Erich von Daniken



Pobieranie 1.1 Mb.
Strona7/20
Data28.04.2016
Rozmiar1.1 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   20

"bożków", 13 ołtarzy, 197 naczyń kultowych oraz 27 dzieł religijnych

i naukowych - ilustrowanych rękopisów Majów. Na rozkaz biskupa

stos podpalono. Płomienie pochłonęły z sykiem niepowtarzalne świade-

ctwa wspaniałej kultury. W tłumaczeniu nazwa miasta Mani brzmi

"przeminęło".

Niewzruszony Diego de Landa pisał:

Znaleźliśmy wielką ilosć ksiąg i rysunków, lecz ponieważ nie było

w nich nic prócz przesądów i mamideł szatańskich, spaliliśmy

wszystkie, co wprawiło Majów w głębokie przygnębienie i przy-

sporzyło im wiele zmartwień." [3]

Przygnębienie to jeszcze trwa - a ogarnęło przede wszystkim

badaczy zajmujących się historią Majów. Auto da fe w Mani było

sygnałem. Ślepa gorliwość kazała teraz misjonarzom palić wszelkie

rękopisy Majów, jakie tylko udało się znaleźć. Na hasło "mamidło

szatańskie", rzucone przez de Landę, wymazywano wszelkie ślady,

które mogłyby przypominać Majom ich dawnych bożków. Mimo to

jednak klucz do świata Majów nauka zawdzięcza bezlitosnemu bis-

kupowi.


Z powodu drastyczności swoich akcji Diego de Landa - "jastrząb"

wśród misjonarzy - dostał się na hiszpańskim dworze pod ostrzał

"gołębi". Donieśli mu o tym jego szpiedzy. Biskup, biegły w dworskich

intrygach, przygotowywał się na najgorsze - szukał nowych przyjaciół,

którzy wprowadziliby go w tajemnice świata Majów. Informacje

zdobywał przede wszystkim wśród przedstawicieli indiańskich rodów

szlacheckich - Cocom, Tutul Xiu oraz Itza. Żeby móc udokumentować

niebezpieczeństwo" zagrażające ze strony Majów, zapisywał po hisz-

pańsku wszystko, co jego indiańscy przyjaciele mówili o swoich bożkach

i mitach, o swoim fantastycznym systemie liczbowym, o alfabecie

i niezwykle dokładnym kalendarzu. W 1566 roku zakończył pracę nad

pismem obrończym zatytułowanym Relación de las cosas de Yucatan

- Relacja o sprawach Jukatanu [4]. Dokument ten jest najważniejszym

źródłem dla badaczy zajmujących się historią Majów. Odkryto go przez

przypadek.

Tylko trzech lat brakowało do upływu pełnych trzech stuleci od czasu

jego napisania, kiedy w 1863 roku abbe Charles-Etienne Brasseur

(1814 - 1874) odkrył w Bibliotece Królewskiej w Madrycie dzieło de

Landy. Niepozorna książeczka stała wciśnięta między folianty oprawne

w skórę i zdobione złotymi tłoczeniami. Brasseur, który przez wiele lat

pracował jako misjonarz w Gwatemali i jako kapłan ambasady fran-

cuskiej w stolicy Meksyku, był zafascynowany odkryciem - od hisz-

pańskich liter napisanych czarnym atramentem odcinały się hieroglify i

szkice Majów przedstawiające przedmioty ich sztuki. Brasseur trafił na

nić Ariadny, która powinna doprowadzić do wyjścia z labiryntu Majów.

Spuścizna Majów


W Relación biskup de Landa pisał:

"Najważniejszą rzeczą, jaką wodzowie starali się potajemnie wywieźć

na tereny zajmowane przez swoje plemiona, były naukowe księgi." [4]

Rodak de Landy, Jose de Acosta, zanotował:

"Na Jukatanie były księgi oprawne i składane, w których uczeni

Indianie przechowywali wiedzę o planetach, sprawach natury i swo-

ich dawnych legendach." [5]

Żądzę niszczenia przetrwały trzy rękopisy Majów, zwane kodeksami.

Abbe Brasseur odnalazł Kodeks Madrycki w stolicy Hiszpanii,

u pewnego profesora szkoły dla dyplomatów.

Kodeks Paryski odkryto w 1860 roku w skrzyni pełnej starych

papierów w paryskiej Bibliotece Narodowej. Kodeks ten jest bodaj

najcenniejszym obiektem w zbiorach tei placóţvki.

Kodeks Drezdeński - przechowywany dziś w Państwowej Bibliotece

w Dreźnie - przywiózł w 1793 roku z podróży po Włoszech Johann

Christian GÓtze, bibliotekarz ówczesnej drezdeńskiej Biblioteki Króle-

wskiej. G”tze pisał:

"Nasza Biblioteka Królewska tym się spośród innych bibliotek

wyróżnia, iż jest w posiadaniu tak rzadkiego skarbu. Znaleziono go

przed kilku laty u pewnej osoby w Wiedniu i otrzymano prawie za

darmo, albowiem nie było wiadomo, cóż to jest. Bez wątpienia

pochodzi ze spuścizny jakiegoś Hiszpana, który albo sam był

w Ameryce, albo przebywali tam jego przodkowie." [6]

Jak tanio można niekiedy zdobyć skarby, kiedy nieznana jest ich

prawdziwa wartość! Kodeks Drezdeński osiągnąłby dziś zapewne w trak-

cie licytacji w londyńskim domu aukcyjnym Sotheby & Co. sumę

wyrażającą się siedmioma cyframi - w dolarach.

Te trzy kodeksy składały się jak leporella w harmonijkę. Kodeks

Paryski - a właściwiejego fragment, ponieważ brak wielu stron, a wiele

jest nieczytelnych - ma po rozłożeniu długość 1,45 m. Kodeks

Madrycki, złożony z dwóch części -jednej liczącej 42 i drugiej 70 stron

- mierzy 6,82 m. Najbardziej zaś zagadkowy i interesujący zabytek

piśmiennictwa Majów, Kodeks Drezdeński, ma po rozłożeniu długość

3,56 m. [7]

Cieniutkie strony kodeksów są sporządzone z włókna kory dzikiego

figowca. Malowano na nich za pomocą delikatnego piórka, niewiel-

kiego pędzelka bądź pręcika. Badania mikroskopowe pozwoliły ustalić

metodę wytwarzania tego materiału: korę fgowca po utłuczeniu na

miazgę uelastyczniano sokiem drzewa gumowego, nierówności między

włóknami wypełniano krochmalem uzyskiwanym z roślin bulwiastych

- na koniec powierzchnię pokrywano rodzajem pokostu z mleka

wapiennego. Wyschnięte wapno miało podobne właściwości jak cieniu-

sieńka warstwa stiuku, na której wspaniale prezentowały się farby

artystów. Proces wytwarzania "ksiąg" kończył się sklejaniem po-

szczególnych stron za pomocą delikatnych okładzin - materiału,

z którego je wykonano, nie udało się zidentyfikować. Teraz leporello

można było składać i rozkładać.

Wiek kodeksów niejest znany. Przypuszcza się, że Kodeks Drezderiski

pochodzi z Palenque, bo kilka zawartych w nim rysunków jest

identycznych z hieroglifami znajdującymi się na ścianach świątyń tego

miasta. Według ostrożnych ocen fachowców Palenque liczy sobie około

2000 lat. Podobnie jak w przypadku wszystkich świętych przekazów,

także i tu można wyjść z założenia, że kodeks ten był jedną z nie-

zliczonych kopii, jego treść więc ma również co najmniej 2000 lat.

W sumie kodeksy zawierają 6730 znaków podstawowych i 7500

afiksów - dołączonych sylab. [8] Zdawałoby się, że 6730 znaków

podstawowych to dość obfity materiał do studiów porównawczych,

które pozwoliłyby odczytać teksty. Wielki błąd! Wprawdzie Kodeks

Paryski pozwala domniemywać, że jego treścią są przede wszystkim

przepowiednie, ale do dziś nie jest to pewne. Kodeks Madrycki zawiera

podobno horoskopy i wskazówki ich stosowania, przeznaczone dla

kapłanów - o ile rzeczywiście chodzi tu o horoskopy: bardzo jednak

prawdopodobne, że wróżenie z gwiazd było dla kapłanów dziedziną

wiedzy, którą brali bardzo poważnie.

W Kodeksie Drezdeńskim natomiast możemy znaleźć niesamowite

tabele astronomiczne, zawierające informacje o zaćmieniach ciał niebie-

skich, jakie zdarzyły się w przeszłości i zdarzą w przyszłości, dane na

temat orbit Księżyca i planet. W tym przypadku fachowcy są zgodni.

Dlaczego? Ponieważ de Landa przekazał w Relación kluczyk do

matematyki i astronomii Majów.

Święte, zagadkowe znaki pisma obrazkowego
Można powiedzieć, że do dziś udało się odczytać dopiero około

ośmiuset hieroglifów Majów - świętych piktogramów, których obraz-

kowy charakter nietrudno zauważyć - jest to, jak twierdzi skromnie

specjalista w tej dziedzinie dr George E. Stuart, od pięciu do trzydziestu

procent. [9] Pięć procent stanowią na pewno znaki wyrażające liczby.

Pozostała częśćjest nadal niejasna, chociaż utrudzeni badacze zaprzęgli

do pracy nawet komputery - bez większego skutku. Nagłówki

"Odkryto tajemnicę pisma Majów" [10] czy "Rozwiązanie zagadki

hieroglifów Majów" [11] są zbyt piękne, żeby były prawdziwe. Brzmią

sensacyjnie, ale nie odpowiadają prawdziwemu stanowi nauki.

Jeden z najwybitniejszych badaczy pisma Majów, profesor Thomas

Barthel, w związku z trudnościami precyzyjnego wyjaśnienia problemu

mówi, że pismo Majów ma "charakter mieszany" [12] - nawet te

same znaki hieroglifczne mogą oznaczać różne rzeczy. Zdarzają się też

całe bloki hieroglifów stojących w środku tekstu liczbowego albo gry

słów, "dające możliwość wielorakich interpretacji, a ich sens bywa

zupełnie różny" [13). Pojawiają się także elementy pisma najróżniejszej

wielkości, "które zestawione ze sobą stapiają się w nowe jednostki

o innej wielkości".

Najtrudniejsza jednak jest dla badaczy forma tych dzieł - święte

księgi były w zamierzeniu ich twórców rodzajem tajemnego kodu,

przeznaczonego wyłącznie dla kapłanów i wtajemniczonych. Sekretne

znaki nie pozwalały zwykłym ludziom wejść w mistyczny labirynt

pisma. Poza tym w każdym mieście bądź na obszarze zajmowanym

przez dane plemię obowiązywały inne formy językowe i piktograficzne

- jakby inne dialekty.

Treść ksiąg, które mamy przed sobą, jest przerywana licznymi

rysunkami będącymi -jak można przyjąć -jakby uzupełnieniem czy

wyjaśnieniem tekstu. To samo, z czym mamy do czynienia w przypadku

kodeksów, odnosi się do ponad tysiąca tekstów hieroglifcznych, które

znaleziono w stu dziesięciu różnych miejscach. [14] Wszystkie świątynie

są obsypane znakami pisma i piktogramami. Próby połączenia ich

w jedną całość zawiodły, bo rysunki Majów nie stanowią jednoznacz-

nych ideogramów - zawiodły też próby powiązania poszczególnych

piktogramów ze słowami: obrazu słońca ze słońcem, człowieka z czło-

wiekiem, płomienia z ogniem. W owych zamierzchłych czasach uczeni

Majowie nie chcieli, żeby ich rozumiano - ich myśl biegła skom-

plikowanymi meandrami, oni zaś ujmowaliją nadto w niezwykle trudny

szyfr, przedstawiając na przykład dla wyrażenia "suszy" wizerunek

martwego jelenia albo płomień dla wyrażenia "idei". Bądź tu mądry

człowieku!

Zadziwiające jest bogactwo pomysłów, jakie stosowano w trakcie

rysowania tych kolczastych robaczków tylko po to, żeby utrudnić

zrozumienie pisma. Zazwyczaj zestaw hieroglifów jest inicjowany tak

zwanym hieroglifem wprowadzającym, który można porównać z inic-

jałem, początkową literą dawnych tekstów pisanych alfabetem łacińs-

kim - znacznie większą od pozostałych, pełną zakrętasów i często

zdobioną. Wydawałoby się zatem, że tekst czyta się od lewej do prawej.

Majowie jednak pisali w sposób bardziej zawiły. Znaki stawiano nie

tylko od lewej do prawej, lecz również od góry do dołu, częstokroć zaś

kolumny hieroglifów naleźało czytać parami znajdującymi się obok

siebie. Podobnie jak inicjały także hieroglify sygnalizują, że w danym

miejscu należy rozpocząć lekturę. Są jednak bardziej mylące - ich

funkcja to nie tylko zdobienie. Niekiedy przybierają formy czysto

geometryczne, aby po chwili zmienić się w wieloznaczną aóstrakcję:

wyobrażają ptaka bądź inne zwierzę, niekiedy ludzką głowę, potem

nieznane mitologiczne monstrum.

Bez maszyny czasu, która pozwoli nam odbyć podróż w epokę,

w której uczeni Majów wynaleźli pismo, nigdy nie uda nam się

zrozumieć, co mieli na myśli układając swoje obrazkowe łamigłówki.

"W ograniczeniu dopiero znać mistrza" - mawiał Goethe. Musimy

się więc ógraniczyć do sprawdzonej wiedzy, ajest tego i tak bardzo wiele.

Majowie znali procesy zachodzące na niebie,

których nie było im dane ujrzeć


Jedenaście stron Kodeksu Drezdeńskiego zawiera astronomiczne dane

dotyczące Wenus.

Z szeregu liczb i dat wynika, że Majom udało się obliczyć długość

roku wenusjańskiego, który wedle ich rachuby miał 583,92 dni. Liczbę tę

zaokrąglili wprawdzie do 584 dni, lecz wielkość po przecinku korygowa-

li co kilka dziesięcioleci. Dawni indiańscy astronomowie posługiwali się

zadziwiająco wielkimi jednostkami po 18980 dni, które były zgodne

z okresami ich historii, liczącymi 52 lata po 365 dni. Sumę tę dzielili

przez 73 i z tysięcy wenusjańskich lat tworzyli kompozycję liczbową,

która dawała w formie graficznej pentagram, czyli pięcioramienną

gwiazdę. [15]

Dwie strony Kodeksu Drezderiskiego poświęcono orbicie Marsa,

cztery orbicie Jowisza - nie zapomniano przy tym o jego księżycach.

Osiem stron zawiera opisy Księżyca, Merkurego, Jowisza, Saturna

i Wenus - w tej skrupulatnej rozprawie, uwzglgdniającej nawet

komety, nie brak ani Gwiazdy Polarnej, ani gwiazdozbiorów Oriona,

Bliźniąt i Plejad. [16]

Tablice astronomiczne opisują jednak nie tylko orbity poszczegól-

nych planet! Skomplikowane obliczenia przedstawiają nie tylko punkty

odniesienia poszczególnych ciał niebieskich względem siebie, lecz rów-

nież każdorazową pozycję danej planety względem Ziemi. [17] Zawarto

tam także okresy Merkurego, Wenus, Ziemi i Marsa obejmujące 135200

dni. Tak astronomiczne liczby jak 400 mln lat wcale nie odstraszały tych

doskonałych astronomów.

Astronomia Majów zawarta w Kodeksie Drezderiskim jest kuriozum

zaiste zagadkowym. Na wielu kartach przedstawiono opisy walk

toczonych między planetami [18], a z siedmiu stron ukazujących tak

zwane tabele zaćmień można odczytać każde zaćmienie, jakie miało

miejsce w przeszłości i będzie miało miejsce w przyszłości. Słynny

niemiecki profesor Herbert Noll-Husum napisał w 1937 roku:

"Tabelę zaćmień sporządzono tak genialnie, że na setki lat naprzód

można określić i odczytać z dokładnością co do dnia nie tylko każde

zaćmienie widoczne na tym obszarze, lecz również zaćmienia, których

się tu zaobserwować nie da." [19]

Niektórzy badacze historu Majów przyjmują takie oświadczenia

z niesmakiem. Jak bowiem lud, który nawet w trakcie gry w piłkę składał

ofiary z ludzi, mógł opanować astronomię tak wykraczającą poza swoje

czasy? Wjaki sposób "dzicy" zdobyli tak fantastyczne wiadomości? Kto

przekazał im wiedzę pozwalającą obliczać orbity planet? Jakiż duch

podsunął im myśl, że ciała niebieskie poruszają się we wzajemnych

korelacjach, które nadto można obliczyć? Jeżeli Mars znajduje się na

przykład w punkcie X, to jaka jest relacja Wenus do Jowisza? Majowie

umieli odpowiedzieć na takie pytanie. Tylko jak zdobyli tę wiedzę?

Dzięki obserwacjom trwającym setki lat, dzięki maniakalnej obsesji

stworzenia doskonałego kalendarza, dzięki pewnego rodzaju manii

matematycznej - mówią archeolodzy.

To zrozumiałe, że już ludzi epoki kamiennej fascynowały punkty

migocące w nocy na niebie. Można również zrozumieć, że kapłani bądź

astronomowie Majów robili na kamieniach albo na korze drzew notatki

dotyczące wschodu i zachodu najjaśniejszych gwiazd. Taka działalność,

do tego praktykowana przez stulecia, może pozwolić na stworzenie

doskonałych tabel astronomicznych.

"Lecz tym razem, tak już jest, jest inaczej, niż się chce" - pisał

Wilhelm Busch.

Majowie żyli w rejonie o znanych uwarunkowaniach meteorologicz-

nych - był to rejon, który w żadnym razie nie zapewniał idealnych

warunków do prowadzenia statych obserwacji astronomicznych. Z wil-

gotnego terenu wznosiła się mgła, która wisiała nad dżunglą. Wielkie,

tropikalne chmury deszczowe uniemożliwiały co najmniej przez sześć

miesięcy w roku obserwowanie firmamentu. Dla potwierdzenia tezy, że

świat trzyma się jeszcze kupy, dzisiejsi astrolodzy chcieliby mieć

zarówno rano jak i wieczorem - podobnie jak ich pradawni koledzy

wśród Majów - możliwość regularnej obserwacji wschodów i za-

chodów określonych ciał niebieskich. Dobra widoczność jest warun-

kiem podstawowym. Ale do tego en gros et en detail potrzebne były

astronomom Majów - czego dowodzi Kodeks Drezdeński - nie tylko

Słońce i Księżyc, lecz również pozostałe planety.

Prowadząc obserwacje z Ziemi nie można od razu umiejscowić planet

w cyklach rocznego kalendarza gwiezdnego. Ziemia porusza się wokół

Słońca po orbicie eliptycznej, inne planety też nie pozostają w spoczyn-

ku. Każda więc obserwacja wiąże się z pewnym przesunięciem czaso-

wym. Na przykład Wenus tylko co 8 lat ukazuje się w tej samej

konstelacji, Jowisz co dwanaście. W Kodeksie Drezderiskim jednak

można znaleźć astronomiczne punkty odniesienia, które powtarzają się

co 6000 lat (!). Jakiż to więc diabelski trick pozwolił Majom uzyskać tak

dokładne obliczenia astronomiezne, obejmujące nadto całe tysiąclecia?

O mozolnej drodze dochodzenia

do wiedzy astronomicznej


Nawet w liberalnej antycznej Grecji, która wydała tak wielu wspania-

łych matematyków i genialnych filozofów, za świętokradztwo uważano

twierdzenie, że Ziemia obraca się wokół Słońca. Anaksagorasa (ok.

500-428 r. prz. Chr.) oskarżono o bezbożność i skazano na wygnanie

z rodzinnego miasta, bo głosił, iż Słońce jest rozżarzoną gwiazdą [20}.

Ptolemeusz Klaudiusz (ok.100 - ok.168 r. po Chr.), który opierał się

na wynikach egipskich i babilońskich obserwacji astronomicznych

liczących setki lat, umieścił Ziemię w centrum swojego systemu,

obalonego dopiero przez Mikołaja Kopernika (1473-1543). Kopernik

twierdził, że Słońce stanowi centrum kołowych orbit planet. Jego

najważniejsze dzieło De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach

sfer niebieskich) ukazało się dopiero w 1543 roku, roku śmierci

astronoma. Autor zadedykowałje papieżowi Pawłowi III, co jednak nie

przeszkodziło, że Kościół umieściłje na indeksie. Opierając się na teorii

Kopernika Giordano Bruno ( 1548-1600) zaryzykował proklamację

jednolitego modelu świata. Po siedmioletnim więzieniu sędziowie

Inkwizycji posłali w 1600 roku tego filozofa i astronoma na stos. Tycho

de Brahe (1546-1601), dla którego król Danii Fryderyk III zbudował

obserwatorium astronomiczne na wyspie Hveen, był najwybitniejszym

astronomem z okresu przed wynalezieniem lunety astronomicznej.

Wraz ze swoimi współpracownikami obserwował gołym okiem przede

wszystkim Marsa. Obserwacje te stały się podstawą do odkryć orbit

planet, dokonanych przez współpracownika Tychona de Brahe, Johan-

nesa Keplera (1571-1630). Systemowi kopernikańskiemu de Brahe

przeciwstawił teorię, wedle której Słońce i Księżyc okrążają Ziemię

spoczywającą w centralnym punkcie układu. Johannes Kepler zaś

udoskonalił koncepcje kopernikańskie, tworząc trzy prawa dotyczące

obrotów planet, nazwane później prawami Keplera. Prawa te obaliły

twierdzenie o kołowości orbit planet. Galileuśz (1564-1642) skon-

struował i zbudował w swoim warsztacie lunetę do obserwacji astro-

nomicznych. Dzięki niej udało mu się odkryć górzystą strukturę

powierzchni Księżyca, wielość gwiazd Drogi Mlecznej, fazy Wenus,

satelity Jowisza i plamy na Słońcu. We Florencji Galileusz z tak wielką

żarliwością propagował system kopernikański, że Kościół - wedle

którego Ziemia była i miała być po wsze czasy centrum Wszechświata

- wytoczył mu w 1633 roku proces. Galileusz musiał przysiąc, że

zaprzestanie głosić swoją naukę tak w słowie, jak w piśmie.

Trzeba tu zwrócić uwagę na dwa aspekty działalności astronomów:

zjednej strony opierali się oni na doświadczeniu i wynikach obliczeń...

z drugiej wszakże nie zawsze dochodzili do bezbłędnych wniosków.

U Majów wszystko było inne
Wydaje się, że Majowie posiedli od razu całość swojej doskonałej

wiedzy astronomicznej - tak, jakby gotowe tabele danych i obliczeń

orbit planet Układu Słonecznego spadły im z nieba!

Czy można więc ze świadomością wszystkich wynikających stąd

skutków przejść do porządku dziennego nad faktem, że Majowie znali

okres obiegu Ziemi dokoła Słońca z dokładnością do czwartego miejsca

po przecinku - 365,2421 dni! Liczba ta jest znacznie dokładniejsza od

przyjętej przez kalendarz gregoriański - 365,2424 dni. Dopiero

komputery wyliczyły, że wynosi ona 365,2422 dni.

Majowie z niewiarygodną precyzją operowali gigantycznymi cyklami

po 374440 lat. Dane dotyczące obiegu Wenus wokół Słońca znali na tyle

dokładnie, że w trakcie stulecia różnice dochodziły tylko do pół godziny,

w trakcie zaś 6000 lat - tylko jednego dnia.

Angielski astronom, profesor Michael Kowan-Robinson, stwierdza

w "New Scientist":

"Taką dokładność astronomia Zachodu osiągngła dopiero w czasach

nowożytnych." [21]

Amerykański zaś archeolog Sylvanus Griswold Morley

(1883-1948), który przez wiele lat prawadził badania na Jukatanie,

odkrył miasto Majów Uaxatńn oraz kierował pracami wykopalis-

kowymi w Chichen-Itza, pisze:

"Dawni Majowie mogli określić każdą datę ze swojej chronologu

z tak wielką precyzją, że powtarzała się ona dopiero po 374440 latach

- z intelektualnego punktu widzeniajest to ogromny sukces każdego

systemu chronologicznego, zarówno starożytnego, jak i nowożyt-

nego." [22]

A jednak u prapoczątków historii Majów musiało zdarzyć się coś,

czego do dziś nie udało się odkryć. Za pomocą samych obliczeń nie

sposób ustalić, że okres obiegu Wenus dokoła Słońca co 6000 lat należy

"przesunąć" o jeden dzień. Wyliczeń takich nie da się wyciągnąć

z rękawa - muszą się opierać na wcześniejszych oţserwacjach. Ileż

pokoleń astronomów podających absolutnie bezbłędne dane było więc

trzeba dla uzyskania tak doskonałych obliczeń, że co sto lat można

było spokojnie korygować okres obiegu Wenus dokoła Słońea o pół

godziny?

Astronomowie sądzą, że wystarczy do tego parę lat obserwacji.

Łatwo mówić, gwiżdżąc na warunki pogodowe panujące w dżungli, gdy

siedzi się w wieżach z kości słoniowej współczesnych obserwatoriów

astronomicznych nafaszerowanych najnowocześniejszą techniką - do

tego rozmieszczonych w specjalnie wybranych miejscach kuli ziemskiej,

znajdujących się zazwyczaj wysoko nad poziomem morza, gdzie istnieją

optymalne warunki obserwacji astronomicznych dzięki przejrzystości

powietrza! Majowie nie mieli przecież - zabrzmi to być może idiotycz-

nie, ale trzeba to podkreślić - ani urządzeń pomiarowych, ani

radioteleskopów. Był to lud epoki kamiennej, który nie dysponował

nawet metalem.

Z wysokości wież z kości słoniowej usłyszymy od razu, że to błąd.

Astronomowie i kapłani Majów mieli nieskończenie wiele czasu, mogli

więc sobie przycupnąć na szczytach piramid schodkowych i gapić się

w niebo. Stamtąd można było bardzo łatwo wybadać superdokładne

wartości kątowe orbit planet. Tak twierdzą panowie, którzy do

obliczenia, ile jest 11 razy 17, muszą mieć kalkulator! A poza tym

w miastach Majów był metal - w końcu znaleziono tam złote posążki.

Dosyć, drodzy przeciwnicy! Kalendarz Majów istniał już, gdy

budowano piramidy schodkowe - ponieważ były one zorientowane

według danych z kalendarza. Złoto natomiast odkryto w późniejszej

epoce! Wspaniałe piramidy, świątynie i miasta zostały zbudowane bez

wyjątku przez "prymitywny" lud epoki kamiennej.

1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   20


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna