Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona4/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24

Ta dyskusja o inteligencji i genach nie ma na celu opowiedzenia się za konkretną teorią inteligencji czy za konkretnym oszacowaniem stopnia jej dziedziczności. Moje spostrzeżenia dotyczące otaczających mnie osób (w szczególności moich dzieci) sugerują, że inteligencja nie jest związana z jednym czynnikiem g, natomiast jest zespołem ściśle powiązanych zdolności. Zdroworozsądkowa obserwacja mówi mi również, że dziedziczenie ma poważny wpływ na te zdolności. Przypuszczam, że dalsze badania na poziomie molekularnym nie przyniosą zaskakujących nowych odkryć dotyczących różnic w inteligencji między rasami. Czas, który upłynął od momentu rozdzielenia się ras, był zbyt krótki, gdy zaś badamy mierzalne cechy, takie jak rozkład grup krwi, stopień genetycznego zróżnicowania wśród ras okazuje się zbyt mały, aby mógł wskazywać na znaczące różnice między grupami w tym zakresie.

Problem tkwi w czym innym. Nawet jeżeli nie założymy, że w przyszłości nastąpi przełom w inżynierii genetycznej, który pozwoli nam manipulować ludzką inteligencją, samo nagromadzenie naszej wiedzy o genach i zachowaniu będzie miało konsekwencje polityczne. Niektóre z nich mogą być bardzo pozytywne: biologia molekularna może udowodnić, że geny nie odpowiadają za znaczące różnice między jednostkami czy grupami, podobnie jak badania Boasa nad wymiarami głów zdemaskowały „rasizm naukowy” początku XX wieku. Z drugiej strony, nauki przyrodnicze mogą przynieść nam niechciane wieści. Polityczna burza wywołana przez The Bell Curve nie będzie ostatnią, oliwy do ognia doleją dalsze badania w zakresie genetyki, nauki o zdolnościach poznawczych mózgu oraz biologii molekularnej. Wielu dyskutantów z lewicy chciałoby po prostu zakrzyczeć argumenty o związku genów z inteligencją jako rasistowskie i pseudonaukowe, lecz w nauce nie ma miejsca na tego typu uniki. Dalsze nagromadzenie wiedzy o molekularnych uwarunkowaniach pamięci - takiej jak zdobyta dzięki eksperymentom Joe Tsiena na myszach - pozwoli w przyszłości dużo dokładniej oszacować stopień, w jakim inteligencja jest dziedziczna. Takie techniki uzyskiwania obrazu mózgu, jak tomografia pozytronowa, rezonans funkcjonalny czy spektroskopia rezonansowa, pozwalają w czasie rzeczywistym śledzić przepływ krwi i aktywację neuronów; powiązanie tych zjawisk z różnymi rodzajami aktywności umysłowej może pewnego dnia dać nam ostateczną odpowiedź na pytanie, czy g jest pojedynczą cechą, czy zestawem wielu cech, poprzez zlokalizowanie go w konkretnych częściach mózgu. Fakt, że w przeszłości źle uprawianej nauki używano do złych celów, nie zamyka przed nami możliwości, iż w przyszłości dobrze uprawiana nauka będzie służyć wyłącznie celom, które uznamy za dobre.

Genetyka a przestępczość

Jeżeli istnieje coś, co budzi większe kontrowersje polityczne niż związek między dziedzicznością a inteligencją, są to genetyczne korzenie przestępczości. Wysiłki mające na celu powiązanie zachowań przestępczych z biologią mają tak długą i zagmatwaną historię jak psychometria - cień na badania w tej dziedzinie rzucały często zła metodologia oraz powiązania z ruchem eugenicznym. Najsłynniejszym ze zdyskredytowanych naukowców zajmujących się tym problemem był włoski lekarz Cesare Lombroso, który na przełomie XIX i XX wieku badał żywych i martwych więźniów, po czym rozwinął teorię mówiącą, że istnieje fizyczny typ kryminalisty, charakteryzujący się pochyłym czołem, małą głową oraz innymi specyficznymi cechami. Pozostający pod wpływem Darwina Lombroso sądził, że takie przestępcze „typy” są reliktami poprzedniego etapu ewolucji człowieka, które jakimś trafem dotrwały do czasów współczesnych. To właśnie Lombroso dał początek nowoczesnym poglądom liberalnym mówiącym, że niektórzy ludzie z biologicznych względów nie mogą ponosić odpowiedzialności za przestępstwa, które popełnili; jego badania zawierały jednak tyle błędów metodologicznych, że przeszły do annałów pseudonauki razem z frenologią i flogistonem47.

Nowoczesne teorie traktujące o biologicznych korzeniach przestępczości wywodzą się z tego samego źródła co nowoczesne teorie o dziedziczności inteligencji: z genetyki behawioralnej. Wszelkie badania dotyczące osobno wychowywanych bliźniąt jednojajowych lub razem wychowywanych niespokrewnionych osób wykazały korelację między genami a zachowaniami przestępczymi48. Jedno szczególnie szeroko zakrojone badanie, oparte na próbie 3586 bliźniąt z duńskiego rejestru bliźniąt, pokazało, że prawdopodobieństwo przejawiania zachowań przestępczych przez oboje bliźniąt jednojajowych wynosi 50 procent, zaś dla bliźniąt dwujajowych (nieidentycznych) takie prawdopodobieństwo wynosi 21 procent49. W innym badaniu, na dużej grupie adoptowanych dzieci, również opartym na danych duńskich, porównano jednojajowe bliźnięta wychowywane przez rodziców przejawiających zachowania przestępcze i nie przejawiających takich zachowań z niespokrewnionymi dziećmi wychowywanymi również przez rodziców karanych i niekaranych. Badanie to wykazało, że przestępstwa popełniane przez rodzica biologicznego były silniejszym predyktorem przestępczych zachowań dziecka niż przestępstwa rodzica adopcyjnego, co sugeruje genetyczny przekaz skłonności do przestępstwa.

Krytykujący genetyczne teorie przestępczości naukowcy z kręgów akademickich wysunęli przeciw nim wiele podobnych argumentów jak przeciw teoriom o dziedziczności inteligencji50. Badania bliźniąt często nie uwzględniają subtelnych aspektów dotyczących wspólnego środowiska, nie biorą pod uwagę pozagenetycznych czynników mogących wpływać na uzyskane korelacje lub opierają się na małych próbach. Travis Hirschi i Michael Gottfredson argumentują, że skoro przestępczość jest konstruktem społecznym, nie może ona mieć biologicznych źródeł51. To, co jedna społeczność uznaje za przestępstwo, nie zawsze jest nielegalne w innej; jak można więc mówić o posiadaniu „genu gwałtu na randce” czy „genu włóczęgostwa”?

Chociaż wiele genetycznych teorii dotyczących przestępczości zostało całkowicie zdyskredytowanych, jest ona obszarem zachowań społecznych, gdzie istnieją dobre podstawy, by podejrzewać działanie czynników genetycznych. Pojęcie przestępczości jest oczywiście konstruktem społecznym, lecz pewne czyny, takie jak zabójstwo czy kradzież, nie są dopuszczalne w żadnej społeczności, takie zaś cechy zachowania, jak słaba samokontrola, które czasem popychają pewne jednostki do przekraczania reguł, mogą być z dużym prawdopodobieństwem uwarunkowane genetycznie52. Przestępca, który strzela swojej ofierze w głowę, aby odebrać jej parę butów sportowych, z pewnością nie rozważa racjonalnie krótkoterminowego zysku i długoterminowych kosztów; może to oczywiście być wynikiem źle przeprowadzonego procesu socjalizacji w dzieciństwie, lecz nie jest absurdalna teoria mówiąca, że u niektórych ludzi błędne decyzje tego typu są wrodzone.

Kiedy przyjrzymy się z kolei różnicom między grupami ludzi, widzimy silne przesłanki istnienia genetycznych czynników warunkujących przestępczość - zauważamy po prostu, że w niemal każdym społeczeństwie i okresie historycznym przestępstwa popełniają przede wszystkim młodzi mężczyźni, zazwyczaj w wieku od 15 do 25 lat53. Oczywiście dziewczęta i kobiety również popełniają przestępstwa, podobnie ludzie starsi, lecz młodzi mężczyźni mają w sobie coś takiego, co szczególnie mocno skłania ich do utwierdzania swojej pozycji metodami siłowymi oraz do podejmowania ryzyka w sposób, który łamie zasady społeczne. Antropolog Richard Wrangham w swojej wydanej w 1996 roku książce Demoniczne samce opisał organizowanie się szympansów płci męskiej w małe grupki, które napadają na inne grupy samców znajdujące się na obrzeżach terytorium zajmowanego przez ich kolonię54. Biorąc pod uwagę, że wyodrębnienie się rasy ludzkiej spośród naszych podobnych do szympansów przodków miało miejsce około 5 milionów lat temu, a skłonności mężczyzn do przemocy i agresji najwyraźniej nie zmieniły się na przestrzeni tego okresu, podstawy twierdzenia o genetycznym uwarunkowaniu takich zachowań wydają się mocne55.

Wiele badań wskazało na istnienie bezpośrednich powiązań na poziomie molekularnym między genami a agresją. W przeprowadzonym pod koniec lat osiemdziesiątych badaniu nad holenderską rodziną, której członkowie często dopuszczali się przemocy, przyczynę znaleziono w genach sterujących wytwarzaniem enzymów znanych jako oksydazy monoaminowe (MAO)56. Przeprowadzone później francuskie badania na myszach pokazały, że podobne uszkodzenie genów wytwarzających te związki powodowało u tych zwierząt gwałtowny wzrost agresji57.

Jednostki mogą oczywiście nauczyć się kontrolowania swoich odruchów58, szczególnie jeżeli nabywają właściwych nawyków na odpowiednim etapie rozwoju59. Społeczeństwo może z kolei bardzo wiele uczynić dla wzmocnienia tej samokontroli, może również odstraszać i karać przestępstwa w przypadkach, gdy ona zawodzi. Te czynniki społeczne odpowiadają za olbrzymie różnice we wskaźnikach przestępczości między społeczeństwami (w Nowym Jorku jednego roku odnotowano więcej zabójstw niż w tym samym czasie w całej Japonii), jak również za zmiany tych wskaźników w czasie w obrębie jednej społeczności60. Wszelką kontrolę społeczną trzeba jednak postrzegać w kontekście odruchów biologicznych. Psycholodzy ewolucyjni Martin Daly i Margo Wilson wykazali, że wskaźniki zabójstw pozostają w zgodzie z pewnymi prognozami sformułowanymi na gruncie biologii ewolucyjnej - na przykład ofiarami zabójstw w gospodarstwach domowych dużo częściej padają osoby niespokrewnione z zabójcą (małżonkowie, ojczymowie czy pasierbowie) niż jego krewni61.

Niezależnie od tego, w jakim stopniu wpływ na przestępczość mają geny, a w jakim środowisko, jest oczywiste, że w Stanach Zjednoczonych uwarunkowania polityczne uniemożliwiają obecnie sensowną publiczną dyskusję na ten temat. Ze względu na to, że ciemnoskórzy Amerykanie stanowią nieproporcjonalnie dużą grupę wśród pensjonariuszy więzień w tym kraju, wszelkie sugestie na temat genetycznych źródeł przestępczości traktuje się jako stwierdzenie, iż Murzyni mają genetyczne predyspozycje, aby być przestępcami. Od mrocznych czasów rasizmu naukowego żaden poważny badacz akademicki zajmujący się tym tematem nie sugerował niczego podobnego, wielu ludzi podejrzewa jednak, że każdy, kto choćby interesuje się tą sprawą, musi kierować się rasistowskimi pobudkami.

Podobne podejrzenia znalazły podatny grunt na początku lat dziewięćdziesiątych za sprawą Fredericka K. Goodwina, znanego psychiatry, kierującego federalną Służbą ds. Problemów Alkoholowych, Narkotykowych oraz Zdrowia Psychicznego. Goodwin, określony przez powieściopisarza Toma Wolfe’a jako „patentowany dureń w zakresie kształtowania swojego wizerunku publicznego”, podczas omawiania programu zwalczania przemocy opracowanego w Narodowym Instytucie ds. Zdrowia Psychicznego określił dręczoną przez przestępczość wielkomiejską Amerykę jako „dżunglę”50. Mówiąc to, miał z pewnością na myśli wiele uczciwych badań naukowych, których wyniki sugerują, że przemoc jest wbudowana w męską psychikę. Jego niezręczne sformułowanie spowodowało jednak natychmiastowe oskarżenia o rasizm ze strony senatora Edwarda Kennedy’ego oraz kongresmana Johna Dingella, sam zaś program zwalczania przemocy został potępiony jako eugeniczne przedsięwzięcie mające na celu eliminację osób niepożądanych.

Zdarzenie to było zarzewiem protestów towarzyszących konferencji pod tytułem „Znaczenie oraz doniosłość badań nad genami i zachowaniem przestępczym”, zorganizowanej przez Davida Wassermana, badacza z Uniwersytetu Maryland, finansowanej częściowo przez Narodowe Centrum Badań nad Ludzkim Genomem afiliowane przy Narodowym Instytucie Zdrowia62. Gdy ogłoszono miejsce i termin konferencji, wybuchły protesty, imprezę przełożono i ostatecznie odbyła się ona w roku 1993 w odludnym miejscu nad zatoką Chesapeake. W odpowiedzi na poprzedzające konferencję ataki Wasserman zaprosił na nią krytyków teorii o powiązaniu genów z przestępczością oraz zaplanował dyskusję panelową poświęconą historii eugeniki63. Nie zapobiegło to jednak złożeniu przez część uczestników formalnego oświadczenia, w którym ostrzegali, że „naukowcy, historycy i socjolodzy nie mogą pozwalać na użycie ich nazwisk dla nadania akademickiego wymiaru rasistowskiej pseudonauce”. Konferencji towarzyszyli demonstranci wykrzykujący „Przed nami się nie ukryjecie - ludobójstwo planujecie!”64. Można przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości mało prawdopodobne jest sponsorowanie przez Narodowy Instytut Zdrowia czy Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego podobnej konferencji.

Geny a hetero - i homoseksualizm

Trzecim obszarem, w którym coraz większa wiedza z zakresu genetyki ma i będzie miała ważne implikacje polityczne, jest seksualność65. Niewielu ludzi zaprzeczy tezie, że seksualność ma silne korzenie biologiczne, w porównaniu z kwestią rasy jest też dużo więcej argumentów świadczących o wpływie biologii, nie zaś środowiska, na różnice między mężczyznami a kobietami. Grupy rasowe i etniczne (między którymi granice są często nieostre) wykształciły się ostatecznie dopiero w ciągu ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat - w skali ewolucji jest to króciutka chwila - zróżnicowanie płciowe zaś występuje od setek milionów lat, pojawiło się ono na długo przed powstaniem gatunku ludzkiego. Mężczyźni i kobiety różnią się pod względem fizjologicznym, genetycznym (kobiety posiadają parę chromosomów X, mężczyźni - zestaw XY) oraz neurologicznym. Jeden z ważnych odłamów współczesnego feminizmu przyjmuje za pewnik, że wszelkie różnice płciowe kończą się na poziomie ciała, umysły mężczyzn i kobiet zaś są właściwie identyczne. Z tej perspektywy wszelkie różnice między płciami nabierają charakteru kulturowego - są różnicami w procesie socjalizacji chłopców i dziewcząt. Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, by pogląd taki był w pełni słuszny; przedstawiciele jednego z ważnych nurtów biologii ewolucyjnej od kilkudziesięciu lat twierdzą, że umysły mężczyzn i kobiet zostały ukształtowane przez różne wymagania ewolucyjne stawiane przed nimi66.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat ukazało się mnóstwo empirycznych prac na ten temat. W 1974 roku psycholożki Eleanor Maccoby i Carol Jacklin podsumowały ówczesny stan wiedzy w sporym tomie zatytułowanym Psychology of Sex Differences („Psychologia różnic między płciami”)67. Praca ta demaskowała niektóre mity na temat różnic między mężczyznami a kobietami - nie istnieją na przykład wiarygodne dowody na to, by chłopcy i dziewczynki różnili się, jeżeli chodzi o towarzyskość, podatność na sugestie z zewnątrz, zdolności analityczne czy ogólniej - inteligencję. Z drugiej strony, istnieją obszary, w których wiele badań konsekwentnie wykazywało różnice. Dziewczęta mają zazwyczaj większe zdolności werbalne od chłopców, chłopcy są zaś lepsi, jeżeli chodzi o wyobraźnię przestrzenną, mają większe zdolności matematyczne i są dużo bardziej agresywni68.

Późniejsza książka Maccoby The Two Sexes („Dwie płcie”), pokazuje, iż różnice kulturowe między płciami ujawniają się w bardzo wczesnym wieku. Wiele badań empirycznych wskazuje, że gry chłopców opierają się na kontakcie fizycznym w dużo większym stopniu niż gry dziewcząt oraz że chłopcy ustanawiają jaśniej zdefiniowane hierarchie dominacji niż dziewczęta i są bardziej skłonni do rywalizacji, sama zaś rywalizacja ma częściej miejsce między grupami niż między jednostkami. Chłopcy są bardziej agresywni fizycznie od dziewcząt, chociaż dziewczęta wykazują więcej agresji w relacjach społecznych (przybierającej formę ostracyzmu czy wyobcowania jednostki z grupy). Chłopcy częściej rozmawiają na tematy związane z agresją i przemocą, natomiast dziewczęta koncentrują się w rozmowie na związkach rodzinnych. Jeżeli chodzi o wybór płci partnerów do zabawy we wczesnym dzieciństwie, chłopcy i dziewczęta wydają się sztywno zaprogramowani, aby grupować się ze względu na płeć69. Większość tych wyników potwierdza się dla różnych kultur. Według Maccoby wszystko to sugeruje, że oprócz wzorców socjalizacji, którym zazwyczaj przypisuje się oddziaływanie na zachowanie mężczyzn i kobiet, w grę wchodzić muszą elementy biologiczne70.

Kiedy dochodzimy do kwestii związku między genami a homoseksualizmem, polityczna barykada całkowicie się odwraca. W przypadku związków między genami a inteligencją, przestępczością czy różnicami płciowymi lewica gwałtownie zaprzecza wszelkim biologicznym wyjaśnieniom i stara się pomniejszać znaczenie dowodów świadczących o tym, że dziedziczność ma ważny wpływ na którąkolwiek z powyższych cech. Jeżeli chodzi o homoseksualizm, ludzie o lewicowych poglądach reprezentują przeciwne stanowiska, twierdząc, iż orientacja seksualna nie jest kwestią indywidualnego wyboru czy społecznego uwarunkowania, lecz czymś, z czym jednostka się rodzi.

Z punktu widzenia biologii ewolucyjnej homoseksualizm zawsze stwarzał problemy. Skoro w ewolucji chodzi wyłącznie o sukces reprodukcyjny, zaś homoseksualiści nie pozostawiają zazwyczaj potomków, można sądzić, że gen warunkujący homoseksualizm szybko musiałby zostać wyeliminowany z populacji wskutek działania doboru naturalnego. Współcześni biolodzy ewolucyjni wysunęli teorię, że jeśli homoseksualizm jest powodowany przez czynnik genetyczny, stanowi on produkt uboczny innej, bardzo cennej cechy, której posiadanie mogłoby być korzystne dla kobiet i być dziedziczone ze strony matki71. Uważa się, że mózgi różnych gatunków zwierząt, w tym człowieka, podlegają różnicowaniu płciowemu w fazie prenatalnej dzięki kontaktowi z hormonami płciowymi w różnych, genetycznie uwarunkowanych stężeniach. Na podstawie badań nad myszami wysunięto hipotezę, że męski homoseksualizm może być spowodowany niedostatecznym stężeniem testosteronu w łonie matki.

Do tej pory stopień dziedziczności szacowano w podobny sposób jak dziedziczność inteligencji czy zachowań przestępczych - na podstawie badań nad bliźniętami i adoptowanymi dziećmi. Wyniki tych badań wskazują na wskaźnik dziedziczności od 31 do 74 procent w przypadku mężczyzn i od 27 do 76 procent w przypadku kobiet. Liczne prowadzone ostatnio anatomiczne badania mózgu pokazały, że istnieją różnice w strukturze trzech części mózgu między mężczyznami homo - a heteroseksualnymi; według Simona LeVaya, różnice te są szczególnie zaznaczone w obrębie podwzgórza72. Dean Hamer, badacz pracujący w Narodowym Instytucie Zdrowia, twierdzi, że istnieje związek genetyczny między pewnym obszarem chromosomu X a homoseksualizmem73. Przy użyciu standardowych technik genetycznych do badania drzewa genealogicznego grupy otwarcie homoseksualnych mężczyzn Hamer i jego współpracownicy znaleźli znaczący statystycznie związek między orientacją seksualną a pewnymi znacznikami genetycznymi w chromosomalnym regionie Xq28.

Wobec tych badań zgłaszano takie same zastrzeżenia jak wobec badań, których przedmiotem były inteligencja i przestępczość74. Niezależnie jednak od tego, jaki będzie ostateczny osąd tych teorii, homoseksualizm, podobnie jak dokonywane przez mężczyzn wybory partnerów seksualnych, istnieje w niemal wszystkich znanych nam społecznościach i zdaje się mieć naturalne podstawy. Interesujący jest tutaj aspekt polityczny całego problemu. W przeciwieństwie do inteligencji czy przestępczości, w odniesieniu do których lewica atakowała wszelkie sugestie o dziedziczności, wielu aktywistów ruchu gejowskiego poparto teorię o genie warunkującym homoseksualizm, ponieważ koncepcja genetycznego uwarunkowania zwalnia gejów z odpowiedzialności moralnej za swoją orientację. W tym przypadku to prawica twierdziła, że homoseksualizm jest kwestią wyboru stylu życia. Istnienie genu warunkującego homoseksualizm „dowiodłoby”, że bycie gejem jest jak posiadanie piegów: to cecha, której nie można zmienić.

Takie podejście jest tak samo bezsensowne jak twierdzenie, że środowisko nie może mieć wpływu na inteligencję czy zachowania przestępcze. Z wyjątkiem kilku schorzeń powodowanych przez pojedyncze geny, takich jak pląsawica Huntingtona, genotyp nigdy nie decyduje w stu procentach o losie jednostki75; nie ma również powodu sądzić, aby istnienie genu warunkującego homoseksualizm znaczyło, że kultura, normy, sposobność i inne czynniki nie odgrywają roli w określaniu orientacji seksualnej. Sam fakt, iż wiele osób to biseksualiści, wskazuje na to, że orientacja seksualna jest bardzo plastyczna. Jeżeli rodzice martwią się, że wyjazd na obóz z harcmistrzem, który jest gejem, może spowodować, iż ich syn zdobędzie doświadczenia homoseksualne, nieposiadanie przez niego genu warunkującego homoseksualizm nie rozwieje ich obaw.

Z drugiej strony, prawicowi dyskutanci, którzy sądzą, że homoseksualizm jest po prostu kwestią indywidualnego wyboru moralnego, muszą zmierzyć się z tym samym faktem co lewica w przypadku inteligencji czy tożsamości płciowej: natura narzuca pewne ograniczenia. Leworęczne osoby można nauczyć pisać lub jeść prawą ręką, zawsze jednak jest to dla nich wysiłek i nie czują się one z tym naturalnie. Tak naprawdę homoseksualizm nie różni się od inteligencji, przestępczości czy tożsamości płciowej pod tym względem, że jest cechą ludzką częściowo warunkowaną przez geny, częściowo zaś przez środowisko społeczne i indywidualny wybór. W każdym przypadku można się sprzeczać o relatywną wagę uwarunkowań genetycznych i społecznych, lecz samo istnienie czynnika genetycznego czyni dyskusję o tych cechach bardzo kontrowersyjną, ponieważ sugeruje ograniczenie zakresu działania moralności czy potencjału istoty ludzkiej.

Jedną z największych nadziei dwudziestowiecznej socjologii było to, że postęp w naukach przyrodniczych wyeliminuje biologię jako istotny czynnik kierujący ludzkim zachowaniem. Pod wieloma względami nadzieja ta spełniła się: nie znaleziono empirycznych podstaw „naukowego rasizmu”, ponieważ różnice między rasami i grupami etnicznymi czy między mężczyznami i kobietami okazały się dużo mniejsze, niż sądzono bezpośrednio po sformułowaniu przez Karola Darwina teorii ewolucji. Ludzkość okazuje się naprawdę zadziwiająco jednorodnym gatunkiem, co potwierdza nasze postoświeceniowe intuicje moralne dotyczące uniwersalnej godności ludzkiej. Pewne różnice między grupami ludzi - szczególnie między płciami - istnieją, biologia zaś nadal odgrywa ważną rolę w wyjaśnianiu różnic między jednostkami w obrębie danej populacji. Przyszły przyrost wiedzy o ludzkich genach pozwoli nam dowiedzieć się więcej o genetycznych źródłach zachowań, przez co pozostanie powodem ciągłych sporów politycznych.

Naukowa wiedza o uwarunkowaniach pewnych cech będzie nas nieuchronnie prowadzić w stronę poszukiwania technik, które pozwalają manipulować tymi cechami. Na przykład istnienie biologicznych cech, których obecność skorelowana jest z homoseksualizmem - czy są to androgeny oddziałujące na nas w fazie prenatalnej, inna budowa anatomiczna mózgu, czy gen warunkujący homoseksualizm będący u podłoża tych cech - stwarza możliwość, że któregoś dnia zostanie opracowane „lekarstwo” na homoseksualizm. W tym momencie lewica zupełnie słusznie zaczyna nieufnie odnosić się do biologicznych wytłumaczeń, ponieważ zagrażają one koncepcji wspólnej wszystkim godności ludzkiej.

Problem ten można zilustrować, dokonując pewnego eksperymentu myślowego. Wyobraźmy sobie, że za dwadzieścia lat dobrze zrozumiemy genetyczne podłoże homoseksualizmu i znajdziemy sposób, który pozwoli rodzicom znacznie zmniejszyć prawdopodobieństwo wydania na świat homoseksualnego potomka. Nie trzeba tu zakładać opanowania technik inżynierii genetycznej: może to być po prostu pigułka, która zapewni płodowi w macicy dostateczny poziom testosteronu, by zmaskulinizować jego mózg. Wyobraźmy sobie, że taka procedura jest tania, skuteczna, nie pociąga za sobą niepożądanych działań ubocznych i można ją dyskretnie zaaplikować w gabinecie ginekologicznym. Załóżmy też, że do tego czasu normy społeczne przesuną się w stronę całkowitej akceptacji homoseksualizmu. Jak wiele kobiet przy nadziei zdecyduje się na wzięcie pigułki?

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna