Edyta Stęchły o pewnym całkiem groźnym smoku



Pobieranie 25.17 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar25.17 Kb.
Edyta Stęchły
O pewnym całkiem groźnym smoku
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, było sobie Królestwo. Królestwo to (jak każde szanujące się królestwo) miało swojego smoka. Od lat wielu lat smok nie wychodził jednak ze swej pieczary, pogrążony w głębokim śnie. Raz bowiem na kilkaset lat zasypiał i budził się po upływie dwóch wieków. Pech chciał, że akurat właśnie nadszedł czas jego pobudki. Smok wyszedł więc ze swojego mieszkania, rozprostował skrzydła i przefrunął nad okoliczną wsią, połykając przy okazji jedną całkiem tłustą owcę. Wśród ludności zapanował strach, a przed Królem stanęło trudne zadanie pozbycia się smoka. Król nie był już młody, a tak właściwie to sam bał się iść rozprawić z tą groźną kreaturą. Dodatkowo ciągłe wojny dotykały Królestwo, armia znów walczyła na dalekich frontach. Król miał więc problem ogromny, Wpadł jednak na genialny pomysł zaczerpnięty rodem z bajek, które niańka czytała mu w dzieciństwie. Jego jedyną nadzieją była Adelajda. Jak dobrze, że o tym pomyślał! Jego córka, dzięki niej z pewnością się uda! Królewna była bowiem śliczną, młodą dziewczyną, o której rękę biło się wielu adoratorów. Miała piękne zielone oczy oraz złote włosy, które długimi falami okalały smukłą twarz.

- Znajdź mi męża, takiego pięknego! – każdego dnia prosiła ojca wytrwale. – Niech pasuje i do mojej twarzy, niech młody będzie i piękny! – w całym pałacu niosły się jej wołania.

Król wydał więc dekret, że temu, kto zabije smoka odda rękę Królewny. Wieść rozeszła się po całym Królestwie, nie znalazło się jednak wielu, którzy chcieli się podjąć tego zadania. Do dziś nie wiadomo co bardziej ich wystraszyło: smok, czy słynąca ze swego okropnego charakteru Królewna…

Zgłosiło się jednak dwóch kandydatów. Pośród nich był Lord Gabriel, przystojny, o kręconych jasnych włosach i pięknych niebieskich oczach, który mieczem wymachiwał sprawnie i pewnie. Zgłosił się też Aleksy, syn zubożałego szlachcica, który nie był urodziwy, lecz wszechstronnie wykształcony. Obaj równie gorąco zapewniali oni Króla, że z pewnością zwyciężą smoka. Adelajda również przyszła obejrzeć dwóch kandydatów. W końcu jeden spośród nich mógł zostać jej mężem i postanowiła wpłynąć na wybór Króla.

- Tatku, tatku! Ja kocham tego! – zawołała Królewna wskazując na Gabriela. Oznajmiła ojcu, że od pierwszego wejrzenia zakochała się w Gabrielu i może wyjść jedynie za niego. Także i on wyraźnie zainteresowany był Królewną. Cóż więc było robić? Król postanowił wysłać Gabriela w tę niebezpieczną misję. Lord przyjął tą wiadomość ze spokojem i zaraz kazał miecz swój naostrzyć. Odrąbać głowę smoka! To będzie coś! Od zawsze chciał zostać bohaterem. Wszyscy zebrali się, by pożegnać śmiałka. Zaniepokojona Królewna podbiegła do ukochanego i wyciągnęła w jego stronę swą chusteczkę.

- Ten talizman niech cię chroni! – zawołała i uciekła zapłakana. Gabriel patrzył za nią długo. W końcu zdołał się otrząsnąć i przypomniał o swym celu. Pewny siebie rycerz dosiał swego białego rumaka i pognał w kierunku smoczej jamy. Zsiadł z konia, dobył miecza i ruszył w głąb pieczary. Przeszedł kilka kroków i spojrzał prosto w oczy smoka. Nogi się pod nim ugięły i poczuł, że miecz nagle zrobił się jakiś ciężki. Przypomniał sobie jednak piękną twarz Adelajdy i bogactwo w jakim żyłby po ślubie z nią. Zakrzyknął więc głośno:

- Giń wstrętny potworze! – już miał się zamachnąć, lecz nie zdążył. Smok zionął ogniem i pozbawił Gabriela jego pięknych loków. Lord krzyknął przerażony i pognał do wyjścia z groty. Wskoczył na swego rumaka i ruszył hen daleko wprost do swego domu, gdzie jeszcze przez długi czas krył się pod pierzyną. Króla doszły słuchy, że całkiem łysy Gabriel uciekł z pieczary. Gawiedź bowiem w tempie błyskawicy przekazywała sobie historię o upokorzeniu rycerza. Królowi pozostał więc jedynie Aleksy. Królewna jednak dalej protestowała.

- Nie, nie wyjdę za tego brzydala! – krzyczała ciągle, a Król popadał w coraz większą rozpacz. Aleksy wszystko to słyszał i spochmurniał bardzo. Cóż Król mógł zrobić? Unieszczęśliwić własną córkę? Do końca życia musiałby słuchać jej narzekań! Ogłosił więc, że temu kto zabije smoka odda rękę Królewny, a także pół swojego skarbca. Aleksy znów wyraził chęć pokonania potwora, ale zgodnie z obietnicą złożoną Adelajdzie, Król odmówił. Na wieść o tak wielkiej nagrodzie do pałacu przybył Lord Wilhelm. Widząc go Królewna, oznajmiła zaraz ojcu, że to jego właśnie kocha, a Gabriela dawno zapomniała. Wilhelm bowiem był wysoki, czarnowłosy, o niezwykle ciemnych oczach i wspaniałej twarzy.

- Tatku, tatku, jego kocham! – krzyczała podekscytowana Adelajda. Widząc entuzjazm córki, to właśnie Wilhelma drugiego wysłał władca na pojedynek z bestią. Rycerz ten zabrał się do wszystkiego zgoła inaczej od swego poprzednika. Najpierw zdobył kilka owiec i przemyślał plan działania. Był już gotów, dosiadł swego czarnego konia i oznajmił zebranym:

- Wrócę jako zwycięzca albo nie nazywam się Wilhelm! - na słowa te Adelajda niemal omdlała, ale zdołała się opanować i podbiegła do swego ukochanego.

- Najdroższy mój Wilhelmie, serca mego pociecho! – zwróciła się do rycerza poetyckim tonem. – To ma chusteczka, niech przyniesie ci szczęście w boju! – teatralnym gestem podała Wilhelmowi skrawek materiału, a on przyjął go i pocałował. Potem ruszył. Tętent kopyt jeszcze długo słychać było. Tym razem Król miał o wiele większe nadzieje, dlatego wszyscy ze spokojem udali się na ucztę. Wilhelm skupiony gnał na swym rumaku i już wkrótce dotarł do smoczej jamy. Nie wszedł jednak do niej, lecz u jej wejścia położył zabite wcześniej owce. Czekał godzinę, drugą i kolejną. Smok jednak nie wychodził. Planował zaatakować z zaskoczenia i jednym ruchem odrąbać bestii łeb. Ta jednak nie dawała się złapać. Po kilku godzinach czekania zdenerwowany Wilhelm ruszył w kierunku jamy. Może smoka wcale tam nie było? Postąpił kilkadziesiąt kroków i w końcu ujrzał smoka. Leżał wyciągnięty na ziemi i wpatrywał się prosto w wejście. Rycerz podskoczył na jego widok.

- Ty potworze! – ryknął wściekły i jednym susem skoczył na gada. Ten prawie się nie ruszył, jedynie ogon uniósł swój do góry i szybkim ruchem uderzył nim w twarz Wilhelma.

- Moja twarz, ma uroda! – zapiszczał Wilhelm i szybko pobiegł w kierunku wyjścia. Wskoczył na czarnego rumaka i pognał do pałacu. Tam zastał Króla, Królewnę i dworzan biesiadujących przy suto zastawionym stole.

- Już to smoka zabiłeś? – zapytał Król na jego widok.

- Jak zabiłeś! Ten nikczemnik ogon podniósł na twarz moją! – ryknął Wilhelm. Wtedy Adelajda wstała od stołu, podeszła do niego i otworzyła szeroko oczy.
- Któż to ten brzydki, tatku! Kto to?! – zapytała ojca płaczliwie.

- Jam jest Wilhelm, twój ukochany! – rzucił się rycerz całować jej ręce.

- Ta brzydka twarz, ta blizna szeroka, tyś nie jest Wilhelm! – krzyknęła Adelajda i szybko uciekła do swojej komnaty. Wilhelm załamany opuścił pałac, dosiadł rumaka i pognał do siebie. W swoim domu zamknął się w komnacie, stanął przed lustrem i zapłakał żałośnie.

Król znów został z problemem. Przeklęty smok, jak tu go ubić? Gdzie znaleźć śmiałka, który tego się podejmie? Ogłosił, więc Król swój dekret ostatni: ten kto smoka pokona otrzyma rękę Królewny, pół skarbca i pół Królestwa! Miał wtedy nadzieję, że zgłosi się kolejny piękny młodzian, który smoka z łatwością zabije i którego równie łatwo pokocha Adelajda. Tym jednak razem jedynie Aleksy zgłosił chęć ubicia smoka. Nie zważając na protesty swej córki, Król zgodził się posłać szlachcica. Ten jednak zapowiedział, że potrzebuje przygotowań i na dni kilka zamknął się w pałacowej bibliotece nie dopuszczając do siebie nikogo. Słyszał on bowiem stare legendy, o smoku który w zgodzie żył z ludźmi, ich mowę pojmował i pomagał w biedzie. Miał więc nadzieję, że słowem a nie przemocą rozwiążę sprawę tą trudną.

W końcu oznajmił, że gotów jest ruszać. Nie miał rumaka, nie miał też broni. Adelajda wyszła go pożegnać, ale nie okazała zainteresowania. Chusteczek jej brakło… a może jemu urody? Trudno ocenić. Jednak on nie zwrócił nawet na to uwagi pochłonięty swymi myślami. Miał już odejść gdy wrócił się i rzekł do Króla:

- Pozwól mój władco, że własnym sposobem sprawę tą całą rozwiążę.

- Rób co zrobić musisz – powiedział Król zrezygnowany.- Ja tylko spokoju potrzebuję i będę szczęśliwy.

Aleksy pomachał zgromadzonej gawiedzi i raźnym krokiem ruszył w kierunku jamy. O wiele dłużej zajęła mu droga niż poprzednikom. Nie narzekał jednak przyzwyczajony do pieszych wędrówek. Dotarł do groty, nawet się nie zatrzymał i wkroczył do środka.

- Smoku, smoku! – zawołał u wejścia. W końcu doszedł do legowiska potwora, który spojrzał na niego wyraźnie zaciekawiony.

- Cóż jest młodzieńcze? – odezwał się zachrypłym głosem. Aleksy patrzył na niego i nie mógł uwierzyć, w to co widzi. Dobrze wyczytał w pradawnych księgach!

- Ty jednak mówisz! – zawołał radośnie.

- Chłopcze, nie zapomniał ja jeszcze ludzkiej mowy! – przemówił smok, a Aleksy miał wrażenie, że dosłyszał smoczy śmiech. – Cóż cię do mnie sprowadza?

- Pamiętasz smoku tych dwóch, którzy przede mną tu byli? – zapytał rycerz.

- Tych dwóch głupców, próżniaków bezmyślnych? – odparł smok i wtedy wyraźnie dał się słyszeć już śmiech. – Ależ oczywiście, z tymi mieczami wyglądali całkiem jakby wojowali wykałaczkami! – na to już nawet Aleksy się zaśmiał.

- Ja właściwie w tej samej sprawie, ale jak widzisz broni przy sobie nie mam – wyjaśnił.

- A po cóż ci broń? – zdziwił się smok. – Przecież wiadomo, że raz ogniem zionę i nie ma szans, koniec, śmierć na miejscu, jesteś zwęglony.

- Właśnie dlatego, smoku mój drogi, przygotowałem się do tej rozmowy – oznajmił Aleksy. – Chciałem dogadać się, a nie wojować.

- Przecież ja czekam od przebudzenia, aż ktoś tu w końcu przyjdzie i ze mną słowo zamieni. Nudno tu strasznie, kapie na głowę, owce mało tłuste, woda jakaś słona – zaczął narzekać smok.

- Dobrze, dobrze smoku! – uspokoił go rycerz. - Czy stara umowa dalej obowiązuje? Damy ci owce, ty dasz nam spokój i zapewnisz ochronę?

- Raz słowa smoczego powiedzianego cofnąć się nie da – zapewnił smok pełen powagi. – Od wieków tak było, że z ludźmi w zgodzie na świecie tym żyłem, a nagle się budzę i inne porządki! Zawiedziony byłem, nikt ze mną nawet nie chciał rozmawiać. Przyszli tu, miecz podnosili. Cóż miałem robić, bronić się musiałem! Wiesz, wydaje mi się, że to z powodu wyglądu mojego, a może się mylę? – chciał wiedzieć smok, lecz Aleksy tylko się roześmiał.

- Smoku, smoku całkiem z ciebie miła kreatura! – wykrzyknął i poklepał gada. – To nie twoja wina, lecz ludzi zaniedbanie – zapewnił go Aleksy.

Po kilku chwilach udało mu się dogadać ze smokiem i odnowili sojusz pradawny. Wyjaśnił też swojemu nowemu przyjacielowi obecną sytuację, a ten ochoczo zgodził się mu pomóc.

Rycerz dosiadł kreatury i na jego plecach, ponad chmurami, zalecieli do pałacu. Smok opadł na dziedziniec i w tym momencie całe szlachectwo wybiegło z pałacu. Król jeszcze przełykał napoczętego kurczaka, ale także wybiegł na powitanie śmiałka. Królewna zdziwiona ruszyła za ojcem.

- Bohater, bohater! – krzyczała ludność, widząc Aleksego dosiadającego smoka.

- Tatku, ja kocham tego bohatera! – zawołała Adelajda i wyciągnęła chusteczkę w kierunku szlachcica. Rycerz skoczył z konia i raźnym krokiem ruszył w kierunku Króla. Królewnę ominął szerokim łukiem i nawet nie rzucił nań jednego spojrzenia.

- Wasza wysokość, przedstawiam wam smoka – wskazał na potwora.

- Witam cię Królu – przemówił smok, a władca zachwiał się i prawie upadł. W ostatniej chwili podtrzymali go żołnierze. Ludność zadrżała, rycerze wyciągnęli miecze. Aleksy podniósł rękę i pokazał, by zachowali spokój.

- Smok to mój przyjaciel i chętnie mi pomoże zarządzać połową Królestwa, którą nam dasz w darze – uśmiechnął się Aleksy, a Król zrobił się blady.

- Jakie królestwo, a gdzie głowa smoka? – wyjąkał przejęty.

- Królu, czyż planujesz cofnąć swe słowo? Tu głowa smoka, gad nawet sam ci ją prezentuje – naciskał Aleksy ze śmiechem.

- Tatku, nie cofaj swego słowa! – płakała Adelajda. – To jego kocham, zawsze kochałam, byłam nieśmiała i się nie przyznałam!

- Od dziś między ludźmi i smokiem nie będzie już sporów! – zapowiedział rycerz. – Smok nas szanuje, szanujmy również jego i żyjmy w zgodzie przez długie dekady! – krzyknął, a na twarzach mieszkańców królestwa pojawiła się radość.

- Pół Królestwa dla niego! Pół Królestwa dla niego! – krzyczała gawiedź, zagłuszając wołania Królewny. Król już zielony ostatkiem sił wydusić zdołał:

- Pół Królestwa dla ciebie, pół skarbca i nie pół, a cała ręka mej Adelajdy.

- Hurra, hurra! – wiwatowali ludzie.

- Dziękuję ci Królu za szczodrość twoją, lecz ręka Królewny mi się nie przyda – oświadczył Aleksy.

- Nawet cała Królewna z tego co widzę będzie tylko problemem – dodał smok, a wśród ludności dał się słyszeć głośny śmiech.

- Czyż mnie nie kochasz?! – krzyknęła Adelajda, a po jej twarzy popłynął potok łez. Przywarła do niego i błagała, by za żonę ją pojął. Bohater jednak nawet o tym nie myślał, pamiętał bowiem jej poprzednie miłostki i pogardę z jaką odnosiła się do niego.

- Adelajdo, czy wiesz co to miłość? – zapytał Aleksy, a ona tylko prychnęła głośno, wyraźnie urażona i pognała do swej komnaty. Król pobiegł za nią i wołał:

- Kochana!



Lud wznowił wiwaty, a smok szczęśliwy zatoczył nad zamkiem w powietrzu koło. Jeszcze długo trwało przyjęcie na cześć Aleksego. Okazało się też, że smok był bardzo towarzyski i świetnie ze wszystkimi się dogadywał. Przez wiele lat dzięki swej ogromnej wiedzy pomagał rządzić Aleksemu jego połową Królestwa. Nie prowadzono wojen, bowiem każdy potencjalny oprawca bał się zadzierać ze smokiem. Młody Król znalazł sobie żonę, z którą żył długo i szczęśliwie. Ponoć i Wilhelm oraz Gabriel ułożyli sobie życie u boku rozsądnych panien. Jedynie Adelajda i jej ojciec wciąż byli sami, codziennie odprawiali nowe uczty i marnotrawili pozostałe im złoto. W tego wyniku wkrótce sylwetka Królewny zmieniła swój kształt, twarz spochmurniała od ciągłego płaczu, a i jadła poczęło brakować. Grono zalotników wyraźnie zmalało, a w końcu u boku wybrednej dziewczyny nie pozostał żaden wielbiciel. Aleksy zaś, pamiętając swoje doświadczenia, do dziś przestrzega swe dzieci, by niczego nie robić pochopnie i że nawet ktoś, kogo uważamy za wroga może się okazać naszym najlepszym przyjacielem.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna