Feminist Economics. Vol. 5 (1999). str. 61-831 Globalizacja, płeć i człowiek z Davos



Pobieranie 111.97 Kb.
Strona1/3
Data03.05.2016
Rozmiar111.97 Kb.
  1   2   3

Wprowadzenie do feministycznej krytyki ekonomii – kurs online

www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny

Feminist Economics. Vol. 5:3. (1999). str. 61-831



Globalizacja, płeć i człowiek z Davos



Lourdes Benería


Streszczenie

Tekst niniejszy korzysta z analiz Karla Polanyi’ego, dotyczących społecznej konstrukcji rynku w dziewiętnasto- i wczesnodwudziestowiecznej Europie, i stosuje je w badaniach nad ukształtowaniem globalnych rynków w wieku XX. Pracę Polanyi’ego, jak okaże się w tekście, należy uzupełnić o aspekty „genderowe” [engender], co pozwoli dostrzec różne związki kobiet i mężczyzn z rynkiem oraz zrozumieć, że konstrukcja ekonomicznego podmiotu została upowszechniona na skale globalną. Tekst porusza też kwestię feminizacji siły roboczej na całym świecie i jej możliwych konsekwencji dla kobiet oraz konstrukcji „kobiety ekonomicznej”. W podsumowaniu rozpatrywane są alternatywne interpretacje tych zachowań.




Słowa kluczowe

Rynki, globalizacja, podmiot ekonomiczny (economic man), feminizacja siły roboczej, płeć [gender], modele alternatywne.



I. Wprowadzenie

W ciągu ostatnich piętnastu lat wiele powiedziano na temat globalnego rynku. Proces przyspieszenia globalizacji, który obserwujemy w ostatnich dekadach, jest potężnym źródłem zmian – kieruje narodowymi gospodarkami, pogłębia ich międzynarodowe powiązania i oddziałuje na wiele aspektów życia społecznego, politycznego i kulturalnego. Mimo dyskusji o tym, czy współczesna globalizacja jest bardziej intensywna w porównaniu z jej wcześniejszymi historycznymi okresami, to większośc badaczy zgadza się, że w grę wchodza potężne siły, które pracują nad stworzeniem „globalnej wioski”. Z perspektywy ekonomicznej podstawowymi cechami globalizacji są: przekształcenia związane z ekspansją rynków oraz gwałtowne technologiczna zmiany w komunikacji i transporcie, które przekraczają granice państw i bariery odległości, a tym samym ‘kurczą’ przestrzeń. Rynkowa ekspansja odbywa się w ramach neoliberalnego modelu rozwoju, który powrócił do dyskursu leseferyzmu i praktyki typowej dla XIX-wiecznego kapitalizmu. Jedna z tez niniejszego tekstu brzmi: mimo odmiennego tła obecna globalizacja wykazuje podobieństwa do owej wcześniejszej ekspansji rynków. Dotyczy to zarówno państw z wysokim dochodem, jak i krajów uboższych, także tych przechodzących transformację od centralnego planowania do gospodarki rynkowej, jak na terenie byłego Związku Radzieckiego.

W pierwszej części tekstu (rozdz. II-III) rozważam, do jakiego stopnia analizy zawarte w The Great Transformation [Wielkiej transformacji] Karla Polanyi’ego, a dotyczące wytwarzania rynku jako społecznej konstrukcji2 w Europie XIX i początku XX stulecia można odnieść do bardziej współczesnej postaci globalnego rynku końca XX wieku. W rozdziale IV. podejmuję próbę uzupełnienia analiz Polanyi’ego o elementy „genderowe” [„engender”] poprzez zwrócenie uwagi na płciowe aspekty owej transformacji i uwidocznienie napięć, jakie istnieją między założeniami racjonalności ekonomicznej uwarunkowanej zachowaniami rynkowymi a rzeczywistym doświadczeniem kobiet i mężczyzn. Wreszcie w części V. wykazuję, że założenia te, dominujące w tradycyjnych neoklasycznych modelach ekonomii, muszą być albo uzupełnione, albo zastąpione przez alternatywne „transformacyjne modele” ludzkiego zachowania.


II. Samoregulujący się rynek



The Great Transformation opublikowano w 1944 roku. Jest to analiza konstrukcji i rozwoju rynku zdolnego do samoregulacji oraz kapitalizmu leseferystycznego od początków Rewolucji Przemysłowej aż do wczesnych lat XX wieku. „Wielka transformacja” Polanyi’ego oznaczała „oswojenie” rynku. Znalazło to wyraz w „kolektywistycznym kontr-ruchu”, jak nazwał to Polanyi, ruchu, który począwszy od końca XIX wieku i dalej przez cały wiek XX objawiał się w „społecznym i narodowym protekcjonalizmie”, który chronił się przed „słabościami i niebezpieczeństwami wbudowanymi w samoregulujący się rynek” (s. 145).

Polanyi zwraca uwagę na głęboką zmianę w zachowaniu ludzi, widoczną w pro-rynkowych wyborach i decyzjach, gdzie dążenie do zysku zastąpiło gospodarowanie w celu zaspokojenia potrzeb (subsistence) jako ośrodek aktywności ekonomicznej. Korzyść i zysk, jak twierdzi Polanyi, nigdy wcześniej nie odgrywały tak istotnej roli w ludzkim działaniu. Krytykując koncepcję Adama Smitha, zgodnie z którą społeczny podział pracy jest determinowany przez rynek i „skłonność człowieka do handlu, wymiany i zamiany jednej rzeczy na inną” (s. 43), Polanyi dowodzi, że podział pracy w dawnych społeczeństwach zależał od „różnic związanych z płcią, geografią i osobistych zasobów i wyposażenia” (s. 44). Dla Polanyi’ego produkcja i dystrybucja w wielu wczesnych społeczeństwach były zabezpieczone przez wzajemność i redystrybucję, dwie zasady dziś już w ekonomii nieobecne. Zasady te były częścią systemu ekonomicznego, który stanowił „jedynie funkcję społecznej organizacji”, tzn. służył życiu społecznemu. Kapitalizm jednak rozwinął się w przeciwnym kierunku, doprowadzając do sytuacji, w której to system gospodarczy określa organizację społeczeństwa. W komentarzu do Smitha Polanyi stwierdza, że „nigdy jeszcze mylna interpretacja przeszłości nie okazała się tak profetyczna” (s. 43), w tym sensie, że sto lat po tym, jak Adam Smith pisał o ludzkiej skłonności do handlu wymiennego i zamiany, skłonność ta stała się teoretyczną i praktyczną normą uprzemysłowionego społeczeństwa kapitalistycznego/rynkowego. Chociaż Polanyi nie zawsze nas przekonuje, że pogoń za ekonomicznym zyskiem to efekt funkcjonowania społeczeństwa rynkowego, jej fundamentalna dla gospodarki rynkowej rola – oraz modele teoretyczne, które podtrzymują tę gospodarkę – są niewątpliwie sprawą zasadniczą.

Według Polanyi’ego rozstrzygającym krokiem w tej stopniowej transformacji ku przewadze „tego, co ekonomiczne” był proces, „który zamknął rynki wewnątrz [samoregulującej się] gospodarki rynkowej”. Wbrew standardowym opiniom Polanyi stwierdza, że zmiana ta nie była „naturalnym rezultatem rozszerzania się rynków” (s.57). Przeciwnie, ekonomia rynkowa została skonstruowana społecznie i powiązana z gruntowną przemianą w organizacji samego społeczeństwa. Toteż konstrukcja leseferystycznej gospodarki rynkowej wymagała „gigantycznego i nieprzerwanego wzrostu, centralnie zorganizowanego i kontrolowanego interwencjonizmu”, choćby w postaci inicjatyw ustawodawczych, włączając w to – w Anglii – „zawiłość postanowień w niezliczonych załącznikach do przepisów” i „biurokratyczną kontrolę przy wprowadzaniu w życie Nowych Ustaw o Ubogich” (s. 140).

Polanyi zwraca też uwagę na nadzwyczajny przyrost administracyjnych funkcji państwa świeżo wyposażonego w centralną biurokrację, na wzmacnianie własności prywatnej i egzekwowanie umów handlowych oraz innych transakcji:


„Przemiana rynków w samoregulujący się system o wielkiej mocy nie wynikała z jakiejś ich wewnętrznej skłonności do ekspansji, lecz była raczej efektem w znacznej mierze sztucznej stymulacji, której poddano ciało społeczne po to, by stawić czoła sytuacji, wytworzonej przez nie mniej sztuczny fenomen maszyny” (s. 57).
Także powstanie w XVIII- i XIX-wiecznej Anglii narodowego rynku pracy opartego na konkurencji było – zdaniem Polanyi’ego – wynikiem serii działań, które przemieściły siłę roboczą [ze wsi] i zmusiły nowe klasy pracujące do pracy za niską płacę. W tym sensie analiza Polanyi’ego implikuje sprzeczne z pozoru ujęcie leseferystycznego liberalizmu jako „wytworu celowego działania państwa”, włączając w to „świadomy i często brutalny nacisk ze strony rządu” (s. 250). Jak podkreśla Polanyi, „cały ten kompleks rządowych ingerencji zorganizowano z zamiarem stworzenia pewnej prostej [rynkowej] wolności.”

Z drugiej strony Polanyi zwraca uwagę, że „kolektywistyczny kontr-ruch” albo „wielka transformacja” – nasilające się potem zróznicowane (re)akcje przeciwko niektórym negatywnym rezultatom ekspansji rynku – powstały spontanicznie jako krytyki kapitalizmu i doprowadziły do politycznej organizacji różnorodnych działań obywatelskich. W obrębie różnych grup społecznych wielu obywateli podjęło akcje protestu. XX-wieczne ruchy lewicowe i społeczne planowanie były częścią tej transformacji, chociaż Polanyi nie upatruje jej korzeni w „jakimkolwiek uprzywilejowaniu socjalizmu czy nacjonalizmu”, lecz w „szerszej perspektywie żywotnych interesów społecznych zagrożonych przez mechanizm rozszerzającego się rynku” (s. 145). W istocie, twierdzi Polanyi, sami liberałowie często popierają ograniczenia leseferyzmu, na przykład w „ściśle określonych wypadkach, ważnych ze względów teoretycznych bądź praktycznych”; chodzi np. o zasadę zrzeszania się pracowników czy tworzenie związków zawodowych, ochronę handlu itd. Skoro więc niezwykle zróżnicowane i spontaniczne reakcje przeciwko rynkowi – również te popierane przez ruchy lewicowe – można ogólnie określić mianem „planowania”, Polanyi ma pełne prawo stwierdzić, że o ile „leseferyzm był zaplanowany, to planowanie już nie” (s. 141).

Wedle Polanyi’ego w latach dwudziestych „ekonomiczny liberalizm zyskał najwyższy prestiż”, szczególnie dzięki „dobrym budżetom i mocnej walucie”, które usprawiedliwiały wszelkie ponoszone po drodze koszty społeczne. Jego analiza to w istocie echo współczesnych realiów:
„Spłatę zagranicznych pożyczek i powrót do stabilnej waluty uznano za kryteria politycznej racjonalności; żadne osobiste cierpienie, żadne naruszenie suwerenności nie było zbyt wielką ceną za odzyskanie monetarnej stabilności” (s. 142).
Z drugiej strony Polanyi dowodzi, że lata trzydzieste „doczekały momentu, w którym zakwestionowano pewniki lat dwudziestych”, gdy „najbogatsi i najbardziej szanowani” zaczęli lekceważyć zagraniczne długi i dogmaty ekonomicznego liberalizmu (s. 142).

Głęboka transformacja, związana z [wytwrzaniem] społeczeństwa rynkowego, zanlazła swój wyraz zmianach w ludzkim zachowaniu, prowadzących do upowszechnienia się modelu racjonalnego ekonomicznego podmiotu. Jak pokazał Polanyi, „gospodarka rynkowa może istnieć tylko w społeczeństwie rynkowym”. Może zatem istnieć tylko wówczas, gdy towarzyszą jej zmiany norm i zachowań, umożliwiające funkcjonowanie rynku. Ekonomiczna racjonalność opiera się na oczekiwaniu, że ludzie zachowują się tak, by osiągać maksymalne zyski. Jak naucza każdy podstawowy kurs ekonomii, o ile przedsiębiorca poszukuje maksymalnego zysku, o tyle pracownik dąży do osiągnięcia możliwie najwyższych zarobków, a konsument do maksymalizacji użyteczności. Na poziomie teoretycznym Adam Smith powiązał egoistyczną pogoń za prywatnym zyskiem ze wzrostem dobrobytu narodów, wprowadzając niewidzialną rękę rynku. Nie widział sprzeczności między tymi dwoma elementami, a ortodoksyjna tradycja w ekonomii nadal opiera się na tym fundamentalnym założeniu.

W tej tradycji, jak często podkreśla ekonomia feministyczna, podstawowe założenie racjonalnego ekonomicznego podmiotu zostało wcielone w neoklasyczną teorię ekonomiczną (Marianne Ferber i Julie Nelson 1993; Nancy Folbre 1994). Przyjmuje się, że ekonomiczna racjonalność jest normą w ludzkim zachowaniu i sposobem na zapewnienie zdrowego funkcjonowania konkurencyjnego rynku. Ma to wynikać z efektywnej alokacji środków i maksymalizacji produkcji przy możliwie najmniejszych kosztach. Feministyczne ekonomistki zauważyły też, że najbardziej ortodoksyjna analiza pomija zachowania oparte na innych rodzajach motywacji, takich jak altruizm, empatia, miłość, sztuka czy dążenie do piękna dla nich samych, wzajemność i troska3. Działanie bezinteresowne postrzega się jako coś, co przynależy do sfery nierynkowej, takiej jak rodzina. Wprawdzie niektóre ekonomistki w ostatnich latach próbowały zrewidować neoklasyczne modele, włączając w nie coś, co Folbre (1994) nazwała Imperfectly Rational Somewhat Economic Persons or Institutions [nie do końca racjonalne, trochę ekonomiczne osoby lub instytucje]. Podmioty te dbają o własną korzyść w sposób, który niezbyt pasuje do konwencjonalnie rozumianej racjonalności ekonomicznej i „interesowności”. Ich dążenie do własnego zysku może na przykład prowadzić do skomplikowanej mieszanki zachowań – od solidarności do rywalizacji, od altruizmu do egoizmu – które trudno zrekonstruować, nawet jeśli są bliższe rzeczywistości. Jak zauważa jednak Folbre, te rewizjonistyczne modele stawiają pod znakiem zapytania wszelkie przekonania o efektywności gospodarki rynkowej. Pozwalają natomiast zaproponować rozwiązania alternatywne wobec poglądu, że ekonomiczna racjonalność stanowi normę ludzkich zachowań, a tym samym zgodne są z jednym z podstawowych ustaleń Polanyi’ego. Faktycznie – rosnąca liczba badań na temat indywidualnych preferencji pokazuje, że poszczególne jednostki reagują na wiele innych czynników niż tylko korzyść własna. Wrócimy jeszcze do tej sprawy w rozdziale IV. i V.

III. Struktura rynku narodowego i globalnego

Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła”4


Im bardziej to stulecie zbliża się do końca, tym więcej analogii można znaleźć między społeczną konstrukcją narodowej gospodarki rynkowej, analizowanej przez Polanyi’ego w kontekście dziejów XIX-wiecznej Europy, a ekspansją i pogłębieniem zarówno narodowych, jak i międzynarodowych rynków na całym świecie. Spór dotyczy oczywiście stopnia, w jakim globalizacja określa nowe historyczne tendencje; część badaczy zwraca na przykład uwagę, że niektóre wskaźniki stopnia globalizacji przypominają te osiągane we wcześniejszych okresach historycznych – choćby przed I wojną światową. A jednak intensyfikacja procesu integracji w ciągu ostatnich trzydziestu lat – na przykład w związku z coraz gwałtowniejszym ruchem towarów, komunikacji i handlu między krajami i regionami – jest bezprecedensowa. Sektor finansowy rozwinął się do tego stopnia, że jego rynki przekroczyły narodowe granice, zaś liberalizacja handlu i internacjonalizacja produkcji przyspieszyły globalną integrację rynków towarów i usług.

Na poziomie narodowym procesy te były wspierane przez liczne posunięcia rządów, które odgrywały aktywną rolę w globalizacji rodzimych gospodarek oraz życia społecznego, politycznego i kulturalnego. Tym razem jednak globalne rynki powstawały głównie dzięki interwencji sił międzynarodowych, przez tworzenie w poszczególnych regionach stref wolnego handlu bądź wspólnych rynków, rozwój wielonarodowych korporacji, działalność międzynarodowych organizacji typu Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a wreszcie wpływy obcych rządów i innych międzynarodowych czynników, choćby prywatnych banków, na kształtowanie polityki w krajach rozwijających się. W dalszej części podane zostaną przykłady tych procesów.

Po pierwsze, udział państwa narodowego w deregulacji rynków finansowych, na rynkach towarów i rynku pracy przyczynił się do stopniowej eliminacji ekonomicznych granic między państwami. Choć różny jest stopień prywatyzacji w różnych sektorach gospodarki, na różnych rynkach i w różnych krajach, to skłonność do uwalniania rynku od ingerencji stała się nieodłączną częścią polityki gospodarczej na całym świecie. Prywatyzacja i liberalizacja rynku wywołała napięcia i sprzeciw w pewnych grupach społecznych, które wcześniej posiadały przywileje, a teraz straciły część wpływów; chodzi o związki zawodowe i w ogóle wszelkie związki pracownicze w wielu krajach. Z tych i innych powodów ingerencje wymagały silnej ręki państwa, o której pisał Polanyi. Głębokie cięcia w sferze opieki społecznej, którą w ramach państwa opiekuńczego gwarantowały kraje zamożne, oraz rezygnacja z wielu tych zabezpieczeń w gospodarkach wcześniej centralnie planowanych to przykłady na to, jak tego rodzaju działania państwa unieważniły wiele poprzednio wywalczonych praw i przywilejów, jakimi dysponowała duża część społeczeństwa (Guy Standing 1989, 1999; Valentine Moghadam 1993; Charles Tilly i inni 1995). Krytyka i sprzeciw wobec tych tendencji były liczne i silne zarówno w uboższych, jak i zamożnych krajach5.

Po drugie, powstanie takich międzynarodowych bytów jak Wspólnota Europejska, ASEAN, NAFTA i Mercosur przyczyniło się do globalizacji rynków, co stanowiło odpowiedź na inicjatywy i interesy społecznych podmiotów ciągnących z tych programów korzyści6. W dodatku globalizacją pokierowały rządy działające jako główni aktorzy w międzynarodowych negocjacjach, jak choćby podczas negocjacji handlowych tzw. Rundy Urugwajskiej, które doprowadziły w 1995 roku do przekształcenia GATT (Układu Ogólnego w Sprawie Taryf Celnych i Handlu) w WTO (Światową Organizację Handlu). Pomimo oporu krajów rozwijających się powstanie WTO oznaczało wyraźne przyspieszenie liberalizacji handlu na świecie i włączenie w program liberalizacji nowych sektorów, na przykład prawa własności intelektualnej i usług, których wcześniejszy GATT nie dotyczył. Jak wiadomo, negocjacje te były odpowiedzią na inicjatywę krajów o wysokim dochodzie i na globalne interesy, a ich celem uzyskanie korzyści z liberalizacji handlu i uwolnienia rynków (Raymond Vernon 1988; Gerald Epstein, Julie Graham i Jessica Nembhard 1990; Giovanni Arrighi 1994). Podobnie kraje zamożne miały największy wpływ na integrację byłych gospodarek centralnie planowanych z globalnym rynkiem, włączając w to członkostwo w międzynarodowych organizacjach (David Kotz 1995).

Po trzecie, działania planowane na poziomie narodowym i prowadzące do większej globalizacji krajowych gospodarek były inspirowane, a czasem narzucane z zewnątrz. Typowego przykładu dostarczają strategie strukturalnego dostosowania (SAPs) przyjmowane od wczesnych lat osiemdziesiątych przez większość krajów. Wprowadzane zwłaszcza w krajach borykających się ze spłatą długów, SAPs doprowadziły do gruntownej zmiany w związku z rozszerzeniem i pogłębieniem rynku w tychże krajach. Programy radykalnej restrukturyzacji gospodarki doprowadziły do zaciskania pasa znacznej części ich populacji. Z powodu często wyniszczających kosztów społecznych programy te były niepopularne. Opierały się one na porozumieniach między rządem krajowym, państwami udzielającymi kredytów, bankami handlowymi i takimi organizacjami jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, które nierzadko wymuszały twarde warunki negocjacji nowych pożyczek i terminów spłaty7. Obejmowały one działania zmierzające do stworzenia właściwego środowiska dla funkcjonowania i ekspansji rynków, łącznie z cięciami budżetowymi, programami prywatyzacji i uwolnienia rynków, liberalizacją handlu, uproszczeniem kontroli w przypadku inwestycji zagranicznych oraz przejściem od modelu substytucji importu do promocji eksportu.

Efektem tych posunięć był często znacznie wyższy stopień integracji tych krajów z gospodarką globalną. Sprzyjały one też liberalizacji sektora finansowego, otwartości na zagranicznych inwestorów oraz wdrażaniu zasad i przepisów ułatwiających sprawne funkcjonowanie rynku, takich jak wzmocnienie prawa własności, reforma przedsiębiorstw oraz polityka decentralizacji mająca na celu zmniejszenie ingerencji państwa w gospodarkę (Bank Światowy 1996).

Choć działania te wyraźnie zwiększały ekonomiczną wolność wielu podmiotów obecnych na rynku, oznaczały zarazem zaprowadzenie rządów silnej ręki przez państwa narodowe i międzynarodowe instytucje, które pod koniec XX wieku zmierzały do urzeczywistnienia modelu neoliberalnego, chcąc w ten sposób przyspieszyć rozwój narodowych i globalnych rynków.

Były one, by nawiązać raz jeszcze do Polanyi’ego, efektem celowych interwencji państwa, dokonywanych niejednokrotnie w imię wolności gospodarczej, narzucanej jednak odgórnie, bez prawdziwej debaty między wszystkimi zaangażowanymi stronami i poza demokratycznym procesem kształtowania decyzji. Jak zauważył „The Wall Street Journal”, w Argentynie „reformy wprowadzano zwykle przez polityczny akt woli silnego prezydenta, który tysiące razy korzystał z dekretów wykonawczych” (Mary Anastasia O’Grady 1997). W Ameryce Łacińskiej Urugwaj był jedynym krajem, który w sprawie prywatyzacji brał pod uwagę zdanie obywateli – i zagłosowano tam przeciwko niej. Wiele z tych zarządzeń wprowadzono też w krajach byłego Związku Radzieckiego, gdzie szokowa terapia strukturalnego dostosowania przebiegała równocześnie z głębokimi przemianami w stosunkach ekonomicznych i społecznych; zaczęły powstawać instytucje zajmujące się procesem transformacji od centralnego planowania do gospodarki rynkowej.

Jednocześnie, na całym świecie ekspansji rynków, utożsamianej z intensyfikacją ‘modernizacji’ towarzyszyły triumfalistyczne dyskursy reafirmujące normy społeczne i zachowania związane z racjonalnością ekonomiczną. Stanowią one część procesu stwarzania rynków, który opisał Polanyi. Obserwowaliśmy różne formy tego zjawiska: od silnego nacisku na produktywność, wydajność i finansowe bodźce, do powstania nowych wartości i postaw – uosabianych przez yuppies w latach osiemdziesiątych – np. nowego typu indywidualizmu i nastawienia na rywalizację przy jawnej tolerancji, a nawet akceptacji dla nierówności społecznych i żądzy zysku8. Według neoliberalnego tygodnika „The Economist” ten splot czynników znajduje swój wyraz w metaforze „człowieka z Davos”, który – jeśli idzie o wpływ na globalny rynek – zastąpił „człowieka z Chatham House”9. Termin „człowiek z Davos”, objaśnia tygodnik, odnosi się do biznesmenów, bankowców, urzędników i intelektualistów, którzy „noszą akademickie tytuły, pracują ze słowami i liczbami, jako tako mówią po angielsku i wierzą w indywidualizm, gospodarkę rynkową i demokrację. Na całym świecie mają pod kontrolą wiele rządów razem z ich ekonomicznym i militarnym potencjałem”. Człowiek z Davos nie „podlizuje się politykom; są inne sposoby… [niż] nudne ściskanie ręki nieznanemu premierowi”. Zamiast tego woli poznawać Billów Gatesów. Krytyczna wobec koncepcji Samuela Huntingtona ze Zderzenia cywilizacji i nowego kształtu ładu światowego pochwała człowieka z Davos, jaką wygłasza „The Economist”, zmienia się w apoteozę globalnej i najnowszej wersji ekonomicznego podmiotu:
„Niektórym ludziom trudno zaakceptować człowieka z Davos: jest coś niekulturalnego w harowaniu dla pieniędzy i menedżeryzmie. Lecz do uroku człowieka z Davos należy właśnie to, że ogólnie biorąc nie obchodzi go kultura, tak jak rozumieją ją Huntingtonowie tego świata. Pójdzie na recital fortepianowy, ale będzie mu wszystko jedno, czy idea, technika albo rynek są (w skomplikowanym modelu pana Huntingtona) chińskie, hinduskie, muzułmańskie czy prawosławne.” („The Economist”, 2/1/97: 18)
Innymi słowy „The Economist” przypuszcza, że [upowszechnianie] ‘podmiotu z Davos’ dzięki magicznej sile rynku i homogenizującym tendencjom będzie raczej łączyć ludzi i kultury niż je rozdzielać. Pod wieloma względami jest on racjonalnym podmiotem ekonomicznym na skalę globalną.

To, czego nie zauważył „The Economist”, to fakt, że komercjalizacja życia codziennego i wszystkich dziedzin gospodarki stwarza tendencje i wartości, które dla ludzi i kultur mogą być odpychające. Wielokrotnie byliśmy świadkami procesu, jak członkowie społeczeństwa stawali się, by użyć terminologii Polanyi’ego, raczej „współtwórcami systemu ekonomicznego” aniżeli jakiegoś alternatywnego modelu. Jak sugeruje artykuł zawierający cytat z nagłówka niniejszego rozdziału, nieodłącznym elementem tego dyskursu jest przetrwanie najlepiej przystosowanego: stąd pogląd, że bankructwo to nieunikniona kara dla tych, którzy nie działali skutecznie i zgodnie z wymogami rynku. Poniższy fragment z artykułu nie budzi najmniejszych wątpliwości:


„…ogromna ilość przedsiebiorstw ‘szwankuje’, ale wiele jakoś działa dalej. W rezultacie słabi nie odpadają, nie odrzuca się tego, co zbędne, a cierpią na tym długoterminowe perspektywy regionu.” (Sheryl WuDunn 1998)
Obowiązującego w ortodoksyjnej ekonomii założenie, że „słabego” trzeba raczej wyeliminować niż go „przekształcać” albo mu pomóc, żeby na przykład przeciwdziałać masowym zwolnieniom i ludzkiemu cierpieniu, w ogóle nie poddaje się w wątpliwość – co jest skutkiem tego, że centralne miejsce przyznaje się wydajności, a nie celom ludzi czy społeczeństw. Autor nie bierze też pod uwagę, by azjatycki wzorzec mógł służyć za model łagodzenia społecznych skutków kryzysu, podczas gdy rozważane i wdrażane są i realizacji rozwiązania długoterminowe.

Przejście do tego dyskursu miało szczególnie dramatyczny przebieg w krajach byłego Związku Radzieckiego. Nadużycia związane z pogonią za prywatnym zyskiem i gwałtowną akumulacją bogactw na nowo powstałych rynkach były czasem potępiane nawet przez tych, którzy uczestniczyli w tym procesie (George Soros 1998). Przejście od gospodarki centralnie planowanej do rynkowej w okresie po 1989 roku zostało przeprowadzone ze znacznym udziałem państwa, często też z pomocą obcych sił i zespołów doradców ze świata kapitalistycznego (Kotz 1995; Jeffrey Sachs 1991, 1997). W przeciwieństwie do formowania się rynku w dawnej Europie, które opisał Polanyi, współczesna transformacja dokonała się w ramach zglobalizowanego modelu neoliberalnego. Z tego punktu widzenia niektóre procesy transformacyjne w tych krajach, szczególnie te będące reakcją na siły globalne, przypominają zjawiska obserwowane w Trzecim Świecie.


  1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna