Formacja wg postaci biblijnych lektura: Biblia, I księga Samuela



Pobieranie 60.9 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar60.9 Kb.

FORMACJA WG POSTACI BIBLIJNYCH

Lektura: Biblia, I Księga Samuela (rozdziały 17-31)

Wprowadzenie

Saul i Dawid: odrzucenie i wybór – Bruna Costacurta


Dzieje Dawida przekazane w 1 i 2 Księdze Samuela to typowa historia człowieka nieznanego, który wspina się na najwyższe szczyty władzy i godności, a zarazem klasyczny przykład wybrania osoby z pozoru mało znaczącej, bez wielkich możliwości, wobec której Bóg dokonuje wielkich rzeczy. Dzieje Dawida są bardzo długie, dlatego w książce omówione zostaną tylko wydarzenia najważniejsze.

Najpierw musimy się przyjrzeć dwóm postaciom: Dawidowi i Saulowi, które są symbolem odrzucenia i wyboru. Saul był pierwszym królem Izraela. Lud prosił Boga o króla, a Bóg wskazał na Saula, dlatego Samuel namaścił go na króla. Mogłoby się wydawać, że historia ta niesie pozytywne treści: Izrael ma króla! Tymczasem Saul jest postacią złożoną, kontrowersyjną.

Rozważając historię Saula, musimy zrozumieć, dlaczego Izraelici chcieli mieć władcę, dlaczego prosili Samuela o nowego króla. Po osiedleniu się w ziemi obiecanej Izraelici żyli w całkowitej zależności od Boga, który był prawdziwym przywódcą Izraela, królem. Był ich przewodnikiem na pustyni, a teraz stał się przewodnikiem Izraela na jego ziemi. Prowadząc swój lud, Bóg posługuje się sędziami — charyzmatycznymi postaciami, przez które działa. Powołuje sędziów wtedy, gdy trwa wojna, kiedy pokolenia Izraela wdają się w spór, gdy jest Mu potrzebne ludzkie pośrednictwo. To Bóg jest przywódcą, a sędzia tylko chwilowym pośrednikiem. Pełni swą funkcję dopóty, dopóki jest potrzebny.

Izraelici żyli więc w całkowitej zależności od Boga. Prosząc Go o króla, mówili, że „tak jak jest u wszystkich innych ludów”, Izraelici chcą mieć króla podobnego do innych królów, pragną państwa stworzonego na wzór krajów sąsiednich. Chcą żyć zwyczajnie, mieć państwo podobnie jak inne ludy.

Dobrze jest mieć Boga za króla, ale ten stan wywołuje poczucie odmienności, wymaga posłuszeństwa wobec prawa różnego od tego, którym kierują się inni ludzie, i opartego na innych kryteriach. Są to kryteria Boże, a podążanie drogą zgodną z nimi jest trudne i męczące, wymaga czujności, każe samotnie iść pod prąd. Izrael czuje się samotny i opuszczony, gdy zbliżają się wrogowie — Ammonici. Izraelici wiedzą, że mają Boga, ale ich Bóg jest niewidzialny, tymczasem wróg stoi pod murami miasta. Bóg jest królem Izraela, ale Go nie widać, natomiast król Ammonitów jest widoczny i budzi strach. To dlatego Izraelici chcą mieć króla, który pójdzie na czele wojska i będzie walczył w obronie swojego ludu.

Bóg walczy lepiej niż król, jest od niego silniejszy, więc Izraelowi opłaca się mieć Boga za króla, ale mieć Boga za króla oznacza też nigdy nie wiedzieć, co On zrobi: czy będzie za nich walczył, czy poczeka? Myśli Boże różnią się od naszych, dla Niego wygrać, znaczy czasem przegrać, dlatego nigdy nie wiadomo, czy Bóg pokona Ammonitów, czy nie. Król-człowiek jest słabszy od Boga, ale przynajmniej można mieć pewność, że spróbuje walczyć, tak jak chcą poddani. Dlatego Izrael prosi o takiego króla, jakiego mają inni.

Samuel ostrzega ich jednak przed tym, co zrobi nowy władca, tłumacząc, że wprawdzie król będzie za nich walczył, ale jednocześnie skorzysta ze swojej władzy. „Będzie zabierał wasze dobra, będzie brał waszych synów do swojego wojska, weźmie wasze córki i uczyni z nich swe niewolnice, zbierze owoce z waszych pól dla własnego dworu. Będzie brał”— powtarza Samuel. I to będzie jego królewskie prawo. Tak więc będzie to władca, który bierze jak inni królowie, tak różny od Boga, który daje, zamiast brać.

Lud nie słucha jednak głosu Samuela, a wtedy Bóg wskazuje na Saula, który zostaje namaszczony na króla Izraela. Jego historia okaże się tragiczna, bo Saul zachoruje na władzę. Władza może stać się chorobą. Przekonują nas o tym dwa ważne wydarzenia opisane w rozdziałach trzynastym i piętnastym w 1 Księdze Samuela.

Pierwsze wydarzenie ma miejsce wówczas, gdy Izrael znów przeżywa trudny moment, bo następni nieprzyjaciele — Filistyni — nadciągają wielką armią. Samuel poleca Saulowi poczekać na siebie, żeby złożyć ofiarę, zanim rozpocznie się wojna. Saul czeka. Mija ustalonych siedem dni, a Samuela nie widać, więc król decyduje, że sam złoży ofiarę, bo lud żyje w strachu i wojsko zaczyna się rozchodzić. Saul myśli, że uroczystość religijna będzie miała pozytywny wpływ na wojsko i na lud, przywróci ufność i poczucie bezpieczeństwa. Przez tę ofiarę stara się zjednoczyć swoich poddanych, umocnić ich w wierze, aby mogli lepiej walczyć, zwracając się do Boga. Prawda jest jednak taka, że Saul nie czeka na czas wybrany przez Boga, zatem okazuje Bogu nieposłuszeństwo, a wtedy ofiara staje się środkiem, w którym Saul szuka ocalenia. Saul zwraca się do Boga przez ofiarę, ale sam chce decydować o tym, jak znaleźć ocalenie. Przez złożenie ofiary stara się sprowokować Boga, by ratował lud. Szuka pomocy według własnego planu, zamiast trwać w postawie ufności i wiary. Ucieka się do Pana, ale zaniedbuje to, co najważniejsze, co stanowi fundament jego władzy nad Izraelem, czyli posłuszeństwo Bogu. Poprzez nieposłuszeństwo Saul nadużywa swojej władzy królewskiej i wkracza w sferę sacrum, wykorzystując ją do wzmocnienia własnej władzy. To jest pierwsze kontrowersyjne wydarzenie w historii Saula.

Później Saul nie zgładzi Amalekitów — innego wrogiego narodu. Izrael ma wielu wrogów, ale Amalekici zajmują wśród nich szczególne miejsce, bo to oni w czasie wędrówki Izraela do ziemi obiecanej przeciwstawili się Bożemu planowi zbawienia, zdradziecko atakując Izraelitów na pustyni. Teraz Saul powinien zniszczyć tego nieprzyjaciela, aby uwidocznić zwycięstwo Boga nad tymi, którzy Mu się sprzeciwiają. Dlatego Bóg polecił Saulowi, by wyniszczył Amalekitów. Oczywiście, jest to fakt symboliczny ukazujący, że ten, kto przeciwstawia się Bogu, wybiera śmierć i niszczy samego siebie. Amalekici sprzeciwili się Bogu i to powinno stać się przyczyną ich śmierci. Tymczasem Saul nie zabija wszystkich Amalekitów, Bogu składa w ofierze całopalnej ich zwierzęta, które oszczędził.

Może się wydawać, że jest to sposób oddania czci Bogu, ale to tylko pozory. Saul składa Bogu ofiarę, ale w rzeczywistości ponownie okazuje Mu nieposłuszeństwo. Tak naprawdę nie czyni tego, by uczcić Boga, lecz po to, by uhonorować samego siebie jako króla. Poprzez tę wielką ofiarę Saul mógł uroczyście świętować zwycięstwo nad Amalekitami, przemieniając je w celebrację triumfalną. O zwycięstwie tak fetowanym lud pamiętałby zawsze, a więc zawsze pamiętałby o Saulu. W ten sposób król uwieczniłby swoje imię, a lud miałby radość ze świętowania. Dlatego król chce dać satysfakcję żołnierzom, ale przede wszystkim chce umocnić swoją władzę. I tak Saul stopniowo oddala się od Boga i od własnej misji. Ulega pokusom władzy i szaleństwa, a zatem Bóg oznajmi mu za pośrednictwem Samuela, że odrzuca go jako króla.

Na jego miejsce Pan wybiera Dawida, króla według serca Bożego. To odrzucenie Saula stanowi dla nas problem, ponieważ Bóg najpierw go wybrał, teraz go odrzuca. Dzieje się tak dlatego, że to Saul odrzucił Boga. Historyczna postać Saula staje się zarazem postacią, w której objawia się coś z wymiaru eschatologicznego. Jako egocentryczny przedstawiciel władzy zamyka się w niej, a to prowadzi do odrzucenia go przez Boga. To odrzucenie nie jest jednakże potępieniem eschatologicznym Saula-człowieka, ale staje się objawieniem Bożego potępienia wobec władzy, która zamyka się w sobie, staje się arogancka, stawiając siebie na miejscu Boga.

Samuel zostaje posłany do Betlejem, gdzie ma namaścić innego króla (1 Sm 16), co nie jest proste, bo król Saul wciąż żyje. Samuel wie, że Saul jest niebezpiecznym człowiekiem, i wie, ile ryzykuje, udając się do Betlejem. Król dowiedział się bowiem od Samuela, że Bóg chce, by na jego miejscu był ktoś inny, dlatego uważnie obserwuje sytuację, wiedząc, że jego panowanie jest zagrożone. Jeśli dowie się o tym, co ma się stać, prorok będzie zgubiony. Samuel odpowiada więc Bogu: „Jakże pójdę? Usłyszy o tym Saul i zabije mnie” (1 Sm 16, 2). Prorok boi się, próbuje uciec przed zadaniem powierzonym mu przez Boga, ale Bóg nalega i wskazuje mu drogę. Samuel pójdzie do Betlejem pod pretekstem złożenia ofiary. To nie kłamstwo, prorok złoży ofiarę, ale w istocie najważniejszą sprawą nie będzie ofiara, lecz namaszczenie nowego króla.

Samuel wyrusza w drogę, aby wykonać polecenie. To Bóg decyduje o wszystkim, a on jest tylko pośrednikiem. Bóg powiedział mu: „Ja wtedy powiem ci, co masz robić: wtedy namaścisz tego, którego ci wskażę” (1 Sm 16, 3). Samuel ma być tylko posłuszny. Po raz drugi jest zmuszony dokonać namaszczenia króla, czego nigdy nie zamierzał uczynić. Nie chciał, żeby Izrael miał króla, więc nie chciał namaścić Saula, a tym bardziej nie chce czynić tego powtórnie, bo pierwszy król, którego Samuel nie chciał, wciąż istnieje i jest niebezpieczny. Samuel wprawdzie boi się ryzykować, ale skoro był posłuszny za pierwszym razem, także drugi raz daje się przekonać i w tym posłuszeństwie jest naprawdę prorokiem i pośrednikiem. Jest pośrednikiem zbawienia, bo jest posłuszny.

Samuel dociera do Betlejem i zaprasza do udziału w ofierze Jessego z rodziną, aby pośród jego synów znaleźć nowego króla. Teraz narracja staje się powolna, poznajemy szczegóły spotkania Samuela z synami Jessego. Jesse przedstawia mu pierworodnego Eliaba. Jako pierworodny Eliab jest najważniejszy, więc prawdopodobnie to on powinien być królem. Co więcej, jest nie tylko najważniejszy, lecz także najwyższy, a to jest zaleta, bo wysoki król ma większy autorytet, wydaje się dysponować większą siłą i odwagą niż niski władca, a zatem budzi podziw, także wśród innych narodów. Samuel widzi wysokiego Eliaba i myśli: „To on. To on jest królem!”, pamiętając, że również Saul był tak wysoki, że przewyższał wszystkich o głowę. Wielki król! Samuel myśli: „Skoro Bóg wybrał wysokiego Saula, teraz także będzie chciał wysokiego króla”.

A tymczasem Bóg stosuje inne kryteria; mówi do Samuela: „Nie patrz na jego wygląd ani na jego wzrost. Nie wybrałem go”. Bóg nie patrzy bowiem tak, jak patrzą ludzie. Bóg nie patrzy na wzrost, tylko na serce. Samuel jest prorokiem, więc powinien umieć zobaczyć rzeczywistość oczyma Boga. Prorok to ten, kto widzi tak jak Bóg. Samuel nie myśli teraz jak prorok, bo pozostaje w niewoli starych schematów związanych z wyobrażeniem wielkiego, potężnego króla. A Bóg myśli inaczej. W tej chwili trzeba poszukać kogoś innego, pozwolić, żeby to Bóg zdecydował. Posłuszeństwo Samuela, tak jak posłuszeństwo każdego z nas, musi być ciągle odnawiane. Nie wystarczy, że już raz zrozumieliśmy, trzeba wciąż słuchać, pozwalać się nauczać, stale być posłusznym.

I tak przechodzi przed Samuelem siedmiu synów Jessego, jeden za drugim. Za każdym razem Samuel pyta Boga, czy to jest Jego wybraniec, i w każdym wypadku musi odkryć, że to nie ten. Po przejściu kolejnego syna zmartwiony Samuel musi powiedzieć: „Pan go nie wybrał”. Za każdym razem ma nadzieję, że to będzie ten, i za każdym razem mówi: „nie”. Po przejściu wszystkich synów Jessego Samuel nie wie, co robić. Uporczywie trwając w nadziei, pyta Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” (1 Sm 16, 11). Okazuje się, że nie, nie wszyscy, pozostał jeszcze jeden.

Czytelnik o tym nie wiedział, bo nie wiedział o tym nawet Samuel. Był jeszcze jeden syn — chłopiec, który pasł stado. Był najmniejszy z rodzeństwa, najbardziej niepozorny i dlatego nawet go nie zawołano, gdy składano ofiarę. Może wręcz zapomniano o tym, że chłopiec istnieje. Samuel chwyta się szansy i każe mu przyjść. Może nie ma już nadziei, ale ufa Bogu. Chłopiec przychodzi. Dowiadujemy się, że miał rude włosy, piękne oczy i miły wygląd. I wtedy Pan mówi: „Wstań i namaść go, to ten” (1 Sm 16, 12). Samuel namaszcza go, a Duch Pański zstępuje na niego. Wtedy autor mówi nam, że chłopiec ma na imię Dawid.

Kryteria Boże różnią się od kryteriów ludzkich. Jego pomazaniec nie jest wielki, nie jest ważny, jest tylko chłopcem, który właśnie ze względu na swoją małość nadaje się do tego, by stać się znakiem mocy Bożej wśród Jego ludu. Zgodnie bowiem z jedną z głównych cech historii zbawienia właśnie małość jest uprzywilejowana w wybieraniu i objawianiu tego, co Boże. Wystarczy wspomnieć o Ablu, Jakubie, Gedeonie, Jeremiaszu, a także o kobietach — tradycyjnie uważanych za nieważne i słabe — takich, jak Debora, Judyta, Estera. To poprzez te słabe kobiety Bóg ukazuje swoją moc, aż do tej młodej kobiety, Dziewicy Maryi. I tak jest aż do ostatecznej manifestacji mocy Bożej w absolutnej słabości krzyża i w tajemnicy Człowieka, który umiera. Także On, jak Dawid, narodził się w Betlejem, także On był uważany za kogoś słabego, z kim nie trzeba się liczyć, a tymczasem to On jest ostatecznym Pomazańcem Pańskim, prawdziwym Mesjaszem, Synem Bożym, który zbawia świat. Dawid jest tylko Jego figurą, ale figurą ważną, dlatego uważnie będziemy śledzić historię Dawida, chłopca o rudych włosach i pięknych oczach.

"Ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządzi?, tak jak to jest u innych narodów" (1 Sm 8, 5).

"Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni (...) Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze równieź najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, waszych najlepszych młodzieńców i osły wasze i obarczy pracą dla siebie" (1 Sm 8, 11-16).

"Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i powiedzia?: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec" (1 Sm 16, 6).

"Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go" (1 Sm 16, 7).

MEDYTACJE BIBLIJNE
Medytacja pierwsza: O zazdrości

I Lectio

Czytaj z wiarą i uważnie święty tekst, jak gdyby dyktował go dla ciebie Duch Święty.

Saul namawiał syna swego Jonatana i wszystkie sługi swoje, by zabili Dawida. Jonatan jednak bardzo upodobał sobie Dawida. Uprzedził więc Jonatan Dawida, mówiąc:"Ojciec mój, Saul, pragnie cię zabić. Od rana miej się na baczności;udaj się do jakiejś kryjówki i pozostań w ukryciu. Tymczasem ja pójdę, by stanąć przy mym ojcu na polu, gdzie ty się będziesz znajdował. Ja sam porozmawiam o tobie z ojcem. Zobaczę, co będzie, i o tym cię zawiadomię". Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem Saulem; powiedział mu: "Niechaj nie zgrzeszy król przeciw swojemu słudze Dawidowi! Nie zawinił on przeciw tobie, a czyny jego dla ciebie bardzo pożyteczne. On przecież swoje życie narażał, on zabił Filistyna, dzięki niemu Pan dał całemu Izraelowi wielkie zwycięstwo. Patrzyłeś na to i cieszyłeś się. Dlaczego więc masz zamiar zgrzeszyć przeciw niewinnej krwi, bez przyczyny zabijając Dawida?" Posłuchał Saul Jonatana i złożył przysięgę: "Na życie Pana, nie będzie zabity!" Zawołał Jonatan Dawida i powtórzył mu całą rozmowę. Potem zaprowadził Dawida do Saula i [Dawid] został u niego jak poprzednio. 1Sm19, 1-7



II. Meditatio:
Staraj się zrozumieć dogłębnie tekst. Pytaj siebie: "Co Bóg mówi do mnie?"


Prośba: O uzdrowienie z wszelkiej zazdrości

I od tego dnia patrzył Saul na Dawida zazdrosnym okiem 1 Sm18,9 czytamy w Księdze Samuela. Saul stał się zazdrosny, gdyż Dawid miał większe sukcesy w walce z wrogiem niż on (por. 1 Sm 18,6-8). Zazdrość przysłoniła mu oczy i nie potrafił patrzeć w sposób racjonalny. Nie widział, że zwycięstwa Dawida przyczyniają się do umocnienia jego państwa, którego przecież był królem. Radość i pochwały, które otrzymał Dawid spowodowały, że poczuł się zagrożony,zazdrościł i uczynił z tego sprawę osobistą. To doprowadziło do chęci zemsty, do uknucia planu, by zgładzić Dawida. Na jakiś czas,Jonatanowi, synowi Saula, udało się odwieść ojca od tego planu (por. 1Sm 19, 3-6). Jednak, wczytując się w kolejne rozdziały dowiadujemy się,że król tak naprawdę nigdy nie odstąpił od pragnienia zemsty. Historia Saula pokazuje, że zazdrość może prowadzić do wielkich grzechów, może nawet doprowadzić do zabójstwa. Tak też się stało w historii Kaina i Abla. Co należy czynić, aby zazdrość nie gościła w moim sercu? Należy uczyć się miłości każdego człowieka. Serce musi nią żyć i jak długą nią żyje, tak długo jest odporne na zazdrość. Jeśli pojawi się ktoś, do kogo czujemy niechęć, to odporność ta niknie i zazdrość zaatakuje na nowo.

Jezus często oddalał się od tłumu ludzi. Nigdy nie odmawiał pomocy, bo wszystkich umiłował. Były jednak chwile, gdy oddalał się od tłumu. Po co?By spędzić czas ze swoim Ojcem na modlitwie. Człowiek zazdrosny wiele czasu poświęca drugiej osobie, ale tylko po to, by ją śledzić, by węszyć w jej życiu, obserwować. Zbyt wiele czasu kręci się wokół innych i to nie dlatego, by komuś pomóc, wręcz przeciwnie. Gdyby zazdrośnik przeznaczył ten czas i siły, które poświęca na śledzenie drugiego, na modlitwę, to jest na kręcenie się wokół Boga, wtedy byłby święty.


Jakie jest moje serce? Czy gości w nim na stałe zazdrość? Jakie rany mogą być jej przyczyną? Czy potrafię kochać drugiego człowieka bezinteresownie, cieszyć się jego szczęściem i skucesami? Jak sobie radzę z ukłuciami zazdrości, czy zawierzam je Bogu? Czy pracuję nad sobą? Przypomnę sobie sytuacje, w których nie radziłem sobie z zazdrością i oddam je Bogu.

III.Oratio:
Teraz ty mów do Boga. Otwórz przed Bogiem serce, aby mówić Mu o przeżyciach, które rodzi w tobie słowo. Módl się prosto i spontanicznie - owocami wcześniejszej "lectio" i "meditatio". Pozwól Bogu zstąpić do serca i mów do Niego we własnym sercu. Wsłuchaj się w poruszenia własnego serca. Wyrażaj je szczerze przed Bogiem: uwielbiaj, dziękuj i proś.


IV. Contemplatio:
Trwaj przed Bogiem całym sobą. Módl się obecnością. Trwaj przy Bogu. Kontemplacja to czas bezsłownego westchnienia Ducha, ukojenia w Bogu. Rozmowa serca z sercem. Jest to godzina nawiedzenia Słowa. Zakończ medytację krótką modlitwą, np. Ojcze nasz, Zdrowaś Mario itp.

Medytacja druga: Saul – postać tragiczna -ks. Stanisław Wypych


I. Lectio:
Czytaj z wiarą i uważnie święty tekst, jak gdyby dyktował go dla ciebie Duch Święty.

1 Sm19,8-24„Znów wybuchła wojna. Wyruszył więc Dawid i walczył z Filistynami, i zadał im wielką klęskę, tak że musieli przed nim uciekać. Zły zaś duch, zesłany przez Pana, opanował Saula, kiedy przebywał on w domu, trzymając dzidę w ręku, a Dawid [tymczasem] grał na cytrze. I Saul usiłował dzidą przybić Dawida do ściany. Uniknął on jednak [ciosu] Saula, a dzida utkwiła w ścianie. Tej też nocy Dawid ratował się ucieczką.
Tymczasem Saul wysłał posłańców do domu Dawidowego, aby go pilnowali i zaraz z rana zabili. Jednak Mikal, żona Dawida, przestrzegła go, mówiąc: «Jeżeli tej nocy nie ujdziesz z życiem, jutro będziesz zabity». Mikal spuściła przeto Dawida przez okno, a on uszedł, zbiegł i ocalał. Wzięła potem posążek i ułożyła w łożu, umieściła poduszkę z koziej sierści u jego wezgłowia i przykryła płaszczem. Gdy więc Saul przysłał posłańców, aby przyprowadzili Dawida, powiedziała, że jest chory. Wysłał więc Saul posłańców, aby go odwiedzili, mówiąc: «Przynieście go wraz z łożem do mnie, aby go zabić». Kiedy jednak posłańcy przyszli, zobaczyli w łożu posążek, a u wezgłowia poduszkę z koziej sierści. Powiedział Saul do Mikal: «Czemu mnie oszukałaś, pozwalając, by mój wróg uratował się ucieczką?» Mikal odpowiedziała Saulowi: «Sam mi powiedział: Wypuść mnie, bo inaczej cię zabiję».
Ratując się ucieczką Dawid przybył do Samuela w Rama i opowiedział mu wszystko, co mu uczynił Saul; następnie udał się z Samuelem do Najot gdzie zamieszkali. Doniesiono o tym Saulowi słowami: Dawid przebywa w Najot koło Rama. Saul wysłał więc posłańców, aby schwytali Dawida. Ci spostrzegli gromadę proroków, którzy prorokowali, i Samuela, który był ich przywódcą. Także posłańcami owładnął duch Boży i oni też prorokowali.Kiedy doniesiono o tym Saulowi, wysłał trzecich posłańców, ale i oni zaczęli prorokować. Saul udał się osobiście do Rama i zbliżywszy się do wielkiej studni w Seku, wywiadywał się: «Gdzie jest Samuel i Dawid?» Odpowiedziano mu: «Właśnie jest w Najot koło Rama». Udał się więc do Najot koło Rama, ale duch Boży owładnął także i nim, i idąc ciągle prorokował, aż dotarł do Najot koło Rama. Wtedy zdjął swe szaty i prorokował w obecności Samuela, i upadł, [i leżał] nagi przez cały dzień i całą noc. Stąd powiedzenie: «Czyż i Saul między prorokami?»



II. Meditatio:
Staraj się zrozumieć dogłębnie tekst. Pytaj siebie: "Co Bóg mówi do mnie?"


Prośba: O odnowienie relacji z Bogiem

Był pewien dzielny wojownik z rodu Beniamina – a na imię mu było Kisz, syn Abiela, syna Serora, syna Bekorata, syna Afijacha, syna Beniamina. Miał on syna imieniem Saul, wysokiego i dorodnego, a nie było od niego piękniejszego człowieka wśród synów izraelskich. Wzrostem o głowę przewyższał cały lud (1 Sm 9, 1–2); Gdy stanął w środku ludu, wzrostem przewyższał cały lud o głowę. Rzekł wtedy Samuel do całego narodu: Czy widzicie, że temu, którego wybrał Pan, nikt z całego ludu nie dorówna? A wszyscy ludzie wydali okrzyk wołając: Niech żyje król! (1 Sm 10, 23–24).
Tak po raz pierwszy Księga Samuela przedstawia Saula. Jest to charakterystyka dość osobliwa, jeśli się zważy, że mamy do czynienia z człowiekiem, który ma być królem. Nie mówi się nic o przymiotach ducha i umysłu, a tylko o wyglądzie zewnętrznym. Co oznacza ta charakterystyka? Być może chodzi o to, że decydujący jest wybór Boga i Jego łaska, a nie cechy charakteru i osobowość człowieka.
Samuel wziął wtedy naczyńko z olejem i wylał na jego głowę, ucałował go i rzekł: Czyż nie namaścił cię Pan na wodza swego ludu, Izraela? Ty więc będziesz rządził ludem Pana i wybawisz go z ręki jego wrogów dokoła. A oto znak dla ciebie, że Pan cię namaścił na wodza nad swoim dziedzictwem…Ciebie też opanuje duch Pański i będziesz prorokował wraz z nimi, i staniesz się innym człowiekiem. Gdy ci się spełnią te znaki, uczyń, co zdoła twa ręka, gdyż Bóg będzie z tobą (1 Sm 10, 1. 6–7). Bóg wchodzi w życie Saula bardzo poważnie i głęboko. Z polecenia Boga zostaje on namaszczony na króla i otrzymuje Ducha Bożego, dzięki czemu staje się innym człowiekiem.
Duch Boży faktycznie Saulowi pomaga. Decyzje Saula są trafne, a przedsięwzięcia udane: Kiedy przybyli posłowie do Gibea, miasta Saula, i przedstawili te sprawy ludziom, podnieśli wszyscy głos i płakali. Ale właśnie Saul wracał za wołami z pola i pytał się: Co się stało ludziom, że płaczą? Opowiedziano mu sprawy mieszkańców Jabesz. Opanował wtedy Saula Duch Boży, gdy słuchał tych słów, i wpadł w wielki gniew. Wziął parę wołów, porąbał je i przez posłańców rozesłał po całej krainie Izraela z wyzwaniem: Tak się postąpi z wołami każdego, kto nie wyruszy za Saulem i za Samuelem. Na cały lud padła bojaźń Pańska i wyruszyli jak jeden mąż (1 Sm 11, 4–7). I zwyciężyli.
Samuel odezwał się do ludu: Chodźcie, udamy się do Gilgal, tam na nowo ustalona będzie władza królewska. Wszyscy wyruszyli do Gilgal i obwołali tam królem Saula, przed obliczem Pana w Gilgal. Tam też przed Panem złożyli ofiary biesiadne. Saul radował się bardzo wraz z całym ludem izraelskim (1 Sm 11, 14–15). Wszystko zaczęło się bardzo dobrze.
Tymczasem Pan, wasz Bóg, jest królem waszym. Teraz więc oto jest król, którego wybraliście, ten, o którego prosiliście. Oto Pan ustanowił nad wami króla. Jeśli będziecie się bali Pana, służyli Mu i słuchali Jego głosu, nie sprzeciwiali się nakazom Pana, jeśli będziecie tak wy, jak i wasz król, który nad wami panuje, szli za Panem, Bogiem waszym [wtedy Pan będzie z wami]. Ale jeżeli nie będziecie słuchać głosu Pana i sprzeciwiać się będziecie Jego nakazom, ręka Pana będzie przeciw wam, podobnie jak była przeciw waszym przodkom (1 Sm 12, 12–15). Pan Bóg z góry i w sposób nie budzący wątpliwości ustala warunki sprawowania władzy królewskiej w Izraelu. Saul nie ma władzy absolutnej. Taką władzę ma Bóg i Saul ma być Mu posłuszny i wierny tak samo, jak i cały naród.
Próbę tej wierności przygotował Bóg już na samym początku. Była ona zawarta w poleceniu, jakie Saul otrzymał od Samuela razem z zapowiedzią namaszczenia Duchem Bożym: Pójdziesz przede mną do Gilgal, a ja później przyjdę do ciebie, aby złożyć całopalenia i ofiary biesiadne. Czekaj na mnie przez siedem dni, aż przyjdę do ciebie, aby cię pouczyć, co masz czynić (1 Sm 10, 8). Polecenie to nie wydawało się trudne, ale właśnie tu się zaczęła tragedia Saula: Hebrajczycy tymczasem przeprawili się przez Jordan do ziemi Gada i Gileadu. Ponieważ Saul był w Gilgal, odchodził od niego cały naród strwożony. Siedem dni czekał, stosownie do terminu podanego przez Samuela. Samuel nie przychodził jednak do Gilgal, dlatego odchodził lud od Saula. Wtedy Saul rzekł: Przygotujcie mi całopalenie i ofiarę biesiadną. I złożył całopalenie. Zaledwie skończył składać całopalenie, przybył właśnie Samuel. Saul wyszedł naprzeciw niego, aby go pozdrowić. Rzekł Samuel: Cóż uczyniłeś? Odpowiedział Saul: Ponieważ widziałem, że lud ode mnie odchodzi, a ty nie przybywasz w oznaczonym czasie, gdy tymczasem Filistyni gromadzą się w Mikmas, wtedy sobie powiedziałem: Filistyni zstąpią do mnie do Gilgal, a ja nie zjednałem sobie Pana! Przezwyciężyłem się więc i złożyłem całopalenie. I rzekł Samuel do Saula: Popełniłeś błąd. Gdybyś zachował przykazanie Pana, Boga twego, które ci nałożył, niechybnie umocniłby Pan twoje panowanie nad Izraelem na wieki. A teraz panowanie twoje nie ostoi się. Pan wyszukał sobie człowieka według swego serca: ustanowił go Pan wodzem swego ludu, nie zachowałeś bowiem tego, co ci Pan polecił (1 Sm 13, 7–14).
W opisie tym znajdujemy pewne elementy relacji człowieka do Boga, które są stale aktualne. Odkrywamy je w zachowaniach Saula. Chodzi przede wszystkim o rytualizm. Saul przecież nie jest bezbożnikiem, ani ateistą. Jest człowiekiem religijnym i pobożnym. Sprawy te są głęboko wpisane w jego serce. Dlatego nie odważył się zaczynać walki bez zapewnienia sobie Bożego błogosławieństwa. Był jednak przekonany, że błogosławieństwo to wynika z samego rytu złożenia ofiary. Miał wprawdzie wątpliwości, które mogły być echem tego, co już słyszał z ust Samuela (por. 1 Sm 12, 14–15). Zwyciężyło jednak błędne przekonanie i pomyłka ta miała charakter zasadniczy. Samuel wyjaśnia Saulowi jej istotę oraz zapowiada konsekwencje. Od strony człowieka – w jego relacjach z Bogiem – decydujące znaczenie ma posłuszeństwo, a nie sam fakt wykonania jakiegoś rytu, nawet jeśli jest to złożenie ofiary nakazanej przez Boga. Doskonałe i ostateczne wypełnienie prawda ta znalazła w Jezusie Chrystusie, który uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię (Flp 2, 8–9).
Saul powinien do tego się zastosować, gdyż wcześniej otrzymał stosowne pouczenie, które jednak zlekceważył (por. 1 Sm 12, 14–15). W następnych fragmentach Księgi Samuela zostaną odsłonięte inne motywy jego postępowania, znacznie poważniejsze, niż omawiany tu rytualizm, a które trzeba dokładnie omówić.



Zapowiedziane przez Samuela odrzucenie Saula jest jakby odłożone w czasie. Wydaje się, że Bóg dał mu czas do nawrócenia. Saul rzuca się w wir wydarzeń. Jego życie wypełnia wojna z Filistynami: Przez całe życie Saula trwała zacięta wojna z Filistynami (1 Sm 14, 52). Na pewno Bóg mu pomaga, gdyż zwycięstwa, jakie w tych wojnach odnosi, nie byłyby możliwe bez błogosławieństwa Bożego. Jednak autor Księgi Samuela na tę pomoc Bożą jakby nie zwraca uwagi, zostawiając potomnym bardzo „świecką” charakterystykę wojennych poczynań Saula: Skoro Saul objął panowanie nad Izraelem, walczył wokół z wszystkimi swymi wrogami (...) W którąkolwiek stronę się zwrócił, zwyciężał, dając dowody męstwa (1 Sm 14, 47-48). Wydaje się, że to, co w tym tekście nie jest zapisane, jest ważniejsze od tego, co jest napisane. Znaczące jest również milczenie Księgi Syracha na temat Saula i jego dokonań tam, gdzie jest mowa o najważniejszych wydarzeniach w historii Izraela i o kluczowych postaciach tejże historii (por. Syr 44, 1–50, 18).


Saul jest ukazany jako postać wybitna, dobry żołnierz i dowódca, ale jest to wielkość jedynie ludzka. On po prostu „daje dowody swego męstwa”, a nie dowody wierności Bogu. To nie jest Dawid wzywający Pana Najwyższego, który dał prawicy jego siłę (Syr 47, 5). Saulowi został dany czas na nawrócenie, ale on nie nawraca się do Boga, jest zwrócony ku sobie, nie opiera się na Bogu. W rezultacie tego wszystkiego jego dokonania, przecież niemałe, okazały się bez wartości. Po zwycięskiej bitwie z Amalekitami Saul przybył do Karmelu i tam postawił sobie pomnik zwycięstwa (1 Sm 15, 12). Po co? Być może wszyscy powinniśmy sobie postawić to pytanie, jako że owo działanie Saula wydaje się być symbolem wielu naszych kapłańskich poczynań.


Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedno wydarzenie, o którym mówi Księga Samuela w drugiej części rozdziału czternastego. Stało się to po jednej ze zwycięskich walk z Filistynami: Izraelici utrudzeni byli w tym dniu, tymczasem Saul zaprzysiągł lud, mówiąc: Przeklęty ten człowiek, który by spożył posiłek przed wieczorem, zanim dokonam pomsty nad mymi wrogami. I żaden z ludzi nie skosztował posiłku. Tymczasem wszyscy ludzie udali się do lasu. Był zaś miód w tej okolicy. Ludzie weszli do lasu. Miód spływał, nikt jednak nie podniósł ręki swej do ust, gdyż bali się ludzie złożonej przysięgi. Jonatan jednak nie słyszał, jak jego ojciec zobowiązywał lud przysięgą. Sięgnął końcem laski, którą miał w ręku, zanurzył ją w miodowym plastrze i podniósł do ust rękę, a oczy jego nabrały blasku (1 Sm 14, 24–27). Wedle przysięgi Saula Jonatan powinien umrzeć i Saul tak zadecydował (w. 44). Ale Saul nie był w stanie wyegzekwować swojej decyzji. Okazał się człowiekiem słabym, zależnym od ludu. Faktycznie to lud decydował, a ponieważ lud kochał Jonatana – został on ocalony. Cała ta historia skończyła się nijak.


Saul nie miał dobrych relacji z Bogiem, dlatego że nie rozumiał i nie czynił tego, co w relacjach tych jest najważniejsze. Próbował od czasu do czasu coś robić, żeby się Bogu podobać, żeby zapewnić sobie Jego przychylność w wojennych poczynaniach. To, co robił, było na pewno wyrazem jego pobożności, ale zarazem jego pomysłami. Jest możliwe, że takich pobożnych pomysłów Saul miał więcej. Zdarzenie opisane w Księdze Samuela pokazuje, że pobożność tego rodzaju nie ma żadnej wartości przed Bogiem, a nawet może być zgubna. Saul nie był w stanie wypełnić swojego ślubu i nie dokonał pomsty nad swoimi wrogami, co w jego zamierzeniach miało być owocem tego ślubu: Saul wstrzymał się od pościgu za Filistynami. Filistyni zaś usunęli się do swych siedzib (1 Sm 14, 46). Interwencja ludu uratowała Jonatana od bezsensownej śmierci.


W tej historii odnajdujemy bardzo ważną katechezę. To Bóg określa sposób, w jaki człowiek powinien oddawać Mu chwałę. Odnosi się to do wszystkich aktów kultu. Począwszy od tak poważnych spraw, jak oddanie swojego życia na Jego służbę, po sprawy tak podstawowe jak modlitwa. Człowiek może oddać swoje życie na służbę Bogu tylko wtedy, gdy otrzyma stosowne powołanie. Sformułował to Chrystus w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem (J 15, 16). Odnośnie do modlitwy mamy piękny tekst św. Pawła: Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8, 26).


Osoba Ducha Świętego ma tu znaczenie zasadnicze. Dzięki Jego darom człowiek może rozeznawać, co należy czynić, czego Bóg oczekuje, co jest Mu miłe. Dzięki darom Ducha Świętego człowiek może się modlić tak, jak Bóg oczekuje i może Mu służyć wedle Jego zamysłu.



Przypadek Saula pokazuje, że „pobożna a radosna twórczość” jest lub może być czymś poważniejszym, niż zwykły brak roztropności. Saul był namaszczony Duchem Pańskim, ale nie był temu Duchowi posłuszny i Duch ten został mu zabrany: Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida. Samuel zaś udał się z powrotem do Rama. Saula natomiast opuścił duch Pański, a opętał go duch zły, zesłany przez Pana (1 Sm 16, 14). Wydaje się, że na tym polega wielka tragedia Saula. To może się przydarzyć każdemu chrześcijaninowi, nawet kapłanowi. Sprawa jest bardzo poważna, dlatego warto poświęcić jej trochę uwagi. Dotykamy tu wielkiej tajemnicy, której do końca nie jesteśmy w stanie zrozumieć.



Spróbujmy odwołać się zatem do tekstów, które wprost o tym mówią. Św. Paweł przestrzega wiernych w Efezie: Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia (Ef 4, 30). Przestrogę, aby nie zasmucać Ducha Świętego, jeden z komentatorów określił jako „intrygującą”. Rzeczywiście, nie bardzo wiemy, na czym w gruncie rzeczy polega owo zasmucanie Ducha Świętego. Więcej światła na tragizm tego „zasmucania” daje fragment Trito-Izajasza: To nie jakiś wysłannik lub anioł, lecz Jego oblicze ich wybawiło. W miłości swej i łaskawości On sam ich wykupił. On wziął ich na siebie i nosił przez wszystkie dni przeszłości. Lecz oni się zbuntowali i zasmucili Jego Świętego Ducha. Więc zmienił się dla nich w nieprzyjaciela; On zaczął z nimi walczyć (...) Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (Iz 63, 9–10. 17). Jawią się osoby dramatu – z jednej strony Bóg, który osobiście „nosi” człowieka w jego historii, a więc w konkretnych wydarzeniach, a z drugiej strony człowiek, który tego nie rozumie, odrzuca i buntuje się. I znów – Bóg, który jest, pozwala na grzech, co jeszcze bardziej zatwardza  ludzkie serce. Słowo Boże odkrywa tu przed nami obrzeża obszaru, na którym krzyżuje się miłość i miłosierdzie Boga z głupotą i zatwardziałością człowieka. Zaledwie obrzeża. Bóg oszczędza nam oglądania wszystkiego, co się tu dokonuje. Najprawdopodobniej nie bylibyśmy w stanie takiego doświadczenia przetrzymać.
Skala dramatu, który się tu rozgrywa, jest rzeczywiście olbrzymia, a my jej nie ogarniamy ani umysłem ani sercem. Cytowany fragment Trito-Izajasza jest poprzedzony opisem tajemniczej dramatycznej wizji: Któż to jest Ten, który przybywa z Edomu, z Bosry idzie w szatach szkarłatnych? Ten wspaniały w swoim odzieniu, który kroczy z wielką swą mocą? – To Ja jestem tym, który mówi sprawiedliwie, potężny w wybawianiu. Dlaczego krwawa jest Twoja suknia i szaty Twe jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni? Sam jeden wygniatałem je do kadzi, z narodów – ani jednego nie było ze Mną. Tłoczyłem je w moim gniewie i deptałem je w mojej porywczości. Posoka ich obryzgała Mi szaty i poplamiłem sobie całe odzienie. Albowiem dzień pomsty był w moim sercu i nadszedł rok mojej odpłaty. Rozglądałem się: nikt nie pomagał. Zdumiewałem się, a nie było, kto by podtrzymał. Wówczas moje ramię przyszło Mi w pomoc i podtrzymała Mnie moja zapalczywość. Zdeptałem ludy w moim rozgniewaniu, starłem je w mojej zapalczywości, sprawiłem, że krew ich spłynęła na ziemię (Iz 63, 1–6).



Dramat, o którym mówimy, znajduje swoje wypełnienie w Jezusie Chrystusie, w Jego męce i śmierci i rozgrywa się ciągle na nowo w życiu każdego człowieka powołanego do wiary. Jest to egzystencjalna rzeczywistość naszych relacji z Bogiem. Jest to rzeczywistość pełna napięć. Na jednym biegunie Duch Święty, który uzdalnia człowieka do dzieł, których nie można wykonać „według ciała”, a z drugiej bagno, w które człowiek wchodzi zawsze, gdy zasmuca Ducha i gdy Duch ten zostaje Mu zabrany.



Przyczyny tragedii Saula są wielorakie i nie sposób ich wszystkich omówić. Ale trzeba zwrócić uwagę zwłaszcza na jedną, bo jest ona ukazana bardzo wyraźnie. Chodzi o wspomnianą już psychiczną słabość Saula, który się nie opiera na Bogu, choć taka możliwość została mu dana. W sposób bardzo wyraźny ujawnia się to w jego decyzjach podczas wojny z Amalekitami, w decyzjach, które wtedy podjął i w reakcji na upomnienia Samuela. Saul otrzymał polecenie: Pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły (1 Sm 15, 3). Ludzi wytępił ostrzem miecza, (...) ulitował się jednak (...) nad dobytkiem trzody i bydła, nad zwierzętami dwurocznymi, nad odchowanymi barankami i nad wszystkim, co było lepszego, nie chciano tego wytępić przez klątwę, cały zaś dobytek, nie posiadający żadnej wartości poddał klątwie (1 Sm 5, 9). Było to poważne naruszenie polecenia Pana. Został odrzucony przez Boga. Prorok Samuel przyszedł, aby mu oznajmić tę decyzję. Saul próbował znaleźć rozmaite wyjaśnienia. Było to pokrętne i nieprawdziwe, ale wreszcie utrafił w sedno sprawy: Popełniłem grzech: Przekroczyłem nakaz Pana i twoje wskazania, bałem się bowiem ludu i usłuchałem jego głosu (1 Sam 15, 24). Możliwe, że jeszcze w tym momencie mógł zawrócić i skierować swoje serce do Boga, ale on brnie dalej w dotychczasowym kierunku i mówi do Samuela: Ty jednak daruj moją winę i chodź ze mną, ażebym oddał pokłon Panu. Na to Samuel odrzekł Saulowi: Nie pójdę z tobą, gdyż odrzuciłeś słowo Pana i dlatego odrzucił cię Pan. Nie będziesz już królem nad Izraelem. Kiedy Samuel odwrócił się, by odejść, [Saul] chwycił kraj jego płaszcza, tak że go rozdarł. Wtedy rzekł do niego Samuel: Pan odebrał ci dziś królestwo izraelskie, a powierzył je komu innemu, lepszemu od ciebie. Chwała Izraela nie kłamie i nie żałuje, gdyż to nie człowiek, aby żałował. Odpowiedział Saul: Zgrzeszyłem. Bądź jednak łaskaw teraz uszanować mię wobec starszyzny mego ludu i wobec Izraela, wróć ze mną, abym oddał pokłon Panu, Bogu twemu. Wrócił Samuel i szedł za Saulem. Saul oddał pokłon Panu (1 Sm 15, 25–31). Ten pokłon nie miał jednak żadnego znaczenia. Był to bowiem pokłon oddany Bogu, ale ze względu na ludzi.


Prawda serca, którą Saul ujawnia jest straszna. Człowiek, namaszczony Duchem Bożym, doświadczający praktycznie mocy tego Ducha, nie ma osobistego odniesienia do Boga. Jego życiowa linia postępowania generalnie jest zakorzeniona w ludziach, w ich afektach i opiniach. Wydaje się, że tu właśnie tkwi główna przyczyna jego tragedii.


Aktualność przesłania zawartego w historii Saula jest oczywista dla tych, którzy są postawieni między ludźmi a Bogiem. Dotyczy to przede wszystkim nas – kapłanów. Wiemy, jak łatwo pomylić służbę ludziom, do której jesteśmy powołani, z drogą, na którą wszedł Saul. Relacja z Bogiem oczywiście pozostaje, ale na płaszczyźnie formalnej, co jeszcze potęguje złudzenia.

Tragiczna postać Saula została w Pierwszej Księdze Samuela namalowana za pomocą wielu wyrazistych barw i odcieni. W ramach jednej katechezy nie jest możliwe wyakcentowanie wszystkiego. Niech więc ta katecheza będzie zachętą do osobistych rozważań, gdyż w całej tej historii dałoby się znaleźć wyjaśnienie niejednej tragedii ludzi, którzy przecież otrzymali chrzest i bierzmowanie, a także i sakrament kapłaństwa. Postać Saula dana jest nam jako potężny znak ostrzegawczy, będący wyrazem troski Boga o każdego z nas. I w tym sensie jest Dobrą Nowiną.

Zastanowię się nad moją relacją do Boga. Czy jest naznaczona głównie wypełnianiem prawa czy pełna miłości i zaufania? Czy potrafię odczytać Boże plany względem swojego życia i czy je wypełniam, czy postępuję zawsze po swojemu, łamiąć zwłaszcza posłuszeństwo? Poproszę Boga o zawsze żywą relację z Nim oraz o wierność Jemu.

III.Oratio:
Teraz ty mów do Boga. Otwórz przed Bogiem serce, aby mówić Mu o przeżyciach, które rodzi w tobie słowo. Módl się prosto i spontanicznie - owocami wcześniejszej "lectio" i "meditatio". Pozwól Bogu zstąpić do serca i mów do Niego we własnym sercu. Wsłuchaj się w poruszenia własnego serca. Wyrażaj je szczerze przed Bogiem: uwielbiaj, dziękuj i proś.


IV. Contemplatio:
Trwaj przed Bogiem całym sobą. Módl się obecnością. Trwaj przy Bogu. Kontemplacja to czas bezsłownego westchnienia Ducha, ukojenia w Bogu. Rozmowa serca z sercem. Jest to godzina nawiedzenia Słowa. Zakończ medytację krótką modlitwą, np. Ojcze nasz, Zdrowaś Mario itp.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna