Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona6/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24

W wyniku oficjalnego sklasyfikowania ADHD jako upośledzenia dzieci cierpiące na ten syndrom mają prawo do specjalnego toku nauczania we wszystkich okręgach szkolnych Stanów Zjednoczonych. Uczniowie z ADHD mogą domagać się większej ilości czasu na rozwiązywanie standaryzowanych testów, szkoły zaś godzą się na to, obawiając się pozwów. Według magazynu „Forbes”, szkoła prawnicza Whittier Law School została pozwana przez studenta, u którego zdiagnozowano ADD, ponieważ otrzymał on jedynie 20 minut dodatkowego czasu na napisanie godzinnego egzaminu. Obawiając się procesu, szkoła poszła na ugodę103.

Wielu konserwatystów narzeka na zakres obowiązującej obecnie w Ameryce definicji upośledzeń podlegających ochronie na mocy ustawy o nauczaniu osób upośledzonych, jako powód swojego niezadowolenia podając koszty takich rozwiązań. Ważniejszym powodem sprzeciwu są jednak względy moralne: klasyfikując ADHD jako upośledzenie, społeczeństwo przyznało pierwszeństwo biologii w przypadku syndromu o przyczynach zarówno biologicznych, jak i psychospołecznych. Osobom, które w rzeczywistości są w stanie do pewnego stopnia kontrolować swoje zachowanie, mówi się, że tak nie jest, nieupośledzona część społeczeństwa zaś redystrybuuje zasoby i czas, aby skompensować im coś, co naprawdę podlega przynajmniej częściowo ich kontroli.

Obawy grup takich jak NAACP, że leki psychotropowe w rodzaju ritalinu mogą być dużo częściej stosowane wśród grup mniejszościowych, również mają swoje podstawy. W Stanach Zjednoczonych zaobserwowano duży wzrost liczby recept na środki psychotropowe (przede wszystkim ritalin i pochodne, lecz również inne) wystawianych dla bardzo młodych pacjentów (w wieku przedszkolnym lub młodszych) w związku z problemami behawioralnymi. Przeprowadzone w roku 1998 badanie wykazało, że wśród osób objętych programem opieki zdrowotnej Medicaid w stanie Michigan około 57 procent dzieci w wieku poniżej 4 lat spośród tych, u których zdiagnozowano ADHD, otrzymywało jeden lub więcej leków psychotropowych104. Jedno z badań, którego wyniki wywołały burzę polityczną, wskazywało, że w 1995 roku ponad 12 procent dzieci w wieku od 2 do 4 lat uczestniczących w dużym programie Medicaid na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych otrzymywało leki psychostymulujące, a 4 procent tych dzieci zażywało środki przeciw depresji. Jeżeli przeczytamy, co między wierszami mówią sprawozdania z badań, jasne staje się, że leki te przepisywano dużo częściej w ramach obejmujących przede wszystkim mniejszości programów Medicaid niż to miało miejsce w przypadku zamożniejszych pacjentów prywatnych organizacji zapewniających opiekę zdrowotną, które również zostały objęte badaniami105.

Między prozakiem a ritalinem istnieje niepokojące lustrzane podobieństwo. Pierwszy z nich przepisywany jest zazwyczaj mającym problemy z samooceną kobietom w depresji; daje on im uczucie podobne do tego, które towarzyszy samcom alfa o podwyższonym poziomie serotoniny. Ritalin z kolei ordynuje się najczęściej młodym chłopcom, którzy nie chcą spokojnie siedzieć w czasie lekcji, ponieważ natura inaczej ich zaprogramowała. Obydwie płcie łagodnie popycha się w stronę uśrednionej androginicznej osobowości, zadowolonej z siebie i społecznie dostosowanej - czyli modelu uważanego obecnie za politycznie poprawny w społeczeństwie amerykańskim.

Druga, neurofarmakologiczna fala rewolucji biotechnologicznej już nas dosięgła. Stworzono już pigułkę podobną do somy oraz pigułkę do sterowania społecznych zachowań dzieci. Obydwie okazują się dużo skuteczniejsze niż dwudziestowieczne metody: socjalizacja we wczesnym dzieciństwie czy Freudowska terapia przez rozmowę. Używają ich już miliony ludzi na całym świecie, czemu towarzyszy wiele sporów o długoterminowe konsekwencje zdrowotne ich stosowania, lecz niemal zupełnie milczy się na temat ich skutków dla konwencjonalnego pojęcia tożsamości czy postaw moralnych.

Prozac i ritalin to dopiero pierwsza generacja leków psychotropowych. W przyszłości niemal wszystko, co wyobrażamy sobie jako potencjalne skutki inżynierii genetycznej, można będzie szybciej osiągnąć dzięki neurofarmakologii106. Grupa leków znanych jako benzodiazepiny może być używana do wpływania na poziom kwasu gamma-aminomasłowego (GABA), co pozwala łagodzić niepokój. Pomaga również regulować okresy snu i czuwania, przy czym nie powoduje niepożądanych skutków ubocznych, jakie wiążą się z zażywaniem środków uspokajających. Środki wpływające na poziom acetylocholiny pomagają wchłaniać nowe informacje i zapamiętywać je oraz ułatwiają przypominanie sobie faktów. Regulując obieg dopaminy, można zwiększać energię i motywację pacjenta. Selektywne inhibitory wychwytu serotoniny wraz ze środkami wpływającymi na poziom norepinefryny oraz dopaminy powodują zmiany behawioralne w obszarach, gdzie dochodzi do interakcji różnych neuroprzekaźników. Być może będziemy również w stanie manipulować wytwarzaniem endogennych opiatów, tak aby zmniejszyć wrażliwość na ból i podwyższyć próg rozkoszy.

Nie musimy czekać na inżynierię genetyczną i dzieci na zamówienie, by zorientować się, jakie siły polityczne będą napędzać rozwój nowych technik medycznych - już teraz widzimy ich działanie w dziedzinie neurofarmakologii. Rozpowszechnienie się leków psychotropowych w Stanach Zjednoczonych obrazuje trzy ważne trendy polityczne, które pojawią się ponownie wraz z inżynierią genetyczną. Pierwszym z nich jest występująca u zwykłych ludzi potrzeba jak największej medycznej ingerencji w ich zachowanie i zmniejszenie w ten sposób odpowiedzialności za swoje czyny Drugim jest nacisk silnych grup interesu ekonomicznego. Grupy świadczące usługi społeczne, jak nauczyciele czy lekarze, zawsze wybiorą szybkie biologiczne metody osiągnięcia celu, nie zaś skomplikowane techniki wpływania na zachowanie; swój interes mają również firmy farmaceutyczne produkujące leki. Trzecim skutkiem prób medycznej ingerencji we wszystko jest tendencja do rozszerzania listy chorób o coraz to nowe pozycje. Zawsze uda się przekonać któregoś z lekarzy, że czyjś nieprzyjemny lub niewygodny stan jest patologią, i staje się jedynie kwestią czasu, kiedy społeczeństwo zacznie postrzegać taki stan jako upośledzenie w świetle prawa, wymagające interwencji państwa.

Poświęciłem tak wiele miejsca lekom takim jak prozac czy ritalin nie dlatego, bym sądził, że są one inherentnie złe czy szkodliwe, lecz dlatego, iż uważam je za zwiastun tego, co przyniesie przyszłość. Być może za kilka lat wypadną one z łask z powodu niepożądanych działań ubocznych, których nie przewidział ich producent. Jeżeli jednak tak się stanie, zostaną one z czasem po prostu zastąpione jeszcze bardziej wyrafinowanymi lekami psychotropowymi o silniejszym i bardziej ukierunkowanym działaniu.

Pojęcie kontroli społecznej kojarzy się oczywiście z prawicowymi rojeniami o rządach stosujących zmieniające umysł leki do produkcji posłusznych poddanych. Ta obawa nie wydaje się uzasadniona w najbliższej przyszłości. Kontrola społeczna może być jednak stosowana przez inne siły niż państwo - przez rodziców, nauczycieli, systemy szkolne i wszystkich innych, którzy mają swój interes w sterowaniu zachowaniami ludzkimi. Demokracje, jak zauważył Alexis de Tocqueville, mogą być „tyraniami większości”, gdzie opinia ludu wypiera różnorodność i różnice. Obecnie nazywamy takie zjawisko poprawnością polityczną i należy się martwić, czy nowoczesna biotechnologia nie dostarczy wkrótce nowych, potężnych biologicznych metod pozwalających osiągać poprawne politycznie cele.

Dzięki doświadczeniom z neurofarmakologią możemy również przewidzieć możliwe reakcje polityczne na rozwój wydarzeń. Leki takie jak prozac czy ritalin bez wątpienia pomagają wielkiej liczbie ludzi, którym nie można pomóc inaczej. Jest tak, ponieważ rzeczywiście żyje wśród nas mnóstwo ludzi w głębokiej depresji lub bardzo nadpobudliwych, których stan uniemożliwia cieszenie się tym, co większość uważa za normalne życie. Pomijając być może scjentologów, niewielu ludzi chciałoby całkowitego zakazu stosowania takich lekarstw lub ograniczyłoby ich stosowanie do oczywistych przypadków klinicznych. Tym, co może i powinno nas martwić, jest używanie takich leków w „kosmetycznej farmakologii” do poprawienia normalnego zachowania lub do zamiany jednego zachowania na drugie, które wydaje się bardziej pożądane społecznie.

Społeczeństwo amerykańskie, podobnie jak większość społeczeństw, ujęło te zastrzeżenia w przepisach regulujących stosowanie leków. Nasze prawo jest jednak często niespójne i nieprzemyślane, nie wspominając już o tym, że nieraz nie egzekwuje się go we właściwy sposób. Weźmy choćby ecstasy - jest to potoczna nazwa MDMA, czyli metylenodioksymetamfetaminy, narkotyku, którego zużycie niezwykle szybko wzrastało w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Ecstasy, bardzo podobny do metamfetaminy środek psychostymulujący stała się niezwykle modna w dyskotekach. Według Narodowego Instytutu ds. Zażywania Narkotyków, 8 procent absolwentów szkół średnich, czyli 3,4 procent Amerykanów, zażyło MDMA co najmniej raz w życiu107.

Choć chemicznie pokrewna ritalinowi, ecstasy działa w sposób zbliżony do prozacu, stymulując wydzielanie serotoniny w mózgu. Skutki zażycia ecstasy, podobnie jak w przypadku prozacu, to silne zmiany nastroju i osobowości. Oto historia jednej z osób zażywających ecstasy:
Osoby zażywające ecstasy bardzo często określają początkowy odlot jako jedno z najwspanialszych doświadczeń w swoim życiu. Dwudziestoletnia Jennie jest studentką college’u, mieszka w północnej części stanu Nowy Jork. Spotkaliśmy się w grudniu, podczas jej pobytu w Waszyngtonie. Jennie ma delikatne rysy twarzy i jasną cerę jak gwiazdy muzyki folk. Powiedziała mi, że pierwszy raz zażyła ecstasy rok temu. Zainspirowało ją to do głębokich przemyśleń. „Zdecydowałam się, że kiedyś będę mieć dzieci” - powiedziała z uderzającą szczerością. - „Wcześniej nie sądziłam, że będę je mieć. Nie wierzyłam, że będę dobrą matką, ponieważ mój ojciec znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie. Ale zdałam sobie sprawę, że będę kochać swoje dzieci i zajmować się nimi i od tej pory nie zmieniłam decyzji”. Jennie twierdzi też, że w czasie swojego pierwszego odlotu po zażyciu ecstasy pierwszy raz poczuła, że przebacza swojemu ojcu, i zdała sobie sprawę, że „nie ma złych ludzi”108.
Inne opisy działania ecstasy pozwalają sądzić, że narkotyk ten zwiększa wrażliwość społeczną, ułatwia nawiązywanie więzi międzyludzkich i zwiększa koncentrację - wszystkie te skutki są zazwyczaj aprobowane przez społeczeństwo i niezwykle podobne do przypisywanych prozacowi. Mimo to ecstasy jest uważana za narkotyk, którego sprzedaż i zażywanie są całkowicie zabronione w Stanach Zjednoczonych, natomiast ritalin i prozac to leki, które może legalnie przepisać lekarz. Z czego wynika ta różnica?

Pierwsza oczywista odpowiedź brzmi, że ecstasy ma szkodliwe działanie, którego nie wykazują ritalin i prozac. Witryna internetowa Narodowego Instytutu ds. Zażywania Narkotyków dotycząca ecstasy informuje, że narkotyk ten powoduje takie problemy psychologiczne, jak „kłopoty z jasnym myśleniem, depresja, problemy ze snem, głód narkotykowy, silny niepokój oraz paranoja”; zażywanie go powoduje również takie objawy fizyczne, jak „zwiększone napięcie mięśniowe, niekontrolowane zaciskanie zębów, nudności, zamglony wzrok, szybkie ruchy gałek ocznych, omdlenia, dreszcze i pocenie się”; wykazano też, że ecstasy powoduje u małp trwałe uszkodzenia mózgu.

Literatura dotycząca ritalinu i prozacu jest jednak również pełna opowieści o podobnych skutkach ubocznych ich stosowania (z wyjątkiem trwałego uszkodzenia mózgu u małp). Niektórzy twierdzą, że różnica wynika przede wszystkim z dawkowania: przedawkowany ritalin również wykazuje ostre niepożądane działania uboczne, w związku z czym może być stosowany jedynie pod kontrolą lekarską. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego nie zalegalizować ecstasy jako leku klasy II. Ewentualnie - dlaczego nie zacząć szukać podobnego środka farmakologicznego, którego działania uboczne zostałyby w porównaniu z ecstasy zminimalizowane.

Odpowiedź na to pytanie obrazuje pomieszanie pojęć związane z naszą polityką karania za posiadanie i używanie narkotyków. Mamy bardzo ambiwalentne uczucia wobec środków, które nie mają jasnych zastosowań terapeutycznych, a jedynym skutkiem ich stosowania jest poprawa samopoczucia. Ta ambiwalencja jest szczególnie silna, jeżeli odlot powodowany przez narkotyk u osoby, która go zażyła, silnie upośledza zdolność normalnego funkcjonowania, tak jak ma to miejsce w przypadku heroiny oraz kokainy. Trudno jest nam jednak uzasadnić swoje wątpliwości, ponieważ wymaga to wydawania osądów co do tego, czym jest „normalne funkcjonowanie”. Jak możemy uzasadnić zakaz palenia marihuany, skoro legalne są alkohol i nikotyna, dwa inne środki, które poprawiają nasze samopoczucie?109 W obliczu tych trudności dużo łatwiej jest nam zakazać używania narkotyków, ponieważ w oczywisty sposób szkodzą one organizmowi - powodują uzależnienie, upośledzają jego funkcjonowanie, mają długoterminowe niepożądane działania uboczne itp.

Innymi słowy, wzdragamy się przed zajęciem jasnego stanowiska wobec narkotyków, jeżeli jedyną podstawą naszych zarzutów wobec nich jest to, że źle wpływają one na naszą duszę - lub, używając języka współczesnej medycyny, wyłącznie na podstawie psychologicznych efektów ich zażywania. Jeżeli jakaś firma farmaceutyczna opracowałaby w najlepszej wierze Huxleyowską somę, czyniącą nas szczęśliwymi i pomagającą tworzyć więzi społeczne, nie mając przy tym żadnych szkodliwych skutków ubocznych, nie wiadomo, czy ktokolwiek byłby w stanie sformułować przyczynę, dla której należałoby zabronić zażywania takiego środka. Zarówno na prawicy, jak i na lewicy jest wielu libertarian, którzy twierdzą, że powinniśmy przestać się przejmować duszami oraz wewnętrznym życiem innych ludzi i pozwolić im zażywać jakie tylko chcą narkotyki, o ile tylko nie szkodzą tym nikomu innemu. Jeżeli jakiś zdziwaczały tradycjonalista zgłosiłby sprzeciw, twierdząc, że soma nie ma działania terapeutycznego, psychiatrzy prawdopodobnie ogłosiliby, iż brak szczęścia jest patologią, i umieściliby go na liście chorób obok ADHD.

Nie musimy więc czekać na pojawienie się inżynierii genetycznej, aby mieć wyobrażenie o czasach, kiedy będziemy w stanie zwiększać inteligencję, poprawiać pamięć, wrażliwość i funkcjonowanie seksualne, jak również zmniejszać agresywność oraz manipulować zachowaniem na wiele innych sposobów. Ten problem już się pojawił w związku z obecną generacją leków psychotropowych, niedługo zaś, kiedy pojawią się środki nowe, uwidoczni się znacznie bardziej.

Rozdział 4

Przedłużanie życia


Wielu umiera za późno, niektórzy umierają zbyt wcześnie. Obco brzmi jeszcze nauka: „umieraj w porę!”. Umieraj w porę; tak poucza Zaratustra. Oczywiście, kto nigdy w porę nie żył, jakżeby ten miał w porę umrzeć? Oby raczej nie był się narodził! - Tak radzę zbytecznym. Lecz i zbyteczni ważą sobie wielce swą śmierć; nawet najbardziej pusty orzech pragnie, aby go wyłuskano.
F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, I. 21
Trzecim powodem, dla którego współczesna biotechnologia wywrze wpływ na politykę, jest związane z nią przedłużenie życia ludzkiego oraz demograficzne i społeczne zmiany, które pociągnie ono za sobą. Jednym z największych osiągnięć dwudziestowiecznej medycyny w Stanach Zjednoczonych było przedłużenie spodziewanej długości życia w momencie narodzin z 48,3 roku dla mężczyzn i 46,3 roku dla kobiet w roku 1900 do 74,2 roku dla mężczyzn i 79,9 roku dla kobiet w roku 2000110. Ten skok, połączony z gwałtownym spadkiem liczby narodzin w większości krajów rozwiniętych, spowodował bardzo znaczące zmiany w globalnej demografii, które już teraz mają poważny wpływ na politykę światową. Opierając się na obecnych trendach dotyczących narodzin i umieralności, możemy wyobrazić sobie w roku 2050 świat bardzo odmienny od dzisiejszego, nawet jeżeli biomedycynie nie uda się do tego czasu już ani o rok przedłużyć ludzkiego życia. Jest jednak mało prawdopodobne, aby w dziedzinie przedłużania życia nie nastąpił znaczący postęp, możliwe jest zaś, że rozwój biotechnologii doprowadzi do bardzo szybkich zmian w tym zakresie.

Jednym z obszarów nauki, na którym postęp w biologii molekularnej odcisnął bardzo silne piętno, jest gerontologia - nauka o starzeniu się. Obecnie istnieje wiele konkurencyjnych teorii usiłujących wyjaśnić, dlaczego ludzie starzeją się i w końcu umierają, nie ma jednak pełnej zgody co do mechanizmów tego zjawiska111. Jedna grupa teorii wywodzi się z biologii ewolucyjnej i głosi, ogólnie rzecz biorąc, że organizmy starzeją się i umierają, ponieważ brakuje sił selekcji naturalnej, które sprzyjałyby przeżyciu jednostek poza ich wiek reprodukcyjny112. Niektóre geny mogą sprzyjać zdolności jednostek do rozmnażania się, lecz zaprzestawać działania w późniejszym okresie życia. Dla biologów ewolucyjnych wielką tajemnicą jest nie to, dlaczego umieramy, lecz dlaczego, na przykład, kobiety żyją tak długo po menopauzie. Jakiekolwiek byłoby wyjaśnienie tego zjawiska, naukowcy ci sądzą, że starzenie się jest wynikiem interakcji wielu genów, w związku z czym nie istnieją proste genetyczne sposoby opóźnienia śmierci113.

Inna grupa teorii dotyczących starzenia wywodzi się z biologii molekularnej i zajmuje się zachodzącymi w komórkach procesami, które powodują zanik funkcji oraz śmierć organizmu. W organizmie ludzkim istnieją dwa rodzaje komórek: komórki linii płciowej sprowadzające się do żeńskich jajeczek i męskiego nasienia oraz komórki somatyczne - czyli około stu bilionów pozostałych komórek ciała. Wszystkie komórki rozmnażają się przez podział. W 1961 roku Leonard Hayflick odkrył, że komórki somatyczne charakteryzuje z góry ograniczona liczba możliwych podziałów. Liczba ta zmniejsza się, w miarę jak komórka się starzeje.

Istnieje wiele teorii usiłujących wyjaśnić, dlaczego istnieje tak zwany limit Hayflicka. Najważniejsza z nich wskazuje na gromadzenie się przypadkowych uszkodzeń kodu genetycznego podczas mnożenia się komórek114. Przy każdym podziale czynniki środowiskowe, takie jak dym czy napromieniowanie, jak również substancje chemiczne znane jako wolne rodniki hydroksylowe czy produkty uboczne przemiany materii mogą zakłócić proces kopiowania DNA z jednego pokolenia komórek do drugiego. Organizm dysponuje pewną liczbą enzymów naprawczych, nadzorujących proces kopiowania DNA i usuwających błędy w transkrypcji, lecz nie są one w stanie wychwycić wszystkich pomyłek. W miarę kolejnych podziałów liczba uszkodzeń DNA w komórkach powiększa się, co prowadzi do nieprawidłowej syntezy białek i upośledzenia ich funkcjonowania. Te problemy powodują z kolei choroby typowe dla wieku starczego - miażdżycę, choroby serca czy nowotwory.

Inna teoria mająca na celu wyjaśnienie istnienia limitu Hayflicka wiąże się z telomerami - niekodującymi fragmentami DNA na końcówkach chromosomów115. Telomery działają jak rozbiegówka na początku taśmy, zapewniając dokładną replikację DNA. Podział komórki wymaga rozdzielenia dwóch nici DNA i ich odtworzenie w postaci kompletnych kopii pierwotnych cząsteczek DNA w komórkach potomnych. Z każdym jednak podziałem telomery skracają się nieco, aż do momentu, kiedy nie chronią już końców nici DNA, komórka zaś, dla której skrócone telomery oznaczają uszkodzone DNA, przestaje się dzielić. Owieczka Dolly, sklonowana z komórek somatycznych dorosłego osobnika, od początku miała skrócone telomery dojrzałego organizmu, nie zaś długie jak u nowo narodzonego jagnięcia. W związku z tym prawdopodobnie nie będzie ona żyć tak długo jak jej naturalnie urodzone rodzeństwo.

Istnieją trzy podstawowe rodzaje komórek, których nie dotyczy limit Hayflicka: komórki linii płciowej, komórki nowotworowe i pewne typy komórek macierzystych. Komórki te mogą rozmnażać się bez końca prawdopodobnie dzięki obecności wyizolowanego po raz pierwszy w 1989 roku enzymu o nazwie telomeraza, który zapobiega skracaniu telomerów. Pozwala to komórkom linii płciowej powielać się bez końca w kolejnych pokoleniach, jak również leży u podstaw mechanizmu niepohamowanego wzrostu guzów nowotworowych.

Leonard Guarente z Massachusetts Institute of Technology odkrył, że ograniczenie wartości kalorycznej pożywki podawanej drożdżom zwiększyło długość ich życia; było to wynikiem działania pojedynczego genu o nazwie SIR2 (Silent informationregulator No. 2). Gen SIR2 powoduje represję genów wytwarzających rybosomalne produkty przemiany materii, które gromadzą się w komórkach drożdży i powodują w końcu ich śmierć; niskokaloryczna dieta ogranicza rozmnażanie, wspomaga jednak działanie genu SIR2. Może to wyjaśniać na poziomie molekularnym, dlaczego szczury laboratoryjne na diecie niskokalorycznej żyją o 40 procent dłużej niż inne116.

Guarente i inni biolodzy sugerują, że możemy kiedyś odkryć stosunkowo prostą genetyczną metodę wydłużenia życia ludzkiego: o ile nie jest wykonalne przestawianie ludzi na dietę niskokaloryczną, mogą istnieć inne sposoby wspomagania działania genów SIR. Inni gerontolodzy jak Tom Kirkwood, stwierdzają po prostu, że starzenie się jest wynikiem złożonych procesów zachodzących na poziomie komórek, organów oraz całego organizmu, w związku z czym nie istnieje jeden prosty mechanizm sterujący starzeniem i śmiercią117.

Niezależnie od tego, czy genetyczny skrót do nieśmiertelności istnieje, czy nie, zaczął się już wyścig przemysłu biotechnologicznego mający na celu znalezienie go. Firma Geron sklonowała już i opatentowała ludzki gen telomerazy i wraz z firmą Advanced Cell Technology prowadzi rozbudowany program badawczy dotyczący zarodkowych komórek macierzystych. Są to komórki, z których składa się zarodek w najwcześniejszym stadium rozwoju, zanim jeszcze nastąpiło zróżnicowanie na komórki różnych rodzajów tkanek i organów. Komórki macierzyste mogą przekształcić się w dowolne komórki czy tkanki ciała, co daje obietnicę wyhodowania nowych organów, które zastąpiłyby organy uszkodzone w wyniku procesu starzenia. W przeciwieństwie do organów przeszczepionych od innych dawców takie sklonowane części ciała są niemal identyczne pod względem genetycznym z komórkami w ciele biorcy, nie powinny więc wywoływać reakcji immunologicznych prowadzących do odrzucenia przeszczepu.

Badania nad komórkami macierzystymi to jeden z najbardziej interesujących obszarów współczesnych badań biomedycznych. Jest to również obszar bardzo kontrowersyjny z powodu użycia embrionów jako źródła komórek macierzystych, które w ten sposób ulegają zniszczeniu118. Zarodki pochodzą zwykle z nadwyżek, którymi dysponują kliniki przeprowadzające zabiegi zapłodnienia in vitro. Po stworzeniu „linii” komórek macierzystych można przeprowadzać ich namnażanie niemal bez końca. W związku z obawami, że badania nad komórkami macierzystymi będą prowadzić do aborcji czy też celowego niszczenia ludzkich zarodków, Kongres USA zakazał finansowania przez Narodowe Instytuty Zdrowia jakichkolwiek badań, które mogłyby być szkodliwe dla zarodków, co wypchnęło wszelkie badania nad komórkami macierzystymi do sektora prywatnego119. W 2001 roku, gdy administracja prezydenta Busha rozważała zniesienie tego zakazu, w Stanach Zjednoczonych wybuchł ostry spór polityczny. Ostatecznie zdecydowano się zezwolić na finansowanie badań z budżetu federalnego, dotyczy to jednak wyłącznie około sześćdziesięciu istniejących już linii komórek macierzystych.

Nie można obecnie przewidzieć, czy przemysł biotechnologiczny znajdzie w końcu prostą metodę przedłużania życia - na przykład pigułkę, która doda dziesięć czy dwadzieścia lat do długości ludzkiego życia120. Nawet jeżeli nic takiego się nie zdarzy, można bezpiecznie powiedzieć, że sumarycznym efektem wszystkich prowadzonych obecnie badań biomedycznych będzie dalsze zwiększenie średniej długości życia, czyli kontynuacja trendu, który trwa od zeszłego wieku. Nie jest więc rzeczą przedwczesną zastanawianie się nad niektórymi scenariuszami politycznymi czy konsekwencjami społecznymi wynikającymi z istniejących już trendów demograficznych.

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna