Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona19/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   24

Pomiędzy Europą kontynentalną a Azją lokują się ze swoimi poglądami na problem biotechnologii kraje anglojęzyczne, Ameryka Łacińska oraz inne części świata. Ameryka oraz Wielka Brytania nigdy nie nabawiły się takiej fobii na punkcie badań genetycznych jak Niemcy czy Francja, ze względu zaś na swoje tradycje liberalne sceptycznie odnoszą się do regulacji ze strony państwa. Szczególnie Stany Zjednoczone są od zawsze uzależnione od postępu technicznego i, z wielu instytucjonalnych i kulturowych powodów, znajdują się w jego awangardzie. Amerykańska miłość do techniki została wzmocniona przez rewolucję informatyczną ostatnich dwóch dziesięcioleci, która przekonała wielu Amerykanów, że technika zawsze niesie ze sobą osobistą wolność i bogactwo. Po drugiej stronie barykady znajdują się obecne w Stanach Zjednoczonych wpływowe konserwatywne grupy religijne - protestanci, katolicy oraz w coraz większym stopniu muzułmanie - które przyhamowują niekontrolowany postęp techniki.

Wielka Brytania była zawsze bliższa Ameryce z jej liberalnymi tradycjami niż Niemcom, lecz, paradoksalnie, to właśnie na Wyspach Brytyjskich narodził się jeden z najsilniejszych ruchów protestu obrońców środowiska przeciw organizmom zmodyfikowanym genetycznie oraz stosowaniu biotechnologii w rolnictwie. Prawdopodobnie nie stoją za tym żadne głębsze powody kulturowe; sceptyczne podejście Brytyjczyków do modyfikacji genetycznych wynika zapewne z wielkiego fiaska regulacyjnego, które dało początek chorobie wściekłych krów. To właśnie w Wielkiej Brytanii ludzka forma bydlęcego gąbczastego zwyrodnienia mózgu (BSE), choroba Creutzfeldta-Jacoba, zebrała największe żniwo. BSE nie ma oczywiście nic wspólnego z biotechnologią, lecz wzbudziła, co zrozumiałe, wątpliwości ludzi co do wiarygodności rządowych zapewnień o bezpieczeństwie żywności. Dwadzieścia lat temu, bezpośrednio po doświadczeniach ze składowiskiem odpadów Love Canal oraz innych katastrofach ekologicznych, Amerykanie byli dużo bardziej zaniepokojeni stanem środowiska i skłonni poprzeć regulację.

Jeżeli istnieje region świata, który mógłby wyłamać się z wyłaniającego się konsensusu dotyczącego regulacji biotechnologii, jest nim Azja. W wielu krajach azjatyckich nie funkcjonuje ustrój demokratyczny lub brakuje tam silnych grup elektoratu sprzeciwiających się z etycznych powodów rozwojowi pewnych gałęzi biotechnologii. Kraje takie jak Singapur czy Korea Południowa posiadają infrastrukturę badawczą niezbędną, aby konkurować w zakresie biomedycyny, oraz silne bodźce ekonomiczne, aby zwiększyć swój udział w rynku biotechnologicznym kosztem Europy i Ameryki Północnej. Biotechnologia może w przyszłości stać się ważną linią podziału w polityce światowej.

Międzynarodowe porozumienie w sprawie kontroli nad nowymi technikami biomedycznymi nie pojawi się nagle, bez wielkiego wysiłku ze strony wspólnoty międzynarodowej oraz jej najważniejszych uczestników. Nie istnieje magiczna metoda stworzenia takiego porozumienia. Wymagać to będzie użycia tradycyjnych narzędzi dyplomacji: retoryki, perswazji, negocjacji oraz bodźców gospodarczych i politycznych. Pod tym względem problem nie różni się jednak od tworzenia jakiegokolwiek innego międzynarodowego porządku - dotyczącego ruchu lotniczego, telekomunikacji, rozprzestrzeniania broni jądrowej oraz pocisków balistycznych i tak dalej.

Międzynarodowy porządek dotyczący biotechnologii człowieka nie oznacza automatycznie utworzenia nowej organizacji międzynarodowej, powiększenia struktur ONZ czy stworzenia nieodpowiedzialnej przed nikim biurokracji. Na najprostszym poziomie może on oznaczać wysiłek poszczególnych państw w celu zharmonizowania polityki regulacyjnej. Członkowie Unii Europejskiej doprowadzą wcześniej zapewne do harmonizacji na poziomie kontynentu.

Weźmy na przykład pod uwagę system sprawowania kontroli nad produkcją leków. Każdy kraj uprzemysłowiony posiada obsadzoną przez naukowców agencję podobną do amerykańskiej Administracji ds. Żywności i Leków, mającą za zadanie nadzór nad bezpieczeństwem oraz skutecznością działania środków farmaceutycznych. W Wielkiej Brytanii jest to Agencja ds. Kontroli Produktów Medycznych, w Japonii - Rada ds. Farmaceutycznych, w Niemczech - Bundesinstitut für Arzneimittel und Medizinprodukte, we Francji - Agence Française du Médicament. Wspólnota Europejska od 1965 roku podejmuje wysiłki na rzecz zharmonizowania procesu dopuszczania leków do obrotu w swoich krajach członkowskich, aby uniknąć powielania działań i marnotrawstwa środków związanego ze składaniem wielu wniosków w różnych jurysdykcjach narodowych. Doprowadziło to do utworzenia w Londynie w roku 1995 Europejskiej Agencji do spraw Oceny Produktów Medycznych, która miała zapewnić jeden proces dopuszczania leków do obrotu dla całej Wspólnoty320. W tym samym czasie Komisja Europejska zwołała wielostronne spotkanie (zwane Międzynarodową Konferencją do spraw Harmonizacji), mające na celu rozszerzenie zasięgu harmonizacji poza Europę. Chociaż w Ameryce podniosły się głosy krytyki dotyczące rzekomych prób rozszerzenia wpływu eurokratów na Stany Zjednoczone, system ten oparty jest na zasadzie dobrowolności i ma silne poparcie przemysłu farmaceutycznego ze względu na wynikające zeń oszczędności321.

Zanim zajmiemy się dyskusją o tym, jak powinno się regulować biotechnologię w przyszłości, musimy zaznajomić się z tym, jak jest ona regulowana obecnie oraz jak powstał obecny system. Obraz tych zagadnień jest niezwykle złożony, szczególnie na płaszczyźnie międzynarodowej, a historia biotechnologii w rolnictwie oraz biotechnologii człowieka są ze sobą ściśle związane.

Rozdział 11

Obecne metody regulacji biotechnologii


Istnieje wiele możliwych podejść do regulacji, od samoregulacji w ramach danego przemysłu lub wspólnoty naukowej z minimalnym udziałem rządu aż do formalnej regulacji przez utworzoną w tym celu agencję. Formalna regulacja może również być bardziej lub mniej ścisła: na jednym końcu skali znajduje się sytuacja, kiedy istnieje bliski związek między podmiotem regulującym a regulowanym, co może powodować zarzuty dotyczące „przejęcia” instytucji regulującej przez dany przemysł, zdarzają się jednak również dużo mniej przyjazne związki, gdy ciało regulujące narzuca danej gałęzi przemysłu szczegółowe (i uciążliwe) zasady i dochodzi do ciągłych potyczek sądowych. Wobec biotechnologii stosowano już wiele możliwych wariantów regulacji.

Weźmy choćby pod uwagę inżynierię genetyczną. Rozwój techniki, która dała jej początek - techniki rekombinowanego DNA (rDNA), która polega na łączeniu genów (często pochodzących od różnych gatunków), doprowadził do wczesnego, wzorcowego przypadku samoregulacji dokonanej przez wspólnotę naukowców. W 1970 roku Janet Mertz, badaczka pracująca w Cold Spring Harbor Laboratory w Nowym Jorku, chciała przyłączyć geny atakującego małpy wirusa do genomu powszechnie występującej bakterii E. coli, aby lepiej zrozumieć ich funkcje. Doprowadziło to do sporu zwierzchnika Mertz, Paula Berga, z Robertem Pollackiem. Dotyczył on zagrożeń związanych z takimi eksperymentami - Pollack obawiał się, że mogą one doprowadzić do powstania nowych, bardzo niebezpiecznych drobnoustrojów322.

Wynikiem tego sporu była zwołana w 1975 roku konferencja w Asilomar w Kalifornii, podczas której czołowi badacze rozpoczęli opracowywanie zasad nadzoru nad eksperymentami w szybko rozwijającej się dziedzinie badań nad rDNA323. Ogłoszono dobrowolny zakaz tego typu badań do momentu lepszego zrozumienia wiążących się z nimi zagrożeń i utworzono Komitet Doradczy ds. Rekombinowanego DNA przy Narodowych Instytutach Zdrowia. W 1976 roku Narodowy Instytut Zdrowia opublikował zasady dotyczące finansowanych przezeń badań, które nakazywały między innymi izolację w laboratorium organizmów powstałych wskutek rekombinacji DNA oraz ograniczały możliwość uwalniania ich do środowiska.

Jak się okazało, obawy, że badania nad rekombinowanym DNA doprowadzą do stworzenia niebezpiecznych „superbakterii”, okazały się nieuzasadnione - niemal wszystkie nowe organizmy okazały się o wiele mniej żywotne niż ich krewniacy występujący w naturze. Kierując się wynikami dalszych badań, Narodowy Instytut Zdrowia zaczął łagodzić ustalone przez siebie zasady dotyczące izolacji nowych organizmów w laboratorium oraz ich uwalniania do środowiska, zezwalając tym samym na narodziny obecnego przemysłu biotechnologii rolniczej. W roku 1983 Narodowy Instytut Zdrowia zezwolił na pierwsze badania w warunkach naturalnych upraw nad organizmem zmodyfikowanym genetycznie, bakterią uodparniającą takie rośliny, jak pomidory i ziemniaki, na mróz. Inżynieria genetyczna była od początku kwestią kontrowersyjną - powyższe eksperymenty zostały w latach osiemdziesiątych wstrzymane na kilka lat w wyniku pozwu sądowego, w którym zarzucano Narodowemu Instytutowi Zdrowia niezastosowanie się do zasad podejmowania decyzji oraz informowania opinii publicznej opracowanych przez Agencję Ochrony Środowiska.

Zasady obowiązujące w biotechnologii rolniczej

Obecny system regulacji biotechnologii rolniczej w Stanach Zjednoczonych opiera się na Skoordynowanym Programie Ramowym Regulacji Biotechnologii, ogłoszonym w 1986 roku przez Urząd ds. Nauki i Techniki przy Białym Domu. Program ten był wynikiem prac grupy roboczej stworzonej przez administrację prezydenta Reagana mających na celu ustalenie, czy do nadzoru nad powstającym przemysłem biotechnologicznym niezbędne jest stworzenie nowych przepisów prawnych oraz instytucji. Grupa robocza zdecydowała, że organizmy zmodyfikowane genetycznie nie przedstawiają wielkich zagrożeń i do sprawowania kontroli nad nimi wystarczy istniejący system regulacji. Obowiązek nadzoru nad tą dziedziną podzielono między trzy różne agencje, zgodnie z ich dotychczasowymi kompetencjami. Administracja ds. Żywności i Leków ocenia bezpieczeństwo żywności oraz dodatków do niej, Agencja Ochrony Środowiska bada konsekwencje wprowadzania nowych organizmów dla środowiska, Służba ds. Badania Zdrowia Zwierząt i Roślin przy Departamencie Rolnictwa zaś nadzoruje hodowlę zwierząt oraz uprawę roślin324.

Amerykańskie zasady są stosunkowo łagodne i pozwoliły na przeprowadzenie badań w warunkach naturalnych upraw nad wieloma organizmami zmodyfikowanymi genetycznie oraz ich sprzedaż: stało się tak w przypadku kukurydzy Bt, odpornej na działanie herbicydów soi oraz pomidorów Flavr-Savr325. Amerykańskie agencje regulujące nie wchodzą z reguły w konflikt z firmami oraz badaczami opracowującymi nowe organizmy zmodyfikowane genetycznie. Nie dysponują one własnymi ekspertami, którzy mogliby ocenić długoterminowy wpływ na środowisko stworzonych przez biotechnologię produktów, opierają się więc na ocenach dostarczonych przez wnioskodawców lub ekspertów z zewnątrz326.

Europejskie zasady dotyczące regulacji biotechnologii są zdecydowanie ostrzejsze. Wynika to częściowo z politycznego sprzeciwu wobec organizmów zmodyfikowanych genetycznie, który w Europie jest dużo silniejszy niż w Ameryce, oprócz tego wszelka regulacja w Europie jest uciążliwsza, ze względu na to, że odbywa się ona zarówno na poziomie państwowym, jak i ogólnoeuropejskim. Pomiędzy członkami UE istnieje wiele różnic dotyczących sposobu oraz zakresu regulacji biotechnologii. W Danii i Niemczech uchwalono stosunkowo restrykcyjne prawa regulujące bezpieczeństwo oraz aspekt etyczny modyfikacji genetycznych; w Wielkiej Brytanii z kolei utworzono Grupę Doradczą ds. Manipulacji Genetycznych w ramach Departamentu Edukacji i Nauki, która w stosunkowo małym stopniu ingeruje w działania w tej dziedzinie. Francuzi, mimo swoich tradycji centralnego zarządzania, aż do 1989 roku opierali się na samoregulacji ze strony wspólnoty naukowej327. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w UE, państwa członkowskie mogą wprowadzać bardziej restrykcyjne prawa niż cała wspólnota, choć sporną sprawą jest, w jakim stopniu jest to dopuszczalne. Na przykład Austria oraz Luksemburg zakazały sadzenia niektórych zmodyfikowanych genetycznie roślin, legalnego w pozostałych krajach UE328.

W związku z zasadą wolnego handlu towarami na rynku wewnętrznym podstawowym ciałem ustanawiającym nowe zasady jest Komisja Europejska. Wydała ona w 1990 roku dwie dyrektywy; pierwsza z nich dotyczyła ograniczonego stosowania mikroorganizmów zmodyfikowanych genetycznie (Dyrektywa 90/219), druga zaś - celowego uwalniania organizmów zmodyfikowanych genetycznie do środowiska (Dyrektywa 90/220)329. Dyrektywy te oparły ocenę nowych produktów biotechnologicznych na „zasadzie ostrożności”, która zakłada, że produkty powinny być uznawane za niebezpieczne, dopóki nie zostanie dowiedzione, iż nie zagrażają one środowisku ani zdrowiu publicznemu330. Do dyrektyw tych dołączono w 1997 roku Rozporządzenie 97/258, nakazujące oznaczanie tzw. nowej żywności. Rada Ministrów UE przyjęła kolejną dyrektywę dotyczącą organizmów zmodyfikowanych genetycznie, nakazującą ścisły nadzór oraz oznaczanie produktów biotechnologicznych, która zaostrzyła ograniczenia wprowadzone przez wcześniejsze akty prawne. Te wymagania prawne bardzo spowolniły wprowadzanie organizmów zmodyfikowanych genetycznie do obiegu w Europie i nałożyły ostre wymagania dotyczące oznaczania tych produktów biotechnologicznych, które zostały tam dopuszczone do sprzedaży.

Europejczycy nie mówią oczywiście w tych sprawach jednym głosem - niezależnie od różnic między krajami, istnieją znaczące różnice poglądów między silnym europejskim przemysłem biotechnologicznym i farmaceutycznym a grupami zajmującymi się ochroną środowiska i konsumentów. Rozłam ten znajduje swoje odzwierciedlenie w łonie Komisji, gdzie Dyrektoriaty Generalne ds. Przemysłu i Nauki chcą złagodzenia zasad, Dyrektoriat Generalny ds. Środowiska zaś domaga się przyznania ochronie środowiska pierwszeństwa przed interesami ekonomicznymi331.

Również regulacje dotyczące bezpieczeństwa żywności funkcjonują na płaszczyźnie międzynarodowej. W roku 1962 Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa oraz Światowa Organizacja Zdrowia wspólnie stworzyły Komisję Kodeksu Żywnościowego (Codex Alimentarius), która miała doprowadzić do harmonizacji istniejących norm dotyczących bezpieczeństwa żywności oraz opracować nowe międzynarodowe normy. Normy ustanowione w ramach Kodeksu są dobrowolne, lecz zgodnie z zasadami Układu Ogólnego w sprawie Ceł i Handlu (GATT) oraz jego następczyni, Światowej Organizacji Handlu (WTO), używa się ich jako norm odniesienia w celu ustalenia, czy dana krajowa norma spełnia wymagania GATT/WTO. Porozumienie w sprawie Stosowania Środków Sanitarnych i Fitosanitarnych Światowej Organizacji Handlu ustanawia zasady tworzenia krajowych przepisów dotyczących bezpieczeństwa żywności332. Jeżeli członek WTO wprowadza normy bezpieczeństwa żywności ostrzejsze niż zawarte w Kodeksie i nie wydają się one opierać na podstawach naukowych, inni członkowie mogą je zaskarżyć jako nieuczciwe utrudnienie w handlu.

Aż do pojawienia się organizmów zmodyfikowanych genetycznie Codex Alimentarius uznawany był za przykład skutecznej międzynarodowej kontroli technokratycznej. Dawał on krajom rozwijającym się z niedofinansowanymi systemami regulacji gotowy zestaw norm oraz promował światowy handel żywnością. Jednak wraz z pojawieniem się biotechnologii Kodeks zaczął stawać się kwestią polityczną - krytykowano go za zbytnie podporządkowanie jego norm interesom światowego przemysłu rolniczego i biotechnologicznego oraz nieprzejrzystość jego działania dla opinii publicznej333.

Problemy ochrony środowiska związane z zastosowaniem biotechnologii w rolnictwie omawiano na płaszczyźnie międzynarodowej przy okazji tworzenia Protokołu z Cartageny o bezpieczeństwie biologicznym, przyjętego na międzynarodowej konferencji nie w Cartagenie, lecz w Montrealu, w styczniu 2000 roku. Protokół ten pozwala krajom importującym żywność nałożyć ograniczenia na import organizmów genetycznie zmodyfikowanych, nawet jeżeli nie ma naukowej pewności, że dany produkt jest szkodliwy, wymaga on również od firm chcących sprowadzać takie produkty powiadomienia kraju docelowego o obecności tych organizmów. Europejczycy uznali przyjęcie Protokołu z Cartageny za triumf zasady ostrożności; wejdzie on w życie po ratyfikowaniu go przez 50 krajów334. Stany Zjednoczone nie mogą podpisać tego protokołu, nie są bowiem sygnatariuszem poprzedzającej go Konwencji o różnorodności biologicznej (tzw. Deklaracji z Rio), jednak jako główny eksporter produktów zmodyfikowanych genetycznie mogą być zmuszone do przestrzegania jego postanowień335.

Regulacje dotyczące stosowania biotechnologii w rolnictwie wzbudzają wielkie spory; największe walki z nimi związane toczą się między Stanami Zjednoczonymi a UE336. Stany Zjednoczone nie zaakceptowały zasady ostrożności jako normy oceny ryzyka, twierdząc, że ciężar dowodu musi spoczywać na tych, którzy twierdzą, iż istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa lub środowiska, nie zaś na tych, którzy twierdzą, iż ono nie istnieje337. Stany Zjednoczone sprzeciwiają się również obowiązkowemu oznaczaniu produktów zmodyfikowanych genetycznie, ponieważ wymóg taki wymusza kosztowny rozdział procesów przetwarzania żywności zmodyfikowanej oraz nie zmodyfikowanej genetycznie338. USA obawiają się w szczególności, że Protokół z Cartageny może doprowadzić do podważenia postanowień Porozumienia w sprawie stosowania środków sanitarnych i fitosanitarnych WTO i dać prawne uzasadnienie pozbawionych naukowych podstaw ograniczeń w imporcie produktów zmodyfikowanych genetycznie.

Istnieje wiele powodów takiej różnicy w poglądach. Stany Zjednoczone są największym na świecie eksporterem żywności i wcześnie rozpoczęto tam uprawę roślin zmodyfikowanych genetycznie; kraj ten ma bardzo wiele do stracenia, jeżeli kraje importujące żywność będą mogły wprowadzać ograniczenia w imporcie żywności zmodyfikowanej genetycznie lub wymagać kosztownego jej oznaczania. Amerykańscy farmerzy produkują na eksport i są zwolennikami wolnego handlu, europejscy rolnicy zaś prezentują znacznie bardziej protekcjonistyczne podejście. W Stanach Zjednoczonych nie było, w przeciwieństwie do Europy, wyraźnego protestu konsumentów przeciwko genetycznie zmodyfikowanej żywności, niemniej niektórzy producenci zdecydowali się na dobrowolne oznaczanie takich produktów. W Europie natomiast istnieje dużo silniejszy ruch obrońców przyrody, zdecydowanie wrogi biotechnologii.

Biotechnologia człowieka

Przepisy regulujące biotechnologię człowieka są dużo mniej rozwinięte niż te dotyczące biotechnologii rolniczej, głównie z tego powodu, że genetyczna modyfikacja ludzi, w przeciwieństwie do roślin czy zwierząt, jeszcze nie nastąpiła. Część istniejących przepisów będzie dawała się zastosować do nadchodzących nowości, część właśnie powstaje, lecz najważniejsze elementy przyszłego systemu nadzoru trzeba będzie dopiero stworzyć.

Z punktu widzenia przyszłego rozwoju biotechnologii człowieka najistotniejszymi elementami istniejącego systemu regulacji są przepisy obowiązujące w dwóch ściśle powiązanych ze sobą dziedzinach: eksperymentów na ludziach oraz dopuszczania do obrotu nowych leków.

Ewolucja zasad dotyczących eksperymentów na ludziach jest pouczająca nie tylko dlatego, że będą się one odnosić do przyszłych eksperymentów związanych z klonowaniem ludzi oraz modyfikacją komórek linii płciowej, lecz również dlatego, że zasady te są przykładem ważnych obostrzeń etycznych, które skutecznie zastosowano wobec badań naukowych zarówno na płaszczyźnie państwowej, jak i międzynarodowej. W tym przypadku niesłuszne okazują się też potoczne opinie o regulacji: niepowstrzymany rozwój nauki i techniki nie jest nieunikniony, obowiązujące przepisy zaś są najostrzejsze w kraju rzekomo najsilniej sprzeciwiającym się interwencji rządu - w Stanach Zjednoczonych.

Zasady dotyczące eksperymentów na ludziach stworzono w Stanach Zjednoczonych równolegle z regulacją przemysłu farmaceutycznego, impuls do regulacji zaś dało w każdym przypadku ujawnienie skandalu czy odrażających praktyk związanych z tymi dziedzinami. W roku 1937 wprowadzenie na rynek nie przetestowanego preparatu zawierającego sulfanilamid spowodowało 107 ofiar śmiertelnych - środek był skażony trucizną, glikolem dietylenowym339. Skandal ten doprowadził bardzo szybko, bo już w 1938 roku, do przegłosowania Ustawy o żywności, środkach farmaceutycznych oraz kosmetycznych, która nadal pozostaje podstawą prawną uprawnień Administracji ds. Żywności i Leków do oceny nowych rodzajów żywności oraz środków farmaceutycznych. Skandal talidomidowy z końca lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych doprowadził do przegłosowania Poprawki Kefauvera, która zaostrzyła zasady udzielania „świadomej zgody” przez osobę uczestniczącą w badaniu leków. Dopuszczony do obrotu w Wielkiej Brytanii talidomid powodował przerażające wady wrodzone u dzieci, których matki zażywały go w czasie ciąży. Procedura dopuszczenia tego leku do obrotu została wstrzymana przez Administrację ds. Żywności i Leków na etapie badań klinicznych, lecz spowodował on pojawienie się wad wrodzonych u dzieci, których matki uczestniczyły w badaniach340.

Ludziom zagrażać mogą nie tylko nowe leki, lecz również szerzej pojęte badania naukowe. W Stanach Zjednoczonych, głównie ze względu na finansowanie przez Narodowy Instytut Zdrowia (oraz jego organizację macierzystą, Amerykańską Publiczną Służbę Zdrowia) wielu badań biomedycznych w okresie powojennym, opracowano szczegółowy zestaw zasad chroniących ludzi poddawanych badaniom naukowym. Powodem wprowadzenia regulacji były znowu skandale i tragedie. W początkowych latach swojego istnienia Narodowy Instytut Zdrowia ustanowił system środowiskowej oceny propozycji badań, zdając się jednak zazwyczaj na ocenę wspólnoty naukowej co do dopuszczalnego ryzyka, na jakie wystawia się osoby uczestniczące w badaniach. System ten okazał się niewystarczający, kiedy ujawniono skandale w Żydowskim Szpitalu Chorób Przewlekłych (gdzie przewlekle chorym i osłabionym pacjentom wstrzykiwano żywe komórki nowotworowe), w szkole Willowbrook (gdzie opóźnione umysłowo dzieci zakażano żółtaczką) oraz w Tuskegee (gdzie 400 ubogich czarnoskórych mężczyzn, u których stwierdzono syfilis, obserwowano, lecz nie poinformowano o chorobie, oraz w wielu przypadkach nie leczono, mimo że dostępne były już odpowiednie leki)341. Wypadki te spowodowały wprowadzenie w 1974 roku nowych przepisów federalnych chroniących ludzi poddawanych badaniom oraz Narodowej ustawy o badaniach naukowych, mocą której utworzono Narodową Komisję do spraw Ochrony Osób Poddawanych Badaniom Biomedycznym i Behawioralnym342. Te nowe prawa położyły podwaliny pod działający obecnie system Instytucjonalnych Komisji Rewizyjnych, których nadzorowi podlegają wszelkie badania finansowane z budżetu federalnego. Skuteczność działania tego systemu jest jednak nadal krytykowana; w 2001 roku Narodowa Komisja Doradcza ds. Bioetyki ogłosiła raport, w którym zaleca wprowadzenie federalnych aktów prawnych tworzących jeden urząd o dużych kompetencjach - Narodowy Urząd Nadzoru nad Badaniami na Ludziach343.

Tak w przeszłości, jak i obecnie naukowcy prowadzący wątpliwe z punktu widzenia etyki badania bronili swoich działań, twierdząc, że korzyści dla medycyny płynące z ich pracy przewyższają potencjalne szkody wyrządzone ludziom poddawanym eksperymentom. Prezentowali również pogląd, że to wspólnota naukowa jest najbardziej powołana do oceny ryzyka oraz korzyści wynikających z badań biomedycznych i sprzeciwiali się ingerencji prawa federalnego w swoją dziedzinę.

Istnieją również międzynarodowe przepisy dotyczące eksperymentów na ludziach. Podstawowym aktem jest tutaj Kodeks norymberski, w którym zawarto zasadę, że eksperymenty medyczne na istotach ludzkich mogą odbywać się wyłącznie za zgodą zainteresowanych344. Kodeks ten powstał po ujawnieniu straszliwych eksperymentów dokonywanych przez hitlerowskich lekarzy na więźniach obozów koncentracyjnych podczas drugiej wojny światowej345. Jak wskazuje wykaz późniejszych nadużyć w Stanach Zjednoczonych, ten akt prawny nie miał jednak wielkiego wpływu na rzeczywisty bieg wydarzeń w innych krajach, a wielu lekarzy uważało, że narzuca on zbyt wiele ograniczeń na normalne badania346.

1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna