Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona15/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   ...   11   12   13   14   15   16   17   18   ...   24

Pragnienie równego uznania czy szacunku jest jedną z największych namiętności czasów nowoczesnych, jak ponad 170 lat temu zauważył w O demokracji w Ameryce Tocqueville262. Znaczenie tego pragnienia w demokracji liberalnej jest rzeczą skomplikowaną. Niekoniecznie sądzimy, że jesteśmy równi pod każdym względem, czy żądamy, aby nasze żywoty były takie same. Większość ludzi godzi się z faktem, że osoba taka jak Mozart, Einstein czy Michael Jordan ma talenty i zdolności, których oni sami nie mają, oraz cieszy się uznaniem i bogactwem w związku ze swoimi osiągnięciami. Akceptujemy, choć niekoniecznie pochwalamy fakt, że bogactwo jest nierówno podzielone, zgodnie z tym, co James Madison nazwał „różnymi i nierównymi zdolnościami gromadzenia własności”. Uważamy jednak również, że ludzie zasługują, aby zatrzymać dla siebie to, co zarobili, oraz że ludzie różnią się swoimi zdolnościami do pracy i zarabiania pieniędzy. Godzimy się również z faktem, że różnie wyglądamy, pochodzimy z różnych ras oraz grup etnicznych, jesteśmy różnej płci oraz posiadamy różne kultury.

Czynnik X

Żądanie równego uznania wskazuje, że kiedy odsuniemy na bok wszystkie akcydentalne cechy człowieka, pozostanie nam pewna esencja człowieczeństwa, warta pewnego minimalnego szacunku - nazwijmy ją czynnikiem X. Kolor skóry, wygląd, klasa społeczna czy bogactwo, płeć, kultura, czy nawet wrodzone talenty są akcydentalnymi cechami, których nie uznajemy tu za esencję. Na podstawie tych drugorzędnych cech podejmujemy decyzje o wyborze przyjaciół, małżonków czy partnerów biznesowych, opierając się na nich decydujemy też, kogo unikać na przyjęciach. Jeżeli chodzi jednak o politykę, musimy w równym stopniu szanować wszystkich ludzi, ze względu na posiadanie przez nich czynnika X. Można ugotować, zjeść, torturować, zniewolić czy przetworzyć ciało jakiegokolwiek stworzenia nie posiadającego czynnika X, lecz jeżeli zrobi się to z istotą ludzką, jest się winnym „zbrodni przeciw ludzkości”. Istotom posiadającym czynnik X przyznajemy nie tylko prawa człowieka, lecz również, jeżeli są dorosłe, prawa polityczne - prawo do życia w demokratycznej wspólnocie politycznej, gdzie ich prawa do wypowiedzi, wyznawania religii, stowarzyszania się oraz uczestniczenia w życiu politycznym są szanowane.

Zakres grupy, której przypisujemy posiadanie czynnika X, jest jednym z najbardziej spornych problemów w dziejach ludzkości. Dla wielu społeczności, w tym większości demokratycznych społeczeństw we wcześniejszym okresie historii, czynnik X należał do znaczącego podzbioru rasy ludzkiej, z wyłączeniem ludzi należących do pewnej płci, kasty ekonomicznej, rasy czy plemienia, jak również ludzi o niskiej inteligencji, upośledzonych, z wrodzonymi defektami itp. Społeczeństwa te były silnie rozwarstwione, różne klasy w ich obrębie posiadały więcej lub mniej czynnika X, niektóre zaś w ogóle go nie posiadały. Obecnie dla wyznawców idei liberalnej równości czynnik X stanowi jaskrawoczerwoną linię odgradzającą całą rasę ludzką od reszty. Wszyscy znajdujący się wewnątrz tego obrysu zasługują na równy szacunek, istotom na zewnątrz tej linii przysługuje już jednak niższy poziom godności. Czynnik X to esencja człowieczeństwa, najbardziej podstawowy sens bycia człowiekiem. Jeżeli wszystkie istoty ludzkie są obdarzone równą godnością, czynnik X musi być ich wspólną, powszechną cechą. Czym więc jest ten czynnik i skąd pochodzi?

Dla chrześcijan odpowiedź na to pytanie jest dość prosta: pochodzi on od Boga. Człowiek został stworzony na obraz Boga, w związku z czym obdarzony jest cząstką Jego świętości, człowiekowi przysługuje więc większy szacunek niż reszcie stworzenia. Posługując się słowami papieża Jana Pawła II, oznacza to, że Jednostka ludzka nie może być podporządkowana gatunkowi ani społeczeństwu jako środek czy narzędzie, gdyż ma samoistną wartość. Jest osobą. Dzięki swej inteligencji i woli jest zdolna tworzyć z bliźnimi więzi wspólnoty i solidarności, potrafi złożyć dar z siebie (...). Cały człowiek, włącznie z ciałem, jest obdarzony taką godnością, ponieważ posiada duszę duchową”263.

Przyjmijmy, że nie jesteśmy chrześcijanami (ani wyznawcami żadnej innej religii) i nie przyjmujemy założenia, że człowiek został stworzony na obraz Boga. Czy istnieje świecka podstawa, aby sądzić, że ludziom przysługuje szczególna pozycja moralna lub godność? Być może najsłynniejszą próbę stworzenia filozoficznej podstawy godności ludzkiej podjął Kant, który twierdził, że czynnik X wywodzi się z ludzkiej zdolności dokonywania wyborów moralnych. Ludzie mogą różnić się inteligencją, bogactwem, rasą czy płcią, wszyscy jednak są w tym samym stopniu zdolni do działania - lub nie - zgodnie z prawem moralnym. Ludzie posiadają godność, ponieważ jako jedyni mają wolną wolę - nie tylko subiektywną iluzję wolnej woli, lecz rzeczywistą zdolność wzniesienia się ponad determinizm przyrody oraz związki przyczynowe. To właśnie istnienie wolnej woli prowadzi Kanta do słynnego wniosku, że istoty ludzkie trzeba traktować jako cele, nigdy jako środki.

Wyznawcom materialistycznej teorii Wszechświata - a więc olbrzymiej większości naukowców-przyrodników - bardzo trudno jest zgodzić się z kantowskim ujęciem ludzkiej godności. Wynika to z tego, że ujęcie takie zmusza ich do zaakceptowania pewnej formy dualizmu - istnieje domena ludzkiej wolności niezależna wobec domeny przyrody i nie zdeterminowana przez nią. Większość naukowców zajmujących się naukami przyrodniczymi twierdzi, że to, co bierzemy za wolną wolę, jest tak naprawdę złudzeniem, wszelkie zaś decyzje ludzkie można sprowadzić do przyczyn materialnych. Ludzie decydują się, aby robić takie a nie inne rzeczy, ponieważ aktywuje się taka a nie inna grupa neuronów, z kolei taka a nie inna aktywacja neuronów wynika z uprzedniego, materialnego stanu mózgu. Ludzki proces decyzyjny może być bardziej skomplikowany od zwierzęcego, lecz nie ma ostrej linii podziału odróżniającej ludzkie wybory moralne od wyborów podejmowanych przez inne zwierzęta. Sam Kant nie przedstawia żadnego dowodu na istnienie wolnej woli; mówi on, że jest to po prostu niezbędny postulat czystego, praktycznego rozumu dotyczący natury moralności - takiego zaś argumentu zatwardziały posługujący się empirią naukowiec po prostu nie przyjmie.

Wykorzystać możliwość

Problem, który stawiają przed nami współczesne nauki przyrodnicze, jest jeszcze głębszy. Sama koncepcja, że istnieje coś takiego jak „esencja” człowieczeństwa, jest nieustannie atakowana przez naukę od około stu pięćdziesięciu lat. Jedno z najbardziej podstawowych twierdzeń darwinizmu mówi, że gatunki nie posiadają esencji264. Znaczy to, że o ile Arystoteles sądził, że gatunki są wieczne (to znaczy, że to, co nazywamy „zachowaniem typowym dla gatunku”, jest niezmienne), o tyle teoria Darwina utrzymuje, że zachowanie organizmu zmienia się w wyniku jego interakcji ze środowiskiem. To, co jest typowe dla gatunku, reprezentuje fotografię tego gatunku uchwyconego w pewnym momencie czasu ewolucyjnego; to, co przedtem, i to, co potem, jest już inne. Ponieważ, według darwinizmu, procesem ewolucji nie kierują żadne teleologiczne siły z zewnątrz, więc to, co wydaje się esencją gatunku, jest jedynie przypadkowym produktem ubocznym losowo działającej ewolucji.

Z tej perspektywy to, co nazywamy naturą ludzką, to jedynie typowe dla naszego gatunku cechy i zachowania, które wykształciły się około stu tysięcy lat temu, podczas okresu nazywanego przez biologów ewolucyjnych „erą ewolucyjnego przystosowania” - gdy przodkowie współczesnych ludzi żyli i rozmnażali się w afrykańskiej sawannie. Dla wielu ludzi oznacza to, że natura ludzka nie ma szczególnej pozycji drogowskazu moralnego czy wyznacznika hierarchii wartości, ponieważ jest ona uwarunkowana historią. Na przykład, David Hull powiada:


Nie rozumiem, dlaczego istnienie uniwersalnych cech ludzkich miałoby być aż tak ważne. Być może wszyscy ludzie - i tylko ludzie - mają przeciwstawne kciuki, używają narzędzi, żyją w społeczeństwie i tak dalej. Myślę, że takie stwierdzenia są błędne lub bez znaczenia, lecz nawet gdyby były prawdziwe i ważne, rozkład tych cech jest w dużej mierze kwestią przypadków zachodzących w trakcie ewolucji265.
Genetyk Lee Silver, chcąc podważyć pogląd, że istnieje naturalny porządek, który mógłby zostać zniszczony przez inżynierię genetyczną, stwierdza:
Ewolucja jednak nie ma z góry wyznaczonego celu i nie zawsze oznacza postęp. Stanowi ona po prostu reakcję na warunki otoczenia. Gdyby planetoida, zamiast uderzyć w Ziemię 65 milionów lat temu, przeleciała bokiem, nie doszłoby do powstania człowieka. Naturalny tok wydarzeń nie zawsze jest pozytywny: do 1977 roku ospa (...) była częścią „naturalnych procesów przyrody”. Dzięki interwencji człowieka została wyeliminowana266.
Niemożność zdefiniowania esencji natury nie martwi żadnego z tych autorów. Hull stwierdza: „Ja na przykład bardzo obawiałbym się opierać tak ważną rzecz jak prawa człowieka na czymś tak tymczasowym i przypadkowym [jak natura ludzka] (...). Nie pojmuję, dlaczego ma ona mieć znaczenie. Nie pojmuję na przykład, dlaczego musimy być tacy sami, aby posiadać prawa”267. Silver z kolei wyśmiewa obawy dotyczące inżynierii genetycznej wysuwane przez ludzi religijnych lub wierzących w porządek naturalny. W przyszłości człowiek nie będzie już niewolnikiem swoich genów, lecz ich panem:
Czemu nie wykorzystać tej możliwości? Dlaczego mielibyśmy zrezygnować z przejęcia kontroli nad procesami, które w naszej ewolucyjnej przeszłości przebiegały zupełnie przypadkowo? Dziś możemy wpływać na prawie wszystkie aspekty życia naszych dzieci, modyfikując czynniki społeczne i warunki rozwoju, a w niektórych przypadkach stosując środki farmakologiczne, takie jak ritalin czy prozac. Dlaczego mielibyśmy zrezygnować ze stosowania metod genetycznych, skoro akceptujemy prawa rodziców do pomagania dzieciom wszystkimi innymi metodami?268
Właśnie, czemu nie wykorzystać tej możliwości?

Zacznijmy od zastanowienia się nad konsekwencjami porzucenia koncepcji czynnika X lub esencji człowieczeństwa, która łączy wszystkie istoty ludzkie, dla idei powszechnej równości ludzi - idei, do której przywiązani są niemal wszyscy chcący rozprawić się z koncepcją esencji człowieczeństwa. Hull ma rację, mówiąc, że nie musimy wszyscy być tacy sami, by posiadać prawa - musimy jednak być tacy sami w pewnym kluczowym aspekcie, by posiadać równe prawa. Boi się on, że opieranie praw człowieka na naturze ludzkiej doprowadzi do napiętnowania homoseksualistów, ponieważ ich orientacja seksualna różni się od heteroseksualnej normy. Jedyną jednak podstawą żądania równych praw dla gejów jest argument, że niezależnie od swojej orientacji seksualnej są oni również ludźmi w sensie, który jest bardziej podstawowy od ich preferencji seksualnych. Jeżeli nie jesteśmy w stanie znaleźć tego innego wspólnego mianownika, nie ma powodu powstrzymywać się od dyskryminacji gejów, ponieważ różnią się oni od wszystkich innych.

Podobnie Lee Silver, rwący się, by wykorzystać potęgę inżynierii genetycznej do „poprawiania ludzi”, jest przerażony perspektywą użycia jej do stworzenia klasy istot genetycznie lepszych. Maluje on scenariusz, w którym kasta zwana genriczami (grupa osobników wzbogaconych genetycznie) ciągle zwiększa możliwości poznawcze swoich dzieci aż do momentu, kiedy oddzielają się one od reszty rasy ludzkiej jako osobny gatunek.

Silvera nie martwią inne rzeczy, do których może doprowadzić technika umożliwiająca nienaturalny rozród - na przykład para lesbijek posiadających biologiczne potomstwo lub użycie komórek jajowych pobranych od nienarodzonego płodu płci żeńskiej w celu stworzenia dziecka, którego matka nigdy nie przyszła na świat. Odrzuca on niemal wszystkie moralne obawy dotyczące przyszłości inżynierii genetycznej wysuwane przez religię czy tradycyjne systemy moralne, uważa jednak, że granicę powinno ustawić się tam, gdzie zagrożona jest równość ludzi. Silver nie rozumie jednak, że jeśli przyjmie się jego założenia, nie ma podstaw, by sprzeciwiać się powstaniu kasty osobników wzbogaconych genetycznie lub przyznaniu sobie przez nich większych praw niż tym o uboższym genotypie. Skoro nie istnieje trwała esencja wspólna wszystkim istotom ludzkim, lub raczej ponieważ esencja ta jest zmienna i zależna od działań ludzkich, dlaczego nie stworzyć rasy z metaforycznymi siodłami na grzbietach oraz drugiej, z butami i ostrogami, która dosiadałaby tej pierwszej? Dlaczego nie wykorzystać również tej możliwości?

Bioetyk Peter Singer - fakt otrzymania przez niego posady na Uniwersytecie Princeton wywołał burzę z powodu głoszenia przezeń dopuszczalności w pewnych okolicznościach dzieciobójstwa oraz eutanazji - jest po prostu bardziej konsekwentny niż większość ludzi, gdy trzeba zmierzyć się ze skutkami porzucenia koncepcji godności ludzkiej. Singer jest skrajnym utylitarystą: uważa on, że jedyną sensowną normą etyczną jest minimalizacja sumy cierpienia wszystkich istot. W jego jawnie darwinistycznym oglądzie świata ludzie są częścią kontinuum życia i nie posiadają w nim szczególnej pozycji. Prowadzi go to do dwóch niezaprzeczalnie logicznych wniosków: istnieje potrzeba przyznania praw zwierzętom, ponieważ podobnie jak ludzie mogą one odczuwać ból i cierpienie, oraz zmniejszenia praw dzieci i starszych ludzi, którym brakuje pewnych cech, takich jak samoświadomość, pozwalająca przewidzieć nadchodzący ból. Według Singera, prawa pewnych zwierząt zasługują na więcej szacunku niż prawa pewnych ludzi.

Singer nie jest jednak wystarczająco konsekwentny w podążaniu za swoimi przesłankami aż do wypływającego z nich logicznego wniosku, jest bowiem gorącym egalitarystą. Nie wyjaśnia on wszakże, dlaczego ulga w cierpieniu powinna być jedynym dobrem moralnym. Filozof Fryderyk Nietzsche jak zwykle dużo jaśniej niż wszyscy inni pojął konsekwencje postępu współczesnych nauk przyrodniczych oraz porzucenia koncepcji godności ludzkiej. Potrafił dostrzec, że z jednej strony, w momencie gdy nie można już odgrodzić całej ludzkości wyraźną czerwoną linią od reszty świata, wchodzimy na drogę powrotu do o wiele bardziej zhierarchizowanego społeczeństwa. Jeżeli istnieje ciągłość pozwalająca na przejście od człowieka do nieczłowieka, istnieje również ciągłość przejść między ludźmi. Musiałoby to oznaczać wyzwolenie się jednostek silnych z ograniczeń, które narzuciła im wiara w Boga czy też w Naturę. Z drugiej strony jednak, reszta ludzkości domagałaby się zdrowia i bezpieczeństwa - jedynych dostępnych dóbr, ponieważ wszystkie wyższe cele wyznaczone niegdyś ludziom zostałyby odrzucone. Jak powiada stworzony przez Nietzschego Zaratustra: „Ma się swą przyjemnostkę na dzień i swą przyjemnostkę na czas nocy; lecz zdrowie ceni się nade wszystko. »Myśmy szczęście wynaleźli« - mówią ostatni ludzie i mrużą oczy”269. Istotnie, powrót hierarchii oraz egalitarne żądania zdrowia, bezpieczeństwa i ulgi w cierpieniu mogłyby współistnieć w zgodzie, jeżeli władcy przyszłości byliby w stanie zapewnić masom wystarczająco wiele „małych trucizn”, których by się one domagały.

Zawsze uderzało mnie, że sto lat po śmierci Nietzschego jesteśmy dużo dalej od świata nadludzi czy ostatniego człowieka, niż on sam to przepowiedział. Nietzsche określił kiedyś Johna Stuarta Milla jako głupca w związku z jego wiarą, że można mieć coś na kształt moralności chrześcijańskiej bez wiary w chrześcijańskiego Boga. A jednak w zlaicyzowanych w przeciągu ostatnich dekad Europie i Ameryce ciągle wierzy się w koncepcję godności ludzkiej, która oddzieliła się już całkowicie od swoich chrześcijańskich korzeni. Nie jest to wiara zanikająca: pomysł wykluczenia jakiejkolwiek grupy ludzi na podstawie ich rasy, płci, upośledzenia czy właściwie jakiejkolwiek innej cechy z kręgu istot obdarzonych godnością ludzką ściągnąłby hańbę na każdego polityka, który z nim wystąpiłby. Jak to ujmuje filozof Charles Taylor: „Uznalibyśmy za niesłuszne i nieuzasadnione wyznaczenie granic, które nie objęłyby całej ludzkości”, każdego zaś, kto spróbowałby to uczynić, „natychmiast zapytalibyśmy, co odróżnia tych w środku od tych, których pozostawiono na zewnątrz”270. Pogląd o równej godności ludzkiej, oderwany od swoich chrześcijańskich czy kantowskich korzeni, jest prezentowany z mocą dogmatu religijnego nawet przez największych materialistów wśród przyrodników. Trwający spór o status moralny istot nienarodzonych (będziemy go tu jeszcze rozważać) jest jedynym wyjątkiem od tej ogólnej zasady.

Powody trwałości koncepcji równej godności ludzkiej są skomplikowane. Częściowo jest to kwestia siły nawyku oraz tego, co Max Weber nazwał niegdyś „duchem martwych wierzeń religijnych”, który ciągle nas nawiedza. Jest to częściowo wynik przypadku historycznego: ostatnim ważnym ruchem politycznym, który jawnie zaprzeczał założeniu o powszechności godności ludzkiej, był nazizm, a przerażające skutki rasowej oraz eugenicznej polityki nazistów były dla kilku pokoleń wystarczającą szczepionką przeciw takiemu poglądowi.

Innym jednak ważnym powodem trwałości koncepcji powszechnej godności ludzkiej jest coś, co można nazwać naturą samej natury. Wiele powodów, dla których kiedyś odmawiano godności ludzkiej pewnym grupom, zostało zdemaskowanych jako uprzedzenia lub odkryto ich kulturalne czy środowiskowe uwarunkowania, które można było zmienić. Poglądy, że kobiety są nadmiernie irracjonalne czy kierują się emocjami w zbyt dużym stopniu, by brać udział w polityce, czy że imigranci z Europy Południowej mają mniejsze głowy i są mniej inteligentni niż ci z Europy Północnej, upadły dzięki naukowemu, empirycznemu podejściu. To, że na Zachodzie po zniknięciu przywiązania do tradycyjnych wartości religijnych nie upadł całkowicie porządek moralny, również nie powinno nas dziwić, ponieważ porządek moralny pochodzi z samej natury ludzkiej, nie musi zaś być jej narzucony przez kulturę271.

Wszystko to może ulec zmianie wskutek przyszłych osiągnięć biotechnologii. Najoczywistszym i najbliższym niebezpieczeństwem jest zmniejszenie się dużych genetycznych różnic między jednostkami i grupowanie się pewnych wariantów genetycznych wewnątrz wyraźnie wydzielonych grup społecznych. Dzisiaj „loteria genetyczna” gwarantuje, że dzieci bogatych rodziców, którzy odnieśli sukces, niekoniecznie odziedziczą talent oraz zdolności, które pomogły ich matce czy ojcu w przebiciu się. Oczywiście zawsze w pewnym stopniu dochodziło do doboru genetycznego: wybiórcze łączenie się w pary oznacza, że ludzie, którzy odnieśli sukces, będą łączyć się ze sobą i przekażą swoim dzieciom lepsze warunki życiowego startu w stopniu, w jakim ich sukces był uwarunkowany genetycznie. W przyszłości jednak do optymalizacji przekazywanych potomstwu genów można będzie użyć całej potęgi nowoczesnej techniki. Oznacza to, że elity społeczne będą mogły nie tylko przekazywać uprzywilejowanie społeczne, lecz również wbudowywać je swoim dzieciom. Może to któregoś dnia objąć nie tylko inteligencję czy urodę, ale też cechy behawioralne, takie jak pracowitość, ambicja i tym podobne.

Wielu uważa loterię genetyczną za niesprawiedliwą, ponieważ skazuje ona niektórych ludzi na niższą inteligencję, gorszy wygląd czy różne upośledzenia. W innym sensie jest ona jednak głęboko egalitarna, ponieważ musi brać w niej udział każdy, niezależnie od klasy społecznej, rasy czy grupy etnicznej. Najbogatsi ludzie miewają (i to często) synów nieudaczników, stąd powiedzenie „od łachmanów do łachmanów w przeciągu trzech pokoleń”. Kiedy loterię zastąpi wybór, pojawi się nowa płaszczyzna rywalizacji między ludźmi, rywalizacja ta zaś grozi zwiększeniem przepaści między szczytem a dnem hierarchii społecznej.

Warto zastanowić się nad tym, co pojawienie się genetycznej kasty nadludzi znaczy dla koncepcji powszechnej godności ludzkiej. Obecnie wielu inteligentnych i dobrze radzących sobie w życiu młodych ludzi uważa, że swój sukces zawdzięczają szczęśliwemu przypadkowi właściwego urodzenia się i wychowania - w przeciwnym razie ich życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Innymi słowy, czują oni, że mieli szczęście, i są w stanie odczuwać współczucie dla tych, którzy mieli go mniej. Gdy zostaną oni jednak „dziećmi z wyboru”, wyselekcjonowanymi przez swoich rodziców na podstawie genów tak, by posiadali pewne cechy, mogą zacząć uważać, że ich sukces nie wynika ze szczęścia, lecz z mądrych decyzji i planów powziętych przez rodziców, jest więc czymś zasłużonym. Będą wyglądać, myśleć i działać inaczej niż ci, którzy nie zostali tak uprzywilejowani, a być może będą nawet czuć się kimś różnym od nich; po pewnym czasie mogą zacząć myśleć o sobie jako o innych istotach. Krótko mówiąc, mogą oni poczuć się arystokratami, ale w przeciwieństwie do dawnej arystokracji ich lepsze urodzenie wynikać będzie z natury, nie zaś z konwencji.

Pouczające w tym względzie są rozważania Arystotelesa nad niewolnictwem zawarte w I księdze Polityki. Często wspomina się je z potępieniem jako próbę usprawiedliwienia niewolnictwa w starożytnej Grecji, lecz rozmyślania te są o wiele bardziej wyrafinowane i dają się odnieść do naszego problemu kast genetycznych. Arystoteles czyni rozróżnienie między niewolnictwem konwencjonalnym a naturalnym272. Twierdzi on, że natura usprawiedliwiałaby niewolnictwo, gdyby istnieli ludzie o naturze niewolników. Z tego, co Arystoteles pisze, nie wynika jasno, jaki jest jego pogląd na to, czy tacy ludzie istnieją: twierdzi on, że większość przypadków niewolnictwa wynika z konwencji - zniewolenie ma miejsce po zwycięskiej wojnie, wskutek użycia siły lub opiera się na błędnej opinii, że barbarzyńcy jako grupa powinni być niewolnikami Greków273. Dobrze urodzeni sądzą, że ich szlachectwo jest rzeczą naturalną, nie zaś nabytym przywilejem, i uważają, że mogą przekazać je swoim dzieciom. Arystoteles zauważa jednak, że natura „często (...) nie może tego osiągnąć”274. Dlaczego więc nie „wykorzystać możliwości”, jak sugeruje Lee Silver, i nie dać dzieciom genetycznej przewagi, naprawiając tkwiącą w naturze wadę równości?

Możliwość stworzenia przez biotechnologię nowych kast genetycznych jest często zauważana i potępiana przez tych, którzy prowadzą spekulacje na temat przyszłości275. Zupełnie prawdopodobna wydaje się jednak możliwość przeciwna - ruch w stronę społeczeństwa bardziej egalitarnego pod względem genetycznym. Wydaje się bowiem niewiarygodne, aby ludzie w nowoczesnych społeczeństwach demokratycznych spokojnie zgodzili się na genetyczne poprawianie dzieci elit.

Jest to rzeczywiście jedna z niewielu kwestii politycznych, które mogą w przyszłości spowodować wojnę. Wojny nie rozumiem tutaj jedynie metaforycznie - jako pyskówki w telewizji czy debaty w Kongresie, lecz dosłownie - jako walki z użyciem bomb i karabinów. W naszych bogatych, zadowolonych z siebie demokracjach liberalnych niewiele jest wewnętrznych sporów politycznych, które mogłyby doprowadzić do wrzenia, lecz widmo pojawienia się nierówności genetycznej może spowodować, że ludzie wstaną sprzed telewizorów i wyjdą na ulice.

Jeżeli społeczeństwo będzie wystarczająco zaniepokojone perspektywą nierówności genetycznej, pojawią się dwie drogi działania. Pierwsza, rozsądniejsza, to po prostu zakaz użycia biotechnologii w celu poprawiania ludzkich cech oraz rezygnacja z rywalizacji na tej płaszczyźnie. Jednak oczekiwania związane z takimi poprawkami mogą okazać się zbyt wielkie, by je porzucić, trudne może być również egzekwowanie prawa zabraniającego ludziom poprawiania swoich dzieci; może też ono zostać uchylone przez sądy, które uznają, że rodzice mają prawo do poprawiania swych dzieci. W tym momencie pojawia się druga możliwość - można użyć tej samej techniki, aby podwyższyć poziom od dołu276.

Jest to jedyny scenariusz, w którym prawdopodobne jest, że doczekamy się powrotu demokracji liberalnych do programów eugenicznych sponsorowanych przez państwo. Eugenika w swoim dawnym, niedobrym kształcie dyskryminowała upośledzonych i mniej inteligentnych, zabraniając im posiadania potomstwa. W przyszłości być może uda się płodzić dzieci inteligentniejsze, zdrowsze, „normalniejsze”. Podnoszenie poziomu od dołu może dokonać się tylko poprzez interwencję państwa. Technika poprawek genetycznych będzie prawdopodobnie droga i związana z ryzykiem, nawet jednak gdyby była względnie tania i bezpieczna, ludzie ubodzy i niewykształceni nadal nie mogliby z niej skorzystać. Trzeba więc będzie wzmacniać jaskrawoczerwoną linię zakreślającą krąg powszechnej godności ludzkiej, pozwalając państwu pilnować, by nikt poza nią nie wypadł.

1   ...   11   12   13   14   15   16   17   18   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna