myśleć, że same posiadają cnotę, którą podziwiają u innych".

Zbawiciel odpowiedział kiedyś matce synów Zebedeuszowych: «Być po prawicy mojej, albo po lewicy jest dla tych, którym jest to zgotowane dla Ojca mojego» (2). Wyobrażam sobie, że te wybrane miejsca, odmówione wielkim świętym, męczennikom, będą udziałem małych dzieci... Pytano ją, jakim imieniem mamy ją wzywać, gdy będzie już w Niebie. "Nazywajcie mnie małą Teresą", odpowiedziała pokornie.

Rady i wspomnienia cz2
zebrane przez nowicjuszki św. Teresy od Dzieciątka Jezus 
(fragmenty)

"Patrzyłam niedawno na lampkę, w której maleńki knot zaledwie się tlił. Jedna z Sióstr zbliżyła do niego świecę i od niej zapalono wszystkie świece całego Zgromadzenia. Pomyślałam sobie: Któż więc może chlubić się ze swych uczynków? Przecież za pomocą słabego światełka tej lampki można by było zapalić cały świat. Zdaje się nam nieraz, że łaski i światła Boże otrzymujemy za pośrednictwem błyszczących świec; ale skąd te świece mają płomień? Być może, że mają go dzięki modlitwie duszy pokornej a bardzo ukrytej, pozornie pozbawionej blasku, nie uznawanej za cnotliwą, małej w oczach własnych, prawie gasnącej. Ileż ujrzymy tajemnic w przyszłości! Nieraz myślałam, że wszystkie łaski, które otrzymałam, zawdzięczam być może błaganiom jakiejś ukrytej duszy, którą poznam dopiero w Niebie. Pan Bóg chce, by dusze na świecie udzielały sobie za pomocą modlitw darów niebieskich i aby kiedyś w ojczyźnie wiecznej mogły się nawzajem miłować uczuciem pełnym wdzięczności, bez porównania silniejszym od miłości rodzinnej, najidealniejszej na ziemi. Tam nie spotkamy już obojętnych spojrzeń, bo wszyscy Święci będą sobie coś nawzajem zawdzięczać. Nie zobaczymy więcej spojrzeń zazdrosnych; szczęście każdego z wybranych będzie szczęściem wszystkich. Z męczennikami staniemy się podobni do męczenników; z doktorami będziemy jako doktorzy, z dziewicami jako dziewice; i tak samo jak członkowie jednej rodziny są ze siebie nawzajem dumni, tak i my będziemy się cieszyć szczęściem naszych braci, nie odczuwając najmniejszej zazdrości".



Novissima verba 
Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus z maja i września 1897 
(fragmenty)

3 sierpnia

Mówiłam jej, ze musiała wiele walczyć, aby dojść do stopnia doskonałości, na którym się znajduje obecnie. Odpowiedziała mi tonem niewymownym: "Och! to nie to!..." I trochę później: "Świętość nie jest w tej lub owej praktyce, polega ona nausposobieniu serca, które sprawia, że jesteśmy małymi i pokornymi w objęciach Boga, uznającymi swą słabość i ufającymi do zuchwalstwa Jego dobroci ojcowskiej".

23 sierpnia

Ofiarowała swoje cierpienia za kleryka w seminarium, który miał pokusy co do swego powołania. Dowiedział się o tym i napisał list bardzo pokorny i wzruszający. Powiedziała mi na to: "O, ileż pociechy przyniósł mi ten list. Czy zauważyłaś uczucia pełne pokory w nim wyrażone? Przekonałam się, że moje małe cierpienia są owocne. I jakaż to radość dla mnie poznać z tego listu, ile w tak krótkim czasie można nabyć miłości i wdzięczności dla duszy dotąd nieznanej! Cóż to będzie dopiero w Niebie, gdy dusze poznają te, które je zbawiły?"

Modlitwy


Modlitwa o pokorę

Ułożona dla s. Marty od Jezusa

Jezus! 16 lipca 1897

O Jezu, gdy byłeś pielgrzymem na ziemi powiedziałeś: „Uczcie się ode Mnie, bo jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych1. Wszechmocny Władco Niebios, dusza moja doznaje pokoju, widząc, że przybrałeś postać i naturę sługi, że uniżyłeś się aż do umywania nóg Twoim Apostołom. Przypominam sobie słowa, które wtedy wypowiedziałeś, by mnie nauczyć pokory: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Sługa nie jest większy od swego pana... Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie2. Wnikam, Panie, w te słowa, które wyszły z Twego Serca cichego i pokornego i z pomocą Twej łaski chcę je zachowywać.

Pragnę uniżać się pokornie i poddawać bez oporu moją wolę pod wolę Sióstr, w niczym im się nie sprzeciwiając i nie wchodząc w to, czy mają prawo mi rozkazywać. Nikt, Panie mój, nie miał tego prawa względem Ciebie, a jednak byłeś posłuszny nie tylko Najświętszej Dziewicy i św. Józefowi, ale i Twoim katom. A teraz w Hostii dopełniasz miary Twego wyniszczenia. Z jakąż pokorą, o Królu chwały, poddajesz się każdemu kapłanowi, nie czyniąc żadnej różnicy między tymi, co Cię miłują, a tymi, co są obojętni lub zimni w służbie Twojej. Mogą przyspieszać czy opóźniać godzinę Najświętszej Ofiary, Ty zawsze jesteś gotowy na ich wezwanie zstępować z Nieba.

O mój Umiłowany, jakże mi się przedstawiasz cichym i pokornego Serca pod zasłoną białej Hostii. By mnie nauczyć pokory, nie możesz się już więcej uniżyć. Toteż, aby odpowiedzieć na Twoją miłość, chcę, aby Siostry stawiały mnie zawsze na ostatnim miejscu i abym ja uważała je jako dla mnie należne.

Błagam Cię, Jezu, ześlij mi upokorzenia, ilekroć próbować będę wynosić się nad innych. Wiem, o mój Boże, że uniżasz duszę pyszną, a tej, która się upokarza, dajesz wieczną chwałę; stawiam się przeto na ostatnim miejscu i chcę dzielić Twoje upokorzenia, aby „mieć udział z Tobą3 w Królestwie Niebieskim. Lecz, Panie, znana Ci jest moja słabość. Co rano postanawiam być pokorną, a wieczorem widzę, że popełniłam wiele win z powodu pychy. Na ten widok ogarnia mnie zniechęcenie, ale i to wiem, że zniechęcenie także jest pychą; w Tobie samym przeto, o Boże, pokładam całą moją nadzieję; skoro wszystko możesz, racz wszczepić w duszę moją cnotę, której pragnę. By tę łaskę od nieskończonego miłosierdzia Twego otrzymać, nie przestanę często powtarzać:

Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serce moje według Serca Twego.

Modlitwa do Pana Jezusa w tabernakulum

Ułożona dla s. Marty od Jezusa

Jezus! 16 lipca 1895

O Boże, ukryty i uwięziony w tabernakulum! Z radością przychodzę do Ciebie co dzień wieczorem, by Ci podziękować za otrzymane łaski i prosić o przebaczenie win, które popełniłam w ciągu dnia, który przemija niby sen...

O Jezu! Jakże bym się cieszyła, gdybym mogła sobie powiedzieć, że byłam wierna. Niestety! Często wieczorem smutek mnie ogarnia, gdyż czuję, że mogłabym lepiej odpowiedzieć Twoim łaskom... Gdybym była bardziej z Tobą zjednoczona, pokorniejsza i bardziej umartwiona, gdybym umiała okazać więcej miłości moim siostrom, miałabym mniej trudności w obcowaniu z Tobą na modlitwie. Mimo to, o mój Boże! nie chcę się jednak zniechęcać widokiem mojej nędzy i przychodzę do Ciebie z całą ufnością, wiedząc, że „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają4. Błagam Cię więc, Panie, racz mnie uzdrowić i przebaczyć mi winy, ja zaś pamiętać będę o tym, że dusza, której więcej odpuściłeś, powinna Cię więcej niż inne miłować5

Ofiaruję Ci wszystkie uderzenia mego serca, jak również tyle samo aktów miłości i wynagrodzenia i łączę je z Twoimi nieskończonymi zasługami. Błagam Cię, mój Boski Oblubieńcze, racz sam przemienić duszę moją. Działaj w niej, nie licząc się z moimi oporami, gdyż pragnę kierować się jedynie Twoją wolą. Jutro, z pomocą Twej łaski, chcę zacząć nowe życie, którego każda chwila będzie aktem miłości i wyrzeczenia.

Gdy tak będę przychodzić każdego wieczora do stóp Twego ołtarza, nadejdzie kiedyś i ostatni wieczór mego życia. Zacznie się wtedy dla mnie dzień wieczności nie znający zachodu i spocznę na Twym Boskim Sercu po walkach wygnania. Amen.





1 Mt 11, 29.

2 J 13, 15-17.

3 J 13, 8.

4 Mt 9, 12; Mk 2, 17; Łk 5, 31.

5 Por. Łk 7, 47.

- Dzieje Duszy



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna