Human Rights Watch (hrw)



Pobieranie 0.55 Mb.
Strona4/9
Data27.04.2016
Rozmiar0.55 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

Poza wymienionymi tu 16 osobami, między kwietniem 2002 i styczniem 2003 roku zatrzymano co najmniej 44 innych Tybetańczyków, których więziono od dwóch dni do ponad czterech miesięcy. Wydaje się, że co najmniej 60-70 innych wielokrotnie przesłuchiwano, a ponad stu uciekło z regionu. HRW udało się ustalić imiona 51 zatrzymanych. Dla ich bezpieczeństwa nie podajemy tych danych do wiadomości publicznej. 33 osoby, których tu nie wymieniono, pochodzą z okręgu Njagczu. Jest wśród nich 22 koczowników, czterech chłopów, dwóch półkoczowników, dwóch lamów i jeden mnich. Do tej pory nie udało się określić profesji dwóch pozostałych. Ośmiu nomadów było przywódcami społeczności lub piastowało oficjalne stanowiska. Ustalono dane tylko dwóch osób z Lithangu, w tym koczowniczki, która zajmowała się prowadzeniem interesów.

Wszystkich zatrzymano za związki z Tenzinem Delkiem. Władze, jak ujął to jeden z informatorów, działały na zasadzie „łapać kogo popadnie; ci, z których nic nie wydusili, byli zwalniani”194.
Klasztory Tenzina Delka

Nazwa

Położenie

Rok założenia

Funkcja

Obecny status

Kham Nalendra Thegczen Dziangczub Czeling

vel klasztor Orthok

(wcześniej nazywany Geden Taszi Dargjeling)


Thangkarma Holong, okręg Njagczu

1988; główny budynek oddano w 1993 roku.

Główny klasztor Tenzina Delka; pozostałe są jego filiami. Działa przy nim Szkoła Dialektyki i Szkoła Medyczna.

Około 700 mnichów – w tym 40 w szkole medycznej, 360 w szkole dialektyki, 60 nowicjuszy, 80-90 starszych mnichów oraz 170 na studiach w lhaskich klasztorach.



Otwarty, lecz pozostało w nim 290 mnichów. W sierpniu 2003, według niepotwierdzonych informacji, grożono jego wyburzeniem.

Dziamjang Czekhorling

Njagczukha, okręg Njagczu

Ziemię zakupiono w 1991 roku. Główny budynek (pierwszą kaplicę” oddano w 1994.

Rezydencja Tenzina Delka od 1998 roku, kiedy to władze kazały mu „trzymać się blisko” siedziby władz okręgu Njagczu. Oficjalny limit – 25 mnichów; w kwietniu 2002 – około 40.

Zamknięty przez policję po aresztowaniu Tenzina Delka; w kwietniu 2003 zaczęło w nim mieszkać kilku mnichów, ale oficjalnie pozostaje zamknięty.

Cun-gon Deczen Czeling

Dzomkhog Golog, okręg Njagczu

1990

Klasztor żeński; w kwietniu 2002 mieszkało w nim około 30-60 mniszek.

Szacuje się, że zostało 25-50 mniszek.

Golog Thegczen Namdrolling

Golog, okręg Njagczu

1994

W kwietniu 2002 mieszkało w nim około 25-40 mnichów, głównie nowicjuszy.

Pozostało 8-25 mnichów.

Coczu Ganden Czeling

Tha-ngo Mara, okręg Njagczu

1992

Około 30-40 mnichów w kwietniu 2002.

Pozostało trzech mnichów.

Golog Taszikjil

Łamda Gating Golog, okręg Njagczu

1991-92

Położona w odludnym, ale cieplejszym miejscu świątynia; zimowa kwatera młodszych uczniów z Orthoku. Mieszkali tu nauczyciele, praktykujący w odosobnieniu mnisi oraz, zimą, uczniowie.

Pozostało trzech mnichów: stróż i dwóch pustelników.

Kham Czede Czenmo Dziangsen Phengjalling

vel klasztor Deca



Thrado Deca, okręg Njagczu

Początek lat dziewięćdziesiątych

Klasztor pełnił funkcję szkółki dla nowicjuszy i nowicjuszek. W kwietniu 2002 mieszkało w nim 140-160 mnichów.

Pozostało około 60 mnichów.

Sungczera

Keczukha, okręg Njagczu

1998-2000

Około 40-70 mnichów.

Po aresztowaniu Tenzina Delka mnichów odesłano do domów, a klasztor zamknięto.

Cegon Szedrub Dargjeling

Ritrama Caka (Maja), okręg Lithang

Nowy budynek oddano w 1995.

Klasztor szkoły sakja buddyzmu tybetańskiego (pozostałe należą do gelugpy). Nie został założony przez Tenzina Delka i nie jest filią Orthoku. Pod opiekę Tenzina Delka oddano go na początku lat dziewięćdziesiątych. W kwietniu 2002 mieszkało w nim około 330 mnichów.

Pozostało około 290 mnichów.

Projekty Tenzina Delka



Nazwa

Położenie

Rok założenia

Funkcja

Obecny status

Szkoła Gesze Lungpa

Njagczukha, okręg Njagczu

Początek 1998

Świecka edukacja sierot, półsierot i najuboższych dzieci z okręgów Njagczu, Lithang, Dabpa i Darcedo. Nauczano w niej tybetańskiego, chińskiego, matematyki i medycyny. W 2000 roku uczęszczało do niej około 350 uczniów.

Władze skonfiskowały szkołę w lutym 2000, twierdząc, że powstała bez zezwolenia. Nauczycieli i personel wydalono; po miesiącu zostało w niej ledwie 30 uczniów. W grudniu 2003 szkołę ostatecznie zamknięto.

Szide Bu-so-khang

(Miejsce Pokojowego Wychowywania Dzieci)



Klasztor Orthok, okręg Njagczu

1991-92

Podstawowa edukacja sierot, półsierot i ubogich dzieci, często jednocześnie nowicjuszy, z okręgów Njagczu, Lithang, Dabpa i Darcedo; zapewniała schronienie, wyżywienie, podręczniki itd. Nauczano w niej czytania, pisania i gramatyki tybetańskiej, filozofii buddyjskiej i religijnych dysput. 160 uczniów w kwietniu 2002.

Po aresztowaniu Tenzina Delka większość dzieci uciekła do Indii, pozostało około 30 uczniów.

Zimowa szkoła przyklasztorna Orthoku.

Klasztor Golog Taszikjil, okręg Njagczu

1998/99

Położona w odludnym, lecz cieplejszym miejscu; zimą uczyli się tu i mieszkali młodsi uczniowie z Orthoku.

Brak personelu i środków sprawił, że po aresztowaniu Tenzina Delka nie wysyłano tu uczniów.

Dom starców klasztoru Orthok

Klasztor Orthok, okręg Njagczu

1991-92

Dom starców – głównie dla koczowników z okręgów Njagczu i Lithang; pensjonariusze –32 w kwietniu 2002 – otrzymywali miesięczne racje żywności i koce na zimę.

Po aresztowaniu Tenzina Delka placówkę zamknięto z powodu braku środków. Część pensjonariuszy zmarła; pozostałymi zaopiekowali się przyjaciele i mnisi z Lithangu i Orthoku.

Dom starców klasztoru Orthok, filia w Njagczukhce

Njagczukha, okręg Njagczu

1998/99

Klinika dla starców potrzebujących opieki medycznej. Władze zarekwirowały większość budynków w 2000, gdy konfiskowano szkołę Gesze Lungpa. W kwietniu 2002 roku mieszkało tu około 20 pensjonariuszy.

Klinika chyliła się ku upadkowi od 2000 roku. Ostatni pensjonariusze opuścili ją po aresztowaniu Tenzina Delka. Brak środków i personelu.

Szkoła i klinika medycyny tybetańskiej klasztoru Orthok

Klasztor Orthok, okręg Njagczu

1991-92

Szkoła i klinika medycyny tybetańskiej; jedyna placówka tego rodzaju w regionie. Zbierano w niej zioła, produkowano leki i rozdawano je potrzebującym; w kwietniu 2002 studiowało w niej 40 uczniów.

Po aresztowaniu Tenzina Delka zamknięto szkołę i klinikę z powodu braku środków. Lekarze mogą praktykować indywidualnie.

Klinika medycyny tybetańskiej klasztoru Orthok, filia w Njagczukhce

Njagczukha, okręg Njagczu

1998

Klinika medyczna działająca przy szkole Gesze Lungpa. Służyła uczniom, starcom i okolicznym mieszkańcom.

Władze skonfiskowały ją w lutym 2000 wraz ze szkołą Gesze Lungpa. Obecnie zamknięta.

Załącznik I

Oświadczenie Tenzina Delka nagrane tuż przed 16 czerwca 2000 roku195


Notka: Tenzin Delek nagrał to oświadczenie, gdy funkcjonariusze służby bezpieczeństwa zmusili go do podpisania dokumentu, w którym wymieniono zarzucane mu przestępstwa, a władze TPA „poprosiły” go, telefonicznie, w nocy, o stawienie się, samemu, w stolicy prefektury. Poradzono mu przy tym, żeby w odpowiedzi na ewentualne pytania mówił, że jedzie na badania lekarskie. Tenzin Delek, obawiając się aresztowania, wyjaśnia powody swego zniknięcia i sugeruje uczniom, jak mogą mu pomóc. Mówi też o zarzucanych mu „przestępstwach” i tłumaczy swoje pobudki.

Mam kilka słów do wszystkich. Kiedy informują was o tej trudnej sytuacji, najważniejsza jest czysta motywacja. Sutra mówi, że „wszystkie zjawiska są uwarunkowane”, dlatego też motywacja ma znaczenie kluczowe.

Nawet w trudnych sytuacjach zawsze zabierałem głos z dobrą intencją; nie narzekałem, mówiłem pozytywnie. Tak też mówię teraz do was wszystkich, przywódców, ludzi, mnichów i świeckich.

Przysłowie powiada, że „nawet jeśli robisz coś dobrego, może to zostać nazwane złym”. W ostatnich latach byłem oskarżany i mam podstawy, by sądzić, że znów zostanę fałszywie oskarżony. Sądzę tak, gdyż ostatnio byłem intensywnie przesłuchiwany w stolicy okręgu. Zadawano mi wiele pytań. Co więcej, liczne pytania zadawali mi również funkcjonariusze Biura Bezpieczeństwa Publicznego, [którzy pojawili się] w prefekturalnym Biurze ds. Religii.

Kiedy mnie wezwano, nie wiedziałem, że polecenie przyszło z Biura Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy władze skonfiskowały szkołę w Gesze Lungpa196, decyzję podjął szef okręgu. [W Biurze ds. Religii] poznałem kilku z urzędników. Kiedy zapytałem, z jakiego są departamentu, nie odpowiedzieli na moje pytanie. Kiedy zaczęło się przesłuchanie, chiński urzędnik powiedział: „Nie powiemy ci, z jakiego jesteśmy departamentu. W naszym departamencie nikt nie zadaje nam pytań”. Tak zaczęło się przesłuchanie. Powiedzieli mi też, że mogę się domyślić, z którego są departamentu. Tak do mnie mówili, ale nie wiedziałem, skąd są. Pomyślałem, że to dziwne i dlatego spytałem. Powiedziałem im, że sądziłem, że są z Biura Edukacji, i dlatego zapytałem. Nie powodowało mną nic innego.

Powiedzieli mi: „Nie możesz zadawać pytań, masz na nie odpowiadać. Musisz nam opowiedzieć o swoich najważniejszych poczynania, nie przed wyjazdem z Tybetu, ale po powrocie z Indii”. Powiedziałem im, że po powrocie angażowałem się w wiele spraw i że nie wiem, o czym mam mówić. Powiedziałem też, że jeśli mnie o coś zapytają, udzielę jasnej odpowiedzi.

Zadawali mnóstwo pytań, ale zaczęli od powodu wyjazdu do Indii, odparłem więc, że pojechałem do Indii, bo byłem mnichem. Pragnąłem zdobyć wykształcenie religijne. Powiedziałem, że wyjechałem do Indii, ponieważ chciałem otrzymać przekazy i nauki. Starałem się również praktykować to, co studiowałem. To był jedyny powód wyjazdu. Najbliżsi i krewni prosili, żebym wrócił do Tybetu. Powiedzieli mi, że polityka Chin jest dobra. Mówili, że sytuacja w Tybecie uległa poprawie. Dlatego też wróciłem do Tybetu.

A teraz siedziałem na komisariacie.

Kiedy wróciłem, wszyscy znali mnie tu pod świeckim imieniem A-ngag Taszi. Nie mam wielu zalet. Posiadam jedynie tytuł tulku, ale nie jestem tulku wykształconym, nic z tych rzeczy. Mam bezpośredni związek karmiczny z mieszkającymi tu ludźmi [i dlatego] pokładają oni we mnie wiele nadziei.

Od chwili powrotu z Indii wszystko, co robiłem, robiłem w granicach jednego kraju, Chińskiej Republiki Ludowej. Celem mojej pracy było jednoczenie ludzi, podnoszenie stopy życiowej, ochrona środowiska naturalnego, promowanie rozwoju gospodarczego dla pożytku ludzi i edukacji. To o tym zawsze rozmawiałem z ludźmi. O kwestiach tych również pisałem. Temu właśnie poświęcałem energię. Choć staram się robić rzeczy pożyteczne, czasami okazują się one bezużyteczne.

Zadawali mi wszystkie te pytania, a gdy na nie odpowiadałem, mówili, że wszystko, co zrobiłem, było złe, i że jestem winny. Mówili, że muszę sobie uświadomić, że wszystko to były błędy. Powiedzieli, że jeśli przyznam się do błędów, nie postawią mnie przed sądem. Kazali nie powtarzać ich w przyszłości. Powiedziałem im „dobrze”, „tak”.

Ponieważ jestem mnichem z klasztoru Lithang, stawiłem się w nim zaraz po powrocie z Indii. W tamtym czasie, tak, wiele rozmawiałem z innymi mnichami o praktyce kultu Dordże Szugdena. Robiłem to, bo jestem mnichem Lithangu. Powiedziałem urzędnikom, że sprawa ta była dla mnie kwestią religijną, nie mającą nic wspólnego z działalnością polityczną. Później policja powiedziała mi, że to polityka i że nie wolno mi wypowiadać się na ten temat. A więc milczałem. To pierwsza rzecz, którą mi zarzucono.

Drugą złą rzeczą, jaką zrobiłem – powiedzieli urzędnicy – było to: kiedyś byłem w Khola u chorego, umierającego człowieka. Nie było tam żadnego lekarza, ani nawet lekarstwa, które można by mu było podać. Nie było mnichów i lamów, którzy mogliby recytować modlitwy. W sąsiednim domu była kobieta, umierała po komplikacjach porodowych. Widząc wszystkie te smutne rzeczy, ludzie chcieli być bliżej drogi, którą mogliby dotrzeć do szosy. To było pragnienie ludzi. Wszyscy mieszkańcy regionu prosili mnie o pomoc. Jeżeli się uda, będą do nas mogli przyjechać chińscy urzędnicy, bo będziemy blisko drogi. Zaplanowałem, że przeniosą się z Kholi do Thangkarmy. Chodziło o zbudowanie stałego budynku dla starszych ludzi, żeby ułatwić im dostęp do szosy. Dzięki temu dzieci mogłyby się uczyć. Prosili o to ludzie. Ogłosiłem ten plan podczas święta koni197.

To był drugi zarzut. Powiedzieli, że to ciężkie przestępstwo. Znowu przeprosiłem i powiedziałem, że nie wiedziałem, że było to ciężkie przestępstwo, i że nigdy już tego nie zrobię. Kiedy opowiadałem ludziom o moim pomyśle, nikogo do niczego nie zmuszałem. Po prostu coś zasugerowałem. Jeśli to coś złego, więcej tego nie zrobię. Powiedzieli, że jestem winny z powodu [kultu] Szugdena, ale nie wiem, dlaczego uznano mnie winnym tego drugiego przestępstwa.

Mieliśmy też problem z naszym lasem. Ten las nie należał do rządu; tu był las publiczny i należał do ludzi. Okręgowy departament leśnictwa próbował skonfiskować las publiczny co najmniej dwa lub trzy razy. To jak kradzież pożywienia z dzioba pisklęcia. Nie mogłem bezczynnie na to patrzeć. Dlatego rozmawiałem i pracowałem nad tym z ludźmi. Jeździłem i mówiłem o sprawie lasu dla dobra ludzi. Chińscy urzędnicy i to uznali za bardzo poważne przestępstwo.

Tybet został wyzwolony przez Chin przed wielu laty, ale pewne regiony są nadal gospodarczo zacofane. Nie ma edukacji. Zawsze tłumaczyłem to ludziom. Chińczycy, którzy przybyli z Chin wewnętrznych, to ludzie, którzy nie mogą podołać życiu we własnych społecznościach albo nie mają partnerów. Przyjeżdżają w nasze strony sprzedawać prażoną kukurydzę czy naprawiać buty, ale są lepiej wykształceni od naszych urzędników okręgowych i od naszych ludzi. Dlatego też zawsze apelowałem o podniesienie poziomu systemu oświaty w naszym regionie. Od kiedy wróciłem z Indii promowałem edukację, kulturę i sztukę.

Koczownicy w tym regionie są bardzo biedni. Dlatego zacząłem zbierać dzieci z ubogich rodzin, których nie było stać na szkołę, i z bogatszych, które nie mogły kształcić dzieci. Powiadomiłem o tym urzędników. Mogła być jakaś różnica w czasie, ale powiedziałem większości urzędników.

Przed 2000 rokiem wyżsi i niżsi sekretarze partii powiedzieli mi, że nie mogę prowadzić tej szkoły, że musi prowadzić ją rząd okręgu. Zgodziłem się. Porozmawialiśmy i uzgodniliśmy, że szkoła zostanie przekazana okręgowi. W 1999 roku kazano mi oddać szkołę i w roku 2000 przekazałem ją okręgowi. Powiedzieli mi, że muszę dawać pieniądze na szkołę, a oni ją poprowadzą. Zgodziłem się na to. Potem urzędnicy wyrzucili kucharza, ludzi, którzy gotowali herbatę, sprzątaczy i innych. Nie mogłem nic zrobić [by do tego nie dopuścić]. W tamtym czasie nie mogłem im dać pieniędzy, bo ich nie miałem, ale mogłem dać ziarno, ser, masło i ziemniaki. Powiedziałem urzędnikom, że ofiaruję je szkole, a dyrektor Biura Edukacji [jiaoyuchu] powiedział, że to bardzo dobrze i że nawet jeśli będę miał tylko garść warzyw, to też będzie w porządku.

Kiedy przekazywałem szkołę chińskim urzędnikom, uczęszczało do niej 170 dzieci. Obiecałem, że co miesiąc będą dostarczał dla każdego z nich żywność wartości 50 renminbi [6,25 USD]. Następnego dnia przemyślałem to ponownie. Miałem wówczas dużo ziarna, ponad 30 tysięcy gjama [15 ton]. Pomyślałem, że to całkiem sporo. Ponieważ byłem koczownikiem, miałem też masło, ser i mięso198. Pomyślałem, że dam to wszystko dzieciom. Miałem też dwie ciężarówki ziemniaków. Kiedy przyszedł czas na przekazanie żywności, urzędnicy nie wzięli nawet gjama ziarna. Powiedzieli mi, że masło i mięso śmierdzą i że dzieci się od niego pochorują. Tak mi powiedzieli. Odparłem, że nawet jeśli masło i mięso są śmierdzące, to ziarno powinno być dobre. Dlaczego nie weźmiecie ziarna? Ale oni nie wzięli nawet gjama. Wtedy dopiero uprzytomniłem sobie, że idzie tu o coś innego, o coś niedobrego. I tak, choć zgodziłem się przekazać szkołę, dać pieniądze, jedzenie i ziarno, funkcjonariusze z Bezpieczeństwa Publicznego powiedzieli, że założenie szkoły było przestępstwem. Bardzo ciężkim przestępstwem.

Wszystko, co zrobiłem, było dla nich przestępstwem. Powiedzieli, że wszystko, co zrobiłem, było przestępstwem. Nic nie było dobre.

Nie można jednak powiedzieć, że urzędnicy krytykowali wszystko, co robiłem. Po założeniu szkoły Gesze Lunpa przyjechał do niej raz dyrektor Urzędu Edukacji z prefektury, szef okręgu Njagczu, kobieta, która zajmuje się szkołami i edukacją [w regionie], urzędnik niższego szczebla z Ya’anu, szef prefektury Kardze, dyrektor departamentu edukacji i wielu innych urzędników. Dyrektor od Edukacji z Kardze powiedział mi: „A-ngag Taszi, zrobiliście tu dobrą robotę” i pokazał dwa podniesione kciuki, o tak. Powiedział: „Bardzo dobrze, że zbudowaliście szkołę sami bez pomocy rządu. Powiedział, że obecnie jest to zgodne z rządowym planem tworzenia szkół. Można zakładać prywatne szkoły, a ta taka jest. I powiedział mi: „Popieramy was”. A był przywódcą w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Kardze. Ale ludzie z Bezpieczeństwa uznali to za przestępstwo, więc sam już nie wiem co i jak.

Niezależnie od tego czy w innych czy w naszym własnym kraju, bez edukacji nie ma mowy o rozwoju. Wszyscy wiemy czy koczownicy są wykształceni. Myślałem sobie, że mogę pomóc wszystkim nomadom. Ale urzędnicy uznali wszystkie te rzeczy za przestępstwa. Ludzie z Bezpieczeństwa powiedzieli, że popełniłem pięć czy sześć przestępstw. W tej chwili nie jestem w stanie myśleć o wszystkich szczegółach, ale niewątpliwie oskarżyli mnie o popełnienie wielu przestępstw. Opowiedziałem ludziom z Bezpieczeństwa o wszystkim, co robiłem, a oni powiedzieli mi, że nie mijałem się z prawdą, i dodali, że w przyszłości „muszę być ostrożny albo będzie niedobrze”. „Dobrze”, odparłem. Wszystko było więc załatwione.

Ostatnio wezwano mnie do Biura ds. Religii i Departamentu Pracy Frontu Jedności. Wtedy też zorientowałem się, że urzędnicy, z którymi rozmawiałem wcześniej, byli z Bezpieczeństwa Publicznego. Kiedy przyszedłem, powiedzieli mi, że dokonali uzgodnień z Biurem Bezpieczeństwa Publicznego prefektury. Powiedzieli mi: „Nie możesz mieć zdjęć XIV Dalajlamy, młodego Panczenlamy ani swoich”. I powiedzieli: „Te zdjęcia są coraz większe i większe. Nie wolno ci tego robić. I nie możesz posługiwać się tytułem lamy”. Powiedziałem im, że to mnie nie martwi i że już wcześniej mówiłem prefekturze Kardze, że nie trzeba mi tytułu lamy ani mnicha, ale potrzebuję praw istoty ludzkiej. Mówiłem im to wcześniej i tego dnia powtórzyłem jeszcze raz. Powiedzieli mi: „Nie możesz jeździć do Keczukar”. Powiedzieli mi: „Nie możesz jeździć do Gologu ani do Decy”. Odpowiedziałem: „W porządku”. Jest na przykład takie miejsce, które nazywa się Gara. Mam do niego trzy kilometry. Żeby tam pojechać, muszę uzyskać pisemne zezwolenia Biura ds. Religii i Departamentu Pracy Frontu Jedności.

Zrobiłem wiele dobrych rzeczy i nie uczyniłem nic przeciwko konstytucji państwa. Niczego się nie boję i nie ma we mnie żadnych wątpliwości. Kiedyś wydawało mi się, że niezależnie od tego, ile mówią o mnie kłamstw, prawda w końcu wyjdzie na jaw. Jest jak abra [tybetański świstak] – nie ma ogona. Oskarżali mnie na podstawie pogłosek, ale nigdy nie zrobiłem nic przeciwko chińskiemu rządowi i z cała pewnością nigdy nic takiego nie zrobię. Myślałem, że prawda szybko wyjdzie na jaw i nic z tym nie robiłem.

Z mojego punku widzenia, byłem szczery, ale nie sądzę, bym popełnił jakieś przestępstwo.

Mówiłem, że Chiny dokonały ogromnych postępów i że Chińczycy są wykształceni. W Tybecie nie ma jednak żadnego rozwoju, a Tybetańczycy nie są kształceni. Kiedy mówię tego dlatego, że nie lubię Chińczyków albo chińskiego rządu. Do 1,2 czy 1,3 miliarda populacji Chin należy 56 różnych narodowości. Należę do jednej z nich i nie ma powodu, bym mówił o nich źle. Ponieważ należę do jednej z 56 narodowości, mam prawo mówić. I dlatego mówię. Bo z jakich innych przyczyn? Utrzymuję się z datków tych, co żyją, i tych, co umarli. Dzięki nim mam co jeść. Trzymam różaniec i modlę się o szczęście wszystkich istot. Dlaczego miałbym mówić źle o innych narodowościach? Nigdy nie powiedziałbym nic złego o żadnym narodzie. Z perspektywy religii, gdybym myślał źle o innych narodowościach, byłoby to nieprawe. Z perspektywy polityki, nie krytykowałbym innych narodowości, ponieważ jest to jawny separatyzm.

W obecnej sytuacji potrzebuję zezwolenia nawet na wyjazd do Gary.

Niespodziewanie otrzymałem telefon od urzędników z Bezpieczeństwa Publicznego, którzy kazali mi udać się, samemu, nic nikomu nie mówiąc, na komisariat w Darcedo. Słyszałem, że chcieli mnie aresztować podczas ostatniego przesłuchania, ale z jakiejś przyczyny musiało być to dla nich niewygodne. Chcą, żebym po cichu sam stawił się [w Darcedo], ale ja nie zamieram jechać tam po kryjomu, nic nikomu nie mówiąc. Mogą tu po prostu przyjechać i aresztować mnie. Mogą obwieścić to publicznie z głośników na samochodzie. Mogą przyjechać z kajdanami. Jeżeli popełniłem przestępstwo, powinni tu przyjechać i aresztować mnie w taki sposób. Nie pozwolę, by ktokolwiek protestował.

1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna