Historia myśli ekonomicznej



Pobieranie 249 Kb.
Strona1/9
Data07.05.2016
Rozmiar249 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9
HISTORIA MYŚLI EKONOMICZNEJ

Spis treści


Spis treści 1

Z historii ekonomii: Adam Smith (I) 2

John Stuart Mill - ostatni z wielkich klasyków 4

J.Ch.L. Sismonde de Sismondi- liberalizm gospodarczy 7

Jean Babtiste Say i jego "prawo rynku" 9

Thomas Malthus - liberalna ekonomia polityczna według angielskiej szkoły klasycznej 12

David Ricardo - następca Smitha? 14

Merkantylizm 16

Wrogowie merkantylistów - fizjokraci 19

Historia ekonomii w pigułce 22

Mini-leksykon ekonomistów 24



Z historii ekonomii: Adam Smith (I)


Urodził się w Szkocji, jako syn urzędnika izby celnej w małym mieście portowym Kirkcaldy. Dokładnej daty jego urodzin nie znamy, wiadomo tylko, że był ochrzczony 5 czerwca 1723 roku, na kilka miesięcy przed śmiercią swojego ojca. Napisał "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów", książkę, która przyczyniła się do powstania nowej gałęzi nauki - ekonomii.

Z zawodu był Adam Smith wykładowcą na uniwersytecie w Glasgow. Początkowo nauczał logiki, później powierzono mu wykłady z filozofii moralnej. W 1759 wydał traktat "Teoria uczuć moralnych", w której wyjaśnia przyczyny, dla których ludzie aprobują lub nie aprobują pewnych zachowań. Właśnie w tym dziele Smith użył pojęcia niewidzialna ręka rynku, która koordynuje działania jednostek i sprawia, że ludzie powodowani niskimi uczuciami, takimi jak chciwość i egoizm przyczyniają się do powszechnego dobra.

Książka ta przyniosła mu Smithowi rozgłos i prawdopodobnie przyczyniła się do tego, że otrzymał intratną posadę nauczyciela młodego księcia Buccleuch w 1763. Razem ze swoim wychowankiem podróżował w latach 1764 - 66 po Francji, gdzie zapoznał się z najpopularniejszymi ówcześnie teoriami ekonomicznymi a konkretnie z fizjokratyzmem.

Podczas swojego życia i kariery Adam Smith miał możliwość na własne oczy widzieć błyskawiczny rozwój gospodarczy Szkocji, która w krótkim czasie z ubogiego, pasterskiego kraiku przekształciła się w jedną z bardziej uprzemysłowionych części Wielkiej Brytanii. Mimo, że Szkoci stanowili tylko siódmą część ludności Wysp, produkowali jedną piątą tekstyliów i ponad jedną czwartą wyrobów hutniczych. Byli lepiej wykształceni niż ich południowi sąsiedzi - podczas gdy w Anglii działały dwa uniwersytety, w Szkocji były cztery. Lepiej rozwinięte było też szkolnictwo parafialne. Klimat, jakie tworzyło wykształcone społeczeństwo w uprzemysławiającym się kraju musiało mieć duży wpływ na poglądy Smitha.

Po powrocie do rodzinnego Kirkcaldy Adam Smith, mając zapewnioną dożywotnią rentę za opiekę nad swoim byłym już uczniem, poświęcił się przygotowaniu dzieła swojego życia, "Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów". Często używa się skróconego tytułu "Bogactwo narodów". W dziele tym Smith odsłania mechanizmy tworzenia dóbr materialnych, ich dystrybucji i podziału. Jako naukowiec koncentrował się przede wszystkim na prawach rządzących gospodarką, niemniej jednak unikał ujawniania swoich preferencji.



Praca jest miarą wszystkiego

"Roczna praca każdego narodu jest funduszem, który zaopatruje go we wszystkie rzeczy konieczne i przydatne w życiu, jakie ten naród rocznie konsumuje, a które stanowią bądź bezpośredni wytwór jego pracy, bądź też to, co nabywa za ten wytwór od innych narodów" - takim zdaniem, bardzo podobnym do współczesnych definicji [PKB] rozpoczyna się Bogactwo narodów. Smith opisuje, w jaki sposób powstają bogactwa, jakie są i jak działają czynniki produkcji, jaki wpływ na zamożność kraju ma polityka jego władców i poglądy uczonych na gospodarkę.

Uważał, że o wartości wszystkich dóbr materialnych decyduje praca, jaka została zużyta do ich wykonania. O zamożności ludzi świadczy zaś to, jaką pracą mogą rozporządzać. Jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, może za nie kupić produkty pracy innych ludzi, tak jakby kupował ich pracę. Większość ludzi dysponuje jedynie pracą własnych rąk i ich efektami, są wszakże i tacy, którzy będąc w posiadaniu wystarczającego kapitału mogą dysponować pracą setek ludzi.

Bardzo dużo miejsca poświęca szkocki uczony podziałowi pracy. W społeczeństwach pierwotnych wszyscy dorośli członkowie plemienia zajmują się tym samym, to znaczy zdobywaniem pożywienia, budową jakichś schronisk czy szałasów i sporządzaniem ubrań. Z tych obowiązków są wyłączeni jedynie najmłodsi, najstarsi i zbyt słabi. W społeczeństwach, które Smith nazywa cywilizowanymi, większość ludzi zajmuje się nielicznymi czynnościami. Wymieniają oni efekty swojej pracy, które mają w nadmiarze, na takie, których sami nie produkują. Tak na przykład tkacz całe dnie zajmuje się tkactwem, choć tylko niewielka część sporządzonych przezeń tkanin jest mu potrzebna. Resztę wymienia na dobra takie jak chleb czy gotowe ubranie, których sam nie wytwarza.

"Największy rozwój produkcyjnych sił pracy i wielka sprawność, zręczność i zrozumienie, jakie widzimy wszędzie w kierowaniu pracą lub jej wykonywaniu, były, zdaje się, rezultatem podziału pracy" - pisze Adam Smith.

Dowodzi tego przykład manufaktury produkującej szpilki. Zdaniem szkockiego filozofa rzemieślnik, który chciałby sam robić szpilki z najwyższym trudem wyprodukowałby jedną dziennie. We współczesnych mu jednak manufakturach jeden robotnik wyciąga drut, drugi go prostuje, trzeci tnie, czwarty zaostrza, piąty toczy koniec dla osadzenia główki, sporządzenie tejże główki wymaga dwóch lub trzech czynności wykonywanych przez tylóż pracowników, kolejny osadza główki na szpilkach, następny je bieli a ostatni jeszcze pakuje. Razem, jak obliczył, "rzemiosło wyrobu szpilek dzieli się na 18 różnych czynności". Nawet jeśli jeden pracownik jest zatrudniony przy dwóch lub jednej z tych czynności, mała manufaktura zatrudniająca dziesięciu ludzi jest w stanie wyprodukować 48 tys. szpilek dziennie. Czyli każdy zatrudniony ma 4,8 tysięcy razy większą wydajność niż gdyby pracował samotnie.

Smith uważa, że podział pracy przyczynia się do większego bogactwa narodów w danej chwili i jednocześnie przyspiesza wynalazczość, gdyż robotnik zatrudniony przy jednej czynności poświęca jej więcej czasu i sam wymyśla udoskonalenia, które ułatwiają mu pracę.

Oczywiście, na co dzień nie przeliczamy wartości kupowanych i sprzedawanych dóbr na ilość godzin pracy koniecznej do ich wyprodukowania, ale na pieniądze. Zauważył to też Smith, stąd wiele uwagi poświęca pieniądzu, jego postaciom i pochodzeniu. W rozdziale "O pochodzeniu i zastosowaniu pieniądza" autor opisuje, jak to się stało, że w przeciągu wieków ludzie wynaleźli pieniądze z metali szlachetnych, złota i srebra i dlaczego takie pieniądze lepiej nadają się do handlu wytworami pracy niż bydło używane w odległej starożytności. Wymiana dóbr za pośrednictwem pieniądza bardzo ułatwia też ceniony przez Smitha podział pracy, więcej na ten temat możesz zobaczyć w naszej prezentacji "Świat bez pieniądza"

W drugim tomie "Bogactwa narodów" Smith analizuje przyczyny powstania pieniądza papierowego i korzyści z jego istnienia. Banknoty, jego zdaniem, uwalniają ludzkość od konieczności wysiłku w celu wydobycia i obróbki metali szlachetnych. Wprowadzenie pieniądza papierowego opartego na systemie rezerw cząstkowych uwalnia zasoby złota, które można przeznaczyć do innych celów, na przykład do zwiększenia obrotów handlu zagranicznego.

Smith bardzo pozytywnie oceniał rolę banków w gospodarce, uważał, że błyskawiczny rozwój ekonomiczny Szkocji, którego był świadkiem, spowodowany jest w wielkiej części przez usprawnienia w branży finansowej. Przy czym "Najbardziej rozsądne operacje bankowe mogą powiększać wytwórczość kraju, nie dzięki temu, że zwiększają kapitał krajowy, lecz dzięki temu, że większa niż poprzednio część tego kapitału staje się aktywna i produkcyjna".

Autor "Bogactwa narodów" obrazowo porównał złoto i srebro do wielkiego traktu, po którym rozwozi się zboże i pasze od producentów do nabywców, sam jednak nie wytwarza ani ziarenka. Pieniądz papierowy jest zaś jego zdaniem czymś w rodzaju drogi powietrznej, pozwalającej przekształcić drogi lądowe w pastwiska i pola uprawne. Dzięki papierowym pieniądzom można więc wyprodukować więcej, nie tracąc czasu na wydobywanie nieproduktywnego złota i srebra.

Po czym Smith trzeźwo zauważa, że handel i przemysł oparte na solidnych podstawach ze złota i srebra jest bezpieczniejszy niż wisząc "na dedalowych skrzydłach pieniądza papierowego", co w każdej chwili grozi kryzysem. Smith jest zwolennikiem pieniądza papierowego wymienianego na każde żądanie na złoto. Gdyby wprowadzić gdzieś pieniądz papierowy nie oparty na złocie lub srebrze, mogłoby to doprowadzić do spadku jego wartości wobec złota i innych towarów. Myślę, że Smith znając zasady, na których oparty jest współczesny pieniądz nie byłby zaskoczony naszymi problemami z inflacją.

Każde dobro ma zdaniem Smitha dwie ceny - naturalną i rynkową. Cena naturalna składa się z trzech części - zapłaty za pracę konieczną do wytworzenia i dostarczenia na rynek tego towaru, zwykła w danej okolicy renta gruntowa, czyli opłata dla właściciela ziemi, na której dobro zostało wyprodukowane i zysk z kapitału użytego w produkcji. Cena taka pokrywa wszystkie wydatki, które trzeba ponieść, aby dobro znalazło się u klienta. Warto zauważyć, że w skład ceny naturalnej wchodzi też zysk kupca - pośrednika.

Cena rynkowa zaś to "cena bieżąca, za którą dobro zazwyczaj sprzedają". Cena rynkowa może być wyższa, niższa lub taka sama jak cena naturalna, zawsze, jak pokazuje Smith, dąży ona jednak do naturalnej. Tym, co sprowadza ceny do ich naturalnego poziomu jest konkurencja pomiędzy sprzedawcami ale także pomiędzy kupującymi. Może się jednak zdarzyć, że producent potrafi utrzymać długo utrzymać cenę powyżej naturalnego poziomu utrzymując w tajemnicy metodę produkcji. Podobnie działa też zagwarantowany przez władze monopol.

Cena, jaką osiąga monopolista jest najwyższą z możliwych cen, natomiast cena wolnokonkurencyjna - najniższą. Aż do dzisiejszych czasów nic się w tej materii nie zmieniło, co najwyżej współcześni ekonomiści uściślili, jakie są zależności pomiędzy cenami płaconymi monopoliście a producentowi w wolnej konkurencji.

Płaca, zysk i renta

W kolejnych rozdziałach Smith zajął się ustalaniem, jak wynagradzana jest praca, jakich opłat (renty) może żądać właściciel ziemi i jakie zyski można osiągnąć właściciel kapitału. Wspólnym elementem w ustalaniu wynagrodzenia za pracę, ziemię i kapitał, trzy podstawowe czynniki produkcji była konkurencja pomiędzy tymi, którzy ich dostarczali i tymi, którzy ich potrzebowali.

Robotnicy konkurują między sobą zgadzając się pracować za mniejszą płacę jeśli w ten sposób mogą znaleźć zatrudnienie. Z drugiej strony, pracodawcy chcąc przyciągnąć robotników do siebie oferują im płace wyższe niż inni pracodawcy. Płaca rzeczywista jest więc wypadkową tych dwóch sił. Smith zauważa, że właściciele manufaktur i warsztatów często zmawiają się, że nie będą płacić powyżej pewnej sumy. Podobnie, robotnicy próbują umawiać się, że nie podejmą pracy za płacę niższą niż ustalona. Za niesprawiedliwe autor Bogactwa narodów uznaje to, że podobne zmowy pracodawców są popierane, a przynajmniej dozwolone, natomiast próby zrzeszania się robotników uznawano w jego czasach za nielegalne. Smith proponuje, żeby prawo nie zabraniało zrzeszać się nikomu, a jednocześnie nikomu zrzeszanie nie ułatwiało ani nie czyniło koniecznym.

Smith podzielił pracę na produkcyjną, w przemyśle, rzemiośle i handlu oraz nieprodukcyjną, do której zaliczył większość usług, na przykład pracę służby domowej. Uważał, że tylko ta pierwsza przyczynia się do wzrostu bogactwa społeczeństwa. Roli usług nie doceniał, inaczej niż współcześni ekonomiści.

Jako zwolennik wolności gospodarczej sprzeciwiał się Adam Smith organizacjom cechowym, skutecznie ograniczającym wolną konkurencję pracy w osiemnastowiecznej Europie. Cechy w tamtych czasach były zrzeszeniami rzemieślników jednego zawodu, które miały prawo decydować, kto nadaje się do zawodu, jak długo powinna trwać nauka i ilu uczniów może mistrz cechowy przyjąć na termin. Większość rzemiosł w Anglii wymagało wtedy siedmioletniej nauki zanim człowiek mógł zostać cechowym rzemieślnikiem. Jednocześnie rady cechowe przy pomocy przepisów ograniczały ilość uczniów, tak aby nie było za dużo robotników. W wyniku takiego postępowania ceny wyrobów rzemieślniczych mogły trwale utrzymywać się powyżej ceny naturalnej.

Współcześnie cechy, jeśli jeszcze istnieją, nie mają już takich uprawnień jak dawniej. Jedynym wyjątkiem są tak zwane korporacje prawnicze, na przykład radcowskie i adwokackie. Działają one identycznie jak dawne cechy - każdy, kto chce zostać na przykład adwokatem musi odbyć aplikację, odpowiednik terminu, ilość aplikantów jest zaś ograniczana przez przepisy korporacyjne. Adamowi Smithowi na pewno by się to nie spodobało.

Podobnie jak pracownicy konkurują ze sobą także właściciele kapitałów. Za miarę zysków z kapitału Smith uważa stopę procentową, czyli procent, na jaki pożyczane są zwykle pieniądze. Wychodził z założenia, że przeciętne zyski powinny być wyższe niż oprocentowanie kredytów, aby przedsiębiorca mógł oddać pieniądze i jeszcze coś dla niego zostało.

"Można uznać za zasadę, że tam gdzie wiele można osiągnąć przez użycie pieniędzy, zazwyczaj też dużo dają za ich używanie, a gdzie z ich pomocą mało można osiągnąć, tam zazwyczaj mało za nie dają (...) Rozwój stopy procentowej daje nam więc pojęcie o rozwoju zysków."

Smith zauważył też, że na wysokość stopy procentowej wpływ ma też reputacja osoby zaciągającej pożyczkę oraz obowiązujące prawo. Jeżeli prawo nie wymusza zwrotu długów i nie zabezpiecza interesów wierzycieli, stopy procentowe będą wyższe, gdyż pożyczający ryzykuje, że nie zobaczy już swoich pieniędzy.

W krajach wysoko rozwiniętych stopy procentowe są niskie, gdyż jest w nich bardzo dużo kapitałów (pieniędzy) i ich właściciele nie mogą już znaleźć tak wielu dogodnych sposobów inwestowania. Adam Smith podaje przykład Holandii, gdzie rząd (cieszący się świetną reputacją) może zaciągać kredyty na 2 proc., podczas gdy w Szkocji rzadko jest to poniżej 5 proc. Wynika to z tego, że w Holandii, która była w czasach Smitha najlepiej rozwiniętym krajem świata, bardzo wielu ludzi posiadało kapitał. Konkurowali oni o każdą możliwość zyskownego zainwestowania tego kapitału, co doprowadziło do tak niskiego poziomu ceny pieniądza, czyli stopy procentowej. W Szkocji, gdzie kapitał występował w znacznie mniejszej obfitości, właściciele pieniędzy konkurowali ze sobą w mniejszym, natomiast potencjalni pożyczkobiorcy w większym stopniu, co spowodowało, że stopa procentowa była wyższa.

W obu krajach wysokość stopy procentowej ustalał rynek. Inaczej było we Francji. W 1720 roku rząd zdecydował nagle o obniżeniu górnej granicy dozwolonych procentów z 5 do 2 proc., cztery lata później podniesiono ją do 3,5 proc., rok później znowu 5 proc. i tak dalej. Niezależnie od tych skoków Smith zauważa:

"Francja obecnie nie jest może tak bogatym krajem jak Anglja, i choć prawna stopa procentowa często byłą we Francji niższą niż w Anglji, to stopa rynkowa była tam na ogół wyższą; istnieje bowiem, tak jak i w innych krajach, wiele bardzo łatwych i pewnych sposobów omijania prawa".

Tak naprawdę rząd Królestwa Francji nie był więc w stanie obniżyć poziomu stopy poniżej rynkowego poziomu, mógł natomiast swoimi decyzjami i zakazami wprowadzić zamieszanie. Współczesne rządy też to potrafią.

Smith zauważył, że w koloniach północnoamerykańskich, czyli we wschodniej części dzisiejszych Stanów Zjednoczonych zarówno stopy procentowe jak i płace są bardzo wysokie. Wynika to z tego, że w słabo zagospodarowanej jeszcze Ameryce mało jest kapitału, dużo zaś możliwości jego zainwestowania z dużym zyskiem, co podnosi stopy procentowe. Niewielu jest też - w porównaniu do obszaru - ludzi, przez co robotnicy mogą domagać się wyższych płac, a pracodawcy nie mają wyboru i muszą płacić.

Jak już wspomniano, trzecim czynnikiem, obok płac i zysków, decydującym o cenie naturalnej jest dochód z ziemi, czyli renta. Smith uważał, że nie jest ona kształtowana podobnie jak płaca i zysk. Właściciel ziemi ustala bowiem rentę tak, aby dzierżawcy po jej opłaceniu pozostała taka tylko część plonu, która zwróciłaby mu wydatki poniesione na uprawę, opłacenie pracy i zwyczajny w danej okolicy zysk z zainwestowanego kapitału. Czyli cała nadwyżka, która nie jest pracą ani zyskiem to renta. Czasami tylko właściciel ziemi "przez hojność lub częściej jeszcze przez nieświadomość" zgadza się na mniejszą rentę.

Wysokość renty zależy więc od korzyści, jakie można osiągnąć z ziemi. Nieco dalej pisze Smith, że rentę można uważać za produkt sił przyrody, które właściciel ziemi wypożycza dzierżawcy. Przy tym korzyści te to nie zawsze płody rolne. Smith opisuje przypadek Wysp Szetlandzkich, gdzie renta z działek przylegających do morza jest wyższa niż tych w głębi lądu, gdyż ich dzierżawcy mogą czerpać korzyści z połowu ryb. Podobnie jest w przypadku ziemi, pod którą znajduje się węgiel - renta zależy wtedy od cen węgla, nie zboża.

Gdyby dochody z płodów ziemi nie wystarczały na opłacenie zysku i płacy, renta wyniesie zero. To znaczy wyniosłaby, bo nikt nie powierzy nikomu swojej ziemi za nic. Taka ziemia może być wtedy wykorzystana jedynie przez właściciela, gdyż nie opłaca się jej wydzierżawić.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna