Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona9/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   ...   5   6   7   8   9   10   11   12   ...   24

Nikt nie wie, czy inżynieria genetyczna stanie się pewnego dnia tak tania i dostępna jak USG lub przerywanie ciąży. Wiele zależy od tego, jakie przyniesie ona korzyści. Najpowszechniejsza obawa wyrażana obecnie przez bioetyków jest taka, że jedynie ludzie bogaci będą mieli dostęp do technik genetycznych. Jeżeli jednak w przyszłości biotechnologia zaoferuje na przykład tanią i skuteczną metodę uzyskania inteligentniejszych dzieci za pomocą manipulacji genetycznych, wówczas stawka natychmiast wzrośnie. W takim scenariuszu bardzo prawdopodobne jest, że postępowe demokratyczne państwo opiekuńcze wróciłoby do metod eugeniki, tym razem interweniując nie w celu zapobieżenia rozmnażaniu się ludzi z niskim ilorazem inteligencji, lecz aby pomóc ludziom z gorszymi genami oraz ich potomstwu w podwyższeniu poziomu inteligencji159. W tych okolicznościach to państwo zapewniłoby powszechną dostępność oraz taniość takich technik. Wówczas najprawdopodobniej pojawiłyby się efekty tego typu działań na poziomie całej populacji.

Nieprzewidziane konsekwencje rozwoju inżynierii genetycznej oraz to, że może ona nigdy nie osiągnąć pożądanych efektów, nie przesądzają o tym, że nikt nie będzie próbował rozwijać tej dziedziny. Historia postępu technicznego pełna jest nowych technik z długoterminowymi skutkami ubocznymi, które doprowadziły do modyfikacji, a nawet porzucenia tych technik. Na przykład, w całym rozwiniętym świecie od kilkudziesięciu lat nie rozpoczyna się budowy nowych wielkich elektrowni wodnych, mimo regularnie powracających kryzysów energetycznych i szybko rosnącego zapotrzebowania na energię160. Powodem jest to, że od okresu powszechnej budowy takich elektrowni, gdy w 1923 roku powstała tama Hetch Hetchy w latach trzydziestych zaś założono sieć takich instalacji w dorzeczu Tennessee, wzrosła nasza świadomość ekologiczna i zaczęto brać pod uwagę długoterminowe koszty dla środowiska związane z eksploatacją elektrowni wodnych. Gdy ogląda się dzisiaj stalinowskie w swej wymowie filmy będące hołdem złożonym bohaterskim budowniczym tamy Hoovera, dziwi zawarta w nich gloryfikacja podboju przyrody przez człowieka oraz całkowity brak zainteresowania ekologicznymi konsekwencjami tych inwestycji.

Inżynieria genetyczna jest dopiero czwartą z przedstawianych tutaj dróg w przyszłość i najbardziej odległym stadium rozwoju biotechnologii. Nie jesteśmy obecnie w stanie zmodyfikować natury ludzkiej w żaden znaczący sposób, a może się okazać, że nigdy nie będziemy mieli takiej możliwości. Trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach.

Po pierwsze - nawet jeżeli sen o inżynierii genetycznej nigdy się nie spełni, pierwsze trzy stadia rozwoju biotechnologii - większa wiedza o skutkach działania genów, neurofarmakologia oraz przedłużenie życia - będą miały ważne konsekwencje dla polityki XXI wieku. Zjawiska te wywołają mnóstwo sporów, ponieważ zagrożą one ideałom równości oraz swobodzie wyborów moralnych; społeczeństwa uzyskają nowe techniki kontrolowania zachowań swoich obywateli, zmieni się nasze spojrzenie na ludzką osobowość oraz tożsamość, podważone zostaną istniejące hierarchie społeczne, zmianie ulegnie tempo postępu intelektualnego, materialnego i politycznego; również polityka światowa nie będzie już taka sama.

Po drugie - nawet jeżeli inżynieria genetyczna na poziomie całego gatunku jest odległa o dwadzieścia pięć, pięćdziesiąt czy sto lat, będzie ona bez wątpienia najbardziej brzemiennym w skutki ze wszystkich przyszłych osiągnięć biotechnologii. Będzie tak, ponieważ natura ludzka jest fundamentem naszego pojęcia sprawiedliwości, moralności oraz godziwego życia, tak więc wszystkie one ulegną zmianie, jeżeli technika ta stanie się powszechna. Dlaczego tak się stanie, zostanie szerzej wyjaśnione w części II.

Rozdział 6

Dlaczego powinniśmy być zaniepokojeni

A na przykład ektogeneza. Pfitzner i Kawaguczi opracowali całą technikę. Ale czy rządy w ogóle się tym zainteresowały? Nie. Istniało tak zwane chrześcijaństwo. Zmuszano kobiety do żyworództwa.


Aldous Huxley, Nowy wspaniały świat
W obliczu możliwych scenariuszy przyszłości opisanych w poprzednich rozdziałach należy zadać sobie pytanie, dlaczego powinniśmy być zaniepokojeni rozwojem biotechnologii. Niektórzy jej krytycy, jak działacz polityczny Jeremy Rifkin161 czy wielu europejskich działaczy ruchów ekologicznych, są przeciwni właściwie wszelkiemu postępowi w tej dziedzinie. Biorąc pod uwagę namacalne korzyści medyczne, jakie wynikną z zapowiadanego postępu, jak również zwiększoną wydajność upraw i zmniejszenie ilości używanych pestycydów dzięki osiągnięciom rolniczej biotechnologii, bardzo trudno jest uzasadnić tak kategoryczny sprzeciw. Biotechnologia stawia przed nami szczególny dylemat moralny, ponieważ mimo wszelkich naszych zastrzeżeń wobec postępu powinniśmy brać pod uwagę niewątpliwe obietnice, jakie on ze sobą niesie.

Nad całą genetyką wisi widmo eugeniki - celowego krzyżowania ludzi dla uzyskania wybranych cech dziedzicznych. Sam termin eugenika został ukuty przez Francisa Galtona, kuzyna Karola Darwina. Pod koniec XIX i na początku XX wieku sponsorowane przez państwo programy eugeniczne cieszyły się zadziwiającym poparciem, nie tylko ze strony prawicowych rasistów i darwinistów społecznych, lecz również ludzi tak postępowych, jak socjaliści spod znaku fabianizmu (Beatrice i Sidney Webbowie, George Bernard Shaw), komuniści J. B. S. Haldane oraz J. D. Bernal, a także feministka i zwolenniczka kontroli urodzeń Margaret Sanger162. Stany Zjednoczone oraz inne kraje zachodnie wprowadziły prawa eugeniczne, pozwalające państwu sterylizować, bez ich zgody, ludzi uważanych za „imbecyli”, jednocześnie zachęcano ludzi o pożądanych cechach, aby mieli jak najwięcej dzieci. Jak to określił sędzia Oliver Wendell Holmes: „Chcemy ludzi zdrowych, o pogodnym usposobieniu, zrównoważonych, sympatycznych i inteligentnych. Nie chcemy idiotów, imbecyli, nędzarzy i kryminalistów”163.

Ruch eugeniczny w Stanach Zjednoczonych zakończył się wraz z nadejściem wieści o polityce eugenicznej nazistów, która opierała się na eksterminacji całych grup ludzi164 oraz medycznych eksperymentach na ludziach uważanych za gorszych genetycznie165. Od tego czasu Europa kontynentalna jest uodporniona na wszelki powrót eugeniki, stała się wręcz niegościnną ziemią dla wielu rodzajów badań genetycznych. Reakcja przeciw eugenice nie była powszechna: w postępowej, socjaldemokratycznej Skandynawii prawa eugeniczne pozostawały w mocy aż do lat sześćdziesiątych XX wieku166. Pomimo że Japończycy przeprowadzali „eksperymenty” medyczne na ludziach wbrew ich woli w czasie wojny na Pacyfiku (trudnił się tym niesławny Oddział 731), reakcja przeciw eugenice była tam oraz w innych społeczeństwach azjatyckich dużo słabsza. Chiny aktywnie stosują eugenikę poprzez politykę jednodzietności, mającą na celu kontrolę liczby ludności, oraz poprzez uchwalone w 1995 roku prymitywne prawa eugeniczne, podobne do praw krajów zachodnich z początku XX wieku, które ograniczają prawo ludzi o niskim ilorazie inteligencji do posiadania potomstwa167.

Wobec wczesnych form polityki eugenicznej zgłaszano dwa istotne zastrzeżenia, które najprawdopodobniej nie będą dotyczyły jakiejkolwiek przyszłej formy eugeniki, przynajmniej na Zachodzie168. Pierwszym z nich było to, że programy eugeniczne nie mogły osiągnąć swoich celów przy użyciu dostępnej wówczas techniki. Wiele wad i wynaturzeń, których eugenicy chcieli uniknąć poprzez przymusową sterylizację, było wynikiem działania genów recesywnych, czyli takich, które trzeba było odziedziczyć po obojgu rodzicach, aby nastąpiła ich ekspresja. Wielu pozornie normalnych ludzi nadal byłoby nosicielami tych genów i rozprzestrzenialiby oni takie cechy w puli genów do momentu, kiedy udałoby się ich w jakiś sposób odnaleźć i wysterylizować. Wiele innych „defektów” wcale nie było defektami (przykładowo, niektóre przypadki niskiej inteligencji) lub stanowiły one rezultat czynników pozagenetycznych i można im było zapobiec poprzez lepszą opiekę zdrowotną. Na przykład, w niektórych wioskach chińskich są duże grupy dzieci o niskiej inteligencji, co nie jest wynikiem dziedziczenia złych genów, lecz zbyt małych ilości jodu w pożywieniu169.

Drugim ważnym powodem sprzeciwu wobec eugeniki znanej z historii jest to, że była ona sponsorowana przez państwo i wiązała się ze stosowaniem przymusu. Hitlerowcy posunęli się do przerażającej skrajności, mordując „niepożądanych” ludzi lub przeprowadzając na nich doświadczenia. Jednak nawet w Stanach Zjednoczonych sąd mógł zdecydować, że dana osoba jest imbecylem czy kretynem (pojęcia te były zdefiniowane, jak to często bywa w przypadku upośledzeń umysłowych, bardzo nieprecyzyjnie), i nakazać jej przymusową sterylizację. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w owym czasie wiele zachowań, takich jak alkoholizm czy przestępczość, uważano za dziedziczne, dawało to państwu potencjalną władzę nad posiadaniem (lub nie) potomstwa przez dużą część populacji. Dla takich komentatorów, jak popularyzator nauki Matt Ridley państwowe finansowanie było głównym grzechem praw eugenicznych w przeszłości; eugenika stosowana dobrowolnie na poziomie jednostek nie nosi tego piętna170.

Inżynieria genetyczna oznacza powrót eugeniki, lecz jasne jest, że jakiekolwiek przyszłe przymiarki do jej stosowania będą się całkowicie różnić od jej historycznej wersji, przynajmniej w rozwiniętych krajach zachodnich. Dwa wymienione powyżej zarzuty nie będą się już bowiem do niej stosować, co otworzy drogę dla lepszej, łagodniejszej eugeniki, która usunie część koszmarnych konotacji związanych z tym słowem.

Pierwsze zastrzeżenie, mówiące, że eugenika jest technicznie niewykonalna, odnosi się jedynie do technik dostępnych na początku XX wieku, takich jak przymusowa sterylizacja. Postęp w badaniach genetycznych pozwala obecnie lekarzom identyfikować nosicieli cech recesywnych, zanim zdecydują się oni na posiadanie dzieci, a w przyszłości może pozwolić na rozpoznawanie zarodków, którym z dużym prawdopodobieństwem zagraża pewna wada, gdyż odziedziczyły dwa geny recesywne. Informacje tego rodzaju są już teraz dostępne dla ludzi pochodzących z takich społeczności, jak Żydzi aszkenazyjscy, u których występuje zwiększone prawdopodobieństwo posiadania recesywnego genu warunkującego chorobę Taya-Sachsa; para nosicieli może zrezygnować z małżeństwa lub posiadania dzieci. W przyszłości manipulacje na komórkach linii płciowej mogą dać szansę eliminacji takich genów recesywnych u wszystkich potomków danego ich nosiciela. Jeżeli taka terapia byłaby wystarczająco tania i prosta, można sobie wyobrazić prawie całkowitą eliminację danego genu z całej populacji.

Drugi zarzut wobec eugeniki - sponsorowanie jej przez państwo - nie będzie raczej grał większej roli w przyszłości, ponieważ niewiele współczesnych społeczeństw ma ochotę na włączenie się z powrotem w takie przedsięwzięcie. Prawie wszystkie kraje zachodnie poszły po drugiej wojnie światowej w kierunku silniejszej ochrony praw jednostki, a prawo do samodzielnych decyzji o posiadaniu potomstwa znajduje się wysoko na liście tych praw. Pogląd, że państwa powinny się przejmować takim rodzajem dobra wspólnego jak zdrowie puli genetycznej ich populacji, nie jest już traktowany poważnie i kojarzy się z dawnymi rasistowskimi i elitarystycznymi postawami.

Lepsza, łagodniejsza eugenika, która pojawia się na horyzoncie, będzie kwestią indywidualnego wyboru rodziców, nie zaś czymś, do czego represyjne państwo zmusza swoich obywateli. Ujmując to słowami jednego z komentatorów: „Dawna eugenika wymagała ciągłej selekcji w celu mnożenia przystosowanych, eliminowania zaś nieprzystosowanych. Nowa eugenika umożliwi w zasadzie podniesienie wszystkich nieprzystosowanych na najwyższy poziom genetyczny”171.

Rodzice już teraz dokonują podobnych wyborów, gdy w wyniku amniocentezy dowiadują się, że ich dziecko z dużym prawdopodobieństwem będzie cierpiało na zespół Downa, i decydują się na przerwanie ciąży. W najbliższej przyszłości nowa eugenika doprowadzi prawdopodobnie do zwiększenia liczby aborcji i odrzuconych zarodków, w związku z czym przeciwnicy przerywania ciąży będą się silnie sprzeciwiać tej technologii. Nie będzie ona jednak wiązać się z przymusem wobec osób dorosłych lub ograniczaniem ich prawa do posiadania potomstwa. Wręcz przeciwnie, ich pole wyboru znacznie się powiększy, przestaną się już bowiem martwić bezpłodnością, wadami wrodzonymi i wieloma innymi problemami. Można wyobrazić sobie przyszłość, kiedy technika rozrodu będzie już tak bezpieczna i skuteczna, że nie trzeba będzie odrzucać ani niszczyć żadnych zarodków.

Osobiście uważam, że w odniesieniu do przyszłych technik inżynierii genetycznej powinno się zrezygnować z silnie nacechowanego słowa eugenika i zastąpić je słowem chów (ang. breeding - przyp. tłum.) - czyli niemieckim Züchtung, słowem, którego użyto pierwotnie w Niemczech jako odpowiednika darwinowskiego doboru. W przyszłości będziemy prawdopodobnie w stanie hodować istoty ludzkie tak jak hodujemy zwierzęta, lecz znacznie bardziej naukowo i skutecznie, wybierając, które geny chcemy przekazać swoim dzieciom. Chów nie zawiera konotacji związanych z finansowaniem przez państwo, sugeruje zaś potencjał dehumanizacji tkwiący w inżynierii genetycznej.

Wszelki sprzeciw wobec manipulacji ludzkimi genami nie powinien się więc opierać na fałszywym zarzucie sponsorowania takich działań przez państwo czy perspektywie przymusu ze strony rządu. Staromodna eugenika jest nadal problemem w autorytarnie rządzonych krajach takich jak Chiny i może być kłopotliwa z punktu widzenia polityki zagranicznej państw zachodnich w stosunku do Chin172. Przeciwnicy chowu ludzi będą jednak musieli wykazać, jakie szkody zostaną spowodowane przez wolność decyzji jednostek co do genotypu ich dzieci.

Istnieją tutaj trzy kategorie możliwych zastrzeżeń: po pierwsze, oparte na religii, po drugie, wywodzące się z utylitaryzmu, i wreszcie po trzecie, oparte na - z braku lepszego określenia - podstawach filozoficznych. W pozostałej części tego rozdziału zajmiemy się pierwszymi dwiema kategoriami, o problemach filozoficznych zaś traktować będzie część II książki.

Zastrzeżenia natury religijnej

Religia daje najbardziej oczywiste podstawy do sprzeciwu wobec manipulacji genetycznych na istotach ludzkich, nie jest więc zaskakujące, że większość obiekcji wobec nowych technik rozrodu zgłaszają ludzie z przekonaniami religijnymi.

Zgodnie ze wspólną tradycją żydów, chrześcijan oraz muzułmanów, człowiek został stworzony na obraz Boga. Szczególnie z punktu widzenia chrześcijan ma to ważne konsekwencje dla pojęcia godności ludzkiej. Istnieje ostre rozróżnienie między ludźmi a innymi istotami żywymi; jedynie ludzie mają zdolność dokonywania wyborów moralnych, posiadają wolną wolę oraz wiarę, co daje im wyższy status moralny, niż posiada reszta stworzeń. Boskie dzieło dokonuje się za pośrednictwem natury, toteż pogwałcenie takich norm naturalnych, jak płodzenie dzieci w wyniku aktu płciowego czy życie w rodzinie, jest również pogwałceniem woli boskiej. Chociaż chrześcijańskie instytucje nie zawsze działały zgodnie z tą zasadą, doktryna chrześcijańska kładzie nacisk na równą godność wszystkich istot ludzkich niezależnie od ich pozycji społecznej; wszyscy powinni więc być traktowani z równym szacunkiem.

Zważywszy na to, nie jest niczym dziwnym, że Kościół katolicki oraz konserwatywne grupy protestanckie ostro sprzeciwiają się całemu szeregowi technik biomedycznych, włączając w to kontrolę urodzeń, zapłodnienie in vitro, aborcję, badania nad komórkami macierzystymi, klonowanie oraz wszelkie przyszłe formy inżynierii genetycznej. Techniki te, nawet kiedy rodzice decydują się je stosować dla dobra swoich dzieci, są złe z religijnego punktu widzenia, ponieważ stawiają ludzi w pozycji Boga i pozwalają im stwarzać życie (lub w przypadku aborcji - niszczyć je). Pozwalają one na prokreację poza naturalnym kontekstem seksu i rodziny. Co więcej, inżynieria genetyczna postrzega człowieka nie jako cudowny akt boskiego stworzenia, lecz jako wynik działania naturalnych czynników, które ludzie mogą zrozumieć i którymi są w stanie manipulować. Wszystko to oznacza brak poszanowania godności ludzkiej, stanowi więc pogwałcenie woli boskiej.

Ze względu na to, że konserwatywne kręgi chrześcijańskie stanowią najbardziej widoczną i aktywną grupę nacisku sprzeciwiającą się rozwojowi wielu technik rozrodu, często uważa się, iż religia stanowi jedyną możliwą podstawę sprzeciwu wobec biotechnologii oraz że najważniejszą sprawą jest tutaj problem aborcji. Wprawdzie niektórzy naukowcy, jak Francis Collins, znany biolog molekularny, który od 1993 roku kieruje Projektem Poznania Ludzkiego Genomu - są praktykującymi chrześcijanami, jednak większość naukowców jest niewierząca, i to właśnie wśród tej grupy powszechny jest pogląd, że przekonania religijne są synonimem irracjonalnych uprzedzeń stojących na przeszkodzie postępowi. Niektórzy uważają, że wiara religijna i badania naukowe nie mogą współistnieć, inni zaś mają nadzieję, iż lepsze wykształcenie i obeznanie z nauką spowodują, że oparty na religii sprzeciw wobec badań biomedycznych zaniknie.

Te ostatnie poglądy są jednak z wielu względów dyskusyjne. Po pierwsze, jak to zostanie wykazane w drugiej części tej książki, istnieje wiele nie mających nic wspólnego z religią powodów, by być sceptycznym wobec praktycznych oraz etycznych korzyści z biotechnologii. Religia dostarcza jedynie najprostszego motywu, by sprzeciwiać się rozwojowi pewnych nowych technik.

Po drugie, religia często wyraża prawdy moralne, z którymi zgadzają się również ludzie niewierzący, nie rozumiejący, że ich własne świeckie poglądy na sprawy etyczne są tak samo kwestią wiary jak te wyznawane przez wiernych różnych religii. Na przykład, wielu ortodoksyjnych naukowców-przyrodników wyznaje światopogląd materialistyczny i racjonalny, w kwestiach politycznych i etycznych są oni jednak zagorzałymi zwolennikami liberalizmu i równości, ich zapatrywania nie odbiegają więc zbytnio od chrześcijańskich poglądów o powszechnej godności rodzaju ludzkiego. Jak zostanie to tutaj pokazane, nie jest rzeczą oczywistą, czy równy szacunek dla wszystkich istot ludzkich postulowany przez liberalny egalitaryzm wypływa logicznie z naukowego rozumienia świata, czy też jest kwestią wiary.

Po trzecie, pogląd, że wraz z postępem edukacji i pod naporem nowoczesności religia z pewnością ustąpi miejsca naukowemu racjonalizmowi, jest niezwykle naiwny i oderwany od rzeczywistości. Już kilkadziesiąt lat temu wielu socjologów sądziło, że nadejście nowoczesności oznacza sekularyzację. Nastąpiło to jednak tylko w Europie Zachodniej; Ameryka Północna i Azja nie zaobserwowały nieuniknionego spadku religijności wraz z poprawieniem się poziomu edukacji czy świadomości naukowej. W niektórych przypadkach tradycyjna wiara religijna została zastąpiona wiarą w świeckie ideologie takie jak socjalizm „naukowy”, które nie są ani trochę bardziej racjonalne od religii; w innych nastąpiło silne odrodzenie tradycyjnej religii. „Uwalnianie” się nowoczesnych społeczeństw od autorytatywnych ksiąg, mówiących, czym te społeczeństwa są i dokąd zdążają, jest o wiele trudniejsze, niż się to wydaje wielu naukowcom. Nie jest też oczywiste, że społeczeństwom tym byłoby lepiej bez takich ksiąg. Zważywszy na to, że ludzie z silnymi przekonaniami religijnymi nie znikną prawdopodobnie ze sceny politycznej nowoczesnych demokracji w najbliższej przyszłości, ludzie niewierzący powinni zaakceptować zasady pluralizmu demokratycznego i okazać większą tolerancję wobec przekonań religijnych.

Z drugiej strony, wielu konserwatystów szkodzi swojej sprawie, pozwalając kwestii aborcji przesłonić wszelkie inne problemy związane z badaniami biomedycznymi. Ograniczenia w federalnym finansowaniu badań nad komórkami macierzystymi pochodzącymi z embrionów zostały przegłosowane przez Kongres w 1995 roku, ponieważ przeciwnicy przerywania ciąży chcieli zapobiec niszczeniu embrionów. Jednak w klinikach dokonujących zapłodnienia in vitro rutynowo niszczy się niepotrzebne zarodki, co nie zaalarmowało do tej pory przeciwników aborcji. Narodowy Instytut Zdrowia stworzył takie zasady prowadzenia badań w tej niezwykle obiecującej dziedzinie, aby nie wywołać ryzyka zwiększenia liczby aborcji w Stanach Zjednoczonych. Zasady te nakazywały, aby zarodkowe komórki macierzyste nie pochodziły z usuniętych płodów lub zarodków tworzonych wyłącznie do celów badawczych, lecz ze zbędnych zarodków będących skutkiem ubocznym zapłodnienia in vitro, które i tak zostałyby zniszczone lub byłyby przechowywane przez czas nieokreślony, gdyby nie użyto ich do tego celu173. W 2001 roku prezydent George W Bush zmodyfikował te zasady, ograniczając finansowanie federalne do badań nad mniej więcej sześćdziesięcioma stworzonymi wcześniej liniami komórek macierzystych (wyizolowanymi, mogącymi rozmnażać się bez ograniczeń komórkami). Jak zauważył Charles Krauthammer, konserwatyści skupili się na niewłaściwym aspekcie problemu komórek macierzystych. Nie powinni oni martwić się o źródło tych komórek, lecz o ich ostateczne przeznaczenie: „Tym, co powinno nas niepokoić w badaniach wykorzystujących niezwykłe możliwości pierwotnych komórek do rozwinięcia się w całe organy, a nawet organizmy, są monstra, które będziemy wkrótce w stanie stworzyć”174.

Chociaż religia daje najbardziej oczywiste podstawy do sprzeciwu wobec pewnych gałęzi biotechnologii, argumenty natury religijnej nie są przekonywające dla tych, którzy nie akceptują pierwotnych założeń religii. Musimy więc zająć się innymi argumentami, bardziej świeckiej natury.

Obawy utylitarystyczne

Pod pojęciem obaw utylitarystycznych rozumiem przede wszystkim obawy ekonomiczne - przyszłe osiągnięcia biotechnologii mogą spowodować nieprzewidziane koszty lub długoterminowe niepożądane skutki, które mogą przeważyć nad przewidywanymi korzyściami. „Szkody” wyrządzone przez biotechnologię z perspektywy religijnej są często trudne do określenia (na przykład zagrożenie dla godności ludzkiej, które niosą manipulacje genetyczne). Szkody natury utylitarystycznej są powszechniej dostrzegane, mogą one wynikać z kosztów ekonomicznych lub łatwo zauważalnego uszczerbku dla naszego zdrowia.

Współczesna ekonomia dostarcza nam prostych narzędzi pozwalających analizować, czy nowa gałąź techniki będzie korzystna, czy nie, z utylitarystycznego punktu widzenia. Zakładamy, że w warunkach gospodarki rynkowej wszystkie jednostki dążą w racjonalny sposób do osiągnięcia korzyści, opierając się na zestawach indywidualnych preferencji, których słuszności ekonomiści nie oceniają. Każda jednostka ma do tego prawo, dopóki jej dążenie do realizacji tych preferencji nie uniemożliwia innym jednostkom dążenia do realizacji ich preferencji; rząd istnieje po to, aby godzić interesy jednostek, opierając się na szeregu sprawiedliwych procedur zapisanych w prawie. Możemy również założyć, że rodzice nie będą chcieli celowo zaszkodzić swym dzieciom, lecz będą próbowali uczynić je jak najszczęśliwszymi. Zgodnie ze słowami libertariańskiej pisarki Virginii Postrel: „Ludzie chcą rozwoju technik genetycznych, ponieważ mają zamiar używać ich dla własnego dobra, aby pomóc sobie i swym dzieciom pracować i zachować swoje człowieczeństwo (...). W dynamicznym, zdecentralizowanym systemie opierającym się na indywidualnych wyborach i odpowiedzialności ludzie nie muszą ufać żadnemu autorytetowi poza własnym”175.

Zakładając, że użycie nowych technik biomedycznych, włączając w to inżynierię genetyczną, nastąpi wskutek indywidualnego wyboru rodziców, nie zaś przymusu państwa, czy jest możliwe, by spowodowało ono szkody dla jednostek lub dla całego społeczeństwa?

Najbardziej oczywistym rodzajem szkód są te, które dobrze znamy z dziedziny medycyny konwencjonalnej: niepożądane działania uboczne lub inne długoterminowe negatywne konsekwencje dla jednostki poddawanej terapii. Administracja ds. Żywności i Leków oraz inne urzędy regulujące istnieją po to, by zapobiegać tego typu szkodom przez dokładne testowanie leków oraz procedur medycznych przed dopuszczeniem ich na rynek.

1   ...   5   6   7   8   9   10   11   12   ...   24


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna