Erich von Daniken



Pobieranie 1.1 Mb.
Strona18/20
Data28.04.2016
Rozmiar1.1 Mb.
1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20

zajmowały w nim przeszło 60 stron.

Turysta podjeżdżający dziś pod odrestaurowane ruiny taksówką albo

autokarem z klimatyzacją, nie ma zielonego pojęcia o straszliwych

trudach, jakie Stephens i Catherwood znosili tu przed prawie 150 laty.

Zaczynała się właśnie pora deszczowa, kiedy obaj przyjaciele - oraz

kilku tubylców z pobliskiej wioski Santo Domingo de Palenque

- dotarli do ruin. Dziewiczy las był pełen wilgoci i parował. Z początku

obaj mężczyźni nie potrafili nawet znaleźć "kamiennych domów"

ukrytych w gęstej, podmokłej dżungli.

Podobnie jak ekscentrycznemu von Waldeckowi również Stephen-

sowi i Catherwoodowi nie pozostało nic innego, jak zamieszkać

w ruinach. Pierwszą noc spędzoną pod dachem moskity zamieniły

w piekło. Bagaże przesiąkły wodą. Wilgoć spowodowana bezustannym

deszczem sprawiała, że buty, ubrania i rzeczy ze skóry pokrywały się

pleśnią. Przedmioty z żelaza - oskardy, łopaty i noże - rdzewiały. Nie

pozbawiony resztek humoru Stephens zapisał: "Na reumatyzm nie

będziemy długo czekać."

Nie mieli siekier do wycinania ścieżek - jedynym narzędziem była

maczeta, duży i ciężki nóż z szeroką klingą o podgiętym końcu - mielije

Indianie, o ile się zjawili. Stephens płacił im 18 centów za dniówkę, ale

tubylcy byli leniwi, przychodzili do pracy późno, kończyli ją wcześnie:

"Niekiedy zjawiało się tylko dwóch albo trzech, ten sam rzadko

przychodził drugi raz. W trakcie naszego pobytu przewinęli się wszyscy

mieszkańcy wioski."

Do moskitów, tych "uprzykrzonych krwiopijców", dołączały w ciągu

dnia jadowite węże, kleszcze i inne robactwo. Noce były równie

przerażające. Nie można było zapalić świecy, ponieważ blask światła

zwabiał miriady maleńkich dręczycieli -jedynie dym cygar utrzymywał

owady na dystans.

Kiedy przedarłszy się przez gęstwinę krzaków, porostów i lian, dotarli

do tarasów i piramid, znaleźli spękane kamienie, które zniszczyła sama

przyroda, i mury rozbite przez kapitana del Rio. Stephens odkrył nawet

miejsca, skąd wyszabrowano stiukowe zdobienia. Potem podziwiali

posągi bogów lśniące jeszcze resztkami czerwonej, niebieskiej, żółtej,

czarnej i białej farby. Widok demonicznych pysków i postaci przy-

strojonych piórami i skórami obdarzył ich pełnią szczęścia, jakiego tylko

może doznać archeolog. Z zachwytem stawali przed ścianami, z których

spoglądały na nich dzikie twarze, bezradni wobec tajemniczego labiryn-

tu niezrozumiałych znaków. Posągi o dumnym i poważnym spojrzeniu

domagały się respektu: "Zamarliśmy ze zdziwienia wobec ich pogod-

nego spokoju oraz niezwykłego podobieństwa do posągów egipskich".

Mimo nasuwających się nieodparcie analogii z Egiptem Stephens był

świadom niepowtarzalności kultury ludu, który zbudował Palenque.

"To, co ujrzeliśmy, było wspaniałe, zagadkowe i zasługujące na

najwyższą uwagę."

Stephens uznał Palenque za imponującą spuściznę ludu, który się tu

rozwijał i - bez jakichkolwiek wpływów z zewnątrz i bez nauczycieli

- pozwolił rozkwitnąć w całej pełni swojej kulturze. Nic nie wywarło na

nim, powiedział, "w powieści dziejów większego wrażenia od tego

spektakularnego, wielkiego i wspaniałego miasta". W stylu gawędziars-

kim i pełnym humoru Stephens dał dowody swojej rzetelnej wiedzy

i wspaniałego daru obserwacji. Ilustracje Catherwooda uzupełniały opis

precyzyjnymi wizerunkami obiektów. Catherwood był "pierwszym

ilustratorem, który zaakceptował sztukę Majów i jej niepowtarzalny

styl" [4] - owe ilustracje-dokumenty są niezastąpione nawet dla

współczesnych badaczy, ponieważ detali, jakie przedstawiają, nie da się

tak utrwalić nawet za pomocą fotografii. Zasługą Stephensa i Cather-

wooda jest "zapoczątkowanie naukowych badań historii Majów" [5].

Kiedy Stephens i Catherwood łamali sobie głowę nad tą kulturą, nie

mieli nawet pojęcia o prawdziwych "cudach". Nie odczytano jeszcze

hieroglifów, nie znano zadziwiającego kalendarza.

Palenque dziś
Odrestaurowany ośrodek obrzędowy leży na wzgórzach i sztucznych

tarasach, rozdzielonych potokiem Otulum na część zachodnią i wschod-

nią. Już ten strumień jest pierwszym powodem do zdumienia.

Wodę Otulum skierowano podziemnym kanałem tak dużym, że

czterech mężczyzn może w jego wnętrzu iść swobodnie obok siebie.

Wyrafinowany system kanalizacyjny przejmował kiedyś także strumie-

nie wody deszczowej spływającej z dachów świątyń - tylko o parę

metrów na zachód od świątyni Inskrypcji woda była doprowadzana

akweduktem i podziemnymi kanałami do "Pałacu".

Wielki Pałac, El Palacio, to wywierający ogromne wrażenie kompleks

budowli wzniesiony na tarasie o kształcie trapezu i tak zagmatwany, że

turystom zdarza się tu niekiedy stracić orientację.

Ta masywna budowlajest podzielona na wiele mniejszych i większych

dziedzińców leżących na różnych poziomach - dziś określa się je

mianem Dziedzińca Głównego, Dziedzińca Zachodniego, Dziedzińca

Wschodniego i Dziedzińca Wieży. Dolna część - po stronie połu-

dniowej - nosi elegancką nazwę Subterraneum.

W zachodniej, wydłużonej elewacji budynku dominuje pięć kwad-

ratowych słupów dwumetrowej grubości, pokrytych stiukowymi płas-

korzeźbami. Jeden z reliefów wyobraża Indianina w sandałach przywią-

zanych do nóg tasiemkami. Pod podeszwami sandałów widać najwyraź-

niej kółeczka. Odważny obserwator uzna, że są to wrotki.

W murach pozostawiono otwory w kształcie litery T, które -jakoby

- są symbolem boga słońca. Na Dziedzińcu Wschodnim znaleziono

kamienną płytę o wymiarach 2,40x2,60 m, zdobioną 262 niepowtarzal-

nymi rytami Majów - są to sceny mitologiczne, głowy bogów, ludzie

i zwierzęta oraz hieroglify kalendarzowe.

Gigantyczny Pałac dzieli się na trzy płaszczyzny, leżące jedna nad

drugą. Płaszczyzna na poziomie gruntu ma 100 x 180 m [7].

Równie natrętne jak moskity były pytania o sens i cel Wielkiego

Pałacu dominującego nad parnym Palenque. "Pytaj rozsądnie, a usły-

szysz rozsądną odpowiedź" - twierdził z odważnym optymizmem

grecki tragik Eurypides (ok. 480 - 407/406 r. prz. Chr.). Na rozsądne

pytania jednak udzielano dotychczas raczej niezbyt rozsądnych od-

powiedzi - twierdzono mianowicie, że były to mieszkania kapłanów,

żeński klasztor albo pałac władcy.

Sensowniejszą wypowiedź usłyszałem z ust Białego Niedźwiedzia,

który mówił o uniwersytecie istniejącym niegdyś w ojczystej miejscowo-

ści jego przodków - w Palatquapi. Najprędzej zaakceptowałbym

właśnie taką interpretację. Pałac leży w centralnym punkcie miasta

i znajdują się w nim sale najróżniejszej wielkości. Jest tam również

"woda bieżąca" i wiele kamiennych ubikacji, które rozmieszczono, że

tak powiem, w strategicznych miejscach budynku - wszystkie są

spłukiwane wodą, która odprowadza ekskrementy pod ziemię.

Biały Niedźwiedź opowiadał, że na parterze uczniom wykładano

historię ich ludu, na pierwszym piętrze zapoznawano ich z wiadomoś-

ciami z zakresu chemii i przyrody, na drugim uczono astronomii

i matematyki. Lokalizacja uniwersytetu odpowiada umiejscowieniu

Wielkiego Pałacu.

Z labiryntu pomieszczeń i dziedzińców wznosi się na podstawie

7,0 x 7,5 m piętnastometrowa wieża o masywnym cokole. Wieża ma trzy

piętra po 2,5 m wysokości każde. Duże okna umożliwiają doskonałą

obserwację stron nieba - znaleziony tu i zidentyfikowany hieroglif

symbolizujący planetę Wenus świadczy niezbicie o przeznaczeniu wieży

do celów związanych z astronomią.

Konstrukcja wieży niejest typowa dla budownictwa Majów, stanowi

unikat w ich architekturze. Dziś określa się ją mianem obserwatorium

- dawniej klasyfikowano ją jako wieżę widokową bądź strażniczą. Na

wieże obserwacyjne nadawałyby się bardziej piramidy na wzgórzach, bo

wznoszą sięjeszcze wyżej niż szczyt "wieży". Wież strażniczych Majowie

nie znali, ich miasta nie miały fortyfikacji - były otwarte ze wszystkich

stron. Zadziwiające jest również to, że w wieży nie było wejścia na

pierwsze piętro, wąziutkie schodki prowadziły od razu na piętro drugie

i trzecie.

W podziemiach, nad którymi wzniesiono Wielki Pałac, obok pomie-

szczeń biegły korytarze. Najdłuższy z nich (20 m) kończy się przy ciągu

schodów - ciąg ten przez otwór w podłodze prowadzi do centrum

Pałacu. Maista John E.S. Thompson przypuszcza, że "korytarze te były

przeznaczone do przygotowywania spektakularnych sztuczek umac-

niających wśród wiernych siłę religii", mogły jednak również służyć do

odprawiania "obrzędów, wiążących się ze światem podziemnym" [8]

- drugą hipotezę uważa Thomson za bardziej prawdopodobną, bo

korytarze ozdobiono reliefami, tajnych przejść natomiast nie opat-

rywano by dekoracjami. Dla archeologa Pierre'a Ivanoffa wszystko

było znacznie prostsze: "Wzmiankowano też o istnieniu suteren czy

raczej pomieszczeń piwnicznych, którejednak nie odznaczają się niczym

szczególnym." [6] Jeżeli te podziemne korytarze nie odznaczały się

"niczym szczególnym" - czy raczej: "nie odznaczają" - to dlaczego

budowano je z takim trudem i ozdabiano reliefami ? Ta bzdurna glosa to

jeszcze nic - niektórzy twierdzą nawet, że owe niewielkie komory były

"łaźniami parowymi" [5]. Sauna w klimacie, w którym przy najmniej-

szym ruchu pot tryska człowiekowi wszystkimi porami skóry! O, dobry,

stary Eurypidesie, jakże się pan pomylił!

Nieco rozsądniej byłoby chyba uznać te pomieszczenia za niewielkie

laboratoria, jakie są na każdym uniwersytecie, na którym wykłada się

nauki przyrodnicze - a znajdują się one zazwyczaj właśnie w takim

miejscu, żeby nieudane eksperymenty nie wyrządziły żadnej szkody.

Podziemne usytuowanie byłoby idealne. Moja propozycja uznania

podziemnych komór za laboratoria to spekulacja - ale teoria "łaźni

parowych" nie może być już brana serio! Pozwolę sobie jeszcze

skromnie dodać, że być może pomieszczenia te służyły jako magazyny,

w których przechowywano wartościowe dobra, niebezpieczne energie...

albo po prostu rzeczy łatwo ulegające zepsuciu. Łaźnia parowa? Długo

trzeba myśleć, żeby wpaść na coś takiego.

W Pałacu odkryto także system rur kanalizacyjnych. Prawdopodob-

nie w czasach, kiedy budynek tętnił życiem, istniał tu system wentylacyj-

ny - "powietrze" w podziemiach zapiera dech w piersi. Zaakcep-

towanie przemyślanego systemu wentylacyjnego pozwoli wreszcie roz-

wiązać nie wyjaśniony dotychczas problem oświetlenia podziemnych

korytarzy Pałacu - jeśli była tam dostateczna ilość tlenu, to mogły się

palić żywiczne pochodnie, jakie stosowali Majowie! Kwadratura koła:

żywiczne pochodnie zakopciłyby niechybnie reliefy, tymczasem nie

widać na nich nawet najmniejszego śladu sadzy. Sądzę, że panowie

z wydziału archeologii powinni przemyśleć problem oświetlenia stoso-

wanego przez Majów. Nie odkryto tu jeszcze czegoś niezwykle istot-

nego. A może powinien wkroczyć Scotland Yard?

Nazwy: dym to i mary
Literatura naukowa stosuje wynalezione przez siebie nazwy świątyń

i piramid z taką oczywistością, jak gdyby przejęła je od budowniczych.

Ale pierwotne nazwy tych budowli wcale nie są znane - nawet nazwa

Palenque nie pochodzi od założycieli miasta.

Palenque znaczy po hiszpańsku "ogrodzenie" albo "plac turniejo-

wy", niekiedy tłumaczy sięje równieżjako "miejsce palisad". Fachowcy

są zdania - i słusznie - że nazwa Palenque została przejęta od

pobliskiej wsi. Kiedy pierwsi osadnicy hiszpańscy zakładali nową wieś,

miejscowość ta nie nazywała się Palenque, lecz Santo Domingo.

Dopiero 20 lat później księża ochrzcili to miejsce mianem Santo

Domingo de Palenque. W XVI wieku ta zapadła dziura w dziewiczej

puszczy tropikalnej na pewno nie była "placem turniejowym", trudno

zaś uznać, aby w drodze wyjątku zaopatrywano ją w "ogradzenie".

Nazwa "miejsce palisad" też nie wchodzi w grę, bo ówczesny przysiółek

Palenque na pewno twierdzą nie był.

Czy istnieje rozwiązanie tego dylematu? Sądzę, że tak!

Koronnym świadkiem historii Majów będzie dla mnie znowu Biały

Niedźwiedź. Biały Niedźwiedź opowiada, że za czasów jego dawnych

przodków miejsce to zwano Palatquapi, a mieszkali tam Kaczynowie,

przybysze z Kosmosu. Czy na tej podstawie nie można przyjąć, że to

właśnie Indianie przekazali hiszpańskim osiedleńcom stare określenie

Palatquapi, a Hiszpanie zrozumieli to słowo tak, jak je usłyszeli? W ten

sposób Palatquapi mogło się przeobrazić w Palenque, a z Santo

Domingo mogło powstać nowe określenie Santo Domingo de Palenque.

Ruiny PalenQue leżą nadal tylko o 10 km od Santo Domingo de

Palenque, które tymczasem rozrosło się w niewielkie miasteczko przy

linii kolejowej Coatzacoalcos-Campeche. Z Villahermosy, stolicy

stanu Tobasco, można dotrzeć do naszego celu autobusem po przeje-

chaniu szosą 108 km, latają tam też dwusilnikowe samoloty.

Po tym wyjaśnieniu nie można już traktować takich określeń jak

"świątynia Krzyża", "świątynia Liściastego Krzyża" czy "świątynia

Słońca" jako nazw nadanych przez budowniczych - oni nie mieli z nimi

nic wspólnego.

Świątynie, świątynie - cyfry, cyfry


Na najwyższym z czterech poziomów piramidy stoi świątynia Słońca

o kwadratowej podstawie 23 x 23 m. Ściany świątyni mają 1 m grubości,

do zwieńczenia dachu budowla wznosi się na 19 m, szczyt przedni

- podobnie jak ściany boczne - jest zdobiony wspaniałymi stiukowy-

mi reliefami. Do wnętrza świątyni, do sanktuarium prowadzą trzy

wejścia. Po obu stronach wejścia środkowego ściany są pokryte

płaskorzeźbami przedstawiającymi dwie bogato przystrojone postacie

naturalnej wielkości. W niewielkim pomieszczeniu znajduje się Tablica

Słońca, od której wzięła nazwę świątynia.

Tablica Słońca to zachowany w dobrym stanie relief o wymiarach

3,0 x 1,1 m wyobrażający tarczę, na której krzyżują się dwie włócznie

zdabione piórami. Podobno wizerunek ten przedstawia Słońce Jaguara.

Zadałem sobie bardzo wiele trudu, żeby rozpoznać tam słońce lub

jaguara - bez skutku. W takich sytuacjach trzeba mieć wzrok

specjalistów, żeby zrozumieć, o czym piszą w swoich uczonych komen-

tarzach. Z prawej i lewej strony kompozycji kapłani stoją na ciałach

niewolników" [9]. A może są to wizerunki bogów wędrujących na

barkach ludzkości? Nic nie jest tu zdefiniowane do końca.

Scenerii dopełniają cykle hieroglifów. Światowej sławy archeo-

log-maista Herbert J. Spinden odczytał z inskrypcji - obok dat

późniejszych, jak na przykład rok 613 prz. Chr. i 176 po Chr. - datę

sięgającą znacznie dalej w przeszłość:13 października 3373 prz. Chr. [10]

W trakcie dyskusji uczeni przyjęli jednak za najstarszą znaną datę dzień

I 1 sierpnia 3114 prz. Chr. - jest to początkowa data chronologii

Majów.

Na świątyniach w Palenque jest tak wiele dat, że nawet specjaliści nie



zawsze mogą się w nich połapać. Niewątpliwa jest data urodzin władcy

Majów, Pacala, który przyszedł na świat około 603 r. po Chr., zmarł zaś

około 683 roku. Odczytano też datę upadku PalenQue - ostatni

hieroglif podaje rok 780 po Chr.

Profesor Spinden odczytał następujące daty:

- w świątyni Krzyża 7 lutego 3379 prz. Chr.

8 kwietnia 3371 prz. Chr.

21 grudnia 2619 prz. Chr.

- w świątyni Słońca 25 grudnia 2619 prz. Chr.

- w świątyni Liściastego Krzyża 8 stycznia 2618 prz. Chr.

20 kwietnia 2584 prz. Chr.

Jeśli nawet według najświeższych teoru od każdej z tych liczb należy

odjąć 260 lat, to mimo wszystko będą to daty sięgające bardzo daleko

w przeszłość - i nie wiadomo dlaczego Majowie uwiecznili je na swoich

budowlach. W czasach określanych przez daty odczytane w Palenque

Majów jeszcze nie było!

W tej sytuacji odważę się przedstawić skromny postulat. Mądry

Indianin Hopi, Biały Niedźwiedź, opowiada, że przodkowie jego ludu

wędrowali z Ameryki Południowej kierując się ku Ameryce Środkowej.

Może Indianie ci utrwalali najważniejsze daty swojej wędrówki? A może

ów złowróżbny początek kalendarza Majów -11 sierpnia 3114 r. prz.

Chr. - oznacza dzień, w którym z nieba zstąpili Kaczynowie? A może

21 grudnia 2619 r. prz. Chr. oznacza dzień, w którym przodkowie

Majów wylądowali na wybrzeżach Ameryki Południowej, kiedy ich

ojczysty kontynent, Kasskara, pogrążył się w morzu? A może dzień 20

kwietnia 2584 r. prz. Chr. oznacza datę wyruszenia Indian w wielką

wędrówkę z południa na północ?

Tego nie wiemy. Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można

wykluczyć, że w przypadku danych z inskrypcji chodzi o daty fkcyjne,

bez związku z rzeczywistymi zdarzeniami: daty te są za dokładne, poza

tym jest ich za dużo. Jeżeli istniałaby tylko jedna taka data, którą twórcy

kalendarza umieściliby w miejscu fikcyjnego początku chronologii,

wówczas - wprawdzie z niechęcią - byłbym skłonny uznać, że to

możliwe. Ale zagadkowy zbiór dat obejmujący tysiąclecia nie daje

podstaw do przyjęcia hipotezy o fkcyjności datowań, co fachowcy

przypisują kapłanom Majów.

W Palenque odkryto i odczytano cykle astronomiczne. Znamienne są

okresy liczące 7260 i 144000 dni [11], odnaleziono jednak cykle liczące

18700, a nawet 370000 lat [12]. Po odczytaniu pewnej inskrypcji

z wyliczeń wynikło, żejeden z cykli liczył 455393401 dni - proszę sobie

tylko wyobrazić, że są to - jeżeli nie uwzględni się lat przestępnych

-1247653 lata.

Cykle tak długie nie mają na pewno nic wspólnego z historią

ludzkości. Terminy upływające po tysiącach czy milionach lat są

zastrzeżone dla bogów.

Sensacyjne odkrycie pod świątynią


Spośród wielu artystycznie zdobionych budowli najbardziej tajem-

nicza jest świątynia Inskrypcji, Templo las Inscriptiones. Znajduje się

w południowo-zachodnim rogu Pałacu, przed wzgórzem, które ar-

cheolodzy uznali za naturalną formację tektoniczną. Mam co do tego

pewne wątpliwości. Wzgórze to bowiem jest podzielone na cztery

wyraźne tarasy, a na jego szczycie odkryto świątynię i trzy niewielkie

skupiska ruin leżące na osi, której przedłużţnie jest równoległe do

najniższego stopnia świątyni i kieruje się dokładnie ku zachodniej

krawędzi wydłużonego budynku. Pagórek, porośnięty gęstym lasem,

zasłania widok od południa. Piramidy Majów stały zaś zawsze w miejs-

cach, z których roztaczał się widok na wszystkie strony świata. Mogg

sobie jednak wyobrazić, że w tym naturalnym z pozoru pagórku kryją

się niespodzianki archeologiczne.

Świątynia Inskrypcji wznosi się na szczycie szesnastometrowej pira-

midy składającej się z 9 cokołów. Na górę prowadzą szerokie, strome

schody o 60 stopniach - do świątyni jest pięć wejść - każde ma z boku

po dwa słupy z niepowtarzalnym stiukowym zdobieniem. W środku

znajdują się wspaniałe płyty reliefowe zawierające 617 hieroglifów, stąd

nazwa - świątynia Inskrypcji. Tu miała miejsce największa sensacja

archeologiczna Mezoameryki.

Tajemnicza grota pod piramidą!
Na kierownika prac wykopaliskowych w Palenque Narodowy In-

stytut Antropologii i Historii Meksyku wyznaczył dr. Alberta Ruz

Lhuilliera, meksykańskiego archeologa urodzonego w Paryżu. Ze

względu na porę deszczową prace ograniczały się do czterech miesięcy

w roku.

Dr Ruz zainteresował się przede wszystkim świątynią Inskrypcji - po



pierwsze dlatego, że znajdowała się tak wysoko na spłaszczonym

szczyeie piramidy, po drugie - że nie była dość dokładnie zbadana

przez jego poprzedników.

Ruz pracował od rana do wieczora. Pewnego dnia obserwując

przebieg prac w świątyni zauważył w podłodze podłużny ślad - polecił

go oczyścić. Ślad okazał się fragmentem zarysu prostokątnej płyty. Po

jej przeciwległych stronach znajdowało się dwanaście otworów, jak

gdyby krawędź płyty była perforowana. Dr Ruz zbadał ściany pomiesz-

czenia i zwrócił uwagę na fakt, że zagłębiają się one w grunt bardziej, niż

należałoby się tego spodziewać - schodzą znacznie poniżej poziomu

płyty.

Wystarał się więc o dźwignię. Z początku jego ludzie podnosili ciężką



płytę podłogową z trudem, centymetr po centymetrze, dysząc z wysiłku.

Potem jednak przestały im przeszkadzać nawet moskity i duchota.

Podnieceni i zaciekawieni próbowali przebić wzrokiem ciemność w po-

mieszczeniu, które otworzyło się pod ich stopami. Stopniowo zaczynali

widzieć kamienie i gruz, potem zarys schodów. Po uprzątnięciu

wierzchniej warstwy gruzu ukazało się wejście do piramidy - schod

miały polerowane stopnie. Dotknęli ścian, które również były jak

wypolerowane. Lecz zwały ziemi i kamienie zagradzały przejście

- zasypano je kiedyś z rozmysłem.

Praca była męczarnią. Im niżej schodzili, tym bardziej zbity był gruz,

tym cięższe kamienne bloki. Mieli lampę naftową, brakowało jednak

tlenu, powietrze robiło się coraz gorsze. W ciasnocie podważano kamień

za kamieniem i wydobywano na zewnątrz. Na górę wyciągano mozolnie

jedno wiadro gruzu po drugim.

Do końca pierwszego sezonu prac wykopaliskowych odsłonięto 23

stopnie. Dr Ruz był przekonany, że za rok odkryje tajemnicę piramidy.

Przypuszczał, że schody prowadzą do jej wnętrza albo że są częścią

tajnego połączenia z sąsiednią świątynią.

W trakcie drugiego sezonu wykopaliskowego odsłonięto dalsze 21

stopni. Strome schody biegły w kierunku zachodnim, co potwierdzało

hipotezę, że stanowią połączenie z inną świątynią. Ogromną nie-

spodzianką było odsłonięcie w 1950 roku stopnia czterdziestego piątego

- trafiono tu na odcinek podłogi, a korytarz zakręcał o 180ř. Potem

znów zaczęły się schody, prowadzące teraz na wschód - ku środkowi

piramidy.

Światło elektryczne ułatwiło pracę. Powietrze jednak zrobiło się nie

do zniesienia. Nie było czym oddychać. Jedynym połączeniem ze

światem zewnętrznym był nadal otwór w podłodze, który teraz znaj-

dował się 15 m nad miejscem prac.

Rok 1951. Kopano coraz głębiej. W jednej ze ścian otworzył się

prostokątny otwór. Usunięto gruz i ludzie mogli odetchnąć. Otwór był

wylotem szybu wentylacyjnego biegnącego przez ośmiometrowy mur do

zachodniej ściany piramidy. Oddychając teraz świeżym powietrzem

archeolodzy odkopali dalsze ł3 stopni. Po 66. stopniu otworzył się przed

nimi wąski, poziomy korytarz. Kolejny sezon dobiegł końca. Tym

razem dr Ruz był przekonany, że w przyszłym roku dotrze do celu: prace

toczyły się tylko 3 m nad powierzchnią gruntu - prawie na poziomie

podstawy piramidy.

Rok 1952. Następną przeszkodą był mur z kamieni spojonych

zaprawą murarską. Po jego rozbiciu ujrzano ścianę z wmurowanym

w nią glinianym pojemnikiem, zawierającym: dwa kolczyki, siedem

ozdób z jadeitu, trzy małe, malowane gliniane płytki i cudowną perłę

1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna