Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona18/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   ...   24

Dyskusja o biotechnologii jest obecnie spolaryzowana - występują w niej dwa przeciwstawne obozy. Pierwszy, libertariański, głosi, że społeczeństwo nie powinno i nie może ograniczać rozwoju nowych technik. W obozie tym znajdują się pragnący postępu naukowego badacze i naukowcy, przemysł biotechnologiczny, który chce czerpać korzyści z niepowstrzymanego postępu techniki, jak również - szczególnie w Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii - pokaźna grupa zaangażowanych ideologicznie ludzi, wierzących w wolne rynki, deregulację oraz ograniczoną do minimum interwencję rządu w rozwój techniki.

Obóz przeciwny to niejednolita grupa żywiąca obawy moralne w związku biotechnologią, składająca się z osób działających z pobudek religijnych, wierzących w świętość przyrody obrońców środowiska, przeciwników nowej techniki oraz zaniepokojonych możliwością powrotu eugeniki ludzi lewicy. Grupa ta, obejmująca zarówno aktywistów pokroju Jeremy’ego Rifkina, jak i członków Kościoła katolickiego, proponuje zakaz rozciągający się na wiele nowych technik, od zapłodnienia in vitro poprzez badania nad komórkami macierzystymi do roślin transgenicznych oraz klonowania ludzi.

Debata o biotechnologii musi przełamać tę polaryzację. Obydwa stanowiska - podejście laissez faire do rozwoju biotechnologii oraz próba obłożenia zakazami rozwoju szerokich dziedzin techniki - są błędne i nierealistyczne. Niektóre techniki, jak klonowanie ludzi, zasługują na natychmiastowy zakaz, zarówno z powodów merytorycznych, jak politycznych. Jednak regulacja większości innych, powstających na naszych oczach, form biotechnologii wymagać będzie bardziej zniuansowanego podejścia. Podczas gdy wszyscy dyskutanci zajęci byli wytaczaniem argumentów etycznych za różnymi technikami czy przeciw nim, prawie nikt nie zastanawiał się w rzeczowy sposób nad tym, jakie instytucje będą potrzebne, by umożliwić społeczeństwom kontrolę nad tempem oraz zakresem rozwoju technicznego.

Już od dawna nikt nie wysunął stwierdzenia, że świat potrzebuje więcej regulacji. Regulacja - szczególnie na poziomie międzynarodowym - nie jest czymś, co należy proponować bez namysłu. Przed rewolucją thatcheryzmu i reaganizmu w latach osiemdziesiątych mnóstwo sektorów gospodarki w Ameryce Północnej, Europie oraz Japonii było potężnie przeregulowanych, wiele zaś pozostaje w takim stanie do dziś. Dobrze wiemy, że regulacja powoduje spadek wydajności, a nawet patologie. Badania wykazały na przykład, że rządowym instytucjom regulującym zależy na zwiększaniu swojej władzy i pozycji, nawet jeżeli twierdzą, że działają w interesie publicznym312. Nieprzemyślana regulacja może dramatycznie zwiększyć koszty działalności gospodarczej, hamować postęp oraz prowadzić do złej alokacji zasobów w związku z tym, że firmy starają się omijać uciążliwe przepisy. W ostatnich dziesięcioleciach poczyniono znaczne postępy w opracowywaniu rozwiązań alternatywnych wobec regulacji ze strony państwa - przykładem są tutaj samoregulacja ze strony firm oraz elastyczniejsze modele tworzenia i egzekwowania przepisów.

Nieefektywność wszelkich metod regulacji jest faktem. Możemy próbować ją minimalizować, tworząc instytucje mające na celu usprawnienie systemu regulacji i przyspieszenie jego reakcji na zmiany techniczne oraz społeczne, lecz istnieją problemy społeczne, które dają się rozwiązać jedynie na drodze formalnej kontroli ze strony rządu. Metoda samoregulacji najlepiej działa w sytuacjach, gdy dana gałąź przemysłu nie generuje dużych kosztów społecznych (w terminologii ekonomicznej - kosztów zewnętrznych), gdy problemy mają naturę techniczną, nie zaś polityczną, oraz gdy gałąź ta dysponuje silnymi bodźcami, by siebie nadzorować. Ma to miejsce w przypadku ustanawiania norm międzynarodowych, koordynacji korytarzy powietrznych oraz płatności, testowania produktów czy rozliczeń międzybankowych, w przeszłości zaś dotyczyło również kwestii bezpieczeństwa żywności oraz eksperymentów medycznych.

Sytuacja współczesnej biotechnologii oraz przyszłych technik biomedycznych jest jednak inna. O ile w przeszłości wspólnota badaczy doskonale funkcjonowała dzięki samoregulacji w takich dziedzinach, jak eksperymenty na ludziach czy bezpieczeństwo technik rekombinowanego DNA, o tyle obecnie zbyt wiele jest interesów komercyjnych i związanych z nimi pieniędzy, aby samoregulacja mogła dobrze działać w przyszłości. Większość firm biotechnologicznych nie będzie po prostu miała bodźców, aby czynić niezbędne, subtelne rozróżnienia etyczne, co oznacza, że w dziedzinę tę muszą wkroczyć rządy w celu stworzenia i egzekwowania dotyczących jej zasad.

Wielu ludzi uważa obecnie, że biotechnologii nie powinno i w praktyce nie da się kontrolować. Przekonamy się, że obydwa te poglądy są błędne.

Kto podejmuje decyzje?

Kto decyduje o tym, czy będziemy kontrolować nowe gałęzie biotechnologii i która instytucja się tym zajmie?

Podczas debaty w Kongresie Stanów Zjednoczonych nad prawem zakazującym klonowania ludzi, która miała miejsce w 2001 roku, kongresman ze stanu Ohio Ted Strickland nalegał, aby prawodawcy kierowali się wyłącznie względami naukowymi oraz „nie zezwolili, aby teologia, filozofia czy polityka miały wpływ na decyzję, którą podejmą”.

Z takim poglądem zgadza się wiele osób. Badania opinii publicznej w większości krajów pokazują, że naukowcy cieszą się dużo większym szacunkiem niż politycy, nie wspominając już o teologach czy filozofach. Prawodawcy, jak wiemy, lubią przybierać pozy, przesadzać, posługiwać się anegdotami, uderzać w stół lub ulegać kaprysom elektoratu. Ich słowa i czyny są często wynikiem ignorancji, duży wpływ wywierają na nich lobbyści oraz grupy nacisku. Dlaczego to oni, nie zaś bezstronna wspólnota badaczy, mają wypowiadać ostatnie słowo w sprawie złożonych, technicznych zagadnień związanych z biotechnologią? Wysiłki polityków, aby ograniczyć działalność naukowców w ich własnej dziedzinie, przypominają napiętnowanie Galileusza jako heretyka przez średniowieczny Kościół za to, że oświadczył, iż Ziemia krąży wokół Słońca. Od czasów Franciszka Bacona nauka legitymizuje swoje istnienie, działając zawsze w interesie całej ludzkości.

Ten pogląd jest niestety błędny.

Nauka nie jest w stanie sama ustalić celów, jakie ma osiągnąć. Nauka może odkryć szczepionki oraz lekarstwa przeciw chorobom, lecz może również stworzyć drobnoustroje chorobotwórcze; może rozwinąć fizykę półprzewodników, lecz również fizykę bomby wodorowej. Nauki jako takiej nie interesuje, czy dane zbierane są zgodnie z zasadami, które ściśle chronią interesy osób poddawanych badaniom. Dane to w końcu dane, lepsze dane zaś można często otrzymać (jak przekonamy się w rozdziale 11, w części poświęconej eksperymentom na ludziach), naginając zasady lub w ogóle ich nie przestrzegając. Wielu hitlerowskich lekarzy, wstrzykujących drobnoustroje więźniom obozów koncentracyjnych lub torturujących ich i zabijających działaniem wysokich lub niskich temperatur, było prawdziwymi naukowcami, zbierającymi prawdziwe dane, które można byłoby z pożytkiem wykorzystać.

To właśnie jedynie „teologia, filozofia czy polityka” mogą określić cele nauki i techniki przez nią stworzonej oraz wydać sąd, czy cele te są właściwe, czy nie. Naukowcy mogą pomóc w ustaleniu zasad moralnych regulujących ich działalność, czynią to jednak nie jako naukowcy, lecz jako mający rozeznanie w sprawach nauki członkowie szerszej społeczności politycznej. We wspólnocie badaczy i lekarzy zajmujących się biomedycyną jest bardzo wielu inteligentnych, oddanych, energicznych, etycznych i rozważnych ludzi. Ich interesy niekoniecznie pokrywają się jednak z interesem publicznym. Naukowcami w dużej mierze kieruje ambicja, a często również finansowe perspektywy wynikające z rozwoju danej techniki czy terapii. Stąd też pytanie, co uczynić z biotechnologią, jest kwestią polityczną, której nie mogą rozstrzygać technokraci.

Odpowiedź na pytanie, kto ma decydować o tym, które zastosowania nauki są właściwe, a które nie, jest w rzeczywistości zupełnie prosta i od kilkuset lat stosuje się ją w teorii i praktyce politycznej: to demokratycznie ukształtowana wspólnota polityczna, działając poprzez wybranych przez siebie przedstawicieli, ma pełną władzę w tym zakresie i ma prawo kontrolować tempo oraz zakres rozwoju technicznego. Chociaż współczesne instytucje demokratyczne mają wiele wad, takich jak poddawanie się lobbingowi czy skłonność do przybierania populistycznych póz, nie istnieje jednak bezdyskusyjnie lepszy system instytucjonalny który mógłby sprawiedliwie i prawomocnie reprezentować wolę społeczną. Możemy mieć nadzieję, że decyzje polityków będą oparte na dobrym rozeznaniu w sprawach nauki. Historia jest pełna przypadków, w których prawa opierano na złych podstawach naukowych - przykładem może być tutaj eugeniczne prawodawstwo uchwalone w Stanach Zjednoczonych oraz w Europie na początku XX wieku. Ostatecznie jednak nauka jest jedynie narzędziem do osiągania ludzkich celów; to, jakie cele wspólnota polityczna uzna za słuszne, nie jest kwestią naukową.

Natura problemu zmienia się, kiedy przechodzimy do zagadnienia stworzenia systemu regulacji biotechnologii. Kwestią nie jest tutaj, czy o kierunku badań naukowych powinni decydować naukowcy, czy też politycy, lecz czy decyzje dotyczące prokreacji powinny być podejmowane indywidualnie przez rodziców, czy przez rząd. James Watson twierdzi, że decyzja powinna należeć do matek, nie zaś grupy prawodawców - mężczyzn:


Zasada wyznawana przeze mnie w tej kwestii jest zupełnie prosta: pozwólmy podejmować większość decyzji kobietom, nie zaś mężczyznom. To kobiety rodzą dzieci, mężczyźni zaś, jak wiemy, często uciekają od dzieci, które nie są zdrowe. Musimy czuć więcej odpowiedzialności za przyszłe pokolenie. Sądzę, że decyzję powinno się pozostawić kobietom, i jeżeli o mnie chodzi, nie pozwoliłbym męskim komitetom medycznym wtrącać się w to313.
Przeciwstawianie troski kochających matek ocenie zdominowanej przez mężczyzn biurokracji jest dobrą strategią retoryczną, lecz nie ma tutaj nic do rzeczy. Mężczyźni - sędziowie, policjanci oraz pracownicy społeczni (oczywiście w tych zawodach pracują również kobiety) - już teraz wywierają nieustanny wpływ na życie kobiet, mówiąc im, że nie mogą zaniedbywać ani źle traktować swoich dzieci, że muszą wysyłać je do szkoły, nie zaś nakazywać im, aby zarabiały pieniądze dla rodziny, oraz że nie mogą dawać im narkotyków ani broni. To, że większość kobiet odpowiedzialnie używa swojej władzy rodzicielskiej, nie zmienia faktu, że przepisy są potrzebne, szczególnie gdy rozwój techniki zezwoli na wszelkiego rodzaju nienaturalne metody prokreacji (jak klonowanie) wraz z ich możliwymi negatywnymi konsekwencjami dla dzieci.

Jak wskazano w rozdziale 6, automatyczna wspólnota interesów, której istnienie między rodzicem a dzieckiem zakłada się przy normalnych formach prokreacji, niekoniecznie ma miejsce przy jej nowych sposobach. Niektórzy twierdzą, że można domniemywać zgodę nie narodzonego jeszcze dziecka na to, aby urodzić się bez defektów wrodzonych czy opóźnienia umysłowego. Czy możemy jednak domniemywać zgodę dziecka na bycie klonem, bycie biologicznym potomstwem dwojga kobiet lub urodzenie się z genem nie pochodzącym od człowieka? Szczególnie klonowanie może doprowadzić do sytuacji, w której decyzje prokreacyjne będą powodowane interesami i wygodą rodzica, nie zaś dziecka, a w tym przypadku na państwie spoczywa obowiązek interwencji w obronie dziecka314.

Czy technikę można kontrolować

Nawet jeżeli zdecydujemy, że technikę powinno się kontrolować, stajemy przed kwestią, czy jesteśmy w stanie to robić. Jedną z największych przeszkód do opracowania projektu regulacji biotechnologii jest powszechne przekonanie, że postępu technicznego nie da się regulować, wszystkie zaś wysiłki w tym kierunku są beznadziejne i skazane na porażkę315. Radośnie obwieszczają to entuzjaści danej gałęzi techniki oraz ci, którzy mają nadzieję na zysk z nią związany, pesymistycznym zaś tonem mówią to ci, którzy chcieliby spowolnić rozprzestrzenianie się potencjalnie szkodliwych technik. Szczególnie w tym drugim obozie panuje nastrój defetyzmu, gdy mówi się o możliwości politycznego kształtowania przyszłości.

Pogląd taki szczególnie wzmocnił się ostatnio w związku z nadejściem globalizacji oraz naszymi doświadczeniami w dziedzinie informatyki. Mówi się, że żadne suwerenne państwo nie jest w stanie regulować ani zabronić stosowania żadnej innowacji technicznej, ponieważ badania nad nią oraz jej rozwój przeniosą się po prostu w inny rejon świata. Amerykańskie wysiłki, aby kontrolować kryptografię, czy próby Francji, aby wymusić używanie języka francuskiego na francuskich stronach internetowych, upośledziły jedynie rozwój techniki w tych krajach, gdyż programiści przenieśli się tam, gdzie klimat był przychylniejszy. Jedynym sposobem kontroli nad rozprzestrzenianiem się techniki jest stworzenie międzynarodowych umów dotyczących ograniczeń technicznych, które bardzo trudno jest wynegocjować, jeszcze trudniej zaś wyegzekwować. W sytuacji braku takich międzynarodowych umów jakiekolwiek państwo, które narzuci regulację na swoim obszarze, pomoże po prostu swoim konkurentom.

Takie pesymistyczne spojrzenie, zakładające nieuchronność postępu technicznego, jest błędne, a jeżeli podziela je zbyt wiele osób, może się ono stać samospełniającą przepowiednią. Stwierdzenie, że nie da się kontrolować tempa i zakresu rozwoju techniki, jest bowiem nieprawdziwe. Istnieje wiele niebezpiecznych czy budzących etyczne spory gałęzi techniki, które poddano skutecznej kontroli politycznej - przykładem są tutaj broń oraz energia jądrowa, pociski balistyczne, broń biologiczna oraz chemiczna, ludzkie organy czy środki neurofarmakologiczne. Powyższych rzeczy nie można swobodnie wytwarzać ani handlować nimi na arenie międzynarodowej. Wspólnota międzynarodowa sprawuje od wielu lat skuteczną kontrolę nad eksperymentami na ludziach. Ostatnio w Europie powstrzymano rozpowszechnianie się w łańcuchu pokarmowym organizmów modyfikowanych genetycznie, amerykańscy farmerzy zaś odchodzą od roślin transgenicznych, które tak niedawno z radością witali. Można sprzeczać się o słuszność tej decyzji z naukowego punktu widzenia, lecz dowodzi ona, że marsz biotechnologii nie jest niepowstrzymany.

Błędne jest nawet powszechne przekonanie, że nie da się kontrolować pornografii czy dyskusji politycznych w Internecie. Żaden rząd nie jest w stanie zamknąć każdej budzącej zastrzeżenia witryny sieciowej na świecie, może jednak podnieść koszt dostępu do takich witryn dla ludzi pozostających pod jego jurysdykcją. Władze Chin, na przykład, skutecznie wykorzystały swoją siłę polityczną - zmusiły firmy internetowe, takie jak Yahoo! czy MSN, do ograniczenia publikacji nieprzychylnych im treści na swoich chińskich witrynach, grożąc odebraniem tym firmom prawa do działania w Chinach.

Sceptycy powiedzą, że żadna z tych prób kontrolowania postępu technicznego nie okazała się w końcu skuteczna. Pomimo olbrzymiego wysiłku dyplomatycznego, jaki świat zachodni, a szczególnie Stany Zjednoczone, włożył w egzekwowanie doktryny nierozprzestrzeniania broni jądrowej, pod koniec lat dziewięćdziesiątych Indie i Pakistan weszły w posiadanie takiej broni jako szóste i siódme państwo na świecie oraz otwarcie dokonały jej testów. Chociaż postęp energetyki jądrowej zwolnił po wypadkach w Three Mile Island oraz Czarnobylu, obecnie może on znowu przyspieszyć ze względu na rosnące koszty pozyskania paliw kopalnych oraz obawy związane z globalnym ociepleniem. W związku z istnieniem dużego podziemnego rynku handlu narkotykami, ludzkimi organami, plutonem oraz prawie każdym innym nielegalnym towarem, jaki można sobie wyobrazić, w miejscach takich jak Irak czy Korea Północna dochodzi do rozprzestrzeniania się pocisków balistycznych oraz rozwoju broni masowego rażenia.

Wszystko to jest prawdą: żaden system regulacji nie jest idealnie szczelny, w wystarczająco długiej perspektywie czasowej zaś większość technik w końcu się rozwinie. Cel regulacji społecznej jest jednak inny - żadnego prawa nie da się w pełni wyegzekwować. W każdym kraju zabójstwo jest zbrodnią, za którą grożą surowe kary, a jednak zabójstwa się zdarzają. Nigdy nie uznano tego za powód, aby zrezygnować z prawa lub z wysiłków mających na celu jego egzekwowanie.

W przypadku broni jądrowej usilne wysiłki wspólnoty międzynarodowej w celu jej nierozprzestrzeniania okazały się tak naprawdę bardzo skuteczne, spowalniając jej rozpowszechnianie się oraz uniemożliwiając dostęp do niej państwom, które mogłyby w pewnym momencie stanąć przed pokusą jej użycia. Na początku ery jądrowej, pod koniec lat czterdziestych XX wieku, wszyscy eksperci przewidywali, że w ciągu kilku lat broń jądrową posiadać będzie kilkadziesiąt państw316. To, że wyprodukowała ją jedynie garstka, oraz że aż do końca dwudziestego wieku nie doszło do ponownego użycia broni jądrowej w trakcie konfliktu zbrojnego, jest wielkim sukcesem. Istnieje wiele państw, które mogły wyprodukować broń jądrową, lecz powstrzymały się przed tym. Na przykład Brazylia oraz Argentyna miały ambicje nuklearne w okresie, kiedy były dyktaturami wojskowymi. System nierozprzestrzeniania, którego były częścią, zmuszał je jednak do utajnienia programów budowy broni i spowolnił ich postęp; kiedy w latach osiemdziesiątych kraje te ponownie stały się demokracjami, pracę nad takimi programami przerwano317.

Istnieją dwa powody, dla których broń jądrową jest łatwiej kontrolować niż biotechnologię. Po pierwsze, konstrukcja broni jądrowej jest bardzo kosztowna i wymaga dużych, łatwo dostrzegalnych instalacji, co czyni prywatną budowę bomby mało prawdopodobną. Po drugie, technika ta jest w tak oczywisty sposób niebezpieczna, że na świecie doszło do szybkiego porozumienia w kwestii potrzeby jej kontrolowania. Badania biotechnologiczne można z kolei prowadzić w mniejszych, tańszych w utrzymaniu laboratoriach, nie istnieje też podobna zgoda co do zagrożeń związanych z biotechnologią.

Z drugiej strony, biotechnologia nie stwarza takich problemów w egzekwowaniu dotyczących jej przepisów jak broń jądrowa. Pojedyncza bomba w rękach grupy terrorystycznej czy państwa zbójeckiego takiego jak Irak stanowiłaby poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego. Jeżeli zaś Irak byłby w stanie sklonować Saddama Husajna, nie byłoby to szczególnie groźne, choć perspektywa taka może być niezbyt apetyczna. Prawo, które zabraniałoby klonowania ludzi w Stanach Zjednoczonych, nie byłoby bezcelowe nawet wówczas, gdyby klonowanie było dozwolone w niektórych innych państwach lub gdyby Amerykanie mogli jeździć za granicę w celu sklonowania się pod inną jurysdykcją.

Argument o tym, że w erze globalizacji regulacja nie zadziała, jeżeli nie będzie miała zasięgu międzynarodowego, jest prawdziwy, lecz używanie tego faktu jako argumentu przeciwko regulacji na skalę państwową jest pomieszaniem pojęć. Regulacja rzadko zaczyna się na szczeblu międzynarodowym: zanim państwa zaczną zastanawiać się nad tworzeniem międzynarodowego systemu regulacji, muszą najpierw stworzyć zasady dla własnych społeczeństw318. Sprawdza się to szczególnie w przypadku kraju dominującego politycznie, gospodarczo i kulturalnie, jakim są Stany Zjednoczone: inne kraje świata z uwagą reagują na rozwiązania prawne przyjmowane w Stanach. Jeżeli ma dojść do międzynarodowego konsensusu w sprawie regulacji pewnych gałęzi biotechnologii, trudno sobie wyobrazić jego powstanie bez wcześniejszego wprowadzenia rozwiązań na skalę państwową w Ameryce.

Wskazując przypadki, gdzie odniesiono sukces w regulowaniu postępu technicznego, nie zamierzam umniejszać trudności stworzenia podobnego systemu w odniesieniu do biotechnologii. Międzynarodowy przemysł biotechnologiczny jest bardzo konkurencyjny i firmy nieustannie szukają najprzychylniejszego klimatu prawnego dla prowadzenia swojej działalności. Ponieważ Niemcy, pamiętające ze swojej historii traumatyczne doświadczenia z eugeniką, wprowadziły ostrzejsze prawa dotyczące badań genetycznych niż wiele innych krajów rozwiniętych, większość niemieckich firm farmaceutycznych i biotechnologicznych przeniosło swoje laboratoria do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz innych krajów o łagodniejszym systemie prawnym. W roku 2000 Wielka Brytania zalegalizowała klonowanie terapeutyczne oraz w celach badawczych i jeżeli Ameryka dołączy do Niemiec, Francji oraz innych krajów, które nie pozwalają na stosowanie tych technik, Wyspy Brytyjskie staną się azylem dla tego rodzaju badań. Singapur, Izrael oraz inne kraje zgłosiły zainteresowanie prowadzeniem badań nad komórkami macierzystymi oraz w innych dziedzinach, jeżeli Stany Zjednoczone będą nadal z powodów etycznych hamować postęp takich badań na swoim terytorium.

Realia międzynarodowej konkurencji nie oznaczają jednak, że Stany Zjednoczone czy jakikolwiek inny kraj musi z fatalistycznym nastawieniem stawać do technicznego wyścigu zbrojeń. Nie wiemy w tej chwili, czy wyłoni się międzynarodowe porozumienie dotyczące zakazu lub ścisłej regulacji takich technik, jak klonowanie czy modyfikacja komórek linii płciowej, lecz nie ma żadnych powodów, by możliwość taką wykluczyć w obecnym, wczesnym stadium.

Spójrzmy choćby na kwestię klonowania reprodukcyjnego, czyli tworzenia dzieci poprzez klonowanie. W obecnej chwili (listopad 2001) jest ono zabronione w dwudziestu czterech krajach, w tym w Niemczech, we Francji, Indiach, Japonii, Argentynie, Brazylii, RPA oraz Wielkiej Brytanii. W 1998 roku Rada Europy zatwierdziła Protokół dodatkowy do Konwencji o ochronie praw człowieka i godności osoby ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny, zakazujący klonowania reprodukcyjnego istot ludzkich; dokument ten został ratyfikowany przez dwadzieścia cztery z czterdziestu trzech państw członkowskich Rady. Kongres USA jest jednym z wielu ciał legislacyjnych debatujących nad podobnymi przepisami. Rządy Francji i Niemiec zaproponowały, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych wprowadziła globalny zakaz klonowania reprodukcyjnego. Zważywszy na to, że owieczka Dolly została stworzona zaledwie cztery lata wcześniej, nie dziwi czas niezbędny politykom i prawu, aby dogonić technikę. W tej chwili wydaje się jednak, że duża część świata zmierza w stronę porozumienia dotyczącego niedopuszczalności klonowania reprodukcyjnego istot ludzkich. Być może jeżeli za kilka lat jakaś pomylona sekta w rodzaju raelian zechce sklonować dziecko, będzie musiała się udać w tym celu do Korei Północnej lub Iraku.

Jakie są szanse na wyłonienie się międzynarodowego konsensusu dotyczącego regulacji biotechnologii? Trudno jest obecnie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można jednak wskazać na pewne uwarunkowania kulturowe i polityczne związane z tą kwestią.

Na świecie reprezentowana jest obecnie pełna gama poglądów dotyczących etycznych aspektów różnych gałęzi biotechnologii, w szczególności manipulacji genetycznych. Na najbardziej restryktywnym krańcu spektrum znajdują się Niemcy oraz inne kraje Europy kontynentalnej, które z wspominanych już historycznych powodów bardzo opierają się przed wejściem na tę drogę. W Europie działają również najsilniejsze ruchy obrony środowiska, ogólnie wrogo nastawione do różnych form biotechnologii.

Na przeciwnym krańcu spektrum jest kilka krajów azjatyckich, które ze względu na uwarunkowania historyczne oraz kulturowe nie są tak zaniepokojone etycznym wymiarem biotechnologii. W większej części obszaru Azji nie jest na przykład wyznawana religia w rozumieniu zachodnim - jako system wiary objawionej, wywodzący się od transcendentnego bóstwa. Dominujący w Chinach system etyczny, konfucjanizm, nie zna pojęcia Boga; religie ludowe, takie jak taoizm czy sintoizm, opierają się na animizmie, nadając zarówno zwierzętom, jak i obiektom nieożywionym cechy duchowe, buddyzm zaś łączy ludzi z przyrodą w jeden nierozróżnialny kosmos. Tradycje azjatyckie takie jak buddyzm, taoizm oraz sintoizm nie czynią tak ostrych rozróżnień etycznych między rodzajem ludzkim a resztą stworzenia jak chrześcijaństwo. To, że tradycje te dostrzegają ciągłość między ludźmi a otaczającą ich przyrodą, czyni je, jak zauważa Frans de Waal, przyjaźniejszymi zwierzętom319. Wynika z tego jednak też nieco mniejszy szacunek dla świętości życia ludzkiego. W związku z tym praktyki takie jak aborcja czy dzieciobójstwo (szczególnie wobec dziewczynek) są powszechne w wielu regionach Azji. Rząd chiński zezwala na proceder, który budzi przerażenie na Zachodzie - pobieranie organów od skazańców; niedawno również, w 1995 roku, wprowadzono w Chinach prawa eugeniczne.

1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna