Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona7/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   24

W Europie początku XVIII wieku połowa dzieci umierała przed ukończeniem 15. roku życia. Francuski demograf Jean Fourastie wskazuje, że dożycie 52 lat było wtedy osiągnięciem, gdyż udawało się to jedynie niewielkiej części populacji, i każda taka osoba mogła się uważać za szczęśliwca121. Ponieważ większość ludzi osiąga szczyt swojej produktywności w wieku czterdziestu czy pięćdziesięciu lat, wielka część potencjału ludzkiego marnowała się. Z kolei w latach dziewięćdziesiątych XX wieku ponad 83 procent populacji może oczekiwać dożycia 65 lat, zaś ponad 28 procent obchodzi 85. urodziny122.

Wzrost średniej długości życia to jedynie część tego, co dzieje się pod koniec XX wieku z populacjami w świecie rozwiniętym. Inną ważną zmianą jest dramatyczny spadek wskaźników płodności. Kraje takie jak Włochy, Hiszpania czy Japonia charakteryzują się całkowitymi wskaźnikami płodności (tzn. średnią liczbą dzieci rodzonych przez kobietę w ciągu całego życia) na poziomie pomiędzy 1,1 a 1,5, znacząco poniżej wskaźnika 2,2, niezbędnego dla odtworzenia pokoleń. Połączenie spadającej płodności i rosnącej długości życia gwałtownie zmieniło strukturę wiekową ludności w krajach rozwiniętych. W 1850 roku mediana wieku w populacji amerykańskiej wynosiła 19 lat, w latach dziewięćdziesiątych XX stulecia zaś wynosiła już 34 lata123. Jest to jednak nic w porównaniu z tym, co stanie się w pierwszej połowie XXI wieku. Mediana wieku w USA wzrośnie do niemal 40 lat w roku 2050, a w Europie i Japonii, gdzie wskaźniki imigracji i płodności są niższe, zmiany będą jeszcze szybsze. Jeżeli nie nastąpi nieprzewidziany wzrost płodności, to zgodnie z opartymi na danych ONZ przewidywaniami demografa Nicholasa Eberstadta mediana wieku w Niemczech będzie wynosić 54 lata, w Japonii 56, a we Włoszech 58 lat124. Trzeba przy tym podkreślić, że te szacunki n i e biorą pod uwagę jakiegokolwiek drastycznego przyrostu średniej długości życia. Jeżeli spełni się tylko część związanych z biotechnologią nadziei dotyczących badań nad starzeniem się, może się okazać, że w połowie XXI wieku połowa ludności krajów rozwiniętych będzie w wieku emerytalnym.

Aż do teraz o „siwieniu” społeczeństw krajów rozwiniętych dyskutowano głównie w związku ze spowodowanym przez to zjawisko obciążeniem systemu ubezpieczeń społecznych. Ten pogłębiający się kryzys jest jak najbardziej realny: na przykład w Japonii sytuacja zmienia się w ten sposób, że z czterech zawodowo czynnych pracowników przypadających na każdego emeryta pod koniec XX wieku po upływie mniej więcej jednego pokolenia pozostanie zaledwie dwóch. Są jednak również inne polityczne implikacje takiego stanu rzeczy. Weźmy choćby pod uwagę stosunki międzynarodowe125. Chociaż niektóre kraje rozwijające się zbliżyły się do demograficznej granicy oznaczającej przejście do płodności niezapewniającej odtworzenia pokoleń i do zmniejszonego wzrostu populacji lub nawet, podobnie jak kraje rozwinięte, przekroczyły ją, to w wielu uboższych częściach świata, w tym na Bliskim Wschodzie i w Afryce subsaharyjskiej, wskaźniki wzrostu populacji są nadal wysokie. Oznacza to, że linia podziału między Pierwszym a Trzecim Światem będzie za kilkadziesiąt lat dotyczyć nie tylko dochodów i kultury, ale również wieku. W Europie, Japonii i części Ameryki Północnej mediana wieku wynosić będzie niemal 60 lat, w słabiej rozwiniętych krajach sąsiednich zaś przewyższać będzie nieznacznie lat 20.

Co więcej, populacje osób w wieku wyborczym w świecie rozwiniętym będą silniej sfeminizowane, częściowo dlatego, że wśród coraz bardziej starzejącej się ludności późnego wieku dożywać będzie więcej kobiet niż mężczyzn, częściowo zaś w związku z długoterminową socjologiczną tendencją w stronę większego udziału kobiet w polityce. Starsze kobiety wyrosną na jeden z najważniejszych bloków wyborców, któremu będą się starali przypodobać politycy XXI wieku.

Nie można oczywiście precyzyjnie określić, co to wszystko będzie oznaczać dla polityki międzynarodowej, lecz z doświadczeń z przeszłości wiemy, że istnieją ważne różnice w nastawieniu kobiet i mężczyzn do polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa kraju; różnice te istnieją również między wyborcami starszymi a młodszymi. Na przykład, kobiety w Ameryce zawsze w mniejszym stopniu niż mężczyźni popierały amerykańskie zaangażowanie wojenne - różnica w poparciu wynosiła siedem do dziewięciu punktów procentowych. Kobiety również konsekwentnie wykazują mniejsze poparcie dla wydatków na obronę i dla użycia siły wojskowej poza granicami kraju. W badaniu zorganizowanym w 1995 roku przez centrum badania opinii społecznej Ropera na zlecenie Chicagowskiej Rady Stosunków Międzynarodowych mężczyźni opowiedzieli się za amerykańską interwencją w Korei w przypadku ataku ze strony Korei Północnej, przy stosunku głosów 49 procent za i 40 procent przeciw, kobiety zaś sprzeciwiły się takiej interwencji, przy stosunku głosów 30 procent za i 54 procent przeciw. 54 procent mężczyzn uważało, że utrzymanie pozycji wojskowego supermocarstwa jest ważne, podczas gdy z opinią tą zgodziło się tylko 45 procent kobiet. Kobiety rzadziej niż mężczyźni uważają użycie siły za właściwy sposób rozwiązywania konfliktów126.

Kraje rozwinięte natkną się na inne przeszkody związane z użyciem siły. Starsi ludzie, szczególnie zaś starsze kobiety, nie będą w pierwszej kolejności powoływani w razie mobilizacji, zmniejszy się więc liczba dostępnych poborowych. Również gotowość do godzenia się z faktem, że na wojnie giną młodzi ludzie, może spaść wśród ludzi w takich społeczeństwach127. Nicholas Eberstadt ocenia, że przy utrzymaniu się obecnych trendów dotyczących płodności w 2050 roku we Włoszech jedynie 5 procent dzieci będzie miało krewnych w linii bocznej (braci, siostry, ciotki, wujów, kuzynów itp.). Ludzie będą spokrewnieni głównie ze swoimi rodzicami, dziadkami, pradziadkami oraz z własnym potomstwem. Tak wątłe drzewo genealogiczne zwiększy prawdopodobnie opór przed pójściem na wojnę i pogodzeniem się ze śmiercią na polu bitwy.

W związku z tym świat podzieli się, być może, na Północ, gdzie ton polityce będą nadawać starsze kobiety, oraz na Południe, rządzone przez, jak nazywa ich Thomas Friedman, superwpływowych (ang. super-empowered) młodych gniewnych. To właśnie grupa takich mężczyzn dokonała ataku na World Trade Center 11 września 2001 roku. Nie oznacza to oczywiście, że Północ nie będzie w stanie zmierzyć się z wyzwaniem Południa lub że konflikt między tymi dwoma regionami jest nieunikniony. Biologia nie jest przeznaczeniem. Politycy będą jednak działać w rzeczywistości stworzonej przez demografię, a jednym z aspektów tej rzeczywistości będzie to, że wiele krajów Północy będzie się kurczyć i starzeć.

Istnieje jeszcze inny, być może bardziej prawdopodobny, scenariusz bezpośredniego kontaktu między tymi dwoma światami - imigracja. Podane powyżej szacunki dotyczące spadku liczby ludności w Europie i Japonii opierają się na założeniu, że nie nastąpi znaczący wzrost imigracji netto do tych krajów. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ kraje rozwinięte będą dążyć do wzrostu gospodarczego i do osiągnięcia liczby ludności koniecznej do jego podtrzymania. Oznacza to, że podział Północ-Południe pojawi się w każdym kraju - coraz starsza ludność urodzona w danym miejscu będzie współistnieć ze zróżnicowanymi kulturowo i znacznie młodszymi imigrantami. Stany Zjednoczone i inne kraje anglosaskie tradycyjnie dobrze sobie radzą z wchłanianiem różniących się kulturowo grup imigrantów, lecz inne, takie jak Niemcy i Japonia, mają z tym problemy. W Europie zwiększyły już swoje wpływy reakcyjne antyimigranckie ruchy, takie jak Front Narodowy we Francji, Blok Flamandzki w Belgii, Liga Lombardzka we Włoszech czy Partia Wolności Jörga Haidera w Austrii. W tych krajach zmiany w strukturze wiekowej ludności, którym sprzyja wzrastająca długowieczność mieszkańców, mogą być przyczyną wzrostu konfliktów społecznych.

Przedłużenie życia dzięki biotechnologii będzie również miało potężny wpływ na wewnętrzną strukturę społeczeństw. Najważniejsze zmiany będą tutaj dotyczyć funkcjonowania hierarchii społecznych.

Ludzie ze swej natury przywiązują wagę do pozycji społecznej i podobnie jak spokrewnione gatunki naczelnych, już od wczesnego dzieciństwa tworzą niezwykłą mnogość hierarchii dominacji128. Te hierarchiczne zachowania są wrodzone i z łatwością przetrwały napór nowoczesnych ideologii, takich jak demokracja czy socjalizm, które są ponoć oparte na naturalnej równości - wystarczy spojrzeć na fotografie biur politycznych w dawnym Związku Radzieckim czy Chinach, gdzie przywódcy są starannie ustawieni zgodnie z hierarchią. Natura ludzkich hierarchii zmieniła się w wyniku ewolucji kulturowej - od tradycyjnego porządku opartego na sprawności fizycznej czy odziedziczonej pozycji społecznej do hierarchii nowoczesnych opierających się na zdolnościach umysłowych czy wykształceniu. Hierarchia jako taka jednak się ostała.

Jeżeli spojrzymy na społeczeństwo, szybko przekonamy się, że wiele hierarchii opartych jest na wieku. Szóstoklasiści czują się lepsi od piątoklasistów, i to oni zdominują boisko, jeżeli obie grupy jednocześnie wychodzą na przerwę. Profesorowie zatrudnieni na stałym etacie z wyższością patrzą na tych bez takiego etatu i zazdrośnie bronią wstępu do swojego uprzywilejowanego kręgu. Hierarchie oparte na wieku mają sens o tyle, że wiek jest w wielu społeczeństwach wiązany ze sprawnością fizyczną, wiedzą, doświadczeniem, umiejętnością podejmowania decyzji, osiągnięciami itp. Po przekroczeniu jednak pewnej liczby lat związek między wiekiem a zdolnościami zaczyna się odwracać. Ponieważ na przestrzeni prawie całej historii rodzaju ludzkiego średnia długość życia wynosiła zaledwie czterdzieści kilka czy pięćdziesiąt kilka lat, następstwo pokoleń rozwiązywało ten problem. Obowiązkowa emerytura po osiągnięciu pewnego wieku pojawiła się dopiero pod koniec XIX stulecia, gdy coraz więcej ludzi zaczęło tego wieku dożywać129.

Przedłużenie życia uderzy w większość istniejących hierarchii opartych na wieku. Hierarchie takie tradycyjnie przyjmują kształt piramidy, ponieważ śmierć reguluje liczbę osób rywalizujących o wysokie stanowiska, dodatkowo zaś przyjmowane są sztuczne ograniczenia, takie jak powszechna wiara w to, że „prawem” każdego jest przejście na emeryturę w wieku 65 lat. Kiedy jednak ludzie zaczną masowo dożywać 60, 70, 80 a nawet 90 lat (i pozostaną aktywni zawodowo do tego wieku), piramida zacznie coraz bardziej przypominać trapez o niewielkim nachyleniu boków, czy nawet prostokąt. Naturalną tendencję kolejnych pokoleń do ustępowania pokoleniom następnym zastąpi współistnienie trzech, czterech, czy nawet pięciu generacji.

Znamy już fatalne skutki długotrwałego oczekiwania na sukcesję w krajach rządzonych autorytarnie, gdzie nie istnieją konstytucyjne ograniczenia czasu sprawowania władzy. Dopóki dyktatorzy w rodzaju generała Franco, Kim Ir Sena czy Fidela Castro pozostają przy życiu, społeczeństwa nie mają sposobu, by ich zastąpić kimś innym, za ich życia nie mogą też nastąpić żadne zmiany polityczne czy społeczne130. W przyszłości, kiedy technika przedłuży ludzkie życie, społeczeństwa takie mogą być skazane na groteskowe oczekiwanie na śmierć dyktatora nie przez lata, ale przez całe dziesięciolecia.

W społeczeństwach bardziej demokratycznych lub merytokratycznych istnieją instytucjonalne mechanizmy usuwania przywódców, szefów czy dyrektorów firm, którzy się zestarzeli. Problem jednak wcale nie znika.

Podstawowy problem polega oczywiście na tym, że ludzie znajdujący się na szczycie hierarchii społecznych nie chcą zazwyczaj tracić swojej pozycji czy władzy i często używają swoich niemałych wpływów do obrony stanowiska. Związany z wiekiem spadek zdolności musi być bardzo wyraźny, zanim inni podejmą wysiłek usunięcia przywódcy, szefa, zawodnika, profesora czy członka zarządu. Tworzone w oderwaniu od konkretnych przypadków formalne zasady - takie jak ta o wieku obowiązkowego przejścia na emeryturę - są przydatne właśnie dlatego, że nie wymagają one od instytucji dokonywania trudnej oceny zdolności danej osoby w późnym wieku. Jednak zasady tworzone w oderwaniu od konkretnych przypadków często oznaczają dyskryminację tych starszych ludzi, którzy są nadal w pełni zdolni do pracy - dlatego też w wielu miejscach pracy w USA zasada o wieku emerytalnym nie obowiązuje.

Polityczna poprawność w stosunku do ludzi starszych jest obecnie bardzo rozpowszechniona: dyskryminacja ze względu na wiek znalazła się na czarnej liście zakazanych uprzedzeń wraz z rasizmem, dyskryminacją płciową oraz homofobią. Dyskryminacja starszych ludzi ma oczywiście miejsce, szczególnie w społeczeństwie mającym taką obsesję młodości jak Amerykanie. Istnieje jednak kilka mocnych argumentów za następstwem pokoleń. Najważniejszym jest fakt, że stanowi ono podstawowy motor postępu i zmian.

Wielu obserwatorów zauważyło, że zmiany polityczne zachodzą często w odstępie pokolenia - jak na przykład przejście od ery postępowej do Nowego Ładu czy od polityki Kennedy’ego do polityki Reagana131. Nie ma w tym niczego tajemniczego: ludzie urodzeni w tym samym czasie wspólnie doświadczają ważnych zdarzeń - Wielkiej Depresji, drugiej wojny światowej czy rewolucji seksualnej. Gdy poglądy na życie i preferencje ludzi zostały ukształtowane przez takie zdarzenia, mogą oni w pewnym stopniu dopasowywać się do nowych okoliczności, lecz bardzo trudno jest zmienić ich nastawienie do świata. Czarnoskóra osoba wychowana w południowym stanie będzie uważać białego policjanta za niegodnego zaufania funkcjonariusza systemu narzucającego segregację rasową, niezależnie od tego, czy taki ogląd ma sens w realiach miasta na północy USA. Ludzie, którzy przeżyli Wielką Depresję, będą zawsze z niepokojem patrzyć na wystawny styl życia swoich wnuków.

Wszystko, co napisano powyżej, obowiązuje również w życiu intelektualnym, nie tylko politycznym. Istnieje powiedzenie, że postęp w ekonomii następuje w miarę kolejnych pogrzebów, i jest w nim, niestety, więcej prawdy, niż sądzimy. Przetrwanie pewnego paradygmatu (na przykład keynesizmu czy doktryny Friedmana), który kształtuje w danym momencie światopogląd większości naukowców i intelektualistów, zależy nie tylko, jak wielu sądzi, od dowodów empirycznych, lecz również od fizycznej obecności ludzi, którzy ten paradygmat stworzyli. Dopóki znajdują się oni na szczycie opartych na wieku hierarchii - w komitetach recenzujących prace naukowe i decydujących o etatach na uczelni czy w zarządach różnych fundacji - dany paradygmat jest często niemożliwy do podważenia.

W związku z tym rozsądne jest stwierdzenie, że zmiany polityczne, społeczne oraz intelektualne będą następować o wiele wolniej w społeczeństwach, gdzie średnia długość życia będzie znacznie większa. W sytuacji jednoczesnej aktywności zawodowej trzech lub więcej pokoleń, ludzie młodsi będą jedynie usiłującą znaleźć posłuch mniejszością, zmiany pokoleniowe zaś nigdy nie będą wyraźne. Aby szybciej dopasowywać się do zmiennych warunków, społeczeństwa takie będą musiały wypracować zasady nakazujące ciągłe zwiększanie kwalifikacji obywateli oraz obniżanie ich pozycji społecznej na późniejszym etapie życia. Już teraz tempo postępu technicznego zadaje kłam poglądowi, że umiejętności i wiedza nabyte w młodości mogą być przydatne przez następne czterdzieści lat. Jeszcze większą niedorzecznością byłoby twierdzenie, że umiejętności te pozostaną w cenie, gdy czas naszej aktywności zawodowej sięgnie pięćdziesięciu, sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat. Starsi ludzie będą musieli przesuwać się w dół hierarchii społecznej nie tylko aby się dokwalifikować, ale również aby zrobić miejsce nowym, wspinającym się z jej dolnych szczebli. Jeżeli tego nie uczynią, do dzielących społeczeństwo konfliktów etnicznych i klasowych dołączy konflikt pokoleniowy. Skłonienie starszych ludzi do ustąpienia miejsca młodszym stanie się ważnym problemem, a społeczeństwa żyjące w erze zwiększonej długowieczności będą, być może, zmuszone posunąć się do bezosobowych, instytucjonalnych form dyskryminacji ze względu na wiek.

Inne społeczne skutki przedłużenia życia będą w dużym stopniu zależne od przebiegu rewolucji geriatrycznej, a mianowicie od tego, czy ludzie pozostaną fizycznie oraz umysłowo sprawni przez całe swoje wydłużone życie, czy też społeczeństwo będzie się coraz bardziej upodabniać do wielkiego domu starców.

Lekarze są zdania, że wszystko, co może pomóc zwalczyć chorobę i wydłużyć życie, jest bezdyskusyjnie dobre. Strach przed śmiercią to jedna z najgłębiej zakorzenionych i najtrwalszych ludzkich emocji, jest więc zrozumiałe, że powinniśmy cieszyć się z każdego postępu techniki medycznej, który zdaje się tę śmierć odsuwać. Ludzie martwią się jednak również o jakość swojego życia, nie tylko o jego długość. Ideałem byłoby, gdybyśmy nie tylko żyli dłużej, ale również nasze zdolności opuszczały nas na tak krótko przed nadejściem śmierci, jak to tylko możliwe - abyśmy nie musieli pod koniec życia doświadczać niedołęstwa.

O ile wiele osiągnięć medycyny poprawiło jakość życia starszych ludzi, o tyle sporo innych miało przeciwny skutek, przedłużając jedynie pewien aspekt życia i zwiększając zależność osób w podeszłym wieku od reszty społeczeństwa. Choroba Alzheimera - w trakcie której pewne części mózgu ulegają postępującemu uszkodzeniu, co prowadzi do utraty pamięci i w końcu demencji - jest tutaj dobrym przykładem ponieważ prawdopodobieństwo zachorowania na tę chorobę wzrasta wraz z wiekiem. W wieku 65 lat tylko jedna osoba na sto zapada na chorobę Alzheimera, w wieku lat 85 jest to już jedna osoba na sześć132. Szybki wzrost liczby ludzi cierpiących na chorobę Alzheimera w krajach rozwiniętych jest więc bezpośrednim skutkiem zwiększenia średniej długości życia - przedłużono życie organizmu, ale nie wydłużono okresu odporności na to straszne schorzenie neurologiczne.

W rzeczywistości technika medyczna otworzyła - przynajmniej przed mieszkańcami krajów rozwiniętych - dwa okresy wieku starczego133. Kategoria I to wiek od 65 lat do gdzieś około osiemdziesiątki - ludzie w tym przedziale wiekowym z coraz większym prawdopodobieństwem mogą oczekiwać, że będą zdrowi i aktywni oraz że będą mieli wystarczające środki finansowe, aby korzystać z życia. Większość optymistycznych opinii na temat zwiększającej się długości życia odnosi się właśnie do tego okresu i rzeczywiście pojawienie się tego nowego etapu życia, którego doczekania przeważająca część ludzi może się spodziewać, jest osiągnięciem mogącym stanowić dla współczesnej medycyny powód do dumy. Głównym problemem ludzi znajdujących się w tej kategorii wiekowej będzie konflikt między życiem osobistym a zawodowym - z prostych przyczyn ekonomicznych istnieć będzie silna tendencja do podwyższania wieku emerytalnego i utrzymywania ludzi w wieku powyżej 65 lat wśród ludności produktywnej tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Nie musi się to wiązać z żadną katastrofą społeczną: starsi pracownicy będą być może musieli się dokształcać oraz zaakceptować pewne obniżenie swojej pozycji społecznej, lecz wielu z nich z radością przyjmie możliwość wspomagania społeczeństwa swoją pracą.

Druga faza wieku starczego, kategoria II, nastręczać będzie znacznie więcej trudności. Jest to okres, który ludzie obecnie osiągają zazwyczaj około osiemdziesiątki, gdy ich zdolności pogarszają się i w coraz większym stopniu cofają się oni do niesamodzielności wieku dziecięcego. To okres, o którym społeczeństwo nie lubi myśleć, a tym bardziej go doświadczać, ponieważ jego istnienie kłóci się z ideałami osobistej autonomii, którą większość ludzi bardzo ceni. Wzrost liczby osób zarówno w I, jak i II kategorii wiekowej doprowadził do zupełnie nowej sytuacji, w której ludzie zbliżający się obecnie do emerytury stwierdzają, iż ich wybór drogi życiowej ograniczony jest przez to, że ciągle żyją ich rodzice, potrzebujący opieki.

Skutki społeczne rosnącej długości życia będą zależeć od rozmiarów tych dwóch grup, które z kolei zależne będą od „równomierności” przyszłych osiągnięć medycyny wydłużających ludzkie życie. W optymistycznym scenariuszu technika oddala od nas jednocześnie wszystkie zachodzące równolegle procesy starzenia - na przykład odkrywając na poziomie molekularnym wspólny powód starzenia się wszystkich komórek somatycznych i opóźniając ten proces w całym organizmie. Wszystkie organy szwankowałyby wówczas w tym samym czasie, po prostu później - w kategorii I znalazłoby się więcej osób, w kategorii II zaś mniej. Scenariusz pesymistyczny zakłada bardzo nierównomierny postęp - na przykład znajdziemy sposób na przedłużenie zdrowia ludzkiego ciała, lecz nie będziemy w stanie odsunąć w czasie związanego z wiekiem pogarszania się zdolności umysłowych. Badania nad komórkami macierzystymi mogą - zgodnie z wypowiedzią Williama Haseltine’a cytowaną na początku rozdziału 2 - otworzyć przed nami drogę do hodowli organów. Jeżeli jednak nie odkryjemy jednocześnie lekarstwa na chorobę Alzheimera, ta cudowna nowa technika doprowadzi jedynie do przedłużenia o całe lata wegetacji coraz większej liczby ludzi.

Gwałtowny wzrost liczby ludzi należących do kategorii II można określić jako scenariusz ogólnokrajowego domu starców, w którym ludzie dożywają przeciętnie 150 lat, lecz ostatnie pięćdziesiąt funkcjonują jak dzieci, całkowicie zależni od opiekunów. Nie możemy oczywiście przewidzieć, czy taki scenariusz będzie miał miejsce, czy też raczej nastąpi bardziej pożądane zwiększenie liczebności kategorii I. Jeżeli na poziomie molekularnym nie istnieje jeden prosty sposób na opóźnienie śmierci, ponieważ jest ona wynikiem stopniowego gromadzenia się uszkodzeń wszystkich układów naszego organizmu, nie ma powodu sądzić, że przyszłe osiągnięcia medycyny będą następować bardziej równomiernie niż do tej pory. Właśnie to, że istniejąca technika medyczna jest w stanie utrzymywać ludzkie ciało przy życiu, lecz jakość tego życia znacznie się pogarsza, stanowi powód wysunięcia się w Stanach Zjednoczonych i innych krajach na czoło publicznej dyskusji kwestii wspomaganego samobójstwa czy eutanazji, a także kwestii pojawienia się takich ludzi jak Jack Kevorkian.

W przyszłości biotechnologia prawdopodobnie zaoferuje nam kompromis między długością a jakością życia. Jeżeli przystaniemy na ten kompromis, może mieć to olbrzymie konsekwencje dla społeczeństwa. Jednak ocena, czy warto nań iść, będzie bardzo trudna: niełatwo jest mierzyć czy oceniać niewielkie zmiany zdolności umysłowych takie jak utrata pamięci krótkoterminowej czy malejąca elastyczność poglądów. Wspomniana wcześniej poprawność polityczna w dyskursie o starzeniu się praktycznie uniemożliwi wyrażenie szczerej oceny, zarówno osobom mającym starszych krewnych, jak i społeczeństwom próbującym sformułować pewne zasady postępowania. Aby uniknąć wszelkich podejrzeń o dyskryminację osób starszych lub o sugerowanie, że ich życie jest w jakimkolwiek aspekcie mniej wartościowe niż życie ludzi młodych, każdy piszący o przyszłości wieku starczego czuje się zobowiązany do niepoprawnego optymizmu w przepowiedniach, twierdząc, iż postęp w medycynie przedłuży życie i uczyni je lepszym.

Najbardziej widoczne jest to w związku z seksualnością. Według jednego z piszących o starzeniu się, „wśród czynników zniechęcających starszych ludzi do seksu jest niewątpliwie pranie mózgu, którego doświadczamy wszyscy, gdy mówi nam się, że starsi ludzie są mniej atrakcyjni seksualnie”134. Gdyby była to jedynie kwestia prania mózgu! Istnieją, niestety, wykształcone w toku ewolucji mechanizmy, które powodują, że atrakcyjność seksualna związana jest z młodym wiekiem, szczególnie w przypadku kobiet. Ewolucja wykształciła popęd płciowy dla celów rozrodczych i istnieje niewiele uwarunkowanych doborem naturalnych bodźców wywołujących u ludzi pociąg do partnerów, którzy przekroczyli wiek reprodukcyjny135. W konsekwencji za pięćdziesiąt lat społeczeństwa krajów rozwiniętych wejdą być może w stadium „poseksualne”, ponieważ większość ludzi żyjących tam nie będzie już traktować życia seksualnego jako priorytetu.

Pytania dotyczące tego, jak wyglądać będzie życie w takiej przyszłości, często pozostają bez odpowiedzi, ponieważ w historii ludzkości nie było społeczeństw, gdzie mediana wieku wynosiłaby 60, 70 czy więcej lat. Jaki będzie obraz własny takiego społeczeństwa? Ludzie na okładkach kolorowych magazynów, które można zobaczyć na wystawach kiosków z gazetami na każdym dworcu i lotnisku, mają średnio po dwadzieścia kilka lat, a olbrzymia większość z nich jest przystojna i zdrowa. W przeszłości te okładki odzwierciedlałyby średnią wieku w większości społeczeństw, choć nie byłyby reprezentatywne dla stanu ich urody czy zdrowia. Jak będą wyglądać okładki za kilkadziesiąt lat, kiedy ludzie dwudziestokilkuletni staną się w społeczeństwie niewielką mniejszością? Czy społeczeństwo takie ciągle będzie postrzegać siebie jako młode, dynamiczne, seksowne i zdrowe, chociaż obraz ten będzie odstawać od otaczającej rzeczywistości w jeszcze większym stopniu niż dzisiaj? A może gusta i nawyki się zmienią, kultura młodzieżowa zaś wejdzie w okres nieodwracalnego schyłku?

1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna